Locke & Key – seria 1

Key House to opuszczona rezydencja w miasteczku Matheson, stan Massachussetts. A jej właścicielami była rodzina Locke’ów, jednak głowa rodziny – Rendell, przeniósł się do Seattle. Jednak familia zmuszona została do powrotu, a wszystko z powodu zabójstwa ojca. Matka i troje dzieci (Tyler, Kinsey, Bode) wracają do miasteczka, próbując się na nowo zaadaptować oraz przejść przez traumę. Na miejscu najmłodszy z dzieci – Bode – odkrywa pewien klucz, która ma niezwykłe właściwości. Jest ich więcej, ale komuś jeszcze bardzo na nich zależy. I nie jest to dobra postać.

locke & key1-1

Netflix coraz bardziej taśmowo zaczyna realizować swoje produkcje, a wyłowienie czegoś interesującego staje się coraz trudniejsze. Tym razem postanowiono przenieść na ekran komiks autorstwa Joe Hilla i Gabriela Rodrigueza, czyli pomieszać horror, kino młodzieżowe oraz fantasy. Nie spodziewajcie się krwi, makabry, bluzgów oraz wszelkiej brutalności. Nie oznacza to jednak, że poczucie zagrożenia, napięcia oraz aury tajemnicy tu nie ma. Zwłaszcza to ostatnie budowane jest niemal cały czas do samego końca. Jakie jeszcze tajemnice skrywa ten dom? I co potrafią te niezwykłe klucze? Oraz czemu ojciec w ogóle o nich nie wspominał? Jest tutaj dużo do odkrywania, a klimat przypominający powieści Kinga zmieszanego z Gaimanem robi tutaj robotę.

locke & key1-3

Sama historia próbuje (i w większości czasu robi to skutecznie) balansować między odkrywaniem kolejnych tajemnic, adaptowaniem się rodziny do nowego otoczenia (szkoła, odnowienie domu) oraz mierzeniem się z traumą. Kolejne klucze oraz umiejętności intrygują, dając spore pole dla scenografów i twórców efektów specjalnych (sceny, gdy wchodzimy do głowy są niesamowite, pomagając w opisaniu charakteru postaci). Z drugiej jednak nie wszystkie są wykorzystane poza jednym odcinkiem (klucz do pozytywki) i można było troszkę bardziej zaszaleć w tym temacie. Relacje dzieciaków, zwłaszcza starszych, z rówieśnikami są poprowadzone naprawdę nieźle i niepozbawione są nawet odrobinki humoru (Kinsey z grupą Saviniego, będącą freakami na punkcie horroru) z domieszką romansu. Na szczęście nie jest to przesłodzone i stanowi zgrabną odskocznię od mroczniejszych momentów. Jeszcze do tego dostajemy retrospekcje, przypominające zdarzenia zarówno przed cała tragedią, jak i w samym jej momencie, co samo w sobie jest straszne.

locke & key1-4

A to wszystko jest bardzo wyważone, bez przesadzania w jedną czy drugą stronę. Ta baśniowość jeszcze wspiera przepiękna muzyka, z bardzo chętnie wykorzystywanymi fletami oraz harfą. Nie brakuje tutaj momentów budzących przerażenie (każde wejście antagonistki Dodge, scena ataku cieni czy ponowne wkroczenie zabójcy ojca), jednocześnie zachowując świetne tempo. Do tego jest to bardzo dobrze zagrane przez mniej znane i ograne twarze, co pomaga skupić się na opowieści.

locke & key1-2

Nie jest to może aż tak mroczne i łapiące za gardło jak „Nawiedzony dom na wzgórzu”, zaś ostatnie odcinki zrobione przez Vincenzo Natali (głównie przewidywalne zakończenie) wywołują niedosyt. Niemniej „Locke & Key” jako serial z tajemnicą i mieszanką przygody, horroru z dramatem obyczajowym potrafi dostarczyć masę frajdy. Czekam na ciąg dalszy, który nastąpi.

7,5/10

Radosław Ostrowski

O Yeti!

Yeti – mityczne zwierzęta mieszkające na szczycie Himalajów. Podobno, bo nikt ich na oczy nie widział. Czemu o tym mówię? Bo cała historia zaczyna się od ucieczki takiego stwora. Jednak nie z macierzystych gór, lecz z pewnej podziemnej kryjówki pewnego podróżnika oraz poszukiwacza egzotycznych zwierząt. Stworek trafia na dach w jednym z chińskich miast, gdzie przebywa niejaka Yi. Młoda dziewczyna ciągle jest zapracowana i niepogodzona ze śmiercią ojca. To właśnie ona przypadkowo trafia na yeti, który zostaje nazwany Everest. W końcu decyduje się zaprowadzić zwierzę do domu, w czym pomaga chłopak pragnący zostać koszykarzem i jego kuzyn.

o yeti1

„O Yeti” to najnowsze dzieło od studia DreamWorks, które jest jednym z silniejszych konkurentów Pixara. Ale o dziwo, po premierze filmu szum wokół niego gwałtownie ucichł. Czemu się tak stało? Mam pewne podejrzenia, lecz nie rozpędzajmy się. Sama historia jest bardzo prościutka i w ma wszystko, co klasyczne kino drogi. Trójka bohaterów oraz nasz yeti o mentalności dziecka wyruszają w podróż, która zmusza ich do weryfikacji swoich przekonań. Oddalająca się od rodziny Yi po mistrzowsko grająca skrzypcami i niepogodzona ze śmiercią ojca, Peng jest uzależniony od telefonu, social mediów, a także stanu posiadania, zaś Jin bardzo chce być koszykarzem, lecz nie ma znajomych. Co się wydarzy po drodze, jesteście w stanie łatwo przewidzieć. Dla mnie jednak największym problemem jest brak stawki oraz poczucia zagrożenia. Ponieważ nasz yeti, choć ciągle ma mentalność dzieciaka, działa tutaj na zasadzie deus ex machina. Kiedy wydaje się, że bohaterowie są w potrzasku, nasz Everest posiada moce. I wychodzą niemal ze wszystkiego bez szwanku. Nawet pod koniec drogi, gdzie dochodzi do działań prawdziwych antagonistów.

o yeti2

Choć film jest po angielsku, to osadzenie całości w Chinach wydaje się tutaj bezczelnym skokiem na kasę. „O Yeti” jest celowane w azjatycki rynek, ale – co mnie najbardziej zadziwiło – tego chińskiego kolorytu nie czuć tak bardzo. Może poza sceną fajerwerków czy przepięknie wyglądającymi krajobrazami. W ogóle animacja jest tutaj cudowna, pełna szczegółów (futerko yeti) oraz wręcz zapiera dech w piersiach. Również postacie są bardzo wyraziste, poruszają się bardzo płynnie, a w tle gra cudna muzyka (solówki na skrzypcach – poezja).

o yeti3

DreamWorks to studio, którego produkcje są nierówne. „O Yeti!” nie jest koszmarnie złe, ale to ich najlepszych dokonań ostatnich lat pokroju „Strażników marzeń” czy serii „Jak wytresować smoka” sporo brakuje. Schematyczność oraz skrótowa forma narracji działa na niekorzyść, choć potrafi wyglądać przepięknie. Propozycja zdecydowanie dla młodszego widza.

6/10

Radosław Ostrowski

Akira

W 1989 w Tokio dochodzi do wybuchu nuklearnego, niszczącego całe miasto i doprowadzając do wybuchu III wojny światowej. 30 lat później w Nowym Tokio dochodzi do zamieszek między podzielonym rządem a zbuntowanym społeczeństwem. Na ulicach rządzą gangi motocyklowe, działa ruch oporu, likwidowany przez wojsko i policję tak jak demonstracje. Jednym z gangów kieruje Kameda, zaś wśród jego przyjaciół jest ignorowany przez innych Tetsuo. Podczas jednej z nocnych eskapad Tetsuo ma poważny wypadek i zostaje zabrany przez wojsko. Trafia do szpitala, gdzie są przeprowadzane na nim badania, co doprowadza do poważnych wydarzeń. Ostre bóle głowy i wypowiadane w myślach imię Akira budzą w chłopaku moc zdolną do destrukcji.

akira1

Muszę przyznać się bez bicia, że bardzo rzadko zapuszczam się w animacjach do Japonii. Widziałem parę filmów od studia Ghibli, lecz to za mało, by uważać się za znawcę. A że troszkę interesuję się fantastyką, „Akira” musiał się pojawić. Nakręcony przez 1988 film Katsuhiro Okomo jest oparty na jego mandze, która została dokończona dwa lata później. Jest to historia w świecie mocno rozwiniętym technologicznie, choć nie widzimy tego aż tak bardzo. Wszystko osadzone w świecie zdominowanym przez skorumpowanych polityków, ostrych wojskowych oraz bardzo sformalizowany ruch oporu. A w to wszystko zostaje wplątany gang motocyklistów i trójką małych dzieci o wyglądzie staruszków, posiadających wręcz nadprzyrodzone moce. To wszystko tworzy bardzo mocny tygiel, gdzie nie da się przewidzieć dalszych losów bohaterów.

akira2

Muszę jednak przyznać, że sama historia jest mocno skomplikowana i wymaga bardzo silnego skupienia. Nie dlatego, iż jest to pocięte i chaotyczne, ale z nadmiaru istotnych postaci można się tutaj pogubić. No i sami bohaterowie (poza Kanedą i Tetsuo w paru retrospekcjach) nie są zbyt dobrze zarysowani, a przeszłość nie wydaje się interesować twórcy. Nie brakuje tutaj bardzo satyrycznego spojrzenia na rządzących (krótka scena zebrania rady), jak i bardzo krwawych scen przemocy (z wypadającymi wnętrznościami niczym z filmów Davida Cronenberga) czy wątków filozoficznych. „Akira” jest jednocześnie kameralna, ale też i widowiskowa. Zarówno pościgi motocyklowe czy kolejne odkrywane noce przez Tetsuo potrafią podkręcić adrenalinę oraz zachwycić realizacją. W szczególności finałowa konfrontacja z rozmachem godnym wysokobudżetowego kina, lecz finał może wywołać pewną dezorientację.

akira3

Jeszcze bardziej zadziwiający jest fakt, że cała animacja wygląda fantastycznie. Jest to animacja rysowana, dwuwymiarowa, czyli tzw. staraszkolna. Imponuje nie tylko ruchem i dynamiką, ale także dużym przywiązaniem do detali. Nie mam pojęcia jak to zostało zrobione, nie mogę jednak zakwestionować faktu, iż dzięki temu „Akira” godnie znosi próbę czasu. Nadal zachwyca swoją surową plastycznością, a mimo udziwnień oraz specyficznego klimatu warto się zmierzyć z tym klasykiem anime. Niesamowita wizja świata, znakomita realizacja oraz wciągająca fabuła tworzą niezapomniane doświadczenie, nawet dla osób nie będących fanami anime.

8/10

Radosław Ostrowski

W głębi lasu

Paweł Kopiński jest warszawskim prokuratorem, samotnie wychowującym córkę. Obecnie prowadzi śledztwo w sprawie gwałtu, gdzie podejrzanymi są dwaj chłopcy z bogatych rodzin. Ale mocno go dręczy przeszłość. 25 lat temu był opiekunem obozu letniego w lesie, gdzie doszło do tragedii. Zginęło dwoje jego rówieśników, a jeszcze dwie osoby (w tym młodsza siostra) przepadły bez śladu. Przeszłość jednak potrafi wrócić w najmniej oczekiwanym momencie, a wszystko z powodu pojawienia się zwłok. Kopiński rozpoznaje w nich Artura – chłopaka, zaginionego podczas lata 1994. Kto go zabił i co się tak naprawdę tam wydarzyło?

w glebi lasu1

„W głębi lasu” to drugie podejście polskich twórców do zrobienia serialu dla Netflixa. Tym razem jednak postanowiono przenieść na ekran powieść Harlena Cobena i dostosować ją do naszego podwórka. Sama akcja prowadzona jest dwutorowo (jak choćby ostatnio w „Żmijowisku”), gdzie przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Intryga jest budowana bardzo powoli jak w klasycznym kryminale przystało. A wszystko – jak w książce Cobena przystało – zbudowane jest na tajemnicach oraz budowanych kłamstwach, coraz bardziej odkrywanych przez bohatera. Everymena, który nie może nikomu zaufać, nawet członkom rodziny, przez co zaczyna tracić grunt pod nogami. Jest to nawet nieźle poprowadzone, a poczucie zaciskanej pętli coraz bardziej się nasila. Kolejne pytania, odkrywane informacje oraz mylne tropy są sprawnie podrzucane przez reżyserski duet Leszek Dawid/Bartek Konopka.

w glebi lasu2

Bardzo, ale to bardzo podobały mi się sceny z roku 1994 oraz przywiązanie do detali. Scenografowie wykonali kawał świetnej roboty, tak samo jak osoby odpowiedzialne za dobór muzyki oraz rekwizytów. I ten wakacyjny klimat jest odczuwalny, skontrastowany ze sterylną, wręcz chłodną współczesnością miasta. Ale dość wolne tempo na początku może zniechęcić, jednak dla mnie problemem było samo rozwiązanie, które mnie nie satysfakcjonowało. Mało tego, wydawało mi się na siłę udziwnione i przekombinowane, przez co zachowanie niektórych postaci było dla mnie irracjonalne. Nie chcę zdradzać wiele, lecz końcówka wywołała we mnie skojarzenia z „Rojstem”, gdzie też ostatni odcinek mocno zawodzi. Jakby tego było mało wiele wątków pozostaje otwartych i niewyjaśnionych, co jeszcze bardziej frustruje.

w glebi lasu5

Aktorsko jest dość nierówno i choć nie brakuje tutaj znanych twarzy, nie wszyscy zostają w pełni wykorzystani. Najlepiej wypada tutaj Grzegorz Damięcki w roli prokuratora Kopińskiego. Jest to postać zdeterminowana, naznaczona mrokiem oraz balansująca czasami na granicy prawa. Mimo pewności siebie oraz opanowania, wyczuwa się w nim pewien niepokój, zagubienie, nawet przerażenie w drobnych gestach. To jego kreacja napędza ten serial i podnosi go na wyższy poziom. Równie dobrze wypada Agnieszka Grochowska, czyli obozowa miłość Laura. Kobieta też jest naznaczona przeszłością i staje się niejako partnerką Pawła w celu rozwikłania tajemnicy. Między tą dwójką czuć chemię oraz pewne podskórne napięcie. Ich młodsze wcielenia (Hubert Miłkowski i Wiktoria Filus) są okej, tak jak cała reszta młodych aktorów – ogląda się ich bez bólu.

w glebi lasu4

Jednak drugi plan, gdzie jest parę znajomych twarzy (m.in. Roman Gancarczyk, Przemysław Bluszcz, Ewa Skibińska czy Dorota Kolak) nie do końca zostaje wykorzystany. Z tego grona najbardziej wybijają się kreacje Adama Ferency’ego (Lubelski, który prowadzi śledztwo w 1994), Arkadiusza Jakubika (inspektor Jork ze współczesnych czasów) oraz Cezarego Pazury (dziennikarz Dunaj-Szafrański, ojciec jednego z oskarżonych dzieciaków o gwałt).

w glebi lasu3

Jak ocenić „W głębi lasu”? Nie miałem aż tak wielu oczekiwań i dostałem w sumie solidny tytuł, choć niepozbawiony potknięć oraz niejasności. Podobno pojawiły się plotki o planowanej drugiej serii, ale jakoś tego nie widzę. Typowa europejska produkcja kryminalna bez większych ambicji.

7/10

Radosław Ostrowski

Ava

Wakacje gdzieś na plaży francuskiej. Tutaj przebywa 13-letnia Ava razem z matką oraz młodszą siostrą. Dziewczyna nie ma zbyt dobrych relacji z matką i chce żyć swoim życiem. Jednak jej życie zostanie wywrócone z dwóch rzeczy. Po pierwsze, jej wzrok zaczyna się coraz bardziej pogarszać i wkrótce przestanie widzieć. A po drugie, pojawia się pewien chłopak z dużym czarnym psem. Outsider o imieniu Juan coraz bardziej zaczyna ją pociągać, a trudno przewidzieć finał tej relacji.

ava1

Na pierwszy rzut oka „Ava” wydaje się kolejnym filmem inicjacyjnym z miłością w tle. Ale Lea Mysius troszkę idzie w innym kierunku. Niejako historia rozbija się na dwie części. W pierwszej bliżej poznajemy naszą bohaterkę, którą nie jest łatwo polubić. Samolubna, wręcz egoistyczna wydaje się twarda niczym skała. Próbuje się zaadaptować do nowej sytuacji, ale się boi. I to trwa mniej więcej do połowy filmu, gdzie pojawia się Juan. Chłopak jest obecny od początku filmu, lecz jest gdzieś tam w tle. Od pewnego, dramatycznego momentu zaczyna być powoli budowana relacja tej dwójki. Można powiedzieć, że w tym momencie film idzie ku historii miłosnej. Takie młodzieżowe Bonnie i Clyde z planowaną ucieczką w tle. To potrafi złapać za serducho, zaś kilka momentów (napady na plażowiczów z bronią, gdzie nasza dwójka wygląda jak jacyś ludzie pierwotni) wygląda niesamowicie. Z tego powodu druga połowa filmu była dla mnie o wiele ciekawsza od wolno idącej pierwszej połowy.

ava3

Nie oznacza to, że nie brakuje tutaj momentów eksperymentowania. Trudno wymazać bardzo oniryczną scenę koszmaru, gdzie dzieją się pokręcone rzeczy (m.in. w ustach bohaterki pojawia się oko) czy próbę nauki chodzenia na ślepo na dachu. Takich fragmentów nie da się wymazać i dodają charakteru całości. Jednak dla mnie problemem „Avy” jest dość nierówne tempo historii oraz pewną rozlazłość. Także wątek utraty wzroku nie zostaje rozwinięty, niejako porzucony.

ava5

Warto jednak obejrzeć całość dla świetnej kreacji Noee Abity w roli tytułowej, która skupia uwagę od samego początku. Zbuntowana egoistka, w której zaczyna budzić się młoda kobieta. Bardzo przekonująca, mimo niezbyt dużej ilości dialogów. Równie mocna jest Laure Calamy jako matka, próbująca sobie poradzić z nastolatką i jednocześnie chcąca prowadzić własne życie, a także troszkę tajemniczy Juan Cano. Bardzo szorstki outsider, mający bardzo silną chemię z naszą bohaterką.

„Ava”, choć z wieloma potknięciami, ma w sobie pewien specyficzny klimat wakacyjnej przygody. Potrafi skupić uwagę dzięki bardzo wyrazistej bohaterce oraz unikaniu szablonów, jednak wymaga wiele cierpliwości.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Tron: Dziedzictwo

Pierwszy „TRON” był przełomowy pod względem technicznym filmem z prostą historią, ale opartą na szalonym pomyśle. Jak wiemy bohaterem był informatyk Kevin Flynn, który trafił do wnętrza komputera. Na szczęście wrócił do świata naszego i został szefem ENCOM-u. Ożenił się i starał się połączyć pracę z wychowaniem syna, Sama. Ale w 1988 roku mężczyzna wyrusza do pracy i… tyle go widziano. Po wielu latach Sam wyrasta na outsidera, który działa na poboczu firmy. Jednak jego spokojne życie zmienia się w momencie, gdy dzięki przyjacielowi ojca – Alanowi Bradleyowi dostaje wiadomość od ojca. Z biura jego dawnego salonu gier, który nie działa od zniknięcia Kevina. I korzystając z ukrytego komputera trafia do innego świata – Planszy. Lecz na miejscu sprawy bardzo mocno się komplikują.

tron2-1

Nie byłem przekonany do robieniu kontynuacji kultowego filmu Stevena Liesbergera. Zwłaszcza po tylu latach przez Disneya. Ale w 2010 roku sytuacja się zmieniła, a przed kamerą stanął debiutant Joseph Kosinski. Sama koncepcja – nawet jeśli bardzo znajoma – dawała spore pole do popisu. Tylko, że już wizja tego świata oraz jego znajome elementy (pojedynki na dyski, motocykle) nie robią aż tak wielkiego wrażenia jak w oryginale. I nie wiem, czy to wynika z szaro-burej kolorystyki, czy wykorzystywaniu ogranych szablonów (próba stworzenia idealnego świata, zakończone zdradą i tyranią, tworzenie armii, ojciec-mentor ze stoickim spokojem oraz strojem a’la Obi-Wan Kenobi) oraz dialogów tak banalnych, że aż bolą zęby. Brakuje tutaj jakiegoś powiewu świeżości, bo intryga jest bardzo znajoma i przewidywalna. Słowo nuda krążyło mi po głowie, a wszystko było mi totalnie obojętne.

tron2-2

Chociaż samo wkroczenie do nowego świata oraz pojedynek na dyski wyglądał porządnie, ale czegoś tu brakowało. Niby wizualnie jest na co zawiesić oko, a kilka scen akcji robi wrażenie (rzeźnia w klubie „End of Line”). Tylko, że przez to „Dziedzictwo” wydaje się efekciarską wydmuszką bez charakteru, co jest wielkim paradoksem. Sama muzyka Daft Punk to troszkę za mało.

tron2-3

Nawet nie ma tutaj zbyt wiele materiału dla aktorów do zagrania. Jeff Bridges wraca jako Flynn oraz stworzony przez niego program CLU (z komputerowo odmłodzoną twarzą aktora) broni się w swojej roli i nadal ma tą charyzmę. Ale jako CLU troszkę wygląda nienaturalnie jego twarz, przez co ogląda się dziwnie. Garret Hedlund w roli Sama jest po prostu ok, ale nic ponadto. Brakuje tej postaci czegoś więcej. Najlepiej pod tym względem wypada kradnący film Michael Sheen jako ekscentryczny Castor – właściciel klubu „End of Line”. Nie jest to duża rola, ale bardzo mocno zapada w pamięć. Tak samo jako Olivia Wilde wcielająca się w Quorrę, będącą twardą kobietą i jednocześnie ciągle zafascynowaną światem poza Planszą.

Chciałbym powiedzieć coś dobrego o „Tronie: Dziedzictwo”, ale to – moim zdaniem – kontynuacja kompletnie niepotrzebna i nieudanie próbująca żerować na sentymencie fanów oryginału. Nudny, szablonowy, pozbawiony własnej tożsamości oraz finezji.

5/10

Radosław Ostrowski

TRON

Ciężko jest wyobrazić sobie czas, że Disney nie był w stanie stworzyć czegoś ciekawego i skupiającego uwagę dużego grona widzów. To był przełom lat 70. i 80., czyli czas mroczny nawet dla animacji, które przenosiły straty. Jednym z jasnych świateł oraz prób przełamania tego stanu był nakręcony w 1982 roku „TRON”. Sam pomysł był tak intrygujący, że postanowiono zaryzykować.

tron1-1

Bohaterem jest Kevin Flynn – młoda programista komputerowy. Kiedyś pracował w dużej korporacji ENCOM, ale obecnie prowadzi salon gier video. Wszystko z powodu obecnego szefa korporacji, Eda Dillingera, który wykradł i przywłaszczył gry stworzone przez Flynna. Mężczyzna próbuje włamać się do komputera firmy, by znaleźć dowody, lecz każda próba kończy się klęską. W końcu razem z przyjaciółmi decyduje się włamać za pomocą terminala firmy. Tylko, że firmą niejako zamiast Dillingera steruje Główny Program Kontrolny – samorozwijająca się AI, niejako działająca niezależnie i zdolna do wszystkiego. Podczas tej próby włamu, Flynn zostaje „wessany” do wnętrza GPK i musi podjąć walkę o przetrwanie.

tron1-2

Może i historia wydaje się prosta, ale reżyser Steven Lisberger postawił tutaj na wizję świata wewnątrz komputera. Mimo prawie 40 lat na karku, wygląd tego świata jest imponujący. Wszystko za pomocą grafiki komputerowej oraz ręcznej animacji, scalonej w jeden system. Ale to miejsce bardziej przypomina kraj rządzony przez dyktatora. Tutaj wszystkie programy biorą udział w grach (m.in. kultowy wyścig cyklotronów), by zostać ostatecznie pokonane i wchłonięte przez GPK. Programy te, będące zmaterializowanymi bitami o ludzkiej budowie ciała mają twarze swoich twórców zwanych Użytkownikami. Oni są traktowani przez nich jak bogowie, wręcz wyzwoliciele, mogący o wiele więcej od nich. Cała ta otoczka oraz sam wygląd tego świata nadal robi piorunujące wrażenie. Tak jak wygląd pojazdów czy zdolności manipulacyjne Flynna w tym świecie.

tron1-3

Dla mnie jednak sporym problemem była fabuła. Nawet nie chodzi o to, że jest prosta, ale same postacie – poza Flynem (świetny jak zawsze Jeff Bridges) – nie są zbyt głęboko zarysowane i stanowią tylko tło dla głównego bohatera. Nawet sam Tron (program ochronny, który walczy w imię użytkowników) zostaje zepchnięty na drugi plan. Zaś sam świat wewnątrz komputera wydaje się troszkę pusty, ale to wynika z założeń twórców. W końcu to walka dobra ze złem, więc po co rozbudowywać to miejsce?

„TRON” przeszedł do historii ze względu na imponujące efekty specjalne, które bardzo dobrze znoszą próbę czasu. Historia może nie dorównuje warstwie technicznej, lecz jako doświadczenie samo w sobie jest niezapomniane.

7/10

Radosław Ostrowski

Carmen Sandiego – seria 1

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze usłyszę to nazwisko. Czerwony płaszcz i fedora są jej znakiem rozpoznawczym, a gadżetów pozazdrościliby agenci tajnych służb. Problem w tym, że Carmen Sandiego jest… złodziejką. Ale nie taką, co bierze wszystkie wartościowe oraz cenne przedmioty. Bardziej jest złodziejem niedopuszczającym lub próbującym powstrzymać kradzieże. Jej celem jest tajemnicza organizacja V.I.L.E., do której szkoły uczęszczała przez rok. Przejrzała jednak na oczy i na własną rękę podejmuje walkę z dawną „rodziną”. Nie jest łatwo, bo próbuje polować na nią oficer Interpolu, dla którego kobieta staje się prawdziwą obsesją. Jest też pewna inna organizacja, próbująca zwalczyć V.I.L.E.

carmen sandiego1-1

Jak widać sama historia nie należy do skomplikowanych i brzmi jak coś, co mogłoby się sprawdzić w klasycznych kreskówkach. Są ci dobrzy, źli i przenosimy się po różnych częściach świata. Źli kradną cenne rzeczy albo dla osiągnięcia własnych korzyści (obrazy Jana Vermeera), albo doprowadzić do rozszerzenia chaosu (zniszczenie plantacji ryżu za pomocą czy rozwalenie uszkodzoną rakietą świętej góry Aborygenów). Chociaż niektóre pomysły mogą brzmieć jak z Bonda (przekaz podprogowy puszczony podczas opery, by… zahipnotyzować), co samo w sobie dodaje absurdu i nie należy tego traktować poważnie. Ale ta lekkość jest też bronią obosieczną, bo nie czuć stawki, a naszej bohaterce niemal wszystko udaje się powstrzymać. Poczucie zagrożenia wydaje się być pozorowane (oprócz finału, gdzie pojawiają się nowe fakty z przeszłości bohaterki), niby jest to budowane napięcie, lecz i tak wiemy jak się to skończy.

carmen sandiego1-2

Sama animacja jest tutaj – delikatnie mówiąc – bardzo oszczędna. Chciałbym powiedzieć, że to może być stylizacja, lecz to mocno odstaje od konkurencji pokroju Pixara czy DreamWorks. Detali jest tutaj niewiele, także w przypadku postaci, choć ich ruchy są dość płynne. Najlepiej tutaj prezentują się sceny akcji, gdzie bójki są bardzo czytelne i mogą się podobać. Drugim mocnym punktem są scenki o charakterze edukacyjnym, gdzie przez parę minut dostajemy informacje o kraju, gdzie toczy się akcja odcinka. Ewentualnie wokół obiektu, mającego zostać okradzionym. Krótki bloczek, a co ciekawe nienachalny i nie wywołujący zgrzytu.

carmen sandiego1-4

Jeszcze broni się także oryginalny dubbing. I absolutnie błyszczy tu Gina Rodriguez jako Carmen – dziewczyna z tajemniczą przeszłością, zaś jej historia z pierwszych odcinków jest sensownie napisana. Nie można odmówić jej oporu i determinacji, a jednocześnie działa sprytem oraz głową. Na zasadzie kontrastu działa też dwójka policjantów, tropiących Damę w Czerwieni. Chase Devineaux (Rafael Petardi) ma wręcz obsesję na punkcie złodziejki i obwinia o każdą możliwą kradzież, a jednocześnie ma bardzo wielkie mniemanie o sobie. Z kolei pani Argent (Charlet Chung) ma większe predyspozycje oraz kompetencje do roli śledczego, przez co ta dynamika działa. Także antagoniści naszej bohaterki (kieszonkowiec Tygrysica, gibki Le Chifre, kopiący El Topo czy psychopatyczna Origami) też są bardzo wyraziści i nie da się wymazać.

carmen sandiego1-3

Pierwszy sezon „Carmen Sandiego” jest całkiem sympatycznym akcyjniakiem, z drobnym walorem edukacyjnym. Wszystko kończy się zawieszeniem i może pojawić się parę komplikacji. Nie mogę doczekać się ciągu dalszego.

7/10

Radosław Ostrowski

Z piekła rodem

Kuba Rozpruwacz – jego sprawa do dziś pozostaje fascynującą tajemnicą. Morderca pięciu kobiet w najbiedniejszej dzielnicy Londynu, Whitechapel pozostaje pierwszym znanym w historii kryminalistyki seryjnym mordercą. Kim był i dlaczego zabijał? Do tej pory powstało wiele teorii oraz spekulacji, zaś tajemnica stała się polem działania dla ludzi kultury. Tak zrobił autor komiksów Alan Moore, tworząc razem z rysownikiem Eddie Campbellem dzieło „Z piekła rodem”. Zainteresowali się tym dziełem filmowcy i tak powstała pierwsza adaptacja utworu Moore’a.

Historia skupia się na policyjnym śledztwie w sprawie zabójstwa pewnej kobiety upadłej. Jak się zwykło mawiać na prostytutki. Nikt nic nie widział, a poza poderżnięciem gardła nie ma innych śladów. Z czasem przy kolejnych ofiarach dochodzi do brutalniejszych zbrodni. Sprawę dostaje inspektor Frederick Abberline, który lubi się szprycować opium. Dzięki temu ma wizję, pokazujące przyszłe wydarzenia. Jednak czy to wystarczy?

z piekla rodem3

Film braci Hughes to mieszanka kryminalnego śledztwa z klimatem horroru. Sam początek może wywołać konsternację, bo widać sceny pozornie będące zapychaczami (przeprowadzenie lobotomii). Ale to wszystko jest zmyłką i okaże się istotnym elementem intrygi. Prowadzonej bardzo powoli, zabarwionej paroma narkotycznymi wizjami (pełnymi zielonego filtru oraz szybkiego montażu) oraz klimatem godnym czarnego kryminału. Brudne ulice, niebezpieczne zaułki, gdzie w każdej chwili może coś wyskoczyć. Alfons, policjant, nawet zabójca, a wszystko w mieście spowitym czernią nocy oraz czerwienią wschodzącego słońca. A za wszystkim stoją ludzie mający wielkie wpływy oraz znajomości (coś mówi nazwa masoneria?), co uniemożliwia dojście do prawdy.

z piekla rodem2

Realizacyjnie ten film wygląda niesamowicie: szczegółowa scenografia i kostiumy plus bardzo piękne zdjęcia. W tle gra bardzo niepokojąca muzyka Trevora Jonesa, zaś sama historia potrafi wciągnąć aż do brutalnego, bardzo gorzkiego końca. Na szczęście udaje się tutaj uniknąć łopatologii, zaś rozwiązanie daje wiele satysfakcji. No i jest logiczne, co nie zawsze się udaje. Czy tak mogło być naprawdę? Jest to prawdopodobne, ale prawdy nie dowiemy się nigdy. Poza tym, film nie jest próbą rekonstrukcji wydarzeń, tylko wariacją na ten temat.

z piekla rodem1

I jest to także znakomicie zagrane. Absolutnie błyszczy tutaj Johnny Depp jako Abberline, który myśli troszkę inaczej niż reszta śledczych. Bo w tych czasach uważano, że osoby z wyższych sfer nie mogą popełnić zbrodni, tylko jest to dzieło osób niewykształconych, prymitywnych i prostych. Niby to typowa ekscentryczna postać, widząca oraz spostrzegająca więcej, ale też naznaczona mrokiem. Aktorowi udaje się pokazać empatię oraz determinację. Świetnie Deppowi partneruje Robbie Coltrane (cytujący Szekspira sierżant Godley), a także Heather Graham (prostytutka Mary Kelly), tworząc bardzo przekonujące relacje. Tak samo drugi plan obfituje w znajome twarze m.in. Iana Holma (sir Gull, lekarz rodziny królewskiej), Jasona Flemynga (woźnica) czy Iana McNeice’a (koroner).

Kiedy oglądałem ten film po raz pierwszy, zrobił na mnie bardzo mocne wrażenie. Dzisiaj „Z piekła rodem” nadal broni się mrocznym klimatem, kilkoma mocnymi scenami gore oraz świetnym aktorstwem. Fani kryminałów z dreszczykiem powinni się poczuć jak w domu.

8/10

Radosław Ostrowski

Zew krwi

„Zew krwi” to jedna z najsłynniejszy powieści Jacka Londona. Była to historia psa imieniem Buck, który zostaje wyrwany ze swojego domu i trafia do Alaski. Tam trwa zima, a pies zostaje członkiem zaprzęgu, doświadczając wielu ciężkich wydarzeń. Sama książka – bardzo mroczna i niepozbawiona przemocy – była ekranizowana wielokrotnie. Każdy twórca próbował ugryźć historię na swój sposób, a nową wersję przygotował specjalizujący się w animacjach Chrisa Sandersa.

zew krwi1

Od razu uprzedzę, że fani powieści nie znajdą tu zbyt wiele dla siebie. Zmian jest bardzo dużo, by historia trafiła głównie do młodego widza. Choć złagodzono całość, nie brakuje mrocznych fragmentów oraz umownie pokazanej przemocy. Nadal opowieść skupia się na Bucku, a wszystko opowiada z offu jego ostatni właściciel, John Thornton. Poznajemy naszego pieska w swoim naturalnym środowisku, czyli w domu zamożnej rodziny. Tam zostaje podstępem wykradziony i sprzedany trafia do Alaski. Najpierw pełni rolę zwykłego psa dla pochodzącego z Kanady Perraulta, by potem przeżyć wiele poważnych sytuacji.

zew krwi3

Jest jeszcze jeden istotny szczegół dla realizacji tego filmu. Otóż wszystkie zwierzęta zostały tutaj wygenerowane komputerowo. Jestem w stanie zrozumieć dlaczego dokonano takiego wyboru. Chodziło zapewne o to, by nie skrzywdzić zwierząt w trakcie pracy nad scenami, gdzie ich życie mogło być zagrożone. A takich scen jest wiele jak przejazd i brawurowa ucieczka przed lawiną czy ratowanie człowieka z tafli lodu. Mnie to aż tak to komputerowe cudadło nie przeszkadzało, ale niektórych może to wybić z tej historii. A nawet spowodować, że nie będzie się czuło zagrożenia oraz stawki.

zew krwi4

Ja jednak dałem się pochłonąć tej przygodzie oraz historii o szukaniu swojego miejsca na ziemi. Bo nasz pies zaczyna być rozdartym między zewem natury (symbolizowany przez czarnego wilka) a cywilizacją i życiem z ludźmi. Z czasem ten charakter zaczyna coraz bardziej z niego wyłazić, pokazując jeden istotny szczegół. Że tą dzikość Buck miał od zawsze, tylko czekała na swoją chwilę przebudzenia. Wygląda to miejscami pięknie, tempo jest odpowiednio zachowane od spokojnych momentów (głównie w trzecim akcie) po dynamiczne wyprawy, zaś w tle gra tak cudowna muzyka, że chce się odbyć jakąś wielką wyprawę.

zew krwi2

Aktorsko wydaje się, że nie ma tutaj zbyt wiele do roboty, ale dwie osoby warto wyróżnić. Pierwszą jest Omar Sy (dawno nie widziałem tego aktora) jako Penault. To ciepły i budzący sympatię bohater, przekonany o tym, że psy go rozumieją oraz nimi – w pewien sposób – rządzi. Co oczywiście nie jest prawdą. Ale prawdziwym sercem tego filmu jest Harrison Ford jako Thornton. Pozornie wydaje się postacią typową dla tego aktora w ostatnich latach – szorstki, wycofany, naznaczonym mroczną przeszłością. Jednak Fordowi udało się tą postać pokazać bardzo przekonujący, zaś wspólne sceny z Buckiem są dzięki niemu wręcz wzruszające.

Powiem szczerze, że jestem bardzo zaskoczony tym, jak udany jest „Zew krwi”. Nie jest tak mroczny jak pierwowzór, ale w żaden sposób nie staje się infantylny. To bardzo porządne i angażuje kino z odrobiną przygody oraz przyrody w tle.

7/10

Radosław Ostrowski