300 mil do nieba

Gdzieś w małej miejscowości pod Kielcami mieszka rodzina Kwiatkowskich. Ojciec, nie mogąc znaleźć pracy jako nauczyciel (dwa razy zwolniony), matka zajmuje się domem. Jest jeszcze dwóch synów, Jędrek i Grześ. Pierwszy chodzi z Elką, której ojciec często przebywa w więzieniu, drugi bardzo lubi grać na akordeonie. Szansy na porządnie życie nie ma, a Jędrek bardzo chce stąd uciec. Jak najszybciej, jak najdalej i kiedy pojawia się szansa w postaci ciężarówki, korzysta z niej. Tylko, że zamiast we trójkę, jedzie z bratem, choć to nie było takie proste.

300 mil do nieba1

Maciej Dejczer to reżyser obecnie kojarzony z serialami telewizyjnymi albo o zacięciu sensacyjnym (seria „Oficer”), albo w stylu TVN-owskiej, kolorowej telenoweli („Magda M.”). Jednak swoje najlepsze dzieła zrealizował na początku swojej kariery. Oparte na faktach „300 mil do nieba” to najbardziej nieoczywisty film, pokazujący nasz kraj jako miejsce pozbawione perspektyw. Tutaj masz szansę pod warunkiem, że dostosujesz się do tego represyjnego systemu, gdzie samodzielne myślenie i decydowanie o sobie jest niemożliwe. Raczej o tym dzisiejsze pokolenie młodych Polaków mało pamięta, gdzie narzucona była jedna słuszna wersja historii, zaś obywatele nie posiadali własnych praw. Nie było prywatnych firm, a wolność była tłumiona na wszelki możliwy sposób. Jednak reżyser nie rysuje tła tak mocno, ale to wystarczy do przedstawienia motywacji chłopców ku ucieczce (syn mówi do ojca Ciągle harujesz, a właściwie niczego nie mamy). Skupienie bardziej dokonuje się na tej wyprawie ku wolności, niepozbawionej napięcia jak podczas schwytania Jędrka przez milicyjny pojazd czy reakcji rodziców na zniknięcie. Wszystko w bardzo stonowanych, wręcz stłumionych barwach, by podkreślić marazm naszej rzeczywistości.

300 mil do nieba2

Jednak reżyser nie kończy historii wraz z momentem trafienia do Danii oraz happy endem, że się udało. To by było zbyt proste oraz ckliwe. Zaczynamy też obserwować jak bohaterowie próbują się odnaleźć w miejscu, które miało być rajem. Jednocześnie jest ciągłe ryzyko deportacji oraz próby ściągnięcia chłopaków z powrotem do kraju, co pokazuje postać konsula oraz odebranie przez sąd praw do opieki. To też buduje jedną z najbardziej poruszających scen w historii kina, pokazując jak trudną decyzję podjęli rodzice. A w tle gra jeszcze niesamowita muzyka Michała Lorenca, wspierająca całość. Są pewne drobne błędy (scena z nauczycielem historii mogła być lepiej poprowadzona), jednak nie są w stanie osłabić siły tego filmu.

300 mil do nieba3

Jest to też film, gdzie role dziecięce są absolutnie świetne, co u nas jest bardzo rzadkie. Zarówno Rafał Zimowski (Jędrek), jak i Wojciech Klata (Grześ) przykuwają uwagę aż do samego końca. Choć różnią się troszkę charakterami, nie zwątpiłem w ich silne więzi, zaś każde słowo w ich ustach nie brzmiało sztucznie. To samo mogę powiedzieć o Kamie Kowalewskiej, czyli Elce, którą mogę śmiało nazwać dziewczyną Jędrka. Z dorosłych aktorów największe wrażenie zrobił w drobnym epizodzie Krzysztof Stroiński jako zniszczony przez alkohol oraz więzienia ojciec Elki, a także Jadwiga Jankowska-Cieślak jako matka chłopców.

„300 mil do nieba” do dziś pozostaje najlepszym dokonaniem Macieja Dejczera. Do bólu szczery, przygnębiający, ale nie depresyjny oraz z cudnie poprowadzonymi aktorami dziecięcymi. Jedna z pereł polskiego kina przełomu transformacyjnego.

8/10

Radosław Ostrowski

53 wojny

Czy można cierpieć na syndrom stresu bojowego bez stanięcia nogą na polu bitwy? Bez uczestnictwa w konflikcie zbrojnym? Odpowiedź na pytanie tylko teoretycznie wydaje się prosta. I nie brzmi ona nie. O tym właśnie opowiada debiutancki film „53 wojny”.

Cała fabuła skupia się na kobiecie o dość powszechnym imieniu Anna. Była fotografem oraz reporterem pracującym dla Gazety Wyborczej, gdzie poznała Witka. Mężczyzna jest korespondentem wojennym, który wyrusza gdzieś na kolejny konflikt. Jest rok 1992 i po jednej wojnie zaczynają pojawiać się kolejne. Po drodze rodzą się dzieci, wojny się kończą, a mężczyzna w domu pojawia się coraz rzadziej, rzadziej i rzadziej. I to zaczyna coraz bardziej oddziaływać na jej umysł, co kończy się trafieniem do oddziału psychiatrycznego. Diagnoza: syndrom stresu pourazowego.

53 wojny1

Od razu powiem to, żeby postawić sprawę jasno: to trudny, wymagający film skupiony na psychice głównej bohaterki. Trudno powiedzieć coś o fabule, bo jako takiej nie ma. Wszystko idzie niejako swoim rytmem: kolejne wyjazdy, kolejne wojny i kolejne czekanie. Na wiadomość, na śmierć, na cokolwiek. Wojna tutaj jest poznawana za pomocą opowieści męża, obrazków pokazywanych w telewizji. Jest brudna, brzydka i chropowata. Dla Witka jest narkotykiem, źródłem adrenaliny, a dla niej momentem grozy, źródłem strachu i niepewności.

53 wojny2

Reżyserka opowiada tą opowieść, próbując wejść w głowę Anki. I choć trudno się odnaleźć w fabule, pokazanie percepcji robi mocne wrażenie. Kamera niemal przyklejona jest do twarzy bohaterki, pokazując coraz bardziej narastający obłęd. Niemal ciągłe oglądanie telewizora, słyszenie różnych szumów, zniekształconych dźwięków, koszmarów, nawet majaków sennych. Ale im bardziej się to ogląda, tym bardziej film staje się męczący, trudny, wręcz depresyjny. Ciężko się to ogląda, a im bliżej końca, coraz większe są odloty (scena eksplozji).

53 wojny3

Najmocniejszym punktem całego tego filmu jest wielka kreacja Magdaleny Popławskiej. Aktorka wyciska maksimum z coraz bardziej popadającej w obłęd Anki. Jak z pełnej energii dziewczyny zmienia się w żywego trupa, pełnego nerwic, koszmarów oraz stanów nerwowych. Widać to zarówno w pustych oczach, niezadbanych włosach oraz niemal rozedrganym głosie. Bardzo łatwo było tą rolę przerysować, przeszarżować, ale na szczęście udaje się uniknąć wszelkich pułapek. Reszta obsady trzyma solidny poziom, choć stanowią tylko tło. Mamy Michała Żurawskiego (coraz bardziej nieobecny mąż), Krzysztofa Stroińskiego (operator Paweł) oraz Dorotę Kolak (matka Anki), będąc niejako wsparciem.

Bardzo trudny, wymagający, wręcz ciężki film. Poczucie coraz bardziej nasilającej się paranoi zaczyna męczyć, przez co można się mocno odbić. Ale kreacja Popławskiej jest tak magnetyzująca, że daje wiele satysfakcji.

6/10

Radosław Ostrowski

Tarapaty

Poznajcie Julkę – młodą dziewczynkę, której rodzice mieszkają w Kanadzie i ma wkrótce do nich pojechać na wakacje. Niestety, rodzice to dość zapominalscy ludzie, więc dziewczynka spędza więcej czasu z ciotką, specjalistką od dzieł sztuki. Zapalnikiem wydarzeń jest kradzież cennych planów z domu ciotki, w czym Julka – pośrednio – miała wpływ (zostawiła otwarte okno). I wtedy na jej drodze pojawia się Olek – chłopiec prowadzący na własną rękę śledztwo w sprawie częstych kradzieży.

tarapaty1

Wydawałoby się, że w Polsce już kina dla młodych widzów się nie robi, chociaż ostatnio powoli coś się zmienia. Do tego trendu próbuje się wpisać debiut Marty Karczewskiej, przypominający troszkę klimaty książek Adama Bahdaja oraz Edmunda Niziurskiego, przeszczepiony do dzisiejszych realiów. Widać, że to produkcja skierowana do bardzo młodego widza, zaczynającego swoją przygodę z X Muzą. Jest to klasyczne kino, pełne zagadek, mylenia tropów oraz poszukiwania skarbu, który jest bardzo ciekawy (rysunek warszawskiej Syrenki od Pablo Picassa). Sama historia niezbyt mnie wciągnęła i jest pełna ogranych klisz (antypatyczny duet niań Pulchna i Chuda, oschła ciotka, troszkę nieporadni dorośli), które starszym odbiorcom będą zwyczajnie przeszkadzać. Całość idzie bardzo po sznurku, czasami jest dużo zbiegów okoliczności, a miejscami jest wręcz mrocznie jak w tunelu i zaskakująco poważnie jak na film familijny. Tutaj najważniejsza jest kwestia zaufania do innych, która jest wystawiana na próbę oraz przyjaźń Julki z Olkiem, o czym ciągle opowiada sama bohaterka z offu.

tarapaty2

Trudno się przyczepić do realizacji, bo jest bardzo porządnie wykonana. Ładne są zdjęcia z wykorzystywanym motywem z perspektywy otwieranych drzwi czy niszczonej ściany. Nawet dialogi są całkiem niezłe. Ale brakuje jakiegoś błysku czy czegoś, co wybijałoby ze stanu średniego, chociaż doceniam wyjście poza budynki.

tarapaty3

Aktorsko nie ma tu zbyt wiele do popisu, zaś dzieciaki (Hania Hryniewiecka oraz Jakub Janota-Bzowski) miejscami brzmią sztucznie, przyprawiając parę razy o ból uszu. Ok, to są debiutanci i nie należy wiele wymagać, jednak można było nad tym popracować. Troszkę luzu wniósł Piotr Głowacki (tajemniczy „Szef”) oraz przerysowany duet Maria Maj/Jadwiga Jankowska-Cieślak. Poważniejsza jest Joanna Szczepkowska (ciotka) i pojawiający się na dość krótko Krzysztof Stroiński (muzealnik).

Jeśli chcecie zobaczyć film dla młodego odbiorcy, to lepiej sięgnąć po „Za niebieskimi drzwiami” czy nawet „Klub włóczykijów”. Debiut Karwowskiej jest pewną nadzieją dla kina dziecięcego, chociaż dla mnie troszkę działał ziewogennie. Niemniej chciałbym więcej tego rodzaju kina w Polsce.

5/10

Radosław Ostrowski

Pitbull. Ostatni pies

Dawno, dawno temu, czyli gdzieś w 2005 roku pojawił się „Pitbull”. Debiut niejakiego Patryka Vegi to było surowe, brudne i – co z dzisiejszego czasu wydaje się niemożliwe – bardzo realistyczne, wiarygodne pod względem psychologicznym, mimo fragmentarycznej konstrukcji fabuły. Despero, Benek, Gebels, Metyl, Nielat – te postacie, dodatkowo fantastycznie zagrane, zapadły mocno w pamięć. Ale Vega zaczął robić filmy pokazujące prawdę, całą prawdę i gówno prawdę, a reaktywacja „Pitbulla” w 2015 roku była szczytem przeciętności. Teraz za markę wziął się twórca, który na psach znał się dobrze – Władysław „Co ty, k****a, wiesz o reżyserowaniu” Pasikowski.

Cała historia zaczyna się od zabójstwa niejakiego Soczka – byłego partnera Majami („Kto to k***a jest Majami?). Dostał kulkę w łeb, a że to było za mało, to jego wóz eksplodował. Komendant zbiera ekipę, wraca Metyl z zesłania, prosto ze szkolenia FBI wskakuje Nielat (teraz Quantico) i jest hipoteza: zabójstwo zlecił Gawron – szef Pruszkowa. Tylko jak to zweryfikować? Jest plan: infiltracja przez gliniarza pod przykrywką. Wybrany zostaje Despero, który jest łudząco podobny do niejakiego Hycla, którego schwytali Ruscy.

pitbull__ostatni_pies1

I już pierwsza scena, czyli transakcja na wschodzie z wódą, podniszczony magazynem oraz rosyjską ruletką pokazuje jak wielka jest różnica jest między kinem wegańskim, a kinem dobrym. Bo dla takiego Pasikowskiego napisanie scenariusza z początkiem, środkiem i zakończeniem to rutyna, a dla Vegi był szczytem możliwości. Sama intryga jest prowadzona powoli, spójnie oraz z wręcz sk***łą konsekwencją. Reżyser pewnie buduje swój świat: pozbawiony zasad, gdzie męska przyjaźń jest szorstka oraz z typowym dla tego twórcy portretem kobiet – albo są to dziwki, morderczynie i suki, bardziej bezwzględne (albo i tak samo) od facetów. I jak żyć w takim świecie? Reżyser potrafi wciągnąć w dochodzenie, po drodze odnosząc się albo do poprzednich części (czego się nie spodziewałem), jak i do aktualnych wydarzeń (Amber Gold, zabójstwo komendanta Papały), trzymając aż do, prawie samego końca. Bo zakończenie, niestety mnie rozczarowało, sprawiając wrażenie urwanego.

pitbull__ostatni_pies2

Stylistycznie nowemu „Pitbulowi” bliżej jest do sensacyjniaków z lat 90., co wynika z przedstawienia tła. Rzadko są pokazywane nowoczesne cacka (w komisariacie), nadal mamy wojnę Pruszkowa z Wołominem, dyskoteki z pstrokatymi kolorami oraz gangsterów z ciuchami jakby z tego okresu. Czy to mi przeszkadzało? Absolutnie nie, choć dla wielu może stanowić problem. Po drodze nie brakuje rozmów, ciętych dialogów, niepozbawionych złośliwego humoru, dobrze zrobionych strzelanin (akcja na targu czy starcie z Wołominem – trzech na siedmiu, czyli uczciwa, równa walka) oraz kilku zwrotów akcji. Może i troszkę czuć pewne stępienie pazurów.

pitbull__ostatni_pies3

Za to film jest fantastycznie zagrany. Klasę potwierdza powracający do roli Despera Marcin Dorociński, który ciągle balansuje między obydwoma stronami barykady. W zasadzie on jeden mógłby grać i byłby lepszy niż cała obsada poprzednich części. Wrócił też Rafał Mohr, który kompletnie nie przypomina swojej postaci z poprzednich części. Nielat, wróć Quantico zmężniał, lepiej się nosi, no i jakby troszkę mądrzejszy się zrobił. Na mnie jednak największe wrażenie zrobił kapitalny Krzysztof Stroiński, czyli Metyl. Nadal inteligentny, nadal pijący i nadal rzucający ciętymi ripostami – jakby nic się nie zmieniło. A jego wejście podczas finałowej strzelaniny („Wchodzę na dancing”), robi porażające wrażenie. Stara gwardia ciągle w formie.

pitbull_ostatni_pies4

A jak sobie radzą nowe postacie? Rzuca się w oczy Dorota Rabczewska, czyli Mira. Niby zwykła, ale charakterna dziewucha, która – z powodu pewnych okoliczności – musi przejąć inicjatywę, stając się rozgrywającą. Niespodziankę też zrobił Cezary Pazura jako gangster Gawron, pokazując troszkę zapomniany talent dramatyczny. Mocny jest Adam Woronowicz (Junior), sprawiający wrażenie tylko pomocnika, ale jest bardziej cwany, wręcz śliski. Także drobniejsze role Jacka Króla („Kowal”), Zbigniewa Zamachowskiego (bezdomny „Gawełek”) czy pojawiającej się na chwilę Kasi Nosowskiej zostaje w pamięci na długo.

Pasikowski może i troszkę złagodniał (jest troszkę sucharów, mniej bluzgów niż zwykle), troszkę czerpie z klisz klasycznego kryminału, ale „Ostatni pies” tylko na tym zyskał. To mocne, klimatyczne kino sensacyjno-policyjne, wieńczące ten cykl i wracające troszkę do korzeni. Na takiego „Pitbulla” czekałem.

7/10

Radosław Ostrowski

Szczęście świata

Rok 1939. Mieszkający w Warszawie dziennikarz Sobański dostaje zadanie przeprowadzenia wywiadu z autorem bestsellerowego przewodnika po świecie. Jedynym tropem jest poczta, z której autor odbiera honorarium gdzieś na Śląsku. Bohater wyrusza tam i zamieszkuje w kamienicy, gdzie przebywa jego kochanka – Róża. Poza nią mieszka tam galeria dość intrygujących postaci, która będzie miała decydującą rolę przed najgorszym okresem.

szczcie_wiata1

Michał Rosa jest dla mnie niezbyt znanym reżyserem, tzn. słyszałem o jego filmach niż je widziałem. „Szczęście świata” to nietypowa mieszanka dramatu, komedii i… realizmu magicznego. Całość wygląda bardzo bajkowo, wręcz nierealistycznie, a jednocześnie to wszystko wydaje się prawdopodobne. Sam wątek poszukiwań pisarza zostaje porzucony na rzecz mieszkańców tej kamienicy: botanika hodującego opuncje, portiera z pasją matematyka, Niemkę wychowującą syna i mającą obsesję na punkcie czystości czy pracownika poczty Jana. Film wygląda bardzo plastycznie, pełen silnych barw, jakby żywcem wzięte z filmów Wesa Andersona (bez tej symetryczności kadrów) czy Jean-Pierre’a Jeuneta, tworząc niesamowity klimat czegoś między snem a jawą. Także imponuje praca scenografów, czaruje piękna akordeonowa muzyka. Problem w tym, że sama historia nie porywa i jest mocno podzielona na scenki, w których dochodzi do interakcji mieszkańców z Różą – tym kolorowym ptakiem, wnoszącym coś więcej do ich prostego, banalnego życia. A potem wybucha wojna, kobieta znika i trafiamy do początków lat 50., widząc jak nieobecność tej osoby zostawia pustkę. Tylko, że dochodzi do tego za szybko i nie pozwala wybrzmieć. Nadzieję daje zakończenie, które wyjaśnia główną tajemnicę, ale to troszkę za mało, by uznać całość za świetną.

szczcie_wiata2

Rosa za to świetnie prowadzi aktorów, którzy tworzą bardzo intrygujące postacie. Nie zawodzi ani Krzysztof Stroiński (botanik Tomasz), Agata Kulesza (Gertruda) czy Przemysław Bluszcz (Jan), chociaż ten ostatni nie zostaje w pełni wykorzystany. Ale tak naprawdę liczy się tylko Karolina Gruszka – mieszanka niewinności, delikatności, ale też magnetyzującego erotyzmu. Nie da się przejść obojętnie wobec rudowłosej kobiety, opisującą siebie jako „szczęście świata” i dla niej należy obejrzeć ten film.

szczcie_wiata4

Dzieło Rosy to dziwaczna efemeryda, która z jednej strony uwodzi świetną estetyką i realizacją, lecz scenariuszowo zostawia wiele do życzenia. Do realizmu magicznego znanego choćby z wczesnych filmów Kolskiego brakuje sporo, ale trudno oderwać oczy od takiego pięknego kwiatka.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Anatomia zła

W Warszawie mieszka sobie niepozorny starszy pan zwany Lulkiem. Mieszka w podniszczonej kamienicy, żyje spokojnie i nie wadzi nikomu. To jednak pozory, gdyż Lulek to mafijny cyngiel będący na zwolnieniu warunkowym. Zostało mu trochę czasu, jednak pewnego dnia dostaje wezwanie od prokuratora, który daje mu zlecenie do wykonania – zabicie „grubego psa”. Ale wzrok już nie jest i energia też, więc bierze sobie do pomocy byłego sierżanta Waśkę, zwolnionego z wojska za zabicie cywili w Afganistanie.

anatomia_zla1

Stworzenie w Polsce filmu sensacyjnego na poziomie jest zawsze wyzwaniem, a od czasu „Pitbulla” nie udało się niczego tak dobrego wykonać. Jacek Bromski – znany głównie z lekkich komedii – postanowił zmierzyć się z tym wyzwaniem, ale po obejrzeniu słabego „Uwikłania” straciłem wiarę w tego twórcę. Tymczasem „Anatomia zła” to całkiem niezły thriller, który przez pewien czas ogląda się z ciekawością. Udaje się stworzyć przekonującą intrygę, gdzie nasi kilerzy są tylko pionkami w dużej układance, nie mając zbyt wiele do powiedzenia. Mimo iż spora część wydarzeń toczy się na obrzeżach miasta, gdzie trwają przygotowania do zamachu, to nie ma odczucia wsiowości czy fałszu. Tworzy to niezły klimat, ciągle psuty przez muzykę, będącą nieudolną imitacją stylu Alexandra Desplata z „Autora widmo” i Cartera Burwella. Sam wątek spisku jest mało ciekawy, pokazujący jedynie skorumpowanie polityków i ich powiązania z biznesem, jakby ledwo liźnięty przez scenarzystę. Dodatkowo może zniechęcać ekspozycja, która się wlecze.

anatomia_zla2

Znacznie ciekawsza jest relacja mistrz-uczeń, która mimo ogranych schematów (doświadczony mentor vs niepokorny adept, stawiający non stop pytania), jest najmocniejszym ogniwem filmu, podobnie jak świetnie zrealizowana scena samego zamachu oraz ucieczki, gdzie czuć adrenalinę oraz napięcie. Wszystko jednak zostaje mocno zepsute przez fatalistyczny finał, pozornie wydający się okej, ale jest on zbyt przewidywalny.

anatomia_zla3

Na szczęście Bromskiemu udało się dobrać dobrych aktorów, częściowo ratujących ten film. Największe brawa należą się Krzysztofowi Stroińskiemu, który wbrew swojemu emploi, znakomicie odnajduje się w postaci cynicznego, chłodnego zabójcy, wplątanego w sytuację bez wyjścia. Aktor w chłodnym spojrzeniu ukrywa więcej niż widzimy. Nieźle broni się Marcin Kowalczyk jako adept Lulka, a chemia między panami rodzi się w sposób naturalny, choć nie bez problemów. Swoją cegiełkę dodają drobne role Piotra Głowackiego (prokurator) i Łukasza Simlata (policjant), pokazujące ogromny potencjał całości.

anatomia_zla4

 

„Anatomia zła” (ależ poważny ten tytuł) to małe światełko w tunelu polskiego kina sensacyjnego/thrillera, który ma swoje momenty, mimo niedoskonałości. Bromski zaskakuje solidnością, ale można było z tego wycisnąć więcej. Może następna próba wgniecie w fotel? Zobaczymy.

6/10

Radosław Ostrowski

W ukryciu

Radom, rok 1944. Do swojego domu powraca Janina – młoda i uzdolniona wiolonczelistka. Na miejscu odkrywa, że ojciec ukrywa w w domu Żydówkę Ester, do której odnosi się bardzo sceptycznie. Kiedy jednak jej ojciec zostaje zatrzymany przez Niemców, kobieta decyduje się ją trzymać. Tak bardzo, że jak kończy się wojna nie informuje jej o tym.

ukrycie1

Film Jana Kidawy-Błońskiego to przykład czegoś, co cierpi na tzw. syndrom zmarnowanego potencjału. Sama historia zrobiona bardzo kameralnie i stonowanie, a samej wojny i żołnierzy nie ma tutaj zbyt wielu. Próbował tutaj opowiedzieć o pewnym uzależnieniu wobec drugiego człowieka – to jest tak silne, że motywy tej decyzji są mocno egoistyczne, posunięte nawet do morderstwa. Nie brakuje więc tutaj trupów (raptem 3-4), pożądania i mroku. Problem w tym, że na papierze wygląda to świetnie, ale poza nim to już nie jest tak poruszające. Nie czuć tutaj emocji, relacje są dość mało angażujące, choć powinno to wszystko wgniatać w fotel, a zamiast tego to ciągnie się to w nieskończoność, mimo naprawdę pięknych zdjęć (gra światłocieniem – naprawdę wysoki poziom). Dialogi brzmią sztucznie, rzeczywistość jest mocno umowna, muzyka próbuje być thrillerowata (i całkiem nieźle to wychodzi), ale nie czuć tutaj absolutnie nic. A chyba nie o to tu chodziło – oglądałem ta historię w kompletnym zobojętnieniu.

ukrycie2

Sytuacji wcale nie pomagało aktorstwo, bo jest to na takim sobie poziomie. Magdalena Boczarska tutaj gra jednym wyrazem twarzy (wystraszonej i bardzo skrytej) pokazującej jak to jest niepewna, zagubiona i samotna. Kiedy manipuluje Żydówką i próbuje kontrolować jej życie, trudno w to jakoś specjalnie uwierzyć. Chyba zabrakło tutaj pomysłu na postać. Z kolei Ester Julii Pogrebińskiej jest odrobinkę lepsza, tylko mało zarysowana jest jej postać, przez co jest mocno ograniczona, jednak widać duży potencjał i mocno przykuwa uwagę. Najlepiej wypadł Jacek Braciak, który pojawia się raptem w dwóch scenach i jest tak odpychającym szantażystą, że jego los musiał się tak skończyć.

Plan i ambicje były bardzo wielkie, ale skończyło się niestety jak zawsze. Plusy nie zdążyły przysłonić minusów, których jest po prostu za dużo. Wielka szkoda. 

4/10

Radosław Ostrowski