Stan gry

Sam początek filmu jest dość zagadkowy: pewien młody chłopak biegnie przed siebie i zostaje zastrzelony gdzieś przy śmieciach w ciemnej uliczce nocą. Pewien mężczyzna przejeżdżał rowerem przez okolicę i… cóż, to była jego ostatnia przejażdżka. Dzień później pod pociąg metra wpada pewna młoda kobieta. Jak się okazuje, pracowała jako analityk w politycznej komisji śledczej kierowanej przez Stephena Collinsa. Mało tego, kobieta była kochanką polityka. Wtedy do gry wchodzi dziennikarz Washington Globe Cal McAffrey (także przyjaciel Collinsa) oraz młoda autorka politycznego bloga, Della Frye.

stan_gry1

Kevin Macdonald dla wielu kinomanów to przede wszystkim dokumentalista (“Czekając na Joe”, “Marley”, “Whitney”). Ale na początku swojej drogi udało mu się stworzyć dwie znakomite fabuły. “Stan gry” należy do tego grona, mimo bycia kinowym remakiem telewizyjnego serial z Wysp Brytyjskich. Reżyser bardzo powoli, ale za to precyzyjne pokazuje kolejne element układanki, pokazując niebezpieczny styk polityki z biznesem. I do czego są tak naprawdę posunąć się duże korporacje do realizacji swoich celów. Wszystko wydaje się być powiązane z prywatną firmą ochroniarską PointCorp, której działania podczas wojny w Iraku doprowadziły do rzezi niewinnych. Tylko, czy oni są powiązani z morderstwami pani analityk oraz młodego złodzieja. Akcja nie pędzi, nie ma tu pościgów czy gwałtownych strzelanin (chyba, że mówimy o scenie w parkingu), lecz historia potrafi wciągnąć. Kolejne element układanki pokazują kolejne powiązania polityki, biznesu oraz mediów, których znajdują się niejako w rozkroku.

stan_gry3

Klimatem dzieło Macdonalda przypomina thriller z lat 70., gdzie wszystko opierało się na dialogach, spotkaniach w cztery oczy, przy zachowaniu środków ostrożności (rozmowa z informatorem wewnątrz PointCorp). A jednocześnie ciągle zadaje pytania o etykę dziennikarską, skupiając się na trzech postaciach: młodej blogerce, starym wyjadaczu oraz naczelnej, która musi brać także pod uwagę kwestie dochodów, by zadowolić nowych właścicieli. Co wtedy powinno się liczyć: prawda czy zysk? Jak połączyć te dwie sprzeczne cechy, czy można się przyjaźnić z kimś, kto jest bohaterem artykułu? Takie etyczne pytania dodają odcieni szarości, a sam twórca nie daje żadnej odpowiedzi ani lekcji.

stan_gry2

Poza fantastycznym scenariuszem, reżyser też znakomicie prowadzi aktorów. Znowu błyszczy Russell Crowe, choć wygląda bardzo “misiowato” i z długimi włosami jak hipis. To dziennikarz starej daty, który najpierw sprawdza, weryfikuje informacje, a nie wrzuca wszystko, co usłyszy. Podobno tacy dziennikarze jeszcze dzisiaj istnieją, ale są w bardzo śladowych ilościach I nie czuć w tym fałszu. Partnerująca mu Rachel McAdams jest absolutnie cudowna jako młoda dziennikarka z dużym potencjałem. Tworzy dość intrygujący duet, działający na zasadzie mistrz-uczennica, wyciągające wiele wniosków z tej współpracy.  Równie pozytywnie zaskakuje Ben Affleck w roli kongresmena Collinsa. Z jednej strony to ambitny, błyskotliwy polityk (sceny przesłuchań przed komisją – petarda), ale jednocześnie – jak każdy polityk – jest człowiekiem, pełnym słabości. Ale najbardziej jednak film kradnie Helen Mirren (niemal posągowa naczelna) oraz w małym epizodzie Jason Bateman (mocno narcystyczny Dominic Foy, zrywający z dotychczasowym emploi aktora).

Mimo, że fabuła zaskakuje parę razy, to końcówka skręca w stronę wątku z psychopatycznym zabójcą, co jest drobnym zawodem. Na szczęście, jest to jedyna poważna skaza tego filmu. Kapitalnego thrillera w starym stylu, bez wybuchów i strzelanin, lecz mimo to bardzo mięsistego, inteligentne poprowadzonego, z wyrazistymi postaciami oraz nie dającymi łatwych odpowiedzi na pewne pytania. Kino rozrywkowe zrobione z głową.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Strategia mistrza

Żadna postać w historii sportu nie wywołała takich skrajnych emocji jak Lance Armstrong. Kolarz, który siedem razy wygrał Tour de France, pokonał raka i założył fundację walcząca z rakiem, a także oszust, twórca wielkiego programu dopingowego, który szprycował się oraz innych. Były od lat przygotowywane plany filmu o tej postaci, jednak oskarżenia oraz – co jeszcze bardziej zaskakuje – przyznanie się do dopingu, wywróciło wszelkie koncepcje do góry nogami. Jak sobie z tą postacią poradził reżyser Stephen Frears?

„Strategia mistrza” zaczyna się w roku 1992, gdy Lance zaczyna drogę w Tour de France, mając niewiele doświadczenia. Zdarza mu się wygrywać pojedyncze etapy, ale chce więcej: chce wygrywać, zwyciężać. Wtedy zaczyna brać doping, jednak przełom następuje, gdy zostaje wykryty nowotwór. Udaje się go pokonać i od tej pory obiecuje, że „nigdy nie będzie blisko porażki”. Dołącza do mało znanej grupy US Postal, zmieniając reguły gry oraz dzięki pomocy dr Michele Ferrari staje się bardzo twardym zawodnikiem.

strategia_mistrza1

Frears stara się dość mocno trzymać się faktów, skupiając się na tej ciemnej stronie – oszukiwaniu testów antydopingowych, szprycowaniu się zakazanymi substancjami (EPO, testosteron, krew, woda), ale też szantażowaniu ludzi mogących coś wygadać. Problem w tym, że cała ta historia jest pokazana bardzo skrótowo (życie prywatne Lance’a – w jednej scenie poznaje piękną blondwłosą kobietę, w następnej bierze z nią ślub czy działalność fundacji), zaś same zawody kolarskie pełnią rolę tylko tła, chociaż wyglądają naprawdę nieźle. Pewnym plusem jest dwutorowość narracji: historia kolarza przeplata się z dziennikarskim śledztwem Davida Walsha, przekonanego o stosowaniu dopingu przez sportowca. Tylko, że film nie do końca wykorzystuje materiał i jest tak stronniczy.

strategia_mistrza2

Najciekawsze pytania pozostają bez odpowiedzi: dlaczego w kolarstwie (w ogóle w sportach wytrzymałościowych) jest tyle dopingu? Dlaczego sportowcy biorą? Bo nie tylko Armstrong, który stał się twarzą, lecz praktycznie każdy wtedy zażywał jakieś substancje, tylko że niewielu dało się złapać (trener jednej z drużyn na początku filmu). Samo śledztwo, czyli rozmowy z dawnymi współpracownikami nie działają (wyjątkiem jest wątek Floyda Landisa) też nie mają do końca pazura.

Jeśli coś podnosi ten film na wyższy poziom, to jest to kreacja Bena Fostera. Aktor, próbuje pokazać Lance’a Armstronga nie tylko jako koksującego skurwysyna czy szantażystę. Tutaj facet jest także świetnym biznesmenem, konsekwentnie trzymającym się swojego wizerunku „wygrywającego” człowieka. Jednak coraz bardziej widać, jak bardzo zaczyna się wikłać w kolejne kłamstwa, oszustwa z dużą pewnością siebie oraz butą. W kontrze do niego jest Chris O’Dowd, czyli dziennikarz Walsh, niemal od początku podejrzewającego Lance’a, którego trudno polubić: oskarża nie mając dowodów (na początku), jest absolutnie przekonany wobec swoich tez i jest zbyt jednowymiarowy. Drugi plan za to kradnie wyrazisty Lee Pace (cwany prawnik Bill Stapleton), świetny Guillaume Canet (dr Ferrari) oraz Jesse Plemons (Floyd Landis), dodając sporo kolorytu.

strategia_mistrza3

Doceniam to, że Frears nie próbuje wybielić Lance’a Armstronga, jednak „Strategia mistrza” pokazuje tylko jedną twarz sportowca: jako oszusta, szprycera oraz cwaniaka. Tylko w filmach (oraz podręcznikach historii) bohaterowie są jednowymiarowi. Tu prosiło się o więcej, a temat dopingu nie zostaje w pełni wykorzystany (lepiej zobaczyć „Ikara” od Netflixa).

6,5/10

Radosław Ostrowski

Dzień Bastylii

Jak wszyscy wiemy, dzień Bastylii to narodowe święto Francuzów, obchodzące w rocznicę zburzenia Bastylii. Dzień ten rozpoczął Wielką Rewolucję Francuską, ale nie o tym jest ten film. Bohaterów jest dwóch – różnych jak noc i dzień. Łączy ich to, że obydwaj są przedstawicielami najdzielniejszego oraz najmądrzejszego narodu świata, co potwierdzają ostatnie wyniki wyborów prezydenckich.

dzie_bastylii1

Michael Mason jest drobnym złodziejaszkiem, co widać już na samym początku filmu, gdy jego wspólniczka w stroju Adama przechadza się po ulicy, a on zaczyna podwędzać telefony, portfele i paszporty. Ale pewnego wieczoru kradnie nie o jedną torebkę za dużo. Gdy ją wyrzuca gdzieś na koszu, dochodzi do eksplozji, a Mason zostaje oskarżony o zamach terrorystyczny. Ściga go policja, prawdziwi sprawcy zamachu oraz… agent CIA, Sean Briar. Jednak zamiast go zwyczajnie zgarnąć i wyciągnąć informacje, agent szybko odkrywa, że nie jest sprawcą, proponując mu układ.

dzie_bastylii3

Wiem, że fabuła brzmi jak z setek innych filmów sensacyjnych, bo mamy dość oczywiste kalki i szablony. Ale James Watkins trafił idealnie w czas i nie chodzi tylko o zagrożenie terroryzmem, ale jak wykorzystywać potęgę Internetu, by całe społeczeństwa poddać psychozie strachu za pomocą manipulacji oraz haseł wykorzystywanych przez obydwie strony sceny politycznej. Choć jest to tylko niewykorzystany wątek, to dodaje smaczku oraz kolorytu. Reżyser ciągle zachowuje tempo i robi wszystko, by przykuć uwagę. Mamy pieszy pościg na dachu, kilka strzelanin (włącznie z finałową), kilka złośliwych docinków, skorumpowanych gliniarzy, pomysłowo inscenizowane sceny akcji (bijatyka w więźniarce – rewelacja). Mimo pewnych szablonów i przewidywalności ogląda się to z dużą frajdą, a nawet jest to dość logiczne. Jedyną taką poważną wadą jest dość chaotyczny montaż w scenach akcji, który wprowadza dezorientację (na szczęście, nie zdarza się zbyt często) oraz mało zaskakujący finał.

dzie_bastylii2

Ale „Dzień Bastylii” ma jednego mocna asa w tej talii kart i jest to Idris Elba. Briar w jego wykonaniu to prawdziwy twardziel, którego nic i nikt nie jest w stanie powstrzymać przed realizacją celu. Szorstki, samotny wilk, co szybko układa elementy układanki, ma gdzieś przełożonych (w końcu słuszność jest po jego stronie), tworząc odpowiednią mieszankę skuteczności i brawury. Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy Brytyjczyk pasowałby do roli agenta 007, „Dzień Bastylii” powinien rozwiać obawy. Partneruje mu Richard Madden i całkiem nieźle sobie radzi w roli drobnego cwaniaczka z ulicy, zmuszonego do współpracy z CIA. Poza tym zgrabnym duetem, warto wyróżnić wyglądającego niczym Robert Downey Jr. Jose Garcię (komendant policji Victor Gamieux) oraz Thierry’ego Godarda (szef gangu Rafi Bertrand).

dzie_bastylii4

„Dzień Bastylii” może nie będzie klasykiem w swoim gatunku jak „48 godzin”, „Zabójcza broń” czy „Nice Guys”, ale daje wiele frajdy podczas seansu. I nie miałbym nic przeciwko, gdyby agent Briar jeszcze powrócił na ekranie, bo zawsze na Elbę patrzy się przyjemnie, a sama historia zrobiona jest z głową.

7/10

Radosław Ostrowski

Czekając na Joe

Góry są piękne – to wie każdy kto je widział. Wiedzą to też ci, którzy się na nie wspinają. Góry też potrafią być zdradliwe i niebezpieczne. W 1985 roku dwóch alpinistów – Joe Simpson i Simon Yates – podjęli się odważnej oraz trudnej wyprawy w Andy. Celem była niezdobyta góra Siula Grande – stromy sześciotysięcznik, dodatkowo wybierając zdradliwą ścianę góry. Dołączył do nich podróżnik Richard Hawking. Ekspedycja kończy się sukcesem, jednak w trakcie powrotu dochodzi do tragedii – Joe złamał nogę. Yates zdecydował się powoli opuszczać rannego kolegę na linie. Wszystko szło dość sprawnie do chwili, gdy Joe zawisł nad szczeliną. Wówczas Simon podjął trudną decyzję – odciął linę, zostawiając kolegę na pewną śmierć.

czekajac_na_joe1

Tym filmem na szerokie wody wypłynął brytyjski dokumentalista Kevin Macdonald, który w tym filmie pomieszał dokument z fabularyzowaną rekonstrukcją wydarzeń. Efekt jest po prostu porażający. Wszyscy członkowie ekspedycji opowiadają o swoich przeżyciach, jednak nie jest to w żaden sposób laurka. I wydawałoby się po opisie, że to ciężkie i dramatyczne kino – po części tak jest, jednak nie zabrakło tez miejsca na humor i wzruszenia. Najciekawsze jednak jest to, że Joe… przeżył upadek i udało mu się wrócić (film oparty jest na jego książce). Jak jednak do tego doszło, to musicie przekonać się sami.

czekajac_na_joe2

Macdonaldowi udało się dokonać dwóch rzeczy. Po pierwsze, pokazuje majestat gór oraz ich bezwzględność, która nie pozwala na popełnienie błędu. Błąd oznaczał śmierć. Drugi wątek to pokazanie jak radzi sobie człowiek w sytuacji ekstremalnej – wysokie temperatury ujemne, wiatr, śnieg. A dramatyczna kulminacja pozostawia jedno pytanie, które sobie zadałem: Co ja bym zrobił na miejscu Simona? I odpowiedź nie jest wcale taka prosta, ponieważ okoliczności niejako zmusiły go do podjęcia takiej decyzji – brak oznak życia z drugiej strony liny, zmęczenie i wyczerpujące się siły, które mogły spowodować śmierć obydwu alpinistów. Jednak na ich szczęście, kończy się to wszystko happy endem, chociaż żaden z nich tego się nie spodziewał.

czekajac_na_joe3

„Czekając na Joe” trzyma w napięciu i ogląda się go niemal jak rasowy thriller (próby powrotu Joe do obozu), potwierdzając wielką siłę dokumentu. Nie brakuje tu emocji, refleksji oraz pytań o człowieczeństwo w trudnych sytuacjach. Brawo, panie Macdonald.

czekajac_na_joe4

8/10

Radosław Ostrowski

Plan ucieczki

Ray Breslin to facet, który ma dość nietypową pracę – zajmuje się uciekaniem z więzienia, by udoskonalić system zabezpieczeń. Po kolejnej takiej akcji, dostaje bardzo trudne zlecenie. Trafia do pilnie strzeżonego więzienia CIA, gdzie ma sprawdzić tamtejsze zabezpieczenia i zrobić to bez wsparcia. Ale miejsce to piekło – w dodatku znajduje się w środku samego oceanu. I wtedy dostaje nieoczekiwana pomoc od współwięźnia Emila Rottmayera i razem planują zwiać.

ucieczka1

Był kiedyś taki czas, że dominowało dwóch wielkich twardzieli ery VHS – Sylwester Stalowy i Arnold Żelazny (za długie nazwisko, by je wymówić), ale jakoś nie mieli czasu zagrać wspólnie w jednym filmie. Aż do 2010 roku, gdy pojawili się „Niezniszczalni”. Tylko, że Arnold robił tam za epizod. I trzeba było poczekać jeszcze trzy lata, by panowie zagrali razem w rolach głównych. Wykonawca tego dość ryzykownego przedsięwzięcia został Mikael Hafstrom i muszę przyznać, że udało mu się wskrzesić klimat oldskulowego kina akcji z lat 80. Prosta fabuła, sucharowe żarty (naprawdę strawne), surowe zdjęcia i duża ilość mordobicia połączona ze strzelaniem (zwłaszcza finał). Intryga jest sprawnie poprowadzona, samo więzienie robi naprawdę duże wrażenie, zaś technicznie nie ma się do czego przyczepić. Owszem, może i to trochę nie trzyma się logiki, ale chrzanić to. W końcu ma to być porządna naparzanka, a nie kino moralnego niepokoju.

ucieczka2

Obaj panowie radzą sobie naprawdę dobrze i czuć chemię między nimi, w dodatku maja przebłyski talentu (Schwarzenegger w izolatce mówiący po niemiecku – bezcenne!). Ale i tak całe szoł kradnie Jim Caviezel jako naczelnik Hobbes. Bezwzględny, brutalny i ostry facet – prawdziwy bad ass. Poza nim jeszcze pojawia się dawno nie widziany Sam Neill (doktor więzienny), bezwzględny Vinnie Jones (szef strażników Drake) czy znienawidzony przeze mnie 50 Cent (informatyk Hush – co za drewno).

ucieczka3

Film może nie zaszaleje na rynku DVD, ale jeśli kochacie oldskulowe kino akcji, musicie to zobaczyć. I nie ma lipy.

7/10

Radosław Ostrowski