Niedoparki

Ile razy wam się zdarzyło, że brakowało wam jednej skarpetki do pary? Jakby ktoś ją ukradł albo zjadł? Jak się okazuje robią pewne stworki zwane niedoparkami, które jedną skarpetę (z pary) kradną, drugą zostawiają. Tak działa gang pod wodzą Padre’a, w przeciwieństwo do Kudły Dederko, wolącego pary skarpet. Do grupy Padre’a trafia jego siostrzeniec Hihlik, któremu zmarł dziadek. A nasz bohater pakuje się w małe tarapaty, a wszystkich ich szuka pewien ekscentryczny naukowiec.

niedoparki1

Kiedy wydaje się, że już nic nie może zaskoczyć, to okazuje się, że jest coś takiego jak czeska animacja. Czyli coś, co nie trafia się do naszych kin zbyt często. Sama historia oparta jest na popularnych w kraju miłośników piwa książkach dla dzieci. Wiadomo, że technicznie nie można osiągnąć pułapu zza Wielkiej Wody, więc nasi sąsiedzi musieli kombinować. Co z tego wyszło? Dość dziwne kino, które wygląda co najmniej ciekawie, chociaż świat naszych skarpetopodobnych tak mocno przypomina świat ludzi – tylko, ze tutaj mamy dwa gangi walczące ze sobą oraz wiele patologii w postaci „ćpania” śmierdzących skarpet, zaślepienia bogactwem i bezwzględnym okrucieństwem. A w to zostaje wplątany prostoduszny Hihlik, który szuka swojej nowej rodziny. Taka wizja świata to coś bardzo spotykanego w animacjach skierowanych dla dzieci.

niedoparki2

Sama animacja nie wygląda najgorzej, chociaż sceny szybszych przejść z miejsca na miejsce są jakieś takie rozmazane i nieczytelne. Grafika jest uproszczona, chociaż nasi bohaterowie wyglądają dość oryginalnie. Takie troszkę skarpety z ustami, swoimi ubraniami i charakterami, pełnymi ekspresji, zaś ich ruchy balansują między byciem niezdarą a nieszablonowym kombinowaniem. W to wszystko są wplątani bohaterowie nie pozbawieni pozytywnych cech: oddania, lojalności, zdolności do poświęcenia, a ich konfrontacja z resztą otoczenia potrafi poruszyć.

niedoparki3

Jednak „Niedoparki” i sama historia może się wydać dla młodego widza zbyt mroczna i przerażająca, zaś starszego odbiorcę może odrzucić strona wizualna, sprawiając pewien dysonans. Sceny włamań są zrobione całkiem nieźle, kreska nie kłuje mocno w oczy, ale czegoś mi tutaj brakuje i nie wiem za bardzo czego. Sam dubbing jest całkiem niezły (wyróżniają się starzy wyjadacze: Robert Tondera i Jarosław Domin w roli antagonistów, zaś mało znany Maksymilian Michasiów daje radę jako protagonista), chociaż pod koniec dość często pada słowo „Bóg”, ale to kwestia tłumaczenia (solidnego). W ostatecznym rozrachunku to ciekawa odskocznia wobec produkcji z Ameryki.

6/10

Radosław Ostrowski

Iniemamocni

Ktoś może zapytać, czy nadal jest miejsce dla superbohaterów? I nie chodzi mi o trzaskane wręcz taśmowo filmy od Marvela, ale w ogóle. Kiedyś ci goście ratowali świat, pomagali wyciągać koty z drzew czy wspierali policję w swoich akcjach. Wszystko jednak zmieniła biurokracja oraz procesy przeciw superbohaterom, którzy muszą się ukrywać i nie eksponować swoje moce. Taki los spotkał Boba Parra aka pana Iniemamocnego oraz jego żony Elastyny, a także ich dzieci. Zduszony, znudzony szarym życiem Bob nie potrafi się do końca w tym odnaleźć. Więc kiedy dostaje propozycję od tajemniczego zleceniodawcy, zgadza się wziąć udział.

iniemamocni11

Jak wiadomo, ze pojawia się Pixar, to musi być ogromny hit (przynajmniej komercyjny), choćby zamysł wydawał się karkołomny. Realizacji podjął się Brad Bird, wcześniej odpowiedzialny za „Stalowego giganta”. Niby jest to klasyczne kino akcji, gdzie obdarzenie nieprzeciętnymi mocami osoby robią to, co zawsze. Jednak koncepcja posiadana własnej rodziny posiadającej megamoce (elastyczność ciała, niewidzialność, wielka siła, niezwykła szybkość), która nie może się publicznie zaprezentować bardzo odświeża tą konwencję. I to rozdarcie między byciem sobą (superheros), a ukrywaniem się jako szary człowiek (pracownik ubezpieczeń) jest rozegrane bez cienia fałszu, przez co było łatwo mi się identyfikować z Iniemamocnym.

iniemamocni12

Sama intryga jest poprowadzona bardzo solidnie, gdzie nie brakuje kilku niespodzianek oraz zabawy konwencją (monologi łotra, opisującego swój plan, przygotowanie strojów czy problem z pelerynami), co dodaje pewnej lekkości. Ale nie jest to stricte komediowe dzieło, więc żartów jest troszkę malutko. Jednak same sceny akcji, wzięte z kina superhero czy filmów szpiegowskich, są zrobione bardzo dobrze, podkręcając tempo oraz odpowiednio podbijając stawkę. Zarówno akcje na wyspie, jak i finałowa potyczka z robotem, nadal robią wrażenie. Może i bywa troszkę przewidywalne, niemniej przyjemnie się bawiłem.

iniemamocni13

No i polski dubbing, który podtrzymuje wysoki poziom. Klasę potwierdza Piotr Fronczewski jako pan Iniemamocny, znakomicie oddając zarówno zaangażowanie podczas czynów, jak i klincz między tym, co było a rutyną dnia codziennego. W kontraście do niego jest Dorota Segda (Elastyna), będąca bardziej skłonna dostosować się do nowych warunków, jednocześnie tracąc swój zadziorny charakter. Ale pod wpływem pewnych wydarzeń, wraca do dawnego oblicza. Równie łotr z głosem Piotra Adamczyka (Bobby/Syndrome) pasuje bardzo dobrze, nie przekraczając granicy przerysowania. Ale szoł kradnie niejaka Edna, czyli projektantka strojów (niby niziutka, ale wyrazista) z głosem… Kory.

Zanim pójdziecie do kina na nowych „Iniemamocnych”, przypomnijcie sobie, od czego się to wszystko zaczęło. Mimo prawie 15 lat na karku, superbohaterska rodzinka trzyma się mocno, trzyma za kark, siejąc ogromne spustoszenie. Czy teraz dadzą sobie radę?

7,5/10

Radosław Ostrowski

Kumple z dżungli

Dawno, dawno temu w dżungli działał oddział bohaterów zwany Championami, stającymi w obronie przed misiem koala Igorem. Ale podczas jednej z nieudanych prób zginął jeden z wojowników, guziec Fred, ratujący jajko pingwina. Maurycy zostaje wychowany przez tygrysicę Nataszę, ale wbrew jej woli, inspirując się pozostałymi Championami, wyrusza ścieżką wojownika tworząc własną ekipę, zwana Kumplami z dżungli. Ale Igor ucieka z bezludnej wyspy i planuje zemstę.

kumple_z_dzungli1

„Kumple z dżungli” to kinowa wersja francuskiego serialu animowanego z 2011 roku, gdzie Maurycy kierował swoją własną ekipą (rybka Junior, tarsjusz Gilbert, nietoperz Batrycja, goryl Miguel oraz żaby Al i Bob). Niestety, nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie, jak poznał tą grupkę wojowników, jednak działają już od dłuższego czasu. Sama historia jest dość prosta, a jej motywem jest współpraca między dwoma pokoleniami wojowników, co idzie dość opornie. Spięcia między matką a synem są silnie zaznaczone, a konfrontacja z Igorem daje wiele satysfakcji. Twórcy tworzą tutaj kino akcji ze zgrabnym, pozbawionym łopatologii morałem o sile wspólnego działania. Wszelkie potyczki są zrobione w sposób finezyjny, co czuć już na samym początku, pokazując zgranie ekipy, wykorzystujących otoczenie. I to robi robotę.

kumple_z_dzungli2

Sama historia wygląda całkiem nieźle, a animacja jest tylko nieco słabsza od produkcji Disneya czy Pixara. Nie jest aż tak szczegółowa jak w/w, ale jest za to bardzo przyjemna dla oka, kolorowa oraz z pomysłowo zarysowanymi zwierzątkami, co dzieciom na pewno się spodoba. Do tego mamy jeszcze bardzo dobrze współgrającą muzykę oraz inspiracje klasykami kina pokroju „Indiany Jones” (pościg w tunelu), „Rocky’ego” czy „Mission: Impossible”. Także bardzo delikatny humor może spodobać się dzieciom.

kumple_z_dzungli3

No i polski dubbing, który prezentuje się dobrze, chociaż brakuje zapadających w pamięć postaci, a aktorzy dobrze oddają swoich bohaterów. Największe brawa zgarnia Zbigniew Suszyński, czyli pingwin Maurycy, będący charyzmatycznym wodzem, a jednocześnie pragnącym uznania swojej matki dzieckiem. Na drugim planie najbardziej zapadł mi Janusz Wituch (jajogłowy Gilbert) oraz duet Jarosław Domin/Cezary Kwieciński (Al i Bob). Solidnie prezentował się Maciej Maciejewski w roli pyszałkowatego Igora, pełnego megalomańskich zapędów.

„Kumple z dżungli” to bardzo przyzwoita animacja, dająca dużo rozrywki. Przesłanie niegłupie, historia angażuje, mimo pewnej przewidywalności oraz dość prostego poczucia humoru. Lekkie, przyjemne kino przygodowe dla dzieci, ale i starsi znajdą tu coś dla siebie.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Ernest i Celestyna

Kolejna animacja, tym razem z Francji. Poznajcie dwójkę naszych bohaterów. Ernest jest misiem, który zamiast pełnić poważną profesję (sędzia, sklepikarz), próbuje spełnić się jako artysta. Tylko, że to nie przynosi mu żadnego dochodu. Z kolei Celestyna jest mała myszką, której przyszłość dawno zaplanowano (ma być dentystką i zbierać zęby), a sama woli malować i nie wierzy w historie o złych niedźwiedziach. Ale podczas akcji dochodzi do spotkania tej dwójki, co wywraca życie do góry nogami.

ernest_celestyna2

Sama historia może wydawać się mało zaskakująca, jednak twórcy potrafią zaangażować. Twórcy bardzo uważnie pokazują jak wielką siłę mają uprzedzenia, stereotypy i zwykły strach. A wyjście ponad to dla każdej ze stron jest ogromnym wysiłkiem, tylko czy komuś tak naprawdę chce się go podjąć. Kimś takim wydaje się nasza para – osoby idące mocno pod prąd, uznawane za raczej aberrację, dziwadła, ale nie dający się tak łatwo stłamsić. Ale oboje też początkowo traktują się z pewną nieufnością (oniryczne sceny koszmarów), które jednak udaje się przełamać dzięki… sztuce oraz empatii Celestyny. I te relacja czyni ich nie tylko silniejszymi, mimo ostracyzmu, ale wręcz samowystarczalni, nawzajem się uzupełniają. Może i opowieść jest dość przewidywalna, jednak film po prostu angażuje, wciąga, porusza.

ernest_celestyna1

Za to sama animacja jest zaskakująco archaiczna. Może inaczej, jest to klasyczna, wręcz ręcznie rysowana kreska, jaką wykorzystywano w tym gatunku jakieś 30-40 lat temu. Wykorzystanie tego zabiegu, tworzącego dość oszczędną, wręcz ascetyczną formę, staje się najmocniejszym atutem, wyróżniając ją z tłumu komputerowej animacji. „Ernest i Celestyna” mają dzięki temu swój własny charakter, choć jest to skierowane do zdecydowanie młodego odbiorcy. Nie jest to jednak kino naiwne, infantylne czy głupie, ale bardzo szczere, pełne ciepła oraz empatii. Tak samo jak bardzo „francuska” jest muzyka, budująca klimat.

ernest_celestyna3

Także do polskiego dubbingu nie można mieć zastrzeżeń, a duet Miłogost Reczek (Ernest)/Julia Kołakowska (Celestyna) wznosi całość na wyższy poziom. Pozornie dość oschły i wycofany miś w zderzeniu z bardzo serdeczną myszką, tworzy bardzo intrygujący, kapitalny duet. Tak samo na drugim planie błyszczy grający dwie role Grzegorz Pawlak (szef mysiej kliniki oraz niedźwiedzi sędzia), pokazując swoją wokalną wszechstronność.

Ja jestem zwyczajnie oczarowany „Ernestem i Celestyną”, który jest przykładem szlachetnej animacji dla dzieci w starym, dobrym stylu. Prosty, szczery, szlachetny, poruszający, ciepły – mógłbym wymieniać kolejne przymiotniki, ale miejsca by nie starczyło. Absolutnie godny polecenia.

8/10

Radosław Ostrowski

Gru, Dru i Minionki

Pamiętacie tego bandziora Gru, który później został agentem walczącym z przestępczością? Teraz on z Lucy oraz adoptowanymi dziewczynkami są pełnoprawną rodziną. Ale cała okolicę terroryzuje Balthazar Bratt – aktor dziecięcy znany z roli młodocianego geniusza zbrodni, którego kariera załamała się z powodu… okresu dojrzewania. Jak dorósł naprawdę został geniuszem zbrodni, który ciągle wymyka się Gru z każdej pułapki, przez co nasz prawy bohater zostaje zwolniony razem z Lucy. I wtedy otrzymuje zaproszenie od… swojego brata, o którym nic nie wiedział.

gru_i_dru1

Trzecie spotkanie z Gru i Minionkami (dystrybutor robi wszystko, by utrudnić oglądanie tej serii), czyli flagowe dzieło Illumination Entertainment. Choć wydaje się najsłabsza, to wciąż potrafi dostarczyć całkiem sporo frajdy. Dla mnie największy problem jest w nadmiarze wątków, bo mamy Gru skłóconego z Minionkami (żółciutkie istoty chcą czynić Zło, a Gru nie), Lucy próbującą wejść w rolę matki, najmłodszą córkę wierzącą w jednorożce czy braciszek próbujący swoich sił w zbrodniczym procederze. I jednocześnie próba powrotu do agencji i kradzież skradzionego brylantu. Dzieje się wiele, akcja miejscami wręcz pędzi na złamanie karku (finał), ale cały czas miałem poczucie przesytu, a pewne wątki zostają zaskakująco szybko rozwiązane. Także sam antagonista miał zadatki na wyrazistą postać, a tak to klasyczny villain żądny zemsty jakich było wielu.

gru_i_dru2

A same Minionki? Nie ma ich aż tak często, ale jak już wchodzą, to jest naprawdę zabawnie. I nie ważne czy porównują dokonania Gru, występują w talent show (petarda) czy wieją z więzienia. Za każdym razem rozładowują napięcie, tak samo jak fajnie wykorzystane kawałki Pharella Williamsa oraz hity z lat 80. Animacja wygląda bardzo dobrze, jest tak barwnie jak się da, a postacie wyglądają miejscami wręcz olśniewająco. Zachwyt gwarantowany, a wszystko pozostaje czytelne i wyraziste, bez poczucia chaosu i bałaganu, zaś kilka scen (pierwszy skok do rytmu „Bad” Michaela Jacksona) wprawiają w osłupienie.

gru_i_dru3

Co do dubbingu, to wyszedł dość dobrze. Marek Robaczewski nadal pasuje do Gru, tak jak Izabella Bukowska jako Lucy, chociaż te postacie przechodzą bardzo przekonującą ewolucję. A jak sobie radzą nowe postacie? Przyznaję, że początkowo nie byłem przekonany do falsetowego Dru w wykonaniu Mikołaja Cieślaka. Ale po pewnym czasie przyzwyczaiłem się do niego i odkryłem, ze nawet on pasuje do troszkę ciamajdowatego braciszka, marzącego duże ambicje oraz wypasiony sprzęt. Za to perłą jest Robert Górski w roli Bratta – narcystycznego, zakompleksionego bandziora, niepozbawionego luzu oraz dystansu.

„Gru, Dru i Minionki” (zamiast „Jak ukraść księżyc 3”) może już nie mają takiej świeżości i nie są w stanie czymś dobrym zaskoczyć, niemniej to nadal kawał przyjemnej rozrywki dla rodziny. Lekkie, ale jednocześnie nie będące tylko efekciarską rozwałką.

7/10

Radosław Ostrowski

Ozzy

Tytułowy Ozzy to psiak mieszkający gdzieś na przedmieściach z rodzinką. Ale psiak to rozrabiaka, chociaż nie pozbawiony uroku i inspiracja do komiksu stworzonego przez ojca rodziny. Dzieło jest tak popularne, że familia dostaje propozycję przyjazdu na zlot do Japonii, ale nie można zabrać pieska ze sobą (kwarantanna dwutygodniowa), więc Ozzy trafia do „Pieskiego raju” – specjalnego ośrodka. Hotel, spa, w ogóle full wypas. Tylko, że to wszystko jest pic na wodę, bo gdy rodzinka z ośrodka wyjeżdża, pieski trafiają do pierdla.

ozzy1

Kolejna animacja z Europy, a dokładnie z Hiszpanii. Sam pomysł, by zrobić więzienną historię z psami w roli głównej, wypada naprawdę nieźle. Chociaż sama historia toczy się dość przewidywalnie, bo będzie ucieczka (nawet kilka prób) i nasz zdeterminowany zwierzak nie dający się złamać, mimo szykan, ustawiony wyścig oraz sytuacja między młotem a kowadłem. Wygląda to niczym „Wielka ucieczka”, a kilka postaci jest głębiej zarysowanych niż się to wydaje (ślepy jamnik Fronky, zgorzkniały Chester czy niepozorny, ale bezwzględny Vito). Parę razy potrafi dodać troszkę humoru, chociaż wymowa jest o wiele bardziej serio niż się wydaje na początku i to jest jedna z pozytywnych niespodzianek. Tak jak budująca klimat świetna muzyka Fernando Velazqueza.

ozzy2

Niestety, ale sama animacja to stany średnie. O ile ruchy postaci, ruchy ust  są zrobione bez poważniejszych zastrzeżeń, o tyle same zwierzątka, otoczenie jest tak surowe, wręcz pozbawione detali, że potrafi czasami przyprawić o ból oczu. Wiadomo, że to nie będzie techniczny kolegów zza Wielkiej Wody (nie ten budżet), jednak to można było zrobić lepiej albo bardziej wyraziście.

ozzy3

Za to trudno się przyczepić do polskiego dubbingu, bo ten w przypadku animacji zawsze był na wysokim poziomie. „Ozzy” nie jest wyjątkiem od reguły, chociaż najciekawsze są postacie drugoplanowe. Zarówno zdrowo postrzelony Fronky (świetny Waldemar Barwiński), jak i bardzo stary Chester (niezawodny Miłogost Reczek) zapadają w pamięć, podobnie jak bardzo mrukliwy szef strażników Decker (Grzegorz Pawlak) czy sepleniący Vito (zaskakujący Krzysztof Dracz). A grający Ozzy’ego Krzysztof Szczepaniak? Radzi sobie bardzo przyzwoicie, oddając determinację bohatera i budząc sympatię do niego.

Szkoda tylko, że sam film jest skierowany do bardziej młodego widza. Twórcy pokazują siłę więzi psa z człowiekiem oraz, że nie należy traktować zwierząt źle, ale to wszystko za mało. Sama historia średnio angażuje, wygląda to średnio i można było coś więcej wycisnąć.

5,5/10 

Radosław Ostrowski

Riko prawie bocian

Riko to bardzo młody wróbelek, który stracił rodziców przed przyjściem na świat. I pewnie nie przeżyłby kolejnego dnia, gdyby nie znalazła go bocianica. Ptak przygarnia go i wychowuje jak własne dziecko. Ale bociany zamierzają wyruszać na migrację do Afryki, a wróbelek całkowicie pewny, że jest bocianem chce dołączyć do wyprawy. Rodzice ze swoim synem jednak podstępem (bo przekonanie Riko do prawdy nie daje rezultatu) zostawia przybranego syna, który jednak się nie zraża i wyrusza na południe. Towarzyszy mu w tym postrzelona sowa Olga oraz marząca o karierze wokalisty disco papugi.

riko1

Dziwaczny pomysł na bajkę z Europy (a dokładnie z Niemiec, Belgii i Luxemburga), gdzie mamy niedobraną ekipę, która powoli zaczyna tworzyć coś więcej. Niby to już znamy, a kolejność zdarzeń dla każdego powyżej sześciu lat nie będzie raczej czymś zaskakującym. Dojdzie do spięć, nie wszyscy mają czyste intencje (papuga Kiki), po drodze dojdzie do dramatycznych pościgów (nietoperze czy finał), bohaterowie zaczną się otwierać. Innymi słowy, klasyka gatunku. Ale ja się niestety troszkę znudziłem przewidywalnością, gdzie wszystko szło jak po sznurku. Oczywiście, happy end i akceptacja przez rodzinę też musi być. Ale po drodze jest parę całkiem niezłych pomysłów (gołębie na drutach elektrycznych podłączone do… Internetu i gadające slangiem komputerowym – perełka), dodających odrobinkę świeżości.

riko2

Sama animacja jest całkiem przyzwoita i twórcy na tym polu nie mają się czego wstydzić. Może widać, że niektóre postacie nie są zbyt szczegółowo zarysowane, jednak nie kłuje to mocno w oczy. Typowa produkcja ze średnim budżetem, gdzie czuć pewien europejski sznyt. Tak samo przyzwoicie prezentuje się polski dubbing, gdzie tłumaczenie jest naprawdę niezłe.

riko3

Za to głosy są bardzo wyraziste i nawet drobne epizody (Mirosław Zbrojewicz jako kruczy mafiozo czy Waldemar Barwiński jako mewa) zapadają w pamięć. Ale główne role też są świetne i wnoszą film na troszkę wyższy poziom. Kapitalna jest Magdalena Boczarska w roli lekko schizofrenicznej sowy Olgi (a ten znaczek a’la Punisher na tułowie) z dość podłamaną przeszłością. Humor wnosi Piotr Gąsowski, czyli Kiki – lekko narcystyczna, napuszona diwa zbyt dramatycznie przeżywająca wiele wydarzeń. Zaś Bernard Lewandowski przy nich wydaje się troszkę blado, ale całkiem nieźle radzi sobie z pokazaniem jego determinacji.

„Riko” to dość pokręcona i miejscami pozwalająca sobie na dość nieoczywiste postacie fabułka skierowana do bardzo młodego odbiorcy. Ja może jestem troszkę za stary na takie cudeńka, ale czas nie był do końca stracony. Ocena lekko podwyższona za dubbing, będącym mocnym wsparciem dla tytułu.

6/10

Radosław Ostrowski

The Breadwinner

Afganistan, kraj islamski jak to tylko możliwe. Tutaj kobieta nie może sama wychodzić z domu, nawet gdy jest to konieczne. Tak jest w rodzinie Parweny – młodej dziewczyny, której ojciec handluje oraz proponuje drobne usługi (czytanie i pisanie). Ale zostaje on aresztowany za drobne naruszenie prawa islamskiego, a w rodzinie same kobiety (jeszcze młody syn, ale niemowlak). Dlatego dziewucha decyduje się na podstęp – ścięcie długich włosów oraz udawanie chłopca, by utrzymać rodzinę.

breadwinner2

Kolejna animacja studia Cartoon Saloon. Jeśli oglądaliście „Sekrety morza” czy „Sekrety księgi z Kelis”, to wiecie, czego należy się spodziewać. Prosta, ręcznie wykonywana kreska, która potrafi oczarować swoim pięknem. Wszystko jest osadzone w świecie, który dla nas – szeroko rozumianych ludzi Zachodu – wydaje się absolutnie niezrozumiały. Świat, gdzie kobieta praktycznie nie może nic zrobić poza domem (zawsze musi być w pobliżu mężczyzna – najlepiej mąż lub syn) jest absolutnie niezrozumiały, absurdalny czy wręcz idiotyczny. Stąd pomysł z maskaradą, a każda decyzja Parweny wydaje się bardzo niebezpieczna, rzekłbym ryzykowna. Próby pracy, drobne kradzieże, ale jednocześnie głowa pełna marzeń i nadziei. Przy tym świecie jeszcze pozwala żyć wyobraźnia i talent opowiadania historii. Ta opowieść (o chłopcu wyruszającym po ziarna zbóż) przeplata się z próbą zebrania informacji o aresztowanym. Mimo braku pokazywania przemocy wprost, jest to mroczna, wręcz brutalna historia.

breadwinner1

Tylko, że mimo wagi oraz ciężaru tematyki, nie chwyciło mnie to za serce (ani za inne organy). Kreska jest śliczna, zwłaszcza w scenach opowieści Parweny, gdzie jest to bardzo poruszające i mające drugie dno. Chociaż im bliżej końca, tym bardziej robi się nerwowo, wręcz dramatycznie. Wręcz życie jest na szali, ale wszystko kończy się (chyba) szczęśliwie, chociaż w stanie zawieszenia.

breadwinner3

„The Breadwinner” miał wszelkie zadatki na pamiętny film, ale wydaje się zaledwie przyzwoitą produkcją z dość nieoczywistą (jak na dzisiejsze czasy) formą. A kwestie zderzenia islamu z feminizmem mocniej prezentował „Persepolis”.

6,5/10

Radosław Ostrowski

LEGO Ninjago: Film

Jest takie miasto zwane Ninjago, gdzie żyje Lloyd. Chłopak jest nienawidzony przez wszystkich z powodu swojego ojca – demonicznego Garmadona, mającego za swój życiowy cel zdobycie Ninjago City. Nie znaczy to jednak, że Lloyd jest samotnikiem. Jest członkiem paczki, która jest wojownikami ninja kierowanymi przez mistrza Wu. Ale podczas kolejnego ataku Garmadon nie zostaje pokonany, przez co Lloyd wykorzystuje broń ostateczną i sprowadza niebezpieczne monstrum Miauzrę. I jak to odkręcić?

lego_ninjago1

Nowa animacja od Lego, czyli kolejne spotkanie z klockowymi postaciami. Tym razem trafiamy do świata ninja, mechów, Japonii oraz całej tej reszty. I nadal ta strona realizacyjna zachwyca, jest bardzo dopieszczona, włącznie z obecnością Miauzry, czyli… kota. Takiego prawdziwego, z sierścią itp. Ale cała reszta to stare, znane klocuszki, ciągle będące w formie. Ale sama historia – no cóż, nie powala. To klasyczne starcie dobra ze złem, próba pogodzenia rodziny (szczególnie ojca z synem), podbudowanie poczucia swojej wartości, siła przyjaźni. Niby takich wątków i motywów było na pęczki, ale przynajmniej było to napakowane pomysłową inscenizacją potyczek czy dowcipnymi żartami. Niestety, ale „LEGO Ninjago” nie jest w stanie niczego zaoferować z wyżej wymienionych. Humor praktycznie wyparował, całość jest strasznie poważna (w założeniu), zaś sama historia jest bardzo przewidywalna, przez co kompletnie nie angażuje. Nie wiem, czy nawet dzieciom by się spodobała, bo wszystko jest jasne po 25-30 minutach.

lego_ninjago2

„LEGO NINJAGO” broni się – poza stroną wizualną – także polskim dubbingiem, co jest już standardem. Całość kradnie świetny Jakub Wieczorek w roli Garmadona, który nie należy do najmądrzejszych łotrów w historii kina, ale ma wiele charyzmy oraz wyrazisty charakter. Jednocześnie to facet ze skomplikowaną przeszłością. Tak samo dobrze prezentuje się Aleksander Sosiński, czyli Lloyd – żyjący w cieniu ojca wojownik ninja, traktowany jak śmieć przez otoczenie. Cała reszta trzyma swój poziom, ale nie zapada zbyt mocno w pamięć.

lego_ninjago3

Trzecie spotkanie z Lego tym razem zakończyło się niemal zderzeniem z betonem. Nie daje takiej frajdy jak „Przygoda” i „Batman”, a wycięcie tego postmodernistycznego arsenału humoru pozbawiło siły. Dodajmy do tego przewidywalną historię i mamy kandydata na jedno z największych rozczarowań roku. Porzekadło do trzech razy sztuka tym razem się nie sprawdziło.

5/10

Radosław Ostrowski

Dzieciak rządzi

Tim to 7-letni chłopiec, mieszkający razem z rodzicami, którzy pracują dla firmy odpowiedzialnych za szczeniaczkami. Ale pewnego spokojnego dnia, pojawia się jego nowy braciszek. Niby nic dziwnego, tylko że on wygląda jak szef jakiejś korporacji, ma neseser, zegarek. Ale tylko nasz chłopak to dostrzega, bo dla rodziców tak wyglądają dzieci. Nasz bobas jest pracownikiem korporacji Bobas, odpowiedzialnej za… dostarczenia dzieci. Ale los firmy jest zagrożony z powodu szefa firmy Szczeniaczek oraz jego nowego produktu.

dzieciak_rzadzi2

Kolejne nowe dzieło ze studia DreamWorks to historia tak wariacka, jak to tylko możliwe. Tym razem jest to wizja strachu bycia starszym bratem, a że nasz bohater ma tak dziką wyobraźnię, jakiej można sobie pozazdrościć. Problem w tym, że „Dzieciak rządzi” przez pierwsze pół godziny jest bardziej infantylny oraz skierowany do bardzo młodego odbiorcy. Humor jest głównie slapstikowy, ale cała intryga potrafi zaskoczyć. Wielkie wrażenie robią sceny pokazujące jak nasz bohater widzi świat (rzeczywistość zmienia się czy to w statek, w rampę cyrkową albo próbujący działać jako ninja), kompletnie zmieniając stylistykę, co jest ogromną zaletą. Niektóre sceny akcji są zrobione w sposób bardzo imponujący (ucieczka Tima przed resztą bobasów z muzą a’la lata 70.), a odniesienia do popkultury z Indianą Jonesem na czele, zawsze na propsie. Ale to wszystko jest oparte na wręcz absurdalnym poczuciu humoru, co czasami może wprawić w konsternację, a korporacyjne żarty trafiają do dużo starszego widza. Tempo jest dość nierówne, przez co potrafi miejscami znudzić.

dzieciak_rzadzi1

Sama animacja wygląda naprawdę porządnie, a niektóre surrealistyczne scenki wyglądają wręcz fenomenalnie (scenka ninja czy podczas napisów końcowych – perełka), przez co ogląda się to z wielką frajdą. Także polski dubbing zasługuje na wyróżnienie, ze szczególnym wskazaniem na fenomenalnego Krzysztofa Banaszyka (Szef Bobas) oraz Wojciecha Paszkowskiego (szef Szczeniaczka, Francis Francis), co wnosi ten film na troszkę lepszy poziom.

dzieciak_rzadzi3

„Dzieciak rządzi” jest dość dziwnym eksperymentem DreamWorks, który próbuje znaleźć swój własny styl. Próbuje być zarówno dla dzieci, jak i troszkę starszych, ale te elementy nie chcą się w żaden sposób się połączyć w całość. Niemniej wyszła całkiem przyzwoita produkcja, ale to studio stać na więcej.

6,5/10

Radosław Ostrowski