Atlas chmur

W 1846 r. notariusz Adam Ewing zapada na ciężką chorobę podczas podróży z wysp Pacyfiku do San Francisco. W trakcie wyprawy zaprzyjaźnia się z niewolnikiem. W 1936 r. młody kompozytor-gej Robert Frobisher zatrudnia się u światowej sławy kompozytora Vyvyana Ayrsa. Po pewnym czasie zaczyna tworzyć własne arcydzieło. W 1973 r. dziennikarka Luisa Rey szuka prawdy o intrydze szefa elektrowni atomowej, czym ściąga na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo. We współczesnym Londynie wydawca Timothy Cavendish wpada w kłopoty finansowe. Wskutek intrygi brata zostaje uwięziony w domu starców. A w dość odległej przyszłości w Nowym Seulu genetycznie zmodyfikowana kelnerka Sonmi-451 oczekuje na wykonanie wyroku śmierci. Opowiada służącemu systemowi Archiwiście historię swojej przemiany. A w post apokaliptycznej rzeczywistości Zachariasz próbuje chronić swych bliskich przed kanibalami Kona. Jego życie zmienia pojawienie się tajemniczej kosmitki Meronym.

Wachowscy i Tom Tykwer próbują stworzyć filmową układanką, toczącą się w sześciu przestrzeniach czasowych, gdzie ok. 20 bohaterów w ciągu prawie trzech godzin. Jak widać, nie jest to łatwe kino, bo wymaga skupienia, zaś przeplatanie wątków może wywołać chaos i zagubienie na początku, ale opanowanie tego nie jest aż takie trudne jak się wydaje. Twórcy stworzyli dość ciekawą wizję świata (zwłaszcza historie futurystyczne), zaś przewijającym wątkiem jest bunt wobec porządku świata, narzuconym konwenansom oraz bycie niewolnikiem, a wszystko okraszone poważnymi i „głębokimi” dialogami oraz monologami, co dość mocno psuje frajdę z oglądania. Poza tym każda z opowieści opowiedziane w różnych konwencjach: od komedii przez thriller i melodramat do SF, ze świetnym montażem oraz kapitalną charakteryzacją, gdyż aktorzy grają nawet po kilka postaci i nie zawsze łatwo jest rozpoznać ich.

I właśnie zagrane jest to naprawdę świetnie, choć postacie nie są zbyt głęboko zarysowane. Największe brawa należą się Tomowi Hanksowi (m.in. Zachariasz, dr Henry Goose czy pisarz Dermot Hoggins), który stworzył kilka kompletnie różnych postaci (najbardziej zapada w pamięć brytyjski pisarz Hoggins, brytyjski akcent Hanksa jest wyborny) i pokazał, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Drugim jasnym punktem jest Halle Berry (m.in. Luisa Rey, Meronym czy biała blond Jocasta), ale też nie można zignorować będących w równie mocnej formie Hugo Weavinga (m.in. demoniczny demon Stary Georgie, zabojca Bill Smoke czy pielęgniarka Noakes – nowa wersja siostry Ratchet), Jima Broadbenta (m.in. Cavendish) czy Jima Sturgessa (m.in. Adam Ewing i Hae-Joo Chang). To naprawdę robi wrażenie i po części oni podnoszą ten film na wyższy poziom.

atlas6

Ta mieszanka jest zgrabnie pokazaną żonglerką gatunkami oraz potwierdzeniem rzemiosła reżyserów. A że czasem pojawiają się naprawdę głębokie dialogi i monologi, to akurat jest najdrobniejsza wada. Uczciwie dobry film.

7/10

Radosław Ostrowski

W sypialni

Kim jest Edyta? Jak ją poznajemy, sprawia wrażenie osoby skrytej i bardzo tajemniczej. Nie ma mieszkania (śpi w samochodzie), nie ma kasy (podjada w markecie), umawia się przez Internet z mężczyznami, następnie ich usypia i tak zamieszkuje. Przynajmniej do czasu, gdy pojawia się Patryk.

sypialnia

Tak, to kolejna polska produkcja, ale o dziwo nie będę tego aż tak mocno krytykował. Po pierwsze, jest technicznie naprawdę dobry – dźwięk jest wyraźny, a WSZYSTKIE dialogi słyszalne, montaż i zdjęcia też są naprawdę dobre, co w przypadku filmu zrealizowanego za 8 tysięcy złotych wydaje się nierealne. A jednak. Dla mnie jednak ten film jest trochę za krótki (nieco ponad godzinę) i stawia pytania, nie dając praktycznie żadnych odpowiedzi, urywając się w dość istotnym momencie. A najważniejsza w tym wszystkim jest Edyta, a tak naprawdę Ewa. Wiemy, że uciekła z domu, nie jest w stanie wejść w głębsze relacje i że coś ukrywa. Ale nie dowiemy się dlaczego, mimo to (a może dzięki temu) postać tej złodziejki przykuwa naszą uwagę, co pokazuje tutaj grająca ją Katarzyna Herman. Poza nią (obsada naprawdę niewielka) rzuca się w oczy przyzwoicie grający Tomasz Tyndyk jako Patryk, o którym też niewiele wiemy oraz pojawiający się w epizodach Mirosław Zbrojewicz (Jacek) oraz Agata Buzek (aktorka Klaudia).

sypialnia2

Dla osób, które odbierają filmy rozumem „W sypialni” może być rozczarowaniem, jednak osoby szukające czegoś oryginalnego, eksperymentalnego i nietypowego zakochają się od razu. Dla mnie osobiście, to kawał niezłego kina, czego w naszym kraju też trochę brakuje i które chyba ma coś do powiedzenia.

6/10

Radosław Ostrowski

Dopóki piłka w grze

Gus Lobel jest podstarzałym łowcą talentów, który szuka nowych gwiazd baseballu. Jednak jego czasy, gdy liczył się wzrok, minęły. Obecnie w tym fachu liczą się komputerowe statystyki. Mimo, że nie do widzi nie zamierza rezygnować, choć biuro Atlanta Bravers nie liczy się z jego zdaniem. Za namową przyjaciela Pete’a, pomaga mu Mickey, córka Gusa – obiecująca prawniczka, z którą Gus nie ma najlepszych kontaktów. Ale wokół nich pojawia się były zawodnik, obecnie łowca talentów Jimmy Flanegan.

pilka1

Robert Lorenz to przede wszystkim producent filmowy, który współpracował z Clintem Eastwoodem (m.in. „Rzeka tajemnic” czy „Za wszelką cenę”). Tym razem postanowił zadebiutować jako reżyser. Choć tłem jest baseball (narodowy sport USA, którego popularność w Polsce jest dość nikła), tak naprawdę jest to dramat obyczajowy o ojcu i córce, którzy nie potrafią się ze sobą dogadać, a oboje kochają baseball. W zasadzie cała historia jest dość prosta i przewidywalna jak kolejność dni w tygodniu i odrobinę sentymentalnie. Technicznie trudno się przyczepić, ten film mógłby wyreżyserować Clint Eastwood – długie ujęcia Toma Sterna, surowy montaż. Sama historia jednak nie angażuje i nie wciąga zwyczajnie. Zaś wątek romantyczny wydaje się lekko wepchnięty na siłę. Mimo tego ogląda się to całkiem dobrze i nie przynudza.

pilka2

O Clincie Eastwoodzie nie będę mówił, bo to klasa sama w sobie i wiadomo czego się po nim spodziewać. Nie zawodzi, nadal jest szorstkim i ponurym twardzielem, który znosi wszystkim ciętym humorem. I mimo 82 lat na karku, nadal ogląda się go z przyjemnością. Partnerujący mu aktorzy nie są słabi czy nieuzdolnieni, ale przy nim wypadają blado (w tym przypadku oznacza to przyzwoicie). Tak można powiedzieć o Amy Adams w roli Mickey – prawniczki, co baseballem się interesuje i ma wielką pasję w tym kierunku, oddana pracy, ale mająca duży żal do ojca. Z kolei Justin Timberlake jest przystojny, zabawny i wygadany. Trzeba coś więcej??

Ogólnie mówiąc, nie jest to film stricte o baseballu, ale o ludziach. Problem w tym, że nie jest to ani odkrywcze, ani ciekawe. Niemniej ogląda się przyjemnie (staruszek Clint rządzi!!!!) i czas nie jest do końca stracony.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Kryptonim: Shadow Dancer

Belfast, rok 1993. Colette McVeigh jest młodą kobietą, która zajmuje się synem i jednocześnie walczy w IRA. Podczas akcji podłożenia bomby w metrze, zostaje zwerbowana pod wpływem szantażu (syn miał zostać przejęty przez Anglików). Od tej pory ma meldować o wszystkich działaniach swoich braci, ale wszystko zaczyna się komplikować od nieudanego zamachu na policjanta. Wtedy oficer prowadzący Colette odkrywa, że jest jeszcze jedna wtyka.

shadow_dancer

James Marsh jest przede wszystkim cenionym dokumentalistą, który także sprawdzał się w fabule, co było widać na przykładzie „Wilczego prawa: 1980”. Tym razem reżyser podjął wątku IRA oraz tajnych służb. Nie jest to jednak film stricte sensacyjny, bo najważniejsza jest relacja między Colette a rodziną, która jest zaangażowana w walkę z Brytanią. Ale tutaj Irlandczycy mają obsesję na punkcie zdrady oraz kretów. Jednocześnie tajne służby nie są wobec siebie otwarte i ukrywają swoich kretów przed resztą. Bo w razie wsypy grozi im śmierć. A pracownicy wywiadu, jeśli dostaną nadmiar władzy, mogą być równie niebezpieczni jak ci, których tropią. Nie ma tutaj efektownych strzelanin, pościgów czy innych bondopodbnych tricków. Kamera jest bardzo statyczna, chłodna i stonowana, zaś sceny akcji są bardzo stabilne. Jednak poza thrillerem jest to też dramat rodzinny i tu są stawiane pytania o to, co jest ważniejsze: rodzina czy ideologia? I to jest dość otwarte pytanie.

shadow_dancer2

Zaś od strony aktorskiej, film jest trochę nierówny. Najlepiej wypada Clive Owen w roli Maca – opanowanego i spokojnego agenta, który jednak decyduje się na niesubordynację. Także grająca jego przełożoną Gillian Anderson jak zimna suka wypada przekonująco. To samo chciałbym powiedzieć o Andrei Riseborough grającą Colette. Niestety, jest ona najsłabszym elementem, zaś jej obojętny wyraz twarzy nie przekonuje mnie. Być może to miała być forma maski, ale jej los nie obchodził mnie.

Gdyby nie to, byłby to jeden z najlepszych thrillerów ostatnich lat. A tak mamy do czynienia z naprawdę dobrym thrillerem, który potrafi trzymać w napięciu i ogląda się dobrze.

7/10

Radosław Ostrowski

Obława

Rok 1945. Kapral Wydra jest żołnierzem partyzanckiego oddziału porucznika Maka, który ukrywa się gdzieś w lesie. Kapral dostaje zadanie zlikwidowania niejakiego Kondolewicza – młynarza, który jest kapusiem. To proste zadanie będzie początkiem sprawy, w którą zostaną wplątane 4 osoby.

oblawa1

Moja miłość do polskiego kina była wielokrotnie wystawiana na próbę. Bo potencjał był niewykorzystywany, budżet za tani, nuda panie i prawie ciągle te same twarze. Z tego co powstaje w naszym kraju, w ciągu roku tych ciekawych i udanych propozycji, można policzyć na palcach jednej ręki. I do tego grona dodałbym nowy film Marcina Krzyształowicza (polski film można też poznać po trudnym do wymówienia nazwisku reżysera), który po paru latach przerwy i dwóch zapomnianych produkcjach, serwuje nam film o wojnie. Żeby jednak przyciągnąć naszą uwagę, chronologia zostaje załamana, co daje bardzo ciekawy efekt, a każda z poprzednich scen nadaje nowe znaczenie i rzuca inne światło na bohaterów. Bo niby wydaje się, że wiemy o nich wszystko – egzekutor, konfident, jego żona i sanitariuszka. Jednak im dalej w las, tym więcej dostrzega się szarości, a jedyni źli to Niemcy. Wszystko to znakomicie sfotografowane (realistyczne i wyprane z kolorów ujęcia Arkadiusza Tomiaka) i zmontowane, ale znów dźwiękowcy się nie popisali, bo dialogi (z tego, co wychwyciłem) były naprawdę dobre. No i o patosie czy patriotyzmie zapomnijcie – tu żołnierze klną, chcą zabijać i wszyscy są zmęczeni (tak jak dowódca).

oblawa3

A co do aktorów? Jak opisać te postacie, by nie zdradzić zbyt wiele o nich? Po raz kolejny klasę pokazał Marcin Dorociński jako bezwzględny egzekutor Wydra, dla którego litość jest słowem obcym. Kompletnie zaskoczył za to Maciej Stuhr i jeśli ktoś zwątpił i uważał go za beztalencie, po tym filmie zmieni zdanie. Kondolewicz w jego interpretacji to cwany facet, który jest słabym i świadomym tego, co robi. Także Sonia Bohosiewicz i Weronika Rosati zasługują na uznanie tworząc niejednoznacznych bohaterów. Poza tym czworokątem należy też wyróżnić Andrzeja Zielińskiego jako zmęczonego, chorego porucznika Maka.

oblawa

„Obława” to mocna i brudna opowieść o bezsensowności wojny. Bez patyczkowania, łagodzenia i innych ceregieli.

8/10

Radosław Ostrowski

Lot

Whip Whitaker jest kapitanem lotnictwa, który na sterowaniu samolotem wie wiele, naprawdę wiele. Po trzech dniach pod rząd, ma kolejny lot. Ale w jego trakcie dochodzi do turbulencji i awarii samolotu, Whitaker wykonuje niebezpieczny manewr i cudem ratuje pasażerów przed tragedią. Nie wszystkich, a podczas śledztwa prowadzonego przez komisję okazuje się, że kapitan w trakcie lotu był pijany.

lot1_400x400

Robert Zemeckis był jednym z najzdolniejszych reżyserów amerykańskich, którego śmiało można nazwać uczniem i następcą Stevena Spielberga. Po realizacji filmów animowanych wraca do „żywych” aktorów po 12 latach. I choć w tle jest katastrofa lotnicza (świetnie zrealizowana), tak naprawdę jest to film o walce z nałogiem, tutaj alkoholem. To jak niszczy i jak wiele trzeba, by uświadomić sobie, że jest się uzależnionym. Co w przypadku osoby, która nie ma z tym problemu nie jest łatwe. Choć reżyser czasem serwuje banały i pewnej przewidywalności, to potrafi to bardzo przekonująco opowiedzieć, bo emocje aż kipią i ogląda się tą walkę z dużym zaciekawieniem. To duży plus, choć trochę patetyczne zakończenie może zaszkodzić.

lot2_400x400

Zresztą Whitakerowi wierzymy na słowo, bo gra go Denzel Washington i jest świetny w roli nałogowego pijaka, którego otoczenie częściowo tuszuje jego zachowanie. On nie widzi problemu w piciu (wszelkie sceny, gdy jest pod wpływem są świetne), zaś jego przemiana pokazana jest stopniowo i bardzo subtelnie. Mieszanka pewności siebie i bycia żałosnym udają się bardzo przekonująco. Druga kluczową postacią jest narkomanka Nicole (w tej roli równie wyborna Kelly Reilly), którą Whitaker poznaje w szpitalu. Jest to kobieta z przeszłością, jednak świadoma swojego nałogu i za wszelką cenę próbująca z nim zerwać. Poza tym duetem, nie brakuje wyrazistych postaci drugoplanowych. Tutaj błyszczy pojawiający się krótko John Goodman w roli dealera Harlinga Mays, wprowadzając odrobinę humoru. Poza nim dobrze wypadają Bruce Greenwood (Charlie Anderson, przyjaciel Whitakera) oraz Don Cheadle (adwokat Hugh Lang), którzy potwierdzają swój talent.

lot3_400x400

Zemeckis może i Ameryki nie odkrywa, jednak historia z „Lotu” zostaje w pamięci. Choć są pewne wady (schematyzm, zakończenie), to ten lot reżyserowi się udał.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Śniegi wojny

Kwiecień 1940, Norwegia. Podczas walki zostaje zestrzelony niemiecki samolot pilotowany przez porucznika Horsta Schopisa. On i dwaj ocaleni podoficerowie ruszają, by znaleźć schronienie. Po dniu trafiają do opustoszałej chaty. W tym samym czasie pojawiają się brytyjski oficer i strzelec, którzy też zostali zestrzeleni. Cała piątka chcąc nie chcąc, by przetrwać musi podjąć ze sobą współpracę, co nie będzie takie łatwe.

snieg2_300x300

Historia oparta na faktach, w dodatku nakręcona przez Norwegów. W dodatku dość ciekawie pokazują, że w pewnych sytuacjach trzeba zawiązać między sobą porozumienie, choć jest ono budowane na niepewności i braku zaufania z obydwu stron. Zwłaszcza, że stawką jest przetrwanie. Stopniowa niechęć powoli buduje porozumienie, zaś przedstawiciele obu nacji zaczynają się lubić. Wszystko to opowiedziane w niespiesznym tempie (wiadomo, ostry mróz i zima na zewnątrz), ale pokazane jest to w naprawdę ciekawy i intrygujący sposób. Lody zaczynają ustępować, zaś bohaterowie odsłaniają się i mówią o sobie, swoich marzeniach i losach. W dodatku piękne plenery mroźnej Norwegii oraz solidna realizacja.

snieg1_300x300

Aktorzy zaś wypadają całkiem przyzwoicie. Najbardziej wysuwają się przede wszystkim dowódcy obydwu stron grani przez Floriana Lukasa i Lachlana Nieboera,  porucznika Shopisa oraz kapitana Davenporta. Każdy z bohaterów jest zróżnicowany, bo nie brakuje młodego, zafascynowanego Hitlerem kaprala, mrukliwego sierżanta oraz strzelca. A ich losy przypominają, że mamy do czynienia tylko z ludźmi, a nie żołnierzami.

Może i przesłanie nie jest zaskakujące, a tematykę wałkowano wielokrotnie, „Śniegi wojny” są kawałkiem całkiem niezłego z przyzwoitą obsadą, piękną scenerią oraz po prostu solidną realizacją.

6/10

Radosław Ostrowski

Dym

W Nowym Jorku, a dokładnie w Brooklynie znajduje się taki mały sklep z papierosami, którego właścicielem jest Auggie Wenn. Często tam zagląda pisarz Paul, który stracił żonę w strzelaninie oraz wenę twórczą. Mężczyzna przypadkowo poznaje młodego chłopaka Thomasa. Jego ojcem jest pracujący na stacji benzynowej Cyrus. I losy tej czwórki przeplatają się i mają wpływ na nich samych.

Na pierwszy rzut oka film Wayne’a Wanga oraz Paula Austera (także scenariusz) to film bardzo spokojny, bazujący na dialogach i bardziej nadający się na powieść, bo dzieje się tu niewiele. Jednak to tylko pozory, bo jest to historia bardzo niezwykła, choć wygląda bardzo zwyczajnie. Jej siłą są ludzie, którymi życiem kieruje przypadek. Sposobem na nieprzewidywalność jest drugi człowiek, któremu zwierzamy się i stajemy się częścią jego życia. Nie brakuje bardzo dobrych dialogów oraz monologów, podczas których bohaterowie opowiadają różne historie, bardziej prawdziwe lub nie. I powoli wciągnął mnie ten rytm, polubiłem też bohaterów, którzy czasem muszą zmierzyć się ze swoją przeszłością czy tajemnicą.

dym1_400x400

W dodatku jest to wszystko bardzo znakomicie zagrane. Popisowo wypada Harvey Keitel jako Auggie, właściciel sklepu, który bywa trochę filozofem, gawędziarzem, a jednocześnie bardzo otwarty facet. Kroku dorównuje mu William Hurt jako pisarz Paul, który przeżył dramat, zaś opowiadane przez niego historie są pewnego rodzaju odskocznią i pomagają mu przetrwać. A inspiracje czerpie z dnia codziennego. Poza nimi są będący naprawdę w bardzo dobrej dyspozycji Harold Perrineau (zagubiony Thomas, który chce poznać swojego ojca) oraz Forest Whitaker (Cyrus, który „pokutuje” za swoją tragedię).

dym2_400x400

„Dym” to na pozór nudne i statyczne kino, jednak posiada ona pewną magię, choć pokazuje zwykłe codzienne życie. Jednak świetny scenariusz oraz kapitalne aktorstwo wznoszą ten film na wyższy poziom, a zakończenie jest jednym z najlepszych jakie widziałem kiedykolwiek. Z czystym sumieniem zachęcam.

8/10

Radosław Ostrowski

Wiosna 1941

Rok 1971. Do Polski przyjeżdża słynna wiolonczelistka Clara Planck. Przyjazd do kraju przywołuje wspomnienia z czasów okupacji, gdy się ukrywała u znajomej Emilii razem z mężem i córką.

Opis jest dość krótki, bo i więcej po prostu nie trzeba. Znowu o wojnie, o ukrywaniu Żydów, zaś materiał bazowy (opowiadanie Idy Fink) stworzył dość ciekawy i nietypowy film o tych czasach. cały dowcip polega na tym, że to tak naprawdę film o trójkącie, który mógł powstać tylko w czasie wojny (mąż, żona i kobieta ukrywająca ich – kochanka). Patrząc z tej perspektywy, „Wiosna 41” jest zaskakująca – posiada tajemnicę, zaś mieszanie chronologii (czas teraźniejszy i wojenna przeszłość) wywołuje zainteresowanie. Nie brakuje tu ładnych plenerów (zdjęcia Ryszarda Lenczewskiego), ale i okrucieństwa Niemców, choć wydawało się, że nic nowego się już nie da opowiedzieć. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to fakt, że wszyscy mówią po angielsku, ale skoro film współprodukowali Brytyjczycy nie jest to zaskakujące.

Także od strony aktorskiej film prezentuje się naprawdę przyzwoicie. Najlepiej wypadła Neve McIntosh oraz Clare Higgins grające Clarę (młodą i starszą), która bardzo przekonująco pokazuje jej strach, niepewność oraz stopniowe oddalenie od męża Artura (dobry Joseph Fiennes). Drugą istotną postacią jest Emilia (kolejno Kelly Harrison i Maria Pakulsnis) – młoda kobieta, samotnie mieszkająca na wsi i podkochująca się w Arturze. W drobnych rolach pojawiają się polscy aktorzy, a najbardziej zapadają w pamięć role Mirosława Baki (Stefan) oraz Łukasza Simlata (Władek Kowalski).

Ogólnie mówiąc, „Wiosna 1941” to kawał niezłego kina, które pokazuje wojnę w dość nietypowy, bo ze strony bardziej obyczajowej.

6/10

Radosław Ostrowski

Gniazdo os

Ron Decker jest młodym chłopakiem, który trafia do więzienia za handel marihuaną. W więzieniu poznaje Earla Copena, który staje się dla niego mentorem i pomaga mu żyć. Między nimi zawiązuje się przyjaźń.

Tak pokrótce można opisać film Steve’a Buscemi. Tez zdolny aktor kolejny raz pokazał swój talent reżyserski, tym razem bazując na książce Edwarda Bunkera. W zasadzie jako takiej fabuły nie ma, a reżyser pokazuje więzienny światek jako miejsce, gdzie samemu nie można zdziałać wiele, a bez pomocy kumpla stajesz się ciotą. Strażnicy przymykają oko na różne sprawy, a w więzieniu może nawet dojść do zamieszek. Surowa atmosfera, surowe zdjęcia, surowa muzyka Johna Luriego, bardzo oszczędnie pokazane i z dość ciekawym finałem.

gniazdo_300x300

Tak naprawdę od strony aktorskiej, film jest teatrem jednego aktora – Willema Dafoe. Earl to doświadczony więzień, który tak naprawdę trzyma to wszystko w garści. Jest w stanie załatwić niemal wszystko, więzienie to jego dom. Nieźle wypadł Edward Furlong w roli młodego Deckera, ktory powoli odkrywa reguły i dostosowuje się do nich. Zaś drugi plan to masa wyrazistych postaci granych przez m.in. Danny’ego Trejo (Vito), Seymoura Cassela (porucznik Seeman), Marka Boone’a Juniora (Paul) czy kompletnie zaskakującego Mickeya Rourke’a (transwestyta Jan).

gniazdo2_300x300

Nie jest to coś zaskakującego, ale Buscemi stworzył kawał dobrego kina. Ciekawa pozycja.

7/10

Radosław Ostrowski