Bez litości II

Pamiętacie Roberta McCalla? Niby zwykły, szary człowiek – kulturalny, życzliwy dżentelmen, który ma jedną poważną wadę: gdy słyszy, że coś jest nie tak, reaguje. A że posiada taki zestaw umiejętności, jakich Liam Neeson nigdy się nie nauczy, tym bardziej musisz na niego uważać. Przeniósł się z Nowego Jorku do Bostonu, gdzie wozi gości limuzyną. Poza tym nadal zajmuje się tym, co najlepsze: wyrównuje rachunki ze światem. Jednak tym razem sprawa będzie bardzo osobista, gdyż zostaje zamordowana jego najlepsza przyjaciółka z Agencji.

bez_litosci_21

Denzel Washington i Antoine Fuqua postanowili zrobić coś, czego nigdy nie zrobili: zrealizować sequel, co mnie nie dziwi. Robert McCall to postać, która jest niemal żywcem wzięta z jakiegoś klasycznego kina akcji: twardy kręgosłup moralny połączony z ostrymi metodami eksterminacji oraz chęcią niesienia pomocy. Nie dla sławy, chwały czy kasy, ale dlatego, że… tak trzeba. Samotny mściciel? Bliżej mu do westernowego przybysza znikąd, który pojawia się, robi swoje i znika. Nie stosuje pięści i gnatów po to, by siać śmierć i spustoszenie, a przed śmiercią daje szansę; szansę na naprostowanie sprawy. Jeśli postąpisz słusznie, to się więcej nie spotkamy i przeżyjesz; jeśli nie, to też się więcej nie zobaczycie, bo trafisz do krainy wiecznych łowów.

bez_litosci21

Reżyser powtarza pewne rzeczy z poprzedniej części, które nie koniecznie się sprawdzały. Jest tu wiele wątków pobocznych, stanowiących pewien pretekst do pokazania McCalla w akcji – sam początek w pociągu do Turcji, by odbić porwane dziecko przez ojca, wymierzenie sprawiedliwości dzieciakom z wyższych sfer za potraktowanie kobiety. Jest jeszcze pewien młody chłopak ze zdolnościami plastycznymi, co w jego otoczeniu niekoniecznie jest mile widziane. Ten drugi plan bardzo mocno odwraca uwagę od głównej intrygi, która jest – niestety – strasznie przewidywalna. Dość łatwo się domyślić, kto pociąga tutaj za sznurki, zaś motywacja oraz brak charyzmy przeciwników jest mocno widoczny.

Film zaczyna się z mocnego C, same sceny akcji są nadal świetnie zrobione w niemal „sherlockowym” stylu z filmów Guya Ritchie. Jest krwawo, brutalnie z dość niestandardowymi narzędziami zagłady w postaci… karty kredytowej. Wtedy jest adrenalina waląca w łeb, świetny montaż oraz tempo, które coraz bardziej traci na sile. Jest jeszcze świetna scena rekonstrukcji zbrodni czy finałowa konfrontacja w opuszczonym mieście podczas burzy (jedynie walka z głównym złem angażuje, bo całą reszta dla McCalla nie stanowi żadnego zagrożenia), ale to troszkę za mało, by dorównać pierwszej części.

bez_litosci31

Denzel Washington świetnym aktorem jest i choć niczym tutaj nie zaskakuje, nadal ogląda się go z przyjemnością. Nie tylko w mocnych scenach akcji, gdzie pokazuje swoje umiejętności w zmniejszaniu populacji, ale w zwykłych rozmowach, spojrzeniu – on nic nie musi robić, by wyglądać groźnie. Wystarczy, że jest. Wraca też Melissa Leo (Susan) oraz Bill Pullman (Brian), nadal stanowiąc solidne tło. Najlepiej prezentuje się tutaj Ashton Sanders w roli Milesa, który staje się dla McCalla kimś w rodzaju syna, próbując pokazać mu inne życiowe drogi niż członkostwo w gangu. Szkoda tylko, że główny złol jest niezbyt ciekawą postacią, którą bardzo łatwo rozgryźć.

Czy „Bez litości II” to sequel niepotrzebny? Troszkę tak, bo w zasadzie robi to samo, co poprzednik, tylko bez tego zaangażowania oraz jest bardziej „rozmemłany”. Jako jednorazowa rozrywka sprawdzi się dobrze, ale nic ponad to.

5,5/10 

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s