Niskobudżetowa „Noc oczyszczenia”, choć nie została zbyt pozytywnie odebrana przez krytykę i widownię zarobiła kupę siana. Wielką kupę siana, by zaledwie rok później stworzyć sequel na troszkę większym budżecie, tym razem wychodząc na zewnątrz. Więc powinno być lepiej, prawda?

„Noc oczyszczenia: Anarchia” dzieje się rok po wydarzeniach z poprzedniej części, gdzie trafiamy do Los Angeles. Niby kraj wydaje się być rajem, bo biedota i bezrobocie jest bardzo niskie, ale czy aby na pewno? I od 6 lat raz w roku odbywa się Noc Oczyszczenia, gdzie przez 12 godzin można bezkarnie zabijać. Podczas tej nocy splotą się losy grupki nieznajomych: kelnerki Evy (Carmen Ejogo) i jej córki Cali (Zoe Soul), przechodzącej kryzys parki Shane (Zach Gilford) z Liz (Kiele Sanchez) oraz tajemniczego nieznajomego (Frank Grillo), który uzbrojony po zęby wyrusza w miasto.

Sequel nie jest już stricte horrorem czy thrillerem, tylko bardziej skręca ku kinu akcji. Reżyser James DeMonaco pokazuje całe to święto z o wiele większą masą porąbanych rzeczy, choć jest to bardziej czarno-białe. Tutaj głównie biedota jest atakowana albo przez pojedynczych psycholi, grupę psycholi, albo uzbrojonych po zęby (niczym jakaś paramilitarna jednostka) grupa wojskowych kierowanych przez Big Daddy’ego. W ruch idą strzelby, miotacze ognia, spawarki do niszczenia metalowych drzwi, pistolety, a nawet noktowizory. Udaje się coraz bardziej kolejne formy zabawy dla bogaczy: od propozycji wzięcia „ofiary” za pieniądze przez wożących na polowania łapaczy w lodziarni. Jest też jeszcze ruch oporu (oczywiście), który sprzeciwia się Czystce i walczy za pomocą przebijających się filmików oraz – o wiele skuteczniej – argumentów w postaci kałasznikowa.

Tempo jest o wiele żwawsze, krew się leje wiadrami, dialogi są dość „oszczędne” i niezbyt skomplikowane, a postacie niezbyt głęboko zarysowane. Czuć tutaj inspiracje filmami Johna Carpentera („Ucieczka z Nowego Jorku”) czy Waltera Hilla („Wojownicy”), co samo w sobie jest dobrym punktem wyjścia. Aktorzy grają nieźle, choć najbardziej wybija się Frank Grillo w roli tajemniczego, małomównego twardziela, który staje się liderem grupy. Po tym filmie wielu zaczęło widzieć tego aktora jako potencjalnego Punishera i rozumiem dlaczego.

„Anarchia” rozwija i poszerza świat „Nocy Oczyszczenia”, jednocześnie poprawiając sporo błędów poprzednika. Choć nadal pojawiają się idiotyczne zachowania (bezdomni wbiegający wprost pod miotacze ognia), to koncepcja pozostaje ciągle intrygująca, dostarczając przyzwoitej rozrywki.
6,5/10
Radosław Ostrowski
