Dwa dni z życia doliny

Dolina w Los Angeles. To tutaj dwóch zabójców – Dosmo Pizzo i Lee Woods – ma ściągnąć dług od jednego takiego kolesia, Roya Foxxa. Usypiają jego żonę i zamiast zgarnąć kasę, zabijają go. Jakby mało było komplikacji, Lee zabija Dosmo i wysadza auto w powietrze. W sprawę wplątują się dwaj gliniarze z obyczajówki – Wes i Allan. W sprawę, wbrew swojej woli, zostają wplatani marszand i jego asystentka oraz reżyser samobójca (gra go reżyser Paul Mazursky).

Pomieszanie z poplątaniem? Film John Herzfelda to jeden z pierwszych naśladowców „Pulp Fiction”, gdzie mieszają się wątki różnych postaci zazębiają się w jednym zdarzeniu. Sama intryga kryminalna tylko pozornie okazuje się prosta, a reżyser i scenarzysta w jednej osobie robi wszystko, żeby pomieszać, zaskoczyć i wprawić w osłupienie. Tym czasem wszystko okazuje się banalnie proste (pieniądze), a cała ta historia sprawia wrażenie zwyczajnie przekombinowanej neo-noirowej historii. Nic nie jest takie, jakim się wydaje (mega spojler), a wątki poboczne są dodatkiem, czasami zaburzającym intrygę (nieudana próba samobójcza reżysera czy wzięcie zakładników przez Dosmo) i rozładowującymi napięcie humorem. Do tego jeszcze mamy niezłe dialogi (nie pozbawione czarnego humoru) oraz wplecione piosenki, co jest elementem charakterystycznym dla Tarantino, jednak sam film zwyczajnie nie chwycił za gardło.

Nie wiem, co nie zagrało w tej opowieści – czy to nadmiar wątków, przekombinowana i udziwniona na siłę intryga kryminalna, ale aktorzy zrobili wszystko, by uwiarygodnić całość. Dzięki nim ogląda się to przyzwoicie. Jest tu kilka petard, a największą jest James Spader. Lee w jego interpretacji to chłodny profesjonalista, którzy rzadko pozwala sobie na ciętą ripostę, a jego znakiem rozpoznawczym jest mierzenie ostatniej minuty życia zegarkiem. Drugim takim strzałem jest lekko zwariowany Alvin w brawurowym wykonaniu Jeffa Danielsa, a jego monolog o nienawiści do prostytutek to perła. A jeśli chcecie popatrzeć na coś pięknego, to cieszy oko Charlize Theron (Szwedka Helga) i w zasadzie na tym kończą się plusy. Reszta prezentuje się nieźle, z wyjątkiem Teri Hatcher (zasłużona nominacja do Złotej Maliny), której sztuczność i nadekspresyjność zwyczajnie irytowała.

2_dni_z_zycia_doliny5

Niezły kino w stylistyce Quentina T., w którym komedia, gangsterka i dramat mieszają się ze sobą. Nie zawsze wszystko się tu układa w całość i nie porywa wszystko, jednak kilka scen potrafi rozbawić.

6/10

Radosław Ostrowski

Śmiertelnie proste

Zaczyna się klasycznie – właściciel baru Julien Marty wynajmuje prywatnego detektywa, by śledził jego żonę. Odkrywa on, że żona Marty’ego ma kochanka – kolegę z baru, Raya. Mężczyzna jeszcze raz wynajmuje detektywa, żeby zgasić ogień w majtkach swojej żony oraz jej gacha.

smiertelnie_proste1

Debiut braci Coen wydaje się niczym typowym w ich dorobku wpisując się w nurt kryminału, gdzie prosty plan musi się rozsypać, a działanie jednego człowieka wywołuje poważne perturbacje w życiu pozostałych. Początek – nie boję się użyć tego słowa – przebiega dość żmudnie i usypia bardziej niż jakakolwiek kołysanka. Dialogi są bardzo w stylu braci C., a mroczne zdjęcia Barry’ego Sonnenfelda bardziej niż z czarnym kryminałem, przypominał troszkę kino Davida Lyncha, balansującego na granicy rzeczywistości i snu. Tylko w ten sposób jestem w stanie wytłumaczyć irracjonalność zachowań bohaterów, a dokładniej jednego – Raya (irytujący John Getz). Pamiętajcie, jeśli znajdziecie swojego szefa martwego w barze/biurze/urzędzie (niepotrzebnie skreślić), najpierw weźcie pistolet, którym go zabito i schowajcie mu do kieszeni. A że będą tam wasze odciski palców i nie sprawdziliście, czy szef naprawdę nie żyję – to już jest inna kwestia. To akurat jest najskrajniejszy przykład idiotyzmu, a im dalej, tym głupiej – czasami miałem wrażenie, że detale gubiły się twórcom (zapalniczka schowana za rybami), a krwawy finał to jedyna scena trzymająca w napięciu do samego końca.

smiertelnie_proste2

Zdjęcia i muzyka potrafią zbudować klimat, jednak nudna fabuła oraz bardzo średnie aktorstwo działają odstraszająco. W tym ostatnim aspekcie broni się tylko M. Emmett Walsh (detektyw) ze swoimi powiedzonkami, kowbojskim kapeluszem, sprawiającym wrażenie niegroźnego i dowcipnego kolesia. W tej twarzy jednak pojawia się niebezpieczne spojrzenie, precyzyjnie działającego cwaniaka.

smiertelnie_proste3

„Śmiertelnie proste” miało być mocnym wejście, dzięki któremu Coenowie wybili się na szerokie wody. I było czymś takim, jednak z dzisiejszej perspektywy jest on dość archaiczny, a bardzo prosta i przewidywalna intryga działa bardzo nużąco. Po prostu następne filmy braciszków były dużo, dużo lepsze i ciekawsze od debiutu. Widziałem wersję reżyserską.

5/10

Radosław Ostrowski

Kick-Ass

Nie mieliście takiego momentu w życiu, że chcielibyście być superbohaterami? Dave Lizewski marzył o tym od dziecka. Kim jest Dave? Frajerem, który niespecjalnie wyróżnia się z tłumu, mieszka z ojcem (matka zmarła na tętniaka), a jego kumple to geecy i maniacy komiksów. W końcu postanawia sam zostać superbohaterem, jednak pierwsze próby są dość mizerne. Z czasem staje się popularniejszy, dzięki Internetowi.  Nie jest jednam jedynym superherosem, gdyż w mieście jest zabójczy duet Big Daddy/Hit-Girl, który bruździ gangsterowi Frankowi D’Amato.

kickass1

Komiksowy film (czyli na podstawie komiksów) brzmi zazwyczaj pejoratywnie, jednak filmowcy potrafi robić adaptacje komiksów z klasą, fasonem i powagą. Ale raz na jakiś czas pojawia się reżyser, robiący adaptacje komiksu z dystansem oraz luzem. Tym właśnie jest film Matthew Vaughna, który pierwszy raz zmierzył się z komiksem Marka Millara (pamiętacie „Wanted” czy „Kingsman”?), gdzie tym razem postanowiono dokonać pastiszu superbohaterskich opowieści – wszystko jest tu przegięte i przerysowane. Pozornie nasz bohater zyskuje na byciu Kick-Assem – poznaje fajną dziewczynę, jednak wiąże się z tym pewna odpowiedzialność oraz spore ryzyko. Chłopak powoli zaczyna dojrzewać, a odpuszczenie sobie marzeń o byciu komiksowym kolesiem w idiotycznym wdzianku tylko mu w tym pomaga.

kickass2

Sceny akcji to perełki – dynamicznie zmontowane, pełen szalonych pomysłów z użyciem bazooki włącznie. Krwawe, ale nie obrzydliwe, nie pozbawione spowolnień i odrobiny czarnego humoru. Może intryga wydaje się dość prosta, ale całość ogłada się świetnie. Humor miesza się z powagą, a finałowa konfrontacja w siedzibie D’Amico to mieszanka spaghetti westernu, krwawej jatki a’la John Woo z podkładem muzycznym od Quentina Tarantino. Tu się dzieją chore rzeczy.

kickass3

I w tym szaleństwie aktorzy odnajdują się bez problemu. Nie jestem fanem Aarona Taylora-Johnsona, jednak w roli Dave’a sprawdził się przyzwoicie. Tak naprawdę film ukradł tu zabójczy duet córki i ojca. Kapitalna Chloe Grace Moretz w roli Hit-Girl to petarda – pozornie drobniutka i niepozorna dziewczynka, która z bronią w ręku jest bezwzględną i pomysłową maszyną do zabijania. Drugą niespodzianką jest tutaj Nicolas Cage, czyli Big Daddy w kostiumie troszkę przypominającym Batmana. Aktor dawno nie grał z takim luzem i jako samotny mściciel odnajduje się bez problemów oraz bez cierpiętniczej twarzy.

kickass4

Vaughn bawi się konwencją i wykorzystuje nawet komiksową formę (historia Big Daddy’ego), jednak większe wrażenie jako pastisz zrobił na mnie „Kingsman”. Nie zmienia to faktu, że „Kick-Ass” to dobre, rozrywkowe kino z wysokiej półki.

7/10

Radosław Ostrowski

Dla niej wszystko

Poznajcie państwa Auclert – przeciętne małżeństwo francuskie. Julien jest nauczycielem języka francuskiego, Lisa pracuje w firmie i razem zajmują się synem Oscarem. Są szczęśliwi, mają szerokie perspektywy – idealne małżeństwo. Tak jest do czasu, kiedy do ich domu puka niespodziany i nieprzyjemny gość – policja. Kobieta zostaje aresztowana za zabójstwo swojej szefowej, a dowody są mocne i zapada wyrok – 20 lat więzienia. Po 3 latach kasacja zostaje odrzucona, a wyrok uprawomocnia się. Wtedy Lisa próbuje popełnić samobójstwo w więzieniu. To przelewa czarę goryczy i Julien decyduje się na desperacki krok – na własną rękę chce zorganizować ucieczkę żony z więzienia.

dla_niej_wszystko1

Francuski reżyser Fred Cavaye w swoim debiucie niby sięga po sprawdzony motyw – ucieczkę z więzienia, jednak postanawia wykorzystać ten schemat do stworzenia pełnokrwistego dramatu z wątkiem sensacyjnym. Dla wielu ta opowieść może wydawać się bardzo naciągana, bo który wariat zdecydował się na tak ryzykowny ruch. Że jest to słuszne posunięcie, reżyser wyjawia już po 15 minutach, pokazując prawdziwy przebieg wydarzeń w retrospekcji. Kobieta jest niewinna i została wrobiona, nie należy doszukiwać się tutaj spisku. To po prostu zbieg nieszczęśliwych okoliczności. Oglądając ten tytuł, próbowałem rozgryźć motywy Juliena – zwykłego faceta postawionego pod ścianą i mierzącego się z niezrozumiałą i nielogiczną sytuacją. Skąd ta ślepa wiara w niewinność, nie odcinanie się od tych wydarzeń oraz ten cały szalony plan? Miłość, obłęd, desperacja, poczucie bezsilności i krzywdy – nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, prawdę mówiąc chyba to twórcy nie interesuje.

dla_niej_wszystko2

Twórca miota się między pełnokrwistym dramatem a kinem sensacyjnym, gdzie mamy wszystko podzielone na trzy etapy: przygotowania, realizacja i ucieczka. Pierwsze jest na tyle poruszające, że nie pozwala na zadawanie pytań, z wyjątkiem jednego: co JA bym zrobił w takiej sytuacji i czy BYŁBYM w stanie podjąć takie ryzyko? I nadal nie potrafię znaleźć na nie odpowiedzi. Same sceny akcji są tutaj zrobione z pazurem i nerwem. Nie chodzi mi tylko o ucieczkę (dynamiczną, efektowną, ale nigdy efekciarską), ale też pobicie przez emigrantów czy kradzież forsy drobnym gangsterom – jest surowo, krwawo i brutalnie, odmalowane w brudnych kadrach kamery. Jedynie zakończenie, pełne zbiegów okoliczności, wydawało mi się pobożnym życzeniem scenarzysty, bo choć jest to happy end, dla mnie jest on dość gorzki (Ucieczka jest prosta, to zostać na wolności jest trudno) i nie do końca wierzę, że to jest rozwiązaniem problemu.

dla_niej_wszystko3

Ale Cavaye ma w swojej talii dwie mocne karty: Vincente’a Lindona oraz Dianę Kruger, którzy wiarygodnie zbudowali portrety dwojga ludzi w absurdalnej sytuacji, co jest mocnym atutem. Ona czuje się w więzieniu wyczerpana i osłabiona, traci siły i wiarę, z kolei on zmienia się ze spokojnego i przeciętnego everymama w bezwzględnego gangstera, chłodno przygotowującego się do akcji. Nie można nie wspomnieć o epizodzie byłego gliniarza Olivera Marshalla (znanego także jako reżysera filmów „36” czy „Gang story”), który wciela się w Henriego Pasqueta – specjalistę od ucieczek. Pojawia się w jednej scenie, ale kradnie ją totalnie.

Cavaye zachowuje surowy realizm i jego debiut zwyczajnie wciąga. To mocne, trzymające za gardło kino sensacyjne, starające się być bardziej przy ziemi, nie idąc w stronę efekciarskiej rozwałki. Emocjonalne, inteligentne i zgranie poukładana opowieść.

7/10

Radosław Ostrowski

Zakładnik

Jack Frain jest policjantem zajmującym się kradzionymi samochodami. Sąsiadka prosi go o przysługę i pomoc w znalezieniu dziewczyny, która chodziła z chłopakiem mieszkającym na Turk Street. Detektyw wyrusza na poszukiwania i przypadkiem wpada do domu, gdzie znajduje się gang planujący skok na bank. Mężczyzna zostaje sam w domu z pilnującą go Erin.

zakladnik_2002_1

Tym filmem Bob Rafelson pożegnał się z kinem i nie planuje już powrotu. Tym razem postanowił przenieść na ekran krótką powieść Dashiella Hammetta, uwspółcześniając ją. Mamy tak jak w poprzednim filmie („Krew i wino„) skomplikowaną intrygę, gdzie mało kto komu ufa, a Frain – wbrew swojej woli wplątany w ten ambaras – próbuje uratować skórę. Tak naprawdę Rafelson skupia się nie tyle na kryminalnej intrydze (przyzwoicie poprowadzonej i zrealizowanej), ale na jednej osobie – tajemniczej i apetycznej Erin (Milla Jovovich wtedy będąca w formie), która okazuje się być sprytną manipulantką, wykorzystującą swój sex appeal do mącenia mężczyznom w głowach, by pomogli w jej własnych celach. Klasyczna femme fatale i to jest największy plus. Drugim jest solidnie budowany klimat osaczenia – deszcz, noc (środkowe partie), duże domostwo oraz niezłe dialogi. Rozczarowuje jednak zakończenie, bardzo schematyczne i pozbawione napięcia.

zakladnik_2002_2

Z całej obsady – poza Millą Jovovich – wybija się świetny Stellan Skarsgard. Jego Tyrone to inteligentny, unikający przemocy mózgowiec, przygotowany na wszelkie sytuacje. Ale kiedy problemy się pojawiają, to nie do końca sobie z tym radzi. Z kolei Samuel L. Jackson nie ma zbyt wielkiej szansy na zbudowanie wyrazistej roli, gdyż jest lekko pierdołowaty jako policjant. A zresztą, co mógłby zrobić, skoro przez większość czasu jest przywiązany? To go usprawiedliwia.

zakladnik_2002_3

Rafelsonowi wyszedł film lepszy od poprzednika, ale do końca dobry. Przyzwoity kryminał z zamotaną intrygą oraz solidnym aktorstwem.

6/10

Radosław Ostrowski

Krew i wino

Alex Gates jest biznesmenem handlującym winem. Żona jest ciężko chora, z pasierbem nie ma najlepszego kontaktu, a więcej czasu wole spędzać z kochanką – nianią pewnej rodziny. Jakby problemów było mało, jego firma znajduje się na krawędzi bankructwa. By wyjść z problemów, razem z doświadczonym złodziejem, Victorem Spanskym postanawia ukraść cenny naszyjnik. Wszystko idzie gładko, ale po kradzieży wszystko się komplikuje.

krew_i_wino1

Bob Rafelson był kiedyś (dokładnie w latach 70.) jednym z ważniejszych twórców kina kontestacji. Tym razem postanowił zabawić się w czarny kryminał, tylko w wersji uwspółcześnionej. Intryga się komplikuje, serwując coraz zaskakujące (przynajmniej na papierze) wolty, wszystko obracając się wokół kasy, chciwości oraz drogi, po przejściu której nie ma już odwrotu. Cały problem jednak w tym, że cała ta historia zwyczajnie nie wciąga i jest strasznie przewidywalna. Łatwo domyślić się kolejnych kroków bohaterów, nie czuć ani napięcia, atmosfery zagrożenia, ani wciskanego na siłę fatum krążącego na dramatis personae.

krew_i_wino3

Ciężka reżyseria, stylowe zdjęcia oraz średnie aktorstwo. Jack Nicholson sprawia tutaj wrażenie znużonego i zmęczonego, ale Rafelson był przyjacielem aktora. Jak wiadomo, przyjacielowi się nie odmawia. Jennifer Lopez (kochanka) po prostu ładnie wygląda, a Stephen Dorff (pasierb) jest strasznie drewniany. Wyjątkiem jest trzymający fason Michael Caine jako bezwzględny złodziej Victor – śmiertelnie chory (efekt palenia) i pragnący o życiu w dostatku.

krew_i_wino2

„Krew i wino” miało być filmem neo-noir, ale coś tutaj nie zagrało i miałem poczucie przekombinowania. Ładna wydmuszka, która jest tylko pusta w środku.

5/10

Radosław Ostrowski

Lucky You – Pokerowy blef

Huck to młody, ale bardzo ambitny pokerzysta. Problem w tym, że jak każdemu młodemu pokerzyście pieniądze nie kleją się do niego na długo – to pewnie dlatego ma sporo długów. Mimo to postanawia zawalczyć w Mistrzostwach Świata w zawodowym pokerze. Tam stanie do walki ze swoim ojcem, z którym nigdy nie wygrał. Jeszcze pojawia się w jego życiu Billie – marząca o karierze piosenkarki dziewczyna.

lucky_you1

Wszyscy kinomani znają Curtisa Hansona jako twórcę znakomitych „Tajemnic Los Angeles”, jednak tym razem postanowił nakręcić coś lżejszego. Sama historia bazuje na znanych kliszach, bo jest tu i wątek miłosny, trudna relacja ojciec-syn napędzająca dynamikę całości (stare, niezagojone blizny) oraz poker – karty, dużo kart i duża kasa do wygrania. Jako studium gracz-hazardzisty ten film nie do końca się sprawdza, bo posługuje się ogranymi kliszami, podobnie jest z wątkiem miłosnym (strasznie przewidywalny i w zbyt hollywoodzkim stylu). Więc pozostaje sama pokerowa rozgrywka i tutaj pojawia się napięcie, zarówno w samym zbieraniu forsy na grę, jak i w samym finale – nie do końca oczywistym. Jest tu kilka świetnych scen (zakład, że w 3 godziny zaliczy wszystkie dołki w golfie – rewelacja) oraz klimat Las Vegas – mekki hazardzistów i zawodowych graczy, w dodatku ładnie sfotografowana. Tylko całość nie porywa do końca, co jest niewybaczalnym błędem.

lucky_you2

Ten film już zostałby wymazany z pamięci, gdyby nie dobre aktorstwo Erica Bany i Roberta Duvalla. Pierwszy jest wnikliwym i uważnym graczem, który jednak bywa bardzo ryzykownie, niemal nerwowo. Drugi to spokojny, rozważny i opanowany zawodnik – prawdziwy profesjonalista. Obserwowanie tego duetu w akcji jest czystą przyjemnością. Nie do końca pasowała tu Drew Barrymore jako troszkę naiwna dziewczyna Billie (trzeba jednak przyznać, że ładnie śpiewa). Obecność zawodowych pokerzystów tez daje kolorytu całości, podobnie jak epizody Roberta Downeya Jra. (terapeuta Jack Telefon) i Michaela Shannona (gracz Ray Zumbro).

lucky_you3

„Pokerowy blef” to całkiem przyzwoity, choć dla mnie troszkę za lekki dramat. Za mało w tym pazura, a w przeciwieństwie do bohaterów Hanson gra zbyt zachowawczo i bezpiecznie. Czasami jednak trzeba ostro zaryzykować, by zdobyć większą stawkę.

lucky_you4

6/10

Radosław Ostrowski

Granice namiętności

Jest rok 1940 i trwa wojna. I to podczas wojny w Londynie żyje Vera – jest piosenkarką, która swoimi utworami podtrzymuje mieszkańców kraju na duchu. Przypadkowo poznaje swojego dawne kochanka, poetę Dylana Thomasa i jego żonę, Cathlin. Mieszkają razem we trójkę, do momentu, gdy Vera poznaje młodego żołnierza, Williama.

granice_namietnosci1

Romansidło w czasie wojny – tak można określić film Johna Maybury’ego. Na papierze wydaje się to interesująco – miłość, namiętność, zdrady, dziecko, wojna oraz jej wpływ na psychikę. Powinno tu kipieć od emocji i reżyser próbuje użyć kilku metod: od ciekawie sfotografowanych scen erotycznych (z kilkoma odbiciami lustrzanymi) przez brudne ujęcia wojenne, zbitki montażowe (przeplatanka akcji wojennej z porodem) do zbliżeń na twarze. Problem w tym, że całość kompletnie nie angażuje i zwyczajnie nie wciąga. Nie czuć tutaj ani namiętności, ani chemii między bohaterami, w dodatku pewne ciekawsze wątki (kryzys twórczy, skomplikowany portret Thomasa nie potrafiącego wybrać między kobietami czy fascynacja dwóch kobiet) zostają mocno zepchnięte na dalszy plan. I nie pomagają ani ładne plenery, ani recytowane fragmenty wierszy Thomasa. Nawet w scenach dramatycznych (William atakujący dom Thomasów z karabinu czy sceny wojenne) brakuje napięcie, emocji, czuć chłód.

granice_namietnosci2

I nie pomagają aktorzy, którzy starają się jak mogą. Przyzwoicie zaprezentowały się Keira Knightley oraz Sienna Miller (przyznam się bez bicia – jest na co popatrzeć), za to kompletnie nieprzekonujący był Matthew Rhys w roli poety Dylana Thomasa – dekadenta, komunisty, pijaka i kochanka, z kolei Cillian Murphy (William) pojawia się za rzadko i jego bohater jest mocno zepchnięty, chociaż prezentuje się najciekawiej.

granice_namietnosci3

Maybury chyba sam nie do końca wiedział, co chciał i o czym opowiedzieć. Za dużo grzybów jest w tym barszczu, co nie może się wszystkim spodobać.

granice_namietnosci4

6/10

Radosław Ostrowski

Dziewięć królowych

Argentyna, a dokładnie Buenos Aires. To właśnie tutaj działa młody oszust o imieniu Juan, ale na razie jest początkującym kanciarzem. Podczas próby swojego kantu z wymianą w sklepie zostaje zgarnięty przez policjanta. Tylko po wyjściu policjant okazuje się oszustem i to jednym z najlepszych, Marcosem zwany. Prosi Juana, by pomógł mu zrobić wielki kant – sprzedać zrealizowane przez starego oszusta, fałszywki słynnych znaczków Dziewięć Królowych, a celem jest skompromitowany polityk, który ma zostać deportowany do innego kraju. Dlatego cała akcja musi być zrealizowana w jeden dzień.

9_krolowych1

Rzadko zdarza mi się poznać produkcje spoza mojego filmowego „trójkąta Bermudzkiego” (USA, Anglia, Polska), tym bardziej byłem ciekawy argentyńskiego kryminału z roku 2000 nakręconego przez Fabiena Bielinsky’ego. I jest to wydawałoby się kolejna filmowa historia z kantem i oszustem pokroju „Żądła”, „Przekrętu doskonałego” czy „American Hustle”, tylko osadzona w realiach Buenos Aires. Tam każdy w mniejszym lub większym stopniu oszukuje – od drobnych cwaniaczków po prezesów i banki. Jednak nie nazwałbym tego filmu krytyką systemu i nie doszukiwałbym na siłę głębszych treści – to lekka i bezpretensjonalna rozrywka, gdzie widzimy kolejne kanty, intryga komplikuje się, a finał jest przewrotny. Klimat buduje też dość reporterska praca kamery, który pokazuje zarówno „brudne” ulice jak i hotelowe pokoje.

9_krolowych2

Jednak siła jest tutaj świetna gra aktorska mało znanych twarzy. Mocno odczuwalna jest chemia miedzy Ricardo Darinem (doświadczonym Marcosem, który ma od cholery długów) i Gastonem Paulsem (cwanym, chociaż młodym Juanem), która jest siłą napędową tego filmu. Granica między zaufaniem, nieufnością, podstępem i szacunkiem coraz mocniej się zamazuje, a relacja między duetem oszustów jest bardziej skomplikowana niż labirynty tego świata. I czuć, że gra idzie o dużą stawkę.

9_krolowych3

Dobrze skrojone, pomysłowe i fajne kino rozrywkowe. I broń Boże, nie oglądajcie amerykańskiego remake’u, bo jest zbyt łopatologiczny.

7/10

Radosław Ostrowski

Element zbrodni

Były gliniarz Fisher przybywa do Kairu, by skorzystać z usług hipnotyzera. By wyleczyć się ze swoich bólów, za pomocą hipnozy cofa się do wydarzeń sprzed dwóch miesięcy, kiedy Fisher prowadził w Europie śledztwo w sprawie morderstw dziewczynek z losami. Próbuje wyjaśnić zagadkę stosując metodę swojego mentora Osborne’a, którą opisał w „Elemencie zbrodni”. Sprawa jednak nie jest taka łatwa.

element_zbrodni1

Kryminał i to debiut reżyserski Larsa von Triera? Znając późniejsze dokonania, może wydawać się to zagadkowe oraz bezsensowne. Ale to nie jest stricte kryminał. Fisher niby prowadzi śledztwo, szuka tropów i próbuje wejść w skórę mordercy – problem w tym, ze zaczyna gubić się w tej układance. Konstrukcja przypomina surrealistyczny sen, gdzie wszystko się plącze ze sobą, a cała intryga przestaje mieć znaczenie. Dla reżysera najważniejsza jest warstwa wizualna oraz klimat, a ten jest tutaj bez zarzutu. Europa przypomina tutaj bliżej nieokreślony, postapokaliptyczne miejsce pełne piasku, deszczu i niemal w całości utopione w wodzie oraz mroku. Wariactwo jest tutaj potęgowane przez zdjęcia utrzymane w sepii, gdzie dominuje czerwień i czerń, co tylko wprowadza w ten surrealistyczny klimat. Problem w tym, że poczułem się jak Fisher – nie byłem w stanie ogarnąć i rozgryźć tego koszmaru. Uda się schwytać mordercę? A może to sam Fisher morduje?

element_zbrodni2

Całość mieszają dziwaczne obrazy – spadający koń z jabłkami do wody, wyciąganie zwłok przez użycie sznurków czy wizyta w kostnicy, gdzie asystent patologa śpi na… stole z narzędziami. Chaos wprowadzają jeszcze cytowane wyliczanki oraz nie jasne zachowanie naszych bohaterów. Tutaj najbardziej zapada w pamięć szef policji Kramer – demoniczny łysol z megafonem w ręku, który bredzi od rzeczy, zarzuca Fisherowi niekompetencję i sprowadza wszystkich do parteru.

element_zbrodni3

Jeśli lubicie popaprane kino w stylu Davida Lyncha, to „Element zbrodni” was zachwyci. Mnie troszkę zmęczył i pogubiłem się w tej układance nieczytelnych symboli, irracjonalnego dochodzenia i mrocznej atmosferze. Zdecydowanie nie moja bajka, chociaż ma ten film ma w sobie coś, co nie pozwoli zapomnieć.

6,5/10

Radosław Ostrowski