Mała doboszka

Jest rok 1979. Charlie Ross to młoda, aspirująca, brytyjska aktorka z małego teatru. I jak każda chce otrzymać rolę, która da jej szansę przebicia się. Wszystko się zmienia w momencie, gdy cała trupa dostaje zaproszenie do Grecji. Tam pojawia się tajemniczy mężczyzna, który zwraca na siebie uwagę dziewczyny. Kiedy zabiera ją na nocną przejażdżkę, nawet nie wie w jaką poważną kabałę się pakuje. Bo tajemniczy mężczyzna jest agentem Mossadu, zaś dziewczyna dostaje najtrudniejszą rolę w swojej karierze.

mala doboszka1

Ostatnio często pojawiają się adaptacje szpiegowskich thrillerów Johna le Carre. Tym razem znowu siły połączyło AMC i BBC, tworząc „Małą doboszkę”, a reżyserią zajął się Chan-wook Park. Już jest dziwnie, prawda? Ale sama opowieść do łatwych też nie należy, ponieważ – jak to w szpiegowskim dreszczowcu – mamy tutaj prowadzoną grę. Anglosasi nazywają to „smoke and mirrors”, gdzie wiele rzeczy zostaje ukrytych i stopniowo zaczynamy wszystko układać w jedną całość. A nasza bohaterka krąży wokół całej hecy i musi się w tym wszystkim odnaleźć, zachowując wiarygodność swojej roli. A cóż to za rola, spytacie. Ja odpowiem krótko: dziewczyny z zachodu, która dotrze do palestyńskiej komórki terrorystycznej pod wodzą niejakiego Khalila. Infiltracji musi dokonać dziewczyna z Zachodu, bo to one są przez nich werbowane i musi mieć odpowiednie poglądy. A że są to czasy bardzo intensywnej wojny Izraela z Palestyną, więc gra toczy się o wysoką stawkę.

mala doboszka5

Reżyser jeszcze opowiada to wszystko w bardzo swoim stylu. Czyli jest tutaj zabawa montażem w scenach, kiedy wypowiedzi różnych postaci (Michela oraz podszywającego się Gadiego) zaczyna się nakładać na siebie, jest pomieszana chronologia czy jak na początku odcinka trzeciego nagle cofamy się – dosłownie – do paru chwil przed. Także przeskoki z postaci na postać są pokazane w sposób bardzo płynny, dodając dynamiki całej opowieści. Opowieści toczącej się bardzo spokojnie, bez efekciarskiej akcji, gdzie napięcie wynika z pilnowania się. Żeby nie zdradzić się przed obcymi, bo błąd może kosztować życie. Czuć to w takich scenach jak spotkanie z niemieckim duetem Helga i Anton, przesłuchaniu Salima w zamkniętym pomieszczeniu. W tych momentach napięcie jest wręcz na granicy fotela, co wydawało się trudne do osiągnięcia.

mala doboszka2

Park nawet pozornie proste sceny rozmów inscenizuje w sposób bardzo kreatywny. Albo opierając całość na szybkich zbliżeniach, albo używając długich ujęć i pokazując cała akcję z daleka (porwanie Anny Witgen z auta), przez co nie ma miejsca na nudę. Ale też jesteśmy w różnych miejscach od Niemiec przez Grecję aż do Libanu (najbardziej intensywny fragment) oraz finału w Londynie. Wizualnie wygląda to pięknie, z bardzo nasyconymi kolorami oraz ciągłym wyczekiwaniem tego, co może nadejść. Nie brakuje mocnych dialogów, cierpkiego humoru, imponującej scenografii oraz niesamowicie wyglądających kostiumów.

mala doboszka3

To wszystko jednak nie zadziałałoby, gdyby oprócz wspaniałej reżyserii nie byłoby znakomitej obsady. Wszystko na swoich barkach trzyma absolutnie genialna Florence Pugh jako Charlie. Aktorka musiała niemal non stop pokazywać różne emocje, przez które musi lawirować w zależności od okoliczności: wściekłość, gniew, smutek, siłę, spryt. Jednocześnie jest trzymana w nieświadomości, co jeszcze bardziej jej utrudnia zadanie, próbując zachować nerwy na wodzy. Łatwo było tą rolę schrzanić, ale wszystko zostało pokazane znakomicie. Równie wyborny jest Michael Shannon w roli Martina Kurtza, czyli szefa komórki wywiadowczej Mossadu. I choć wydaje się to rola nieciekawa, bo to koleś w prochowcu, znoszonym garniturze oraz dużych okularach, nie dajcie się podejść. Opanowany, skupiony, bardzo analityczny umysł godny szachisty, nie bojący się stosować manipulację czy kłamstwa. Troszkę przypominał mi George’a Smileya, a to jest dobre skojarzenie. No i trzeci wierzchołek trójkąta, czyli Alexander Skarsgard jako Gadi. Kiedy go poznajemy jest tajemniczy, czarujący, ale z czasem też próbuje się odnaleźć i jest w konflikcie. Bo z jednej strony musi być kimś w rodzaju przewodnika dla Charlie, a z drugiej zaczyna mu na niej zależeć. Nawet za bardzo, choć stara się to ukrywać, a gra jest trudniejsza. Reszta postaci także wypada bardzo dobrze, mimo nie zawsze dużego czasu.

mala doboszka4

Dla mnie „Mała doboszka” to najlepszy nie-bondowski tytuł szpiegowski ostatnich lat. Wszystkie klocki są tutaj na właściwym miejscu i nadal działają, a mimo spokojnego tempa napięcie jest bardzo intensywne, wręcz namacalne. Taki poziom osiągają tylko mistrzowie.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s