Mutant

Nowy Jork był atakowany przez tajemnicza epidemię, która doprowadzała do zarażenia oraz zgonów dzieci. O pomoc w rozwiązaniu problemu poproszono etymolog dr Susan Tyler oraz Petera Manna z Centrum Kontroli Epidemii. Wskutek eksperymentów genetycznych tworzą Judasza – zmutowanego owada, który ma wykończyć źródło epidemii, czyli karaluchy. Operacja kończy się sukcesem, ale trzy lata później zostają przypadkowo odkryte zmutowane wersje Judaszy w kanałach pod metrem.

mutant1

Guillermo del Toro kojarzy się przede wszystkim z mrocznym kinem grozy, co widać choćby w największym jego dziele – „Labiryncie Fauna”. Jego pierwszy film nakręcony w USA idzie w stronę rasowego horroru, a pomysł wydaje się dość oczywisty. Wszystko idzie dość oczywistymi tropami – wymykający się spod kontroli eksperyment i grupka ludzi w starciu ze zmutowanymi owadami, które zaczęły imitować ludzi (dwoje jajogłowych, strażnik metra, policjant, pucybut i jego autystyczny syn). Z góry wiadomo kto przeżyje i ta przewidywalność fabuły jest najsłabszym ogniwem. Sposób straszenia też jest staroświeckim sposobem – dźwiękiem, pojawieniem się stwora za plecami, brakiem światła. Mroczne zdjęcia i szybki montaż w scenach eksterminacji to za mało, bo film zwyczajnie nie straszy.

mutant2

W dodatku całość jest tak poważna, że aż irytuje. Wiadomo, że stawka jest tutaj duża, ale gra aktorska jest jak dla mnie sztuczna i przerysowana – najbardziej wkurzał Charles S. Dutton jako krzyczący, narwany strażnik Leonard, z kolei jajogłowi (Mira Sorvino i Jeremy Northam) są mdli i mało interesujący. Pewną lekkość wnosił tutaj Josh Brolin jako policjant Josh, ale szybko nas opuszcza.

mutant3

Powiem krótko, del Toro miał lepsze filmy, a „Mutant” zapewnił mu sukces kasowy. Zobaczyć można, ale są lepsze horrory.

5/10

Radosław Ostrowski

Anatomia morderstwa

Małe miasteczko Iron Riot, gdzie życie toczy się dość wolno i spokojnie. I tutaj mieszka kiedyś bardzo ceniony adwokat Paul Biegler, były pracownik prokuratury. Zamiast być w sali sądowej, czas spędza na łowieniu ryb. Przynajmniej do czasu, gdy dostaje sprawę i to nie byle jaką. Oskarżony o morderstwo zostaje porucznik armii USA, Frederick Manion. Zabił właściciela baru, Barneya Quilla, który miał zgwałcić jego żonę. Biegler ostatecznie decyduje podjąć się obrony porucznika i decyduje się na nietypową linię obrony – chwilową niepoczytalność.

anatomia_morderstwa1

Mało kto ze współczesnych widzów kojarzy nazwisko Otto Preminger, jednak w latach 40. i 50. był jednym z ważniejszych reżyserów kina gatunkowego w USA (ze wskazaniem na kryminały). „Anatomia morderstwa” to najbardziej znany film tego Austriaka z dyplomem doktora prawa. Cała opowieść poznajemy z perspektywy spłukanego obrońcy, który posiada jednak spore doświadczenie. Wszystko widzimy tylko z jego perspektywy, nie ma miejsc na retrospekcje, łamanie chronologii czy pokazania prawdziwego przebiegu wydarzeń. Preminger umieszcza nas jako ławników i podczas procesu serwuje dowody przekazywane przez obie strony i sami musimy ocenić sytuację. Nie ma jednoznacznych i niezbitych dowodów, ale pewne sytuacje dają sporo do myślenia – postawa barmana (Alphonse’a Paquette’a), który coś ukrywa czy samo zachowanie żony, która mimo aresztowania męża, nie rezygnuje z przebywania w barach czy flirtowaniu z innymi mężczyznami. To nie daje jednoznacznego rozstrzygnięcia sprawy.

anatomia_morderstwa2

Wisienką na torcie są tutaj sceny procesu, który zaczyna się po godzinie seansu. I mimo powagi sprawy (morderstwo, gwałt), reżyser pozwala sobie troszkę na luz i wprowadza sporo humoru (nawet więcej niż Billy Wilder w „Świadku oskarżenia”). Wynika to niejako z moralności i norm czasów, w których realizowano ten film. Słowa takie jak gwałt, sperma, majtki były uznawane za „brudne” zwroty, a reakcja publiczności na użycie tego ostatniego słowa (gwałtowny śmiech) współgra z tym, co czułem w trakcie sprawy. Mimo tej lekkości, każde słowo i zeznanie jest tutaj na wagę słowa – odbijanie piłeczek odbywa się w szybkim tempie, a utarczki słowne i trzymanie się przepisów zdaje się być ważniejsze niż ustalenie prawdy. Ale czy ona tak naprawdę kogoś obchodzi? Preminger polemizuje tutaj z Lumetem i pokazuje największa lukę systemu prawniczego – manipulowanie i dowolność interpretacyjną każdego materiału dowodowego.

anatomia_morderstwa3

Mimo tego, że znakomicie się bawiłem w dojściu do prawdy, „Anatomia” nie jest w mojej ocenie arcydziełem. Z czego to wynika? Z dwóch poważnych powodów. Pierwszy to mało wiarygodna (i z dzisiejszej perspektywy śmieszna) przemiana współpracownika Parnella McCarthy’ego – miejscowego pijaczka w trzeźwego i dociekliwego pracownika. Wtedy może stwierdzenie i powiedzenie, że nie będę pił gorzały wystarczyłoby do wytrzeźwienia, ale dzisiaj jest abstrakcyjne. Druga kwestia to pojawienie się (niczym deus ex machina) ostatniego świadka, który rzuca nowe światło na sprawę – ograna i przewidywalna klisza. Można to było lepiej rozegrać. To jednak drobiazgi, nie psujące zbyt mocno wrażenia z seansu, a te pozostają bardzo silne.

anatomia_morderstwa4

Reżyser jednak trzyma rękę na pulsie i pozwala cieszyć się (niemal) precyzyjnym scenariuszem oraz znakomitym aktorstwem. Grający główną role James Stewart trzyma klasę w roli mecenasa Bieglera, który wykorzystuje wszystkie sztuczki (poza tymi nieczystymi) do obrony swojego klienta. Upór, solidne przygotowanie, konsekwencja w trakcie procesu oraz charyzma aktora sprawiają, ze kibicujemy mu z całych sił. Ale Stewartowi film ukradli inni aktorzy. Wyborny jest tutaj przede wszystkim George C. Scott jako zastępca prokuratora Dancer, który pomaga przy sprawie prokuraturze. Opanowany, inteligentny i bezwzględny, a także bardzo pewny siebie prawnik stanowi silny kontrast z poczciwym Bieglerem. No i jeszcze państwo Manion, których trudno rozgryźć. On (świetny Bez Gazzara) sprawia wrażenie opanowanego, wyciszonego, jednak bardzo zazdrosnego wobec swojej żony. Ona (niezawodna Lee Remick) nie boi się flirtować i zachowywać swobodnie wobec innych mężczyzn oraz alkoholu. Nie sprawia wrażenia ofiary, co budzi wątpliwości w sprawie.

anatomia_morderstwa5

Nadal najlepszym dramatem sądowym dla mnie pozostaje „12 gniewnych ludzi” Sidneya Lumeta, jednak „Anatomia…” Premingera jest filmem co najmniej bardzo dobrym. Trafnie oddaje realia epoki i zawiera w sobie więcej odcieni szarości niż można było się spodziewać. Inteligentne, trzymające w napięciu kino, którego dzisiaj już się nie robi tak często i z taką maestrią.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Czekając na Joe

Góry są piękne – to wie każdy kto je widział. Wiedzą to też ci, którzy się na nie wspinają. Góry też potrafią być zdradliwe i niebezpieczne. W 1985 roku dwóch alpinistów – Joe Simpson i Simon Yates – podjęli się odważnej oraz trudnej wyprawy w Andy. Celem była niezdobyta góra Siula Grande – stromy sześciotysięcznik, dodatkowo wybierając zdradliwą ścianę góry. Dołączył do nich podróżnik Richard Hawking. Ekspedycja kończy się sukcesem, jednak w trakcie powrotu dochodzi do tragedii – Joe złamał nogę. Yates zdecydował się powoli opuszczać rannego kolegę na linie. Wszystko szło dość sprawnie do chwili, gdy Joe zawisł nad szczeliną. Wówczas Simon podjął trudną decyzję – odciął linę, zostawiając kolegę na pewną śmierć.

czekajac_na_joe1

Tym filmem na szerokie wody wypłynął brytyjski dokumentalista Kevin Macdonald, który w tym filmie pomieszał dokument z fabularyzowaną rekonstrukcją wydarzeń. Efekt jest po prostu porażający. Wszyscy członkowie ekspedycji opowiadają o swoich przeżyciach, jednak nie jest to w żaden sposób laurka. I wydawałoby się po opisie, że to ciężkie i dramatyczne kino – po części tak jest, jednak nie zabrakło tez miejsca na humor i wzruszenia. Najciekawsze jednak jest to, że Joe… przeżył upadek i udało mu się wrócić (film oparty jest na jego książce). Jak jednak do tego doszło, to musicie przekonać się sami.

czekajac_na_joe2

Macdonaldowi udało się dokonać dwóch rzeczy. Po pierwsze, pokazuje majestat gór oraz ich bezwzględność, która nie pozwala na popełnienie błędu. Błąd oznaczał śmierć. Drugi wątek to pokazanie jak radzi sobie człowiek w sytuacji ekstremalnej – wysokie temperatury ujemne, wiatr, śnieg. A dramatyczna kulminacja pozostawia jedno pytanie, które sobie zadałem: Co ja bym zrobił na miejscu Simona? I odpowiedź nie jest wcale taka prosta, ponieważ okoliczności niejako zmusiły go do podjęcia takiej decyzji – brak oznak życia z drugiej strony liny, zmęczenie i wyczerpujące się siły, które mogły spowodować śmierć obydwu alpinistów. Jednak na ich szczęście, kończy się to wszystko happy endem, chociaż żaden z nich tego się nie spodziewał.

czekajac_na_joe3

„Czekając na Joe” trzyma w napięciu i ogląda się go niemal jak rasowy thriller (próby powrotu Joe do obozu), potwierdzając wielką siłę dokumentu. Nie brakuje tu emocji, refleksji oraz pytań o człowieczeństwo w trudnych sytuacjach. Brawo, panie Macdonald.

czekajac_na_joe4

8/10

Radosław Ostrowski

Daleko od okna

Gdzieś w małym miasteczku mieszka młode małżeństwo – Barbara i Jan. On zajmuje się malowaniem, ona zajmuje się domem. Do szczęścia brakuje tylko dziecka, ale wtedy wybucha wojna – czas strachu i niepokoju. Jan wprowadza do swojego domu Żydówkę Reginę, którą ukrywają. Nie jest łatwo, a sytuację komplikuje fakt, iż między Reginą i Janem dochodzi do zbliżenia. Dziecko zostaje wychowane przez małżonków.

daleko_od_okna2

Jan Jakub Kolski jest reżyserem, który posiada swój własny świat oraz formę, którą można nazwać realizmem magicznym. Tym większym zaskoczeniem był film na podstawie utworu Hanny Krall i opowiadający o czasach wojny. „Daleko od okna” to film mroczny, ciężki i stawiający niełatwe pytania o człowieczeństwo w sytuacji ekstremalnej. Wojenne tło jest tutaj zaledwie zarysowane (granatowi policjanci, żołnierze), jest schowane za domem, jednak jej obecność jest namacalna, a zagrożenie denuncjacją jest realne. Niemal całość rozgrywa się w domu naszych bohaterów oraz w okolicy miasteczka, gdzie widać siłę niemieckiego narodu (w jednej ze scen Jan czyści krew po egzekucji), a każdy gest i niewypowiedziane słowo ma znaczenie. Odebranie dziecka w sytuacji ekstremalnej (była wojna, matka Żydówka, za ukrywanie której groziła śmierć) budzi pytania o kwestie moralne w czasach, gdzie najważniejsze było przetrwanie.

daleko_od_okna1

Niepokojąca atmosferę budują znakomite zdjęcia Arkadiusza Tomiaka – pełne mroku, gry światłocienia, a jedynym jasny elementem kolorystycznym są wspomnienia Reginy z dawnych czasów pełne mocnych kolorów, niemal malarskie oraz ujęcia nieba. Również oszczędna scenografia robi dobre wrażenie, a muzyka Michała Lorenca współgra z ekranowymi wydarzeniami. Także bardzo naturalne dialogi, budują autentyzm całej historii, bez fałszu, zadęcia i patosu.

daleko_od_okna3

Ale to wszystko by się nie udało, gdyby nie bardzo dobre aktorstwo, co zawsze było mocnym atutem filmów Kolskiego. Zarówno Dorota Landowska jak i Bartosz Opania świetnie odnajdują się jako młode małżeństwo, nie mogące mieć dziecka. Ich postawa zmienia się pod wpływem wydarzeń – kobieta przejmuje tutaj inicjatywę i staje się matką, którą zawsze chciała być, on wycofuje się i zatraca się w pracy oraz alkoholu. Zaskoczeniem jest dla mnie Dominika Ostałowska, który poradziła sobie z rolą kruchej Reginy, której udaje się zachować godność w trudnych czasach, ale płaci za to cenę. I zdecydowanie najlepszy z całej obsady Krzysztof Pieczyński – pozornie cyniczny i bezwzględny granatowy policjant Jodła, jednak w tajemnicy kocha Barbarę i chce ją chronić. Emocjonalny czworokąt jest tutaj silnie poprowadzony, grany na półtonach i drobnych gestach oraz spojrzeniach.

Kolski pozbawiony swojego „Jańciolandu” okazuje się być twórcą zaskakującym. Czasami na minus (nieudany „Zabić bobra”), ale także na plus, co pokazuje ten film. Niezwykłe, opowiadające w sposób daleki od szablonów i zmuszający do myślenia – tak się powinno robić kino.

8/10

Radosław Ostrowski

Więzy życia

Poznajcie Tony’ego Starka. Od razu utnę wszelkie spekulacje – nie jest on Ajron Menem, ani dalszym jego krewnym. Pracuje jako maszynista w kolei, pracując ponad 20 lat. Mieszka z żoną Megan, która choruje na nowotwór (stadium 4, czyli ostatnie) i tak już żyją długo ze sobą. Pewnego dnia podczas pracy Tom ma wypadek – młoda kobieta z synem zatrzymała się na torach, chłopakowi udaje się uciec. Gdy trafia do rodziny zastępczej, ucieka i rusza na poszukiwania Starka.

wiezy_zycia1

Takich opowieści było setki, jeśli nie tysiące. Więc dlaczego warto obejrzeć kolejną obyczajową opowieść, tym razem nakręconą przez Allison Eastwood – debiutantkę i córkę legendarnego Clinta? Kolejny raz okazuje się, że prostota jest największa siłą, potrafiąca wywołać wzruszenia oraz emocje. Reżyserka stara się unikać emocjonalnego szantażu, nie próbuje w żaden sposób słodzić, by dać na bajeczkę dla pocieszenia i ku pokrzepieniu serc. Wiedziałem jaki będzie finał, ale nie chciałem, by do tego doszło – polubiłem tych bohaterów, którzy próbują odnaleźć się w tej nietypowej sytuacji – pogodzenia się ze śmiercią, poczucia odpowiedzialności za drugą osobę, wreszcie opiekę nad dzieckiem, którego nigdy się nie miało. Wiadomo, ze początkowe spięcia powoli będą łagodzone, ale to i tak chwyta za gardło, a kilka scen (Megan w łazience czy obwinianie chłopaka za śmierć mamy) zostanie w pamięci na długo.

wiezy_zycia2

Realizacyjnie jest to solidne rzemiosło bez jakiegoś wielkiego błysku. Stonowane zdjęcia, łagodna, gitarowa muzyka w tle – bez fajerwerków, ale nie o to tu chodzi. To ma poruszać i wzruszać, co robi skutecznie.

wiezy_zycia3

Eastwood pewnie prowadzi aktorów, którzy wykorzystują okazję do zbudowania pełnokrwistych postaci. Błyszczy zarówno Kevin Bacon (Tony Stark) jak i Marcia Gay Harden (Megan Stark). On jest skryty, walczący i kochający swoją pracę tak bardzo, że swoją żonę zaniedbał. Ona z kolei jest już zmęczona walką i chce dalej czerpać z życia. Miłość widać u ich obojga, ale też jest pewna rezygnacja. I wtedy pojawia się Davey (naturalny Miles Heizer), który wnosi nową energię, ale boi się i jest niepogodzony ze stratą. Trio to wygrywa wszelkie emocje oraz wydarzenia z ekranu.

wiezy_zycia4

Szkoda tylko, że to był jednorazowy wyskok Allison Eastwood jako reżyserki, bo pokazuje się tutaj z dobrej strony. Cieple, pogodne kino obyczajowe, które potrafi poruszyć i wzruszyć. Może jeszcze się przełamie, kto wie.

7/10

Radosław Ostrowski

Propozycja

Byli sobie bracia Burns, którzy w Australii robili to, co zazwyczaj się robi – gwałcą, zabijają, palą i rozrabiają. Charlie i Mikey zostali schwytani przez policję, ale największy zwyrodnialec – Arthur zwiał. Szef policji, kapitan Stanley składa Charliemu propozycję z rodzaju takich nie do odrzucenia. Ma w ciągu 9 dni (do Świąt Bożego Narodzenia) znaleźć i zabić Artura albo Mikey zostanie powieszony.

propozycja1

Western to gatunek, który czasy świetności ma już dawno za sobą, a opowieści o kowbojach nie są w stanie niczym już zaskoczyć widza. Jednak australijski filmowiec John Hillcoat postanowił przenieść się z Dzikiego Zachodu do kolonialnej Australii, by z pomocą scenariusza Nicka Cave’a opowiedzieć mroczną historię o sprawiedliwości, zemście i upadku człowieka. Jednak „propozycja” klimatem bardziej przypomina „Bez przebaczenia”, choć jest bardziej oniryczna niż film Eastwooda. Jest sporo piachu, pustynne plenery, które wywołują poczucie bezsilności oraz wrażenie, że Australia to „zapomniana przez Boga dziura”. Akcja strasznie się tu wlecze, oszczędne dialogi trafiają czasami punkt (wypowiedź o wyższości Anglików nad reszta świata), a wszędzie są trupy, muchy i zwłoki. Może to przyprawić wielu o ból głowy, a osoby nie przyzwyczajone do łamania konwencji danego gatunku, doprowadzi do znużenia i bezsilności. Nie ma tutaj prostego podziału na dobrych i złych, a brutalny finał pozostanie w pamięci na długo. Ale nie wszyscy do tego finału wytrzymają, gdyż monotonne tempo oraz jako taki brak akcji, zadziała usypiająco.

propozycja2

Po części sytuację ratuje niezłe aktorstwo. Przyzwoicie prezentuje się Guy Pearce i Danny Huston jako bracia Burns, jednak film kradnie wyborny Ray Winstone. Jego kapitan Stanley po pragmatyczny i trzeźwo myślący oficer, który próbuje wprowadzić porządek na brytyjską modłę. Jednak nie jest szanowany ani przez swoich ludzi ani zwierzchników. Drugą barwną postacią jest grany przez Johna Hurta łowca głów Jellon Lamb. Spokojny, opanowany i bardzo oczytany sprawia na początku wrażenie pijaczka. Ale to tylko pozory.

propozycja3

„Propozycja” jest intrygującą ofertą dla fanów westernu, jednak niewiele wspólnego ma z tym gatunkiem. Dla odważnych i otwartych na nowe horyzonty gatunkowe.

propozycja4

6,5/10

Radosław Ostrowski

Dochodzenie

Vincent LaMarca jest policyjnym detektywem pracującym w Nowym Jorku, gdzie odnosił wielkie sukcesy. Teraz jednak trafia mu się trudne dochodzenie – zabójstwo narkotykowego dilera „Picasso” z Long Beach, gdzie się wychował detektyw. Dodatkowym problemem jest fakt, że zamieszany w zbrodnię jest jego syn, z którym nie ma najlepszego kontaktu.

dochodzenie1

Film Michaela Catona-Jonesa jest próbą zmieszana dwóch elementów niepasujących do siebie – antyczny grecki dramat oraz amerykańska wiarę w danie drugiej szansy człowiekowi. O dziwo, efekt okazał się więcej niż przyzwoity. Wielu może się nie spodobać powolne tempo całej opowieści, która jest pełnokrwistym dramatem z wątkiem kryminalnym. Plusem zdecydowanie jest fatalistyczny klimat, budowany też ze względu na miejsce akcji – Long Beach. Kiedyś to miejsce tętniło życiem, teraz podupadające (świetna scenografia), wyniszczone, pełne ćpunów, dilerów i gangów. Miejsca pozbawionego duszy i pełnego demonów, z którymi każdy musi walczyć. Cała intryga jest konsekwentnie poprowadzona i opowiedziana, łańcuszki układanki zaczynają pasować. Sama zagadka kryminalna jest banalna i na samym początku wiemy kto zabił, ale nie o to tu chodzi. Reżyser wykorzystuje ten wątek do opowieści o starych, niezabliźnionych ranach oraz próbie przełamania fatum krążącym nad rodem LaMarca. Jedyna rzecz, która może mocno irytować to hollywoodzkie zakończenie, które niepotrzebnie łagodzi siłę, jaką miałaby ta produkcja. Jest „zaledwie” dobrze, ale mogło być lepiej.

dochodzenie2

Stonowanie całej opowieści służy też aktorom, który dopasowali się do całej opowieści. Najbardziej błyszczy bardzo dobry Robert DeNiro, którego powściągliwy styl idealnie pasuje do postaci naznaczonego przeszłością detektywa. Głęboko tłumi ból, samotność i zgorzknienie, ale także całkowite oddanie się pracy, gdzie odnajduje się bez problemu. Świetna jest Frances McDormand, która jest partnerką Vince’a – twardą, niezależną kobieta, która jednak najbardziej pragnie stabilizacji. Relacja między nimi wyróżnia ten film od setki innych policyjno-kryminalnych opowieści. Jest jeszcze bardzo mocny drugi plan z solidnym Jamesem Franco (zagubiony i bezsilny ćpun Joey, syn Vincent’a) i piekielnie dobrym Williamem Forsythem (bezwzględny Spyder) na czele.

dochodzenie3

Caton-Jones potwierdza tym filmem opinię solidnego rzemieślnika, niepozbawionego ambicji. Mroczne, klimatyczne kino, próbujące być czymś więcej niż tylko kryminałem. Czasami się udaje takie połączenie.

dochodzenie4

7/10

Radosław Ostrowski

Nagi lunch

Postanowiłem dać jeszcze jedną szansę Davidowi Cronenbergowi, sięgając po jeden z bardziej znanych filmów, mianowicie nakręcony w 1991 roku „Nagi lunch”. Będzie dziwacznie, mrocznie i tajemniczo.

nagi_lunch1

Nowy Jork, rok 1953. Głównym bohaterem jest William Lee – pracownik firmy dezynfekcyjnej, czyli zajmującej się likwidacją robali. Mężczyzna odkrywa, ze ktoś kradnie proszek do dezynfekcji. Po krótkim śledztwie odkrywa, że to jego żona uzależniła się od tego świństwa. Ostatecznie zażywa razem z nią proszek. Podczas policyjnego przesłuchania pojawia się wielki karaluch, który przedstawia mu się jako oficer prowadzący Intersfery. Przekazuje Lee zadanie zabicia żony, gdyż jest agentką obcego mocarstwa. Mężczyzna przypadkowo dokonuje zabójstwa, co wpędza go w silniejszy nałóg narkotyczny.

nagi_lunch2

Intryga w filmie jest strasznie zakręcona, a rzeczywistość z wizjami narkotycznymi przeplata się w niemal niezauważalny sposób. Wizualnie reżyser stylizuje opowieść na czarny kryminał (Intersfera), gdzie nasz bohater poszukuje tropów do Interzone Incorporation, która ma zostać zdemaskowana. W tym świecie pojawiają się różne dziwactwa – wolne związki, karaluchy będące maszynami do pisania, luźny seks i kompletna degrengolada. Nie wiadomo, komu można zaufać, na ekranie pojawiają się coraz dziwaczniejsze rzeczy, a zakończenie niczego nie wyjaśnia. Trudno jednak być obojętnym wobec tego chorego klimatu reżysera, podkręcanego przez oniryczne zdjęcia oraz wielobarwna muzykę Howarda Shore’a. Mętlik wywołuje też stosowanie repety – sceny, dialogi i ujęcia powtarzające się w różnych okolicznościach. Jednak to wszystko ma głębszy sens, a kluczem do interpretacji jest ukryty w psychoanalizie Freuda.

nagi_lunch3

Cronenberg jeszcze do tego znakomicie prowadzi aktorów. Kapitalny jest tutaj Peter Weller – legendarny odtwórca RoboCopa jest tutaj mocno wyciszony, jakby nieobecny. Aktor bardzo dobrze radzi sobie z pokazaniem tłumionych namiętności, zobojętnienia oraz szaleństwa, bez efekciarstwa oraz nadekspresji. Równie zniewalająca jest Judy Davis w podwójnej roli: szukającej mocnych wrażeń żony Joan oraz femme fatale z Intersfery Joan Frost. Poza tym duetem trudno nie dostrzec równie przekonującego Iana Holma („pisarz” Tom Frost), Juliana Sandsa (ukrywającego swój homoseksualizm Cloqueta) oraz Roya Scheidera (dr Benway).

 

nagi_lunch4

Dziwaczne, psychodeliczne, alei jednocześnie bardzo intrygujące kino, mające na celu coś więcej niż tylko szokowanie. Najlepszy film Cronenberga do tej pory.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Postrach nocy

Horror to gatunek z tradycjami tak długimi, że mało kto je tak pamięta. Pytanie czy można wymyślić coś nowego w tego typu historii, jeśli sięgniemy po tak klasycznego przedstawiciela grozy jak wampira? O dziwo się da, co pokazał w 1985 roku Tom Holland, reżyser znany jako twórca  laleczki Chucky.

postrach_nocy1

Poznajcie Charliego Brewstera – młodego chłopaka, który lubi namiętnie oglądać horrory, ale jeszcze bardziej lubi koleżankę ze szkoły, Amy. Ale dziewczyna nie należy do „łatwych” – innymi słowy, zawsze kończyło się na całowaniu. Do miasteczka, gdzie mieszka nasz bohater wprowadza się nowy sąsiad, niejaki Jerry. W tym samym czasie dochodzi do serii morderstw młodych kobiet, a Charlie przypadkowo dokonuje szokującego ukrycia – jego sąsiad jest wampirem. Tylko jest jeden mały problem: nikt mu nie wierzy.

postrach_nocy2

W zasadzie film z jednej strony trzyma się konwencji klasycznego horroru, z drugiej zaś uwspółcześnia go, stając się pastiszem. Jest wszystko, co w ikonografii wampirycznej być powinno – kły, pazury, trumna i zamiłowanie do krwi. A że wampiry jeszcze mają siłę uwodzenia, to czyni sprawy skomplikowanymi. Z dzisiejszej perspektywy, film Hollanda nie wywołuje takiego przerażenia jak w dniu premiery, jednak jest tutaj kilka klimatycznych zdjęć jak nocna ucieczka „Szajby” za Jerrym czy sekwencja w dyskotece (tutaj jest też napięcie erotyczne). Swoje robi także elektroniczna muzyka oraz trzymającą w napięciu finałowa konfrontacja (z przyzwoitymi efektami specjalnymi) z obowiązkowym finałem w piwnicy.

postrach_nocy3

Nieźle w tą konwencję wpisują się też aktorzy. Najbardziej wybija się demoniczny i charyzmatyczny Chris Sarandon, czyli wampir Jerry oraz Roddy McDowell jako aktor Peter Vincent, będący parodią profesora van Helsinga, tylko w wydaniu tchórzliwym. Młodzi aktorzy wypadają przyzwoicie, zwłaszcza neurotyczny William Ragsdale grający główną rolę.

postrach_nocy4

Jako horror nie do końca sprawdza, jednak pozostaje całkiem niezłym pastiszem. Podobnie jak remake sprzed 4 lat z Colinem Farrellem i Davidem Tennantem.

6,5/10

Radosław Ostrowski

13 Tzameti

Sebastian jest młodym chłopakiem, który pracuje naprawiając dachy. Pewnego dnia, słyszy rozmowę właściciela domu o szybkim zarobku pieniędzy, dzięki tajemniczej kopercie. Chłopak kradnie kopertę i podążając z instrukcjami, trafia do Paryża. Tam uczestniczy w trudnym turnieju hazardowym, gdzie stawką jest życie.

13_1

Turecki reżyser Gela Babluani nakręcił dość pokręcony i nietypowy thriller, gdzie napięcie jest budowane bardzo prostymi środkami, które jednak mocno działają. Czym jest turniej? To gra w rosyjską ruletkę, gdzie zawodnicy stoją w kole, mierzą do siebie z pistoletów i na znak (zgaszenie światła) pociągają za spust. Dodatkowo jeszcze zastosowanie czarno-białej taśmy potęguje klimat bezradności, gdzie tak naprawdę wszystko zależy od szczęścia. Gracze są doświadczeni, nie boją się sięgać za spust, a jeszcze gangsterzy przyjmują zakłady i obstawiają wyniki gry. Krótkie dialogi, oszczędna i surowa realizacja są plusami tego w zasadzie kameralnego kina, pozbawionego fajerwerków.

13_2

Nawet jeśli aktorstwo jest zaledwie na przyzwoitym poziomie, to reżyser potrafi trzymać w napięciu do przewrotnego finału. Dla naszego naiwnego bohatera, jest to tez inicjacja z przemocą, zabijaniem i cynizmem. Lekcja ta jednak będzie go sporo kosztowała, ale nie uprzedzajmy faktów. Zanurzmy się w tej dziwacznej opowieści, która jest bardzo niehollywoodzka. I dlatego tak ciekawa.

13_3

7,5/10

Radosław Ostrowski