Kamp! – Dare

dare-w-iext53285029

Pamiętacie tych trzech przystojniaków z Łodzi, którzy grali muzykę elektroniczną? Kamp! po paru latach przerwy wraca z absolutnie nowym materiałem. Czy “Dare” utrzymuje poziom poprzedników, zachowuje wypracowaną formułę czy serwuje pewną poważniejszą zmianę?

Zdecydowanie grupa idzie ku współczesnym trendom, jeśli chodzi o muzykę elektroniczną, co serwuje krótkie intro w postaci instrumentalnego, wręcz ambientowego “20813”, chociaż może wydawać się to zmyłką. Jednak “F.O.M.O.” rozwiewa wszelkie złudzenia – klawisze grają bardzo “miękko” mieszając stare z nowym (przeszkadzajki, “cykacze”, “pstrykająca” perkusja, pomruki w tle), wręcz wakacyjnie, śpiew jest bardzo delikatny, by popłynąć ku bardziej “plastikowym” trendom współczesnego popu. I w zasadzie powinienem był za to Kamp! zwyczajnie zgnoić, lecz o dziwo nie wypada to aż tak tandetnie jak się obawiałem. Jeszcze bardziej ku elektropopowi skręca “Don’t Clap Hands”, chociaż początek z autotunem oraz odgłosami natury wywołuje konsternację. I o dziwo jest parę ciekawych patentów (krótkie wejścia echa, perkusja, rozpędzone klawisze pod koniec), które uatrakcyjniają całość. Nie brakuje bardziej minimalistycznych momentów z powoli rozbudowującymi się pasażami jak w “New Seaon” czy troszkę nowofalowe “Drunk” (gościnnie Hania Rani z Tęskno), które do mnie najbardziej przemawiają, chociaż pojawia się też takie dziwadło pokroju “Dalidy”. Z jednej strony ma być on bardzo epicki (pojedyncze, odbijające się niczym echo uderzenia perkusji, przyspieszone tempo) i bardzo melodyjny (imitacja cymbałków), z drugiej narzucony autotune oraz wręcz techniawowe podkłady wywołują dezorientację, zwłaszcza pod koniec. Ale nie brakuje starego, dobrego Kampu w postaci “My Love” czy “Manana”.

Bardziej przyjemnym eksperymentem jest “Kitsune-Ken”, gdzie nie zabrakło elektronicznego przeniesienia rozkręcajacych się klawiszy, przemielonych wokali w tle, “strzelającej” oraz bardzo zmiennej perkusji, a także miejscami niemal rapującego wokalu. Mieszanka wręcz elektryzująca, utrzymująca całość za pysk. Tak jak niemal “strzelające” “Nanette”.

Muszę przyznać, że trio próbuje eksperymentować i przeszczepić na swoją modłę współczesne trendy muzyki elektronicznej, zamiast ciągle iść w stylistykę retro. Tylko, że te eksperymenty nie do końca mnie przekonały. Trudno odmówić chwytliwości, melodyki oraz ciepłego głosu Tomka Szpaderskiego, ale nie taki Kamp polubiłem najbardziej. Nie oznacza to, że “Dare” jest słabą, nieudaną płytą. Jest solidnym, dobrym materiałem na parkiet. Tylko i aż.

7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s