Uwięziona Helena

Dr Nick Cavanaugh jest młodym i bogatym lekarzem, który odziedziczył ogromną chatę. Odziedziczył domostwo po śmierci matki, z którą miał dość skomplikowane reakcje. Jakby tego było mało, Nick ma obsesję na punkcie pewnej kobiety o imieniu Helena. Kobieta jednak go ignoruje i odrzuca, chociaż przyjmuje jego zaproszenie na imprezę. Po nie wskutek kłótni oraz zapodziania notesu kobieta wpada pod koła samochodu i traci nogi. Nick zamiast wezwać pogotowie, zatrzymuje ją w domu i zajmuje się nią.

uwiziona_helena1

Debiut reżyserski córki Davida Lyncha spotkał się z bardzo chłodnym przyjęciem w dniu premiery. Dziwaczna mieszanka thrillera, filmu erotycznego i dramatu psychologicznego była dla wielu ciężkostrawnym miksem, nawet w dniu dzisiejszym. Zaczyna się jeszcze dość poważnie – od pogrzebu i wspomnień, zwykłego dnia z życia dr Nicka (operacja, wizyta w barze), ale od momentu pojawienia się Heleny i jej tragicznego wypadku, wszystko zaczyna się zacierać. Granica między snem (raczej koszmarem), powagą i zgrywą, romantyzmem i kiczem. To wszystko balansuje na granicy aż do samego, iście lynchowskiego finału. Żeby było jeszcze bardziej pomieszane, to w tle słyszymy jeszcze operę zmieszaną z muzyką popową (Enigma, Lenny Kravitz, Tears for Fears), repetycję ujęć, spowolnienia (Helena chodząca przez fontannę), a nawet odrobinę erotyzmu oraz symbolizmu (rzeźba Wenus z Milo czy ptak w klatce). I jakkolwiek to dziwacznie brzmi, nie rozrywa się to tak mocno w szwach, jakby się to powinno wydawać, a psychologiczna gra między obsesyjnie zakochanym Nickiem, a chłodną i wyniosłą Heleną daje wiele satysfakcji. Tutaj miłość z nienawiścią idą ręka w rękę – więcej wam nie zdradzę, bo to trzeba samemu doświadczyć. I wiem, że nie każdemu ten film się spodoba.

uwiziona_helena2

Wszystko trzyma tutaj w garści całkiem niezła obsada. Z Julianem Sandsem miałem na początku problem. Może nie tyle z nim, ile z jego bohaterem – wariatem, pełnym kompleksów, słabości, skrytym. On tak kocha tą kobietę, że znosi jej wszelkie złośliwości, oskarżenia, ataki. Ale ten upór procentuje, mimo poczucia całego szaleństwa i dopiero pod koniec uwierzyłem w to wariackie uczucie. Jednak cały ten film kradnie dla siebie Sherilyn Fenn – opromieniona sukcesem „Miasteczka Twin Peaks”. Helena to dla mnie kobieta totalna – świadoma swojej atrakcyjności, ale traktująca facetów jak przedmioty, chłopców na posiłki, silna i delikatna, bezsilna i zła. Wszelkie emocje malowane są przez nią głosem, a także spojrzeniami. Trudno wymazać ją z pamięci. Na drugim planie wyróżnia się jak zawsze niezawodny Bill Paxton (porywczy Ray), a reszta postaci jest solidnie przedstawiona.

uwiziona_helena3

„Uwięziona Helena” to czysty Lynch, niebezpiecznie balansujący między różnymi gatunkami. I nie do końca wiadomo jak to traktować czy jako zgrywę, postmodernistyczną zabawę czy zwariowane love story. Z perspektywy lat broni się to całkiem nieźle.

6/10

Radosław Ostrowski

Otwórz oczy

Poznajcie Cesara – to młody i bogaty kapiszon, posiadający wielką firmę gastronomiczną odziedziczoną po zmarłych rodzicach. Razem z najlepszym kumplem Peyalo wozi się po mieście i wyrywa dziewczyny na jedną noc. I tak byłoby do czasu, gdy nie pojawiła się ona – Sophia, dziewczyna Peyalo. Cesar zakochuje się w niej, jednak jego kochanka Nuria dowiaduje się o tym. Zawodzi Cesara swoim wozem i próbuje go zabić w wypadku, ale sama ginie. Mężczyzna ma oszpeconą mocno twarz, przez co unika kontaktu ze światem – aż do czasu.

otwrz_oczy1

Ten krótki opis wystarczyć, gdyż film Alejandro Amenabara oparty jest na woltach oraz zaskoczeniach. A wszystko zaczyna się w momencie, gdy nasz bohater znajduje się w… więzieniu oskarżony o morderstwo. Zaintrygowani? Reżyser powoli odkrywa elementy układanki i usypia naszą czujność zwykłymi obrazami, sytuacjami – rozmowa, przypadkowa znajomość, seks. Niby typowe obyczajowe kino, ale w połowie zaczynają się dziać dziwne. Nasz bohater widzi zamiast Sophie zmarła Nurię, w lustrze widzi swoje szpetne odbicie. No i ciągnie się pytanie – sen to czy jawa? I kto stworzył ten koszmar? Rozmowy z psychologiem Antonio, który próbuje ustalić prawdę, wprawiają w jeszcze większą dezorientację, pokazując rozmazane obrazy. Zagadkowe i dziwaczne to kino, ze stonowanymi zdjęciami oraz mocno horrorową muzyką. Jedyne, co mi mocno psuło seans to zakończenie – dla mnie zbyt futurystyczne, bardziej pasujące do powieści Philipa Dicka. Chociaż czy to aby na pewno zakończenie i odpowiedź? Sam nie wiem, nie przekonało mnie to do końca.

otwrz_oczy2

Pochwalić za to należy aktorstwo Edouardo Noriegi, czyli Cesara powoli tracącego zmysły, zagubionego i nie potrafiącego rozróżnić to, co jest prawdą, a tym, co jest fantazją, urojeniem, przez co łatwiej się z nim identyfikować, gdyż wiemy tyle, co on. Równie solidny jest Chete Lera w roli psychiatry Antonio – racjonalisty, dociekliwego, traktującego Cesara niemal jak syna, próbuje mu pomóc. prześliczna jest Penelope Cruz – ciepła, wrażliwa oraz czuła Sophie. Trudno zapomnieć jej oczy, spojrzenia, gdy widzi po raz pierwszy Cesara, flirtu czy jak mim stoi w deszczu.

otwrz_oczy3

Amenabar w swoim dziele miesza thriller z melodramatem i jeszcze to okrasza SF. Ten ostatni element można byłoby usunąć, ale seans okazał się przyzwoicie spędzonym czasem. No i to pytanie (spojler): co zobaczył nasz bohater po otworzeniu oczu?

6,5/10

Radosław Ostrowski

Rzeka ocalenia

Jesteśmy w małym miasteczku leżącym gdzieś na pograniczu amerykańsko-kanadyjskim. Jest to mała okolica, gdzie ludzie żyją dość spokojnie, wiążąc koniec z końcem. Kimś takim jest też Ray – samotna matka z dwójką dzieci. Ojciec poszedł zaszaleć, gdyż jest nałogowym hazardzistą i znów go wcięło. I to przed świętami Bożego Narodzenia. Przypadek, a właściwie kradzież samochodu, doprowadza do nawiązania znajomości z Lilą – Indianką, zajmującą się przemytem ludzi.

rzeka_ocalenia1

Courtney Hunt tak naprawdę zrealizowała pełnokrwisty dramat, a nie rasowy kryminał, jak można było się spodziewać. Najważniejsze są tutaj losy naszych bohaterek, które nie potrafią spełnić swoich marzeń w sposób uczciwy. Dlatego panie chcąc związać koniec z końcem, by spłacić długi lub odzyskać swojego dzieciaka, zabranego dawno temu. I jeszcze jest zima, która potęguje poczucie beznadziei, depresji. Troszkę klimatem przypominało „Do szpiku kości”, które też działo się w małym miasteczku, też była tajemnica oraz aura beznadziei i walki mimo wszystko. Walki o przetrwanie i utrzymanie się na powierzchni. Sam scenariusz to bardziej obserwowanie otoczenia oraz krótkie, aczkolwiek intensywne sceny przemytu. Od połowy atmosfera robi się coraz gęstsza, m.in. dzięki nie do końca racjonalnemu zachowaniu. Bo żeby zostać torbę tylko dlatego, że przemyca się parę Pakistańczyków (wiadomo, każdy ciapaty to potencjalny terrorysta, a może mieć ze sobą bombę) – ok, rozumiem, spanikowała. Pewnie wiele osób by tak pomyślało, ale to wyglądało po prostu fałszywie i nieprzekonująco. Tak samo jak finał, gdzie… a nie, tego wam nie zdradzę.

rzeka_ocalenia2

Troszkę niepewny scenariusz, reżyseria dość konsekwentna, jednak bardzo wolne tempo oraz dość monotonne sceny działają nużąco. I tak naprawdę, gdyby nie świetna Melissa Leo film rzuciłbym w diabły. Ray w jej wykonaniu to zdesperowana kobieta, walcząca niemal ze wszystkimi – podłym losem, starszym synem nie do końca posłusznym. W oczach widać ból, bezsilność, ale i determinację. Nawet jeśli miałoby to kosztować życie. Drugą taką postacią jest Lila (mocna Misty Upham) – pozbawiona dziecka kobieta. Obie wiele przeszły i dostały mocno po dupie od życia, ale nie poddają się, mają tą drobną iskierkę nadziei, że jeszcze będzie lepiej. Być może dlatego między nimi czuć tak silną chemię, która wybija film od reszty.

rzeka_ocalenia3

Nie jest to film łatwy, lekki i przyjemny, tylko kolejny portret Ameryki jako „kraju nie dla starych ludzi”. Widziałem takich tytułów wiele, ale i ten potrafi chwycić za gardło. Szkoda, że robi to dopiero w drugiej połowie.

6/10

Radosław Ostrowski

Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem

Włoski komisarz wydziału zabójstw zostaje przeniesiony do służb specjalnych. Ale w dniu zmiany wakatu dokonuje morderstwa swojej kochanki, Augusty Terzi. Dlaczego to robi? Kobieta go upokorzyła? Zazdrość? Odtrącenie? Nie. Zabił, bo chciał zabić i by sprawdzić czy znalazłby się jako osoba poza wszelkim podejrzeniem. Dlatego też zostawia wszelkie tropy, by skierowano na niego podejrzenia.

sledztwo1

Kryminał z poza mainstreamowego nurtu, dodatkowo zaangażowany politycznie – to niebezpieczna mieszanka. Zwłaszcza, że jest to produkcja sprzed ponad 45 lat przez zapomnianego w naszym kraju Elio Petri. Sama intryga jest prosta jak konstrukcja cepa, a samo morderstwo dostajemy na dzień dobry. Celowo zostawiane odciski palców, dzwonienie po zabójstwie, wreszcie świadek – można odnieść wrażenie, że nasz komisarz oszalał. To wszystko jest jednak celowym i konsekwentnym działaniem, o czym zaczynają przypominać nam wplecione w całość retrospekcje, pokazujące relacje komisarza z denatką. Kobieta nie ukrywała zainteresowania osobami przy władzy, prowokowała i była zafascynowana pracą naszego bohatera, dlatego chce „być przesłuchiwana” i fotografuje się do póz denatek z śledztw. Atmosfera wydaje się być bardzo spokojna, ale robi się tutaj gęsto – wszelkie tropy oraz próby zwrócenia swojej uwagi (podrzucenie paczki do znajomego dziennikarza, namówienie przechodnia do kupienia tych samych krawatów) intrygują, prowokują do myślenia, prowadząc do przewrotnego i zaskakującego finału.

sledztwo2

Jednocześnie Petri oskarża oraz trafnie portretuje czasy, w których toczy się akcja. Są to czasy, gdy w młodych osobach z poglądami na lewo krzyczały i upominały się o podstawowe prawa obywatelskie. Czasy, gdy policja i tajne służby bezkarnie podsłuchiwały, brutalnie przesłuchiwały (psychologiczny terror) oraz przejmowały korespondencję – tą skierowaną do Stalina, Mao i innych komunistów. bezkarność i brutalność służb wydaje się jedynym sposobem utrzymywania porządku w państwie. A jednocześnie jest tutaj ciągle mowa o obywatelach, tym co mogą i nie mogą. Nie wiem, jak wy, ale dostrzegłem to, że dzisiaj też się o tym słyszy? Prawda?

sledztwo3

Można na początku odczuć lekką dezorientację, jednak surowa reżyseria Petriego oraz dociekliwy scenariusz wynagradzają te zaległości. Plus jeszcze wielki Gian Maria Volante w roli komisarza. Postać tak trudna i skomplikowana, że nie wiadomo co powinno się wobec niej czuć. Pogardę? Współczucie? Zdumienie? Podziw? To człowiek kochający władzę i lubiący czerpać z niej swoją siłę, ale widać, że coś z nim jest nie tak. Motywacja jego zbrodni może wydawać się mętna, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że praca i poczucie bezkarności naznaczyły jego charakter. Uwielbia być w centrum uwagi, jest powściągliwy, jeśli chodzi o emocje, by potem wybuchnąć niczym odrzucone dziecko, w dodatku manipulator. Cała reszta obsady też jest bardzo wyrazista, ale to Volante kradnie ten film wszystkim.

sledztwo4

„Śledztwo…” mimo upływu lat pozostaje mocnym oskarżeniem na bezkarność policji oraz ludzi władzy, upojonych nią, nie potrafiących bez niej oddychać. Dodatkowo z ironiczną muzyką Ennio Morricone oraz płynną pracą kamery, broni się godnie przed upływem czasu. Bo takich komisarzy jest wielu i nie odeszli wraz z systemem totalitarnym.

8/10

Radosław Ostrowski

Podejrzani

Sprawa miała być prosta jak konstrukcja cepa. Był sobie statek, a w nich narkotyki warte 91 milionów dolarów – spora kasa. To tłumaczy dlaczego na tym okręcie i w jego okolicy znaleziono 27 truposzy. Jest jeden ciężko ranny świadek, ale jest nieprzytomny i nie może zeznawać. Jest jeszcze „Pleciuch” Kint – kuśtykający facet, który też był tam i widział wiele. Złożył zeznania w prokuraturze w zamian za nietykalność, jednak agent Urzędu Celnego Dave Kujan chce go przesłuchać. Wszystko zaczęło się sześć tygodni wcześniej „Pleciuch” pojawił się na konfrontacji razem z czterema prawdziwymi zbirami: Deanem Keatonem, Fredem Fensterem, Seanem McNamusem oraz Toddem Hockneyem.

podejrzani1

Po tym filmie każdy wiedział kim jest Bryan Singer. Obecnie znany z serii filmów o mutantach („X-Men”) zaczął skromnym kryminałem, który okazał się rewelacją roku 1995 roku. O czym tak naprawdę są „Podejrzani”? O tym, że wszystko może być mistyfikacją i oszustwem, że prawdy nie moglibyśmy dostrzec nawet, gdyby stanęła tuż przed naszymi oczami i krzyczała prosto w oczy. Ale przede wszystkim to historia jednego genialnego człowieka – Keysera Soze. Kim jest ten facet? To człowiek legenda, podobno posiadający nadprzyrodzone moce. Ten człowiek wie wszystko o wszystkich, ludzi zmienia jak rękawiczki, a bezwzględność i konsekwencja są znane każdemu.

podejrzani2

Reżyser opiera wszystko na opowieści Kinta, który szczątkowo opowiada historię balansującą mocno na granicy prawdopodobieństwa, że można wątpić w jej sens, aurą tak mroczną jakby wyjętą z rasowego horroru. I kiedy wydawało mi się, że wiem wszystko, następowała tak gwałtowna wolta, powodująca kompletną dezorientację. Nie potrafiłem skleić elementów układanki aż do przewrotnego, diabelskiego finału. Przecież największą sztuczką Szatana, było wmówienie światu, że nie istnieje, prawda? I jeszcze to tempo oraz genialnie zainscenizowane sceny akcji – pierwszy, gładki napad na skorumpowanych gliniarzy wożących pasera, drugi skok zakończony strzelaniną, porwanie adwokata pana Soze czy finałowa konfrontacja na statku. Wszystko jest to zrealizowane w sposób iście mistrzowski, a Singer nie wypowiada ani jednego zbędnego słowa. To nie zdarza się zbyt często w kinie.

podejrzani3

Singer genialnie prowadzi, scenariusz precyzyjny i przewrotny jak diabli, do tego rewelacyjna praca kamery, montaż oraz gęsty klimat. Aktorzy nie mogli tego spieprzyć i nie spieprzyli. Nie sposób zapomnieć wielkiego Kevina Spacey – jako Pleciuch sprawia wrażenie wystraszonego, niepewnego siebie faceta, obdarzonego niewątpliwie sprytem oraz pomysłowością. To jego był pomysł z czystym napadem. Drugi w kolejne jest magnetyzujący Gabriel Byrne – walczący o zerwanie z przeszłością Keaton, ale jednocześnie najbardziej doświadczony z całej piątki. Ma wiele za uszami, ale powierzyłbym mu swoje życie. Widać, że mu zależy na życiu, ale jak każdy zostaje wpuszczony w pole. Jest jeszcze próbujący dość do prawdy agent Kujan (fantastyczny Chazz Palminteri) – upierdliwy, zdeterminowany oraz mający sporą wiedzę, która mu się nie przyda oraz enigmatyczny, ale zawsze opanowany Kobayashi (nieodżałowany Pete Postlethwaite), sprawiający wrażenie potężniejszego, niż się to wydaje.

podejrzani4

„Podejrzani” to w zasadzie destylat inteligentnego kryminału. Wcześniej widziałem go raz, ale pamiętałem pojedyncze kadry, włącznie z pokazaniem samego Keyzera Soze w płomieniach. Ale i tak mnie zaskoczył – precyzyjnym wykonaniem, kapitalnym aktorstwem oraz wielokrotnie demolowanego scenariusza, gdzie nic nie jest takie, jakim się wydaje. I nie będzie grzechem, jeśli nazwę ten film opus magnum Bryana Singera. Zresztą ocena mówi wszystko.

10/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Walkiria

Adolf Hitler to jedna z najbardziej znienawidzonych postaci w historii ludzkości. Sami Niemcy też za nim przestali przepadać i wielokrotnie próbowali go zabić, a dokładnie 15. Ostatnia próba była też najgłośniejsza i miała miejsce w lipcu 1944 roku. Zawiązano spisek mający na celu obalenie władzy i nazistów przejęcie jej przez zakonspirowaną opozycję. By usunąć Hitlera, podłożono bombę w jego kwaterze na Wilczym Szańcu, a zamachu dokonał pułkownik von Stauffenberg.

walkiria1

Dalszy los wydarzeń jest znany, bo spisek się nie udał. Nie przeszkodziło to w 2008 roku nakręcić film o zamachu. Za „Walkirię” odpowiada Bryan Singer, który postanowił zrobić sobie przerwę od komiksowych superprodukcji. I trzeba przyznać, że z zadania wywiązał się wzorcowo. Singer wiernie rekonstruuje przebieg wydarzeń – od postrzelenia pułkownika podczas nalotu i próbę (nieudanego) zamachu podczas lotu aż do kulminacyjnego momentu, czyli zamachu stanu. Najciekawsze jest to, że mimo znajomości przebiegu wydarzeń, trzyma w napięciu aż do samego końca. Reżyser razem z autorem zdjęć, wiernie odtwarza atmosferę niepewności, strachu oraz oczekiwania, by wszystko poszło zgodnie z planem. Wystarczy wspomnieć o ostatecznym zamachu, gdzie każdy element był na swoim miejscu czy dokonywaniu zamachu stanu, gdy armia jest kompletnie zdezorientowana. To trzeba zobaczyć samemu.

walkiria2

Pochwalić należy także świetną scenografię, kostiumy oraz muzyka, współtworząca klimat, a także bardzo rytmiczny montaż. I to samo chciałbym powiedzieć o aktorach, którzy są po prostu znakomici. Z jednym wyjątkiem – Tom Cruise. Ile razy może on ratować świat? Owszem, jest on podobny do pierwowzoru, ale mocno odstaje od reszty grając niemal tylko jednym wyrazem twarzy. Na szczęście z głosem radzi sobie lepiej. I jeszcze bardziej mi przeszkadza wybielony, wręcz nieskalany portret pułkownika, który takim bohaterem to nie był. Był bardziej konserwatywny od reszty otoczenia, ale nadal był nacjonalistą. Za to znacznie ciekawszy i barwniejszy jest tutaj drugi plan, złożony ze znakomitych aktorów brytyjskich takich jak Kenneth Branagh (generał von Treschow), Bill Nighy (rozważny generał Olbricht), Tom Wilkinson (karierowicz generał Fromm) czy Terence Stamp (generał Beck). Każdy z nich tworzy pełnokrwistą, wyrazistą postać, samym spojrzeniem czy gestem.

walkiria3

Muszę przyznać, że niespecjalnie wierzyłem w ten film. Ale po raz okazuje się, że nic nie jest oczywiste ani klarowne. Bryan Singer potwierdził swoją klasę jako reżyser, a „Walkiria” to kawał świetnego thrillera, który trzyma za mordę i nie puszcza aż do samego finału. Może inny aktor w roli Stauffenberga uczyniłby ten tytuł wybitnym, ale to i tak bardzo dobre kino rozrywkowe.

walkiria4

8/10

Radosław Ostrowski

Goło i wesoło

Sheffield było kiedyś jednym z najważniejszych przemysłowych miast w Anglii, ale ta perspektywa mocno się zmieniła. Fabryki, gdzie produkowano stal są zamykane, a byli pracownicy nie są w stanie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jednym z takich ludzi jest cwaniaczek Gaz, razem ze swoim kumplem Davem. Pierwszy jest rozwiedziony i próbuje utrzymać kontakty ze swoim dzieciakiem, drugi ma nadwagę i podejrzewa, że żona go zdradza. Przypadkowo zobaczony plakat oraz poważna sytuacja finansowa zmusza Gaza to podjęcia dość karkołomnego pomysłu – zorganizowania grupy striptizerów, by w ten sposób zarobić kasę. To jednak może okazać się zadaniem trudniejszym niż poprowadzenie polskiej reprezentacji w piłkę nożną.

goo_i_wesoo1

Komedia z erotyką w tle –  takie rzeczy tylko w Anglii. I mimo, ze od premiery minęło prawie 20 lat, film Petera Cattaneo sprawdza się świetnie jako poprawiacz nastroju. Jednak twórcy nie idą w stronę naśmiewania się czy szyderstwa z nieporadności naszych bohaterów, nie mających kompletnie zielonego pojęcia ani o tańcu, ani o rozbieraniu się przed publicznością. Nie jest to też żaden pornos, ale lekka i bezpretensjonalna opowieść o przełamywaniu wstydu oraz przyjaźni, jakiej nie spodziewano by się w takich okolicznościach. Sześciu facetów, którzy czasy swojej atrakcyjności mają zdecydowanie za sobą, decydują się na ten szalony krok nie tylko z powodu zarobku. To doświadczenie pozwala też (z czego nie do końca zdają sobie sprawę) zaakceptować ich samych siebie oraz osoby z najbliższego otoczenia.

goo_i_wesoo2

Sam humor nigdy nie przekracza granicy dobrego smaku, a kilka scen (podrygiwanie w pośredniaku czy sceny przygotowań) to małe perełki. Klimat współtworzy też świetna muzyka, składająca się głównie z hitów lat 70. oraz bardziej współczesne. Może i niektóre gagi (kradzież towaru ze sklepu) mogą wydawać się ograne, a interesujące relacje (Gaza z synem czy Dave’a z żoną) są ledwo liźnięte (tylko półtora godziny filmu), ale to wszystko jest bardzo solidnie zrealizowane, a bohaterów trudno nie polubić.

goo_i_wesoo3

Ale czy może być inaczej, jeśli są zagrani przez takich aktorów. Wybija się tutaj zdecydowanie fenomenalny Robert Carlyle jako mózgowiec Gaz, dla którego to może być okazja naprawy kontaktów ze swoich synem. Jest nakręcony jak rakiety, bardzo pewny siebie i pozbawiony kompleksów, ale z nieuporządkowanym życiem. Drugą petardą jest tutaj znakomity Tom Wilkinson jako Gerard. Pozornie to facet z wyższej sfery, eleganckim domem, ale to człowiek wstydzący się swojego bezrobocia – zawsze elegancko ubrany i wywyższający się, okazuje się porządnym i fajnym facetem. Zdeterminowany, ambitny oraz utalentowany specjalista od tańca. Poza nimi są tutaj świetni Mark Addy (mający nadwagę oraz kompleksy Dave), Paul Barber (mający problemy z biodrem pan Koń), Steve Huison (trębacz Lomper) i Hugo Speer (postrzelony Guy), tworzący imponujący konglomerat.

goo_i_wesoo4

Nikt nie spodziewał się, że ten film okaże się takim sukcesem, ale „Goło i wesoło” to jedna z tych brytyjskich komedii, które na pewno sprawią, że poczujecie się lepiej. A panie może troszkę inaczej spojrzą na swoich facetów. Wtedy mogłoby być goło i wesoło.

7/10

Radosław Ostrowski

Bazyl. Człowiek z kulą w głowie

Bazyl to zwyczajny facet taki jak ja. Kocha kino, pracuje w wypożyczalni, jednak jest samotnikiem. Ojciec zginął wysadzony przez minę, a matka załamana po tragedii zerwała z nim kontakt. Ale pewnego wieczoru dochodzi do dość dziwne strzelaniny, podczas której zbłąkana kula trafia w głowę Bazyla. Pocisk siedzi dość blisko mózgu i zdjęcie go może zmienić naszego bohatera w warzywko, ale pozostawienie naboju może doprowadzić do śmierci. W końcu chirurg decyduje się nic nie robić, ale Bazyl po wyjściu ze szpitala traci wszystko. Przypadkowo trafia do grupy dość ekscentrycznych zbieraczy złomu, pilnujących wysypiska śmieci oraz modyfikujących popsute rzeczy. Razem z nimi planuje zemstę na dwóch producentach broni.

bazyl1

Im bardziej oglądam filmy Jean-Pierre’a Jeuneta, tym bardziej jestem oczarowany tym, co tworzy. Francuz znany jest z niesamowitego, niemal bajkowego stylu wizualnego, niepozbawionego elementów surrealizmu, ekscentrycznych bohaterów oraz czarnego humoru. Nie inaczej jest w „Bazylu”, który potwierdza talent reżysera. Nadal mamy prześliczne zdjęcia, z jednej strony pełne mocnych kolorów, z drugiej niepozbawione stylistyki noir (nocne skoki). Sam film jest rasową komedią kryminalną, gdzie grupa bezdomnych podejmuje się walki z handlarzami broni, mającymi gdzieś prawo i zawierającymi dile nawet z dyktatorami z Afryki w zamian za rzadkie przedmioty czy dużą gotówkę. A los zwykłych ludzi czy ofiar tych potężnych akcesoriów masowej zagłady nie obchodzi ich.

bazyl2

Każdy skok jest odpowiednio zaplanowany, a proste zasady rozpraszania, kamuflażu oraz mistyfikacji ogląda się z wypiekami na twarzy oraz suspensem. Dalej jednak sprawy wymykają się spod kontroli i sami przeciwnicy zaczynają się nawzajem wykańczać. Kamera zwraca uwagę na detale, jest to stylowo zrealizowane (śliczna czołówka niczym z kina lat 40., a w tle muzyka Maxa Steinera), imponuje scenografia, ze szczególnym wskazaniem na siedzibę naszych bohaterów. Intryga jest budowana bardzo powoli, a Jeunet parę razy wpuszcza nas w maliny (porwanie antagonistów oraz ich wyznanie na pustyni), przez co jest sporo frajdy. Niby nic nowego w kwestii samego problemu (wojna jako zło) nie dowiadujemy się niczego nowego, ale nie zawsze chodzi o takie rzeczy. Tu mamy przednią rozrywkę na wysokim poziomie.

bazyl3

I jak to jeszcze jest zagrane. Tej wesołej kompanii przewodzi uroczy Dany Boon – nieporadny, ale sympatyczny i fajny facet. Znajdując swój nowy życiowy cel, konsekwentnie go realizuje, przejawiając ogromną dawkę sprytu, pomysłowości (podsłuchy, obserwacja) oraz szalonych wyczynów (m.in. użyciem pszczół w celu porwania ciężarówki z amunicją). Poza nim każdy z bohaterów jest interesujący – kobieta-guma (śliczna Julie Ferrier), pomysłowy wynalazca Mały Pierre (Michel Cremades), nerwowy Gryzak (Dominique Pinon), umiejąca liczyć wzrokiem Kalkulator (rozbrajająca Marie-Julie Baup) czy były kartograf piszący na maszynie (Omar Sy). Wszyscy są przekonujący i czuć silną chemię miedzy tą grupą. Z kolei antagoniści (de Fenoulliet i Marconi) są aż tak przerysowani w wykonaniu Andre Dussolliera i Nicholasa Marie, że naprawdę ich nie lubimy.

bazyl4

„Bazyl” to czysty Jeunet, który bawi, ale i daje do myślenia. Nie ma tutaj może aż takiej dawki surrealizmu jak w debiutanckich „Delicatessen” czy tej niesamowitej magii „Amelii”, ale to i tak świetna rozrywka. Takie rzeczy też trzeba umieć robić.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Wielki sen

Philip Marlowe to jeden z najbardziej rozpoznawalnych prywatnych detektywów tzw. czarnego kryminału. Elegancko ubrany, zawsze z papierosem w ustach oraz kieliszkiem gorzały w ręku oraz cynicznym spojrzeniem na świat – archetyp amerykańskiego gliniarza. Dostaje kolejną sprawę – wydawałoby się prostą jak konstrukcja cepa. Ktoś szantażuje córkę bogatego człowieka, generała Sternwooda. Zlecenie polega na pozbyciu się szantażysty.

wielki_sen1

Tak prezentuje się fabuła „Wielkiego snu” Raymonda Chandlera – mistrza gatunku. Świetnie przyjęta książka prędzej czy później musiałaby zostać zekranizowana. Zadania tego podjął się Howard Hawks – wszechstronny reżyser kojarzony w naszym kraju głównie z realizacji westernów („Rzeka Czerwona”, „Rio Bravo”). Wszystko jest tutaj zgodne z prawidłami gatunku: cyniczny twardziel z gołębim sercem i ciętym humorem, femme fatale, tajemnice rodzinne, szantaż, barwny półświatek, zdrady i brudne, skorumpowane miasto, gdzie tylko spryt pozwala przetrwać. Razem z Marlowem uczestniczymy w zapętlonej intrydze, próbując domyślić się kto tak naprawdę pociąga tu za sznurki. Wszystko to jest bardzo stylowo sfotografowane na czarno-białej taśmie, co tylko potęguje mroczny klimat filmu. Reżyser skupia się na detalach, oszczędza brutalnych scen (Kodeks Hayesa nie pozwalał na kilka rzeczy takich jak seks, krew i przemoc), jednak aura tajemnicy pozostaje do samego końca.

wielki_sen2

Nie można też zapomnieć o dialogach, nie pozbawionych dwuznacznych aluzji (rozmowa Marlowa z bibliotekarką o książkach czy spotkanie detektywa z panią Rutledge o koniach), które nawet teraz pozostają jasne i czytelne. Można troszkę przyczepić się do teatralności formy – bardzo oszczędnej ilości lokalizacji, mała ilość aktorów w scenie, ale w żadnym wypadku nie jest to archaiczne. Wręcz przeciwnie, kryminał ten trzyma w napięciu i kilka razy zaskakuje. Zderzeni balansują na granicy prawdopodobieństwa, a ja próbowałem nadążyć za nitkami intrygi.

wielki_sen3

„Wielki sen” poza świetną reżyserią i intrygującym scenariuszem, broni się także aktorsko. Nie można zapomnieć Humphreya Bogarta w ikonicznej roli Marlowe’a. Jest taki jak opisałem na początku – cyniczny, zgorzkniały samotnik, niepozbawiony sprytu oraz szybko kojarzący pozornie niepasujące do siebie elementy układanki. Jak to możliwe po wypiciu tylu głębszych? Nie ma pojęcia, ale ta szorstka aparycja ma swój urok. A kiedy na ekranie pojawia się Lauren Bacall, czyli pani Ruthledge, wtedy na ekranie pojawiają się iskry. Charakterem przypomina Marlowe’a – chodząca własnymi drogami kobieta, dbająca o swoją niezależność. Ale – jak każda piękna kobieta – skrywa brzydką tajemnicę, będącą clue całej opowieści. Poza tym duetem nie brakuje barwnych postaci: krnąbrnej i ukrywającej się pod maską niewinności Carmen (olśniewająca Martha Vickers), podstępnego Eddie’ego Marsa (świetny John Ridgley), niepozorny, acz honorowy Harry Jones (Elisha Cook Jr.) czy zaufany przyjaciel, detektyw Ohls (Regis Toomey).

wielki_sen4

„Wielki sen” nie bez przyczyny stał się klasykiem czarnego kryminału obok „Podwójnego ubezpieczenia” czy „Trzeciego człowieka”. Klimat, aktorstwo, świetna reżysera – wszystkie klocki pasują do siebie i mimo 70 lat na karku, za nic nie chce się zestarzeć. To się tylko chwali.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Świat Dzikiego Zachodu

Zapraszam was do Delos: niezwykłego parku rozrywki na świecie. Dlaczego? Ponieważ za tysiąc dolców dziennie możecie trafić do jednego z trzech światów: starożytnego Rzymu, średniowiecznej Europy i Dziki Zachód, gdzie będziecie otoczeni androidami, które pomogą spełnić każdą waszą zachciankę. Sterowane przez ludzi sprawiają wrażenie, że światy te są bezpieczne, ale do czasu. Coraz częściej zaczyna dochodzić do awarii maszyn, o czym mają się przekonać dwaj śmiałkowie: John Blane i Peter Martin.

swiat_dzikiego_zachodu1

Michael Crichton był jednym z popularniejszych pisarzy thrillerów, którego talent docenili filmowcy przenosząc wiele książek, z których najbardziej znanym dziełem pozostaje „Park Jurajski”. W końcu sam postanowił spróbować swoich sił jako reżyser, co pokazał w debiutanckim dziele z 1973 roku. Sam pomysł brzmi znajomo – niczym w „Parku Jurajskim” dochodzi do awarii, gdzie roboty zaczynają mordować niczym „Terminator”, którego nie da się zatrzymać. Wszystko toczy się dość spokojnie, by doprowadzić do szybkiego pościgu oraz konfrontacji. Jednak jest tutaj kilka problemów, które psują odbiór. I nie chodzi tutaj o archaiczną warstwę wizualną, zdradzającą czasy realizacji (spora, choć minimalistyczna scenografia, wolna praca kamery, elektroniczno-kowbojska muzyka), bo to ma swój urok.

swiat_dzikiego_zachodu2

Po pierwsze, jest to przewidywalne, chyba że dopiero zaczynacie przygodę z twórczością Crichtona. Wiadomo, że dojdzie do awarii, pracownicy będą próbowali zatrzymać usterkę, której nie da się naprawić. Po drugie, samo tempo jest dość powolne, a twórcy zamiast skupić się tylko na świecie kowbojów (tytuł jednoznacznie sugeruje, że to będzie najważniejsze miejsce), pokazuje dwa pozostałe światy. I samo w sobie to ma uzasadnienie, żeby zobaczyć jak mocno przebiega problem z robotami, ale jednocześnie rozbija cały rytm, a napięcie zwyczajnie siada. Po trzecie w końcu, nieciekawy i nudny protagonista. O ile Blane, grany przez Jamesa Brolina wyglądającego jak Christian Bale (naprawdę, nie zmyślam), ma w sobie zawadiackość kowboja i dobrze wpasowuje się w to miejsce, o tyle grany przez Richarda Benjamina Peter, dla którego jest to pierwszy kontakt z parkiem, jest prowadzony niespójnie. Na początku jest zagubiony i onieśmielony miejscem, ale zamiast zaaklimatyzować, myśli o byłej żonie i tylko zgrywa twardziela, stając się cały czas ofiarą. Sytuację próbuje uratować autoironiczny Yul Brynner, parodiujący siebie z „Siedmiu wspaniałych” (nawet nosi identyczne ubranie) jako bezwzględny, brutalny kowboj oraz sceny akcji (bójka w barze, strzelaniny, pojedynek w zamku).

swiat_dzikiego_zachodu3

To wszystko jednak jest za mało, by mówić o debiucie Crichtona jako o udanym dziele. „Świat Dzikiego Zachodu” nie wytrzymał próby czasu, jednak jest na tyle interesującym konceptem, że wkrótce zostanie przeniesiony na mały ekran przez J.J. Abramsa. Sam film można ocenić jako zaledwie niezły thriller SF. Późniejsze pomysły (m.in. ukazanie świata z perspektywy maszyny) zostaną lepiej rozwinięte i dopracowane.

6/10

Radosław Ostrowski