Młody papież

Włoski serial o papieżu? Współprodukowany przez HBO i Canal+? Do tego stworzony przez Paolo Sorrentino? Będzie kontrowersyjnie, prowokacyjnie czy to wszystko jest jaką zmyłką? Cała historia skupia się na nowo wybranym papieżu. Ku zdumieniu wszystkich nie jest to stary pierdziel, co w każdej chwili może przenieść się na tamten świat. Ani oderwany od rzeczywistości duchowny z dużym doświadczeniem. Ani papież czarnoskóry, by mógł nastać koniec świata. To młody, czyli przed 50-tką Lenny Belardo z Nowego Jorku. Przyjmuje on imię Piusa XIII, co oznacza mocny skręt ku konserwatyzmowi.

mlody papiez1

Sam serial próbuje złapać kilka srok za ogon, co wymaga ogromnej gimnastyki. Przede wszystkim serial jest portretem psychologicznym papieża, jakiego dawno nie widziałem na ekranie. A przynajmniej od czasu „Rodziny Borgiów”. To zdecydowanie intelektualista, który podchodzi do wszystkiego z chłodną głową. Przechodzi poważny kryzys wiary, przez co bycie duchowym przywódcą bywa problematyczne. Nie daje się uwieść kwiecistym stylem, ale jednocześnie przyzwyczaja się do otaczającego bogactwa. Niemal zawsze z papierosem w ręku. Chodząca sprzeczność: bywa wyrozumiały, ale też przebiegły niczym polityk, wszędzie ma swoich ludzi (jego informatorem jest… spowiednik) i wie wszystko. Nawet o najmniejszych sekretach i tajemnicach swoich współpracowników.

mlody papiez2

I tutaj zaczyna się kolejny element, czyli bardziej zakulisowe zagrywki. Trochę jak w „Sukcesji” czy innej „Grze o tron”. Istotnymi graczami tego wątku jest wszechpotężny (przynajmniej według siebie) sekretarz stanu, kardynał Voiello. Bez niego nic się tu nie odbywa, w zasadzie on wydaje się najważniejszym zawodnikiem. Jest jeszcze szefowa PR-u Sofia Dubois, dbająca o image naszego papieża oraz nowa osobista asystentka, czyli… siostra Mary. Jest jeszcze kardynał Kongregacji Wiary (czyli kwestie świętych i błogosławionych), monsigniore Gutierrez zajmujący się muzeum oraz zabytkami, kolega z przedszkola kardynał Dussolier, a także – nie powiązana z Kościołem – Esther, czyli zona jednego ze szwajcarskich gwardzistów. Sorrentino cały czas lawiruje między władzą, religią, polityką a szarym dniem codziennym. O ile papież ma to coś takiego.

mlody papiez3

Do tego jeszcze pojawiające się sny, wizje (sam początek to prawdziwa podpucha w postaci snu we śnie we śnie), modlitwy w najbardziej zaskakujących miejscach jak choćby na parkingu przy stacji benzynowej (bo czemu nie). I tu się zaczynają robić ciekawe rzeczy, jakby nasz Lenny wierzący-nie wierzący zaczyna robić… cuda. A do tego miksu jeszcze czasem wydarzają się nagłe zjawiska pogodowe, jeszcze pojawia się rzekomy cudotwórca, co leczy za pomocą… owcy czy dochodzenie w sprawie nowojorskiego kardynała z zarzutami pedofilii. Jeśli jeszcze dodamy jako tło mieszankę muzyki elektronicznej, sakralnej i popowej w najmniej oczekiwanym momencie jak kiedy papież przebiera się przed przemówieniem do kardynałów, zaś w tle gra… „I’m Sexy and I Know it” (DAAAAAAMN).

mlody papiez4

Co ten Sorrentino odwala, to nie mam pojęcia. Czy jest to serial obrazoburczy, kontrowersyjny? Jeśli dla was pokazanie księży jako ludzi, podkreślę to, LUDZI, może być to kontrowersyjne. Bo to ludzie samotni, pełni słabości, ale też zaskakującą siłą. Nawet zakonnice grają w… piłkę nożną lub siatkówkę, co jakoś mnie nie dziwi. Przy spotkaniach z politykami nie brakuje sarkastycznych, błyskotliwych dialogów, nie pozbawionych trafnych spostrzeżeń. A wszystko kończy się bardzo nagłym cliffhangerem, przez co historia znajduje się w zawieszeniu.

mlody papiez5

Aktorsko jest więcej niż rewelacyjnie. Na barkach trzyma to genialny Jude Law jako Lenny/Pius XIII. Ateista, myśliciel, duchowny, polityk, zagubione dziecko – te sprzeczności aktor wygrywa w zasadzie bezbłędnie. I wygląda niesamowicie w tych cudacznych strojach, zaś kilka monologów (pierwsza przemowa przed placem św. Piotra, jego wizja Kościoła dla kardynałów czy rozprawa z zakonnikami, co grożą schizmą) to prawdziwe tour de force. Dla mnie najlepsza rola tego aktora, który z każdą sceną jest coraz bardziej fascynujący, niejednoznaczny, nigdy jednak niespójny. Drugą petardą jest Silvio Orlando, czyli sekretarz stanu Voiello. Bardzo gładki i sprawny w słowach, choć jego intencje pozostają niejasne. Zręczny polityk, znający wszystkie sztuczki, mechanizmy oraz prawa, zdecydowanie ktoś raczej nie budzący zaufania. A może to wszystko tylko fasada, co skrywa bardziej wrażliwego i uważnego człowieka? Druga wybitna rola tego serialu. A że jeszcze w składzie mamy równie świetnych Diane Keaton (siostra Mary), Jamesa Cromwella (kardynał Michael Spencer, mentor papieża) czy absolutnie wyraziste Cecile de France (Sofia Dubois) oraz Ludivine Sagnier (Esther Aubry) jest kogo oglądać. Nie ma tu nikogo w słabej formie czy grającego sztucznie. Bez względu na to, czy mówią po angielsku, włosku czy łacinie.

mlody papiez6

„Młody papież” to imponująca produkcja, nawet jak na Sorrentino. Z imponującą scenografią, kostiumami, świetnym montażem, bardzo płynnymi zdjęciami. Dla wielu ta wizualna uczta może być przerostem formy nad treścią, dla innych absolutnie przełomowy tytuł jakiego nie było od lat. Dla mnie to absolutne zjawisko, pozwalające odrobinę lepiej poznać skomplikowaną strukturę Kościoła katolickiego. Teraz muszę wziąć na warsztat drugi sezon, eeee, tzn. „Nowego papieża”.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Rodzinny dom wariatów

Jak wszyscy wiemy, z rodziną najlepiej wychodzi na zdjęciach. Nie inaczej jest z bardzo liberalną rodziną Stone’ów, która mieszka w Nowej Anglii. Jest to rodzina wielopokoleniowa, ze sporą grupą braci i sióstr, a wnuków jeszcze nie ma. To się może zmienić, kiedy do rodziny przybywa najstarszy syn. Ze swoją dziewczyną, która jest strasznie sztywna i – dzięki jednej z sióstr – cała rodzina jest do niej uprzedzona. Czyżby Święta miały skończyć się totalną katastrofą? Zwłaszcza, że przyszła synowa wzywa jako wsparcie siostrę.

rodzinny dom wariatow1

Takich komediodramatów o rodzinie, gdzie jej członkowie nie są zbyt idealni było setki, jeśli nie tysiące. Czy dzieło Thomasa Bezuchy z 2005 roku ma coś, co wyróżnia go z tłumu (oprócz obsady)? Bo nie jest to stricte komedia, mimo miejscami dość ironicznego humoru, pokazuje znajome relacje. Relacje ludzi, którzy znają się dość dobrze, ale o wielu rzeczach sobie nie opowiadają i mają swoje tajemnice. Nie brakuje zarówno „czarnej owcy” (pijący i ćpiący Ben – tego drugiego nie widać), parę gejów, z czego jeden jest niesłyszący, złośliwą siostrzyczkę trzymającą się na dystans czy skrywającą swoją ciężką chorobę matkę. Niby są to poważne momenty i sytuacje, ale reżyser próbuje to ugrać w komediowy sposób, co nie zawsze działa. Podobać się może scena, gdzie Meredith doprowadza do awantury czy moment przed śniadaniem świątecznym, spowodowany pewnym nieporozumieniem. Ale to są tylko krótkie chwile, momenty budzące z dość przewidywalnej opowieści. Nawet sceny slapstikowe wydają się mało zabawne i przewidywalne, co wydaje się bardzo trudne do spieprzenia.

rodzinny dom wariatow2

Jeszcze bardziej zaskakuje fakt, ze zebrano naprawdę dobrych aktorów, którzy starają się wyciągnąć całość na wyższy poziom. I to się częściowo udaje, choć nie wszystkim. Dla mnie najbardziej nieciekawy był Everett grany przez Delmota Mulraneya, który sprawia wrażenie niby zdecydowanego, ale jakoś nie wspierającego swojej partnerki (dość zaskakująca Sarah Jessica Parker). Dla mnie najciekawsza była w roli złośliwej siostry Rachel McAdams oraz chyba najbardziej normalny z grona Luke Wilson (Ben), chociaż także Diane Keaton i Craig T. Nelson w rolach głowy rodziny mają swoje pięć minut.

rodzinny om wariatow3

„Rodzinny dom wariatów” okazuje się całkiem niezłą tragikomedią, chociaż dla mnie niezbyt wyróżniającą się od podobnych opowieści o rodzinie spotykającej się podczas uroczystości. Nie brakuje solidnego aktorstwa oraz paru scen rozluźniających, lecz nic ponad to.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Razem czy osobno?

Owen Little robi wszystko, by się nie dać polubić. Wszystko się zaczęło, odkąd zmarła jego żona. Unika ludzi, bywa złośliwy i nieprzyjemny, także wobec swoich sąsiadów oraz swoich klientów, którym sprzedaje domy. I w zasadzie tak trwałaby cała sytuacja, gdyby nie jego syn. Ponieważ idzie do więzienia, nie ma z kim zostawić swojej córki.

razem_czy_nie1

Dalszy ciąg możecie sobie dopowiedzieć, bo film Roba Reinera niczym nie zaskakuje i nie odkrywa Ameryki. Bo jest to kolejna historia o zgorzkniałym facecie, który okazuje się być kimś innym niż się wydaje. Nawet wtórność nie jest wcale największym problemem, bo takie słodko-gorzkie opowieści można zawsze wybronić (patrz: „Mów mi Vincent”), ale sam humor jest dość prosty i czasami bardzo niskich lotów (pies „tańczący” z pluszowym misiem). Poza tym, wszystkie postacie są dość prosto nakreślone i są mało wyraziste (poza piosenkarką Leą), stając się w zasadzie tylko tłem, niemal zbędną dekoracją dla Owena. Czegoś mi tutaj zabrakło, a wszelkie problemy wydają się tak łatwe do rozwiązania, że głowa mała. Reiner chyba ostatnio zniżył formę.

razem_czy_nie2

Szkoda zarówno Michaela Douglasa (Owen) i Diane Keateon (Leah), którzy radzą sobie naprawdę dobrze, ale stać ich po prostu na więcej. Tylko scenarzysta im nie pozwala rozwinąć skrzydeł. Obejrzeć w zasadzie można, bo to w zasadzie bardzo sympatyczny film. Dla mnie to chyba troszkę za mało.

razem_czy_nie3

6/10

Radosław Ostrowski

Tajemnica morderstwa na Manhattanie

Larry i Carol Lipton są małżeństwem z długim stażem i oboje są już w dużej rutynie. Ich dość spokojne życie zmienia się w momencie, kiedy nowo poznana sąsiadka – pani House, umiera. Carol jest przekonana, że kobieta została zamordowana i próbuje na własną rękę wyjaśnić tajemnicę.

Woody Allen tym razem postanowił pobawić się konwencją kryminału i przyprawić ją charakterystycznym poczuciem humoru. Intryga jest lekko absurdalna i pomysłowa, aczkolwiek stanowi ona jedynie pretekst dla poruszania sprawy do przodu i wyzwolenia małżeństwa z rutyny. I po raz kolejny mamy portret klasy średniej Nowego Jorku. Może i to jest lekko naciągane, ale dobrze się to ogląda, nie brakuje błyskotliwych dialogów i pytań o związki. Niemniej obejrzany po raz drugi, film nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia jak 3 lata temu. Zaś sam Nowy Jork jest w filmie albo deszczowy, albo w stonowanych kolorach, zaś kilka ujęć jak finałowa konfrontacja w kinie to perełka (i cytat z „Damy z Szanghaju”).

morderstwo1

Allen nie byłby sobą, gdyby nie obsadził samego siebie na ekranie, ale jego bohater trochę różni się od znanego wcielenia. Owszem, nadal jest Nowojorczykiem, nosi okulary i jest inteligentny, ale to pragmatyk i racjonalista. Z kolei Carol w wykonaniu Diane Keaton to wścibska, uparta kobieta na początku sprawiająca wrażenie osoby z bujną wyobraźnią, ale sprawa zaczyna ją napędzać i budzi do działania. Duet ten jest wspierany przez dwójkę pisarzy, brawurowo zagranych przez Alana Aldę i Anjelicę Huston, którzy próbują pomóc w rozwiązywaniu zagadki, zaś ich bujna wyobraźnia jest kluczem.

morderstwo2

Obejrzana po latach „Tajemnica…” pozostaje lekką komedią z nieźle poprowadzonym wątkiem kryminalnym. W porównaniu z następnymi filmami w tym stylu („Klątwa skorpiona”) wypada blado, ale pozostaje sympatyczną produkcją.

7/10

Radosław Ostrowski

Złote czasy radia

radio2

Ten film jest bardzo nostalgiczną opowieścią, w której cofamy się do Nowego Jorku lat 40., gdzie narrator (głosem Woody’ego Allena) opowiada o swojej rodzinie i czasach, gdy radio świętowało swoje triumfy, a także łączyło wszystkich ludzi bez względu na przekonania, pochodzenie i religię. Trudno nazwać ten film stricte fabułą, bo mamy tutaj zarówno dni z życia rodziny naszego bohatera, wizyty w radiu, anegdotki (historia Julie – sprzedawczyni papierosów, która została gwiazdą radia). A wszystko na przestrzeni kilku lat, okraszona bardziej subtelnym humorem oraz ciepłem (w dodatku narrator nie ukrywa, że idealizuje przeszłość). Choć członkowie familii czasem sobie docinają i nie są idealni, to jednak się kochają i liczą na siebie. Wszystko to okraszone bardzo ładną otoczką wizualną (zdjęcia, scenografia, kostiumy, muzyka), galerią ciekawych postaci (ojciec rodziny wstydzący się swojej pracy, ciocia Bea szukająca swojej miłości czy Abe – skrobiący ryby).

radio1

Zagrane to też jest bez zarzutu, zaś opowiadanie o tym filmie trochę mija się z celem, bo jako takiej fabuły tu nie ma. To ciepły, ale nie infantylny portret czasów, gdzie „było lepiej”, a radio naprawdę ruszało.

7/10

Radosław Ostrowski

Manhattan

Isaac Davis jest nowojorskim scenarzystą piszącym dla telewizji. Płaci alimenty swojej byłej żonie, która wychowuje jego syna z inną kobietą i jest w nim zakochana 17-letnia Tracy. Jednak Issac pewnego dnia rzuca swoją pracę i próbuje pisać książkę. Jakby było tego mało, Isaac poznaje pochodzącą z Filadelfii Mary. Z początkowej niechęci zaczyna wyrastać coś więcej.

Po próbie eksperymentu z Bergmanem, Woody Allen zdecydował się wrócić do tego, co umie najlepiej, czyli komedii w stylu „Annie Hall”. Nie ma tu łamania perspektywy i chronologii, za to jest jest Nowy Jork, środowisko artystyczne prowadzące pseudointelektualne rozmowy o sztuce i seksie, miłosne komplikacje. Jednym słowem życie i cała reszta + dialogi w stylu Allena. A wszystko to toczy się w jedynym możliwym mieście – Nowym Jorku. Nakręcona na czarno-białej taśmie przez Gordona Willisa (ten sam operator odpowiada za zdjęcia do „Ojca chrzestnego”), miasto wygląda piękniej i magicznie, zaś kilka ujęć jest po prostu fantastycznych (początek, gdzie widzimy miasto czy wizyta w planetarium), Magia ta jest potęgowana przez muzykę George’a Gershwina. A dlaczego tak jest to zrobione, już wyjaśniają pierwsze zdania tego filmu i więcej nie zdradzę.

manhattan1

Allen znowu pojawia się na ekranie (we „Wnętrzach” się nie pojawia) i znów kreuję tą samą postać – neurotycznego inteligenta, pełnego wątpliwości, w dodatku odrzucający szczerą miłość 17-letniej dziewczyny (czarująca Mariel Heminghway, która tworzy bardzo dojrzałą kreację) ze względu na wiek. Isaac kocha Nowy Jork, bez którego nie wyobraża sobie życia i stara się być perfekcyjny. Poza wspomnianą jeszcze Mariel, z pań wybija się niezawodna jak zawsze Diane Keaton (równie neurotyczna i inteligentna Mary) i Meryl Streep (Jill, sarkastyczna była żona Davisa), zaś panów reprezentuje Michael Murphy (Yale – kumpel Isaaca).

manhattan2

Allen tym filmem wrócił do dobrej formy, a po latach to jeden z lepszych i klimatycznych filmów Nowojorczyka. Znać wypada, po prostu.

7/10

Radosław Ostrowski

Wnętrza

Joey, Renata (poetka) i Flyn (aktorka) są siostrami z ambicjami artystycznymi, a film skupia się na relacjach między nimi, a także między ich rodzicami (matka – dominująca specjalistka od dekoracji wnętrz, ojciec – adwokat), żyjącymi w separacji. Wszystko się zmienia w momencie, gdy Arthur (ich ojciec) decyduje się ponownie ożenić z poznaną w Atenach kobiecie Pearl.

wnetrza1

Woody Allen tym razem postanowił zrobić film w stylu swojego ulubionego reżysera Ingmara Bergmana, czyli opowieści o pustce emocji i miotaniu się ze sobą, światem oraz swoimi ambicjami. Wszystko absolutnie na poważnie, bez żadnego żartu czy odrobiny humoru, który mógłby być pewną odtrutką. Jednak nazwać ten film za udany do końca. Film ten jest bardzo chłodny i zdystansowany wobec swoich bohaterów, z którymi naprawdę trudno się identyfikować. Alienacja i samotność jest też spotęgowana bardzo sterylnymi, chłodnymi dekoracjami oraz brakiem muzyki (obecna jest ona tylko w jednej scenie – dnia ślubu). Wszyscy bohaterowie są tu nieszczęśliwi, niespełnieni, mający wielkie ambicje i chęć zmiany swojego życia, kończy się zaś tylko na słowach.

Aktorsko trudno się przyczepić, bo jest to zagrane naprawdę dobrze (najlepiej wypadły Geraldine Page, i Mary Beth Hurt) ale dystans jest zbyt duży i film zwyczajnie męczy. Trochę szkoda, bo mogło z tego wyjść coś naprawdę ciekawego.

6/10

Radosław Ostrowski


Annie Hall

Alvy Singer jest nowojorskim komikiem, który odnosi pewne sukcesy.  Ale jego prywatne posypało się. Niedawno rozstał się z Annie Hall – młodą, obiecującą piosenkarką. Nie mogąc o niej myśleć opowiada nam historię tego związku.

annie_hall1

Ten film jest dla Allena jest punktem zwrotnym i wyznacznikiem stylu reżysera, kompletnie odcinając się od dotychczasowego dorobku. Nie ma tutaj gagów, pastiszu czy zgrywy, w zamian pojawiają się błyskotliwe dialogi, pełne ironii, złośliwości i odniesień do kultury. Allen nie oszczędza nikogo, a najbardziej siebie – zakompleksionego inteligenta z obsesjami na punkcie śmierci, seksu i antysemityzmu, zaś psychoterapeuci biorą szmal i nie do końca pomagają. To tutaj bohater Allena zwraca się bezpośrednio do widowni, łamie chronologię i zderza rzeczywistość z przeszłością (rozmowa rodziny Annie z rodziną Alvy’ego), co potem będzie pojawiać się wielokrotnie. Jednak tutaj pojawia się tu też pytanie, które sobie zadają wszyscy ludzie: dlaczego fascynacja dwojga ludźmi nagle się wypala i gaśnie? I czemu miłość nie trwa wiecznie. No właśnie, dlaczego? Odpowiedzi nie ma, zaś połamana chronologia uatrakcyjnia całość, bo po chwili radości nagle widzimy jak się kłócą i sprzeczają. A wszystko z błyskotliwymi dialogami, jazzem w tle oraz tak rozpoznawalną czołówką, która będzie nam towarzyszyć do samego końca. No i Nowy Jork – miasto tak specyficzne, które Allen tak kocha, niezwykłe, specyficzne, pokręcone.

annie_hall2

Allen tutaj jest tym Allenem, którego tak bardzo pokochały miliony na świecie. Neurotyczny, zakompleksiony inteligent, który nie radzi sobie ze swoimi obsesjami (śmierć, seks). Równie neurotyczna jest Annie (życiowa rola Diane Keaton), zaś chemia między nimi jest wręcz namacalna. Drugi plan też jest pełen ciekawych postaci jak przyjaciel Rob (Tony Roberts), pierwsza żona Alvy’ego – Allison (Carol Kane), zaś w epizodach pojawiają się tu Christopher Walken (brat Annie, Duane), Jeff Goldblum (facet na przyjęciu) i Sigourney Weaver (dziewczyna w kinie).

annie_hall3

Nic dziwnego, że ten film uważany jest za opus magnum Allena. Od tego filmu zaczęła się wielka sława tego reżysera oraz TO poczucie humoru. Ostatnim filmem o tej tematyce w takim stylu, było „500 dni miłości” (które też polecam).

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski


Miłość i śmierć

Poznajcie Borysa Gruszenkę – rosyjskiego faceta, który czeka na swoją egzekucję. Ale zanim przeniesie się na tamten świat, opowie wam cała historię swojego życia – nie do końca spełnionej miłości do kuzynki Sonii, jego udział w walce z Francją oraz próbę zamachu na Napoleona.

Ten film Allena chyba jest największą niespodzianką. Z jednej strony mamy do czynienia z parodią Wielkiej Literatury Rosyjskiej (m.in. „Wojna i pokój”, „Zbrodnia i kara”, „Bracia Karamazow”) XIX wieku, z drugiej mamy czystego Allena, gdzie nie brakuje przeintelektualizowanych dialogów o filozofii, Bogu, śmierci i w ogóle o życiu, które jest bardzo nieobliczalne. Jest to bardzo rozbrajające, nie brakuje nawet scen batalistycznych, gdzie walczą ze sobą żołnierze, pojawiają się też owce, cherleederki i… sprzedawcy jedzenia. „Wszędzie ruchawka, zniszczenia i pożoga” – jak pisał Kazik. A jednocześnie jest to tak zabawne, że głowa mała. Pojedynek Borysa z Lebedkowem, próba zamachu na Napoleona czy Borys niszczący obóz francuskich generałów jako latająca kula rozbrajają totalnie. Wszystko to ładnie sfotografowane, z interesującą scenografią i kostiumami, a także budującą klimat muzyką Prokofiewa.

smierc1

Allen znów obsadził w główne roli siebie (ponieważ jest on jedynym aktorem, który go nie zawiódł) – safandułowatego nieudacznika, któremu nic nie wychodzi (nadal śmieszy głownie slapstikowymi gagami, ale tutaj jest ich mniej) i wierzy na krotko w Boga, by znów zostać okpionym. Znowu partneruje mu Diane Keaton i znowu wyszło bardzo dobrze. Jej Sonia to zagubiona, intelektualistka, która nie jest szczęśliwą żoną, jest jednocześnie pewna siebie i uparta. Ta mieszanka działa bezbłędnie. Poza tą dwójką należy też zdecydowanie wyróżnić Harolda Goulda (hrabia Lindebkin), Jamesa Tolkana (Napoleon – tutaj bardziej walczący na polu kulinarnym niż wojennym) oraz Olga Georges-Picot (niezaspokojona hrabina Aleksandrowna).

smierc2

To ostatni film Allena, w którym humor opierał się na parodii i slapsticku (przynajmniej odpuścił go na długi czas), nadal bawi, zaś smaczki i aluzje są dość łatwo czytelne. Świetne kino.

7,5/10

Radosław Ostrowski


Zagraj to jeszcze raz, Sam

Allan jest nieśmiałym, neurotycznym krytykiem filmowym. Kocha „Casablankę”, chciałby być jak Humphrey Bogart, a żona od niego odeszła. Jego najbliżsi przyjaciele – Linda i Dick – próbują mu pomóc znaleźć partnerkę, choć efekty są tragikomiczne. Tak naprawdę Allanowi podoba się Linda, ale czy jest szansa na to, że coś z tego wyjdzie?

Woody Allen bardzo rzadko pozwala na kręcenie swoich scenariuszy przez innych reżyserów. Tutaj zrobił wyjątek, bo adaptacji jego sztuki teatralnej (dla telewizji) dokonał reżyser Herbert Ross, jednak ciągle czuć ducha Allena. Ten film jest z jednej strony hołdem złożonym Bogartowi i „Casablance”, z drugiej mamy już to, co będzie się przewijać w większości filmów Allena: skomplikowane relacje damsko-męskie, neurotyczny bohater, humorystyczne i błyskotliwe dialogi, psychoanalitycy (nieobecni na ekranie) oraz wyraziste postacie drugoplanowe. Jeszcze pojawiają się proste, ale zabawne gagi (zwłaszcza pierwsza randka u niego w domu), jednak nie są one dominujące, a całość okraszona nie głupim morałem oraz cytatem finału „Casablanki”, w której Allan naprawdę zachowuje się jak Bogart, zaś technicznie trudno się do czegokolwiek przyczepić.

sam1

I jeszcze jest to wybornie zagrane. Tutaj Allen po raz wciela się w rolę, która stała się jego znakiem rozpoznawczym – neurotyczny inteligent, który nie radzi sobie w życiu i (przynajmniej) tutaj jest hipohondrykiem. I wierzymy mu, kibicujemy i jest trochę uroczy w tej swojej bezradności. Poza Allenem najistotniejsze są jeszcze 4 postacie, które zostały zagrane bezbłędnie. Najbardziej wyróżnia się Diane Keaton jako neurotyczna Linda – ładna, inteligentna kobieta, z którą Allen tworzy świetny duet. Poza nimi jest jeszcze Tony Roberts (zapracowany i zaniedbujący swoją żonę Dick), Susan Anspach (Nancy, ex-żona Allana) oraz Jerry Lacy (Humphrey Bogart jak z obrazka).

sam2

Jest to najbardziej allenowski film nie wyreżyserowany przez nowojorskiego okularnika, przewyższający wszystko to, co nakręcił na początku swojej kariery Allen.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski