Miłość Larsa

Lars Lindstrom jest samotnikiem mieszkającym w garażu obok domu swojego brata Gusa z jego żoną Karen. Nie ma dziewczyny, choć jest przystojny, pracuje w firmie. Parę tygodni później mówi Gusowi i Karen, że ma dziewczynę – Biankę. Jak wielkim zdziwieniem będzie dla nich fakt, że Bianka jest… plastikową lalką. Nie wiedząc jak się zachować, proszą o pomoc dr Dagmar. Ta podejmuje się poprowadzenia sesji z Larsem i Bianką.

lars1

Kino niezależne w USA znane jest z tego, że dotyka ono tematów trudnych i niewygodnych. Craig Gillespie tym razem opowiada dość nietypowe love story, które może na początku wydaje się dość dziwaczne. Jednak jest to bardzo szczere, wrażliwe kino o outsiderze – sprawiającym wrażenie „walniętego” faceta. Przez połowę filmu próbowałem rozgryźć dlaczego Lars zrobił to, co zrobił. Oszalał? Samotność doprowadziła go do załamania nerwowego? A może tak bardzo boi się innych ludzi, że uznał, iż z lalką będzie mu łatwiej? Reżyser nie popada ani w absurd/groteskę, osadzając historię w małym miasteczku, gdzie wszyscy znają wszystkich i lalka tam nie wywołuje jakiegoś oburzenia czy szyderstwa i traktowana jest jako coś normalnego („praca” Bianki jako manekin czy czytająca książki w przedszkolu). Jednocześnie jest to film pełen lirycznych scen (spacery w parku, wspólna przejażdżka czy Lars czytający Biance „Don Kichota”), ale też chwytających za gardło i pełnych silnych emocji („umieranie” Bianki i jej pogrzeb), co jest zasługą nie tylko pewnej wrażliwości reżysera i scenariusza, ale też bardzo solidnej realizacji – oszczędnych zdjęć, montażu oraz bardzo delikatnej muzyki.

Największym jednak atutem tego filmu pozostaje Ryan Gosling, który wspina się tu na wyżyny swoich umiejętności. Lars początkowo jest odbierany jako dziwak, ale jego miłość do Bianki jest szczera i autentyczna (nie jest jednak ona wyidealizowana i piękna). On czyni wiarygodnym całą tą historię, zaś jego grymas naśladujący uśmiech i zamykanie oczu zostają w pamięci. Jednak ten facet skrywa swoje lęki i demony, co widać w scenach sesji z dr Dagmar (empatyczna Patricia Clarkson). Jednak nie tylko Gosling tutaj błyszczy. Poza nim i Bianką (zagraną przez… Biankę) należy koniecznie wspomnieć o Emily Mortimer i Paulu Schneiderze (Karen i Gus), którzy próbują pomóc Larsowi, choć nie bardzo wiedzą jak. I jest jeszcze ktoś – urocza Kelli Garner, która jako Margo skrycie podkochującą się w Larsie – sympatyczna, wyrozumiała – chyba będzie coś z tego więcej, choć nie ma tu postawionej kropki nad i.

lars2

Początkowo nastawiałem się na komedię, a dostałem bardzo delikatny dramat pokazujący zagubionego faceta, który próbuje się oswoić z ludźmi. O takich filmach zwykło się mawiać „małe wielkie kino” – niby wygląda niepozornie, ale kipi od emocji i zapada w pamięć. A jeśli uważacie, że Ryan Gosling jest tylko ładnie wyglądającym facetem nie posiadającym talentu, zobaczcie ten film.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Simone

Victor Taransky jest reżyserem filmowym, który swoje najlepsze lata już ma za sobą, a kino zmieniło się totalnie. Przy pracy nad kolejnym filmem, żadna aktorka nie chce z nim współpracować przy nowym filmie. I wtedy pojawia się pewien programista, który stworzył program tworzący żywą kobietę, która zostaje jego aktorką – Simone. Tylko jak to ukryć?

simone1

Andrew Niccol to sprytny i łebski scenarzysta. Przynajmniej za takiego był uważany, gdy napisał „Truman Show” zrobione przez Petera Weira. Tutaj mamy z jednej strony komedię będącą satyrą na środowisko filmowe, gdzie gwiazdy mogą zerwać kontrakt z tak błahego powodu jak brak odpowiedniej odległości do przyczepy, drwiny z mediów i mas będących w stanie kupić wszystko, co im się da (film nakręcony przez lipną aktorkę, która… żre ze świniami z koryta wywołuje aplauz i entuzjazm). Z drugiej strony jest tu dramat reżysera, który chce „ją” wykorzystać, by wrócić do pierwszej ligi. Ale bardzo niebezpieczne okazuje się stworzenie takiego dzieła, bo nikt nie uwierzyłby w to, że ona nie istnieje. Pomysł jest świetny, realizacja już nie do końca, bo humor zaczyna się powtarzać (finał jest jednak naprawdę mocny i niespodziewany) i chyba nie do końca wiadomo, w którą stronę ten film ma pójść.

simone3

Aktorzy częściowo bronią ten tytuł i dzięki nim dobrze się go ogląda. Al Pacino to Al Pacino – zawsze przykuwa uwagę, nawet jeśli nie jest w najlepszej formie. Tutaj też daje sobie radę jako uwspółcześniony Pigmalion. Zarówno jako pomysłowy filmowiec, jak i kompletnie „uzależniony” od swojego dzieła, twórca wypada naprawdę dobrze. Wspierają go tutaj niezawodna Catherine Keener (była żona i szefowa Elaine), niezła Evan Rachel Wood (córka Lainey) i Winona Ryder (aktorka Nicola Anders) oraz duet Jason Schwartman/Chris Coppola (dziennikarze Echo). Jednak tak naprawdę najciężej miała Rachel Roberts, bo zagrać ideał jest zawsze trudno. No i poradziła sobie.

simone2

Mam lekki niedosyt, jednak to zgrabne połączenie dramatu i komedii wypadło zaskakująco dobrze. Miejscami bawi, miejscami zastanawia, ale mam nadzieję, że jeszcze nie dojdzie do takiej sytuacji, że wszyscy aktorzy będą komputerowi, chociaż kto wie.

7/10

Radosław Ostrowski

Melinda i Melinda

Dwóch nowojorskich pisarzy spiera się o to, która konwencja (komedia czy tragedia) bardziej przedstawia ludzkie losy. Obaj panowie tworzą historię młodej, znerwicowanej kobiety Melindy i przedstawiają jej losy zarówno w wersji tragicznej jak i komediowej.

melinda1

Woody Allen po raz kolejny opowiada to, co zawsze (miłość, seks, niestabilność związków, niewierność, nerwice i problemy z komunikacją), zaś tutaj konwencje przeplatają się ze sobą. Niby nie jest tutaj nic zaskakującego, nie brakuje odrobiny ironicznego humoru czy wnikliwej obserwacji, jednak trochę za mało żartu i humoru, zaś sama historia robi się coraz bardziej nudna i nużąca. Tu każdy kocha każdego, ale nie potrafi tego powiedzieć, znów mamy Nowy Jork, w którym mogło się to tylko wydarzyć. Owszem, nadal jest jazzowa muzyka i ładne zdjęcia (tym razem zrobione przez Vilmosa Zsigmonda), jeszcze kilka zabawnych żartów, ale to trochę za mało i liczyłem trochę na więcej.

melinda2

Sytuację częściowo ratują aktorzy, zaś co istotne Allen nie pojawia się w ogóle. Świetnie wypadła w roli tytułowej Radha Mitchell, która w zależności od konwencji jest femme fatale lub naiwną blondynką, ale jedno się nie zmienia – ta kobieta ma pecha w doborze facetów. Poza nią przewija się masa młodych aktorów jak Jonny Lee Miller (aktor Lee mający problemy z alkoholem), Will Ferrell (Hobie), Chiwetel Eljofor (muzyk Ellis), Amanda Peet (reżyserka Susan) czy Chloe Sevigny (Laurel).

„Melinda” jest całkiem niezłym filmem Allena, ale jednak liczyłem na coś więcej. Może i Allen opowiada to samo w kółko, jednak poniżej pewnego poziomu nie schodzi.

6/10

Radosław Ostrowski

Życie i cała reszta

Jerry Falk jest młodym pisarzem tworzącym teksty dla komików. Podczas jednego spotkania o pracę, poznaje starszego od siebie kolegę po fachu, Davida Dobela, który staje się jego mentorem. Jerry chodzi z dziewczyną Amandą, która przechodzi kryzys. Oprócz tego jego agent jest slaby, wprowadza się do domu jej matka i chodzi do psychiatry. Jakby było tego mało Dobel po poznaniu Amandy stwierdza, że go zdradza.

zycie_i_reszta1

Woody Allen jak zawsze o tym, co zawsze i o dziwo w dobrej dyspozycji. Mamy te same obsesje, co w większości filmów – neurotyczne i skomplikowane relacje z kobietami, psychiatrzy nie przydatni do niczego, Nowy Jork (tym razem bardziej jesienny), jazz, obsesje na punkcie Żydów i nazistów oraz próbę przewartościowania swojego życia. To wszystko jest i tutaj, w dodatku okraszone naprawdę dobrymi i celnymi dialogami, a także przewrotnością ludzkiego losu. Niby to już było, ale nadal to bawi i śmieszy. Jak on to robi? Nie mam pojęcia.

Także od strony aktorskiej mamy wysoki poziom. Allen też się pojawia, ale Dobel jest bohaterem drugoplanowym, jednak nadal to neurotyk z masą obsesji i paranoi. Jego młodsze wcielenie, czyli Jerry’ego Falka zagrał Jason Biggs. Aktor kojarzony z serii „American Pie” pozytywnie zaskakuje jako młody, niezdecydowany i niepewny facet, zaś Christina Ricci nieźle sobie poradziła jako femme fatale, która ma problemy z sobą samą i seksem. Poza tym na drugim planie wybijają się Stockard Channing (ekscentryczna matka Amandy) i Danny DeVito (Harvey, prostacki agent Falka).

zycie_i_reszta2

Powiem szczerze (nie, żebym wcześniej kłamał) – od tego filmu zaczęła się moja przygoda z Allenem i dlatego darzę ten tytuł dużym sentymentem. I mimo wielu lat, nic się nie zmieniło. Nadal uważam ten film za zabawny i ciekawy. Od niego można zacząć przygodę z Woodym tak jak ja.

7/10

Radosław Ostrowski

Przejrzeć Harry’ego

Harry Block jest nowojorskim pisarzem, które książki spotykają się z bardzo dobrymi recenzjami i każda jest autobiograficzna. Jednak autor przeżywa kryzys twórczy. W dodatku ma zostać nagrodzony przez szkołę, która go wiele lat temu wywaliła i nie ma z kim pójść. Więc wynajmuje prostytutkę, pojawia się też dawny znajomy Richard i porywa swojego syna Hilly’ego.

harry1

Woody Allen raz jeszcze o swoich obsesjach i demonach – niestabilne relacje z niestabilnymi kobietami, lęki egzystencjalne, moralność artysty. Przy okazji nadal szydzi ze swojego żydowskiego pochodzenia, religijności, fanatyzmu i swoich lęków. I tak jak w „Annie Hall” łamana jest chronologia, a świat powieści przeplata się z rzeczywistością, a jednocześnie nie brakuje tutaj wnikliwej obserwacji i gorzkiej refleksji. Dostajemy też portret wyjątkowo neurotycznego i niedojrzałego faceta, który jest w pełni świadomy swoich wad i nie potrafi tego zmienić. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest przyjęcie tego do wiadomości i zaakceptowanie tego faktu. Poza precyzyjnym i pomysłowym scenariuszem oraz wizjami świata literackiego bohatera (wizyta w Piekle imponuje), mamy typową, jazzową muzykę, rwany montaż, który przeskakuje parę sekund naprzód (co może wielu osobom przeszkadzać), Nowy Jork oraz masę bluzgów, co w przypadku tego reżysera jest zdecydowaną rzadkością.

harry2

Allen po raz kolejny wciela się w typową dla siebie postać i jest w tym genialny. Potrafi on wzbudzić sympatię i współczucie, choć nie jest to sympatyczna postać. Pojawia się też kilkoro aktorów znany z innych filmów Allena jak Judy Davis (znerwicowana Lucy), Mariel Heminghway (Beth Kramer, przedszkolanka) czy Julie Kavner (Grace), zaś literackie alter ego Harry’ego jest grane przez m.in. Stanleya Tucci, Tobeya Maguire’a czy Robina Williamsa, który był jakiś niewyraźny. Za to kapitalnie wypadli jeszcze Kirstey Allen (Joan, mściwa psycholog), Billy Crystal (Larry) i Elisabeth Shue (Fay, studentka).

Obok „Strzałów na Broadwayu” to najlepszy film Allena lat 90. Wypadkowa „Annie Hall” i „Alicji” polana typowo allenowskim sosem. Kapitalne kino.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Celebrity

Lee Simon jest dziennikarzem piszącym wywiady z gwiazdami z ambicjami bycia pisarzem. Właśnie rozstał się ze swoją zoną Robin po 16 latach małżeństwa. Lee zaczyna lgnąć i obracać się w środowisku celebrytów, zaś Robin przechodzi metamorfozę, za którą jest odpowiedzialny pewien producent tv.

celebrity1

Woody Allen wiele razy obserwował środowisko intelektualne Nowego Jorku, ale tym razem postanowił zadrwić ze sławnych ludzi. Bo dzisiaj zostanie sławnym nie jest żadnym problemem – wystarczy zostać księdzem, skinheadem, rabinem, karłem albo zakładnikiem, który został zwolniony. I tak się to kręci, ale Allen nie pokazuje tego w żaden humorystyczny sposób. Bo ten świat jest pusty, pełen banalnych frazesów, słodzenia i fałszu, do którego jednak wszyscy dążą, a wybacza się tu wiele. Niby nie jest to nic zaskakującego czy nowego, ale to ma swoją moc. Całość okraszona czarno-białymi zdjęciami Svena Nykvista (to był jego ostatni film), które budują dość specyficzny klimat plus parę niezłych dialogów i ciekawych obserwacji (rabin, skinhead i gangster w jednym pomieszczeniu rozmawiają, zamiast się rzucać z pięściami).

celebrity2

Allen znów dobrał świetną obsadę i parę starych twarzy, jednak tym razem nie pojawia się na ekranie, choć jest ten typ postaci przez niego grany i to w dwóch wersjach. Jego męskie wcielenie ma aparycję Kennetha Branagha, który radzi sobie dobrze, ale za bardzo kopiuje Allena (zwłaszcza w mowie). Lee w jego wykonaniu to facet z poczuciem niespełnienia, który lgnie do świata celebrytów jak ćma do światła, choć sam nie ma tam nic do pokazania. Żeńskie wcielenie to wyborna Judy Davis, która po rozstaniu sprawia wrażenie załamanej i zniszczonej, by potem przeistoczyć się w piękną i pewną siebie kobietę. Brawo. Poza nimi w epizodach przewijają się m.in. Winona Ryder (Nola), Charlize Theron (supermodelka) czy Jeffrey Wright (reżyser), ale i tak w pamięć zapadli bardzo dobrzy Joe Mantegna (Tony, wręcz idealny facet), Famke Jensson (Bonnie) i Leonardo DiCaprio (gwiazdor Brandon Darrow).

Allen nawet poważny jest dobry, co zaczynam dostrzegać i doceniać. A ostatnia scena (premiera filmu kręconego na początku) daje sporo do myślenia.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Weekend z królem

Jest lato 1939 roku. Król brytyjski Jerzy V razem z żoną Elżbietą wyruszają do Stanów Zjednoczonych na zaproszenie matki prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta. Wizyta odbędzie w jego domu Hyde Park nad rzeką Hudson. Celem wizyty jest prośba o pomoc prezydenta w zbliżającej się wojnie. Jednocześnie prezydent będzie próbował uwieść swoją kuzynkę Daisy.

Nie jest to do końca film o polityce, choć z opisu mogłoby to wynikać, zaś nasi „genialni” dystrybutorzy podciągnęli tytuł filmu pod „Jak zostać królem”, jakby to była kontynuacja tego dzieła, co jest nieprawdą. Film Rogera Michella to tak naprawdę lekka komedia, gdzie dominują przede wszystkim anegdotki i miłość – nie zawsze szczęśliwa, ale no cóż. Liryczne fragmenty przeplatają się z delikatnym humorem, z naprawdę ładnymi zdjęciami, elegancką muzyką i dość sielską atmosferą. Dla mnie trochę ta historia wydawała się zbyt błaha, zaś poziom był bardzo nierówny i miałem wrażenie, że nie do końca wykorzystano potencjał tej opowieści.

weekend_z_krolem1

Jednak ten film się broni od strony aktorskiej. Kapitalny jest Bill Murray w roli prezydenta Roosevelta – kulturalnego, wyluzowanego i dowcipnego faceta, który jest pragmatykiem w każdej kwestii. Ale jednocześnie jest to postać z krwi i kości, nie pozbawiony uroku osobistego (przejażdżki za miasto). Laura Linney jako kuzynka Daisy (jednocześnie narratorka filmu) jest zarówno naiwna, jak i sprytna + czarująca. Chyba jednak najtrudniejsze zadanie stało przed Olivią Coleman i Samuelem Westem jako parą królewską i to nie tylko przez porównania do ról z „Jak zostać królem”. Ale oboje poradzili sobie jako sztywniacy, trzymający się etykiety i zderzeni z amerykańską bezpośredniością oraz luzem. Jednocześnie czują ciężar odpowiedzialności i starają się walczyć ze swoimi lękami i obawami.

weekend_z_krolem2

Jak już mówiłem „Weekend z królem” to lekkie (dla wielu może zbyt lekkie) kino, które jednak dostarcza całkiem niezłej rozrywki i pokazuje politykę z trochę innej strony niż zwykle.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Strzały na Broadwayu

David Shayne jest młodym i ambitnym dramaturgiem z Bostonu. Teraz jednak zamierza sam wystawić swoją sztukę, jednak jego agent zdobywa pieniądze od gangstera Nicka Valenti. W zamian mafiozo chce, by jedną z ról zagrała jego dziewczyna Olive, której towarzyszy ochroniarz Cheech. Efekt prac przejdzie największe oczekiwania.

Woody Allen jest znany z błyskotliwego pióra, neurotycznego bohatera oraz ciekawych obserwacji na temat życia i całej tej reszty. Nadal mamy do czynienia z komedią, gdzie pojawiają się pytania o sztukę, jej rolę oraz roli mecenatu, a także satyrę na ludzi sztuki (nadętych i bujających w obłokach) i stylizację na kino gangsterskie. Ale spokojnie, Allen to nie Coppola czy Scorsese, więc go przemoc i zabijanie nie kręci (aczkolwiek strzelanin nie brakuje). Czy sztuka może być inspirowana życiem? I czy należy iść na kompromisy i łamać swoje przekonania? I jak daleko można się posunąć dla sztuki? – te ważkie pytania są podane w błyskotliwych dialogach, gdzie nie brakuje zarówno przemyśleń jak i humoru. W ogóle scenariusz jest jednym z najlepszych tekstów napisanych przez Allena w ogóle. Okraszone to jak zawsze jazzową muzyką (tutaj piosenkami z epoki), odtworzeniem realiów (scenografia i kostiumy robią wrażenie), jak i niezawodnej pracy kamery Carlo Di Palmy.

Jedno, co zawsze wyróżnia Allena to także świetnie dobrana obsada i obecność samego Allena. Tego ostatniego akurat tutaj zabrakło, ale i tak efekt jest piorunujący. Rolę typową dla Allena, czyli neurotycznego, pełnego wątpliwości inteligenta tutaj gra John Cusack i wypada więcej niż dobrze. Przekonująco pokazał wątpliwości Davida, który nie chce się sprzedać, ale jest bardzo krytyczny wobec prób wprowadzenia zmian. Dopiero po pewnym czasie odkrywa, że artystą się nie rodzimy, ale stajemy na skutek prób i ciągłego szukania. Jednak tak naprawdę trzy osoby przyćmiły i ukradły ten film – genialny Chazz Palminteri (gangster Cheech, w który pojawia się talent dramaturgiczny i staje się „cichym współautorem” sztuki, dla której jest w stanie zabić), wyborna Dianne Wiest (Helen Sinclair – podstarzała gwiazda żyjąca przeszłością) i bardzo dobra Jennifer Tilly (irytująca Olive – pozbawiona talentu i w dodatku wywyższająca się). Poza nimi pojawiają się tu m.in. Jim Broadbent (podjadający Warner Purcell), Rob Reiner (Sheldon Flender) i Joe Vitarelli (Nick Valenti).

Nie bez powodu „Strzały…” są uznawane za jeden z najlepszych filmów Allena. Tu wszystko jest dopracowane, dopięte i jest na bogato, zaś przyjemność z seansu jest ogromna. Kto nie widział, ten trąba.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Mężowie i żony

Judy i Gabe oraz Jack i Sally są przyjaciółmi, tworzącymi udane małżeństwa. Cała historia zaczyna się w momencie, gdy Jack i Sally oznajmiają im, że się rozstają.

Z krótkiego opisu wynika, że Allen obraca się wokół starych tematów i swoich obsesji (małżeństwa, związki, wzajemne relacje), ale tutaj jest bardziej poważny niż zazwyczaj. Owszem, czasem rzuci jakimś żarcikiem, ale nie nazwałbym tego filmu komedią. Nie brakuje wnikliwej i ciekawej obserwacji, przewrotności charakterów, choć działają one według schematu. Niby nic zaskakującego, ale jak zawsze ciekawie. Zaskakuje zaś forma realizacji: jest to po części dokument (rozmowy bohaterów z osobą spoza kadru), kamera się trzęsie i jest ciągle w ruchu jak w filmach Dogmy (tylko, że wtedy jeszcze Dogmy nie było), co wyróżnia od innych filmów tego reżysera.

Jeśli zaś chodzi o aktorów i postacie, są to ludzie zagubieni, nie zawsze wiedzący czego chcą, ale zawsze wzbudzający sympatię. Poza Allenem (Gabe) i Mią Farrow (ostatnie jej rola u Allena jako Judy – passive-agressive), którzy trzymają poziom świetnie wypadli Judy Davis (neurotyczna Sally), w dość nietypowej dla siebie roli znany reżyser Sydney Pollack (Jack), urocza Juliette Lewis (Rain, studentka Gabe’a, która sprowadza problemy facetom) i elegancki oraz staroświecki Liam Neeson (Michael).

Niby nie jest to nowy czy nowatorski film Allena, ale bez niego jednak ten świat byłby bardziej smutny.

7/10

Radosław Ostrowski

Alicja

Alice Tate jest młodą kobietą, która od 16 lat jest mężatką, ma dwoje dzieci, służbę i duże mieszkanie. Ale zaczyna jej doskwierać ostry ból pleców. Idzie do zalecanego przez znajomą chińskiego lekarza, dr Yanga. Mężczyzna przepisuje jej zioła. Od tej pory, jej życie zmienia się diametralnie. A nawet pojawia się pewnie mężczyzna.

alice1

Woody Allen ma to do siebie, że nawet jak wraca do starych tematów, robi to z gracją i wdziękiem. „Alicja” to znów opowieść o dawno stłumionych ambicjach, uczuciach, emocjach i dochodzeniu do samoświadomości. Przypomina to pod tym względem „Inną kobietę”, ale tutaj jest bardziej zabawnie. Działanie ziół jest bardzo zaskakujące – Alicja przechodzi zmianę, potrafi zniknąć, widzi swojego zmarłego męża. Nie brakuje tutaj humoru, Nowego Jorku, muzyki jazzowej (z zacięciem azjatyckim) i choć nie pojawia się tu sam Allen, to jego duch jest obecny, kolejny raz dając nadzieję bohaterom na zmianę swojego losu. Szkoda, że w realu tak nie działa.

alice2

Reżyser znów ściągnął znanych aktorów, a ci dali z siebie wiele. Mia Farrow w roli tytułowej to zagubiona kobieta, która czuje pustkę i jest nieszczęśliwa. Chce zmienić swoje życie, ale brakuje jej odwagi. Wizyty u dra Yanga (intrygujący i wyluzowany Keye Luke) pozwalają jej odzyskać siebie sprzed lat, choć nie jest to łatwy proces. Drugim istotnym bohaterem jest muzyk Joe grany przez sympatycznego Joe Mantegnę. Kochający swoją żonę, ale już po rozwodzie, budzi sympatię i jest prostolinijny. Poza tym triem, widzimy na ekranie m.in. Williama Hurta (oschły inteligent Doug), Aleca Baldwina (Ed, zmarły były partner), Judy Davis (Vicky, przyjaciółka Alicji) i Cybil Shephard (Nancy, producentka).

alice3

Allen w dobrej formie w kolejnym filmie z cyklu „Życie i cała reszta”. Niby nic zaskakującego, ale dobrze się to ogląda, świetnie zagrane i pozwala się zastanowić nad sobą.

7/10

Radosław Ostrowski