Bone Tomahawk

Miasteczko Bright Hope na Dzikim Zachodzie to taka spokojna okolica, gdzie dzieje się niewiele. Do czasu, gdy pojawia się tajemniczy nieznajomy. Przed wejście zakopuje swoje rzeczy, co dostrzega zastępca rezerwowy szeryfa, Chicory. Szeryf, po krótkiej rozmowie, zatrzymuje podejrzanego strzałem w kolano. Sprawa wydawałaby się załatwiona, a podejrzany – razem z lekarką i zastępcą szeryfa Nickiem – zostaje w celi. Jednak następnego dnia areszt okazuje się pusty. Na miejscu zostaje tylko strzała indiańska. Szeryf Hunt decyduje się rozpocząć pościg, w czym wspierają go zastępca Chicory, mąż porwanej – Arthur O’Dwyer i rewolwerowiec Brooker.

bone_tomahawk1

Debiutujący reżyser S. Craig Zahler postanowił odświeżyć na swoją modłę western, który ostatnio wrócił do łask. Opowieść wydaje się do bólu klasyczna i zmierzająca do prostego celu: odbić swoich, zabijając po drodze Indiańców. Ale to nie są zwykli Indianie, bo są biali i nie tylko zabijają innych swoimi nożami z kości, ale też ich zjadają. Western idący ręka w rękę z horrorem? Tego jeszcze nie było, co bardzo odświeża ten gatunek. Wielu może odstraszyć surowa realizacja i dość wolne tempo całości, ale trudno nie docenić tego mrocznego klimatu, towarzyszącego wędrówce do siedliska zła. A im dalej, tym bardziej krajobraz staje się nieprzyjazny, przypominający wypaloną, zniszczoną ziemię. Noc jest tak ciemna, że za nią może czaić się zło albo złodzieje kradnący konie.

bone_tomahawk2

Dodatkowo każdy z bohaterów tej grupy jest kimś innym, a zadanie nie scala tej grupy, ale pokazuje silne różnice charakterów, jak i metod działania. I wszystko to zmierza do krwawego, mocnego finału, gdzie wszelkie okrucieństwa nie zostaną nam oszczędzone (włącznie z pokazaniem wnętrzności) – to nie jest film dla ludzi o słabych nerwach. To mogę wam obiecać.

bone_tomahawk3

Dodatkowo „Bone Tomahawk” jest fantastycznie zagrane. Klasą w sobie jest Kurt Russell, dla którego western nie jest niczym nowym, a postać twardego szeryfa potwierdza umiejętności tego aktora. Pozytywnie zaskakuje Patrick Wilson jako zdeterminowany mąż porwanej, który mimo złamanej nogi konsekwentnie zmierza do celu, a Richard Jenkins jako niezdarny Chicory wnosi też odrobinę humoru. Prawdziwą rewelacją i perłą okazuje się Matthew Fox. Aktor znany z serialu „Lost” tutaj wciela się w cynicznego rewolwerowca Bookera, który wiele widział i wiele zabijał. Ironiczny, bezwzględny i pewny siebie facet, z którym lepiej nie zadzierać.

bone_tomahawk4

„Bone Tomahawk” odświeża opowieści o kowbojach, mieszając z kinem grozy, gdzie napięcie jest mocno odczuwalne. I mimo zaledwie dwóch milionów dolców budżetu, powstał jeden z najlepszych westernów ostatnich lat. Więc pogłoski o śmierci tego gatunku są mocno przedwczesne.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Nienawistna ósemka

Zima, śnieżyca – takiego śniegu nawet za oknem u mnie nie widać. Jedzie powóz, by się schronić przed zamiecią, a w nim łowca nagród John Ruth zwany „Wisielcem” oraz idąca na szafot Daisy Domergue, której głowa jest warta 10 tysięcy dolarów, a ich finałowym przystankiem jest Red Rock. Po drodze, choć nie bez oporów, do powozu dołącza czarnoskóry major Marquis oraz nowy szeryf Red Rock, Chris Mannix. W końcu zatrzymują się w sklepiku prowadzonym przez Minnie, gdzie na miejscu są nowi goście. Jak wiadomo, im większy tłok, tym spora szansa na trupy oraz wzięcie Daisy jako łupu.

nienawistna_osemka1

Znowu western made by Quentin Tarantino, gdzie jest wydestylowany styl pokręconego Amerykanina. Czyli błyskotliwe, zaprawione czarnym humorem, krwawymi strzelaninami i… wyczekiwaniem na dalszy rozwój wypadków, zaskakujących wolt. Dodatkowo okraszona trzymającą w napięciu muzyką Ennio Morricone (po raz pierwszy zatrudniony), podziałem na rozdziały oraz przewrotnym finałem. Niemniej film dzielił się w moich oczach na dwie części. Pierwsza to dojazd do sklepiku i pierwszy trup, a druga to coś w rodzaju dochodzenia i ustalenia, co jest nie tak. Kolejne elementy układanki zaczynają się sklejać, sam dałem się wciągnąć w tą grę, jednak poczułem pewne rozczarowanie.

nienawistna_osemka2

Z czego to wynika? Na pewno nie z postaci, pięknie sfotografowanych plenerów (te góry) czy dialogów. Początek obiecywał wiele, ale zdarzały się momenty zbędnego postoju – żart z zamykaniem drzwi przez wbijanie desek za drugim razem nie śmieszy, czołówka z krzyżem czy częste bicie Daisy przez Rutha. Ale w połowie atmosfera gęstnieje, trudno przewidzieć wypadki (z wyjątkiem przedostatniego rozdziału), retrospekcje nakręcają całą akcję. Wtedy opowieść o nienawiści i rasizmie a’la Sergio Leone uderza mocnymi ciosami, zaskakuje obserwacjami oraz wiarygodną psychologią bohaterów.

nienawistna_osemka3

No i tutaj mamy koncertowe aktorstwo, gdzie każdy z bohaterów błyszczy. Nie ważne czy to Kurt Russell jako brutalny i troszkę prymitywny John Ruth (i jeszcze te wąsy!!!), wyborny Samuel L. Jackson (cwany i przewidujący major Marquis), małomówna Jennifer Jason Leigh czy brawurowy Walton Goggins w roli zgrywającego chojraka szeryfa Mannixa. Jeszcze są dawno nie widziani u Tarantina Tim Roth w stroju zakoszonym Christophowi Waltzowi z „Django” (kat Oswaldo Mobray) i Michael Madsen (tajemniczy Joe Gage), wracający do świetnej dyspozycji. I jeszcze zaskakuje pozytywnie Channing Tatum (Jody).

nienawistna_osemka4

Powiedzmy to sobie wprost – Tarantino stał się marką samą w sobie, realizującą filmy na pułapie nieosiągalnym dla zwykłych wyrobników. „Nienawistna ósemka” mimo pewnych wad, to Tarantino z wysokiej półki, gdzie większość klocków stoi równo. No i ten śnieg, taka zima – niekoniecznie z silnym mrozem, czy można chcieć więcej?

8/10

Radosław Ostrowski

Zjawa

Początek XIX wieku, gdy Stany Zjednoczone zaczęło tworzyć swoją potęgę.  Naszego bohatera poznajemy podczas polowania – Hugh Glass to traper i przewodnik grupy kierowanej przez kapitana Henry’ego, której zadaniem jest upolowanie zwierzyny, by mieć z czego zrobić mięso i skóry. Niestety, wszystko nie idzie po myśli naszych dzielnych Jankesów, gdyż zostają zaatakowani przez Indian z plemienia Arikarów. Osłabieni, zdziesiątkowani i zmęczeni ludzie, próbują wrócić do obozu, zakopując po drodze część swojego łupu. I wtedy Glass zostaje zaatakowany przez niedźwiedzia, a bez niego grupka nie da rady przejść.

zjawa1

Alejandro Gonzaleza Inarritu pokochałem za rewelacyjnego „Birdmana”. Tym razem postawił za cel opowiedzenie czegoś, co nazwałbym artystycznym kinem zemsty. Cała ta opowieść zostaje rozbita na co najmniej dwa wątki. Pierwszy związany jest z Glassem, jego walką o życie. Drugi dotyczy niejakiego Fitzgeralda, który miał się zająć rannym przewodnikiem (za sowitą opłatą), ale zostawia go na pastwę losu, wsadzając do symbolicznego grobu. Są jeszcze przebijający się ludzie Henry’ego oraz polujący Arikarowie, którzy poszukują zaginionej córki wodza. Te wszystkie wątki Meksykanin próbuje scalić i stworzyć z tego epicki fresk o bezwzględności człowieka, jego mrocznej naturze oraz podłości, do jakich jest zdolny. Ale całościowo „Zjawa” bardziej rozczarowuje, co wynika z kilku czynników.

zjawa2

Po pierwsze, nadmiar tych wątków nie pozwala w pełni im się rozwinąć. Przeskakiwanie z postaci na postać wywołuje konsternację i rozbija – tak już nierówne – tempo. Po drugie, Inarritu pozwala sobie polać to wszystko sosem pełnym oniryzmu, co najbardziej przebija się w scenach „wizji” nawiedzających Glassa. Samo w sobie nie jest niczym złym, jednak tutaj te repetujące ujęcia oraz słowa wypowiadane przez zmarłą żonę, tylko drażnią i sprawiają wrażenie zbędnego balastu. Jednak jeśli coś wbija w fotel, to monumentalne zdjęcia Emmanuela Lubezkiego. Zarówno piękne ujęcia przyrody, jak i niemal filmowane w jednym ujęciu sceny akcji (pierwsza walka z Indianami, ucieczka Glassa na koniu zakończona skokiem w przepaść) zapadają mocno w pamięć, podobnie jak przypominająca sen – bardziej koszmar – muzyka.

zjawa3

Reżyseria chaotyczna, scenariusz nierówny, oprawa audio-wizualna kapitalna, to co w takim razie z obsadą? Jest, ale nie na tyle mocna, by powalczyć o najważniejsze nagrody. To, że Leonardo DiCaprio fantastycznym aktorem jest, wiem od kilku lat. Tutaj w roli Glassa radzi sobie dobrze i widać w jego oczach ból oraz żądzę zemsty. Czy to jednak rola warta Oscara, którego ten aktor powinien był dostać dawno temu? Moim zdaniem nie. Wystarczy zestawić rolę Glassa z Jordanem Belfortem („Wilk z Wall Street”), by zobaczyć różnicę. Znacznie ciekawszy jest Tom Hardy jako zdrajca Fitzgerald – pragmatyczny, myślący o własnym zysku, bez względu na cenę. Powinniśmy go znienawidzić, ale trudno nie przyznać mu racji. Intrygująca postać, która kradnie każdą scenę.

zjawa4

„Zjawa” wydawała się być szansą na otrzymanie epickiego filmu z krwawą wendettą w tle. Zamiast magnetyzować, porywa tylko momentami. Ma kilka świetnych ujęć i scen, ale jako całość nie porywa. Może z innym reżyserem na pokładzie. Może.

6/10

Radosław Ostrowski

Wybawiciel

Dania kojarzy się przede wszystkim z Duńczykami, baśniami Andersena i gangiem Olsena. Kristian Levring chce, by Dania kojarzyła się także… z westernem. Dzisiaj opowieści o kowbojach nie są tak popularne jak kiedyś, ale nie znaczy to, że nie przestano ich kręcić.

wybawiciel1

Akcja toczy się w 1871 roku, kiedy po przerwanej wojnie z Prusami, Duńczycy zaczęli przybywać do USA, by znaleźć swój kawałek ziemi. Jednym z nich jest Jon, który po siedmiu latach sprowadza do kraju żonę i syna. Jednak podczas jazdy dyliżansem, współtowarzysze wyrzucają Jona z powozu, zabijają syna oraz gwałcą jego żonę. Na szczęście to ostatnia rzecz, jaka zrobili w tym życiu, gdyż Jon dopada i zabija sprawców. Na jego nieszczęście, jeden z napastników jest bratem terroryzującego okolicę, Delarue. To można rozstrzygnąć tylko w jeden sposób.

wybawiciel2

Już po tym opisie można stwierdzić, że to będzie klasyczny western, gdzie wiadomo kim są ci dobrzy, kim źli i jak całość się skończy. Z jednej strony zachwyca strona plastyczna (nocna jazda dyliżansem) oraz oświetlenie, z drugiej drażni przewidywalność i brak oryginalności. Napięcie czuć dopiero w finałowej konfrontacji, gdzie w ruch idą karabiny, rewolwery oraz noże. Intryga jest prosta, a stawka jest bardzo jasna od początku (chodzi o wykupienie ziemi, pod którą jest ropa) i początek zwyczajnie przynudza. Levring czerpie garściami z klasyki gatunku, dodając od siebie piach, krew i brud. Ale to już widziałem setki razy.

wybawiciel3

Poza zakończeniem wybija się dobre aktorstwo. Dla wielu to może być jedyna szansa zobaczenia Madsa Mikkelsena w kowbojskim wdzianku (on jest tym dobrym i gra go w typowy dla siebie, minimalistyczny sposób). Wspiera go wyrazisty Jeffrey Dean Morgan (brutalny i bezwzględny Delarue, czyli typowy szwarccharakter z wąsem oraz czarnym stroju) oraz nietypowo obsadzona Eva Green („księżniczka”, niemowa i szwagierka Delarue). I tylko dla tej trójki warto zobaczyć ten duński western.

6/10

Radosław Ostrowski

Propozycja

Byli sobie bracia Burns, którzy w Australii robili to, co zazwyczaj się robi – gwałcą, zabijają, palą i rozrabiają. Charlie i Mikey zostali schwytani przez policję, ale największy zwyrodnialec – Arthur zwiał. Szef policji, kapitan Stanley składa Charliemu propozycję z rodzaju takich nie do odrzucenia. Ma w ciągu 9 dni (do Świąt Bożego Narodzenia) znaleźć i zabić Artura albo Mikey zostanie powieszony.

propozycja1

Western to gatunek, który czasy świetności ma już dawno za sobą, a opowieści o kowbojach nie są w stanie niczym już zaskoczyć widza. Jednak australijski filmowiec John Hillcoat postanowił przenieść się z Dzikiego Zachodu do kolonialnej Australii, by z pomocą scenariusza Nicka Cave’a opowiedzieć mroczną historię o sprawiedliwości, zemście i upadku człowieka. Jednak „propozycja” klimatem bardziej przypomina „Bez przebaczenia”, choć jest bardziej oniryczna niż film Eastwooda. Jest sporo piachu, pustynne plenery, które wywołują poczucie bezsilności oraz wrażenie, że Australia to „zapomniana przez Boga dziura”. Akcja strasznie się tu wlecze, oszczędne dialogi trafiają czasami punkt (wypowiedź o wyższości Anglików nad reszta świata), a wszędzie są trupy, muchy i zwłoki. Może to przyprawić wielu o ból głowy, a osoby nie przyzwyczajone do łamania konwencji danego gatunku, doprowadzi do znużenia i bezsilności. Nie ma tutaj prostego podziału na dobrych i złych, a brutalny finał pozostanie w pamięci na długo. Ale nie wszyscy do tego finału wytrzymają, gdyż monotonne tempo oraz jako taki brak akcji, zadziała usypiająco.

propozycja2

Po części sytuację ratuje niezłe aktorstwo. Przyzwoicie prezentuje się Guy Pearce i Danny Huston jako bracia Burns, jednak film kradnie wyborny Ray Winstone. Jego kapitan Stanley po pragmatyczny i trzeźwo myślący oficer, który próbuje wprowadzić porządek na brytyjską modłę. Jednak nie jest szanowany ani przez swoich ludzi ani zwierzchników. Drugą barwną postacią jest grany przez Johna Hurta łowca głów Jellon Lamb. Spokojny, opanowany i bardzo oczytany sprawia na początku wrażenie pijaczka. Ale to tylko pozory.

propozycja3

„Propozycja” jest intrygującą ofertą dla fanów westernu, jednak niewiele wspólnego ma z tym gatunkiem. Dla odważnych i otwartych na nowe horyzonty gatunkowe.

propozycja4

6,5/10

Radosław Ostrowski

Bez przebaczenia

William Munny kiedyś był parszywym draniem, który mordował kobiety, dzieci i mężczyzn, a alkohol bardzo mocno mu towarzyszył. Jednak wtedy poznał Claudię, ożenił się z nią i porzucił dawne życie zostając farmerem, nawet gdy ona zmarła. Po dwóch latach w miejscowości Big Whiskey zostaje oszpecona prostytutka, a kara wobec sprawców była nieadekwatna. Koleżanki zebrały trochę pieniędzy i wyznaczyły nagrodę za zabicie sprawców. Munny za namową Scofielda Kida, decyduje się wziąć udział w tym przedsięwzięciu.

bez_przebaczenia1

W latach 90. mówiło się, że western zmarł i nie ma już niczego nowego do opowiedzenia. To przekonanie przełamał najpierw Kevin Costner ze swoim „Tańczącym z Wilkami”, jednak to dwa lata później Clint Eastwood zrealizował swoje arcydzieło. Film pachnie klimatem dzieł z lat 70., gdzie wszystkie wartości na Dzikim Zachodzie wywróciły się do góry nogami, a prawi i dzielni herosi byli wielkim mitem. Pozornie w tym filmie nic się nie dzieje – tempo jest zabójczo wolne, a reżyser skupia się bardziej na psychice swoich bohaterów. Są to ludzie, którzy kiedyś zajmowali się zabijaniem, ale ustabilizowali się, dostosowując się do nowych czasów – spokoju, postępu i stabilizacji. Wielu z nich jest prześladowanych przez duchy swoich ofiar („anioł śmierci”, o którym wspomina Munny), inni próbują przywdziewać maski twardzieli (Scofield Kid). Nie ma tutaj prostych podziałów na tych dobrych i złych, przemoc jest bardzo realistyczna i dla wielu z nich niemal beznadziejna (ostrzał w kanionie, zabicie jednego z oprychów w toalecie), a każdy ma swój własny kodeks moralny, którym wyznacza swoje zasady. A jednocześnie w postaci W.W. Beauchompa (pisarza) Eastwood pokazuje bezkrytyczne tworzenie mitów wobec Dzikiego Zachodu, przepisując nie do końca prawdziwe historie swojego pracodawcy, Anglika Boba. Jest to pewne ostrzeżenie oraz próba powiedzenia, ze nie należy wierzyć wszystkim opowieściom bezkrytycznie.

bez_przebaczenia2

Technicznie film przypomina klasyczne opowieści, choć przez 90% wydarzeń nie dzieje się nic. Nie brakuję pięknych krajobrazów (jazda przez pola zboża), ale w sporej części dominuje mrok lub ciemne chmury. To tylko potęguje bardzo brudny i realistyczny klimat, które nie jest w stanie nawet załagodzić muzyka (temat Claudii to perełka) – brutalnie i ostro Eastwood rozprawia się z westernem oraz jego zafałszowaniami.

bez_przebaczenia3

Także od strony aktorskiej film jest po prostu znakomity. Eastwood obsadza siebie w roli Munny’ego i jest troszkę inny niż zwykle – bardzo spokojny, opanowany i prześladowany przez demony. A jednocześnie mocno przekonany o swojej przemianie dzięki swojej żonie. Jednak dr House powiedziałby: „Ludzie się nie zmieniają”, bo finał bardzo mocno pokazuje, że Munny nie zmienił się – nadal potrafi zabijać i jest bezwzględny w tym. Bardzo zaskakująca i znakomita to kreacja. Podobnie jest z Nedem granym przez Morgana Freemana, który chwali się swoja krwawą przeszłością, że jeszcze może zabijać. Tak naprawdę to on się zmienił, co pokazała strzelanina w kanionie. Jest jeszcze trzeci zabijaka – Scofield Kid (bardzo dobry Jaimz Woolvett), który tak naprawdę jest bardzo wrażliwym facetem i udaje twardziela. Perła jest tutaj znakomity Gene Hackman – jego szeryf Maly Bill to facet, który stosuje prawo według własnego uznania, a jednocześnie pokazuje Beauchampowi prawdę o Dzikim Zachodzie. Marnym jest cieślą, a najbardziej boi się marnej śmierci. Mimo to jest bardzo mocno przekonany o swojej sile oraz władzy.

bez_przebaczenia4

Clint Eastwood tym filmem odrodził western, który jeszcze przez parę lat sobie pożyje, ale już potem nie wrócił do takiej formy jak kiedyś. To po prostu wielkie kino, pozbawione praktycznie jakiejkolwiek wady. Po prostu arcydzieło w swoim gatunku i nie tylko.

10/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda


Niesamowity jeździec

Mała osada Carbon Canyon jest zamieszkana przez poszukiwaczy złota, którzy mają na pieńku z właścicielem miejscowej kopalni, niejakim LaHoodem. Bogaty potentat próbuje wykurzyć mieszkańców zastraszając ich. Wtedy w miasteczku na skutek modlitw pojawia się tajemniczy nieznajomy Kaznodzieja. Ratując życie jednemu z mieszkańców, zaczyna jednoczyć ich.

niesamowity_jezdziec1

Lata 80. dla westernu były czasem posuchy i zapomnienia. Nagle w 1985 roku pojawiły się dwie produkcje, które na pewien czas wskrzesiły ten gatunek. Było to lekkie i przygodowe „Silverado” Lawrence’a Kasdana oraz omawiany tutaj „Niesamowity jeździec” Eastwooda. Film Eastwooda jest hołdem złożonym klasykom tego gatunku ze wskazaniem na „Jeźdźca znikąd” George’a Stevensa, gdzie pojawia się tajemniczy przybysz pomagający zwykłej rodzinie. Reżyser podobnie rozwija fabułę, jednak powoli zmierza w kierunku ostatecznej konfrontacji. Po drodze dostajemy ładne plenery, tajemnicza przeszłość głównego bohatera, odrobinę akcji i strzelaniny (zwłaszcza na samym końcu z obowiązkowym pojedynkiem jeden na jeden), biblijne cytaty oraz pewną nadzieję. Wszystko to wygląda więcej niż solidnie, muzyka dopełnia całości i ogląda się to dobrze, jednak czegoś mi zabrakło, by postawić ten film obok klasyków gatunku. Sam nie wiem czego.

niesamowity_jezdziec2

Eastwood troszkę zaskakuje, choć  przypomina troszkę rolę z „Mściciela” – tajemniczy, małomówny człowiek. Kim on jest? Na początku widzimy, że umie się bić, dopiero gdy wchodzi do domu Hulla Barreta dostrzegamy koloratkę na szyi. Eastwood księdzem? Przez większość filmu nawet nie nosi żadnej giwery i wypowiada więcej słów niż kiedykolwiek. A to jest naprawdę sporo. Drugim wyrazistym bohaterem jest Hull (Michael Moriaty) – uparty, niemal bezmyślnie trzyma się swojego kawałka ziemi i nie zamierza jej opuścić, bo słuszność jest po jego stronie. Po prostu chce zapewnić byt swojej rodzinie, czyli konkubinie oraz jej córce, Megan. Czarny charakter (solidny Richard Dysard) jest bardzo czarny i uparcie wierzący w siłę pieniądza. Ale przekona się, ze za pieniądze nie można kupić wszystkiego.

niesamowity_jezdziec3

Tym filmem Eastwood zwyżkuje swoją formę po niezłych komediach oraz powrocie do roli inspektora Callahana. Nakręcił naprawdę dobry film i jeden z lepszych westernów lat 80., ale najlepsze miało jednak dopiero nadejść, jednak nie uprzedzajmy faktów.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Bronco Billy

Kim jest Bronco Billy – facet, który uważa się za najszybszego kowboja na Dzikim Zachodzie? Tak naprawdę jest szefem trupy cyrkowej, w której prezentuje różne sztuczki z czasów westernowych. Ale nie mają łatwo – brakuje asystentki w najtrudniejszych trickach (koło fortuny). I wtedy do trupy – nie do końca z własnej woli – trafia Antoinette Lilly, którą opuścił mąż.

Bronco_Billy2

Po robieniu zadymy, zabijaniu oraz cedzeniu ostrych słów, Clint Eastwood tym razem postanowił zrobić lekką komedię. Film ten jest miły i sympatyczny, pokazując dość jarmarczną formę Dzikiego Zachodu, a jednocześnie jest to pochwała konserwatywnych wartości z lojalnością i przyjaźnią na czele. O dziwo ogląda się to całkiem nieźle, co jest zasługą zarówno scen z pokazów (solidnie nakręconych oraz dynamicznie zmontowanych), fajnych postaci, chociaż sam scenariusz jest dość luźny i oparty na schemacie przyjazd-pechowa sytuacja-występ-wyjazd. Nie brakuje tutaj odrobiny humoru („napad” na pociąg czy troszkę szalony finał), który ratuje sytuacji oraz odrobiny akcji w postaci bijatyki w barze, jednak całość jest bardzo lekka, niemal familijna. Czuć tutaj pewną nostalgię i sentyment za Dzikim Zachodem, troszkę wyidealizowanym, gdzie wszystko było proste i jasne, a jednocześnie jest to ubrane w komedię romantyczną. Może i jest przewidywalna, ale miło się ogląda.

Bronco_Billy1

Sam Clint choć jest troszkę łagodniejszą wersją samego siebie, daje radę w roli Bronco. Jednak Clint parę razy serwuje swoje charakterystyczne oblicze, ale w zasadzie to porządny i fajny facet. I po raz pierwszy przekonałem się do Sondry Locke, która raczej wywołuje irytację, jednak jako rozkapryszona dziewczyna próbująca się odnaleźć w tym całym cyrku radzi sobie przyzwoicie. Ta dwójka ciągnie ten film, ale nie można nie wspomnieć Scatmana Crothersa (Doc Lynch – będący kimś w rodzaju impresario), Geoffreya Lewisa (podstępny mąż John Arlington) oraz Billa McKinneya (mistrz lassa – Lefty LeBow).

Bronco_Billy1

Miła i sympatyczna komedia, która przy browarze może być dobrym towarzyszem. Lekka i dość przyjemna rozrywka zabarwiona odrobiną nostalgii.

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Wyjęty spod prawa Josey Wales

Josey Wales to zwykły farmer, który pracuje na roli, ma żonę oraz syna. Jednak jego farma zostaje zaatakowana przez żołnierzy Unii, którzy palą mu dom oraz zabijają jego rodzinę. Dołącza do oddziału związanego z Konfederatami, zabijając żołnierzy Unii. Ale kiedy wojna się kończy oddział poddaje się – poza Walesem. Kapitulacja zmienia się w krwawą jatkę, z której uchodzi tylko Fletcher, który zostaje zmuszony do pościgu za Walesem.

josey_wales1

Clint Eastwood w końcu doszedł do wniosku, że do twarzy mu naprawdę jest tylko z giwerą – Coltem albo Magnum. Wybrał to pierwsze i nałożył kapelusz, tworząc przy okazji jeden z najciekawszych westernów w historii. W opowieści z zbiegu mamy wiele wątków – zemstę, niezagojone rany, chciwość, odkupienie i strzelanie. Sporo strzelania. Przy okazji, Brudny Eastwood kolejny raz odmitologizuje Dziki Zachód, gdzie wartości opiewane przez Johna Wayne’a i jemu podobnych okazały się pustymi frazesami – obietnice są łamane (godne traktowanie kapitulującego oddziału), rządzi przemoc i siła (próba gwałtu na kobiecie), a Indianie są pozbawieni swojej duszy oraz ziemi przez „cywilizowanych” białych ludzi (historia wodza Samotnego Wilka). Nie brakuje tutaj surowych oraz pięknych plenerów, sama opowieść toczy się spokojnym tempem, a kilka mocnych epizodów zostanie w pamięci. Jednocześnie jest to kino antywojenne, pokazujące destrukcyjną siłę konfliktu. Nie mogło też zabraknąć strzelanin, pokazujących umiejętności strzeleckie Eastwooda, jednak emocje oraz ponury klimat są tak silne, że mimo pewnych naiwności (nieśmiertelny Clint) angażuje.

josey_wales2

Sam Eastwood ma troszkę więcej do pokazania jako aktor. Pozornie Josey to typowa dla Eastwooda postać mściciela, dla którego zabijanie staje się jedynym sensem życia. Zdradzony przez kumpla (świetny John Vernon) jest cwanym i sprytnym twardzielem, ale okazuje się niepozbawionym wrażliwości gościem (widać to w rozmowie z Wodzem Dziesięć Niedźwiedzi), któremu nie obca jest empatia. Równie niezawodny jest Chief Dan George w roli Samotnego Wilka, który został ucywilizowany przez Amerykanów. Postać ta pokazuje nie tylko traktowanie Indian przez dumnych Jankesów, ale jest też symbolem przemijania. Żeby jednak nie było tak słodko – jest jedna aktorka nie dająca rady. To Sondra Locke, która (bardzo sztucznie) wcieliła się w Laurę Lee, niedoszłą ofiarę gwałtu.

josey_wales3

To pierwszy film Eastwood, który mocno zahacza o arcydzieło w jego dorobku reżyserskim. Dojrzały, głęboki, z klimatem oraz trafną obserwacją czasów tuż po wojnie secesyjnej. Zobaczyć po prostu trzeba.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Mściciel

Miasteczko Lago leży gdzieś na Dzikim Zachodzie, gdzie znajduje się dochodowa kopalnia złota. I właśnie tutaj przybywa tajemniczy jeździec znikąd, którego imię pozostaje do końca zagadką. Podczas drobnego spięcia zabija trzech ludzi, którzy mieli chronić kopalnię oraz miasteczko. Właściciel kopalni oraz burmistrz z szeryfem decydują się zatrudnić nieznajomego, by zabił trzech mężczyzn, którzy wyszli z więzienia i planują zemstę. W zamian za władze na miastem, rewolwerowiec zgadza się.

msciciel1

Po swoim debiucie Clint Eastwood nie odpuścił reżyserowania i postanowił się zmierzyć z gatunkiem, w którym czuł się naprawdę dobrze – westernem. Ale postanowił przeszczepić stylistykę spaghetti westernów i nadać jej odrobinę metafizyki, potęgowaną przez oniryczną muzykę. Pozornie tylko Lago wydaje się typowym miasteczkiem z szeryfem na pokładzie, hotelem, kościołem oraz damą do towarzystwa. Poza tym są Indianie oraz Meksykanie stanowiący mniejszość i są też tak traktowani. Jednak są to tylko pozory, gdyż mieszkańcy ukrywają bardzo mroczną tajemnicę związana z linczem oraz morderstwem, ale więcej wam nie powiem (i tak już powiedziałem za dużo). Całość jest bardzo mroczna, Eastwood obnaża hipokryzje oraz tchórzostwo mieszkańców, którzy niemal bez sprzeciwu zgadzają się na warunki nieznajomego (owszem, podejmują próbę zabicia go, ale dość nieudolną). Trzeba wygonić ludzi z hotelu, by miał gdzie mieszkać? No problem. Kolejka dla wszystkich? Świetnie. Rozebrać stodołę? Ekstra. Zgwałcić kobietę? Nie ma sprawy, on ma władzę, jest bezkarny.

msciciel2

W to wszystko zostaje wpleciona scena linczu, gdzie po raz pierwszy mamy okazję zobaczyć heroizm mieszkańców oraz to, jak honor, moralność i uczciwość są tylko i wyłącznie słowami, pozbawionymi jakiegokolwiek znaczenia. Finałowa konfrontacja z dominującą czerwienią, napisem HELL oraz bardzo gorzkim zakończeniem daje wiele dróg do interpretacji.

msciciel3

Kim jest tajemniczy rewolwerowiec grany przez niemal małomównego Clinta Eastwooda (skąd my znamy to wcielenie?)? Bezwzględnym i prymitywnym zabijaką? Aniołem sprawiedliwości? Głosem tłumionego przez mieszkańców sumienia? A może samym diabłem obnażającym hipokryzję? Pozostali aktorzy prezentują dobry poziom, jeśli chodzi o grę, jednak tak naprawdę zwracamy uwagę na Brudnego Eastwooda.

„Mściciel” jest znacznie lepszym filmem od debiutu, jednak osoby szukające dynamicznej akcji, strzelanin oraz zadymy mogą poczuć się lekko rozczarowani. Osoby szukające mniej konwencjonalnych westernów powinny znaleźć coś dla siebie. Nie wiem czy ten film oglądał Sergio Leone, ale mógłby być dumny.

7,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda