Posłaniec

Przełom XIX i XX wieku. Do dworku w Bradham Hall, przyjeżdża na wakacje Leo Colston, 12-letni chłopiec z biednej rodziny. Pojawia się on na zaproszenie swojego kolegi, Marcusa. Jest speszony siostrą Marcusa, piękną Miriam, z którą spędza coraz więcej czasu. Przypadkowo poznaje też pewnego farmera, Teda Burgessa. Pewnego dnia mężczyzna prosi chłopca o przekazanie listu. Od tej pory jest posłańcem dwojga ludzi.

poslaniec1

Kostiumowy film Josepha Loseya wydaje się być kolejną produkcją o dawnych czasach oraz życiu w konwenansach, które zmuszają do ukrywania swojego prawdziwego ja. I poniekąd tak jest – tłumione emocje dają w końcu o sobie znać, doprowadzając do dramatycznego finału. Losey pokazuje to wszystko na przestrzeni dwóch czasów – gdy Leo był 12-letnim chłopcem jak i bardziej współczesnych, gdy jest dojrzałym, samotnym mężczyzną. Pierwsze zauroczenie, odkrywanie sekretów dorosłych i brutalne zderzenie z rzeczywistością – Losey pod aurą letnich wakacji, skrywa mrok, potęgowany przez muzykę Michela Legranda. I tej aury nie jest w stanie ukryć pięknie sfotografowana okolica, eleganckie kostiumy czy scenografia. Nie zawsze ten film potrafi utrzymać w zainteresowaniu (scena gry w krykieta mnie troszkę znużyła, ale to pewnie wynikało z dość późnej pory oglądania), gdyż film wymaga skupienia i rozruszania swoich komórek.

poslaniec2

Losey powoli odkrywa karty, ale i tak łatwo domyślić się przebiegu zdarzeń. Czy należy to traktować jako wadę? Absolutnie nie, gdyż „Posłaniec” potrafi wciągnąć i ma kilka pięknych momentów, które nadal robią wrażenie.

poslaniec3

Dodatkowo jeszcze jest to bardzo dobrze zagrane. Objawieniem dla mnie był młody Dominic Guard w roli nieśmiałego i zakochanego Leo, który jest oszołomiony bogactwem okolicy. Chłopak jest przekonujący w roli młodego, jeszcze nie rozumiejącego świata chłopca. Jednak całość skradli mi genialni Julie Christie (Miriam) oraz Alan Bates (Ted Burgess), wykorzystujący chłopaka do roli posłańca. Oboje są świetnymi manipulatorami, chociaż nie sprawiają takiego wrażenia. Że między tą dwójką iskrzy, widać to najmocniej w scenie, gdy on śpiewa, a ona gra na fortepianie. Reszta aktorów też jest bardzo dobra, ze wskazaniem na Edwarda Foxa (narzeczony Miriam, lord Trimingham) oraz Michaela Gougha (pan Maudsley).

poslaniec4

„Posłaniec”, mimo 45 lat na karku, pozostaje poruszającym i interesującym kina dla oka i uszu. Świetne dialogi, pewna ręka, bardzo dobre aktorstwo oraz ten klimat. Film zdecydowanie dla koneserów.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Senna

Każdy fan Formuły 1 zna to nazwisko. Ja nie miałem ani szansy, ani możliwości zobaczenia tych wyścigów oraz sławnych pojedynków z początku lat 90., jednak od czego są filmy. Pięć lat temu brytyjski dokumentalista Asif Kapadia postanowił opowiedzieć o brazylijskim kierowcy Ayrtonie Sennie.

senna1

Ten bardzo zdolny i utalentowany kierowca rozpoczął swoją karierę, najpierw w gokartach, by potem w 1984 roku eksplodował w Formule 1. Dalej widzimy jego drogę na szczyt, konflikt z kolegą z zespołu Alainem Prostem aż do tragicznego wypadku 1 maja 1994 podczas GP San Marino. Do dzisiaj nie udało się ustalić, co było przyczyną. Kapadia ma wielkie szczęście i wykorzystuje tutaj sporą ilością materiałów archiwalnych. Sam film to zmontowane archiwalia, bez gadających głów, głownie od realizatorów z F1 (widoki z kamer zainstalowanych w bolidach, rozmowy, wywiady, odprawy przed wyścigiem), a także prywatne archiwa rodziny Senny. Nikt tego do tej pory nie oglądał, a to wszystko układa się w złożony portret kierowcy – jego wzloty, upadki, spokój i gniew. A trudno było ciągle zachować spokój oraz pozytywna energię, gdy kłody pod nogi kładli szefowie FIA, faworyzujący Frosta (pewnie dlatego, że przewodniczący był Francuzem) i na początku próbowano Brazylijczyka zdyskredytować i osłabić jego pozycję. Konflikt z Prostem, bardziej rozumiejącym polityczne machinacje, z jednej strony doprowadzał samych kierowców do ostrych spięć, z drugiej zwiększył oglądalność samej Formuły 1 oraz popularność Senny na cały świat.

senna2

Reżyser jednak wsparł się wywiadami z kilkoma osobami, które miały kontakt z Senną, jednak nie pojawiają się te osoby, tylko słyszymy ich głosy. A udało się zebrać zacne grono (Alain Prost, siostra Ayrtona Viviane, lekarz Formuły prof. Watkins czy dziennikarz John Bisigniano), które ubarwia i tak znakomita całość, dodając różne anegdoty oraz opowieści, które legendarnego kierowcę czynią bardziej ludzkim.

senna3

Można żałować, że nie jest to fabuła, ale z drugiej strony archiwalne materiały potrafią poruszyć i trzymać za twarz. Kapitalny montaż, zgrana z ekranem muzyka oraz świetna reżyseria składają się na interesujący portret zwykłego człowieka, dokonującego niezwykłych wyczynów, pozostając normalnym. obok „Wyścigu” Rona Howarda to film dla fanów królowej sportów motorowych.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Ostatnie tango w Paryżu

Paul jest mężczyzną w średnim wieku, którego żona popełniła samobójstwo. Wychodzi z domu i przypadkowo zauważa młodą dziewczynę. Razem wynajmują mieszkanie, gdzie oddają się tylko seksowi. Żadnych wyznań, żadnych imion, żadnej przeszłości. Ona jest związana z młodym filmowcem, który kreci o niej film, on jest wypalony i pusty. Jak skończy się ta gra?

ostatnie_tango1

Film Bernardo Bertolucciego w dniu premiery (1971 r.) wywołał skandal, ze względów obyczajowych. Co wtedy nie dziwiło, bo relacja dojrzałego mężczyzny z młodą, wchodząca w dorosłość dziewczyna mogło oburzać. Podobnie jak sceny erotyczne między tą dwójką, ale w dzisiejszych czasach to już nie szokuje i to, co na ekranie pokazał Bertolucci i tak jest bardzo subtelne (może poza sceną z masłem, która może wywoływać niesmak). Seks jest tutaj z jednej strony bardzo zwierzęcy i staje się substytutem miłości, z drugiej staje się dla Paula obsesją i sposobem na przeżycie żałoby. Tym barwniejsze i wnoszące odrobinę życia są sceny, gdy widzimy naszych bohaterów osobno – Jeanne ze swoim chłopakiem, który kręci ją do filmu (niejako psychicznie ją obnaża) oraz Paula rozmawiającego z matką żony – właścicielką małego hotelu oraz jej kochanka, próbującego rozgryźć zachowanie swojej żony.

ostatnie_tango2

Rozmowy Paula z Jeanne to niejako clue tego filmu – smutnego, depresyjnego i ciężkiego w odbiorze. Ona, już nie dziewczyna, jeszcze nie kobieta (dziecięca twarz Marii Schneider), sprawia wrażenie niegrzecznej dziewczyny, która można utrzymać i utemperować, pozbawioną dojrzałości oraz własnej woli. On (wielki, nie tylko jeśli chodzi o gabaryty Marlon Brando) jest bliżej kresu niż początku, odcinający się od norm społecznych i logiki, która go zawiodła. Staje się zgorzkniały, cyniczny i niemal prymitywnie wulgarny, lecz to tylko maska samotnika.

ostatnie_tango3

Wszystko to jest bardzo dobrze sfotografowane przez Vittorio Storaro (tutaj stawiającego na realizm niż wizualną stylizację), a napięcie potęguje niezapomniane tango autorstwa Gato Barberiego, tworzącego atmosferę erotyzmu (ten saksofon).

ostatnie_tango4

Dziś „Ostatnie tango” nie wywołuje takiego szoku ani skandalu jak w dniu premiery, niemniej pozostaje mocnym i ważkim dramatem niemal egzystencjalnym, dla niepoznaki ubranym w kino psychologiczno-erotyczne. Ci, którzy szukają podniecenia nie znajdą go. Kino zdecydowanie dal dojrzałego odbiorcy.

8/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Bertolucciego

Mroczne miasto – wersja reżyserska

Wszystko zaczyna się dość tajemniczo. Gdzieś w hotelowej łazience nocą budzi się mężczyzna. Przebiera się, bierze walizkę i otrzymuje telefon z ostrzeżeniem, że jego życie jest w niebezpieczeństwie. Odkrywa ciało młodej kobiety pełne krwawych, okrągłych kręgów i kompletnie niczego nie pamięta. Ucieka ścigany przez policję oraz tajemnicze osoby w płaszczach oraz kapeluszach.

mroczne_miasto1

Reżyser Alex Proyas bawi się konwencjami i wpuszcza w maliny. Zaczyna się jak rasowy kryminał z całym arsenałem sztuczek noir – ponure zaułki, scenografia i samochody niemal żywcem wzięte z lat 40. oraz ciągły mrok obecny aż do samego końca. Powoli odkrywany razem z Murdockiem tajemnicę związaną z samym miastem oraz grupą osób, która steruje tym miastem. Bo – jak szybko można się domyślić – nic nie jest takie, jak na pierwszy rzut oka. I wtedy pojawiają się elementy SF oraz steampunku (podziemia, wygląd strzykawek). Więcej wam nie chcę zdradzić, bo po pierwsze zepsuje przyjemność z samodzielnego rozwiązania łamigłówki, a po drugie jest to clou całej opowieści. Muszę przyznać, że kolaż neo-noir z SF prezentuje się okazale. Proyas stopniowo przekazuje kolejne elementy układanki i przedstawia bardzo ponury świat. Świat, w którym ludzie pozbawiani są wspomnień (ją one wszczepiane po wybiciu północy). Świetne zdjęcia Dariusza Wolskiego tylko potęgują klimat tajemnicy, idąc w stronę noir. Eleganccy gliniarze, knajpy, femme fatale – wszystko tutaj gra i pasuje.

mroczne_miasto2

Filozoficzne wątki filmu stanowią jego drugie dno i nie są tylko naddatkiem dla krytyków. Czy jesteśmy w stanie sami decydować o swoim losie, a może ktoś za nas steruje? Skoro wspomnienia mogą być kłamstwem, a świat jest ciągle zmieniany (dobudowywane budynki), sprawiając wrażenie nieobecnego, to czy w ogóle możliwe jest dojście do prawdy? Te pytania zostają w głowie na długo, a film nie daje wszystkich odpowiedzi. Czuć też inspiracje innymi dziełami – steampunkowe elementy przypominały „Brazil” (siedziba tajemniczych obcych), filmy Jeuneta czy nieśmiertelnego „Blade Runnera”, ale najbardziej oczywistym skojarzeniem jest „Matrix” (mesjanizm), który bywał – trochę na siłę – nazywany plagiatem filmu Proyasa. Całe te inspiracje jednak nie niszczą filmu i są tylko skojarzeniami, z których sklejono samodzielny twór.

mroczne_miasto3

W tej estetyce bardzo dobrze odnajdują się aktorzy. Rufus Sewell kojarzony głównie z ról czarnych charakterów tutaj świetnie wszedł w buty zagubionego i uparcie szukającego swojej tożsamości Johna Murdocka. Jest to wyjątkowa postać w tym świecie, ale to zapewne jest łatwe do rozszyfrowania. Poza nim błyszczy niezawodny William Hurt (wątpiący, dociekliwy i inteligentny inspektor Bumstead) oraz świetny Kiefer Sutherland (jąkający się i zagadkowy dr Daniel Schreber, mający istotną wiedzę na temat świata). Jest tutaj tylko jedna kobieta, ale Jennifer Connelly jest czarująca (pięknie śpiewa w knajpie, chociaż nie swoim głosem) i jako żona Murdocka dobrze sobie poradziła.

mroczne_miasto4

„Mroczne miasto” jest intrygującym i tajemniczym kinem SF. Może końcówka lekko zawodzi, ale i tak ogląda się z dużym zainteresowaniem. Aha, koniecznie oglądajcie wersje reżyserską nie tylko dlatego, że jest dłuższa, ale pozbawiona łopatologicznego tłumaczenia jakie dostajemy na samym początku. Ostatni film SF epoki industrialu.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Konformista

Faszystowskie Włochy – pierwsze totalitarne państwo w Europie. Właśnie tutaj przyszło żyć niejakiemu Marcello Clerici. Matka narkomanka, ojciec psychicznie chory. Marcello decyduje się wstąpić do policji politycznej i bierze ślub z drobnomieszczanką, Giulia. Podczas podróży poślubnej dostaje zadanie do wykonania – zbliżenia się do swojego dawnego profesora i zabicie go.

konformista1

Film ten otworzył Bertolucciemu międzynarodową sławę. Adaptacja powieści Alberto Moravii to studium człowiek pozbawionego charakteru i idącego z prądem. A że są to czasy faszystowskie, nie może być wesoło. Ale nie jest to stricte polityczny thriller, tylko psychologiczny dramat skupiony na psychice tytułowego konformisty.  Napięcie jest tutaj budowane bardzo powoli i stopniowo, by w finale w lesie sięgnęło zenitu. Reżyser skupia się na Marcello, łamie chronologię zdarzeń i pokazuje człowieka pozbawionego energii, sympatii, woli życia. O ile na początku można było to wytłumaczyć profesją bohatera, jednak następne sceny nie dają jednoznacznej odpowiedzi w sprawie jego motywacji – strach, tragiczne zdarzenie z dzieciństwa, brak ojca. Świat naszego bohatera jest chłodny i pusty, a dominuje w nim niemal instynkt seksualny, nuda oraz kontrolowanie siebie. Ten portret jest potęgowany przez mistrzowską pracę kamery (genialna rozmowa z profesorem w jego gabinecie odbywająca się w półmroku) oraz scenografię. Zderzenie dekadenckiej architektury odchodzącej epoki arystokratycznej (pałac, w którym mieszka matka Marcelo oraz niszczony ogród) z prostą i chłodną proponowaną przez faszystów robi ogromne wrażenie i mówi nam o bohaterze więcej niż jego słowa. Dlatego „Konformista” sprawia wrażenie filmu zimnego, zmuszającego do większego wysiłku, dając na końcu satysfakcję.

konformista2

Bertolucci nie tylko pewnie opowiada tą tragiczną historię, ale wykorzystuje ją do rozliczenia z okresem faszystowskim, a także podkreśla uniwersalny charakter, co dobitnie podkreśla filmowy epilog. Grany przez Jean-Louis Trintignanta Marcello to niemal archetypiczny człowiek-kameleon dopasowujący się do czasów, w których przyszło mu żyć. Pozbawiony własnych przekonań, charakteru, panujący nad swoimi emocjami tchórz, wybierający zło dla własnej wygody. O jakiejkolwiek sympatii można zapomnieć, jednak aktor potrafi skupić uwagę odbiorcy. Poza nim wybijają się także dwie kobiety, obydwie urodziwe: Stefania Sandrelli (drobnomieszczanka i żona Giulia) oraz Dominique Sanda (wyzwolona i szczera Anna), których relacje z głównym bohaterem troszkę uatrakcyjniają ten film. Nie zapominajmy też o Gastonie Moschinie, czyli doświadczonym tajniaku Manganiello współpracującym z Marcello.

konformista3

Mimo 45 lat na karku, „Konformista” pozostaje mocnym i porażającym portretem słabości człowieka. Wobec losu, historii, życia. A że wielu jest takich kameleonów wokół nas, tym bardziej film boli.

konformista4

8/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Bertolucciego

Mistrzowski rzut

Jest rok 1951 i trafiamy do Hickory – małego miasteczka gdzieś w stanie Indiana. Farmy, kościół, domy i szkoła, a w niej lokalna drużyna koszykówki. Niestety, poprzedni trener zmarł i trzeba powołać kogoś nowego na jego miejsce. I tu pojawia się niejaki Norman Dale – niemłody, ale doświadczony trener, który miał dość długą przerwę (ostatnie 10 lat służył w wojsku). Miejscowi jednak nie do końca są przekonani do nowego trenera i powoli liczą na powrót do drużyny gwiazdy drużyny, Jimmy’ego Chitwooda.

mistrzowski_rzut1

Takich filmów sportowych były co najmniej setki w USA, gdyż tam koszykówka jest (obok baseballa i futbolu amerykańskiego) narodowym sportem. Ale kiedy w 1986 roku debiutujący reżyser David Anspaugh (wcześniej pracował dla telewizji) nie widział albo nie interesował się taką tematyką. Wszystko toczy się wokół sprawdzonej i starej formuły: nowy trener, nowe otoczenie i nowe reguły, docieranie się obydwu stron, wreszcie poważne sukcesy oraz walka o mistrzostwo. Skoro znamy reguły tej gry, to dlaczego udaje się reżyserowi nie tylko zaangażować emocjonalnie, ale i trzymać kciuki za chłopaków do samego końca? Może dlatego, że nie próbuje kombinować i na siłę udziwniać, dodając coś więcej.

mistrzowski_rzut2

Twórcy przy okazji decydują się pokazać portret małego miasteczka – Hickery to dziura tak mała, że nie ma jej nawet na mapie. Koszykówka jest rzeczą, która łączy mieszkańców, a zawodnicy są niemal traktowani jak bogowie. Ale sukces w tej dyscyplinie może być pułapką, z powodu silnej presji. Porażka nie zostanie wybaczona i może być wykorzystana przeciwko tobie. bo gdy przyjdzie czas, że nie będzie można grać, co wtedy pozostanie? Życie przeszłością i (do kompletu) alkohol, ewentualnie praca trenera. Cóż innego można w takiej mieścinie zrobić? Te obserwacje oraz poboczne wątki związane zarówno z niektórymi zawodnikami (jeden z nich ma ojca-alkoholika, drugi jest zbyt niski jak na gracza, a największa gwiazda Jimmy zobowiązał się, że już nie wróci do tego) oraz mieszkańcami, początkowo nieufnymi wobec przybysza.

mistrzowski_rzut4

Najważniejsze elementy filmu sportowego, czyli treningi, inspirujące mowy trenera oraz same mecze, są zrealizowane bardzo porządnie i uczciwie wobec odbiorcy. Nie brakuje obowiązkowych spowolnień, dynamicznej muzyki Jerry’ego Goldsmitha, szybkiej pracy kamery i montażu. Wszystko to angażuje i trzyma w napięciu do samego (co z tego, że przewidywalnego) finału, a dialogi oraz scenografia nadają tylko autentyzmu całości.

mistrzowski_rzut3

Tak samo nie można zignorować świetnej obsady. Gene Hackman ma charyzmę oraz klasę, kompletnie przekonując w roli trenera Dale’a. Stosujący niemal wojskowe metody (stepowanie, bieganie linii, odbijanie piłki od ściany do zawodnika itp.), wymaga całkowitego posłuszeństwa i jest bardzo wymagający. Jednak ta postać ma pewną tajemnicę, a jego porywczy temperament wielokrotnie się udziela, w szczególności na meczach, gdy sędziowie sprawiają wrażenie ślepych kretynów. Równie młodzi chłopcy w rolach zawodników są bardzo przekonujący, oddając swoje lęki, budując pewność siebie i stając się pełnokrwistymi graczami, zyskującymi szacunek otoczenia. Ale i tak cały film skradł wspaniały Dennis Hopper. Aktor wciela się w Wilbura „Strzelca” Fletcha – świetnego znawcy koszykówki oraz miejscowego pijaka. Jego oczy i niepewne spojrzenie mówi więcej niż tysiąc słów, a dobitniej widać to w scenach, gdy działa jako asystent trenera. Ta postać wnosi film na wyższy poziom i wzrusza do samego końca, zapadając mocno w pamięci.

David Anspaugh jeszcze parę razy wejdzie na boisko, a debiut mimo lat oraz ogranych schematów pozostaje świeżym i piekielnie dobrym filmem. Wiemy jak to się skończy, ale jest to bardzo poruszający film, dający potężnego kopa.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Ukryty

Film zaczyna się dość normalnie – mężczyzna dokonuje napadu na bank, zabijając ludzi i kradnie czerwone ferrari w Los Angeles. Zostaje ciężko raniony podczas policyjnej obławy. Detektyw Tom Beck wydaje się zadowolony z takiego obrotu sprawy. Jednak podejrzany umiera, a ktoś inny znowu zaczyna siać terror w mieście. Dodatkowo Beckowi zostaje przydzielony tajemniczy agent FBI, Lloyd Gallagher.

ukryty1

Film Jack Shouldera z 1987 roku wygląda i brzmi znajomo. Wydaje się być kolażem zgranych i ogranych motywów z kina SF – inwazja kosmity na Ziemię (a konkretniej na Amerykę), próba powstrzymania go za pomocą nietypowej broni, przemoc i jatka. Gra jednak idzie o mniejszą stawkę – obcy nie planuje podboju, zgarnięcia surowców czy uczynienia ludzi swoimi niewolnikami. To łobuziak, który chce zabawić się, a gdy jego ciało już nie nadaje się za bardzo do użycia, wtedy wchodzi w skórę człowieka (scena wejścia kosmity z człowieka na człowieka jest naprawdę obrzydliwa) i dalej szaleje. Film ma niezłe tempo (strzelanin i pościgów jest tutaj sporo), ale archaiczne efekty specjalne oraz dość przewidywalny przebieg fabuły oraz dość szybkie odkrycie kart (łatwo domyślamy się schematu, a agent Gallagher skrywa tajemnicę) mogą przeszkadzać. Same sceny akcji są zrobione porządnie, okraszone rockową muzyką i napięcie sięga czasami zenitu (scena strzelaniny na posterunku) doprowadzając do oczywistego, ale przyjemnego finału.

ukryty2

„Ukryty” zapowiada „Gatunek” (scena śmierci podczas stosunku seksualnego) i inne filmy SF, ale też czuć wejście „Miasteczka Twin Peaks”. Nieprzypadkowo Lloyda Gallaghera gra Kyle MacLachlan, który za 3 lata zostanie agentem Dalem Cooperem. Jest pewne podobieństwo w tych postaciach: ekscentryczność, posiadana tajemniczą wiedzę, zrozumiałą tylko dla niego. Brakuje tylko, by pojawiła się jakaś sowa i zaczął chwalić kawę. Jednak Gallagher ma pewną głęboko skrytą tajemnicę, która będzie musiała się odezwać. Niezgorszy jest  Michael Nouri, który tylko pozornie wydaje się typowym gliniarzem jakim jest Tom Beck. Powoli między bohaterami rodzi się przyjaźń i lojalność. Drugi plan jest dość wyrazisty, co jest zasługą nie tylko Złego oraz jego wejść.

ukryty3

Mimo lat, film Shouldera jest całkiem przyzwoitą robotą, która potrafi całkiem nieźle zabawić. Czuć tutaj estetykę 80., a kilka scen mocno zapadnie w pamięć. Niby nic nowego, ale zgrabnie jest poukładane.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Kafka

Znawcy literatury wiedzą kim był Franz Kafka – niedoceniony austriacki pisarz, żyjący na początku XX wieku. Filmowcy tez przenosili jego dorobek na ekran, jak choćby Orson Welles mierzył się z jego „Procesem” w 1962 roku. Ale mało kto próbował zmierzyć się z jego życiorysem. Wariację na temat autora „Zamku” postanowił pokazać w 1991 roku Steven Soderbergh – świeżo opromieniony sukcesem „Seksu, kłamstw i kaset wideo”.

kafka1

Jest rok 1919, Praga. Kafka za dnia pracuje jako urzędnik w Zakładzie Ubezpieczeń Robotników do spraw Wypadków, a nocami próbuje swoich sił jako literat, rzadko publikując swoje dzieła. pewnego dnia dostrzega, że jego przyjaciel Edward Raban nie przychodzi do pracy. Wieczorem policja odnajduje jego zwłoki wyłowione z Wełtawy i sugeruje, że to było samobójstwo. Jednak Kafka nie wierzy w tą hipotezę i powoli zaczyna szukać prawdy.

kafka2

Żeby dobrze się bawić przy tym filmie, wymagana jest wiedza zarówno o samym życiu Kafki jak i znajomość jego dzieł. Bez tego widz poczuje się zagubiony i nie zrozumie aluzji, cytatów oraz odniesień do Kafki. Soderbergh próbuje stworzyć klimat znany z dzieł Austriaka – pełen surrealizmu, mroku oraz poczucia osaczenia, gdzie logika wymyka się prawom. Intryga powoli i stopniowo jest odkrywana – zaginięcie ludzi, biurokratyczny absurd, tajemnicza grupa anarchistów (nie wiadomo czemu są przeciwni), potężna władza oraz Zamek. Ta instytucja, gdzie zbierane są dokumenty, których się nie udostępnia, jest symbolem bezwzględnej władzy. Jednostka kontra system – starcie odwieczne, odkąd władza istnieje. „Kafka” wciąga, ma dobre dialogi oraz atmosferę niezwykłości potęgowaną przez muzykę Cliffa Martineza. Jednak największe wrażenie robi strona wizualna. To zdjęcia najdobitniej tworzą bardzo mroczny klimat, pokazując Pragę z innej perspektywy – podniszczone kamienice, knajpy, dachy. Dodatkowo operator zmienia perspektywę, przypominając ujęcia z „Trzeciego człowieka”. Szkoda tylko, że rozwiązanie całej intrygi jest takie banalne i błahe – stworzenie nadczłowieka. Można było z tego wycisnąć więcej.

kafka3

Zdecydowanie wybija się tutaj bardzo dobre aktorstwo. Nie mogę się nachwalić Jeremym Ironsem, który bardzo przekonująco zbudował portret zagubionego outsidera jakim był Kafka, który wplątuje się w poważniejszą intrygę. Jego upór i determinacja mieszają się ze strachem, maskowanym obojętnym wyrazem twarzy. Poza Ironsem jest tutaj wyrazisty drugi plan, w którym mamy m.in. Armina Muellera-Stahla (tajemniczy inspektor Grubach), Jerome’a Krabbe (grabarz Bizzlebeck), Iana Holma (złowrogi dr Murnau) czy pojawiającego się po raz ostatni Aleca Guinessa (przełożony Kafki), a każdy z nich zapada w pamięć.

kafka4

Soderbergh dalej robi to, z czego jest znany, czyli eksperymentuje z formą i bawi się historiami. Postmodernistyczna zabawa z „Kafką” wymaga pewnej wiedzy na temat autora i jego książek, by móc czerpać ogromną przyjemność z filmu, ale i bez tego potrafi wciągnąć oraz zaintrygować. Wymagające, ale i satysfakcjonujące kino.

7/10

Radosław Ostrowski

Stalag 17

Grudzień 1944. Tytułowy Stalag 17 to obóz jeniecki znajdujący się gdzieś w okolicy Dunaja, a znajdują się sami sierżanci. Jednym z nich jest obrotny oraz cwany J.J. Sefton, który jest zdystansowany wobec całego otoczenia. Nie pomaga mu to specjalnie, bo w stalagu jest zdrajca, donoszący Niemcom o wszelkich tajemnicach. Przekonanie to potęguje się w momencie nieudanej ucieczki Manfrediego i Johnsona.

stalag_17_1

Nakręcenie filmu o obozie jenieckim kilka lat po zakończeniu II wojny światowej może wydawać się karkołomnym przedsięwzięciem. Jednak Billy Wilder w 1952 roku podjął się tego ryzyka, dodatkowo idąc w stronę nie do końca poważnego tonu. I w zasadzie trudno ten film jednoznacznie ocenić. Bo z jednej strony bardzo przekonująco jest przedstawione jak łatwo można oskarżyć człowieka bez jednoznacznych dowodów. Wtedy „Stalag” jest pełnokrwistym dramatem oraz studium ludzkich zachowań. Oskarżenie, szczucie i izolacja – taka jest cena oskarżeń, wynikających ze sprytu, handlowania z Niemcami (za papierosy można zdobyć niemal wszystko). Problem jednak zaczyna się, gdy pojawiają się elementy humorystyczne oraz próby realistycznego pokazania życia w obozie. Apele, spacery, próby ucieczki, listy od rodzin itp. – niby nic wielkiego, jednak są tutaj pewne uproszczenia.

stalag_17_2

I nie chodzi o bimbrownię, wyścigi koni stanowiące rozrywkę czy scenę indoktrynacji za pomocą „Mein Kampf” (najzabawniejsza scena filmu), ale momenty ocierające o czysty absurd. Tylko tak można nazwać scenę, gdy dwóch jeńców udając malowanie farbą docierają do żeńskiej części obozu i dostają za to tylko reprymendę zamiast kulki w łeb. Podobnie jest z postacią feldfebla Schultza, który jest bardzo dowcipny, wyluzowany oraz jowialny wobec tego wesołego baraku. Podejrzewam, ze mogło to wynikach z próby zabliźnienia ran po II wojnie światowej, a dzisiaj fanów obozowych opowieści może rozdrażnić ta schizofrenia stylistyczna.

stalag_17_3

Muszę jednak przyznać, że dobrze się to oglądało. Wątek poszukiwania zdrajcy trzyma w napięciu, chociaż dość szybko dowiadujemy się jak ją przekazywane informacje, ale nie wiemy przez kogo. Akcenty humorystyczne odbieram jako próbę zachowania względnej normalności wobec bierności oraz prób ucieczki. Stąd m.in. podglądanie Rosjanek czy taneczna zabawa świąteczna – naprawdę śmiałem się z tego i to bardzo.

„Stalag” jest też bardzo dobrze zagrany, a z całej tej ferajny najbardziej wybija się wspaniały William Holden. Cyniczny, obrotny Sefton wzbudza zarówno podziw swoją pomysłowością, jak i zawiść wśród kolegów. Jednak mimo niepatriotycznej postawy jest w porządku i wzbudza sympatię swoją szorstką elegancją, a próby dojścia do prawdy muszą budzić respekt. Reszta aktorów też bardzo dobra (ze świetnym Otto Premingerem jako komendantem obozu) i odnajdująca się w swoich rolach.

stalag_17_4

„Stalag” troszkę się zestarzał, ale jak każdy prekursor gatunku – nadal potrafi być interesujący. To dobre kino z silnym akcentem komediowym, co może się nie spodobać wielu osobom. Mi to nie przeszkadzało czerpać frajdy z seansu.

7/10

Radosław Ostrowski

Nie wracaj w te strony

Howard Spence kiedyś był gwiazdą filmowych westernów. Czasy świetności ma jednak już dawno za sobą. Alkohol, dziwki, narkotyki i imprezowy charakter uczyniły go trudnym człowiekiem. Pewnego dnia, tak po prostu opuszcza plan filmowy, wsiadając na swojego konia. Odwiedza nie widzianą przez 30 lat matkę i od niej dowiaduje się, że ma syna w Montanie – postanawia go odnaleźć.

nie_wracaj_w_te_strony1

Z Wimem Wendersem nie miałem zbyt dobrych relacji. Najpierw kilka lat temu próbowałem obejrzeć „Koniec przemocy”, ale po 25 minutach miałem dość. „Niebo nad Berlinem” było miejscami mocno pretensjonalne, więc jak mówi zasada – „do trzech razy sztuka”. Dlatego dałem Niemcowi jeszcze jedną szansę. „Nie wracaj w te strony” troszkę przypomina mi „Broken Flowers” Jarmusha, który opowiadał podobną historię. Ale Wenders zamiast pójść w dziwaczny i słodko-gorzki świat, jest bardziej przyziemny. Odkupienie, stabilizacja, naprawy dawnych win – ale czy nie jest za późno na posprzątanie tego psychicznego burdelu? Zwłaszcza, że Howarda prześladują zarówno własne demony i wynajęty przez firmę ubezpieczeniową gliniarz, który ma go sprowadzić znów na plan.

nie_wracaj_w_te_strony2

Reżyser ubiera cały film w konwencję kina drogi i garściami czerpie z estetyki westernu. mamy piękne plenery pustynne, w tle ciągle towarzyszy nam gitarowa muzyka, a Howard niemal cały czas nosi kapelusz kowboja. Jednak zamiast szansy na stabilizację mamy smutek, a powrót przynosi tylko ból, rozgoryczenie i gniew. Ten ciężki klimat Wenders kontrastuje z pięknymi zdjęciami, w których czuć inspiracje obrazami Edwarda Hoppera. Dialogi są pozbawione pretensjonalności oraz udawanej poetyckości „Nieba nad Berlinem”, a kilka scen (oczekiwanie na kanapie czy pożegnalna rozmowa ze Sky) zostają w pamięci na długo. Głęboko skrywa emocje w końcu eksplodują, a zakończenie daje pewien cień szansy (zwróćcie uwagę na napisy na tabliczce w ostatniej scenie).

nie_wracaj_w_te_strony3

Ten film nie miałby siły ognia, gdyby nie fantastyczny Sam Shepard. Nie tylko zagrał podstarzałego gwiazdora, nie radzącego sobie ze swoim spieprzonym życiem, ale także napisał scenariusz, który podobał mi się. Shepard przekonująco oddaje skomplikowany charakter bohatera – zmęczenie życiem, samotność, chlanie i bajzel, którym oddycha. Jakby nie znał innego życia. Równie świetny jest tajemniczy i inteligentny Sutter, grany tutaj przez bardzo powściągliwego Tima Rotha (noszącego okulary). Ale i tak byłem zauroczony Jessiką Lange – jak można w takim wieku tak pięknie wyglądać, pozostaje dla mnie to zagadką. W jej interpretacji była dziewczyna Howarda, Doreen jest dojrzałą i świadomą swojej wartości kobietą, co nie da sobie w kaszę dmuchać. Ta trójka przykuwa uwagę najbardziej, zostając w pamięci na długo.

nie_wracaj_w_te_strony4

Wenders po raz pierwszy mnie przekonał do siebie i liczę na to, że „Nie wracaj w tę stronę” nie będzie jedynym wartościowym tytułem w dorobku Niemca. Uczciwe, dobre i niegłupie kino dla wymagającego odbiorcy.

7/10

Radosław Ostrowski