Nienawiść

Jack Benteen jest strażnikiem Teksasu, nie idącym na kompromisy i układy, bezwzględnie skutecznym wrogiem narkotyków. Kiedyś jego najlepszym kumplem był Cash Bailey – obecnie baron narkotykowy działający w Meksyku i szmuglujący towar za granicę USA. Łączyła ich jeszcze kobieta, Salita. Spokój w miasteczku jednak zostaje przerwany przez obecność tajemniczej grupy kierowanej przez majora Hacketta. Byli żołnierze planują konfrontację z Baileyem i wplątują w swoją wojnę Jacka.

nienawi1

Kiedy za film bierze się Walter Hill należy spodziewać się bezpretensjonalnego, krwawego kina akcji dla facetów. „Nienawiści” najbliżej jest do westernu i to nie tylko ze wzgląd na pogranicze amerykańsko-meksykańskie czy bohatera żywcem wziętego z mentalności Dzikiego Zachodu. Pustynie, rzadka roślinność tworzy bardzo surowy klimat, gdzie liczy się spryt oraz szybkość wystrzeliwanych pocisków. Zderzenie technologicznych cudeniek wojskowych ze staroświeckim sposobem rozwiązywania problemów z bandytami robi nadal wrażenie. Podobnie jak dynamiczna scena napadu na bank zakończona brawurowym pościgiem czy przypominająca „Dziką bandę” finałowa konfrontacja w Meksyku (dużo strzałów, dużo krwi i dużo trupów) zakończona obowiązkowym pojedynkiem. Może i jest to mocno komiksowe i przerysowane, ale nie zostaje przekroczona granica kiczowatości. Wciąga to mocno, serwując jeszcze odpowiednią dawkę adrenaliny oraz rozrywki.

nienawi2

Do tego mamy etatowych twardzieli ery VHS, chociaż nie tak kultowi jak Stallone, Schwarzenegger czy Lundgren. Za to jest jak zawsze świetny Michael Ironside w roli majora Becketta – niby żołnierza, który wymaga dyscypliny i ślepego posłuszeństwa, ale to bezwzględny i chciwy drań, którego motywację poznajemy dopiero pod koniec filmu. Po drugiej strony barykady są dwaj faceci: Nick Nolte oraz Powers Boothe. Pierwszy jest surowym, twardym gliniarzem, nie dającym się przekupić, nigdy się nie uśmiecha i jest w pełni wiarygodny. Drugi jest elegancko ubranym dilerem narkotykowym – uśmiechniętym, ale i bezwzględnym i nieustępliwym draniem. Jako element dekoracji (bo inaczej nie jestem w stanie tego nazwać) działa Maria Conchita Alonzo wcielająca się w Saritę.

nienawi3

„Nienawiść” to jedna z najlepszych pozycji Waltera Hilla, który konsekwentnie realizuje plan stworzenia porządnego, klimatycznego kina akcji. Akcja trzyma za gardło, intryga wciąga, a aktorstwo jest świetne. Czegóż chcieć więcej?

nienawi4

7,5/10

Radosław Ostrowski

Cześć, mamo!

Każdy filmowiec na początku swojej drogi artystycznej próbuje podjąć rożnego rodzaju eksperymentów, prób szukania nowej formy ekspresji i środków wyrazu. Tak tez zrobił w 1970 roku Brian De Palma w swoim trzecim filmie „Cześć, mamo!”. Jego bohaterem jest niejaki Jon Rubin – młody facet, który wrócił z Wietnamu i próbuje się odnaleźć na nowo. Gdy go poznajemy, kupuje sobie nowe mieszkanie w dość kiepskim stanie i kamerę filmową. Zaczyna podglądać sąsiadów, by nakręcić pornosa.

Od tej pory film rozbija się na części. Pierwsza część to próba zrobienia amatorskiego porno przy wsparciu producenta Joe Bannera. I tutaj mamy voyeuryzm, ale punktem zwrotnym staje się podryw jednej z podglądanych kobiet (chodziło o sfilmowanie seksu), co samo w sobie jest autentycznie zabawne. Drugą część stanowi jednak działalność tajemniczej grupy Be Black, Baby. Jej celem jest pokazanie, co to znaczy być czarnym. Trzecia część to działalność wywrotowa zakończona spektakularną eksplozją dokonaną przez samego Joe – żonatego faceta, czekającego na dziecko.

cze_mamo1

De Palma tutaj mocno żongluje formą, czerpiąc garściami z nowej fali. Widać to zarówno w obecności napisów objaśniających przebieg wydarzeń, ale także w przyspieszeniach oraz dziwacznym montażu. Przykładowo podczas sceny oglądania porno w kinie nasz bohater rozmawia z producentem, który znajduje się po prawej stronie, by po cięciu (scenka erotyczna z pokazywanego filmu) facet znalazł się po lewej stronie. Albo podczas randki z sąsiadką Judy (śliczna Jennifer Salt), gdzie przenosimy się z miejsca na miejsce (restauracja, kawiarnia, pizzeria, taksówka) i to przejście jest tak płynne, jakbyśmy oglądali jedną scenę. Dodatkowo filmowiec zmienia perspektywę – raz widzimy to, co filmuje nasz bohater (okna z widokiem na pokój sąsiadów), ale gdy jedna z nich zaczyna filmować swoją kamerą, widzimy obraz z widoku tej kamery, co może na początku wywołać dezorientacje.

cze_mamo2

Jest też stylizowany na reportaż film telewizyjny dotyczący działalności ruchu Be Black, Baby i niezapomniana scena spektaklu, w którym nasz Joe gra policjanta. Sfilmowana czarno-biała taśma, niemal w jednym, płynnym ujęciu budzi grozę nawet teraz, przekonując (na własnej skórze), co to znaczy być innym. Niesamowita scena. Drugim mocnym punktem jest Robert De Niro, który dopiero zaczynał swoją drogę aktorską. Jednak już tutaj widać ogromny talent – nie zapomnę sceny podrywu sąsiadki (randka przez komputer, który wylosował partnerkę – aż dziw mnie bierze, że ktoś wtedy był w stanie w to uwierzyć) czy przygotowania do roli policjanta w spektaklu (czuć tu zalążek Travisa Bickle’a). On jeden w zasadzie jest mocnym spoiwem tego wariackiego filmu. A zakończenia tej komedii (czarnej i ekscentrycznej) nie powstydziłby się sam Monty Python.

Nie zawsze udaje się zachować uwagę (tempo jest dość nierówne, a niektóre żarty mogą wydawać się niezrozumiałe i nieczytelne), ale już tutaj widać potencjał ukryty w De Palmie, który miał za parę lat eksplodować. Intrygujące kino.

7/10

Radosław Ostrowski

Godziny strachu

Poznajcie rodzinę Randallów – on, pracownik agencji reklamowej, ona zajmuje się domem i córką, Sophie. Wiecie, takie idealne, bogate małżeństwo z klasy średniej. I wtedy w idealny związek wchodzi ktoś trzeci. W środku auta zjawia się tajemniczy mężczyzna, który zamierza wykorzystać ich do realizacji własnego planu. Inaczej ich córka ostanie zabita. Plan jest konsekwentnie realizowany, a cena będzie bardzo wysoka.

godziny_strachu1

Film pozornie wydaje się typowym thrillerem, gdzie mamy groźbę śmierci i szantaż, jednak sama intryga podąża nie do końca oczywistym tropem. Nie chodzi tu o pieniądze, bo te zostają spalone, więc o co? Powoli odkrywane są elementy układanki – i odkrywamy, że nasz główny bohater nie jest wcale taki idealny jak by się to wydawało. Nie jest zbyt uczciwy w pracy, jest niewierny, a wszelkie próby wyrwania się z kleszczy jest z góry skazana na porażkę. Szantażysta jest dobrze przygotowany, zgrabnie gra z parką i nawet, gdy wydaje się, że popełni błąd, jest o krok przed naszymi bohaterami. Jednak kolejne wolty wprawiają w zakłopotanie i nie są do końca przekonujące, włącznie z przewrotnym finałem (ten akurat kupiłem bez wątpliwości). Klimat niepewności i zagrożenia jednak został zachowany, realizacja jest solidna, nawet muzyka daje radę. Tylko sama ta intryga po seansie, gdy włączasz myślenie, to nagle durniejesz. I po co to wszystko? Ale w trakcie seansu nie zastanawiasz się nad tym zbyt mocno.

godziny_strachu2

Aktorstwo jest całkiem przyzwoite i to jest najmocniejszy punkt. Wbrew swojemu emploi Gerald Butler wciela się w pana Randalla, który ma wiele za uszami i jest bardziej strachliwy niż można było się spodziewać po takiej posturze. Radzi sobie całkiem dobrze, podobnie jak Pierce Brosnan w roli szantażysty oraz Maria Bello jako pani Randall. Na tej trójce opiera się cały film.

godziny_strachu3

„Godziny strachu” to taki thriller, który po obejrzeniu szybko wypada z głowy. I to jest jego największy problem – nie zostanie po nim nic godnego uwagi, chociaż czas spędzony przy nim nie będzie spędzony. Czyżby ktoś stosował środek na amnezję?

6,5/10

Radosław Ostrowski

Sidła miłości

Frank Delaney jest bardzo ambitnym i wziętym adwokatem z Portland. I trafia mu się sprawa, która może znowu skupić uwagę wszystkich – młoda kobieta zostaje oskarżona o zamordowanie swojego męża, który był dużo, dużo starszy. Sprawa jest o tyle paskudna, że w ciele zmarłego znaleziono kokainę, a przed śmiercią kochanek zapisał w testamencie kobiecie swój majątek. I nasz prawnik ulega swojej klientce, stając się jej kochankiem.

sida_miloci3

Po sukcesie „Nagiego instynktu” z 1992 roku thrillery o zabarwieniu erotycznym stały się strasznie popularne i każdy twórca próbował coś uszczknąć dla siebie. Rok później próbował ugrać Uli Edel wspierany przez charyzmatycznego producenta Dino De Laurentisa. Efekt okazał się tak katastrofalny, że „wyróżniono” ten tytuł nominacjami do Złotych Malin. Co w zasadzie nie zagrało? Nie do końca wiem. Niby jest pomysł, oparty na procesie sądowym i czerpaniu stylu noir. Cyniczny adwokat, klasyczna femme fatale, mroczne tajemnice, pożądanie, perwersje. Nie od dzisiaj wiadomo, że najlepiej sprzedaje się seks oraz przemoc. Jednak nie mogłem odnieść wrażenia sztuczności i przewidywalności wolt. Wiadomo było, ze dojdzie do romansu, że intryga jest bardziej skomplikowana, każdy skrywa tajemnice. To było wszystko jakieś takie mechaniczne, zrobione z automatu. Nawet drobne echa z przeszłości nie były w stanie rozbić tego przekonania. A co do scen erotycznych, to dobrze wypadła tylko jedna (na parkingu z robieniem minety), a o reszcie nie warto się wypowiadać.

sida_miloci2

Poza niezbyt wciągającym scenariuszem oraz słabą reżyserią, swoje dorzucają do pieca aktorzy, zwyczajnie nie mający co grać. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, by w głównej roli (femme fatale) obsadzić Madonnę, ale w ten sposób jej kariera aktorska (całkiem niezła) została zniszczona. Jest w niej tyle sex appealu i atrakcyjności jak w przypadku muchy złapanej na lep – coś tam próbuje zaprezentować, ale niewiele z tego wynika. Podobnie męczy się Willem Dafoe jako Delaney. Przekonuje jedynie w scenach sądowych, gdy wygłasza mowy i magluje świadków, ale ten romans jest taki fałszywy. Poza tą dwójką na drugim planie pojawia się m.in. Frank Langhella (Sidney – były kochanek), Jurgen Prochnow (dr Paley) i Joe Mantegna (prokurator Robert Garrett). Aż krew mnie zalała, gdy zobaczyłem na dalszym planie w roli żony naszego adwokata Julianne Moore. Wiem, że to nie był jeszcze czas, gdy producenci poznali się na jej talencie, ale ona idealnie pasowałaby do roli głównej. To się nazywa marnotrawstwo.

sida_miloci1

Nie wiem, czy jest sens namawiania kogokolwiek do obejrzenia tego chłamu. Chyba tylko po to, żeby poznać i pamiętać o istnieniu kina tak złego, że aż śmiesznego/głupiego/mdłego/nudnego (niepotrzebne skreślić). Na własną odpowiedzialność.

4/10

Radosław Ostrowski

Skanerzy

Cameron Vale jest zwykłym facetem wyglądającym jak kloszard. Niepozorny, spokojny facet nie pamiętający żadnych wspomnień i mieszkania. Ale posiada pewną moc, której siły nie pozostaje świadomy – jest skanerem. A kim jest skaner? To telepata, potrafiący wejść w umysł każdego człowiek. I nie tylko. Mężczyzna zostaje zgarnięty przez korporację ComSec posiadającą lekarstwo blokujące umiejętności skanerów. Kierowany przez dr Paula Rutha Vale ma za zadanie dorwać i powstrzymać głównego przeciwnika korporacji – Darryla Revoka.

skanerzy1

Gdy ktoś wpada na pomysł, żeby zbratać Davida Cronenberga z głównym, komercyjnym nurtem, to efekt może być kompletnie nieobliczalny. Na początku swojej drogi realizował niskobudżetowe horrory, w których przyglądał się deformacjom oraz wszelkim odstępstwom od szeroko rozumianej normy. Tutaj skupia się na telepatach, którzy potrafią być bardzo niebezpieczni (słynna scena skanowania mózgu). Cała intryga wydaje się dość prosta i oparta na kliszach znanych z filmów akcji: infiltracja, zabójstwa telepatów, zdrajca w obozie sojuszniczym, mroczna tajemnica korporacji, wreszcie ostateczna konfrontacja. Reżyser nie dysponuje dużym budżetem (nawet jak na tamte czasy), więc zapomnijcie o efektach specjalnych, epickiej muzyce. Aczkolwiek pieniądze na sporadyczne eksplozje się znalazły. Klimat jest oparty na niepokoju, oszczędnej formie i jest kilka świetnych scen. Wystarczy wspomnieć moment, gdy do przywiązanego Vale’a przychodzą ludzie i słyszy ich myśli czy spotkanie z innym telepatą w jego samotni. Aurę podkręca jeszcze świdrująca uszy muzyka Howarda Shore’a.

skanerzy2

Problem jednak mam tutaj z dwóch powodów. Po pierwsze, to wszystko jest bardzo przewidywalne. Wiemy, że musi dojść do konfrontacji i kolejne klocki idą w kierunku oczywistym. Drugim jest tutaj bardzo średnie aktorstwo, z nijakim Stephenem Lackiem na czele. Przemiana Vale’a z nieświadomego swojej mocy człowieka w tajnego agenta jest tutaj zbyt skrótowo pokazana (jedna, dwie sceny i już), a konfrontacja bardziej przypominało zabawę pt. Kto pokaże głupszą minę?. Wyjątkiem od tej reguły jest tutaj magnetyzujący Michael Ironside jako psychopatyczny Revok.

skanerzy3

Z dzisiejszej perspektywy „Skanerzy” wyglądają jak rasowy kino klasy B – bidne, brutalne (chociaż nie tak mocno jak trylogia weneryczna), bezceremonialnie rozprawiające się z oczekiwaniami. Jednak nie wytrzymało w całości próby czasu i trzeba wiele cierpliwości, by w pełni docenić dzieło Kanadyjczyka.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Gomorra

Mafia kojarzy się głównie albo z honorowymi przestępcami zabijającymi w imię rodziny, honoru, przyjaźni albo bezwzględnymi gangsterami za nic mającymi ludzkie życie i poczucie przyzwoitości. Ten pierwszy został spopularyzowany przez takich amerykańskich twórców jak Francis Ford Coppola czy Brian De Palma, drugi kojarzy się raczej z Martinem Scorsese. Jednak najbardziej realistyczne filmy o włoskiej mafii robią… Włosi. Przekonałem się o tym, gdy trafiłem na głośną „Gomorrę”.

gomorra1

Na początku było słowo, a dokładniej książka Roberto Saviano – zapis śledztwa prowadzonego przez wiele, wiele lat. Za jej opublikowanie mafia wydała wyrok śmierci na autorze. To jednak nie przestraszyło debiutującemu Matteo Garrone, by zmierzyć się z tą potencjalna bombą. Co więcej, zatrudnił Saviano jako jednego z autorów scenariusza. Właściwie trudno opisać ten film, bo to zbiór pięciu opowieści, gdzie mafia pojawia się w tle. Przeskakujemy z wątku na wątek, by zobaczyć pełny włoski krajobraz.

gomorra4

Kogo tutaj mamy? Jest Toto (Salvatore Abruzzese) – młody chłopiec, który otoczony jest kumplami powiązanymi z gangsterką i sam chce do nich się przyłączyć. Dwaj kumple: Marco (Marco Macor) i Ciro (Ciro Petrone), zafascynowani „Człowiekiem z blizną”, pyskaci, krnąbrni i nieposłuszni, co nie podoba się jednemu z szefów. Dochodzi nawet do tego, że kradną ich broń. Jest też krawiec Pasquale (Salvatore Cantalupo), którego szef ma powiązania z gangsterami. Mężczyzna zgadza się (w tajemnicy) uczyć swojego fachu konkurencji z Chin. Poza tym kręci się roznoszący pieniądze mieszkańcom bloku don Ciro (Gianfelice Imparato). Wśród jego „podopiecznych” jest Maria (Maria Nationale) – żona jednego z bonzów, mieszkająca z synem, który zdradzi. A na samym szczycie tej hierarchii stoi Franco (Toni Servillo), zajmujący się zwożeniem śmieci. Pomaga mu w tym nowy protegowany – Roberto (Carmine Paternoster), syn starego znajomego mężczyzny.

gomorra3

Pierwsze, co rzuca się w oczy filmu Garrone to surowa, paradokumentalna stylistyka. Ujęcia z ręki, nieostre kadry to tworzy bardzo chropowany klimat, przedstawiający jak głębokie są macki gangsterów, dla których liczy się tylko forsa. Bo forsa to władza, a tej nigdy nie ma się dość. Chcesz się wycofać? Jesteś z nami albo przeciw nam, śmierć pojawia się przypadkowo i gwałtownie, nie można być na nią przygotowany. Sceny egzekucji oraz morderstw mrożą swoją dynamiką i nieprzewidywalnością. Może się to zdarzyć podczas jazdy samochodem, może być skutkiem otwarcia drzwi i zaufania albo zdrady czy zaplanowanej intrygi. Tutaj każdy szaraczek w tej bezwzględnej pustyni próbuje przetrwać. Ta wizja przeraża, pod warunkiem, że będziecie chcieli dotrwać do samego końca.

gomorra2

Tylko jedna rzecz mi przeszkadzała – chaotyczność i przeskakiwanie z wątku na wątek. Na początku można poczuć się zdezorientowanym, to jednak przechodzi. Reżyser wymaga dużego skupienia, bo przeoczenie jednego szczegółu może doprowadzić do jeszcze większego chaosu. I mamy jeszcze kompletnie nieznane (poza znanym z filmów Sorrentino Tonym Servillo) twarze, co też zmusza do skupienia na historiach. Nie zmienia to faktu, że jest to mocna, brutalna demitologizacja gangsterskiego mitu, zrealizowana w ojczyźnie gangsterów. Trzyma to za gardło i nie pozwala o sobie zapomnieć.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Hannibal

Pamiętacie pewnego psychiatrę, co zabijał i zjadał swoje ofiary? Kiedyś Hannibala Lectera prosiła o pomoc agentka Clarice Starling, ale 10 lat temu uciekł z więzienia. Agentka wykonuje swoją robotę w FBI, ale jej ostatnia akcja zakończyła się krwawą jatką. Wtedy zgłasza się niejaki Mason Verger – bogaty miliarder i jedyna ofiara Lectera, która przeżyła. Oszpecony mężczyzna planuje zemstę na Lecterze i wyznaczył ogromną nagrodę za jego głowę (2 miliony dolarów). W tym samym czasie Lecter przebywa we Florencji i stara się o posadę kustosza. Na jego trop wpada inspektor Pazzi, który chce go sprzedać Vergerowi.

hannibal_2001_1

„Milczenie owiec” to był jeden z najlepszych thrillerów wszech czasów, a siłą nie była tylko intryga kryminalna czy wyrazisty czarny charakter, czyli doktor Lecter. Wszyscy pamiętamy psychologiczną rozgrywkę między prowadzącą śledztwo agentką Starling a kanibalem-psychiatrą. Ktoś jednak wpadł na pomysł, by zrealizować ciąg dalszy (a dokładniej Thomas Harris) i nakręcić sequel. Niestety, nie podjął się tego Jonathan Demme, a w roli Clarice nie wróciła Jodie Foster. Zamiast tego mieliśmy Ridleya Scotta pilotującego to przedsięwzięcie, zaś niestrudzona agentkę zagrała Julianne Moore. Efekt wydawał się prosty do przewidzenia i z góry skazany na niepowodzenie.

hannibal_2001_2

O dziwo „Hannibala” ogląda się nieźle i to z kilku powodów. Po pierwsze, interesująco się zaczyna i nie brakuje tutaj suspensu (obława na przestępczynię zakończona strzelaniną czy zdobycie odcisków palców Lectera przez Pazziego). Scott wie, jak opowiedzieć i trzymać w napięciu, w czym pomaga mu świetny montaż oraz znakomita muzyka Hansa Zimmera. Schody zaczynają się jednak w momencie, gdy nasz bohater przenosi się z Florencji do USA i wtedy wszystko szlag jasny trafia. Pięknie sfotografowane włoskie miasto ma swój uroczy klimat i tajemnicę, ale reżyser za bardzo zaczyna gustować w makabrycznych i (moim skromnym zdaniem) niepotrzebnie krwawych, brutalnych scenach takich jak powieszenie Pazziego i wyjęcie wnętrzności na zewnątrz czy zjedzenie mózgu wyjętego z głowy jednej z postaci. To zbyteczne i czyni z Lectera lubującego się w wyrafinowanym mordowaniu sadystę.

hannibal_2001_3

Także chemia między Lecterem i Starling zawodzi. Anthony Hopkins nie schodzi poniżej swojego pułapu powtarzając postać inteligentnego mordercy-erudyty. Za to Julianne Moore stara się jak może, by godnie zastąpić Jodie Foster, ale materiał nie pozwala jej na wiele. Tutaj jest twardą służbistką, a jej psychologiczna motywacja bywa nieczytelna. Za to wszystkim ekran skradł Gary Oldman, kompletnie nie do poznania w roli Vergera. To równie sadystyczny i perwersyjny zbrodniarz (bardziej zarysowano jego postać w książce oraz serialu), dla którego zemsta na Lecterze jest jedynym sensem istnienia.

hannibal_2001_4

Nie będę oryginalny mówiąc, że „Hannibal” to słaby sequel i jeden z gorszych filmów Scotta. Solidnie zrealizowany, z kilkoma prostymi trickami (rozmazane kadry w retrospekcjach oraz co brutalniejszych scenach) oraz piękną oprawą audio-wizualną. Sama historia mocno kuleje i to największy mankament, za co sam zainteresowany zaprosiłby ekipę na obiad. 😉

6/10

Radosław Ostrowski

Pojedynek

Rok 1977 dla Wielkiej Brytanii miał być rokiem, w którym objawił się pewien debiutant. Człowiek ten wcześniej realizował tylko reklamy i krótkie metraże, by zmierzyć się z samym Josephem Conradem. Filmowiec ten nazywał się Ridley Scott, a jego debiutem był ciepło przyjęty w Cannes „Pojedynek”.

pojedynek1

Wszystko toczy się w trakcie wojen napoleońskich. Bohaterów jest dwóch i obydwaj są porucznikami huzarów. Armand d’Hubert jest spokojnym i opanowanym służbistą, podczas gdy Gabriel Feraud to porywczy i pełen temperamentu człowiek, szukający sobie każdego celu do konfrontacji. D’Hubert zostaje wyznaczony do przekazania aresztu domowego na Ferauda za pojedynkowanie się z siostrzeńcem burmistrza, ten jednak unosi się honorem i żąda pojedynku, gdyż tylko w ten sposób może zmazać plamę na honorze. Dla przełożonych ta sprawa staje się ością w gardle i próbują wszelkich sposobów, by zatrzymać tą bzdurę.

pojedynek2

Scott przenosi całą opowieść na przestrzeni 15 lat, gdzie panowie chcąc nie chcąc pojedynkują się ze sobą, chociaż ważniejszy od nich jest pojedynek Napoleona z całym światem. Jak wspomniałem przełożeni stosują różne sztuczki: awans, przeniesienie do innych jednostek (w sensie grupy), nawet w inne miejsca. Bezskutecznie, jakby czuwało nad nimi fatum, a błahostka staje się źródłem nieskończonej obsesji. Reżyser, trzyma się Conrada w pokazaniu jak bardzo cienka jest granica między honorem a dumą, rozsądkiem a głupotą. Widać też, że twórcy mieli bardzo skromny budżet (zaledwie milion funtów), dlatego postawiono na naturalne plenery. Trudno nie zachwycić się pięknymi krajobrazami ruin zamku, gdzie dochodzi do finałowego starcia czy syberyjskich mrozów niszczących ludzkie życie. Także same sceny pojedynków kręcone z pietyzmem i niepozbawione dynamiki, nawet jeśli do starcia dochodzi w piwnicy.

pojedynek3

Więc czemu film oceniam jako zaledwie niezły? Ta ścinka i przeskoki w czasie wywołują zwyczajne znużenie oraz dezorientację. Bo przechodzimy z jednego pojedynku do drugiego, jedynie w połowie pozwalając sobie na dokładniejsze skupienie się na bohaterach oraz ich otoczeniu. Obydwaj bohaterzy (naprawdę dobrzy Harvey Keitel oraz Keith Carradine) wydają się być pionkami tej absurdalnej sytuacji. Jak pisał w jednym z utworów Conrad: „Honor to coś, czego nie da się wyjaśnić, ale bez niego życie nie ma sensu”. Porywczy Feraud trochę za mocno się sobie te słowa do serca, co doprowadza do bezsensownego sporu, gdzie nie ma w zasadzie żadnego dobrego wyjścia. Ale sam „Pojedynek” nie do końca wytrzymał próbę czasu i dopiero następne filmy pokazały talent Scotta.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Chłopaki z sąsiedztwa

South Central to czarna dzielnica Los Angeles i tutaj przybywa Tre. Już jako dziecko wysłała go matka do ojca, Furiosa. Siedem lat później nadal trzyma z dwoma kumplami – braćmi Doughboya i Ricka. Obydwaj mają na bakier z prawem, ale ten drugi przynajmniej próbuje wyrwać się ze swojej dzielnicy. Tre też stara się unikać kłopotów i wyrwać się, w czym pomóc mogą studia. I jest też pewna dziewczyna.

chlopaki_z_sasiedztwa3

Pozornie debiut Johna Singletona jest próbą opowiedzenia o życiu czarnych w swojej dzielnicy, niczym Spike Lee. Jednak nie próbuje tworzyć szerszego obrazka, tylko skupia się na kilku postaciach: Tre, Doughboyu, Ricku, poruszającym się na wózku Chrisie i zajmuje się niemal kronikarską obserwacją. To zbiór scenek, pozornie niepowiązanych mocno żadną fabułą. Przyglądamy się młodym ludziom oraz ich rozmowom: o tym, kogo przelecieli, co odkryli w więzieniu oraz ich planach na przyszłość. Tylko co może osiągnąć chłopak z getta, gdzie śmierć może sięgnąć każdego pod wpływem fałszywie rozumianej dumy? Wszystko jest tutaj jednak pokazane w sposób mocno zero-jedynkowo: dobry nauczyciel, pomagający Rickowi skontrastowany jest z czarnoskórym gliniarzem-rasistą. Mamy rozwiedzionych i żyjących swoim życiem rodziców Tre, cwaniakującego i zgrywającego twardziela Doughboya oraz mniej rozgarniętego, ale uczciwego Ricky’ego.

chlopaki_z_sasiedztwa2

Te kontrasty mogą wydawać się silnym uproszczeniem, ale są jednak mocne sceny zapadające w pamięć. To te pokazujące bezsensowną przemoc, która nakręca wszystkich i doprowadza do wzajemnego mordowania się członków tej samej społeczności czy wypowiedzi „Furiosa” – oczytanego i inteligentnego faceta, próbującego być kimś w rodzaju mentora.

chlopaki_z_sasiedztwa1

Singleton stara się nie słodzić, ale nie potrafi uniknąć łopatologii, zwłaszcza pod koniec filmu. Także sceny opisujące związek Tre z Brandi są okraszone odrobinę przesłodzoną muzyką. Także sam Tre (całkiem niezły Coba Gooding Jr.) wydaje się mało ciekawą oraz ledwie zarysowaną postacią, ograniczoną do roli obserwatora, jedynie pod koniec pozwalając mu wejść w poważniejszy konflikt. Bardziej wyrazisty pod tym względem jest raper Ice Cube w roli Doughboya. Wyszczekany, twardy facet, skupiony tylko na sobie początkowo budzi respekt i ciekawość, ale pod tym wszystkim wyczuwa się strach, co widać pod koniec. Równie ciekawy jest Morris Chestnut (Ricky) oraz świetny Laurence Fishburne, oddający charakter surowego, ale kochającego ojca, stającego się przewodnikiem, mentorem i przyjacielem, a scena przed billboardem to prawdziwa perełka.

chlopaki_z_sasiedztwa4

Singleton na początku swojej drogi próbował jeszcze zmierzyć się z tą konwencją opowiadania, by potem pójść w stronę czystego kina gatunkowego oraz rzemiosła. „Chłopaki…” mimo lat pozostają mocnym i ciekawym dramatem obyczajowym z elementami sensacji w tle. O tym, jak ciężko jest wyjść z piekła oraz poszukiwać innego, lepszego świata.

7/10

Radosław Ostrowski

Uwięziona Helena

Dr Nick Cavanaugh jest młodym i bogatym lekarzem, który odziedziczył ogromną chatę. Odziedziczył domostwo po śmierci matki, z którą miał dość skomplikowane reakcje. Jakby tego było mało, Nick ma obsesję na punkcie pewnej kobiety o imieniu Helena. Kobieta jednak go ignoruje i odrzuca, chociaż przyjmuje jego zaproszenie na imprezę. Po nie wskutek kłótni oraz zapodziania notesu kobieta wpada pod koła samochodu i traci nogi. Nick zamiast wezwać pogotowie, zatrzymuje ją w domu i zajmuje się nią.

uwiziona_helena1

Debiut reżyserski córki Davida Lyncha spotkał się z bardzo chłodnym przyjęciem w dniu premiery. Dziwaczna mieszanka thrillera, filmu erotycznego i dramatu psychologicznego była dla wielu ciężkostrawnym miksem, nawet w dniu dzisiejszym. Zaczyna się jeszcze dość poważnie – od pogrzebu i wspomnień, zwykłego dnia z życia dr Nicka (operacja, wizyta w barze), ale od momentu pojawienia się Heleny i jej tragicznego wypadku, wszystko zaczyna się zacierać. Granica między snem (raczej koszmarem), powagą i zgrywą, romantyzmem i kiczem. To wszystko balansuje na granicy aż do samego, iście lynchowskiego finału. Żeby było jeszcze bardziej pomieszane, to w tle słyszymy jeszcze operę zmieszaną z muzyką popową (Enigma, Lenny Kravitz, Tears for Fears), repetycję ujęć, spowolnienia (Helena chodząca przez fontannę), a nawet odrobinę erotyzmu oraz symbolizmu (rzeźba Wenus z Milo czy ptak w klatce). I jakkolwiek to dziwacznie brzmi, nie rozrywa się to tak mocno w szwach, jakby się to powinno wydawać, a psychologiczna gra między obsesyjnie zakochanym Nickiem, a chłodną i wyniosłą Heleną daje wiele satysfakcji. Tutaj miłość z nienawiścią idą ręka w rękę – więcej wam nie zdradzę, bo to trzeba samemu doświadczyć. I wiem, że nie każdemu ten film się spodoba.

uwiziona_helena2

Wszystko trzyma tutaj w garści całkiem niezła obsada. Z Julianem Sandsem miałem na początku problem. Może nie tyle z nim, ile z jego bohaterem – wariatem, pełnym kompleksów, słabości, skrytym. On tak kocha tą kobietę, że znosi jej wszelkie złośliwości, oskarżenia, ataki. Ale ten upór procentuje, mimo poczucia całego szaleństwa i dopiero pod koniec uwierzyłem w to wariackie uczucie. Jednak cały ten film kradnie dla siebie Sherilyn Fenn – opromieniona sukcesem „Miasteczka Twin Peaks”. Helena to dla mnie kobieta totalna – świadoma swojej atrakcyjności, ale traktująca facetów jak przedmioty, chłopców na posiłki, silna i delikatna, bezsilna i zła. Wszelkie emocje malowane są przez nią głosem, a także spojrzeniami. Trudno wymazać ją z pamięci. Na drugim planie wyróżnia się jak zawsze niezawodny Bill Paxton (porywczy Ray), a reszta postaci jest solidnie przedstawiona.

uwiziona_helena3

„Uwięziona Helena” to czysty Lynch, niebezpiecznie balansujący między różnymi gatunkami. I nie do końca wiadomo jak to traktować czy jako zgrywę, postmodernistyczną zabawę czy zwariowane love story. Z perspektywy lat broni się to całkiem nieźle.

6/10

Radosław Ostrowski