Hannah i jej siostry

Żyły sobie siostry trzy: były różne od siebie, a jednak starały się być tak bliskie. Hannah jest aktorką, która stara się wspierać pozostałe dwie, mieszka z Elliotem (księgowym) i ma z nim 4 dzieci. Holly desperacko próbuje znaleźć jakąkolwiek pracę: zaczyna od firmy cateringowej, próbuje tez grać, jednak prześladuje ją pech. Lee jest żoną malarza Fredericka – swojego nauczyciela, ale nie czuje się szczęśliwa i spotyka się z Elliotem. W tym samym czasie były mąż Hanny, hipochondryk Mickey ocierając się o śmierć, przeżywa załamanie nerwowe.

hannah1

Woody Allen tutaj inspirował się „Trzema siostrami” Czechowa, ale zmienił lekko klimat i zrobił dzieło cieplejsze niż pierwowzór. Wszystko toczy się to rzecz jasna w Nowym Jorku na przestrzeni roku, zaś klamrą spajającą ten film jest Święto Dziękczynienia. Zaś wątki poszczególnych bohaterów są ze sobą przeplatane, co tylko uatrakcyjnia cała historię. Oprócz tego mamy pięknie sfotografowany Nowy Jork (tym razem autorem zdjęć jest Carlo Di Palma), bardzo pięknie dobrana muzyka m.in. Jana Sebastiana Bacha, (liryczny wątek Lee i Elliota) i stara tematyka: małżeństwo, zdrada, poszukiwanie sensu życia. Jednak tutaj jest bardziej refleksyjnie niż zabawnie, choć humoru nie brakuje (wątek Mickeya, gdzie humor miesza się z zadumą). Jednak mimo wtórności film ogląda się znakomicie, a dlaczego tak jest? Nie mam pojęcia, to jest jedna z tych rzeczy, których nie potrafię wytłumaczyć. Tak jest i już.

Allen perfekcyjnie prowadzi aktorów i tutaj to tylko potwierdza. Mia Farrow tutaj naprawdę wspięła się na wyżyny swojego talentu, tworząc postać pozornie silnej kobiety, która próbuje być wsparciem dla swojej rodziny, ale to ją męczy. Równie świetnie wypadły Barbara Hershey (Lee – dusząca się w małżeństwie) oraz Dianne Wiest (Holly – desperacko szukająca pracy, starająca się dorównać siostrom). Panów tutaj dzielnie reprezentują: sam Allen grający Mickey’a – hipochondrycznego producenta, który przeżywa załamanie nerwowe, kapitalny Michael Caine (Elliot – miotający się między żoną a Lee) oraz pojawiający się raptem kilka razy Max von Sydow, któremu udało się stworzyć pełnokrwistego bohatera (Frederick, mąż Lee – scena rozstania genialnie zagrana).

Zaryzykuję dość śmiałą tezę, że jest to opus magnum Allena, który przebija nawet „Annie Hall” (równie znakomitą przecież). Tutaj bardziej liczy się to, co między słowami, a jednocześnie poza pewną refleksją gwarantuje świetną zabawę i odrobinę optymizmu.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Purpurowa róża z Kairu

Lata 30, New Jersey, czas wielkiego kryzysu. Cecilia jest młoda kobietą, która pracuje w restauracji w New Jersey, zaś jej mąż jest bezrobotnym. Jej największą miłością jest jednak kino, które odwiedza bardzo często. Właśnie teraz jest grany film „Purpurowa róża z Kairu”. Podczas jednego z seansów, Tom Baxter – jeden z bohaterów – zakochuje się w Cecilii i… opuszcza film, a oboje uciekają z kina.

roza_kair1

Woody Allen to facet, który ma naprawdę bogata wyobraźnię. Tutaj pokazuje historię z miłością (nie tylko) do kina w tle. To kino jest tutaj miejscem, gdzie ludzie zapominają o swoich problemach, nawet jeśli to trwa na chwilę. Ale tutaj fikcja miesza się z rzeczywistością, humor oparty jest na absurdalnej sytuacji i choć Allen nie pojawia się na ekranie, to jego duch jest odczuwalny. Z jednej strony mamy wiernie odtworzone realia czasów kryzysu, z drugiej całość ma lekko nostalgiczny klimat. Jednak Allen przestrzega: nie należy marzyć o innej rzeczywistości, tylko żyć chwilą, która trwa. Podobnie było w filmie „O północy w Paryżu”, gdzie główny bohater chciał żyć w Paryżu lat 20., bo ludzie mają skłonność do idealizowania przeszłości i lubią (chcieliby) żyć w bajce. „Purpurowa róża” to także ostatni film, w którym Allen współpracował z operatorem Gordonem Willisem, który tutaj także nie zawodzi. Także jazzowa muzyka Dicka Hymana buduje ten klimat.

roza_kair2

Co ciekawe aktorzy też tutaj nie zawodzą. Choć nie jest specjalnie wielkim fanem Mii Farrow, to ona tutaj stworzyła świetną rolę kobiety żyjącej marzeniami, która dzięki temu przynajmniej zaczyna przewartościowywać swoje życie. Pytanie tylko, czy dotrwa. Jednak najtrudniejsze zadanie miał Jeff Daniels grający dwie role: Toma Baxtera (romantycznego bohatera, który jest bardzo idealny) i aktora grającego tą postać Gila Shepherda, który bardziej dba o karierę i reputację, ale zakochuje się także w Cecilii. I obie te role są tak różne i autentyczne, jak tylko to możliwe. Poza nimi na drugim planie najbardziej wybija się Danny Aiello (prymitywny i prostacki Monk, mąż Cecilii) oraz świetna Dianne Wiest (prostytutka Emma).

Allen zrobił jeden z mniej allenowskich, ale za to bardzo klimatyczny, wręcz miejscami bardzo magiczny film. Nie wypada nie znać.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Danny Rose z Broadwayu

Danny Rose jest nowojorskim impresario, który nie ma zbyt wielkiego szczęścia w biznesie. Każda jego gwiazda, która odniosła wielki sukces, odchodziła od niego. W końcu udaje mu się załatwić poważny kontrakt jednemu ze swoich podopiecznych, wokaliście Lou Canovie. Mężczyzna prosi Danny’ego, by przywiózł na jego występ kochankę, Tinę. Efekt tego spotkania będzie dla niego mocno zaskakujący.

danny_rose2

Znowu Allen, znowu komedia i znowu Nowy Jork w czarno-białych taśmach. Znowu mamy błyskotliwy humor, wiele zabawnych sytuacji, gangsterów i satyrę pełną gorzkich obserwacji na temat szołbiznesu. Tutaj nie ma miejsca ani na sentymenty, ani na przyjaźnie, bo jak się dostaje lepszy kontrakt, zapewniający rozwój kariery, to się go bierze, zapominając o swoich początkach. Ta gorzka obserwacja nadaje Allenowi odrobiny smutku, zwłaszcza pod koniec. Całość okraszona ładną, włoską muzyką, pięknymi zdjęciami Gordona Willisa, budującymi lekko nostalgiczny klimat. Jeszcze galeria ciekawych indywidualności, którymi zajmuje się Danny (ślepy ksylofonista, brzuchomówca czy dziewczyna grająca na kieliszkach), miłość i happy end.

danny_rose1

Allen w roli głównej obsadza siebie, jednak tak jak w „Zeligu” nie jest to typowa rola dla niego. Danny w jego interpretacji to naiwny impresario, który przyjaźni się ze swoimi podopiecznymi. Na ten bezwzględny fach jest zbyt sentymentalny i za łagodny. Jednak nie ma o to pretensji. Poza nim wybijają się świetni Nick Apollo Forte jako śpiewak Lou Canova, który wraca w glorii i chwale – rubaszny grubas z wielkim talentem. Błysnęła za to Mia Farrow jako Tina. To dziewczyna-zazdrośnica, w dodatku pakująca Danny’ego w tarapaty.

Ten lekko zapomniany film Allena jest powrotem do wielkiej formy i jest TEN humor, który pokochały miliony i zmusza trochę do refleksji na temat sławy i sukcesu.

8/10

Radosław Ostrowski

Zelig

Leonard Zelig to człowiek, który ma bardzo dziwną przypadłość – potrafi zmienić się w postać, która znajduje się obok niego. Może być grubym, czarnym, Grekiem, nawet nazistą. Lekarze nie potrafią mu pomóc. Jednak dr Fletcher próbuje podjąć samodzielną walkę o uczynienie Zeliga człowiekiem.

zelig1

Woody Allen tym razem o człowieku-kameleonie, który dążył do powszechnej akceptacji. Reżyser ponownie wykorzystał formułę kina dokumentalnego, gdzie w rozmowach z postaciami tworzy portret lat 20., gdzie zostają wykorzystane archiwalne materiały oraz stylizowane na filmy z lat 20. losy Zeliga przeplatając to z rozmowami świadków wydarzeń.  Technicznie jest to majstersztyk i ma się wrażenie oglądania prawdziwego filmu dokumentalnego (znakomita imitacja dokonana przez Gordona Willisa i świetnie zmontowana). Nie sposób tego rozróżnić – poniszczone zdjęcia, pełne ziarna, pasków i innych niedoskonałości, także dźwiękowych. Niemniej mam wrażenie, że nie do końca wykorzystano potencjał tego filmu, który mógł być satyrą i drwiną z konformizmu, którego Zelig po części jest symbolem. Ale jednak całość oglądało się naprawdę dobrze.

zelig2

Allen tym razem zaskakuje – nie gra neurotyka, tylko faceta mogącego być każdym i nikim jednocześnie, pozbawionego własnej osobowości faceta, który fascynuje, intryguje i przeraża. Wypada zaskakująco dobrze, to samo można powiedzieć o Mii Farrow jako dr Fletcher – miła, inteligentna kobieta, którą cechuje determinacja i upartość. Także pełniący rolę narratora Patrick Horgan zasługuje na uznanie.

zelig3

Tutaj śmiech idzie w parze z gorzką refleksją i smutkiem. Po kilku średnio-niezłych filmach, Allen wraca do dobrej formy.

7/10

Radosław Ostrowski


Seks nocy letniej

Początek XX wieku. Do domu wynalazcy Andrew i jego żony Adrien przybywają goście, a okazja jest poważna (ślub). Poza nowożeńcami (profesor Leopold i piękna Ariel) pojawia się też najbliższy przyjaciel rodziny, dr Maxwell ze swoją dziewczyną, pielęgniarką Dulce. W ten weekend zdarzy się naprawdę wiele.

noc_letnia1

Woody Allen tym razem postanowił zrobić lżejszy film na ten sam temat, co zawsze (miłość). Jest lekko, czasami zabawnie (za bardzo się chyba przyzwyczaiłem do Allena w stylistyce „Annie Hall”), jednego zaś nie można odmówić tej produkcji. To najładniejszy wizualnie Allen, piękne plenery sfotografowane przez Gordona Willisa tworzą wrażenie obecności wręcz w Arkadii. Wrażenie to jest intensywniejsze wraz z obecnością muzyki Felixa Mendelsona. Mimo tego ten film mnie nie powalił. Owszem, jest sympatycznie, bohaterowie się miotają, finał jest dość intrygujący, ale brakuje mi tu zaangażowania, czegoś porywającego.

noc_letnia2

Aktorsko jest całkiem przyzwoicie. Allen też się pojawia, ale nie gra tu głównej roli i nie jest też neurotycznym Nowojorczykiem, tylko ekscentrycznym wynalazcą, którego działania nie zawsze się udają. Całość ukradł zdecydowanie Jose Ferrer jako opanowany i elegancki profesor. „Seks” to także pierwszy film, w którym pojawiła się Mia Farrow i poradziła sobie jako miotająca i niezdecydowana Ariel (nominacja do Złotej Maliny jest dla mnie dziwną decyzją). Reszty dopełniają; Tony Roberts (dr Maxwell), Julie Hagerty (pielęgniarka Dulcy) oraz Mary Steenburgen (Adrien, oziębła żona Andrew).

noc_letnia3

Nie jest to Allen w najwyższej formie, ale ogląda się to zaskakująco lekko. Całkiem niezły film, ale po Allenie liczyłem na coś więcej.

6/10

Radosław Ostrowski

Wspomnienia z gwiezdnego pyłu

Sandy Bates jest reżyserem filmów komediowych, który przeżywa kryzys twórczy. Prace nad jego ostatnim filmem idą dość opornie i nie podobają się wytwórni. Żeby wypocząć, zostaje wysłany do nadmorskiej miejscowości, gdzie w hotelu „Gwiezdny pył” odbywa się przegląd jego filmów. Tam na miejscu rozprawi się ze swoimi demonami (dwie nogi, para piersi – innymi słowy kobiety).

gwiezdny_pyl1

Jeśli czytając ten opis, nasuwają się wam skojarzenia z „8 i pół” Felliniego, to macie dobre skojarzenia. Allen w dość komiczny sposób inspiruje się Fellinim i mamy to, co zawsze – skomplikowane relacje z kobietami, humor (tylko w trochę mniejszej ilości niż zwykle), jazz w tle. Dodatkowo mamy tutaj pomieszanie przeszłości, teraźniejszości, snu i jawy – co tworzy mocno oniryczny klimat, potęgowany przez czarno-białe zdjęcia, gdzie praktycznie do samego końca nie wiemy, co jest wytworem wyobraźni, a co się dzieję naprawdę (m.in. spotkanie za miastem, gdzie jest zlot czekający na UFO). Trochę wprowadziło mnie to w konsternację, zaś dość dla mnie przewrotny finał częściowo nadrabia. Allen tutaj próbuje przewartościować całe swoje życie i dorobek artystyczny. Nie ma już siły na rozśmieszanie, jest zmęczony gawiedzią (sceny, gdy rozmawiają z nim jego fani oraz początek filmu).

gwiezdny_pyl2

Oczywiście, Allen znów jest na ekranie i znów gra tą samą postać – pogubionego inteligenta, który nie radzi sobie z kobietami, ale udaje mu się przewartościować swoje życie. Ale partnerujące mu panie są najmocniejszym atutem tego filmu. Fantastycznie tutaj wypadły Charlotte Rampling (ciemnowłosa Dorris – znerwicowana, niestabilna, seksowna kobieta), Jessica Harper (atrakcyjna i urocza Daisy) oraz Marie-Christine Barrault (niepewna siebie Isobel).

gwiezdny_pyl3

„Wspomnienia z gwiezdnego pyłu” kończą pewien etap w dorobku Allena. Dla mnie ten dość dziwaczny film nie do końca do mnie trafił, niemniej ma swoje zalety i jest warty obejrzenia.

6,5/10

Radosław Ostrowski


Manhattan

Isaac Davis jest nowojorskim scenarzystą piszącym dla telewizji. Płaci alimenty swojej byłej żonie, która wychowuje jego syna z inną kobietą i jest w nim zakochana 17-letnia Tracy. Jednak Issac pewnego dnia rzuca swoją pracę i próbuje pisać książkę. Jakby było tego mało, Isaac poznaje pochodzącą z Filadelfii Mary. Z początkowej niechęci zaczyna wyrastać coś więcej.

Po próbie eksperymentu z Bergmanem, Woody Allen zdecydował się wrócić do tego, co umie najlepiej, czyli komedii w stylu „Annie Hall”. Nie ma tu łamania perspektywy i chronologii, za to jest jest Nowy Jork, środowisko artystyczne prowadzące pseudointelektualne rozmowy o sztuce i seksie, miłosne komplikacje. Jednym słowem życie i cała reszta + dialogi w stylu Allena. A wszystko to toczy się w jedynym możliwym mieście – Nowym Jorku. Nakręcona na czarno-białej taśmie przez Gordona Willisa (ten sam operator odpowiada za zdjęcia do „Ojca chrzestnego”), miasto wygląda piękniej i magicznie, zaś kilka ujęć jest po prostu fantastycznych (początek, gdzie widzimy miasto czy wizyta w planetarium), Magia ta jest potęgowana przez muzykę George’a Gershwina. A dlaczego tak jest to zrobione, już wyjaśniają pierwsze zdania tego filmu i więcej nie zdradzę.

manhattan1

Allen znowu pojawia się na ekranie (we „Wnętrzach” się nie pojawia) i znów kreuję tą samą postać – neurotycznego inteligenta, pełnego wątpliwości, w dodatku odrzucający szczerą miłość 17-letniej dziewczyny (czarująca Mariel Heminghway, która tworzy bardzo dojrzałą kreację) ze względu na wiek. Isaac kocha Nowy Jork, bez którego nie wyobraża sobie życia i stara się być perfekcyjny. Poza wspomnianą jeszcze Mariel, z pań wybija się niezawodna jak zawsze Diane Keaton (równie neurotyczna i inteligentna Mary) i Meryl Streep (Jill, sarkastyczna była żona Davisa), zaś panów reprezentuje Michael Murphy (Yale – kumpel Isaaca).

manhattan2

Allen tym filmem wrócił do dobrej formy, a po latach to jeden z lepszych i klimatycznych filmów Nowojorczyka. Znać wypada, po prostu.

7/10

Radosław Ostrowski

Wnętrza

Joey, Renata (poetka) i Flyn (aktorka) są siostrami z ambicjami artystycznymi, a film skupia się na relacjach między nimi, a także między ich rodzicami (matka – dominująca specjalistka od dekoracji wnętrz, ojciec – adwokat), żyjącymi w separacji. Wszystko się zmienia w momencie, gdy Arthur (ich ojciec) decyduje się ponownie ożenić z poznaną w Atenach kobiecie Pearl.

wnetrza1

Woody Allen tym razem postanowił zrobić film w stylu swojego ulubionego reżysera Ingmara Bergmana, czyli opowieści o pustce emocji i miotaniu się ze sobą, światem oraz swoimi ambicjami. Wszystko absolutnie na poważnie, bez żadnego żartu czy odrobiny humoru, który mógłby być pewną odtrutką. Jednak nazwać ten film za udany do końca. Film ten jest bardzo chłodny i zdystansowany wobec swoich bohaterów, z którymi naprawdę trudno się identyfikować. Alienacja i samotność jest też spotęgowana bardzo sterylnymi, chłodnymi dekoracjami oraz brakiem muzyki (obecna jest ona tylko w jednej scenie – dnia ślubu). Wszyscy bohaterowie są tu nieszczęśliwi, niespełnieni, mający wielkie ambicje i chęć zmiany swojego życia, kończy się zaś tylko na słowach.

Aktorsko trudno się przyczepić, bo jest to zagrane naprawdę dobrze (najlepiej wypadły Geraldine Page, i Mary Beth Hurt) ale dystans jest zbyt duży i film zwyczajnie męczy. Trochę szkoda, bo mogło z tego wyjść coś naprawdę ciekawego.

6/10

Radosław Ostrowski


Annie Hall

Alvy Singer jest nowojorskim komikiem, który odnosi pewne sukcesy.  Ale jego prywatne posypało się. Niedawno rozstał się z Annie Hall – młodą, obiecującą piosenkarką. Nie mogąc o niej myśleć opowiada nam historię tego związku.

annie_hall1

Ten film jest dla Allena jest punktem zwrotnym i wyznacznikiem stylu reżysera, kompletnie odcinając się od dotychczasowego dorobku. Nie ma tutaj gagów, pastiszu czy zgrywy, w zamian pojawiają się błyskotliwe dialogi, pełne ironii, złośliwości i odniesień do kultury. Allen nie oszczędza nikogo, a najbardziej siebie – zakompleksionego inteligenta z obsesjami na punkcie śmierci, seksu i antysemityzmu, zaś psychoterapeuci biorą szmal i nie do końca pomagają. To tutaj bohater Allena zwraca się bezpośrednio do widowni, łamie chronologię i zderza rzeczywistość z przeszłością (rozmowa rodziny Annie z rodziną Alvy’ego), co potem będzie pojawiać się wielokrotnie. Jednak tutaj pojawia się tu też pytanie, które sobie zadają wszyscy ludzie: dlaczego fascynacja dwojga ludźmi nagle się wypala i gaśnie? I czemu miłość nie trwa wiecznie. No właśnie, dlaczego? Odpowiedzi nie ma, zaś połamana chronologia uatrakcyjnia całość, bo po chwili radości nagle widzimy jak się kłócą i sprzeczają. A wszystko z błyskotliwymi dialogami, jazzem w tle oraz tak rozpoznawalną czołówką, która będzie nam towarzyszyć do samego końca. No i Nowy Jork – miasto tak specyficzne, które Allen tak kocha, niezwykłe, specyficzne, pokręcone.

annie_hall2

Allen tutaj jest tym Allenem, którego tak bardzo pokochały miliony na świecie. Neurotyczny, zakompleksiony inteligent, który nie radzi sobie ze swoimi obsesjami (śmierć, seks). Równie neurotyczna jest Annie (życiowa rola Diane Keaton), zaś chemia między nimi jest wręcz namacalna. Drugi plan też jest pełen ciekawych postaci jak przyjaciel Rob (Tony Roberts), pierwsza żona Alvy’ego – Allison (Carol Kane), zaś w epizodach pojawiają się tu Christopher Walken (brat Annie, Duane), Jeff Goldblum (facet na przyjęciu) i Sigourney Weaver (dziewczyna w kinie).

annie_hall3

Nic dziwnego, że ten film uważany jest za opus magnum Allena. Od tego filmu zaczęła się wielka sława tego reżysera oraz TO poczucie humoru. Ostatnim filmem o tej tematyce w takim stylu, było „500 dni miłości” (które też polecam).

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski


Miłość i śmierć

Poznajcie Borysa Gruszenkę – rosyjskiego faceta, który czeka na swoją egzekucję. Ale zanim przeniesie się na tamten świat, opowie wam cała historię swojego życia – nie do końca spełnionej miłości do kuzynki Sonii, jego udział w walce z Francją oraz próbę zamachu na Napoleona.

Ten film Allena chyba jest największą niespodzianką. Z jednej strony mamy do czynienia z parodią Wielkiej Literatury Rosyjskiej (m.in. „Wojna i pokój”, „Zbrodnia i kara”, „Bracia Karamazow”) XIX wieku, z drugiej mamy czystego Allena, gdzie nie brakuje przeintelektualizowanych dialogów o filozofii, Bogu, śmierci i w ogóle o życiu, które jest bardzo nieobliczalne. Jest to bardzo rozbrajające, nie brakuje nawet scen batalistycznych, gdzie walczą ze sobą żołnierze, pojawiają się też owce, cherleederki i… sprzedawcy jedzenia. „Wszędzie ruchawka, zniszczenia i pożoga” – jak pisał Kazik. A jednocześnie jest to tak zabawne, że głowa mała. Pojedynek Borysa z Lebedkowem, próba zamachu na Napoleona czy Borys niszczący obóz francuskich generałów jako latająca kula rozbrajają totalnie. Wszystko to ładnie sfotografowane, z interesującą scenografią i kostiumami, a także budującą klimat muzyką Prokofiewa.

smierc1

Allen znów obsadził w główne roli siebie (ponieważ jest on jedynym aktorem, który go nie zawiódł) – safandułowatego nieudacznika, któremu nic nie wychodzi (nadal śmieszy głownie slapstikowymi gagami, ale tutaj jest ich mniej) i wierzy na krotko w Boga, by znów zostać okpionym. Znowu partneruje mu Diane Keaton i znowu wyszło bardzo dobrze. Jej Sonia to zagubiona, intelektualistka, która nie jest szczęśliwą żoną, jest jednocześnie pewna siebie i uparta. Ta mieszanka działa bezbłędnie. Poza tą dwójką należy też zdecydowanie wyróżnić Harolda Goulda (hrabia Lindebkin), Jamesa Tolkana (Napoleon – tutaj bardziej walczący na polu kulinarnym niż wojennym) oraz Olga Georges-Picot (niezaspokojona hrabina Aleksandrowna).

smierc2

To ostatni film Allena, w którym humor opierał się na parodii i slapsticku (przynajmniej odpuścił go na długi czas), nadal bawi, zaś smaczki i aluzje są dość łatwo czytelne. Świetne kino.

7,5/10

Radosław Ostrowski