Walet pikowy

Wacław Kawanias jest latarnikiem, który nie opuścił swojej samotni od ponad 20 lat. W tym czasie studiował kryminologię, w czym pomogły znajdujące się książki. I wtedy latarnika odwiedza inspektor Marac, który bez rezultatów ściga najniebezpieczniejszego przestępcę – Testona. Człowiek ten okrada banki na całym świecie, a jedyną poszlaką jest jego niemowlęce zdjęcie. Kawanias decyduje się wyjść na zewnątrz i ruszyć tropem przestępcy.

walet_pikowy1

Tadeusz Chmielewski kontynuuje tutaj swoją filozofię na komedię znaną z „Ewa chce spać”. Czyli pozostaje twórcą życzliwym bohaterom, proponuje humor bardzo subtelny i delikatny, tym razem dodając dość pretekstową intrygę kryminalną. Dla mnie jednak największym problemem jest pewien rozrzut i niezdecydowanie. Dlaczego intryga jest pretekstowa? Bo Testona szukają wszyscy: policjanci, zakochani, rzezimieszki, tylko nie Kawanias. On tak naprawdę (co poznajemy w uroczych retrospekcjach) szuka pewne kobiety, która była dla niego bardzo ważna, ale odeszła dla innego. (Skąd my to znamy?) i dlatego ta cała opowieść ma bardzo nierówne tempo. Poszukiwania policji nie są pozbawione dowcipu (poszukiwanie przedmiotu Testona, podglądanie każdego podejrzanego czy akcja w pociągu), ale retrospekcje i wątek życia Kawaniasa (prześliczna, chociaż bardzo oszczędna scenografia, przypominająca filmy nieme) spowalniają tempo. I reżyser chyba nie do końca wie, jak to wszystko ugryźć.

walet_pikowy2

I znowu całość bierze mocno w nawias, gdyż cała historię widzimy w… przedwojennym kinie, gdzie ręcznie obsługiwano maszynę. Do końca tak naprawdę nie wiadomo, czy jest to iluzja, a może była taka historia. Chmielewski kolejny raz podpuszcza, myli tropy i powoli odkrywa całą układankę. Ale czy tylko mnie dziwi to, że Kawanias kompletnie nie znając zewnętrznego świata (20 lat w latarni), zachowuje się tak, jakby ta przerwa trwała kilka minut. Nie dziwi się ani innym ludziom, ani otoczeniu, samochodom, pociągom – tak jakby były zawsze. Troszkę psuje mi to wiarygodność całej opowieści.

walet_pikowy3

I nawet bardzo dobrze zagrane role Czesława Roszkowskiego (Kawanias, który wydaje się niemal kalką Sherlocka Holmesa – zwróćcie uwagę na jego rozmowę z inspektorem) i Stefana Bartika (sprytny i nieuchwytny Teston – trochę przypomina Fantomasa), nie były w stanie udźwignąć tej eksperymentalnej koncepcji. Był w tym potencjał, ale brak silnej ręki reżysera oraz skrótowy scenariusz doprowadził do rozczarowania. Szkoda, bo to ładny film.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Ewa chce spać

Jest gdzieś małe miasteczko, gdzie dzieją się rzeczy niesamowite. Panuje ład i porządek, wszyscy są sobie życzliwi, a nawet przestępcy wydają się osobami kulturalnymi. I to właśnie tutaj trafia Ewa – młoda dziewczyna znikąd. Przyjechała do szkoły (a dokładniej do technikum) ale dojechała nocą przez co może nigdzie przenocować. Jest sama w obcym miejscu, kompletnie zagubiona. Przypadkowo poznani ludzie sprawią, że spędzi najbardziej zakręconą noc, jak to tylko możliwe.

ewa_chce_spa1

W 1957 roku polska komedia kopiowała wzorce ze swojego starszego brata w socjalizmie, jeszcze. Ale wtedy pojawił się pewien młody, bezczelny (wiadomo, jak pisał Gombrowicz: „W młodości jest coś bezczelnego”) filmowiec, który próbował pójść w zupełnie innym kierunku. Tadeusz Chmielewski już od samego początku chce zrobić film bardziej liryczny, delikatny i jednocześnie ciepły wobec bohaterów. Gdy dostajemy na dzień dobry, ręcznie narysowany widok na miasto i balladę, ilustrującą nocne życie na mieście (miłość tak gorąca, że aż słupy się wykrzywiają, policjanci grając na flecie łapią przestępców), serwując odrobinę absurdalny tekst. I już to Intryguje, bo nie brakuje galerii ciekawych postaci oraz nieszablonowych pomysłów: szkoła dla chuliganów, hotel robotniczy, gdzie panowie (w tajemnicy) sypiają ze swoimi kobietami, policjanci przygotowując się do inspekcji „pożyczają” przestępcę do aresztu, pijani woźnica pogrzebowy. Wszystko toczy się w takich oparach absurdu, a jednocześnie jest to bardzo sympatyczne i pełne wdzięku.

ewa_chce_spa2

Reżyser (wspólnie z piszącym dialogi Jeremim Przyborą) ma świetne ucho do tekstów, dodając sznytu każdej z postaci. Trudno nie zapomnieć takich epizodów jak komendanta („że tak powiem”), ambitnego cwaniaka Lulka („kup pan cegłę”) czy nawijającego żargonem właściciela knajpy. Chociaż gagi oparte są na klasycznych nieporozumieniach i pomyłkach (Ewa stojącą obok mostu uznana za samobójczynię, kasiarz przebrany za policjanta czy położenie granatu w knajpie), to jednak nie da się nie powstrzymać od śmiechu. Ale na sam finał dostajemy bardzo przewrotną woltę, biorącą całość w wielki nawias.

ewa_chce_spa3

Do tego jeszcze cudowne (z braku lepszego słowa) aktorstwo, gdzie każda postać zapada mocno w pamięć. Nie można odwrócić oczu od debiutującej Barbary Kwiatkowskiej, której naiwność i łatwowierność staje się iskrą komediowych wydarzeń. Podobnie czarujący jest Stanisław Mikulski jako policjant Piotr, który początkowo traktuje Ewę z wrogością i niechęcią, jednak relacja ta ulega ciągłe dynamice. I jeszcze jest masa drobnych epizodów, gdzie można zobaczyć takich mistrzów jak Ludwik Benoit (kasiarz), Stanisław Milski (portier), Maria Kaniewska (kierowniczka hotelu robotniczego) czy Zygmunt Zintel (surowy, wyglądający jak pruski oficer major Piętka). Tego jest dużo więcej, a nie zamierzam zdradzić wszystkich.

ewa_chce_spa4

Wielu może się nie spodobać ta bajkowa aura, jaką posiada debiut Tadeusza Chmielewskiego, ale trudno odmówić temu dziełu uroku oraz ciepła. Życzliwe kino, które z dziwnych i niezrozumiałych powodów zestarzeć się nie chce, godnie nosząc miano klasyka.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Dwaj panowie N

Kazimierz Dziewanowicz pracuje w hipotece i ma dość nietypowe hobby: zbiera informacje o ludziach urodzonych 29 lutego. Taka błahostka i pewnego dnia trafia do niego badylarz Henryk Nowak po dokument. Ale przeglądając swoją skrzynkę odkrywa, że jest już Henryk Nowak z tymi samymi danymi, tylko inżynier. Postanawia odwiedzić inżyniera, by sprawę wyjaśnić. Wieczorem, wracając do domu, pan Kazimierz zostaje zamordowany, a podejrzanym staje się jego syn, sierżant Jan Dziewanowicz. Podoficer żandarmerii próbuje na własną rękę wyjaśnić sprawę, niezależnie od działań milicji i wywiadu.

dwaj_panowie_n1

Trudno w to uwierzyć, ale to był drugi (po „Dotknięciu nocy”) polski kryminał, więc nasi filmowcy ciągle próbowali się uczyć tego gatunku, nie mając praktycznie żadnego doświadczenia, ani wzorców. Ale trzeba było spróbować, wiec Tadeusz Chmielewski, inspirując się prawdziwą historią, stworzył film z ciekawym pomysłem. przynajmniej w tym okresie, gdyż z dzisiejszej perspektywy wydaje się on mocno archaiczny. I nie chodzi tu tylko o wątek szpiegowski (nazistowska przeszłość i działanie wzięte z Klossa, czyli podmiana tożsamości), ale o kompletny brak zaangażowania. Cała intryga poprowadzona jest po sznurku, a milicja jest niemal wszechwiedząca i bardzo szybko wyciąga właściwe wnioski. Śmierdzi to socjalistyczną ideologią (zło mogło w takim kraju przyjść tylko z zagranicy, milicja czuwa i wie, zdobywając informację za pomocą nowoczesnego sprzętu). Może się podobać klimat epoki oraz ładna, jazzowa muzyka, a także sprawna realizacja.

dwaj_panowie_n2

Problem w tym, że brakuje w tym wszystkim emocji, zaangażowania i elementu zaskoczenia. Chyba, że nie oglądało się żadnych kryminałów na przestrzeni 60 lat. Problem w tym, że tacy ludzie zwyczajnie nie istnieją. Nawet sceny zbrodni (zrobione w sposób elegancki, bez pokazywania samego aktu) nie wywołują żadnego zaangażowania i pewne podejrzenia sprawdzają się bardzo szybko. A kapitan Olecki (Bogdan Ejsmont) zwyczajnie drażnił swoją obecnością, nie wnosząc niczego nowego do całości.

dwaj_panowie_n3

Sytuację próbują ratować aktorzy, jednak ich gra jest zaledwie poprawna. Podobać się może sympatyczny (i zawsze dobrze wyglądający w mundurze) Stanisław Mikulski jako Jan Dziewanowicz, uroczo wyglądająca Joanna Jędryka (Elżbieta, dziewczyna Jana) czy grający sprawców całego zamieszania Wacława Kowalskiego i Janusza Bylczyńskiego. Tylko, że to niewiele zmienia, bo historia nie staje się atrakcyjniejsza, ani ciekawsza.

dwaj_panowie_n4

W dniu premiery „Dwaj panowie N” spotkali się z bardzo ciepłym i życzliwym przyjęciem. Dzisiaj kryminał Chmielewskiego nie wytrzymał kompletnie próby czasu, a dalsze produkcje z tego okresu jak „Zbrodniarz i panna” czy „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” są zdecydowanie ciekawszymi i lepiej znoszącymi próbę czasu. Obejrzeć można tylko z ciekawości.

5/10

Radosław Ostrowski

Wśród nocnej ciszy

Przedwojenne miasteczko nadmorskie. To tutaj dochodzi do coraz gwałtowniejszych ataków seryjnego mordercy dzieci. Przy ich ciałach zostawia zabawkę z namalowanym kotkiem. Są już dwie ofiary, a prowadzący śledztwo komisarz Teofil Herman może tylko czekać na błąd zabójcy. Co i tak nie poprawia jego napiętych relacji z synem, Wiktorem. Śledztwo zaczyna się wymykać, aż w końcu pojawia się podejrzany.

wrd_nocnej_ciszy1

W Polsce kryminał (i w ogóle kino gatunkowe) uważany jest za coś gorszego i niepoważnego. Ale to nie zrażało naszych filmowców do mierzenia się z kinem gatunkowym. Tak też w 1978 roku zrobił Tadeusz Chmielewski – uznawany za specjalistę od komedii, postanowił się zmierzyć z powieścią Ladislava Fuksa i zrealizował dziwaczną mieszankę kryminału z dramatem psychologicznym. Bo tak naprawdę liczą się dwa wątki, których spoiwem jest komisarz Teofil Herman. Samo śledztwo poprowadzone jest w klasyczny sposób: analiza dowodów i ciągłe rozmowy ze świadkami, czasami nie da się uniknąć szantażu (mocna rozmowa z żoną podejrzanego), a poszlaki są bardzo wątłe. Za to imponuje wręcz szczegółowość w pokazywaniu paru technik jak tworzenie portretu rysownika czy – największa niespodzianka – rozmowa z głuchoniemym wywiadowcą. Powoli zaczyna być budowany klimat grozy i niepokoju, a zimowa aura tylko potęguje atmosferę psychozy strachu (próba linczu na gazowniku). Nie ma tutaj popisywania się dynamiczną akcją, a fatalizm losu wydaje się być gwoździem do trumny dla naszego bohatera.

wrd_nocnej_ciszy2

Drugi wątek (kto wie, czy nie ważniejszy) to relacja ojca z synem – młodym, nadwrażliwym chłopcem, pragnącym wyrwać się z miasteczka. Wiktor dla ojca jest wspomnieniem po zmarłej żonie, a bardzo surowe wychowanie w pruskim stylu (dyscyplina, ślepe posłuszeństwo, oschłość i kary) coraz bardziej zaczyna ich od siebie oddalać. Chłopiec chce akceptacji i miłości ojca, ale jednocześnie czuje do niego nienawiść, doprowadzając do całkowitej zmiany dochodzenia. Więcej wam nie zdradzę, ale zakończenie wywraca wszystko do góry nogami.

wrd_nocnej_ciszy3

Reżyser mocno odtwarza realia przedwojennej Polski i nie mam na myśli tylko umundurowania policjantów. Imponuje przede wszystkim praca scenografów (nie da się zapomnieć mieszkania preparatora zwłok, które budzi prawdziwe przerażenie) oraz skupienie na drobnych detalach w postaci pudełek zabawek dla dzieci czy dawnych aparatów fotograficznych. Wszystko to oddano z pietyzmem, skupieniem na szczegół, budując bardzo wiarygodny świat. A jednocześnie twórcy unikają pokazywania makabrycznych szczegółów (samych morderstw nie widzimy).

wrd_nocnej_ciszy4

Do tego całość jest znakomicie zagrana. Wybija się przede wszystkim Tomasz Zaliwski w roli zdeterminowanego komisarza Hermana. Surowy i bezwzględny wobec wszystkich, ceni sobie przede wszystkim lojalność i posłuszeństwo, stawiając prawo na pierwszym miejscu. Syna zaś wychowuje w starym, pruskim modelu, przez co staje się oschłym, pozbawionym wrażliwości człowiekiem. Po drugiej stronie jest Piotr Łysak (Wiktor) – młody, nadwrażliwy chłopak, pragnący zostać marynarzem i pragnący akceptacji rodzica. Ten duet dynamizuje ten film, przez co nawet te spokojniejsze fragmenty mają podskórne napięcie. Trudno też nie docenić niezawodnego Henryka Bistę (śledczy Stefan Waniek), Bolesława Smelę (preparator zwłok Rastor) oraz Jerzego Bończaka (morderca Stopek), którzy wnoszą do filmu tajemnicę i autentyczność.

Gdyby ktoś mi powiedział, że Chmielewski zrobi kiedyś świetny kryminał, wyśmiałbym go w twarz. Jednak „Wśród nocnej ciszy” nie tylko zaskakuje swoim precyzyjnym wykonaniem, ale także bardzo mroczną atmosferą i skupioną na detalach intrygą. Wielu może zniechęcić tempo, ale warto dać szansę temu zapomnianemu i niedocenionemu dziełu Chmielewskiego.

8/10

Radosław Ostrowski

Ludojad

Gdzieś w Sudanie przebywa niejaki Caine – drobny przemytnik i amerykański cwaniak. Ale ostatnia akcja skończyła się wpadką i nasz bohater pozostaje spłukany. Trafia do miasta, z którego chce się wyrwać dalej. I znajduje robotę na statku należącym do profesora Dana Mallare’a i jego córki Anny. Oboje prowadza badania oceanograficzne i potrzebują człowieka do pracy przy statku, gdyż ten często się psuje. Caine jednak nie daje się nabrać, gdyż chodzi o coś zupełnie innego i jest to powiązane z rekinami oraz skarbem.

ludojad2

Samuel Fuller tym razem idzie w stronę kina gatunkowego, niepozbawionego ambicji, jednak wszystko zepsuło zderzenie z producentami oraz śmiercią kaskadera podczas realizacji. To spowodowało, że producenci wykorzystywali to do promocji filmu oraz jego przemontowania go, by było więcej scen z rekinami. To mogło być dobre kino przygodowe, będąc jednocześnie gorzką refleksją na temat chciwości. Niestety, wszystko to jest bardzo letnie, bardziej skupione na scenach akcji (bójki, starcia z rekinami), przez co bardziej ciekawe wątki jak zgorzkniałego, pijanego lekarza czy ciągłych przetasowań, wynikających z nieufności zostają zepchnięte na dalszy plan. Intryga coraz bardziej się nie klei, scenom brakuje napięcia (ładna, jazzowa muzyka gra przyjemnie i bardziej się nadaje do Bonda), a wszystko strasznie się wydłuża. Owszem, to wszystko pięknie wygląda (nie tylko w kolorze), a zdjęcia podwodne są po prostu obłędnie sfilmowane (poza rwanym montażem), co daje sporo frajdy.

ludojad3

Jedynie, co wybija ten film na wyższy pułap jest grający główną rolę Burt Reynolds. Czarujący, wysportowany, z surowym zarostem, odnajdujący się w każdej sytuacji cwaniak. Nie znaczy to, ze jest bohaterem pozbawionym wrażliwości, co mocno podkreśla relacja z poznanym na mieście chłopcem. Także partnerujący aktorowi Barry Newman (profesor Mallare) oraz apetyczna Silvia Pinal (Anna) dają radę swoim postaciom. Ale to wszystko za mało, by mówić tutaj o udanym filmie Fullera.

ludojad1

Jasne, to nie była wina reżysera, tylko producentów przemontowujących całość, przez co przypomina się przypadek „Twierdzy” Michaela Manna. Da się ten film obejrzeć, ale jest on po prostu zbyt letni i nieangażujący. Nawet obecność rekinów (prawie jak w „Szczękach”) nie jest w stanie podnieść i zbudować napięcia. Szkoda.

5/10

Radosław Ostrowski

Samuel_Fuller

Krawiec z Panamy

Andy Osnard kiedyś był dobrym i inteligentnym agentem brytyjskiego wywiadu. Ale teraz został spalony (długi, romanse), przez co zostaje zesłany do Panamy. Na miejscu postanawia zwerbować człowieka na miejscu do uzyskania informacji. Wybiera popularnego krawca, Harry’ego Pendela – człowieka z wielkimi wpływami oraz mroczną tajemnicą. Krawiec staje się cennym informatorem, tworząc nieprawdopodobne historie o próbie sprzedaży Kanału Panamskiego oraz działalności wyciszonej opozycji.

krawiec_z_panamy1

Wiadomo, że kiedy przenosi się na ekran powieść Johna le Carre, nie należy liczyć na dynamiczną akcję, brawurowe pościgi i strzelaniny. Należy zapomnieć o Bondach, Bourne’ach, Kingsmanach i tym podobnych. Tym razem z dorobkiem pisarza i byłego szpiega zmierzył się brytyjski reżyser John Boorman, a padło na historię agenta oraz jego informatora-fantasty. Wszystko to w pięknie sfotografowanej Panamie, gdzie niemal non stop jest upalnie, a nocą bardziej czuć brud oraz nędzę. Gra prowadzona przez obydwu panów jest clou całego tego projektu i potrafi utrzymać w napięciu aż do przewrotnego i gorzkiego finału. Bo jak bardzo trzeba było być ślepym, by uwierzyć w opowieści naszego Harry’ego? Chyba, że kryje się za tym jakiś poważniejszy plan, ale sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli i może dojść do interwencji wojskowej.

krawiec_z_panamy2

Humor miesza się tutaj z grozą, przemocą oraz cynizmem, ale takie efekty mogą być katastrofalne. Boorman jest dość ostrożny w ocenie naszych postaci, ale pokazuje świat szpiegów taki, jaki znamy z książek le Carre. Szpiedzy to tacy sami ludzie jak my – mający swoje słabości, bardziej zgorzkniali i cyniczni, dla których patriotyzm jest pustym słowem. Dodatkowo jeszcze nie zawsze weryfikują swoje źródła, jakby szukając pretekstu do wojny, zaczepki do zadymy. Ale to przecież są odpowiedzialni ludzie, prawda?

krawiec_z_panamy3

Boorman nie tylko stopniuje napięcie, rozbudowując przeszłość Harry’ego (wplecione retrospekcje), ale też dobierając fantastycznych aktorów z rewelacyjnym Geoffreyem Rushem na czele. Australijczyk jest znakomity w roli krawca rozgadanego jak diabli oraz mistrza tworzenia opowieści. Wydaje się niezłomnym mitomanem, ale tak naprawdę jest skrytym, zakompleksionym facetem, ofiarą swojej własnej opowieści, którą stworzył dawno temu. Te rozedrgane spojrzenia, gestykulacja oraz mowa ciała dopełniają tego portretu. Wspiera go tutaj Pierce Brosnan i on za nic nie przypomina agenta 007. Andy jest bardziej cyniczny, nie boi się szantażować, a kobiety traktuje przelotnie jako materiał do bzykania. To facet, który już dawno stracił złudzenia i robi swoje, bo jest w tym dobry. I to ta interakcja wnosi całość na wyższy pułap, czyniąc interesującą psychologiczną grę. Warto wspomnieć, że przebijający się wujek Benny (bliski krewny oraz wzór do naśladowania dla Harry’ego) ma aparycję pisarza Harolda Pintera.

krawiec_z_panamy4

„Krawiec” to typowe kino szpiegowskie a’la le Carre, gdzie bardziej liczy się człowiek uwikłany w działalność bezwzględnych ludzi, nie bojących grać bardzo nieczysto i zdolnych do wszystkiego. Na początku będziecie się śmiać, ale im dalej, tym śmiech utkwi wam w gardle.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Verboten!

Rok 1945 był bardzo trudny dla nazistowskich Niemiec, gdyż ciągle dostawali łomot. Także w małym miasteczku, gdzie trafia walczący sierżant Brandt. Podczas zasadzki na snajpera zostaje ranny i ukryty u pewnej niemieckiej kobiety, Helgi. Kobieta daje mu schronienie i leczy, nawet gdy ma pod dachem żołnierzy SS. Kiedy pojawiają się amerykańscy żołnierze i zaprowadzają swoje własne porządki, Brandt przechodzi do cywila, pracując w administracji, a także decyduje się poślubić Helgę.

verboten1

Samuel Fuller tym razem zaprasza na czas tuż po wojnie, gdzie mamy wątek obcego człowieka w nowym otoczeniu. Nie powiem, że to typowy melodramat, ale uczucie łączące naszych bohaterów zostaje wystawione na ciężką próbę. Ale czy ono w ogóle miało szansę, gdy obie strony (zwycięzcy Amerykanie i próbujący przetrać Niemcy) patrzą na siebie z nienawiścią oraz nieufnością? Dla Niemców, Amerykanie są szansą dla poprawienia swojego dobytku – papierosów, żywności i jako takiego bytu, a dla Amerykanów każdy Szkop to nazista i zbrodniarz, nieszczery i egoistyczny. Widać to choćby w scenie manifestacji przed budynkiem administracji oraz rozmowach Davida zarówno z kolegami, jak i przełożonymi. Przecież wiązanie się z Niemką było verboten. Do tego jeszcze zaczyna działać Werwolf – fanatyczny ruch oporu kierowany przez dawnego znajomego Helgi, która o niczym nie wiedziała i marzących o przywróceniu potęgi nazizmu. Ci ludzie nie pamiętają (albo nie znają) zbrodniczej działalności, zaślepieni skuteczną propagandą oraz praniem mózgu. Wszystko to bardzo sugestywnie pokazuje reżyser, z dbałością o detal i wykorzystując masę archiwalnych materiałów.

verboten2

Kulminacyjnym momentem wydaje się obecność Helgi ze swoim bratem, uwikłanym w działalność Werwolfa w Norymberdze. Ktoś powie, że dzisiaj te sceny, gdy znamy bezmiar nazistowskich zbrodni, nie zrobi teraz na nikim wrażenia. Ale wtedy, gdy Niemcy nie byli w pełni świadomi, ten widok działał niczym kubeł zimnej wody, brutalnie sprowadzając do ziemi, przez co nadal ma siłę rażenia. Sensacyjna otoczka jest kolejną zgrabną tkanką i Fuller z głową wykorzystuje tą wiedzę, zaś finał dla mnie jest ostatecznym dowodem na kruchość tego związku.

verboten3

Reżyserowi udało się to zbudować nie tylko dzięki wnikliwemu scenariuszowi, ale bardzo dobrej grze aktorskiej, bez teatralności, patosu. I tutaj pierwsze skrzypce gra Susan Cummings jako Helga – kobieta doświadczona przez życie oraz próbująca pokazać swoje uczucie, ale jednocześnie próbuje przetrwać. Pytanie tylko na ile jest to maska wobec otoczenia, a na ile prawdziwa miłość, bo te oczy nie kłamią. W jej cieniu wydaje się James Best, czyli sierżant Brandt, mocno zauroczony w kobiecie. I na ile to miłość, a na ile wdzięczność wobec niej nakazuje pozostać w zniszczonym Reichu, bo na pewno nie zdrowy rozsądek. Widać w tej postaci upór, determinację i szczerość, jednak podczas kłótni atakuje stereotypowym myśleniem. Na ich barkach opiera się cały film, ale trudno nie zapomnieć Harolda Daye’a (Franz, brat Helgi) oraz Toma Pittmana (Bruno, szef oddziału Werwolf).

verboten4

„Verboten” należy traktować jako ostrzeżenie przed kolejnymi wojnami i chorymi snami o potędze jednej grupy/rasy/nacji nad całym światem. I to przesłanie działa bardzo mocno, chociaż od premiery minęło ponad 60  lat.  Mocne, brudne i szczere kino, gdzie Fuller jak zawsze stawia treść nad formę, odpowiednio działając na emocjach i nie wykładając wszystkiego kawę na ławę.

8/10

Radosław Ostrowski

Samuel_Fuller

Uznany za niewinnego

Rozat „Rusty” Sabich pracuje jako asystent prokuratora okręgowego, Raymonda Horgana. Jego życie jest pełne osobistych sukcesów – macy wygranych spraw, a także prywatnego (żona, syn). Wszystko idzie jak po maśle, prawda? Aż pojawia się dzień jego kolejnej sprawy. Tym razem chodzi o morderstwo Carolyn Polhaous – koleżanki z biura, zajmującej się zbrodniami na tle seksualnym. Jednak im bardziej mężczyzna próbuje dojść do prawdy, coraz więcej dowodów zaczyna go obciążać. Aż w końcu Rusty zostaje oskarżony o morderstwo.

uznany_za_niewinnego1

Alan J. Pakula tym razem miesza dramat sądowy z kryminałem, gdzie stawiane są ważkie pytania o naturę sprawiedliwości. Jednocześnie ciągle serwowane są kolejne tropy i poszlaki w sprawie morderstwa, gdzie nie do końca wiadomo kto zabił. Tropów i poszlak jest kilka: dawne sprawy, tajemnicze dochodzenie w sprawie korupcji, zazdrosny kochanek (a było ich wielu). Ale wszystko i tak sprowadza się do jednego podejrzanego, ale czy aby na pewno? Śledztwo oraz to, jak odbija się na życiu Sabicha, robi wrażenie, podobnie jak sądowe potyczki, gdzie tak naprawdę wszystkie sztuczki są dozwolone. Bo czy nie jest ironią fakt, że wystarczą pomówienia i poszlaki, oparte na zawiści, by doprowadzić do procesu? A wyrok zdobywa się czasami za pomocą wyciągania brudnych tajemnic, by nie zniszczyć reputacji? To, że zawód oparty na manipulacji (złe słowo: interpretacji) materiału dowodowego, nie jest niczym nowym, jednak Pakula zręcznie bawi się tropami, poszlakami, wskazówkami. Nie ma tutaj wyścigów, gonitwy czy zawodów w strzelanie, jednak trudno odmówić napięcia.

uznany_za_niewinnego2

Prawdziwymi perłami są tutaj sceny z procesu, gdzie Rusty wspierany przez mecenasa Sandy’ego Sterna, walczą w niemal krzyżowym ogniu pytań. Niemal do samego końca pojawiają się wątpliwości co do winy/niewinności bohatera. Bo fakt, że został uznany za niewinnego nie oznacza, że oskarżony był niewinny. Aż do bardzo przewrotnego finału, gdzie dochodzi do ciekawej wolty, zniszczonej (troszkę) przez wyłożenie kawy na ławę. Ale i tak wyszło świetne kino, z klimatycznymi zdjęciami oraz rytmicznym montażem.

uznany_za_niewinnego4

Pakula dodatkowo wykorzystuje Harrisona Forda do roli człowieka, delikatnie mówiąc niezbyt kryształowego, co było dość odważnym posunięciem. Aktor sprawia wrażenie człowieka zagubionego, lecz całkowicie pewnego swojej niewinności i długo się główkowałem czy to była może maska, mająca nas wszystkich wywieść w pole, co byłoby świetnym mykiem. Ale sami musicie się przekonać, czy mu wierzycie. Poza Fordem film kradnie dla siebie znakomity Raul Julia jako obrońca Stern. Zawsze opanowany, spokojny, chłodno podchodzący do sprawy, gdzie podczas procesu tak świetnie odbija piłeczki (przesłuchanie koronera czy przełożonego Sabicha to prawdziwe perełki), że sprawia to wielką frajdę. Także trudno oderwać wzroku od Grety Scacchi jako ofiery – niemal klasyczna femme fatale, która wykorzystuje mężczyzn dla własnych celów.

uznany_za_niewinnego3

Film zaczyna się i kończy monologiem bohatera wygłaszanym z offu, gdzie widzimy pustą salę sądową, a kamera kieruje się/oddala od ławy przysięgłych, stanowiąc bardzo zgrabną klamrę. „Uznany za niewinnego” byłby rewelacyjnym filmem, gdyby nie przegadany (ale nadal robiący wrażenie) finał, zaś Pakula kolejny raz wodzi za nos  z gracją żonglera. Pychotka.

8/10

Radosław Ostrowski

Zdrada

Północna Irlandia nigdy nie należała do bezpiecznych części świata. Tam można było być gliniarzem, żołnierzem albo członkiem IRA. Albo martwym członkiem IRA, co wychodzi na to samo. Właśnie w tym czasie przyszło żyć Francisowi McGuire – zwany też Frankie Anioł. To członek IRA, odłamu najbardziej radykalnego, walczącego o niepodległość. Dzięki kontaktom trafia do Nowego Jorku, gdzie ma kupić broń dla kumpli i to nie byle jaką, bo rakietnice. Z nowym nazwiskiem oraz dokumentami trafia pod dach rodziny Toma O’Meary – policjanta z długim stażem, który nie zna jego tożsamości.

zdrada1

Alan J. Pakula nie spodziewał się, że to będzie jego ostatni film. Ta historia o silnym irlandzkim zabarwieniu próbuje przedstawić historię Zielonej Wyspy, ogarniętej wojną i przemocą, gdzie zapętla się nienawiść. To jednak jest tylko dla kontrastu miedzy naszymi bohaterami. Pakula tutaj pokazuje podobieństwo między Tomem i Frankiem – obydwaj są ludzi wiernym własnym zasadom: uczciwości, lojalności, z twardym charakterem. Jeden mógłby być ojcem dla drugiego, gdyby poznali się w innych okolicznościach. Tutaj stawia się bardziej na psychologię postaci oraz intrygę skupioną na zakupie broni. Sporadycznie widzimy sceny z pracy Toma: pościgi za drobnymi złodziejaszkami, kłótnia domowa z przemocą, by bliżej poznać bohaterów. Ale najbardziej pamięta się sceny akcji: świetnie zrealizowane, trzymające za gardło. Nieważne czy to zasadzka na policjantów, zakończona starciem z armią czy strzelanina w stoczni między Frankiem z handlarzem bronią.

zdrada3

Przypomina to troszkę kino z lat 70. (stonowana kolorystyka, świetne oświetlenie, praca kamery, dynamiczny montaż), gdzie stawiano na efektowość niż efekciarstwo. Jednak jako całość „Zdrada” wydaje się troszkę płytka, nie do końca przekonuje, pojawiają się przestoje i czasami tempo siada. No i jeszcze to mocno hollywoodzkie zakończenie, co psuje efekt.

zdrada2

Broni się ten film klimatem (fantastyczna muzyka Jamesa Hornera, z której pachnie zwyczajnie Irlandią) oraz dobrym aktorstwem. Harrison Ford kolejny raz gra prawego i dobrego faceta, z twardym kręgosłupem moralnym (żadnych łapówek, machlojek, oszustw), starającego się raczej do spokojnego rozwiązywania problemu, bez przelewu krwi. Spokojny, opanowany, ale w środku się gotuje. Lepszy jest od niego Brad Pitt (ten akcent – cudowny dla ucha) jako powoli zmęczony zabijaniem Frankie. Skażony przemocą, zna tylko tą drogę, jednak jego oczy zdradzają potrzebę stabilizacji. Drugi plan jest tutaj zdominowany przez niezawodnego Treata Williamsa (Billy Burke) oraz śliczną Natashę McElhone (Megan).

Jako całość „Zdrada” to przykład solidnego kina sensacyjnego zrobiona z pewnym pomysłem oraz próbą (nie do końca przekonującą) opowieści o skomplikowanej historii Irlandii, pełnej krwi, przemocy oraz zamordyzmu. Nie do końca wykorzystuje swój potencjał, ale nie traci się czasu.

6/10

Radosław Ostrowski

Tolerancyjni partnerzy

Richard Parker jest szarym, zwykłym facetem. Pracuje jako kompozytor muzyki pod reklamówki, ma piękną żonę i córkę. Słowem: szczęście niepojęte. I właśnie w to spokojne życie wchodzi sąsiad, Eddy Otis. Facet ma łeb na karku, jest tak życzliwy, że by dać kasę do spłacenia długów, sfinguje wypadek. Do tego jego kobieta jest jeszcze bardziej apetyczna niż można to sobie wyobrazić, a głos ma całkiem niezły. Eddy wpada nagle na pomysł, by wieczorem zamienili się łóżkami. W sensie, że jeden prześpi się z żoną drugiego. Proste i przyjemne, prawda? Tylko, że następnego dnia żona Eddy’ego zostaje znaleziona martwa, a Richard staje się podejrzanym o morderstwo.

tolerancyjni_partnerzy1

Alan J. Pakula jest pewną marką, więc można było być pewnym sukcesu. Reżyser kombinuje tutaj jak może i zaczyna wszystko bardzo spokojnie, niemal jak film obyczajowy z odrobiną humoru. Powoli widzimy jak nasi sąsiedzi zaprzyjaźniają się ze sobą i nawet wyczuwalne jest pewne erotyczne napięcie. I po 40 (mniej więcej) minutach następuje wolta oraz kompletna zmiana klimatu, wpadając w dziwaczną intrygę. Jednak kiedy pojawia się detektyw z firmy ubezpieczeniowej, zacząłem się zastanawiać, czy ta łamigłówka może być taka prosta? Niestety, była i wszystko oparło się na mistyfikacji, a powolna atmosfera matni zostaje coraz bardziej osłabiona. Wyjaśnienie oraz sposób działania naszych antagonistów jest tak przewidywalny, że nawet finał, gdy Richard niczym „Komando” włamuje się na chatę Otisa i robi wjazd, wygląda śmiesznie oraz naiwnie. Tylko dlaczego jest to opowiadane w tak poważny sposób, że nie można przestać się śmiać?

tolerancyjni_partnerzy2

Sytuację – poza niezłą reżyserią, ratuje dobre aktorstwo. Kevin Kline pasuje do roli sympatycznego, ale bardzo statecznego i trzymającego mocno głowę na karku Richarda. Podobnie atrakcyjne są Mary Elizabeth Mastrontonio oraz Rebecca Miller, ale i tak ekran kradnie Kevin Spacey. Już wtedy magnetyzował swoją charyzmą, a jego Eddy to blond włosy, wiecznie uśmiechnięty cwaniaczek w jednej chwili potrafiący zmienić się w prawdziwe monstrum – wykalkulowane, chłodne, niebezpieczne. Jest też Forest Whitater jako prywatny detektyw z firmy ubezpieczeniowej, który jak zawsze trzyma fason.

tolerancyjni_partnerzy3

Pakula tym razem zawodzi, gdyż chyba nie do końca był pewny, co zrobić z tym scenariuszem. Są pewne drobne niespodzianki, ale od połowy napięcie jest bardzo nierówno dawkowane (a finał z uzi można było albo darować, albo inaczej rozegrać). Nie brakuje mroku, ale jest też dość naiwnie, jednak morał jest prosty: uważajcie na swoich sąsiadów, bo nie wiadomo jaki numer wam wytną.

tolerancyjni_partnerzy4

6,5/10

Radosław Ostrowski