Co cię nie zabije

W Bostonie mieszka dwóch bliskich kumpli – Paulie McDougan i Brian Relly. Obaj panowie już od dziecka współpracowali z miejscowym półświatkiem, działając w mniejszych robotach typu zastraszanie, kradzieże itp. I tak już 15 lat, nadal będąc kumplami i czując pewne rozczarowanie, postanawiają spróbować czegoś na własną rękę – handel narkotykami. Jednak to sprowadza na nich poważne kłopoty.

co_cie_nie_zabije2

Brian Goodman jest bardziej kojarzony jako aktor, grający mniejsze role w takich produkcjach jak „Monachium”, „Ostatni bastion” czy „Blow”, ale postanowił spróbować swoich sił jako reżyser. Pozornie wydaje się to kolejna kryminalna opowieść o próbie wyjścia na swoim oraz awansie w hierarchii gangsterki. Haracze, kradzieże, czasami absurdalne pomysły (porwanie psa znienawidzonej żony). Potem jednak kumple postanawiają pójść na własną rękę, jednak to nie jest takie proste – konkurencja nie śpi, szefowie chcą procentu od interesu i dodatkowo Brian uzależnia się od narkotyków, a jeszcze ma rodzinę na utrzymaniu. No i jest policja, która nie odpuszcza. Goodman serwuje nam kilka wolt (z odsiadką w więzieniu włącznie), skupiając się przede wszystkim na Brianie oraz jego próbie wyrwania się z zaklętego, bandyckiego kręgu. I czy to w ogóle jest możliwe, gdy o pracę jest ciężko, a kontakt z rodziną jest niemal znikomy?

co_cie_nie_zabije1

Samy strzelanin, pościgów czy scen akcji nie ma tutaj zbyt wiele. Są one jedynie dekoracją, częścią tła tego świata – brudnego, szarego, gdzie ciężko jest wytrzymać. Dylematy te przypominają kino moralnego niepokoju, które Amerykanie ubierali w różne gatunki, w czym mistrzem był m. in. Sidney Lumet. Trudno się tu do czegoś przyczepić, bo historia porusza i jest kilka scen trzymających za gardło. Może troszkę przeszkadzać zakończenie, jednak nie jest ono nachalnie hollywoodzkie.

co_cie_nie_zabije3

Film Goodmana (gra on też gangstera Pata) to przede wszystkim popis Ethana Hawke’a oraz Marka Ruffalo. Ten pierwszy jest samotnym mężczyzną, spędzającym czas z innymi kobietami, bywa porywczy i narwany, ale to ten drugi zapada najbardziej w pamięć. Nie znający innego życia niż z szemranymi interesami, unikający odpowiedzialności, ale jednocześnie kochający swoją żonę (zaskakująca i wiarygodna Amanda Peet) oraz dzieci. Wydaje się poważniejszy, wyciszony, ale także bezsilny, bezradny i bojący się następnego dnia – złożona, przekonująca postać, potwierdzająca wielki talent aktora. I dla tej kreacji jest to film absolutnie godny uwagi.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Blisko ciemności

Caleb jest młodym ranczerem z małego zadupia gdzieś na południu USA. Pewnego wieczora będąc w mieście widzi młodą i atrakcyjną dziewczynę Mae, z którą chce spędzić noc. Podczas pocałunku zostaje on pogryziony, co doprowadza do przemiany w wampira oraz dołącza do wampirzego gangu. Ale żeby zostać członkiem ferajny kierowanej przez Jesse’ego musi odnaleźć w sobie krwiopijcę.

blisko_ciemnosci1

Wszyscy znamy Kathryn Bigelow jako reżyserkę tworzącą surowe kino wojenne w rodzaju „Hurt Lockera”, jednak wcześniej bawiła się w kino gatunkowe z naciskiem na sensację. Tym razem spróbowała swoich sił w kinie grozy. Wydawałoby się, ze nic nowego o wampirach opowiedzieć się nie da – piją krew, boją się słońca (dlatego chowają się przed nim w… kocu), ubierają się jak punkowcy i nie wahają się przez zabijaniem. Reżyserka bawi się tutaj kinem gatunkowym: westernowy sztafaż (otwierające całość piękne plenery teksańskich przestrzeni) miesza się z melodramatem (miłość Caleba do Mae) i horrorem, okraszonym czarnym humorem. Sceny, w których wampiry używają swoich zębów oraz pistoletów są zrobione więcej niż solidnie, z suspensem (strzelanina w otoczonym motelu) oraz tajemniczym klimatem potęgowanym nocnymi ujęciami, a także odrealnioną, elektroniczną muzyką zespołu Tangerine Dream.

blisko_ciemnosci2

Jednak problemem największym jest scenariusz. Nie chodzi o to, że prawie niczego nowego o wampirach się nie dowiadujemy, ale pewne zdarzenia oraz rozwiązania są co najmniej zastanawiające. Największą bzdurą dla mnie było wyleczenie się z wampiryzmu za pomocą… transfuzji krwi. WTF? Bujda na resorach, podobnie jak moralne rozterki Caleba, który nie chce zabijać, nawet za cenę własnego życia. Niby to miało być jego wewnętrzną walką, ale tego nie kupuję. A zakończenie jest tak słodkie, że wywołało we mnie mdłości.

blisko_ciemnosci3

Aktorsko jest całkiem nieźle. Solidnie radzi sobie Adrian Pasdar w roli Caleba, ale szoł kradnie duet psychopatów: Lance Henriksen (Jesse – szef grupy) oraz Bill Paxton (porąbany Severen). Ich zapamiętałem z filmu najbardziej. I jeszcze urocza Jenny Wright (Mae), ale to troszkę za mało, by nazwać ten film czymś więcej niż przyzwoitym rzemiosłem. Najlepsze filmy Bigelow miała dopiero nakręcić.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Sklep na rogu

W Budapeszcie znajduje się sklep z galanterią, którego właścicielem jest starszy pan o nazwisku Matuschek. Najstarszym i najlepszym pracownikiem jest Alfred Kralik, a wszystko działa tam jak w zegarku. Pewnego dnia do sklepiku przychodzi młoda kobieta – Klara Nowak, która poszukuje pracy. Zostaje ona przyjęta, a miedzy nią a Kralikiem dochodzi do spięć. Oboje też dostają listy od tajemniczych wielbicieli: „drogich przyjaciół”, którzy jeszcze się nie widzieli. Przypadkowo Alfred odkrywa, że tą osobą piszącą do niego jest Klara.

sklep_za_rogiem1

Pamiętacie pewnie taki film „Masz wiadomość” z Tomem Hanksem i Meg Ryan? Twórcy inspirowali się nakręconą w 1940 roku komedią Ernsta Lubitscha, o której wam opowiem. Sam reżyser był uważany za twórcę realizującego ciepłe i subtelne komedie o charakterze uniwersalnym. Pozornie ta historia wydaje się naiwna, ale wywołuje uśmiech na twarzy, gdy poznajemy całą intrygę, ale nie to jest największą siłą filmu. Subtelny, delikatny humor (dialogi inteligentne) miesza się tutaj z poważnymi sprawami jak kryzys gospodarczy, samotność, zdrada małżeńska czy próba samobójcza. Niuanse i subtelność realizacyjna (skupienie na detalu jak w scenie, gdy dłoń Klary szuka listy w skrytce pocztowej czy finał z padającym śniegiem), nadaje temu filmowi uroku oraz poczucie bezpretensjonalnej rozrywki na wysokim poziomie.

sklep_za_rogiem2

Swoje robi tutaj przede wszystkim fantastyczny duet James Stewart/Margaret Sullivan. On jest poważny i inteligentny, ona wygadana (udaje się jej sprzedać słabe pudełko na cygara z pozytywką) i zadziorna. Nie znoszą się w pracy, ale okazują się wrażliwymi i serdecznymi ludźmi, którzy szukają drugiej połówki. Między tą dwójką jest bardzo mocno odczuwalna chemia, choć kłócą się jak tylko się da. Aktorsko trudno się do kogokolwiek przyczepić, nawet epizody są wyraziste – zabawny chłopiec na posyłki Pepi (William Tracy), fałszywy subiekt Vadas (Joseph Schildkraut) czy skromny przyjaciel Kralika, Pirovitch (Felix Bressart)  mają swoje pięć minut.

sklep_za_rogiem3

Lubitsch bardzo pewnie opowiada tą historyjkę, ale ma to swój urok. A mimo upływ lat film ogląda się z niekłamaną przyjemnością, bo – jak pewnie niektórzy wiedzą – pewne rzeczy nie starzeją się nigdy.

7,5/10

Radosław Ostrowski

To było morderstwo

Agatha Christie nie bez przyczyny nazywana jest królową kryminału, która potrafiła stworzyć trzymającą w napięciu, zaskakującą i inteligentną rozrywkę. Jej najbardziej znany bohaterem jest „mały Belg o jajowatej głowie”, czyli Hercules Poirot, który zepchnął w cień drugą, nie mniej popularną postać – pannę Jane Marple. Starsza kobieta, zaczytana w kryminałach i działająca jako detektyw-amator doczekała się wielu adaptacji. Ta, o której chcę wam opowiedzieć rozpoczęła czteroczęściowy cykl filmowy zrealizowany przez reżysera George’a Pollocka.

to_bylo_morderstwo1

Film zaczyna się dość spokojnie – widzimy pannę Marple wsiadającą do pociągu i odjeżdżającą. Po drodze pojawia się pociąg jadący po przeciwnym torze. Niby nic dziwnego i właściwie typowy element kolejowego krajobrazu. Do czasu, kiedy panna Jane widzi kobietę duszoną przez nieznanego (i niewidocznego przez okno) sprawcę. Starsza pani zgłasza sprawę policji, jednak ani ciała, ani sprawcy nie udało się znaleźć. To jednak nie jest w stanie zbyć panny Marple, która postanawia na własną rękę wyjaśnić sprawę i odkrywa, że ciało mogło zostać umieszczone w rezydencji Ackenthorpe’ów. Dlatego postanawia zatrudnić się jako służąca w rezydencji.

to_bylo_morderstwo2

Intryga pozornie wydaje się prosta i typowa dla dorobku Christie: zamknięta przestrzeń, masa podejrzanych, mylne tropy i morderca, który odzywa się, popełniając kolejne zbrodnie. Reżyser okazuje się być solidnym rzemieślnikiem, który wie jak wciągnąć, powoli buduje intrygę, czasami podrzuci lekko ironicznym humorem. Czarno-biała taśma jeszcze bardziej potęguje klimat tajemnicy i (czasami) grozy, gdzie widzimy tylko niecałą sylwetkę czy wchodzimy do ciemnego pomieszczenia. Ogląda się to z zainteresowaniem i nawet ja byłem zaskoczony rozwiązaniem, które dało sporo satysfakcji.

to_bylo_morderstwo3

Ale największą frajdę dało mi obserwowanie Margaret Rutherford w roli panny Marple. Energiczna, sprytna i inteligentna starsza pani jest bardziej skuteczna od policji, co wynika raczej nie z doświadczenia zawodowego, ile pasji czytelniczej. Znajomość schematów literatury kryminalnej pozwala rozwikłać zawiłe i skomplikowane łamigłówki, zawstydzając inspektora policji Craddocka (dobry Charles Tigwell). Z drugiego planu najbardziej wybija się świetny James Robertson Justice (nerwowy nestor rodu Ackenthorpe’ów) oraz łobuzerski Ronnie Raymond (Alexander).

to_bylo_morderstwo4

Solidny kryminał, który ma styl, elegancję oraz jest lekką rozrywką na poziomie. Ciekawe czy następne części cyklu są tak udane.

7/10

Radosław Ostrowski

Gambit

Harry Dean jest młodym i sprytnym oszustem, który wpadł na prosty plan kradzieży doskonałej. Jego celem jest najbogatszy człowiek świata, niejaki Shahbandar – kolekcjoner dzieł sztuki. Jednak żeby zrealizować plan, Dean korzysta z pomocy wspólnika, fałszerza Emila oraz werbuje tancerkę Maggie Chang, która ma otrzymać pięć tysięcy dolarów. Idealny plan jednak jest idealnym tylko z nazwy.

gambit_1966_2

Komedii kryminalnych była cała masa, jednak nakręcona w 1966 propozycja Ronalda Neama oparta jest na prostym pomyśle: oszustwo połączone z mistyfikacją i kradzieżą bardzo dużego łupu. Tym większym zaskoczeniem była dla mnie lekkość, z jaka cała ta historia jest opowiedziana. Nawet pod koniec (scena kradzieży) pojawia się napięcie i emocje. Wynikają one przede wszystkim z tego, iż idealny plan (pierwsze 25 minut) sypie się z powodu innych oczekiwań. Przeciwnik nie jest staroświeckim i sentymentalnym dżentelmenem, tylko inteligentnym i sprytnym rekinem finansjery, korzystającym z nowoczesnych gadżetów. Humor i dowcip wynika właśnie z tego kontrastu, a także z samych postaci, która mają wiele do ugrania. Za to finał jest więcej niż satysfakcjonujący, a od samego skoku bardziej przyciąga uwagę relacja między duetem naszych złodziei.

gambit_1966_1

On (niezawodny i 55 lat młodszy Michael Caine) jest elegancko ubranym dżentelmenem, pewnym siebie i troszkę bezczelnym złodziejem, potrafiącym odnaleźć się w niemal każdej sytuacji. Ale poległby, gdyby nie ona (urocza Shirley MacLaine), która tylko pozornie wydaje się gadulską i głupią dziewczyną. Chemia między nimi jest bardzo odczuwalna i wiadomo czym to się skończy (słowo miłość jest wskazana), ale bardzo przyjemnie ogląda się tą parę. Dodatkową karta w grze jest równie trzymający fason Herbert Lom (Shahbandar), który dla większości kinomanów pozostanie na zawsze komisarzem Dreyfusem z serii „Różowa Pantera”. Niepotrzebnie, bo tutaj potwierdza swój talent w roli inteligentnego oraz pewnego siebie biznesmena.

gambit_1966_3

„Gambit” dzisiaj raczej nie będzie zaskoczeniem, ale to bezpretensjonalna, elegancka i lekka rozrywka z wysokiej półki. O jej sile świadczy fakt, że jest lepsza niż nakręcony dwa lata temu bezpłciowy remake z Colinem Firthem i Cameron Diaz w rolach głównych, o którym chciałem zapomnieć jak najszybciej. Ten „Gambit” dłużej ze mną zostanie.

7/10

Radosław Ostrowski

Mad Max pod Kopułą Gromu

Nasz Max dzielnie przemierza pustkowia postapokaliptycznego świata, ale nawet jego opuszcza szczęście. Zostaje okradziony z dobytku i trafia do miasta Bordertown – spokojnej okolicy, w której handluje się wszystkim co się da. Tam zostaje wplątany w porachunki między walczącymi o władze Ciotką Entiny i Masterem Blasterem.

Mad_Max3_4

Trzecie pojawienie się na ekranie Szalonego Maxa mocno odbiega od poprzednich części, choć ekipa realizująca pozostała niemal bez zmian. Jednak tym razem fundusze dali Amerykanie z Warner Bros. Z jednej strony dało to rozmach, ale z drugiej pojawiły się niebezpieczne kompromisy. Millera wsparł na stołku reżyserskim George Ogilvy, a cała opowieść jest mocno ugrzeczniona i złagodzona jak tylko się da. Czyli minimum przemocy, zero krwi i humor adresowany do najmłodszego grona odbiorcy. Jeszcze na początku jest ten surowy klimat, a starcie Max z Blasterem w klatce ogląda się dobrze, ale odkąd Max zostaje wygnany i pojawiają się dzieci, całość idzie ostro w dół. Jeszcze nieźle prezentuje się finałowy pościg, gdzie czuć tempo i energie, ale brakuje gwałtowności i ostrości poprzednich części. Nie takiego Maxa lubiłem – trzecia część sprawia wrażenie dokręconej na siłę, pozbawionej konsekwencji i tego uroku jaki miały poprzednie części.

Mad_Max3_2

Mel Gibson kreowany tutaj na zbawcę dziecięcego rodu jest pozbawiony charakteru – bardziej mi pasował jako cyniczny mściciel czy outsider niż opiekujący się zgrają irytujących dzieciaków przewodnik.  Bliżej mu tutaj do Indy’ego, ale nie tego tutaj szukałem. Nieźle poradziła sobie Tina Turner jako cwana i rządząca miastem Ciotka. Nawet muzyka Maurice’a Jarre’a jest świetna, ale co z tego?

Mad_Max3_1

„Mad Max pod Kopułą Gromu” to zwyczajne zbezczeszczenie legendy i czysta komercha, która niczym na dłużej nie przyciąga. Fani serii dla własnego zdrowia psychicznego nie powinni oglądać trójki, tylko czekać na najnowszą część. I wszystko w tym temacie.

5/10

Radosław Ostrowski

Mad Max 2 – Wojownik szos

Po wydarzeniach z pierwszej części Max Rochatansky jedzie swoim pościgowym samochodem z silnikiem V8 poszukując paliwa. Spotyka na drodze kapitana samodzielnie skonstruowanego helikoptera, który opowiada mu o małej osadzie, gdzie zbierana jest ropa. Problem w tym, że osada jest atakowana przez niebezpieczny gang kierowany przez uważającego się za boga Humungusa.

mad_max2_1

George Miller dostał troszkę większy budżet i zrealizował kontynuację przebijającą oryginał. Na początku dostajemy prolog, w którym poznajemy rzeczywistość postapokaliptycznych realiów, gdzie ówczesny porządek świata został obalony na skutek wyniszczającej wojny. Najcenniejsza staje się ropa i paliwo – kto je posiada, ten ma władzę i pełną kontrolę. Nadal opowieść jest opowiedziana w sposób prosty i surowy, z fatalistycznym klimatem. Troszkę to przypomina klasyczne amerykańskie westerny, w których pojawiał się jeździec znikąd  i zaprowadzał porządek w okolicy. Tak jak poprzednia część jest to wysokooktanowe kino akcji, pełne dynamicznie zrealizowanych i sfilmowanych scen pościgów (finałowa ucieczka z cysterną kierowana przez Maxa), gdzie nie brakuje eksplozji, krwi, strzałów oraz morderczego tempa, a kamera pojawia się wszędzie, gdzie tylko się da. Dzięki tym prostym zabiegom, „Mad Max 2” otrzymuje bardziej epicki rozmach, a design ówczesnych pojazdów oraz kostiumy stały się punktem inspiracji dla następnych twórców kina SF spod znaku postapokalipsy i nie tylko (seria gier „Fallout”).

mad_max2_2

Mimo braku efektów specjalnych i gigantycznego budżetu, film zachował klimat poprzednika i nie zestarzał się tak mocno jak oni. Postacie w filmie można podzielić na trzy grupy. Pierwsza to mieszkańcy osady kierowani przez rozsądnego i charyzmatycznego Pappagallo. Druga to brutalny gang kierowany przez zamaskowanego Humungusa. Trzecia grupa to samotni outsiderzy tacy jak Max i kapitan, którzy wędrują po okolicy, by przetrwać. Reżyser wyciska z tematu i dostępnych środków wszystko, co się dało. I potwierdza ono charyzmę Mela Gibsona – zgorzkniałego, cynicznego egoisty, który nie chce brać odpowiedzialności za los innych.  Poza nim wybija się tylko Bruce Spencer, grający w podobnym tonie postać sprytnego Kapitana.

mad_max2_3

Rzadko zdarza się kontynuacja, która byłaby w stanie przebić część pierwszą, ale George’owi Millerowi się to udaje. Jest lepsze, spójniejsza i to jej odbitym blaskiem poprzednia część otrzymała status kultowego dzieła. Jednak trzecia część nie spotkała się z tak dużym entuzjazmem, ale to już jest inna opowieść.

mad_max2_4

8/10

Radosław Ostrowski

Edmond

Edmond Burke jest przeciętniakiem, pracującym w dużej firmie, mieszkającym z atrakcyjną żoną i… ciągłym poczuciem pustki. Pewnej nocy odwiedza wróżkę, która przepowiada mu tarota. Jej wróżba brzmi krótko: „Nie jesteś tam gdzie powinieneś”. Mężczyzna traktuje wróżbę poważnie i zostawia swoją żonę, idąc na miasto. Chce się znów poczuć mężczyzną i udaje się do burdelu, ale nie wszystko idzie zgodnie z planem.

edmond1

David Mamet jest jednym z najpopularniejszych amerykańskich dramaturgów. Transfer z desek teatralnych na ekran kinowy przebiegał stopniowo: najpierw jako scenarzysta i potem jako reżyser. „Edmond” jest adaptacją sztuki teatralnej Mameta, a reżyser Stuart Gordon poradził sobie z tematem. Reżyser w dość spokojny sposób opowiada historię upadku człowieka, który wchodzi w mroczny i brudny świat przemocy, szybkiego i płatnego seksu. Instynkt zaczyna rządzić nad naszym bohaterem, idącym ku samospełniającej się przepowiedni – fatum nad nim ciąży czy sam sprowokował całą sytuację? Każdy dialog ma znaczenie, każda postać w dość prosty sposób zostaje nakreślona. I pytanie – czy jest szansa na odkupienie i powrót do społeczeństwa? Zwłaszcza po tak mrocznej drodze jaką przeżył Edmond?

edmond2

Mimo teatralnego rodowodu, film nie wywołuje poczucia teatralności (może poza dialogami, w których nie brak typowego dla Mameta błysku). Tak naprawdę film jest popisem aktorskim Williama H. Macy’ego. Tytułowy Edmond w jego interpretacji to samotny, rozczarowany i znużony życiem. Pozornie obojętna twarz skrywa wiele emocji (zwłaszcza w oczach) – strach, wściekłość, agresja, gniew, bezradność. Bohater, którego trudno polubić czy współczuć, ale nie można przejść obojętnie wobec jego losów.

edmond3

Pozornie „Edmond” może wydawać się teatralnym i nieatrakcyjnym kinem, ale reżyser wie jak opowiedzieć frapującą historię o człowieku. Okraszoną też inteligentnymi dialogami oraz wnikliwą psychologią postaci.

7/10

Radosław Ostrowski

Mad Max

Gdzieś w niedalekiej przyszłości Australia przypomina Dziki Zachód, gdzie rządzi prawo silniejszego, a droga jest miejscem chaosu i bestialskiej przemocy. Policja dba o to, by pilnować jako taki porządek. Jednym z tych gliniarzy jest Max Rochatansky, który jest najlepszym w swoim fachu. Podczas pościgu ginie członek gangu motocyklowego, Nocny Jeździec. Reszta gangu pod wodzą Kosy planuje zemstę.

mad_max1_1

Przed 1979 rokiem nikt nie wiedział kto to jest George Miller i Mel Gibson. Wszystko zmieniło się dzięki temu tytułowi. Debiutujący jako reżyser Miller postanowił pobawić się w kino SF, chociaż trudno dostrzec elementy futurystyczne, ale w dialogach powoli odkrywamy świat – w tym miejscu nie można handlować paliwem, części samochodowe są trudno dostępne, a na drodze rządzi anarchia i przemoc. Nawet posterunek policji bardziej przypomina opuszczoną fortecę, a różnica między bandziorami (najwięksi wariaci i psychopaci) a stróżami prawa jest mocno zatarta. W dodatku jest to rzeczywistość zdominowana przez mężczyzn. Panie tutaj albo są ofiarami przemocy, albo delikatnymi i wrażliwymi paniami chronionymi przez samców.

mad_max1_3

Najważniejsze tutaj są dwie rzeczy: klimat i dynamicznie zrealizowane sceny akcji. Widać, że budżet jest skromniutki, ale to nie przeszkadza – pustkowia Australii wyglądają surowo i pięknie, zaś szybki montaż i ujęcia z kierownicy, a także kraksy będące popisami kaskaderów (otwierający film brawurowy pościg). Z dzisiejszej perspektywy wydawać się mogą śmieszne, ale to nie przeszkadza. Nawet kliszowe i schematyczne poprowadzenie fabuły z obowiązkowym motywem zemsty (zabicie rodziny Maxa) oraz skontrastowanym z brutalnymi scenami akcji obrazkami z życia rodzinnego naszego bohatera (lekko kiczowate zdjęcia sielanki).

mad_max1_2

Ale to tutaj surowy i oszczędny styl aktorski Mela Gibsona błyszczy mocnym blaskiem. Max w jego wykonaniu jeszcze nie jest takim szaleńcem, ale wzbudza strach swoich wrogów. Brutalny, surowy i bezkompromisowy, ale też bardzo zmęczony swoją pracą działającą na niego w sposób destrukcyjny. Dlatego ciągle składa podania o rezygnację, które nie są jednak przyjmowane. Finał budzi w nim prawdziwego demona, który dopiero w następnych częściach się obudzi, ale to temat na znacznie dłuższą opowieść.

mad_max1_4

7/10

Radosław Ostrowski

Ukryta prawda

Od trzech tygodni jest wakat na stanowisku wiceprezydenta USA. Urzędujący prezydent Jackson Evans waha się między dwójką kandydatów – bohaterem wojennym gubernatorem Jackiem Hathawayem i senator Elaine Hansen. Prezydent faworyzuje panią senator, mimo iż konkurent został bohaterem po tym jak próbował uratować kobietę uwięzioną w tonącym samochodzie. Jednak przed zatwierdzeniem, trzeba prześwietlić przeszłość pani senator. Przewodniczący komisji, która ma zbadać kompetencje senator, Shelly Runyon odkrywa kompromitujący fakt – udział w orgii podczas studiów.

ukryta_prawda1

Film Roda Lurie z 2000 roku chciałem obejrzeć dużo później, jednak czas wyborczy skusił mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Pozornie wydaje się jednym z wielu politycznych opowieści, których było tysiące zarówno jeśli chodzi o akcję, jak też i portret elit politycznych (gnidy, intryganci i szubrawcy, a także idealiści i pragmatycy). Różnica miedzy nami a Jankesami jest istotna – tam pewne afery i skandale mocno decydują o być albo nie być danego polityka. Wszelkie podchody, dziwne koalicje i nieczyste zagrywki – to wszystko znamy i dzisiaj.

ukryta_prawda4

Ale przy okazji, reżyser pokazuje jak traktowana jest kobieta w świecie skądinąd zdominowanym przez mężczyzn, jak głęboka jest dyskryminacja w przecież bardzo politycznie poprawnym kraju jakim jest U Es A. I tu nawet nie chodzi o podejrzana aferę erotyczną, ale też jak instrumentalnie traktowana jest kobieta, szybko podlega osądowi wskutek stosunku do seksu. Jak mężczyzna bierze udział w orgii – to jest powód do domu, jak kobieta uczestniczy – to jest kurwą. Od tego osądu nie są w stanie uwolnić się nawet osoby politycznie wspierające Hansen. Wystarczy popatrzeć na sceny, w których nie unikają kąśliwych wypowiedzi czy w jej obecności oglądają zdjęcia z orgietki. I jeszcze jedno pytanie tutaj pada – gdzie jest granica miedzy życiem prywatnym osób na piedestale władzy? To daje bardzo do myślenia. I sami sobie odpowiedzcie.

ukryta_prawda2

Mimo braku oryginalności, „Ukrytą prawdę” ogląda się po prostu dobrze, bo reżyser nie przynudza i powoli odkrywa sznurki całej intrygi, ale za to pewnie prowadzi aktorów. Świetnie sobie radzi Joan Allen w roli senator Hansen. Może wynika to z faktu, ze postać ta została napisana specjalnie dla niej. Ma ona bardzo wyraziste poglądy w wielu sprawach (liberalna), a cała aferę komentuje w jeden sposób: „to moja prywatna sprawa”. Nie podejmuje się ani atakować swoich przeciwników wyciągając na nich haki, nie broni się też – postawa dość dla mnie zaskakująca i rzadka wśród polityków. I przyznaję, że zyskała pani senator mój szacunek. Na przeciwnym końcu jest znakomity Gary Oldman. Senator Runyon to podły intrygant, który sięga po naprawdę niskie chwyty (wysłanie materiałów do Internetu, atak na przesłuchaniu w sprawie aborcji), uzasadniając je swoimi uprzedzeniami oraz przekonaniami. Dodatkowym szokiem jest fryzura Runyona, przez którą trudno rozpoznać aktora. Trzecim istotnym bohaterem jest prezydent Evans, zagrany dość lekko przez Jeffa Bridgesa. Wydaje się postacią nie do końca poważną, serwującą zabawne dialogi i sytuacje (gra w kręgle, gadanie o kanapkach), ale jest opanowanym i sprytnym politykiem (rozmowa z Runyonem i sytuacja na bankiecie).

ukryta_prawda3

„Ukryta prawda” nie zmieni zdania o klasie politycznej w ogóle, jednak nie wywołuje on ani znużenia ani zobojętnienia. A to już sporo. Dobre aktorstwo, solidna realizacja – na plus. Patos, podniosłe monologi i dydaktyzm – to na minus.

7/10

Radosław Ostrowski