Więzy krwi

Nowy Jork, rok 1974. W mieście żyje dwóch braci. Frank jest policjantem, który próbuje wrócić do swojej byłej dziewczyny, związanej z cynglem mafii. Chris wychodzi z więzienia po odsiadce i próbuje poukładać swoje życie, a jego była żona pracuje jako prostytutka i narkomanka. Frank próbuje pomóc bratu i załatwia mu pracę jako mechanik, gdzie poznaje tam Natalie, z którą wiążę pewną przyszłość. Ale zerwanie z przeszłością łatwe nie będzie, a więzy krwi braci będą wystawione na ciężką próbę.

wiezy_krwi1

Tradycja kryminału jest znana w wielu krajach od dawna. Amerykanie też byli mistrzami w swoim gatunku, zwłaszcza w latach 70. I to tej estetyki próbuje wrócić francuski aktor i reżyser Guillaume Canet, dla którego jest to pierwsza amerykańska produkcja. I jest to przede wszystkim bardzo kameralne i stonowane kino. Sama intryga kryminalna jest w zasadzie prowadzona przy okazji, stoi gdzieś w tle, a najważniejsze są relacje międzyludzkie – zawsze skomplikowane i pogmatwane, będące źródłem różnych spięć, konfliktów i moralnych dylematów. Te kameralne sceny, gdzie wnikliwie obserwuje ludzi są właśnie najciekawsze, aczkolwiek sceny akcji są naprawdę dobrze poprowadzone i pokazane, każdy szczegół jest istotny, realia lat 70. zachowane (kostiumy, samochody, muzyka), tempo jest bardzo spokojne, ale pnie brakuje tutaj emocji. Wszystko to przypomina stylem jednego amerykańskiego reżysera – Jamesa Greya, który też się skupiał na ludziach. Ale to spokojne tempo jest rekompensowane przez naprawdę mocnym finałem, jednak więcej nie powiem więcej.

wiezy_krwi2

A jeśli chodzi o obsadę, to jest ona naprawdę gwiazdorska i w dodatku naprawdę bardzo dobrze poprowadzone. Świetnie sobie radzą Clive Owen i Billy Crudup, czyli dwaj bracia będący po obu stronach barykady, którzy czasami potrafią powiedzieć więcej niż to robią. Widać, że jeden dla drugiego zrobiłby wszystko, choć dzieli ich naprawdę wszystko. Widać to w każdym geście i spojrzeniu, wręcz namacalne. Panie także odgrywają tutaj istotne role – czasami potrafią być ostre i bezwzględne (Monica, czyli Marion Cotillard – walczące o swoją godność, świadoma swojej wartości), inne są zmęczone życiem (taka jest Vanessa Zoe Saldany), po przejściach, szukające normalności (zaskakująca Mila Kunis). Poza nimi jeszcze na drugim planie jest niezawodny James Caan (ojciec braci), który dominuje każdą scenę.

wiezy_krwi3

Może nie jest to film, będący na takim gangsterskim poziomie jak „Życie Carlita” czy „Donnie Brasco”, może nie jest on efekciarską rozwałką, ale ogląda się to naprawdę dobrze, a każdy detal jest istotny i rozkręca się z każdą minutą. Porządna robota i czekamy na więcej.

7/10

Radosław Ostrowski

Stań przy mnie

Jest rok 1959. W wakacje w małym miasteczku Castle Rock trwają poszukiwania zaginionego 12-letniego chłopaka Raya Browera. Na własną rękę poszukiwania zaczyna czwórka dzieciaków: Gordie, Teddy, Chris i Vern. Ten ostatni przypadkowo usłyszał o tym, jak jego brat (członek gangu niejakiego Ace’a) przypadkowo odnalazł ciało chłopaka, jednak jechali skradzionym autem i nie chcieli tego zgłosić. Więc dwie grupy śpieszą się ze znalezieniem zwłok i zdobycia sławy.

stand_by_me1

To jedna z bardziej znanych adaptacji Stephena Kinga. Wielu reżyserów mierzyło się z jego utworami jak David Cronenberg, Frank Darabont czy John Carpenter, a jednym z lepszych adaptatorów był Rob Reiner, co pokazał już w „Misery”. Ale cztery lata wcześniej Reiner przeniósł opowiadanie „Ciało”, tworząc dość zaskakujący i nietypowy film. Nie był to rasowy horror, tylko bardziej obyczajowa historia o pierwszej przyjaźni oraz przyśpieszonej dojrzałości. Chłopcy na początku chcą zyskać sławę, ale powoli zaczynamy odkrywać ich lęki i przeżycia – brak akceptacji od strony rodziców, wykluczenie, samotność. Tempo jest dość spokojne, dużo jest rozmów i narracji z offu (opowiada to wszystko dorosły już Gordie), a kilka momentów naprawdę trzyma w napięciu (ucieczka przez pędzącym pociągiem czy finałowa konfrontacja). Szukanie ciała staje się inicjacją, a całość okraszona jest naprawdę ładnymi zdjęciami oraz piękną muzyką (klamrą jest instrumentalna wersja „Stand By Me”). Można się czepiać, że film jest dość krótki, zbyt familijny i że można było jeszcze mocniej pokazać, ale to wszystko wydaje się nieistotne, bo jest to bardzo interesujące i przyjemne kino.

stand_by_me2

W dodatku całość jest świetnie zagrana, zwłaszcza przez aktorów dziecięcych, co w przypadku Stanów Zjednoczonych jest standardem. Każdy z dzieciaków jest nakreślony bardzo wyraźnie: żyjący w cieniu zmarłego brata Gordie (Will Wheaton), naznaczony piętnem złodzieja obrotny Chris (River Phoenix), narwany i lekko postrzelony Teddy (Corey Feldman) oraz mający nadwagę tchórzliwy Vern (Jerry O’Connell). Z pozostałych aktorów najbardziej wyróżnia się Kiefer Sutherland jako silny przywódca gangu Ace – typowy paskudny typek.

Trzeba przyznać, że Reiner ma dobrą rękę do utworów Stephena Kinga, co jest wystarczającą rekomendacją, by poznać „Stań przy mnie”. To bardzo ciepłe, odrobinę nostalgiczne kino pozwalające przypomnieć albo pomarzyć sobie o takim dzieciństwie i takich kumplach, których ma się tylko w wieku 12 lat.

7/10

Radosław Ostrowski

Droga do zapomnienia

Poznajcie Erica Lomaxa – faceta, który kocha kolej i jest jej wielkim pasjonatą. Wreszcie w jego życiu pojawia się kobieta poznana w pociągu, z którą bierze ślub. Wydawałoby się, że będą żyli długo i szczęśliwie. Błąd, gdyż mężczyzna zaczyna się coraz bardziej zamykać, dostaje ataków lekowych, traci kontakt z rzeczywistością. Żona próbuje się dowiedzieć o klubie weterana, który zrzesza byłych żołnierzy brytyjskich z czasów Ii wojny. Kobieta dowiaduje się, że jej mąż był jeńcem w japońskim obozie podczas wojny, gdzie przeżył piekło. Czy jest szansa wyrwania się przeszłości? Pewnym cieniem wydaje się wieść, że były oprawca przeżył.

Gdy ktoś nadal próbuje opowiedzieć coś o II wojnie światowej, wydaje mi się to zadaniem bardzo karkołomnym, wręcz próbą szybkiego zarobienia pieniędzy, nawet jeśli historia wydarzyła się naprawdę. Film Jonathana Teplitzky’ego przedstawia taką prawdziwą historię człowieka naznaczonego wojną. Dobrym pomysłem jest przeplatanka rzeczywistości ze scenami z czasów wojny, gdzie śledzimy losy Lomaxa – zbudowanie radia, schwytanie, tortury, bicie, próba złamania go. Te fragmenty są naprawdę mocne, mimo że takich ujęć widzieliśmy w ostatnim czasie mnóstwo. I zawsze pojawia się pytanie: jak można żyć dalej po czymś takim? Będąc zniszczonym psychicznie? Jak się okazuje, to działa w dwie strony. Zemsta tutaj ma wymiar symboliczny, choć nie jesteśmy tego pewni na początku. W momencie „kontaktu” po latach, byłem przekonany, że skończy się to dość gwałtownie i brutalnie (po cichu na to nawet liczyłem).

Problem z tym tytułem jest jeden: przewidywalny i trochę mało angażujący emocjonalnie, choć zarówno warstwa techniczna jest naprawdę solidna, a aktorzy dają z siebie naprawdę wiele (zwłaszcza Colin Firth oraz jego młodsze wcielenie, Jeremy Irving, a także niezawodzący Stellan Skarsgard). Mimo to wyszedł z tego całkiem przyzwoity tytuł, który może nie powala jako całość, ale parę scen zostaje w pamięci.

zapomnienie5

6,5/10

Radosław Ostrowski

Młoda i piękna

Isabelle jest młodą, 17-letnią dziewczyną, która zaczyna wchodzić w dorosły wiek. Podczas wakacji poznaje młodego Niemca, z którym przeżywa swój pierwszy raz, który… no po prostu był. Po tym zdarzeniu jesienią wraca do domu i tam zaczyna studiować. Wieczorami pracuje jako prostytutka. To podwójne życie trwa do momentu, gdy jej stały klient umiera na zawał w trakcie seksu.

piekna1

Francois Ozon ostatnio kręci film rok po roku, tym razem jednak sięgnął po dość trudny temat prostytucji nastolatków. To nie jest jednak w żadnym wypadku artystyczny pornos, choć trzeba przyznać, że golizny to tam jest trochę. Seks stał się czymś tak powszechnym, że nagie ciało przestało szokować czy robić na kimkolwiek wrażenie, a Internet czy inne media udostępniają to bardzo łatwo (o tym już mówił „Don Jon”), jednak obserwacja obyczajowa Ozona jest po raz kolejny pretekstem do gry z widzem. Obraz jest bardzo wysmakowany plastycznie (przynajmniej część „letnia” i „wiosenna”), czasami bardziej stonowany (jesień i zima), z pięknie dopasowaną muzyką. Podczas seansu pada jednak pytanie: dlaczego taka młoda dziewczyna podejmuje się pracy jako dziwka? Jest parę poszlak, ale żaden trop nie jest decydujący i ostateczny (brak ojca, nieudany pierwszy raz, matka posiadająca silny wpływ, pożądanie), co na pewno w tym przypadku jest zaletą, bo my możemy dopowiedzieć sobie resztę.

piekna2

A najmocniejszym atutem jest debiutująca na dużym ekranie Marine Vacth, która świetnie sobie radzi tworząc bardzo niejednoznaczny, ale wiarygodny portret psychologiczny Isabelle. Młoda, atrakcyjna i świadoma swojego seksapilu, a jednocześnie delikatna, samotna, skryta. Poza nią warto zwrócić uwagę na Geraldine Pailhas (matka), Johana Leysena (Georges – stały klient) oraz epizod Charlotte Rampling (Alice, żona Georgesa).

Ozon po raz kolejny tworzy film z niejednoznacznym głównym bohaterem oraz aurą tajemnicy, która pozostaje na długo po seansie. Tylko że brak odpowiedzi dla wielu może być dość dziwacznym posunięciem.

7/10

Radosław Ostrowski

Zabić drozda

Jest rok 1932, małe miasteczko Maybome a stanie Alabama na południu USA. Spokojnie miejsce, gdzie nic się nie dzieje. A jednak zostaje pobita i zgwałcona Mayella Evell, a oskarżony o ta zbrodnię zostaje czarnoskóry Tom Robinson. Do obrony oskarżonego zostaje wyznaczony szanowany adwokat Atticus Finch, który bardzo poważnie podchodzi do swojego zadania. Nie wszystkim się to spodoba.

Trudno w zasadzie zaszufladkować ten uznany za arcydzieło film Roberta Mulligana. Niby jest to dramat sądowy, ale tak naprawdę jest to bardziej obyczajowa historia pokazana z perspektywy dzieci, a dokładniej córki Fincha, Jean Louise zwanej Smykiem, a sama rozprawa to zaledwie fragment całości (bardzo interesujący fragment). O czym tak naprawdę jest ten film? O uprzedzeniach, które czynią z nas słabeuszy, przerażonych byle czym i byle kim, nie pozwalają one dojść do prawdy, a inni są dla nas dobrzy tylko wtedy, gdy podzielają nasze zdanie, co na południu USA jest czymś oczywistym. Takie stereotypowe pokazanie procesów na Południu, gdzie sprawiedliwość jest dobra dla każdego, kto jest biały było już pokazywane w kinie wielokrotnie i nie jest ono niczym nowym. I nawet zmiana perspektywy nie jest w stanie tego zmienić, choć trzeba przyznać, że realizacja stoi na naprawdę wysokim poziomie, a czarno-białe zdjęcia naprawdę budują klimat. Mimo, że sama opowieść miejscami była dość przewidywalna (werdykt sądu, próba linczu), to jednak oglądało się to naprawdę dobrze, mimo dość staroświeckiej pracy kamery oraz spokojnego tempa (aczkolwiek próba zabicia dzieci – mimo braku pokazania przemocy robi wrażenie).

drozd1

Największa siła napędową filmu jest świetna rola Gregory’ego Pecka, choć wydaje się, że ten bohater jest trochę zbyt kryształowy. Uczciwość ma wypisaną na twarzy, jest oddany swojej pracy (podchodzi do niej bardzo poważnie) i dzieciom, które próbuje chronić przed wszystkim co złe. Wierzy w to, co robi, podchodzi racjonalnie do sprawy (w scenach procesu to widać najmocniej). Co do dzieci, to tutaj prezentują się naprawdę przyzwoicie (ze wskazaniem na Mary Badham jako Smyk – taka chłopczyca), a z drugiego planu trudno przejść obojętnie wobec Brooka Petersa (Tom Robinson – oskarżony) i Franka Overtona (szeryf Heck Tate).

drozd2

Muszę się jednak przyznać, że film nie do końca przetrwał próby czasu, są dłużyzny i miejscami napięcie mocno siada. Ale o dziwo plusów jest tutaj więcej niż minusów, a dla zaczynających podróż z wymiarem sprawiedliwości można od niego spokojnie zacząć.

7/10

Radosław Ostrowski

Złodziejka książek

Rok 1938. Liesel jest młodą dziewczynka, która straciła brata, a matka ją zostawiła. Trafia ona do rodziny zastępczej, gdzie próbuje jakoś funkcjonować. Dzięki swojemu „ojcu” zaczyna uczyć się czytać, ale zbliża się wojna i szczerze mówiąc to nie jest dobry moment na czytanie książek.

zlodziejka1

Najtrudniej jest dzisiaj zrobić film o II wojnie światowej, bo w zasadzie ten temat został tak wyeksploatowany, że w zasadzie nic nowego nie da się opowiedzieć. Reżyser Brian Percival przenosząc na ekran bestsellerową powieść Markusa Zusaka balansuje między realizmem z bajką i te rozkrok mocno przeszkadza. Niby jest tam wojna, są umundurowani Niemcy, ale to wszystko gdzieś tam w tle, jakby nieobecne. Niby bohaterowie mówią z niemieckim akcentem i wrzucając słówka typu ja, nein, jednak brzmi to sztucznie. Niby jest brudno i ciężko, ale to wszystko wygląda zbyt ładnie wygląda. Ten film jest pełen sprzeczności i nie tylko nie wnosi niczego nowego (ciekawa była tylko narracja z offu), to jeszcze strasznie przynudza, co w przypadku dwóch godzin nie jest niczym trudnym. Jedynie miłość do książek wydaje się najatrakcyjniejszym wątkiem, ale to troszeczkę za mało, by przykuć uwagę. Także muzyka Johna Williamsa potrafi przykuć uwagę i przekazać całą paletę emocji.

zlodziejka2

Drugim mocnym punktem jest świetna Sophie Nelisse w roli tytułowej złodziejki. Jest tak naturalna i autentyczna, że pozostali członkowie ekipy robią po prostu za tło. Nawet doświadczeni Emily Watson („matka”) i Geoffrey Rush („ojciec”) przy niej wypadają blado, aczkolwiek jest to solidny poziom. Szkoda jednak, że te postacie są zbyt jednowymiarowe. Drugą dobrze wypadającą postacią jest… narrator, czyli Śmierć. Głos Rogera Allama w połączeniu z ciekawymi i niepozbawionymi ironii dialogami tworzy naprawdę mocną mieszankę.

Chciałbym powiedzieć coś dobrego o „Złodziejce”, ale więcej nie potrafię. Jest to co najwyżej przeciętne i mocno archaiczne kino, które nie za bardzo wie w jaką stronę pójść. Takie niezdecydowanie się po prostu nie opłaca.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Pod Mocnym Aniołem

Alkohol towarzyszy człowiekowi tak długo, że nawet przestał pamiętać kiedy po raz pierwszy go wypił. Filmowcy tez opowiadali o nałogowcach, bo ci trochę inaczej widzą świat. Narkomani, alkoholicy, hazardziści – ile o nich powstało filmów nie mam pojęcia. Tym razem opowieść o pijaku postanowił pokazać Wojciech Smarzowski, ale tym razem wsparł się powieścią Jerzego Pilcha.

mocny_aniol1

Poznajcie Jerzego – pisarza, który nawet odnosił sukcesy. Kiedy zaczął pić – nikt nie pamięta, bo ten ciąg trwa już od bardzo dawna. Ile razy był na detoksie – nie starczyłoby palców u rąk i nóg, by policzyć. I w zasadzie obserwujemy Jerzego, który obserwuje innych pijaków opowiadających o swoim życiu lub łudzących się jeszcze, że będą mogli się wyplątać z tego. Smarzowski świetnie pokazuje ciąg alkoholowy, za pomocą rwanego montażu, repety, dźwiękowego eksperymentowania czy przeplatania różnych miejsc i osób. Wszystko idzie wobec prostego schematu: chlanie – detoks – wyjście – chlanie – detoks – padaczka  – seks – wóda – detoks – wóda – detoks i tak do usranej śmierci. To zaklęty krąg, z którego są tylko dwa wyjścia: albo zachlejesz się na śmierć albo sam odbierzesz sobie życie. Choć zwiastuny zapowiadały komedię, jest to pełnokrwisty dramat pokazujący ludzi znajdujących się w sytuacji bez wyjścia. Nikt z nich już nie wierzy, że można się z tego wyplątać, a czemu piją? Każdy powód jest dobry (kapitalna scena, gdy przeplatają się „wyznania” pijaków), ponura kolorystyka i depresyjna muzyka, buduje mocno psychodeliczny klimat (może dialogi wydają się trochę zbyt metaforyczne i plastyczne), a zakończenie pozostaje kwestią otwartą (wszedł do knajpy czy nie). Jakby było tego mało, reżyser wrzuca aluzje do swoich poprzednich filmów, co jest pewnym małym plusem.

mocny_aniol2

Obsada nie jest zaskakująca, bo to prawie stała ekipa Smarzowskiego: Arkadiusz Jakubik („Terrorysta”), Marian Dziędziel („Król Cukru”), Jacek Braciak („Kolumb”), Kinga Preis (Mania) czy pojawiający się w epizodach Eryk Lubos (Charles Bukowski) i Adam Woronowicz (On). Jednak filarem tutaj jest Robert Więckiewicz, czyli pijak Jerzy. Inteligentny, choć nie w pełni zdający sobie sprawę z siły nałogu jest naszym przewodnikiem i komentatorem po ośrodku, gdzie rozgrywa się 90% scen. Zawsze zdystansowany i celnie trafiający ze swoimi komentarzami, w końcu zaczyna do niego docierać to, co widzi. Ale czy będzie miał w sobie siłę, by pokonać swój cug?

mocny_aniol3

Ktoś mi kiedyś powiedział, że pijak, by przestać pić musi stracić wszystko. Czy to jednak wystarczy? Tego nie wiem, Smarzowski też nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Nie zmienia to jednak faktu, że to naprawdę mocny i dobry film. Opinie o wypaleniu się reżysera są odrobinę przesadzone.

7/10

Radosław Ostrowski

Not Fade Away

Lata 60. – czas, w którym szaleje rock’n’roll. Na fali tej muzyki pewien młody chłopak o imieniu Douglas razem z kumplami postanawia założyć kapelę. Jednak rodzina nie jest jakoś specjalnie zadowolona z tego wyboru, ale chłopak nic sobie z tego nie robi. Ma wsparcie poznanej dziewczyny Grace, ale jego marzenia zostają wystawione naprawdę poważnej próbie.

not_fade_away1

Pewnie wiele osób kojarzy nazwisko David Chase. Facet odpowiedzialny za serial „Rodzina Sporano”, tym razem postanowił spróbować swoich sił jako reżyser i scenarzysta na dużym ekranie. I wyszedł z tego pozornie jeden z wielu filmów obyczajowych, który przy okazji (i w dużym skrócie) przedstawia fragment z historii USA, gdzie wielu zafascynowanych muzyka młodych ludzi, próbowało pójść w ślady The Rolling Stones czy Boba Dylana. Dla nich muzyka była przede wszystkim pasją, a pierwsze próby są jeszcze dość amatorskie (granie po domach, ćwiczenia w garażu), ale potem pojawia się proste pytanie: czy da się z tego wyżyć? No właśnie, a rzeczywistość bywa bardzo brutalna, a los okrutny – spięcia, konflikty wewnątrz grupy, kobiety, w końcu poważny wypadek stawiają przyszłość pod znakiem zapytania. Chase jest najlepszy, gdy pokazuje rozterki młodych ludzi oraz sceny prób, „koncertów”, ale sama historia jest dość rwana i skrótowa, przez co nie do końca byłem w stanie wczuć się w tą opowieść. I to jest najpoważniejsza wada, która jednak mocno „rozrywa” ten film. Realia zachowano, zdjęcia są solidne, a scenografia i kostiumy naprawdę robią dobre wrażenie.

not_fade_away2

Jeśli chodzi o aktorstwo, to jest ono całkiem przyzwoite, zwłaszcza w wykonaniu młodych aktorów jak John Magaro (Douglas), Will Brill (Wells), Jack Huston (Eugene) czy Bella Heathcote (Grace). Starsze pokolenie aktorskie najlepiej reprezentuje James Gandolfini w roli ojca, który powoli zaczyna nawiązywać lepszą więź z synem (rozmowa w knajpie, gdy wyznaje, że zostawiłby swoją matkę).

not_fade_away3

Czy warto gonić za swoimi marzeniami? Reżyser nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale „Not Fade Away” pozostaje kawałkiem naprawdę niezłego kina. Niby nic wielkiego, ale czy zawsze film musi być wielkim dziełem?

6,5/10

Radosław Ostrowski

Lawendowe wzgórze

Jest rok 1936, powoli zbliża się widmo II wojny światowej. Ale w Kornwalii nie widać tego, wszystko toczy się tu bardzo spokojnym rytmem. W jednym małym miasteczku mieszkają sobie dwie siostry – Ursula i Janet Widdington. To dość spokojne życie zostaje przerwane, kiedy na plaży koło ich domu znajdują nieprzytomnego młodzieńca, którego ściągnęła woda. Mężczyzna okazuje się być Polakiem, nazwiskiem Andrea Marowski i powoli zaczyna aklimatyzować się w nowym kraju. Także przypadkowo wychodzi na jaw, że młodzieniec jest utalentowanym skrzypkiem. Ale nieuniknione jest to, że Andrea będzie musiał opuścić panie.

lawenda1

To, że aktor bierze się za reżyserowie nie jest niczym nowym ani zaskakującym. Do grona takich aktorów-rezyserów dołączył Brytyjczyk Charles Dance, który ostatnio kojarzony jest z rolą lorda Tywina Lannistera z serialu „Gra o tron”. A doszło do tego dziesięć lat temu, jednak „Lawendowe wzgórze” to bardzo wyciszone i spokojne kino. W zasadzie można rzec, że jest to bardzo obyczajowa opowieść. Jednak nie oznacza to w żadnym wypadku ani nudy ani monotonii. Wszelkie emocje są bardzo głęboko skrywane i tłumione, choć czasami (bardzo rzadko) są eksponowane. A że jest to historia miłosna, to emocje muszą się pojawić. Brzmi to jak melodramat? Spokojnie, reżyser unika pułapek sentymentalizmu i przesłodzenia. Wszystko jest tutaj bardzo subtelnie i delikatnie poprowadzone, za to w pełni angażuje. A Kornwalia wygląda po prostu pięknie, w dodatku okraszone naprawdę ładnymi kolorami (scenografia i zdjęcia zasługują tutaj naprawdę na wielkie uznanie). Także dialogi dość proste i nutka humoru dodają animuszu temu tytułowi.

lawenda2

Największym tutaj atutem jest też tutaj wyborne aktorstwo. Szczególnie trzeba wyróżnić Judi Dench, czyli Ursulę, której obecność młodego mężczyzny budzi dawno stłumiona namiętność, która przyszła o wiele, wiele lat za późno. Razem ze stonowaną i powściągliwą Maggie Smith (Janet) tworzą bardzo interesujący duet. Czuć, że między siostrami jest silna relacja i wspierają się nawzajem. Ale największą niespodzianką był Daniel Bruhl. Wierzcie mi, tylko Anglik mógł wymyślić, żeby Polaka zagrał Niemiec. Owszem, wypowiada parę zdań w języku polskim, ale i tak przez większość czasu nawija po niemiecku. Ale bardzo dobrze sobie poradził w roli zagubionego i obcego człowieka. Od razu wzbudza sympatię, nie boi się imprezować, a na skrzypcach gra po prostu świetnie. Kluczowa jest tutaj postać niejakiej Olgi Daniłow (piękna Natasha McElhone), która powoli staje się sympatią i osobą, która odegra kluczową rolę w tej całej historii.

Co ja wam będę mówił? Ten tytuł zasłużył, by trafić do tego cyklu. I zasłużył, by zostać na nowo odkrytym. Piękna historia miłosna.

8/10

Radosław Ostrowski

Zabić prezydenta

Jest rok 1974. Druga kadencja prezydenta Richarda Nixona odbywa się w cieniu afery Watergate. W tym nieprzyjaznym dla Ameryki czasie, żyje niejaki Sam Bicke – sprzedawca mebli w średnim wieku. Ten facet dopiero ma pecha. Nienawidzi swojej pracy, bo musi klientom wciskać kit, z żoną jest w separacji, próbuje stworzyć własną firmę, ale nie może dostać kredytu, gdyż jego wspólnik jest czarny. Zdesperowany facet postanawia wziąć sprawy w swoje i zrealizować szalony plan: porwać samolot i uderzyć nim w Biały Dom, by zabić prezydenta Nixona.

zabic_prezydenta1

Trudno w to uwierzyć, ale kiedy reżyser Niels Muehler opowiadał tą historię, był przekonany, że jest ona tylko wytworem jego wyobraźni. W trakcie realizacji okazało się, że to wydarzyło się naprawdę. I to od samego początku wiadomo, jak to się skończy. Jeśli widzimy facet idącego na lotnisko, ze spluwą w ręku, to raczej nie robi tego dla zabawy. Krok po kroku przyglądamy się upokarzającym sytuacjom Bicke’a, u którego coraz bardziej pogłębia się pewna psychoza oraz wiara w „uczciwość”, zaś sama próba zamachu to tylko ostatnie pół godziny. Całość w dodatku oparta jest na stonowanych zdjęciach (podkreślają stan emocjonalny), oszczędnej muzyce i świetnym montażu, gdzie używa się repety i zapętlenia (oczekiwanie na pocztę czy kończenie pracy).

zabic_prezydenta2

Ale to wszystko nie miałoby takiej siły ognia, gdyby nie fantastyczny Sean Penn, który zawłaszcza sobie każdą scenę. Sam Bicke (to chyba nie jest przypadkowe skojarzenie z Travisem Bickle, pewnym nowojorskim taksówkarzem) to facet, który sprawia wrażenie nieudacznika. Ale im dalej go oglądamy, tym większe wywołuje on przerażenie (jego taśmy do Leonarda Bernsteina, gdzie przedstawia swoje poglądy wywołują grozę), że zaczynamy podejrzewać chorobę psychiczną. A może jest to po prostu szukanie osoby odpowiedzialnej za swoje nieszczęścia? Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale Penn magnetyzuje. Poza nim jeszcze warto wspomnieć świetnych Dona Cheadle’a (Bonny, mechanik) i Naomi Watts (była żona).

Mocne kino psychologiczne z magnetyzującym Pennem. Przerażająca wizja.

7,5/10

Radosław Ostrowski