Maria i Tomek są młodym małżeństwem, które spodziewa się dziecka. Pozornie nie brakuje im niczego, żyją dobrze, sporo zarabiają i wydają się szczęśliwi. Jednak kiedy podczas ciąży kobieta zostanie zgwałcona przez swojego szefa – prezydenta miasta, wywołuje to oddalenie się małżonków.
Polskie kino zazwyczaj nie jest zbyt pochlebnie traktowane zarówno na swoim podwórku jak i poza granicami kraju jest ledwo zauważalne. Sławomir Fabicki jednak podjął się próby stworzenia filmu obyczajowego, lekko inspirując się dorobkiem Krzysztofa Kieślowskiego. Jednak nie ma tutaj ani emocjonalnego szantażu, słodzenia czy popadania w przesadną skrajność, tylko mamy parę w dość trudnej sytuacji. Pytanie czy wyjdą z tego wzmocnieni, a może dojdzie do rozpadu? To już musicie sami ocenić, bo napięcie jest tutaj naprawdę wysokie, realizacja jest na dobrym poziomie (stonowane kadry, solidny montaż, choć zauważalny jest brak muzyki i nie najlepszy miejscami dźwięk). Zaś cała relacja między bohaterami jest zagrana w sposób subtelny i bardzo delikatny, ale bardzo emocjonalny. Jest ponuro i mroczno, ale jednak pozostaje pewna nadzieja pod koniec.

W dodatku całość jest naprawdę dobrze zagrana. Zarówno Marcin Dorociński jak i Julia Kijowska są świetni w roli pogubionych, próbujących na swój sposób rozwiązać tą sytuację, ze wskazaniem na Kijowską, która początkowo jest „ofiarą” i to ona najbardziej dostaje w d…, zmuszona znosić odtrącenie. Poza nimi warto też wyróżnić śliskiego Adama Woronowicza (prezydent Adam), Agatę Kuleszę (żona prezydenta) oraz pojawiających się w epizodach, m.in. Romana Gancarczyka (ginekolog) i Wojciecha Mecwaldowskiego (kolega Tomka z pracy).
Skromne to kino, ale bez poważniejszych wad. W dodatku bardzo porządnie zrobione, zagrane też bez zarzutu. Iść i oglądać.
7/10
Radosław Ostrowski
