West Side Story

Hasło remake u wielu osób działa niczym płachta na byka, zwłaszcza w przypadku filmów uznawanych za klasykę. Zupełnie jakby miało doprowadzić do zniszczenia/skasowania/wysłania w niebyt oryginalnego filmu. Ale tak się nie dzieje, jeszcze. Tak też będzie w przypadku nowej wersji musicalu „West Side Story”, którą postanowił przygotować sam Steven Spielberg. Reżyser, który tak naprawdę może zrobić wszystko i NIC poza własną kreatywnością go nie ogranicza. Nie znam poprzedniej wersji z 1961 roku, więc nie będę bawił się w porównania, tylko opowiem o nowej adaptacji.

west side story1

Sama historia to osadzona w Nowym Jorku lat 50. wariacja na temat „Romeo i Julii”, zaś zamiast rodów mamy dwa gangi – białych Amerykanów (Jets) oraz bardziej opalonych Portorykańczyków (Rekiny). Romeo ma na imię Tony (Ansel Elgort) i był współzałożycielem gangu. Ale odsiadka go zmieniła, teraz jest na zwolnieniu warunkowym, więc żadna rozróba nie wchodzi w grę. Julia z kolei ma inne, piękne imię Maria (debiutantka Rachel Zegler), jest siostrą szefa gangu Rekinów. Obie strony są w stanie gotowości do konfrontacji, zwłaszcza iż okolica przeznaczona jest do rozbiórki, a nienawiść działa niczym paliwo w silniku rakietowym. Jeszcze bardziej sytuacja się rozkręci, gdy dojdzie do spotkania naszej parki. Trzecia wojna światowa wisi w powietrzu.

west side story2

Brzmi to jak coś banalnie prostego i nieskomplikowanego do zrobienia? Ale Spielberg nigdy wcześniej nie kręcił musicalu, więc było to zadanie do wykonania. Sam film jest tak klasyczny w formie, jak tylko jest to możliwe. Sporo tańca na ulicach (i nie tylko), równie sporo śpiewu (nagle i znienacka), a w tle niemal non stop przygrywa nieśmiertelna muzyka Leonarda Bernsteina. Brzmi jak coś bardzo archaicznego i pachnącego naftaliną, prawda? Niby powinno, ale Spielberg chyba ma jakiś układ z diabłem. Jego „West Side Story” czaruje od początku swoją młodzieńczą energią, w czym pomaga zarówno scenariusz, jak i świetne zdjęcia Janusza Kamińskiego: od bardzo imponującego początku przez bardzo żywiołową scenę taneczną w szkolnej potańcówce czy sekwencję podczas sprzątania sklepu z odzieżą.

west side story4

Do tego świata wskoczyłem od razu, świadomy konwencji i to była dla mnie największa niespodzianka. Spielberg bardzo przypomina do czego może doprowadzić zaślepienie, nienawiść oraz duma rozumiana jako pogarda wobec innych. Przemoc nakręca przemoc, więc nie ma tutaj miejsca na jakąkolwiek nić porozumienia czy sympatii. Obie strony nie znoszą tylko policjantów, co nie rozwiązuje problemu. A wszystko kończy się w brutalny, krwawy sposób. Trudno oderwać od tego oczy, bo wszystko jest zrobione po prostu świetnie: od choreografii przez scenografię, kolorystykę po muzykę oraz piosenki. Dość istotnym detalem jest fakt, że część dialogów jest w języku hiszpańskim. Ale nie są one tłumaczone, co wywoła sporą konsternację. Ale pasuje do tego świata.

west side story3

Aktorsko w zasadzie jest więcej niż porządnie, chociaż jedna osoba odstaje. Jest nią Ansel Elgort jako Tony. Nie chodzi o to, że źle śpiewa czy brakuje mu uroku, ale jest bardzo wyciszony. Chyba nawet za bardzo, przez co brakuje mu troszkę charyzmy i wyrazistości. Niby rozumiem, że to postać odmieniona, unikająca siłowej konfrontacji (nawet postawiony pod ścianą), ale tej postaci brakuje jakiejś wyrazistości, wewnętrznej siły, bym mógł uwierzyć w niego. Pod tym względem lepiej wypadali szefowie gangów, grani przez Mike’a Feista oraz Davida Alvareza. O wiele lepiej wypada partnerująca Rachel Zegler, dzięki swojej naturalności, szczerości oraz silnej determinacji. Niemniej czuć chemię między tą dwójką, co jest sporą niespodzianką. Ale prawdziwym sercem oraz bombą jest Ariana DeBose jako charakterna, zadziorna Anita. Nie można od niej oderwać oczu, nie zachwycać się jej energicznymi tańcami oraz śpiewem. Zachwycająca kobieta i najbardziej wyrazista postać, także w dramatycznych momentach pod koniec. Prawdziwy szok.

west side story5

Tak dobrego filmu Spielberg nie nakręcił od czasu „Przygód Tintina”. Pełen pasji, miłości do gatunku, szczerości oraz zadziwiająco świeży. I to wszystko przez twórcę po 70., co nie jest częstym zjawiskiem. Ten film przywrócił mi nadzieję, że ten reżyser jeszcze jest w stanie zaskoczyć oraz pokazać dawno schowany pazur.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Czwarta władza

Cała historia zaczyna się w Wietnamie. Trwa wojna, jest rok 1966. By opisać jej historię zostaje wysłany analityk korporacji Rand, Daniel Ellsberg. Po powrocie z kraju w 1969 roku mężczyzna podejmuje bardzo trudną i ryzykowną decyzję – wykrada z korporacji raport szefa Departamentu Obrony, Roberta McNamary (tzw. Pentagon Papers), robiąc fotokopie. Dwa lata później zaczyna przekazywać je do prasy. Biały Dom odkrywa przeciek i próbuje wszelkimi sposobami zablokować rozpowszechnianiu tych dokumentów. Wtedy do gry włącza się Washington Post, znajdujący się w dość trudnej sytuacji ekonomicznej.

czwarta_wladza1

Jak wiele osób, które tu zaglądają wiedzą, że jestem fanem Stevena Spielberga. Właściwie ten film, mógłby nie powstać, gdyby nie jeden drobny szczegół. Reżyser ukończył zdjęcia do filmu „Ready Player One”, trwały pracę nad post-produkcją i szukając czegoś do roboty, trafił na scenariusz Liz Hannah (lekko podrasowany przez odpowiedzialnego za skrypt do „Spotlight” Josha Singera), uznając ten materiał za interesujący. Szczególności temat dotyczący roli mediów.

Punktem zapalnym jest wyciek tajnego raportu, z którego wynika, że od czasów administracji Trumana planowano podjęcie interwencji w sprawie Wietnamu (wtedy Indochin) oraz fakt, iż wojna jest z góry skazana na przegraną. Mimo to jest kontynuowana, a opinia publiczna wprowadzona w błąd. I teraz zaczyna się pytanie: publikować, idąc na konfrontację z ludźmi władzy czy może zachowywać z nimi dobre kontakty? Sprawa jest o tyle istotna, że stawką jest reputacja tej (wtedy) lokalnej gazety z ambicjami na coś więcej oraz jej status finansowy.

czwarta_wladza2

Sam początek jest dość spokojny i ospały, a narracja jest prowadzona dwutorowo. Z jednej strony mamy szefową gazety – Katherine Graham (świetna Meryl Streep), która jest bardzo wycofaną, zagubioną kobietą, próbującą się odnaleźć w nowej roli, niejako zmuszona do tego (jej mąż popełnił samobójstwo). Otoczona doradcami, czyli facetami w średnim wieku, musi podjąć bardzo trudną decyzję (mocna scena rozmowy telefonicznej na kilka osób), a jej przemiana budzi uznanie i jest pokazana bez fałszu. Drugim bohaterem jest naczelny gazety, czyli Ben Bradlee („tylko” solidny Tom Hanks), szukający od dłuższego czasu jakiegoś dobrego materiału do gazety, uparcie dążącego do celu oraz hołdującemu prawu do wolności prasy. Te postacie rzadko się spotykają ze sobą, przez co na początku trudno wejść w rytm. Wszystko się zmienia w momencie znalezienia dokumentów oraz źródła, doprowadzając do przyspieszenia akcji oraz walki o publikację. Reżyser trzyma w napięciu (świetnie zmontowana scena „drukowania” tekstu od czcionek czy składanie raportu do kupy, bez numerowanych stron), parę razy bawi się montażem (kopiowanie dokumentów) i wykorzystuje archiwalne materiały (sceny z Białego Domu, gdzie „słyszymy” Nixona), prowokując do pytań o relację dziennikarz-polityk. Czy te strony mogą utrzymywać dobre relacje, czy można wykorzystać do roli informatorów, czy można posunąć się do manipulacji? To daje wiele do myślenia, ale odpowiedzi nie do końca są rzucane nachalnie.

czwarta_wladza3

Film ogląda się świetnie, także dzięki realizacji. W końcu to Spielberg, który zachowuje swój poziom. Kamera miejscami wręcz pędzi płynnie z postaci na postać, podkręcone montażem oraz zachowując realia lat 70. Bardzo miękkie, ładne kolory, miejscami surowa, realistyczna scenografia oraz stonowana muzyka w tle potrafi zbudować napięcie. Owszem, pod koniec jest lekko patetycznie (sceny w sądzie), a epilog wydaje się niepotrzebny. To na szczęście, nie psuje dobrego wrażenia.

Aktorsko też się trudno przyczepić, mając takie osoby w rolach głównych. Jednak drugi plan został całkowicie zdominowany przez fantastycznego Boba Odenkirka (Ben Bagdikan), dającego wiele energii oraz napięcia podczas tak pozornie drobnych scen jak rozmowa telefoniczna. Oprócz niego zobaczymy tak rozpoznawalne twarze jak Sarah Paulson (żona Bradlee’ego), Tracy Letts (Fritz Beebe, doradca Graham), Matthew Rhys (Daniel Ellsberg) czy Jesse Plemons (adwokat gazety).

czwarta_wladza4

Kiedy już straciłem nadzieję, że Spielberg wzniesie się pod swój solidny poziom, „Czwarta władza” przypomina, za co pokochałem tego filmowca. To film zrobiony na dobrym poziomie, z mocną obsadą oraz ponadczasowym tematem, będącym (w Stanach) dziwnie aktualnym. Szkoda, ze takich mediów już nie ma. A może są, tylko ich nie dostrzegłem?

7/10

Radosław Ostrowski

BFG: Bardzo Fajny Gigant

Dawno, dawno temu, choć właściwie nie tak dawno żyła sobie mała dziewczynka o imieniu Sophie. Mieszkała w londyńskim sierocińcu i była sama. Ciężko żyć samemu w takim nieprzyjaznym świecie bez rodziny i przyjaciół. Ale pewne nocy zostaje ona porwana przez wielkoluda. Olbrzym zwany Karłem mieszka w Krainie Olbrzymów i – zamiast zjadać ludzi niczym jego bardziej napakowani pobratymcy – hoduje rośliny oraz tworzy sny. Nawet w jego otoczeniu, dziewczynka nie może czuć się bezpiecznie.

bfg1

Steven Spielberg to filmowiec, który niczego nie musi już udowadniać, choć kino familijne konwencją przez niego wybieraną. Tym razem sięgnął po lubianego w Hollywood Roalda Dahla i balansuje między mrokiem a humorem. „BFG” to opowieść o niezwykłej przyjaźni między dziwacznie mówiącym olbrzymem (jego poprzekręcane słowa bawią) a delikatną, pewną siebie dziewczynką. Owszem, jest to przewidywalne, jednak ogląda się to całkiem nieźle. Spielberg ciągle wie jak czarować swoją wyobraźnią, po pokazuje niesamowita scena w Ogrodzie Marzeń, gdzie nasz gigant łapie sny wyglądające niczym świetliki i w swoim warsztacie tworzy kolejne obrazy. Ale pobratymcy naszego Karła wyglądają oślizgłe i mniej przyjemnie, nie tylko ze względu na buźkę oraz kupę mięsa. Wtedy potrafi być mrocznie i niepokojąco jak w scenie demolowania lokum BFG w celu schwytania dziewczynki.

bfg2

W całość zostaje na końcu wplatane… wojsko, co już zakrawa absurdem. W ogóle poczucie humoru to najsłabszy element filmu Spielberga, bo poza słownymi neologizmami jest slapstickowy zestaw gagów (rzucanie Karłem przez większych kolegów niczym piłką czy wizyta u królowej). Pal licho sam slapstick, ale już puszczanie bąków (dość spektakularne) nie jest zbyt fajne i bawiłby tylko najmłodszych. Ale czy będą chciały obejrzeć „BFG”? problem z tym filmem jest taki, że dla dzieci może być ten tytuł zbyt mroczny i przerażający, a dla starszego i dorosłego widza będzie zbyt nudne, mimo pierwszorzędnej realizacji.

bfg3

Sytuację częściowo ratuje duet aktorski, prowadzący całą historię od początku. Mark Rylance (komputerowo obrobiony BFG) bardzo dobrze oddaje naturę wrażliwego, delikatnego olbrzyma, skupiającego się na rzucaniu snów, a sposobem mówienia bardziej przypomina dziecko. Debiutująca na ekranie Ruby Barnhill (Sophia) naprawdę daje radę, tworząc ciekawe połączenie dojrzałości, uporu oraz ciepła.

bfg4

„BFG” nie stanie się raczej klasykiem kina familijnego, ale poniżej pewnego poziomu Spielberga nie schodzi. Szkoda, że ten film ma dość nierówne tempo i nie do końca wykorzystuje swój potencjał. To był ostatni scenariusz napisany przez zmarłą Melissę Mathieson (z nią Spielberg zrobił kultowe „E.T.”), ale całość jest nawet fajna.

6/10

Radosław Ostrowski

Most szpiegów

Rok 1959, okres zimnej wojny – jeden z najmniej przyjemnych w historii świata. Trwała brutalna i bezwzględna wojna wywiadowcza, gospodarcza i ideologiczna. Jednym z tych żołnierzy tej wojny jest mało znany i nierzucający się w oczy malarz, który tak naprawdę jest pułkownikiem KGB. Nazywał się Rudolf Abel. Kraj chce dać mu sprawiedliwy i uczciwy proces, więc szpieg dostaje adwokata – specjalistę od ubezpieczeń, Waltera B. Donovana. Mówiąc sprawiedliwy i uczciwy proces mam na myśli, że Abel zostanie skazany na śmierć, jak na porządnego szpiega przystało. I wtedy dochodzi do wolty, gdyż na terenie ZSRR zostaje zestrzelony amerykański pilot samolotu U-2. Rząd Moskwy proponuje wymianę, a pośredniczyć w negocjacjach ma Donovan. Miejsce wymiany oraz rozmów: wschodni Berlin.

most_szpiegow1

Nie muszę nikomu tłumaczyć, jak wielkim szacunkiem darze Stevena Spielberga. Jednak ostatnio reżyser tworzy kino, które trzyma świetny warsztat techniczny, jednak emocje gdzieś ulatują podczas seansu. Z „Mostem szpiegów” jest podobnie, gdyż jest to kino z ciekawą historią. Z jednej strony to dramat sądowy (pokazowy proces), gdzie na prawnika jest wytwarzana silna presja – otoczenia, kolegów z pracy, wreszcie CIA, by złamać go. Wiadomo, że być obrońcą wroga publicznego nr 1 oznacza zostanie wrogiem publicznym nr 2. Druga część filmu to kino szpiegowskie, gdzie zostajemy przeniesieni do NRD, gdzie już jest stawiany mur dzielący miasto na dwie części. Jest brudno, mrocznie i niebezpiecznie – gangi, tajna policja, gra wywiadów. Trudno się w tym połapać, a dodatkowo reżyser komplikuje całą intrygę, gdy pojawia się drugi zakładnik. Ale więcej wam nie powiem, zobaczcie to sami.

most_szpiegow2

Reżyser próbuje odtworzyć i pokazać młodemu odbiory, czym była zimna wojna. Czas niebezpiecznej psychozy oraz braku wzajemnego zaufania, gdzie liczy się tylko polityczny cel – przechytrzyć przeciwnika. Teoretycznie jest wszystko, co być powinno w tej produkcji: spokojne tempo, świetne zdjęcia i robiąca duże wrażenie scenografia (chodzi o Berlin – zniszczony, dziurawy i nieodbudowany) oraz przyjemna muzyka ze zmniejszoną dawką patosu. Nawet dobrze jest to zagrane przez niezawodnego Toma Hanksa, który wcielanie się w przeciętnego, amerykańskiego everymana ma opanowane do perfekcji, a lepszy jest tylko stonowany i wyciszony Mark Rylance (Rudolf Abel). Ale całość jest zimna i chłodna niczym zima w Berlinie, a napięcie siada od momentu przyjazdu. Wiadomo jak to się skończy, a momenty teoretycznie trzymające za gardło (kradzież płaszcza, przesłuchania pilota czy sama wymiana) zwyczajnie nużą. Czegoś tutaj zabrakło.

most_szpiegow3

Spielberg niby trzyma fason, ale serwuje zaledwie solidne rzemiosło, które jest tylko solidne i nic ponadto. Panie Spielberg, może pora zrobić sobie przerwę w roli reżysera?

6/10

Radosław Ostrowski

Steven Spielberg – 18.12

104813-004-A83C810CReżyser i producent filmowy. Tacy ludzie stworzyli Hollywood, jakie znamy dzisiaj. Nie ukończył żadnej szkoły filmowej, a wpływ na kino jaki miał w latach 70. i 80. jest bezcenny i nie podlegający jakiejkolwiek dyskusji. W latach 70. należał do grupy reżyserów z brodą (poza nim byli to: George Lucas, Francis Ford Coppola, Martin Scorsese i Brian De Palma), którzy prezentowali swoje filmy, dyskutowali o kinie i doradzali w rożnych kwestiach. Spore sukcesy osiągnął też jako producent, realizując m.in. „Goonies” (1985), „Powrót do przyszłości” (1985), „Piramidę strachu” (1985) czy ostatnio „Super 8” (2011).

Poza tym Spielberg jest zdobywcą 3 Oscarów, 2 Złotych Globów, 2 nagród BAFTA, Złotej Palmy w Cannes (za scenariusz) i pięciu nagród Saturna przyznawanych przez Akademię Science-Fiction, Fantasy i Horroru (tak, jest takie gremium). I zawsze otacza się sprawdzoną ekipą współpracowników – operatorem Januszem Kamińskim, scenografem Rickiem Carterem, montażystą Michaelem Kahnem oraz kompozytorem Johnem Williamsem. Warsztatowy perfekcjonista, dbający zawsze o warstwę audio-wizualną – jeden z tych twórców, który miał wpływ na dzieciństwo wielu widzów, w tym mnie.

Ranking filmografii Stevena Spielberga, od najgorszych do najlepszych tytułów: 

Miejsce 31. – Terminal (2004) – 4/10

Film miał prosty, ale ciekawy pomysł – bohaterem był mężczyzna, który zostaje niejako uwięziony na lotnisku z powodu zamachu stanu w swoim kraju nie może wejść do USA, ani wrócić do domu. I niejako zamieszkuje w terminalu lotniczym, jednak całość jest zbyt bajkowa i przemielona w przeciętną, nudną komedię romantyczną. A bohater, grany przez Toma Hanksa jest tak prostoduszny, że robią się mdłości.

Miejsce 30. –  Kolor purpury (1985) – 5/10

Pierwsza ambitna produkcja Spielberga opowiadająca o losach Celii Walker – czarnoskórej kobiety, która była bita, maltretowana i psychicznie niszczona przez swojego męża. Film w planach miał poruszyć ludzi losem czarnych oraz ich ciężkie losy. Problem w tym, że zwyczajnie to nie angażuje, a wizualnie niebezpiecznie zahacza o kicz. Film pamiętany jako przegrany gali oskarowej oraz jako debiut aktorki Whoopi Goldberg.

Miejsce 29. – Zaginiony świat: Park Jurajski (1997) – 6/10

Drugie wejście na wyspę pełną dinozaurów. Tym razem sceptyczny dr Ian Malcom ma nie dopuścić, by dinozaury trafiły do miasta, co ma uczynić syn właściciela parku rozrywki. W porównaniu z pierwszą częścią, jest to wtórna historia z ogranymi schematami, raczej irytującymi bohaterami (zwłaszcza Julianne Moore jest nie do zniesienia), a widok dinusiów nie robi takiego wrażenia jak poprzednio.

Miejsce 28. – Monachium (2005) – 6/10

Kolejny ważki film Spielberga, tym razem o izraelskiej akcji odwetowej za zamach terrorystyczny na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium. Techniczna perfekcja, dynamiczne sceny akcji i stylistyka lat 70., to mocne plusy. Na minus bohaterowie, którym trudno kibicować oraz emocjonalnych chłód podczas seansu i łopatologiczne odpowiedzi na pytania o sens walki z terroryzmem, za pomocą ich metod.

Miejsce 27. – Most szpiegów (2015) – 6/10

Pozornie historia mniej znana, ale kompletnie nie ciekawa. Bohaterem jest prawnik Walter Donovan, który podejmuje się obrony sowieckiego szpiega znajdującego się w USA. Po zakończeniu proces jeden z amerykańskich pilotów rozbija się w ZSRR, zaś adwokat ma pośredniczyć w wymianie więźniów. Kolejna porządna robota (zwłaszcza scenografia i wygląd Berlina robią wielkie wrażenie), a aktorsko film kradnie niezawodny Mark Rylance.

Miejsce 26. – Imperium Słońca (1987) – 6/10

Młody chłopak zostaje jeńcem w japońskim obozie podczas II wojny światowej. Oparta na autobiografii Jamesa Ballarda film jest drugim ambitnym projektem Amerykanina. Nadal świetny technicznie warsztat, ale i niemal obojętność emocjonalna. Plusem jest świetny debiut Christiana Bale’a i John Malkovich w roli cwanego i obrotnego więźnia. Ale to za mało, by mówić o dobrym filmie.

Miejsce 25. – BFG: Bardzo Fajny Gigant (2016) – 6/10

Spielberg próbuje znowu wejść w buty kina familijnego. Tym razem jest to historia małej dziewczynki, która poznaje pewnego giganta, specjalizującego się w tworzeniu snów. Jednak jego pobratymcy woleliby dziecko zjeść. Film jest dziwną efemerydą, która balansuje między humorem (dość slapstickowym, z pierdzeniem – tego po Spielbergu się nie spodziewałem) a mrocznym klimatem. I tak w zasadzie nie wiadomo, do kogo miałby być skierowany. Pięknie wygląda, Mark Rylance sprawdza się w roli tytułowej, ale coś tu zgrzyta.

Miejsce 24. – Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki (2008) – 6,5/10

Choć czwarta część przygód archeologa-awanturnika uważana jest za najgorszą i niepotrzebną część cyklu, nie jest aż tak tragiczna i daje całkiem niezłą rozrywkę. Jednak oparcie całej intrygi na elementach nadprzyrodzonych (tutaj Lucas namieszał) i mocno widoczne efekty komputerowe psują przyjemność z seansu. Jednak dziadek Ford trzyma fason, Cate Blanchett znakomicie sobie radzi w roli czarnego charakteru, a powrót jednej z postaci był największą niespodzianką in plus.  

Miejsce 23. – Lincoln (2013) – 7/10

Tym razem Spielberg podjął się bardzo ryzykownego zadania opowiedzenia o najbardziej amerykańskim z prezydentów, najbardziej lubianym i traktowanym niemal jak wzór – Abrahamie Lincolnie. A dokładniej o jego walce, by znieść niewolnictwo. Warsztatowo bez zarzutu, Daniel Day-Lewis i Tommy Lee Jones rozsadzają ekran swoją obecnością, a sceny dobijania politycznych targów potrafią utrzymać w napięciu. Dobra robota.

Miejsce 22. – Czas wojny (2011) – 7/10

Końska epopeja o zwierzaku, który walczył na frontach I wojny światowej, by wrócić do domu. Typowe familijne dzieło, które nie boi się pokazywać okrucieństwa wojny. Piękne plastycznie, subtelnie pokazujące brutalne sceny (wyjątkiem jest zaplątanie konia w drut kolczasty), koń wygląda pięknie i jest znakomity, a ludzie są tylko tłem dla tej opowieści. Ale i tak pozostaje to udanym i ciekawym filmem.

Miejsce 21. – Na zawsze (1989) – 7/10

Pilot samolotów gaszących pożary w lasach ginie podczas akcji. Trafia do zaświatów i wraca na Ziemię, by być inspiracją dla nowego pilota. Pech sprawia, że to młodzik, który zastępuje go u boku jego żony. Brzmi jak melodramat? Bo tak jest i o dziwo dobrze się ogląda, co jest zasługą świetnych zdjęć lotniczych oraz bardzo przekonującego Richarda Dreyfussa. I jeszcze ostatnia rola Audrey Hepburn.

Miejsce 20. – Czwarta władza (2017) – 7/10

Tym razem prawdziwa historia dziennikarzy Washington Post, którzy docierają do dokumentów dotyczących wojny w Wietnamie. Tylko, że publikacja może doprowadzić do wojny z Białym Domem, a Katherine Graham po raz pierwszy musi wejść w buty jako szefowa gazety. Sam początek jest wręcz ospały, ale pozwala poznać bohaterów. Dopiero w połowie film zaczyna przyspieszać, a napięcie gwałtownie rośnie. Streep z Hanksem w rolach głównych potwierdzają klasę, jednak film kradnie Bob Odenkirk jako jeden z dziennikarzy. Tak dobrego filmu Spielberg nie miał od lat.

Miejsce 19. – E.T. (1982) – 7/10

Film o spotkaniu dziecka z kosmitą, który chce wrócić do domu. Mój problem chyba polega na tym, że ten film obejrzałem po raz pierwszy jako dorosły, a nie dziecko, więc nie zrobiło to na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Nie zmienia to faktu, że polubiłem tego przybysza, a „E.T. phone home” potrafi wzruszyć. Produkcja dobra i skierowana do zdecydowanie młodszego odbiorcy.

Miejsce 18. – Wojna światów (2005) – 7/10

Uwspółcześniona wersja powieści Herberta George’a Wellsa z przyzwoitym Tomem Cruisem w roli głównej. Widowiskowy, z kapitalnymi efektami specjalnymi oraz scenami destrukcji. Nie brakuje tutaj napięcia, chociaż jest ono dawkowane stopniowo i subtelnie. Może rozczarowywać finał i średni drugi plan (z wyjątkiem Tima Robbinsa), ale to mocny tytuł.

Miejsce 17. – Amistad (1997) – 7/10

Kolejny głos Spielberga w kwestii czarnych, a dokładniej niewolników. Niewolnicy statku Amistad zabili załogę i próbowali wrócić do domu, ale zostali schwytani przez straż graniczną i mają być sądzeni w USA. Ale w sprawę angażuje się właścicielka statku – królowa Hiszpanii. Bardzo solidny dramat sądowy z pięknymi zdjęciami Kamińskiego oraz – typową dla reżysera – lekcją obywatelską, którą psuje pod koniec patos. Jednak aktorzy robią swoje (zwłaszcza McConaughey, Hounsou i Hopkins), muzyka jest znakomita i jest zachowane dobre tempo.

Miejsce 16. – Park Jurajski (1993) – 7/10

Pierwsze spotkanie z dinozaurami. Drobna kontrola parku, w którym uczestniczą naukowcy wymyka się spod kontroli, gdy zabezpieczenia przestają działać. Nie brakuje suspensu, dinozaury wyglądają imponująco, ale obecnie jest to zaledwie dobrym thrillerem. Plus niezawodny Sam Neill przypominający troszkę Indianę Jonesa oraz dowcipnego Jeffa Goldbluma i solidnym Richardem Attenboroughem.

Miejsce 15. – A.I.: Sztuczna inteligencja (2001) – 7/10

Spielberg mierzy się z niezrealizowanym projektem Stanleya Kubricka. Baśniowa odyseja androida o wyglądzie dziecka w poszukiwaniu własnego domu, gdyż jego właściciele zostawili go po wybudzeniu ze śpiączki swojego pierworodnego. W podróży towarzyszy mu miś oraz robot-żigolak. Troszkę sentymentalna, ale chwytająca za serce opowieść o sensie człowieczeństwa z dość zaskakującym finałem. Do tego świetny Haley Joel Osmond i Jude Law w rolach głównych.

Miejsce 14. – Sugarland Express (1974) – 7,5/10

Prawdziwa historia młodej pary skazańców, którzy uciekają z więzienia, porywają policjanta i chcą odzyskać swoje dziecko. Tragikomedia, która aż zastanawia (jak to się mogło wydarzyć), ma sympatycznych bohaterów, piękne zdjęcia, gorzki finał i będącą w życiowej formie Goldie Hawn. Naprawdę ktoś łudził się, ze to się dobrze skończy?

Miejsce 13. – Raport mniejszości (2002) – 7,5/10

Czarny kryminał w sosie SF. W przyszłości policja będzie w stanie powstrzymać zbrodnię, zanim do niej dojdzie, w czym pomagają trzej jasnowidze. Wykrywają, ze szef policji ma popełnić morderstwo. Świetny klimat, mroczne zdjęcia, dynamiczne sceny akcji i pytania o stosowanie wszelkiej inwigilacji. Plus przyzwoity Tom Cruise i wyborny Colin Farrell w roli tropiącego agenta FBI.

Miejsce 12. – 1941 (1979) – 7,5/10

Najbardziej nieobliczalna i szalona komedia, doprowadzająca do absurdu psychozę na punkcie inwazji Japonii na ziemię USA. Wielowątkowa fabuła, stereotypowe postacie, podteksty erotyczne, szaleni wojskowi, honorowi Japończycy – oj, dzieje się wiele, a całość polana parodystycznym sosem spod znaku Mela Brooksa. Plus brawurowe aktorstwo (Aykroyd, Belushi, Mifune, Ned Beatty, Christopher Lee, Treat Williams), szalona bójka w mieście i wariacki humor. Debiut scenariuszowy Roberta Zemeckisa.

Miejsce 11. – Złap mnie, jeśli potrafisz (2002) – 8/10

Prawdziwa historia Franka Abignale’a – oszusta i fałszerza czeków, którego przez lata ścigało FBI. Inteligentna, dowcipna i trzymająca w napięciu opowieść, zrealizowana w sposób elegancki i stylowy. Pomysłowe, chociaż proste sztuczki oszusta, jego czar (DiCaprio rządzi) gwarantują świetną rozrywkę, a pojedynek miedzy DiCaprio a Tomem Hanksem jest prowadzony na wysokim poziomie.

Miejsce 10. – Hook (1991) – 8/10

Wariacja na temat „Piotrusia Pana”, który jako dorosły musi wrócić do Nibylandii, by odzyskać porwane przez kapitana Haka swoje dzieci. Pochwała wyobraźni zrealizowana w iście baśniowym stylu, ciepłym humorem oraz epicką muzyką Johna Williamsa. Do tego brawurowy Robin Williams i wyborny Dustin Hoffman jako podstępny kapitan Hak. Takie baśnie chcemy oglądać chętnie.

Miejsce 9. – Indiana Jones i Świątynia Zagłady (1984) – 8/10

Drugie spotkanie z dzielnym archeologiem, który tym razem mierzy się z kultem bogini Kali i ma odzyskać święte kamienie. Mroczniejsza od poprzedniczki (wyrywanie żywego sera zostanie w pamięci na długo), ale równie dynamiczna i efektowna przygoda, niepozbawiona humoru i szalonych scen akcji (finał w kopalni czy na drewnianym moście).

Miejsce 8. – Pojedynek na szosie (1971) – 8/10

Świetny debiut, w którym Spielberg pokazuje jak zwykła sprzeczka na drodze może zmienić się w walkę na śmierć i życie. Jest wszechobecny strach, tajemniczy kierowca ciężarówki budzących strach (nigdy nie poznajemy jego twarzy) oraz poczucie bezsilności. Film godny samego Alfreda Hitchcocka i nie ma w tym przesady.

Miejsce 7. – Poszukiwacze zaginionej Arki (1981) – 8,5/10

Narodziny legendarnego bohatera popkultury i jego pierwsze starcie z nazistami. Jest wszystko to, co w filmie przygodowym być powinno: pomysłowo zainscenizowane sceny akcji, które niczym kostki domina osiągają gigantyczne rozmiary, poczucie wielkiej przygody (akcja przenosi z miejsca na miejsce), rozmach przestrzenny. Może i to wydaje się komiksowe, ale nadal dostarcza rozrywki najwyższego sortu, a Harrison Ford jest idealny w roli naukowca-awanturnika.

Miejsce 6. – Przygody Tintina (2011) – 8,5

Pierwsza animacja od Spielberga. Dziennikarz Tintin wpada na trop wielkiego skarbu związanego ze statkiem Jednorożec i rodem Baryłków. Skarb jednak chce dostać Sacharyn, więc zaczyna się wyścig z czasem. Piękna kreska, klimat niczym z kolejnych przygód Indiany Jonesa, nieprawdopodobne sceny akcji (genialny pościg na rynku), bardzo dobry dubbing (także polski) i wielka przygoda. Czegóż chcieć więcej?

Miejsce 5. – Szczęki (1975) – 8,5/10

Film, który zrobił zły PR rekinom i doprowadził do intensywnych polowań na te zwierzęta. Mimo upływu lat, „Szczęki” nadal trzymają w napięciu i chwytają za gardło i czuć inspirację „Moby Dickiem”. Genialne role Roya Scheidera, Richarda Dreyfussa i Roberta Shawa, budująca napięcie muzyka Johna Williamsa i znakomita reżyseria Spielberga. Tylko w finale widać, ze rekin to nie rekin.

Miejsce 4. – Bliskie spotkania trzeciego stopnia (1977) – 9/10

Niby film SF, ale oglądałem jak rasowy kryminał. Historia człowieka, który doświadczył czegoś niewytłumaczalnego (UFO) i próbuje na własną rękę to rozwiązać. Poza nim robi to też francuski naukowiec Claude Lacombe. Niesamowita atmosfera, poczucie tajemnicy i nieśmiertelna scena pierwszego kontaktu. Takich rzeczy się nie zapomina.

Miejsce 3. – Szeregowiec Ryan (1998) – 9/10

Najkrwawszy film Spielberga, który jeszcze nigdy nie pokazywał wojny w ten sposób. Pamiętna scena lądowania w Normandii to nie jedyny mocny punkt tego filmu. Grupka wojaków dostaje zadanie sprowadzenia jednego ze swoich do domu, co budzi pytania o sens rozkazu. Krwawe sceny batalistyczne, rzucające widza w sam środek zawieruchy, genialnie sfilmowane przez Kamińskiego, dynamicznie zmontowane robi tak imponujące wrażenie, że nie jest w stanie zniszczyć tego patos. Tak wojny nikt wcześniej nie pokazywał.

Miejsce 2. – Indiana Jones i ostatnia krucjata (1989) – 9/10

Indiana po raz trzeci i znów musi uratować świat przed nazistami, którzy chcą upolować św. Graala. A żeby było jeszcze trudniej, porywają ojca Indy’ego. Destylat całego przygodowego stylu Spielberga: dynamiczna akcja, szczypta humoru, genialna muzyka Johna Williamsa i idealne zakończenie dla całej trylogii. Plus świetnie pokazana geneza Indy’ego oraz kapitalny Sean Connery jako prof. Henry Jones.

Miejsce 1. – Lista Schindlera (1993) – 9/10

Pierwszy głośny film o Holocauście w Polsce, dodatkowo nakręcony w naszym kraju. Oparty na bestsellerze Thomasa Kennally’ego historia niemieckiego biznesmena, który uratował tysiące Żydów przez zagładą nadal porusza emocjonalnie. Genialna reżyseria, niesamowite czarno-białe zdjęcia, mistrzowska muzyka Johna Williamsa oraz życiowe role Liama „Jeszcze nie posiadającego wyjątkowych umiejętności” Neesona, Ralpha Fiennesa oraz Bena Kingsleya. Zdecydowanie najlepszy Spielberg.

Tak układa się moja lista the best of Spielberg. A jakie są wasze opinie o tym reżyserze i jego filmach? Serdecznie zapraszam do komentowania i podawania własnych rankingów.

Radosław Ostrowski

Czas wojny

Pierwsza wojna światowa zbliża się wielkimi krokami. A w Devon życie toczy się dość spokojnie. Na małej farmie Narracotów, stary Ted wykupuje (za dość spora sumę) konia, który ma pomóc w gospodarstwie, choć nie wygląda na takiego. Jednak dzięki nauce i determinacji syna Teda, Alberta udaje się na ugorze zasadzić buraki. Jednak burza niszczy zbiory, co zmusza starszego Narracota do sprzedania konia armii. Tak zaczyna się odyseja zwierzaka zwanego Joey.

czas_wojny1

Steven Spielberg kręcąc „Przygody Tintina” zrobił wszystkim wielka niespodziankę. „Czas wojny” to jednak powrót reżysera do sprawdzonych elementów, gdzie miesza pełnokrwisty dramat z elementami kina obyczajowego i wojennego. Przychodzi do głowy określenie „epicki fresk”, gdyż rozmach jest ogromny, sceneria bardzo plastyczna (nawet pole bitwy i okopy wyglądają pięknie). Końska odyseja potrafi poruszyć, choć jest trochę mocno sentymentalna. Po drodze koń będzie trafiał z różnych stron konfliktu (od Anglików do Niemców i francuskich cywili), by mógł powrócić do swojego pana. Nie brakuje tu odrobiny humoru (próby zaorania ziemi), wiary w człowieczeństwo mimo okoliczności (Niemiec z Anglikiem na ziemi niczyjej wyciągają wspólnie konia z drutu) oraz pokazywania wojny przedstawiającej ludzi pokazujących się z najlepszej strony mimo nie najlepszych okoliczności. Należy też docenić fakt, że sceny batalistyczne zostały zrobione w klasycznym stylu, bez efektów komputerowych, a zwierzęta grają tak naturalnie dzięki pomocy swojego talentu oraz treserów.

czas_wojny2

Głównymi aktorami są tutaj naprawdę zwierzęta, ze szczególnym uwzględnieniem Joeya (elegancki i bardzo pięknie się porusza) oraz epizod gąsiora. Reszta to tak naprawdę element dekoracji nie pozbawiony bardzo znanych twarzy jak Emily Watson, Peter Mullan, David Thewlis, Tom Hiddleston czy Benedict Cumberbatch. Wszyscy poradzili sobie naprawdę przyzwoicie, tworząc bardzo wyraziste postacie mając do dyspozycji kilka lub nawet kilkanaście minut. To naprawdę wyczyn potwierdzający ich umiejętności.

czas_wojny3

Może to nie jest najlepszy film Spielberga i na pewno nie jest to najlepszy film wojenny, ale Spielberg poniżej pewnego poziomu po prostu nie schodzi. Taki jest ten amerykański reżyser.

7/10

Radosław Ostrowski

Przygody Tintina

Dziennikarz Tintin to jeden z najbardziej znanych postaci francuskiego komiksu (obok Asterixa, Lucky Luke’a i Mikołajka). Tym razem niestrudzony detektyw i poszukiwacz przygód stanie przez kolejną tajemnicą. Wszystko zaczyna się od kupna modelu statku „Jednorożec”, który zostanie skradziony.

tintin1

Każdy reżyser – nawet z największym doświadczeniem – jest w stanie zaskoczyć. Steven Spielberg tym razem postanowił nakręcić film animowany, który jest stricte przygodową propozycją. I mamy to, czego zabrakło w ostatniej części Indy’ego: dynamiczną akcję zmieszana z humorem i brawurą, pomysłową oraz precyzyjnie budowaną intrygę, obietnicę wielkiej przygody. I wszystkie te obietnice zostają dotrzymane. Sama animacja, z wykorzystaniem techniki motion capture jest po prostu cudowna i niemal realistyczna. Mówię niemal, bo postacie wyglądają trochę sztucznie, natomiast cała reszta – scenografia, kostiumy, morze, pustynia – są wręcz zachwycające i dopieszczone na maksa. Poezja po prostu. Same sceny akcji po popis nieskrępowanej wyobraźni twórców – pościg za Sacharyną po mieście, gdzie dochodzi do nieprawdopodobnych popisów akrobatycznych, pojedynek na żurawie w finale – to tylko drobne atrakcje serwowane przez Spielberga oraz szalonych scenarzystów: Joe Cornisha (reżyser „Ataku na dzielnicę”, gdzie kosmici walczyli z… blokowiskiem), Edgara Wrighta („Hot Fuzz”) i Stevena Moffatta („Sherlock” i „Doktor Who”). Czuć wielką formę oraz energię, a także techniczny popis (fantastycznie zmontowane sceny wspomnień kapitana Baryłki), co w przypadku Spielberga jest standardem.

tintin2

Swoje też zrobili aktorzy dubbingowi. W przypadku oryginału zatrudniony takich aktorów jak Jamie Bell, Andy Serkis czy Daniela Craiga. Ale polski dubbing też wypada dobrze, co jest zasługą reżyserii Bartka Wierzbięty oraz dobrego tłumaczenia (zwłaszcza wyzwiska Baryłki – małe perełki). Przyzwoicie sobie z rola dziarskiego Tintina poradził sobie Grzegorz Drojewski, jednak tak naprawdę cały film skradł brawurowo poprowadzony Baryłka przez Andrzeja Chudego. Walczący z klątwą oraz swoją słabością do picia Baryłka jest postacią tragikomiczną, która stopniowo odzyskuje swoją godność. Siła komiczna jest niezdarny duet policjantów: Tajniak i Jawniak (Krzysztof Dracz i Sławomir Pacek), a najsłabiej wypada Grzegorz Wons jako Sacharyn, który nie do końca pasuje i nie wywołuje przerażenia.

tintin3

Niemniej muszę stwierdzić jedno: „Przygody Tintina” to wielki powrót Spielberga do kina gatunkowego i to z najwyższej półki. Świetna animacja, perfekcyjna reżyseria oraz wielka zabawa niepozbawiona odrobiny moralizatorstwa (jednak nie robionego na siłę). Znakomita robota i chcemy więcej takich cudownych filmów. Zakończenie sugeruje ciąg dalszy, na który czekam z niecierpliwością.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki

Profesor Henry Joner Jr. zwany też Indym był jednym z najważniejszych herosów popkultury czasów, gdy byłym młodym chłopcem. Ale od jego ostatniej przygody minęło 18 lat, kiedy pojawiły się wieści, że wraca. Pojawiły się wątpliwości, czy dadzą radę, a może dojdzie do zbezczeszczenia legendy. Ale po kolei, bo sprawa wygląda tak:

indy41

Lata 50. Profesor Jones, pułkownik amerykańskiego wywiadu zostaje porwany przez komunistów kierowanych przez dr Irinę Spalko do znalezienia jednego przedmiotu z mitycznej Strefy 52. Mimo prób wyjścia z sytuacji, Indy zostaje oskarżony o sympatyzowanie z komunistami oraz wyrzucony z uczelni. I w drodze na pociąg poznaje młodego chłopaka, Mutta Williamsa proszącego go o pomoc w odnalezieniu matki oraz przyjaciele, profesora Oxleya. A przy okazji będą szukać mitycznej Kryształowej Czaszki.

indy43

Muszę przyznać, że w ogóle pomysł zrobienia kolejnej opowieści o niezmordowanym archeologu, tym razem walczącym z komunistami, ogląda się naprawdę nieźle. Częściowo udaje się zachować klimat wielkiej przygody, zachowano te same dźwięki bicza, walenia pięściami, nadal są łamigłówki, bijatyki i szalone akcje na złamanie karku. I nawet Harrison Ford – mimo upływu lat – trzyma formę i nadal jest tym samym, łobuzerskim twardzielem. Jednak największym problemem jest warstwa wizualna. W założeniu seria o dzielnym archeologu, była stylizacją na kino przygodowe lat 30. i 40., a Janusz Kamiński stara się naśladować Douglasa Slocombe’a. Poza tym bardzo mocno widać masę efektów komputerowych – od świstaków przez mrówki a kończąc na statku kosmicznym. No właśnie – element wzięty z SF niespecjalnie pasuje do całej konwencji, wywołując dezorientację. Ale – jak już przyznałem na początku – to kawał niezłego kina ze sprawdzonymi schematami, odrobiną humoru i widowiskowej akcji.

indy42

Jeśli zaś chodzi o obsadę, to jest tutaj zaskakująco dobrze. Ford mimo lat nadal trzyma dobrą formę i on zostanie na zawsze tym Indym, którego pokochano na początku. Drugą mocną kartą jest niezawodząca Cate Blanchett jako główny łotr do pokonania, czyli zajmująca się parapsychologią dr Spalko. Wczuła się w cała konwencję, a jej akcent wschodzi jest po prostu świetny. Całkiem nieźle zaprezentował się niejaki Shia LaBeouf, stylizowany na Marlona Brando z „Dzikiego” Mutt. Ale dla mnie największym zaskoczeniem było pojawienie się Karen Allen, czyli Marion Ravenwood (pamiętacie „Poszukiwaczy”). Jeśli myślicie, że z wiekiem zmienił się jej charakter, to jesteście w błędzie. Nadal jest krewka, pewną siebie twardą kobietą z charakterem, co widać w ciągłych kłótniach z Indym. Cała reszta obsady (Ray Winstone, John Hurt i Jim Broadbent) jest solidna jak zawsze.

indy44

Od początku było wiadomo, że nie da się przeżyć starcia z wielka legendą, jaką stała się trylogia Indiany Jonesa. Ale muszę przyznać, że Spielberg wyszedł z tej konfrontacji obronną ręką. Naprawdę niezłe przygodowe kino, trochę pachnące starym stylem, choć nie pozbawionym idiotyzmów – tak jak w poprzednich częściach. Więc jesteście gotowi na przygodę?

6,5/10

Radosław Ostrowski


Monachium

Rok 1972, trwają Igrzyska Olimpijskie w Monachium. I to właśnie podczas nich palestyńscy terroryści z organizacji Czarny Wrzesień porwali 9 izraelskich sportowców jako zakładników i zabijając wcześniej dwóch. Podczas próby odbicia zakładników na lotnisko dochodzi do krwawej jatki, podczas której giną wszyscy. To wiemy wszyscy, ale kilka tygodni po tym wydarzeniu Mossad zaplanował akcję odwetową „Gniew Boga” – likwidacje 11 szefów Czarnego Września oraz ich najbliższych współpracowników przez 4-osobową grupkę kierowaną przez młodego Avnera.

monachium1

Nie można Stevenowi Spielbergowi, że podejmuje się trudnych tematów. Po 11 września pytania o metodę walki z terroryzmem stały się bardzo aktualne, a historia opisana w książce przez George’a Jonasa, od której mocno odcina się izraelski wywiad. I tutaj wydaje się być to spore pole do rozważań etycznych, pokazując przy okazji bezsensowność całego przedsięwzięcia. Izrael zabija palestyńskich terrorystów, Palestyńczycy mordują Izrael, miejsce przywódców zajmują kolejni jeszcze gorsi, bardziej bezwzględni i brutalni. I czy jest jakakolwiek szansa na pokój na Bliskim Wschodzie? No właśnie. Jednak poza politycznymi opowieściami, trzeba przyznać, że Spielberg nadal potrafi kręcić trzymające w napięciu sceny akcji, które są dynamicznie zmontowane i precyzyjnie fotografowane przez – stylizującego na lata 70. – pracy Janusza Kamińskiego, także scenografia robi jak najlepsze wrażenie.

monachium4

Jednak problem pojawia się w momencie, gdy Spielberg mówi wprost, o co mu chodzi. Widać to najbardziej w budowaniu postaci, które mówią w sposób nie do końca wiarygodny (od momentu pojawienia się wątpliwości w słuszność swoich działań), bardziej jakby to byli polityczni adwersarze, a nie koledzy. I mimo grania przez tak uznanych aktorów jak Ciaran Hinds (Carl), Daniel Craig (Steve) czy Mathieu Kassovitz (pirotechnik Robert) nie udaje ich zabarwić i uczłowieczyć. Udaje się to dopiero granemu przez Erica Banę Avnera, na którym skupia się cała opowieść. Przy okazji reżyser pokazuje też, że z tajnych służb można wyjść albo będąc kompletnym paranoikiem bojącym się wyjść albo zabitym ew. dalej pracować dla nich.

„Monachium” potwierdza świetnie wyczucie technicznego rzemiosła Spielberga, jednak nie do końca jesteśmy w stanie się zaangażować w całą opowieść. Trochę szkoda, ale może jeszcze Amerykanin pokaże na co go stać, bo stać go naprawdę na wiele.

6/10

Radosław Ostrowski

Wojna światów

Ray Ferrier jest zwykłym robotnikiem pracującym w porcie. Po rozwodzie kontakt z dziećmi ma tylko w weekendy. I ten jego dość spokojny dzień zostanie przerwany przez dość dziwną burzę, z której wychodzą trójnogie maszyny. A ich celem jest eksterminacja całej ludzkości.

wojnaswiatow1

Steven Spielberg od lat kojarzy się z kinem SF. Tym razem postanowił uwspółcześnić klasyczna powieść Herberta George’a Wellsa o ataku kosmitów na Ziemię. Oczywiście, obcy kolejny raz zaatakują Amerykę (bo na niej skupia się prawie cała akcja), jednak szala zwycięstwa wydaje się przejść na stronę przybyszów, których żadna broń nie jest w stanie zniszczyć. Widać pewną rękę reżysera w prowadzeniu opowieści i budowaniu napięcia prostymi środkami, co widać zarówno w scenie pierwszego ataku trójnogów czy w kryjówce u byłej zony Raya. Całość jest bardzo mroczna, choć twórcy unikają jak ognia pokazywania brutalności i przemocy. Ale wizja niszczonego świata i opustoszałej ludzkości buduje klimat samotności, opuszczenia i bezsilności. Samo rozwiązanie i finał niczym nie zaskakują, ale całość jest naprawdę solidna i bardzo dobrze się to ogląda – to widowisko takie, jakie być powinno.

wojnaswiatow2

Niestety, jeśli chodzi o grę aktorską już tak dobrze nie jest. Tom Cruise próbujący zerwać z maską superherosa w zdesperowanego i nieradzącego sobie w roli ojca faceta wywołuje co najwyżej niechęć, a grająca córka Dakota Fanning na początku jest nawet zabawna, ale jej krzyki i piski rozdrażniłyby nawet świętego. Jedynym aktorem wybijającym się z reszty dość przeciętnego aktorstwa jest świetny Tim Robbins w roli Harlana Ogilvy’ego, który próbuje podjąć walkę z kosmitami. Cała reszta nie zwraca na siebie uwagi.

wojnaswiatow3

„Wojna światów” potwierdza świetną rękę Spielberga do tworzenia niepokojących wizji i budowania suspensu. Jednak cała reszta nie robi już aż takiego wrażenia. Po prostu solidna, rzemieślnicza robota.

7/10

Radosław Ostrowski