Dziura

Historia opowiedziana tutaj jest bardzo prosta, by nie rzecz banalna – czterech więźniów z jednej celi planuje uciec z wiezienia. I wtedy do celi zostaje przeniesiony piąty więzień, niejaki Claude Gaspard, skazany za próbę zabójstwa swojej żony. Pozostali więźniowie, mimo wątpliwości na początku, postanawiają włączyć chłopaka w plan.

Ostatni film francuskiego reżysera Jacquesa Beckera wydaje się pozornie nudna i mało ciekawa. Przestrzeń jest tutaj ograniczona do więziennej celi oraz korytarza do niej, rzadko opuszczają tą przestrzeń. Wyjątkiem od tej reguły jest zrobienie dziury w celi oraz zejście w dół, gdzie znajdują się różne korytarze oraz kanały, gdzie można zwiać na miasto. Wszystko jest tutaj opowiedziane bardzo powoli, co wielu może znużyć, jednak film Beckera ma surowy i mroczny klimat, bazujący na dialogach oraz klaustrofobicznej przestrzeni. Poza ucieczką, jest to opowieść o męskiej przyjaźni, która może powstać nawet w takim miejscu jak więzienie. Spokojne tempo pozwala też bliżej poznać bohaterów, ich motywacje działania oraz ich historie przed odsiadką. Same sceny ucieczki imponują realizmem oraz powolną precyzją działania (kucie, kucie, kucie, walenie, sprawdzanie czy idą strażnicy) – czuć tutaj napięcie, oczekiwanie na ten moment.

Jedyne, co mi troszkę nie pasowało do tego obrazka była pewna – nie wiem jak to do końca określić – swawolne podejście do więźniów. Traktowani są tutaj łagodnie i nawet, gdy ktoś zwinie ich rzeczy, to mają szanse sami wymierzyć sprawiedliwość (kradzież dokonana przez hydraulików), ale to raczej kwestia tego, jak teraz wyglądają więzienia. I ten obrazek mocniej na mnie podziałał.

dziura5

Ale to jedyna poważna rysa w tym mocnym kryminale, choć dość nietypowym. Finał mocno zaskoczył, napięcie było bardzo odczuwalne i do samego końca kibicuje się naszym bohaterom. Dodatkowo świetne aktorstwo naturszczyków robi do dzisiaj ogromne wrażenie. Absolutnie warto zobaczyć.

8/10

Radosław Ostrowski

Siostra Betty

Betty Sizemore jest zwykłą kurą domową, która pracuje w jadłodajni jako kelnerka. Jej mąż handluje autami, a sama kobieta ma wielkiego fioła na punkcie serialu „Ktoś do kochania”, gdzie jest tam bardzo czarujący dr David Ravell. Jednak jej mąż ukradł 10 kilo narkotyków, za co zostaje zamordowany przez duet kilerów – Charliego i Wesleya. Betty widzi cała zbrodnię i pod wpływem szoku, dochodzi do dziwnej sytuacji. Kobieta wymazała swoje życie i jest przekonana, że doktorek z serialu to jej były narzeczony, wiec postanawia go odnaleźć. W ślad za nią wyruszają kilerzy, szukający dragów.

siostra_betty1

Kiedy wydaje mi się, że nic już nie jest w stanie zaskoczyć, ale zawsze pojawia się film, którzy zmusza mnie do weryfikacji tego przeświadczenia. Neil LaBute zanim zaczął robić filmy słabe (remaki „Kultu” i „Zgonu na pogrzebie”), 15 lat temu zrobił dziwny film. Mieszanka kryminału, melodramatu, komedii i opery mydlanej może sprawiać wrażenie czegoś niedorzecznego. Reżyser bawi się konwencjami oraz regułami tych gatunków, by (z przymrużeniem oka) pokazać efekty szoku psychicznego. Nawet jest to zabawne, by potem wzbudzić strach, rozładować atmosferę absurdalnym humorem (kiczowata, melodramatyczna muzyka, fragmenty telenoweli w telewizji), ale też nie brakuje tutaj niezłej satyry na psychofanów oraz środowisko telewizyjne. Intryga rozkręca się dość powoli, jednak potrafi wciągnąć i zaintrygować, doprowadzając do kompletnie nieobliczalnego finału (więcej wam nie powiem). Wymaga to skupienia oraz otwartości na sztuczność oraz kicz.

siostra_betty2

LaBute zgrabnie tutaj się bawi i pozwala aktorom zaszaleć. Błyszczy tutaj wyborna Renee Zellweger z czasów, gdy była piękną aktorką (czytaj: sprzed operacji plastycznej), a Betty to jej najlepsza kreacja. Naturalna pasjonatka telenoweli, szukająca tak naprawdę poczucia spełnienia oraz szczęścia, dlatego tyle czasu spędza przy fałszywym świecie. Jednak gdy jej mózg płata figla oraz zmienia ją w pielęgniarkę, nadal pozostaje naturalna i budzi współczucie, bez popadania w karykaturę oraz groteskę. Nawet czarujący Greg Kinnear (aktor George McCord, grający dr Ravella), musi zostać mocno w cieniu, będąc tak naprawdę dwiema osobami – aktorem traktującym Betty jako wielką fankę, marzącą o roli w serialu oraz w roli idealnego doktorka. Tak naprawdę drugi plan jest zdominowany przez skontrastowany duet killerów – kapitalnego Morgana Freemana oraz wyszczekanego i niecierpliwego Chrisa Rocka. Tak zabójczego i barwnego duetu nie widziałem od dawna.

siostra_betty3

Szkoda tylko, że LaBute drugiego takiego filmu nie udało mu się zrobić. Być może wtedy bardziej o nim by pamiętano. Na szczęście, można zawsze wrócić do „Siostry Betty”.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Charley Varrick

Tytułowy bohater kiedyś był zawodowym pilotem, który kieruje gangiem napadającym na małe banki. Podczas jednego z napadów, zostaje zgarnięty bardzo duży łup – ponad ćwierć miliona dolarów. Skąd tyle pieniędzy w takim małym banku? Okazuje się, ze forsa należy do mafii, a ta nie lubi być okradana. Gangsterzy wysyłają niejakiego Molly’ego, żeby odzyskał pieniądze oraz zabić złodziei.

charley_varrick1

Don Siegel w latach 60. i 70. był uważany za jednego z mistrzów kina sensacyjnego. „Charley Varrick” to mniej znany, ale nie znaczy, że słaby film w dorobku Amerykanina. Zaczyna się z przytupem, bo napad jest porządnie sfilmowany, napięcie jest mocno odczuwalne, całość kończy się strzelaniną oraz ucieczką. Potem jednak tempo ulega zwolnieniu, by wszystko potoczyło się dwutorowo – przygotowaniom do ucieczki Varricka oraz poszukiwaniu ich przez osiłka Molly’ego (dobry Don Jon Baker). Wiadomo, że musi dojść do konfrontacji, jednak Siegel tworzy dość ciekawy portret półświatka, gdzie lojalność, uczciwość oraz zasady dawno zostały sprzedane. Nie można zapomnieć też finałowej konfrontacji miedzy samochodem a… dwupłatowcem oraz solidnemu zakończeniu. Środek może działać troszkę sennie, jednak historia jest konsekwentnie opowiedziana i spójna.

charley_varrick2

Jednak całość poza pewną ręką Siegela trzyma na pulsie świetny Walter Matthau. Aktor kojarzony głównie z rolami komediowymi, sprawdza się w roli inteligentnego oraz sprytnego złodzieja, znającego reguły rządzące w tym interesie. I kiedy rozumie powagę sytuacji, bardzo dokładnie przygotowuje się do ucieczki. I kibicujemy mu do samego końca, co jest też sporym osiągnięciem aktora. Poza nim i Donem Joe Bakerem reszta niespecjalnie się wyróżnia, ale nie można powiedzieć, ze jest zła.

charley_varrick3

Innymi słowy, jest to solidny film sensacyjny zrobiony w starym stylu. Jak ktoś szuka bezpretensjonalnej rozrywki, tutaj ją odnajdzie nie powinien być rozczarowany.

7/10

Radosław Ostrowski

Tożsamość

Opuszczony motel, deszcz, zalana okolica, noc. Tutaj pojawia się osiem kompletnie nieznanych sobie ludzi: szofer jeżdżący z aktorką, prostytutka, rodzina z synem, agent federalny wiozący aresztanta i młode małżeństwo. Nie można się nigdzie dodzwonić, radio nie działa – jakby tego mało, liczba lokatorów zaczyna się powoli zmniejszać.

tozsamosc1

James Mangold to filmowiec, próbujący swoich sił w różnych konwencjach i gatunkach. Tym razem postanowił zmierzyć się z thrillerem i trzeba przyznać, że punkt wyjścia jest interesujący. Zamknięta przestrzeń, odcięcie od reszty świata to tworzy klimat osaczenia i strachu. Dodatkowo jeszcze ciała zaczynają znikać, co może budzić pytania o sens całej łamigłówki. Żeby było jeszcze ciekawiej, reżyser buduje dodatkową otoczkę, związaną z wyrokiem w sprawie skazanego na śmierć przestępcy. I tu zaczynają się schody, bo dość łatwo można rozgryźć, co tak naprawdę jest tu grane. Do tego momentu potrafi film zaintrygować i zmusić do bawienia się w detektywa. Kto zabija i dlaczego? Dodatkowo mamy jeszcze bardzo dobre zdjęcia, niepokojącą muzykę oraz zaskakujący finał.

tozsamosc2

Problemem może być tutaj aktorstwo, bo jest dość nierówne i w większości ogranicza się do krzyków, opanowania się, przerażonych twarzy. W krzyczeniu i strachu szczególnie brylują Ray Liotta (agent Rhodes), irytująca Clea DuVall (Ginny), a także John Hawkes (właściciel motelu, Larry). Opanowanie z kolei reprezentuje niezły John Cusack (Ed) oraz Alfred Molina (dr Malick). Reszta postaci niespecjalnie zapada w pamięć i trudno ich tak naprawdę opisać.

tozsamosc3

„Tożsamość” nie jest jakimś wielkim dziełem w swoim gatunku, jednak jest w stanie zagwarantować całkiem przyzwoitą rozrywkę. Szkoda, że bardzo nierówną, gdyż po odkryciu tożsamości, napięcie siada i robi się nudno.  Ale nie zawsze można mieć wszystko.

6/10

Radosław Ostrowki

Droga

Czas postapokalipsy, jednak nie zobaczymy tutaj ruin miasta ani genezy całej sytuacji. mamy przed sobą dwójkę ludzi, podróżujących na wybrzeże. To ojciec i syn, szukający jedzenia i próbujący przetrwać w tym nieludzkim czasie. Mają ze sobą wózek, gdzie trzymają wszystkie rzeczy oraz pistolet z dwoma nabojami.

droga1

Film John Hillocata pozornie opowiada historie znaną, pokazujący rozpad dawnego świata oraz człowieka desperacko walczącego o przetrwanie. Świat jest tutaj mroczny i ponury – dosłownie. Słońca nie ma od dawna, śnieg, deszcz, błoto – od lat już nie ma upraw, drzewa zaczyna same odrywają się od ziemi, a ludzie przerzucili się na kanibalizm. Społeczeństwo, prawo, cywilizacja rozpadły się jak domek z kart. Każdy tutaj dba o siebie, a sugestywne zdjęcia potęgują klimat beznadziei, bezsilności. I jak w tym brutalnym świecie można pozostać człowiekiem? Hillcoat stawia trudne pytania i masa obrazów zostaje w pamięci – odnalezienie ludzi zamkniętych w piwnicy, opadłe drzewa na wodzie czy kradzież wózka. To wszystko trzyma mocno za gardło aż do dramatycznego finału, który daje niewielką nadzieję, że jeszcze jest światło w tym mroku. Ale to wymaga otworzenia się i zaufania innym ludziom. Kolor pojawia się jedynie w retrospekcjach, z czasów przed zagładą.

droga2

Pomaga w tym świetne aktorstwo Viggo Mortensena (ojciec) oraz Kodiego Smith-McPhee (syn), ciągnących ten film na swoich barkach. Mają tylko siebie, starają się zachować i przetrwać w tych czasach. Ten pierwszy ma desperację w oczach, jest podejrzliwy i nieufny, w przeciwieństwie do syna – młodego, wystraszonego i przedwcześnie uczącego się życia, a chemia między nimi jest jedynym napędem ich działań. Poza nimi trudno zapomnieć epizodów Charlize Theron (pojawiająca się w retrospekcjach żona), Roberta Duvalla (starzec) i Guya Pearce’a (weteran).

droga3

„Droga” jest piorunującym, smutnym, niemal depresyjnym film post-apokaliptycznym. Brak efektów specjalnych, oszczędność dialogów i świetne aktorstwo sprawiają, że zostaje on w pamięci na długo. Wędrówka niełatwa, pełna niebezpieczeństw oraz innych ludzi, którzy bywają zwierzętami.

7/10

Radosław Ostrowski

 

Boski

Kim jest Giullo Andreotti? Siedmiokrotny premier Włoch oraz niekwestionowany lider chadecji (Chrześcijańska Demokracja), który osiągnął niemal władzę absolutną. Jednak kiedy po raz siódmy objął urząd premiera, wszystko się posypało. Korupcja, morderstwa, oskarżenia o powiązania z mafią, doprowadziły do upadku. O tych latach z życia „Boskiego Juliusza” opowiada film Paolo Sorrentino.

boski1

Z tym włoskim reżyserem mam problem. „Wszystkie odloty Cheyenne’a” mnie wynudziły, a „Wielkiego piękna” nie udało mi się obejrzeć do końca, więc byłem bardzo sceptyczny wobec tego filmu. Niby to jest biografia, ale zrobiona w zupełnie inny sposób. Nie jest to klasyczny zbiór faktograficznych wydarzeń, tylko bardziej impresja, próbująca rozgryźć skomplikowaną osobowość Andreottiego, który dla osiągnięcia własnych celów jest w stanie zrobić dosłownie wszystko, ze zleceniem morderstwa włącznie. Jednak nie to jest dla reżysera najważniejsze. Owszem, są tam pokazywane kulisy polityki, rozmowy, narady i dyskusje, ale zawsze najważniejszy jest spokojny, cichy i niepozorny Andreotti.

boski2

Niemal operowa realizacja, gdzie kamera niemal krąży dookoła sceny, powtórki poszczególnych ujęć (tajemnicze i gwałtowne morderstwa), dziwacznie brzmiąca, ale idealnie dopasowana do scen muzyka. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie sekwencje: spowiedź Guillo w konfesjonale oraz zeznania gangsterów obciążające polityka. Tutaj widzimy dwa pozornie sprzeczne oblicza polityka, dla którego władza oraz jej mechanika jest jedynym sensem życia – oddycha nimi jak ryba, ale płaci też za to cenę, zaczyna zawodzić go ciało, prześladuje go zamordowany Aldo Moro. Mało jest tutaj faktografii i szczegółów z życia premiera, przez co mnie troszkę „Boski” znużył, jednak nietypowe podejście doceniam.

boski3

Zwłaszcza, że Sorrentino ma kapitalnego Toni Servillo w roli głównej. Andreotti sprawia wrażenie opanowanego, spokojnego, serdecznego i inteligentnego polityka. Nawet drobne gesty jak przesuwanie sygnetu, ułożenie rąk, garb mówi więcej niż jego kamienna twarz, całkowicie zawłaszczając ekran swoją osobą. Reszta postaci jest tylko tłem dla popisów Servillo. I choćby dla tej niesamowitej kreacji warto sprawdzić ten tytuł.

7/10

Radosław Ostrowski

Trop

Rok 1954, stan Nowa Anglia. Do pewnego bogatego domostwa zostaje zaproszonych sześcioro gości – trzy  kobiety i trzech mężczyzn. Na miejscu zauważają jedynie lokaja Wardswortha oraz pokojówkę Yvette. Na miejscu pojawia się też osoba, od której rzekomo dostali zaproszenie do domu. Okazuje się, że mężczyzna był szantażystą każdego z gości. Kiedy „gospodarz” zostaje zamordowany, zaczyna się trudna i niebezpieczna gra. Kto i dlaczego zabił? Zrobił to ktoś z gości czy może ktoś trzeci, obserwujący całą sytuację?

Dziś pojawiają się głosy oburzenia, gdy producenci filmowi chcą przenieść na ekran grę planszową (patrz: „Battleship” na podstawie gry w statki), jednak 30 lat temu pewien brytyjski filmowiec Jonathan Lynn postanowił przenieść na ekran słynną grę planszową Clue (znaną tez w niektórych krajach jako Cluedo). W skrócie chodziło o to, co w fabule filmu. Jeśli komuś skojarzyło się z kryminałami Agathy Christie, to jest to słuszne skojarzenie. Gotyckie domostwo, sami podejrzani, każdy miał motyw, sposobność i narzędzie (wszyscy dostali je w „prezencie” od szantażysty). Pojawiają się kolejne tropy, zagadki i morderstwa, przez co można poczuć się zdezorientowanym. Lynn nie ułatwia sprawy, byśmy wiedzieli więcej od reszty bohaterów i to zmusza do wytężenia swoich szarych komórek. Finał zaskoczy wszystkich (zwłaszcza, że są aż trzy), stanowiąc jednocześnie satysfakcjonujące rozwiązanie, jak i dowcipną puentę. Bo motywy nie zmieniają się od zarania ludzkości – zazdrość, namiętność, pieniądze, tajemnica.

Wszystko to jest z jednej strony wykonane bardzo precyzyjnie – od scenariusza przez stylowe zdjęcia i dowcipną muzykę po masę humoru zarówno słownego (ironiczne i błyskotliwe dialogi) jak i sytuacyjnego. Wszyscy, mimo podejrzeń oraz wzajemnej nieufności, próbują ustalić prawdę, co też jest źródłem komizmu.

Każda z postaci jest na tyle wyrazista, że trudno kogokolwiek z obsady wyróżnić. Dodatkowo gra aktorska okazuje się zmyłką, gdyż nie pomaga ona rozwikłać sprawy morderstwa. Jednak jeśli kogokolwiek miałbym wyróżnić, to byłby brawurowy Tim Curry w roli kamerdynera, próbującego opanować sytuację i rozwiązać łamigłówkę. Ekspresja oraz dynamika ruchów aktora (zwłaszcza w finale), działają jak petarda, ale nie można nie wspomnieć równie znakomitych ról Christophera Lloyda (prof. Plum), nierozgarniętego Michaela McKeana (homoseksualista pan Green), nadekspresyjną Eileen Brennan (pani Peacock) czy apetyczną Lesley Ann Warren (pani Scarlett).

trop7

Wariacka komedia, czasami ocierająca się o absurd i świetny kryminał, będący także pastiszem tego gatunku. Inteligentne połączenie, które od 30 lat nadal bawi i śmieszy. Kto dzisiaj potrafi zrobić taki koktajl?

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Portret damy

Isabelle Archer jest młodą i niezamężną kobietą z kraju zwanego USA. Przyjeżdża do Anglii, do majątku swojego wuja Touchetta. Po swojej śmierci przekazuje jej cały majątek, a kobieta zaprzyjaźnia się z panią Merle. Na skutek jej intrygi bierze się ślub z Gilbertem Osmondem – próżnym i znudzonym dżentelmenem mieszkającym we Włoszech.

portret_damy1

Jane Campion to reżyserka uważana za specjalistkę od tzw. kina kobiecego (o kobietach i dla kobiet), ale jak każda szufladka to sztuczne ograniczenie. Aczkolwiek adaptacja powieści Henry James opowiada o kobiecie wyzwolonej – przynajmniej na początku. Pobyt w Anglii kobiety, która stara się zachować odrębność i niepotrzebująca mężczyzny, jest czymś nietypowym. Obowiązujące konwenanse (będące gorsetem) i silna presja musi doprowadzić do zmiany. I ta zmiana jest nieunikniona, bo jak inaczej można nazwać małżeństwo? Tylko, że zamiast sielanki jest to pułapka pełna upokorzenia oraz psychicznej przemocy. Czy można było gorzej wylądować – kobieta odrzucająca adoratorów i marząca o decydowaniu w kwestii swojego staje się zależna od widzi mi się męża, spełniając jego zachcianki. ktoś powie, ze kogo to dzisiaj może interesować? A jednak.

portret_damy2

Reżyserka w dość chłodny sposób opowiada całą historię, jednak głęboko ukryte emocje są widoczne, tylko trzeba bardzo mocno się skupić (całość trwa ponad dwie i pół godziny, więc jest to wysiłek). Wolno tocząca się intryga doprowadza do wyniszczenia psychicznego, samotności i poczucia niespełnienia. Kobiety nie potrafią się solidaryzować ze sobą, wspierać, tylko podkładają sobie kłody pod nogi, a nawet jeśli mężczyźni starają się pomóc, to przynosi więcej zła niż dobra. W ten ponury nastrój wprowadza zarówno melancholijna, lecz piękna muzyka Wojciecha Kilara oraz stonowane kolorystycznie zdjęcia. Reżyserka też dokładnie odtwarza scenografię oraz kostiumy końcówki XIX wieku, co może się podobać osobom zwracającym uwagę na stronę wizualną. Także otwarte zakończenie jest ogromnym plusem.

portret_damy3

Campion udało się też dobrać świetnych aktorów, którzy zbudowali skomplikowane i złożone osobowości. Damą jest tutaj Nicole Kidman i bez zarzutu sprawdza się jako wolna kobieta, która chce czerpać z życia garściami. Jednak małżeństwo ją zmienia – staje nie niewolnicą konwenansów, gorsetu i fałszu. Ale film jej skradł wyborny John Malkovich jako zepsuty, manipulujący i okrutny Gilbert, ukrywający się pod maską uprzejmego eleganta. Pod tym względem przypominał Valmonta z „Niebezpiecznych związków”, tylko jeszcze bardziej zniszczonego. Na podobnych falach uderza Barbara Hershey (dawna kochanka Gilberta, Merle), próbując go uszlachetnić za pomocą ożenku. Jeśli chodzi o panów, zdecydowanie wybija się na drugim planie fantastyczny Martin Donovan. Jako chory na gruźlicę kuzyn Ralph jest mieszanką siły umysłu i wrażliwości połączonej z chorym ciałem, na które jeszcze nie znano lekarstwa.

portret_damy4

Dla wielu „Portret damy” będzie nudnym i nieciekawym filmem pozbawionym akcji w klasycznym rozumieniu tego słowa. Jednak jak się skupimy, wtedy zostajemy wynagrodzeni za swoją cierpliwość. Delikatne, długie, ale angażujące kino.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Wideodrom

Max Renn jest szefem małej stacji telewizyjnej, Cinic TV. Chce zwiększyć oglądalność, serwując to, czego chce widownia – erotyka i przemoc. Razem z przyjacielem Haroldem udaje mu trafić do pirackiego kanału – Videodromu, gdzie pokazywana jest przemoc i morderstwa. Renn zafascynowany programem oraz realizmem przekazu, próbuje dotrzeć do źródła. Od momentu obejrzenia tego kanału, Max zaczyna mieć coraz bardziej pokręcone halucynacje.

wideodrom1

David Cronenberg nigdy nie był moim ulubieńcem, choć zawsze wydawał się przystępniejszy w odbierze niż David Lynch (poza imieniem łączy go podobny sposób widzenia rzeczywistości). „Wideodrom” to film, który przyniósł mu największy rozgłos i okazał się trampoliną dla dalszej kariery. Sam film w założeniu miał być krytyką telewizji, ubrany w konwencję mrocznego kina, skręcającego miejscami w stronę horroru. Niby miało być strasznie i szokująco, a jest obrzydliwie i niesmacznie. I nie chodzi tu o wychodzące wnętrzności ludzki… z telewizora czy perwersyjne sceny erotyczne, które są znakiem charakterystycznym w dorobku Kanadyjczyka. Mają tylko odwrócić uwagę od tego, jak miałka jest tutaj treść.

wideodrom2

Krytyka telewizji jako medium nie jest niczym – kino niemal od początku nienawidziło tego medium. Nie tylko dlatego, że przez nie mniej widzów zaczęło chodzić do kina, ale też jako narzędzie ogłupiające i zmieniające człowieka w tępego, bezmózgiego konsumpcjonistę, spełniającego swoje hedonistyczne zapędy, otumaniony reklamami. Dzięki niej człowiekiem łatwo było manipulować i oszukiwać („Quiz Show”), ale to już wiem od dawna. „Wideodrom” ma być takim narzędziem manipulacji i ogłupiania oraz sprawiania perwersyjnej przyjemności. Tutaj jeszcze wpleciono tutaj sensacyjną intrygę oraz fragmenty psychodeliczne. To pierwsze jest nudne i banalne, a mącenie w głowie wywołuje jeszcze większy zamęt i zniechęca. Zapamiętam dwie sceny: biczowanie telewizora oraz włożenie kasety do wnętrza Maxa i wyjęcie z niego pistoletu. Reszta zwyczajnie musi zostać jak najszybciej wymazana z głowy.

wideodrom3

Wiem, że nie brakuje fanów kontrowersyjnego Kanadyjczyka, ale „Wideodrom” mnie odstraszył i zniechęcił. Nudny, zbyt mroczny i jako satyra na telewizję mało odkrywczy. Forma też dla mnie aż za bardzo groteskowa. Kino tylko dla odważnych.

wideodrom4

3/10

Radosław Ostrowski

Delicatessen

W przyszłości, gdzie świat się rozpadł, znajduje się kamienica, której właścicielem jest rzeźnik Clapet. Poza nim mieszka galeria dość ekscentrycznych bohaterów i tam trafia nowy lokator – cyrkowiec Louison, pełniący rolę złotej rączki. Mężczyzna podkochuje się w córce rzeźnika, wrażliwej Julie. Jednak miłość ta stoi pod znakiem zapytania, gdyż rzeźnik sprzedaje mięso zrobione… z ludzi, a cyrkowiec jest następny w kolejce.

delicatessen1

Jean-Pierre’a Jeuneta poznałem po raz pierwszy (zapewne jak większość kinomanów) dzięki magicznej „Amelii”, która mnie zwyczajnie oczarowała i zachwyciła. Mało kto jednak pamięta początki reżysera, gdy poznał Marca Caro i zaczęli robić wspólnie filmy, a wszystko zaczęło się od „Delicatessen”. To kino czysto surrealistyczne, zmierzające w stronę groteski oraz pokręconych dziwacznych sytuacji. Dziwaczny jest sam świat, gdzie ludzie przerzucili się na kanibalizm i każdy – niemal – bez sprzeciwu to akceptuje. Więcej, z niecierpliwością czekają na kolejne partie mięsa. Już sam początek zapowiada, ze będzie to dziwaczne kino. Widzimy tam próbę ucieczki kandydata na mięso, która kończy się klęską oraz oryginalną czołówkę.

delicatessen2

Bohaterowie są tutaj różnorodni i intrygujący – samotny cyrkowiec (fantastyczny Dominique Pinon), wrażliwa Julie (czarująca Marie-Laure Dougnac), bezwzględny rzeźnik (brawurowy Jean-Claude Dreyfus), introligator z żoną próbującą popełnić samobójstwo czy mężczyzna mieszkający w piwnicy razem z żabami i jedzący ślimaki. Każdy ma swoje mocne i wyraziste momenty, które zapadają w pamięć (wymyślne próby samobójcze czy dramatyczny finał w łazience).

delicatessen3

Trudno nie zachwycić się stylowymi, utrzymanymi w sepii zdjęciami Dariusa Khondji, odtwarzającymi szaro-burymi kolorami klimat mroku i beznadziei. Również scenografia kamienicy robi ogromne wrażenie, gdzie wiele rzeczy się sypie – od kranu i połamanego stopnia na schodach. I na koniec surrealistyczny humor. Nie zapomnę do końca życia sceny erotycznej, która doprowadzała do tego, że inni mieszkańcy robi swoje rzeczy w tym samym tempie, co kochankowie (jedyne, co w tych scenach widać, to… sprężyny łóżka :))

delicatessen4

Czy w takim świecie jest miejsce na happy end? To musicie sami odkryć, bo „Delicatessen” to pokręcone i oryginalne kino, objawiające nowy talent. Brawo, monsieur Jeunet!!!

8/10

Radosław Ostrowski