LEGO PRZYGODA

W krainie budowanej przez klocki Lego mieszka Emmet – przeciętny koleś, pracujący na budowie. To typowa, pozbawiona kreatywności jednostka, gdyż kreatywność jest tutaj bezwzględnie niszczona. Spokojne życie Emmeta ulega poważnej zmianie, gdy znajduje tajemniczy klocek oporu – zgodnie z pewną starą przepowiednią jego posiadacz jest Wybrańcem i doprowadzi do obalenia Lorda Biznesa, który chce uporządkować wszystkie światy Lego.

LEGO1

Czym są klocki Lego, przedstawiać nie trzeba. Film o nich to ostra jazda bez trzymanki i wielki test przepony. Jest to komedia, która jest ubrana w konwencje opowieści o walce jednostki ze złym systemem oraz ruchem oporu dowodzonego przez Architektów (kreatywne postacie) pod wodza ślepego Witruwiusza. A kogo tam w tej walce nie ma: Batman, Superman, Wonder Woman, nawet Gandalf Stary, ehm Szary miał swoje parę minut. Źródłem żartów poza masą ciętych dialogów jest tutaj popkulturowa żonglerka postaciami (nie zabrakło legendarnego Sokoła Millennium), miejscami (Dziki Zachód) oraz absurdalna sytuacja. Jednocześnie jest to hołd złożony kreatywności oraz temu, że zabawki robione są przede wszystkim dla dzieci i od ich kreatywności zależy tutaj naprawdę wiele. Jednocześnie jest to zrobione z rozmachem, animacja Legutków i całego otoczenia robi wielkie wrażenie, a zakończenie przewiduje ciąg dalszy. Ale czy na pewno.

LEGO2

Twórcy jadą trochę na nostalgii pokazując czasy, gdy w klockach chodziło o kreatywność budowania, bez instrukcji obsługi. Po prostu jedziesz i robisz co chcesz. Pokazuje to mocno scena ostatecznej konfrontacji czy to, co się dzieje po upadku bohatera w przepaść. To musicie sami obejrzeć.

LEGO3

Jak animacja, to musi być dubbing. I tutaj zarówno do tłumaczenia jak i głosów nie można się przyczepić. Całość jest tutaj dobrze poprowadzona przez Piotra Bajtlika (Emmet) oraz napędzających całą akcję Ewę Andruszkiewicz-Gruzińską (Żyleta, ostra zawodniczka) oraz Miłogosta Reczka (Witruwiusz trochę zajeżdżający Gandalfem). Ale i tak całe szoł tutaj kradnie Jarosław Boberek jako Dobry i Zły Glina (w jednym legutku) oraz niezawodzący Krzysztof Banaszyk jako Batman (wiedzieliście, że facet ma fioła na punkcie dźwięku i muzy?).

„LEGO” mimo pewnej szablonowości fabuły, która zostaje zdekonstruowana i ośmieszona, okazała się naprawdę pozytywną niespodzianką. Kupa śmiechu, zabawa przednia i wiele się tu dzieje. Dla każdego i w każdym wieku.

8/10

Radosław Ostrowski

Kraina lodu

Wiem – zima już minęła (ostatnio mocno daje ciała), ale na chwilkę ochłodźmy się. Pewnie pamiętacie bajkę o „Królowej śniegu”? Wytwórnia Walta Disneya, która lubi słodzić aż za bardzo postanowiła opowiedzieć podobną historię, tylko ją zmodyfikowało. A było to tak:

Dawno, dawno temu w królestwie Arendelle były sobie dwie siostry – Elsa i Anna. Pierwsza posiadała moc zamrażania, nad którą nie była w stanie zapanować. Druga, o mały włos przez nią nie zginęła. Dlatego obie siostry były od siebie izolowane. Kiedy oboje rodzice zginęli, a Elsa miała objąć tron, dochodzi do strasznej sytuacji. Anna chce wziąć ślub z ledwo poznanym księciem Hansem, co doprowadza starszą siostrę do szału i całe królestwo zamarzło, zmuszając Elsę do ucieczki. Jednak Anna wyrusza za nią w pościg, w którym pomaga jej (trochę wbrew swojej woli) łamacz lodu Kristoff ze swoim reniferem Svenem.

lod1

I jedno trzeba przyznać Disney’owi, że wie jak opowiadać historię. Niby jest to prosta historia opowiedziana bez zbędnych ozdobników i dłużyzn, potrafi trzymać w napięciu (finał), nie brakuje różnych scen akcji (pościg przed wilkami czy walka z lodowym gigantem), zaś całość jest okraszona humorem. Ale jedno udało się bez cienia wątpliwości twórcom: animacja. I nie chodzi tu o ruchy postaci czy ich wygląd (bałwanek Olaf jest akurat wyjątkiem od reguły), ale przede wszystkim o wygląd krainy i śnieg. Jest on po prostu piękny i czarujący. I nie jest to czcza gadanina – dawno nie widziałem tak pięknego śniegu (dokładnie, od czasu „Happy Feet”).

lod2

Jeśli zaś chodzi o dubbing (film widziałem w oryginale), to brzmi on naprawdę dobrze, zaś postacie naprawdę brzmią bardzo dobrze. Zdecydowanie należy pochwalić grające obie siostry Kristen Bell (trochę „postrzelona” Anna) i Idinę Hanzel (chłodna Elza), zaś obie postacie kobiece nie są takimi zagubionymi dziewuszkami, które czekają aż pomoże im jakiś facet, nie dają sobie w kaszę dmuchać. Jeśli chodzi o panów, to zdecydowanie należy zwrócić uwagę na Kristoffa (Jonathan Groff) – żyjącego z lodu faceta, który czasami „gada” z reniferem oraz księcia Hansa (Santino Fontana) – elegancki, uroczy gościu, na początku. Złodziejem drugiego planu jest Olaf (świetny Josh Gad) – sympatyczny, choć trochę zabawny towarzysz przygód, na którym można polegać i to on ma najzabawniejsze teksty.

lod3

„Kraina lodu” potwierdza tylko, że wytwórnia Disneya wraca do gry i powoli zaczyna dominować na polu animacji, pokonując wówczas niepokonanego Pixara. Kto wie, czym jeszcze będą mogli nas zaskoczyć.

8/10

Radosław Ostrowski

Turbo

Poznajcie Teosia. Pracuje w ogrodzie i marzy o tym, by ścigać się jako rajdowiec. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Teoś jest… ślimakiem winniczkiem. I jak wiadomo takie istoty nie mogą robić zawrotnych prędkości. Jednak na skutek dziwnego zbiegu okoliczności, ślimaczek dostaje kopa i może śmigać z zawrotnymi prędkościami. Opuszczając ogród wpada w ręce młodego Latynosa, który pracuje w budce robiącej tacosy.

turbo1

DreamWorks nie wymyśla tutaj prochu i nie tworzy czegoś, co byłoby zaskakujące. To opowieść w stylu „od zera do bohatera”, a jednocześnie o akceptacji najbliższych oraz pogoni za marzeniami. Jedyne czego mi tutaj zabrakło to tego popkulturowego humoru, z którego znana jest ta wytwórnia. Osadzenie tej opowieści wśród Latynosów, którzy ostatnio są dość eksploatowaną nacją w USA nadaje lekkiego smaczku, zaś drugoplanowe postacie ślimaków-wyścigowców dodają odrobiny lekkości i fajnej zabawy. Tylko tyle i aż tyle, choć głównie jest to skierowane dla znacznie młodszego odbiorcy. Ale najbardziej w pamięci pozostaje finałowy wyścig, gdzie Teoś vel Turbo mierzy się z bolidami Indianapolis 5000 – wygląda to niesamowicie, jest sporo dynamiki i emocji do samego końca. Ale to jest jedyna rzecz warta uwagi dorosłych, którzy poczują się trochę znużeni.

turbo2

Trzeba pochwalić dubbing, który wypada całkiem przyzwoicie. Tłumaczenie jest niezłe, zaś głosy aktorów dodane przez żadnych zgrzytów. Zdecydowanie trzeba pochwalić Antoniego Pawlickiego (zawzięty Turbo) i Jarosława Boberka (jego trzymający się ziemi brat Chet), którzy pokazali fason. Z drugiego planu najbardziej utkwił w pamięci Krzysztof Banaszyk (Chet Champion) oraz szalona postać Krzysztofa Szczerbińskiego (ślimak Ślizg).

turbo3

Ogólnie mówiąc, nie jest to szybki i wściekły film, choć prędkość jest mocno odczuwalna. Solidna bajka z prostym przesłaniem oraz naprawdę ładną kreską.

6/10

Radosław Ostrowski

Samoloty

Dusty Spryskiwacz jest samolotem, który opryskuje pola rolnicze, choć jego marzeniem jest udział w wyścigu dookoła globu. Ale brakuje mu po pierwsze wprawy, po drugie jest małym samolotem, który nie posiada żadnych wielkich mocy czy siły. A jakby było tego mało, ma lęk wysokości. Jednak pod okiem doświadczonego Kapitana chłopak się szkoli i fartem wygrywa eliminacje. Potem wystarczy tylko wygrać, tak?

samoloty1

Akcja toczy się mniej więcej w czasach „Aut”, jednak odpowiedzialna za fabułę „Samolotów” ekipa z DisneyToon nie ma aż takiej iskry geniuszu jak chłopaki z Pixara. Ich bajka skierowana jest przede wszystkim dla młodszego widza i opowiada dość prosta historię o walce ze swoimi słabościami i woli walki. Starsi (czytaj: dorośli) raczej poczują się znużeni i niewiele znajdą tu dla siebie. Animacja sama w sobie jest naprawdę ładna i jest na czym oko zawiesić, zaś bohaterowie budowani są na prostych cechach (poza Kapitanem, który skrywa pewną tajemnicę). A konkurenci Dusty’ego w wyścigu są malowani z wykorzystaniem elementów charakterystycznych dla ich nacji (Kanadyjka z francuskim akcentem i sporą ilością różu, Meksykanin w stroju zapaśnika). Nie ma tutaj niczego, co już bym nie widział, ale oglądało się to całkiem przyzwoicie.

Swoje robi też polski dubbing pod wodzą reżyserującego Wojciecha Paszkowskiego oraz kilku zabawnym dialogom tłumaczenia Kuby Wecsile. Aktorzy naprawdę dobrze sobie sobie poradzili, ze wskazaniem na Macieja Musiała, czyli marzącego Dusty’ego oraz Cezarego Morawskiego jako charyzmatycznego Kapitana. Ale cały szoł kradnie wiele postaci drugoplanowych jak kumpel Dusty’ego Beka (Olaf Lubaszenko), rubaszny El Chupacabra (Jakub Szydłowski i ten jego akcent!) oraz komentującego zawody Tomasza Zimocha (który robi to, co umie najlepiej).

samoloty2

Niby nie jest to nic odkrywczego, ale „Samoloty” są całkiem przyzwoitą zabawą. Ale tylko pod warunkiem jeśli macie dzieciaka w wieku 6-7 lat lub odrobinkę starszego.

5/10

Radosław Ostrowski

Uniwersytet Potworny

Odkąd Mike Wazowski był dzieckiem, marzył o tym, żeby zostać straszakiem. Dlatego już jako młody chłopak wstąpił na Uniwersytet Potworny, gdzie nie jest do końca traktowany poważnie, choć ostro zakuwa. Wtedy poznaje Jamesa Sullivana, którego ojciec był legendą wśród straszaków. Obaj, by wygrać Strachaton (turniej straszenia), wstępują do bractwa Obciach Kappa (najgorsi w całym kampusie).

uniwersytet1

Jak z opisu wynika, film jest prequelem „Potworów i spółki” i pokazuje studenckie lata Sullivana i Wazowskiego, których różni wszystko, a wiadomo jak się to kończy – przyjaźnią. Jednak po drodze panowie będą musieli się nauczyć gry zespołowej oraz jak wykorzystać swoje dość nietypowe atuty. Jest jak w komedii typu „Zemsta frajerów” czy innych uniwersyteckich fabuł. Schematyczne jak diabli, jednak twórcy zrobili wszystko, żebyśmy się na tym dobrze bawili. Sceny treningu bractwa, pomysłowe konkurencje (m.in. dojście do flagi, by nie schwytała was bibliotekarka – taka ośmiornica), parę zabawnych dialogów oraz odniesień do kina (m.in. „Carrie” De Palmy) powodują, że seans jest sympatyczny, choć do takich tytułów jak „Toy Story” czy „WALL-E”. Zaś przesłanie o akceptacji swoich ograniczeń, jest trafne i powinno dotrzeć do każdego.

uniwersytet2

I tak jak w poprzedniej części, tak i tutaj polski dubbing nie nawala. Skoro wracają starzy znajomy, to także ich głosy (znowu nakręca tutaj duet Sanakiewicz/Paszkowski). Tutaj jednak różnią się. Mike jest kujonem, który głową próbuje wygrać, zaś Sully jest przekonany o sile swojego nazwiska i uważa, że nie musi niczego udowadniać. Z nowych postaci zdecydowanie należy wyróżnić członków bractwa Obciach Kappa z Sylwestrem Maciejewskim (szef Don Carlton) i Arturem Barcisiem (Ciappo) na czele. Nie wspominając o Danucie Stence (dziekan Skolopendra – mieszanka skorpiona z nietoperzem), która nawet w krótkich momentach budzi respekt.

O animacji nie mówię, bo to Pixar i poniżej pewnego poziomu nie schodzą. Jednak jest to zaledwie przyzwoita bajka, co w przypadku tej wytwórni może być potraktowane jako rozczarowanie. Niemniej wyszedł z tego udany prequel.

7/10

Radosław Ostrowski

Potwory i spółka

Nie wiem czy wiecie, ale istnieje inny świat, gdzie zamieszkują go potwory pracujące dla filmy „Monsters, Inc.”. Ich zadaniem jest straszenie dzieci, bo dzięki temu otrzymują energię, niezbędna do przetrwania. A najlepszym straszakiem jest James P. Sullivan, któremu pomaga Mike Wazowski. Jednak pewnej nocy, przypadkowo do świata potworów trafia dziewczynka. James próbując zaprowadzić dziewczynkę z powrotem, trafia na spisek.

potwory1

Wiadomo, że jak coś kręci Pixar to „nie ma lipy”. Wszystko zaczęło się od „Toy Story”, zaś „Potwory i spółka” tylko to potwierdziły, że studio z Emeryville osiągnęło naprawdę wysoki pułap. Z jednej strony sam poziom animacji jest naprawdę imponujący i zachwyca detalami oraz takimi drobiazgami jak włosy na futrze Jamesa, cienie czy wygląd potworów, a każdy z nich jest wyjątkowy (w tym czasie tylko oni mogli podjąć rywalizację ze „Shrekiem” na tym polu). Mimo tego bardzo łatwo dostosować go do świata znanego nam – pracy w firmie, romanse biurowe czy niewypełnianie raportów, a całość okraszona jest naprawdę sporą ilością humoru (głównie sytuacyjnego i na tym polu przegrywa ze „Shrekiem”). Ale i tak powstała poruszająca opowieść o przyjaźni, co i tak jest wartością samą w sobie. Bez moralizowania czy patosu, za to z sympatią, emocjami oraz nieskrępowaną wyobraźnią. W dodatku całość okraszono naprawdę elegancką muzyką Randy’ego Newmana oraz dobrymi dialogami.

potwory2

Za to jednak wartością dodaną jest dubbing. W Polsce realizacją zajęło się studio Start International Polska, zaś reżyserią zajęła się Joanna Wizmur. I muszę przyznać, że wypadło to naprawdę dobrze, zaś tłumaczenie Bartosza Wierzbięty trzyma fason. A jeśli chodzi o aktorów, trudno się do kogokolwiek przyczepić. Najbardziej tutaj błyszczy duet Paweł Sanakiewicz (James Sullivan)/Wojciech Paszkowski (rozgadany Mike Wazowski), który nakręca się i na zasadzie kontrastów dosłownie iskrzy między nimi. Zaś ich przyjaźń jest pokazana naprawdę subtelnie. Poza nimi koniecznie trzeba wspomnieć Sławomira Packa (antypatyczny Randall), Aleksandra Bednarza (dyrektor Moczyknur) czy uroczą Małgorzatę Kożuchowską (sekretarka Celinka). Ale w pamięci pozostają też drobne epizody Agnieszki Kunikowskiej (instruktorka straszenia) czy jak zawsze wpadającego w ucho Jarosława Boberka (Fąflak, pomocnik Randalla).

potwory3

Co ja wam będę mówił, „Potwory” to znakomita animacja, gdzie wszystko od scenariusza i fabuły po animację i humor jest dopięte do najdrobniejszego detalu. Powinna spodobać się głównie dzieciom, ale i dorośli też znajdą coś dla siebie.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

PS. W trakcie napisów końcowych pojawiają się różne wpadki oraz dodatkowe scenki, które powinny też rozśmieszyć.

Tajemnica Zielonego Królestwa

Mary Katherine jest córką ekscentrycznego naukowca, który szuka małych istot w lesie. Tam trwa niewidoczna przez „buciaków” (jak zwą ludzi) walka między Liścianami a Bagiennymi, których celem jest zniszczenie przyrody. By tego dokonać muszą zabić królową oraz zabrać wybrany przez nią pąk, z którego ma urodzić się jej następca. Jednak Mary przypadkowo zostaje wplątana w tą wojnę.

zk1

Animacja Blue Sky Studios (tych od „Epoki lodowcowej”) jest ubrana w konwencję kina przygodowego. Więc nie może zabraknąć honoru, walki, romansu i tym podobnych. I tak jak w tego typu produkcjach, jest epicki rozmach, nie brakuje spektakularnych potyczek i walk, przyprawionych odrobinką humoru (duet ślimaków), zaś sama animacja postaci jest nie gorsza od Pixara czy DreamWorksa. Jest lekko, przyjemnie i naprawdę ładnie. Nawet dość banalne morały są okraszone w naprawdę lekki sposób.  Ale dla mnie jest to bardziej produkcja dla młodszego widza, nie ma tutaj żartów zrozumiałych dla starszego czy popkulturowych aluzji, co może wielu zniechęcić. Kawał porządnego i dobrego kina.

zk2

Zaś jeśli chodzi o dubbing, to zawsze w animacjach Polacy dawali radę. Tutaj jest przyzwoicie. Odpowiedzialny za reżyserię Jerzy Dominik udźwignął zadanie, zaś aktorzy dali radę. Aczkolwiek nie do końca poradziła sobie Dominika Sell podkładając głos Mary Katherine, która brzmi starzej niż nastolatka. Jednak to jedyna poważna skaza. Nadrabiają to będący w bardzo dobrej formie Robert Jarociński (sztywny, ale honorowy Ronin) i Piotr Bajtlik (młokos Nod). Za humor tutaj odpowiada duet ślimaków Mub i Grub (Krzysztof Szczerbiński i Miłogost Reczek), zaś Sławomir Pacek zaskoczył jako czarny charakter Mandrake (pozytywnie).

zk3

Dobra animacja z epickim rozmachem. Jednak bajka raczej dla młodszego widza.

7/10

Radosław Ostrowski

Krudowie

Tytułowi Krudowie to rodzina ludzie pierwotnych, którzy mieszkają w jaskini i przestrzegają twardych zasad (nie opuszczamy jaskini, wszystko co nowe jest złe), jednak zbuntowana latorośl rodu – Ip nie chce się dostosować do takiego trybu życia. Cała rodzina jednak będzie miała większy problem – zbliża się koniec świata, ich jaskinia zostaje zniszczona i zostają zmuszeni do szukania nowego domu. W drodze tej towarzyszy im Gaj – wynalazca i kreatywny facet.

krudowie1

DreamWorks to obok Pixara jedna z najlepszych wytwórni realizujących filmy animowane. Tym razem idziemy w czasy prehistoryczne, a jednocześnie mamy tutaj typową historię z morałem, a nawet dwoma: nie stój w miejscu, zaś z rodziną dobrze się wychodzi nie tylko na fotografii. Ale zanim do tego morału dotrzemy, czeka nas całkiem niezła zabawa. Od czołówki, gdzie w formie skalnych rysunków poznajemy historię rodzinki, przez dynamiczne pokazane polowanie na jedzenie aż po naprawdę zapierające dech w piersiach plenery – wystarczy wspomnieć dżunglę czy przechadzka przez wysuszoną rafę koralową. Także zwierzęta wyglądają bardzo ciekawie (krzyżówka myszy z mamutem czy duży tygrys), a nie brakuje tutaj akcji i dość szybkiego tempa. Relacje między bohaterami ulegają ciągłej zmianie. Może humoru jest trochę niewiele i jest raczej slapstikowy, ale to drobiazg.

krudowie2

Na plus należy pochwalić polski dubbing, gdzie głosy są dobrze dobrane i może nie ma jakichś fajerwerków, ale one nie są tu potrzebne. Najbardziej rozbraja Miriam Aleksandrowicz jako babcia rodu, rozładowując sytuację jakimś zabawnym tekstem. Jednak główne role też wypadają dobrze (ze wskazaniem na Piotra „Gruga” Grabowskiego i Natalię „Ip” Sikorę).

Pięknie zrobiona animacja, ciekawa przestrzeń oraz solidna fabuła bronią ten film. Naprawdę udana i lekka rozrywka.

7/10

Radosław Ostrowski

Król Lew

Dla osób, które miały szczęście być dziećmi w 1995 roku i widziały go w kinie lub na VHS, jest to bezdyskusyjny klasyk kina animowane sprzed ery Pixara i DreamWorks. Pytanie tylko, czy dzisiaj, gdy w animacjach przemyca się i robi pewne jaja z popkultury jest miejsce na tego typu historie zrobione bardziej na serio? No właśnie.

Sama historia nie jest specjalnie zaskakująca, choć jak na Disneya dość mroczna. Bohaterem jest mały lew Simba – syn Mufasy, który pod wpływem dramatycznych wydarzeń ginie z ręki brata Skazy, który chce przejąć władzę za pomocą hien. Simba ucieka i potem wraca, by odzyskać swoje dziedzictwo. Przewidywalne to jak kolejność dni w tygodniu, w dodatku okraszone piosenkami (w przypadku Disneya to nadal standard, choć mnie te sceny z musicalu nigdy nie przeszkadzało) i bardzo dobrą muzyką Hansa Zimmera, animacja może nie jest w pełni trójwymiarowa, a postacie nie tak szczegółowe jak teraz. Jednak ten film nadal ma w sobie coś, co przyciąga uwagę i pozwala dobrze spędzić czas. Zwłaszcza, jeśli mamy obok siebie kilkuletnie dziecko (do lat 7-8).

krol_lew1

Druga rzecz, która nadal przyciąga uwagę (bo jeszcze to wszystko działa i jest solidnie zrobione) to polski dubbing. W przypadku filmów animowanych akurat nam się to udaje, że potrafimy zrobić to dobrze. I tutaj też głosy są dobrze naprawdę dobrze i są dopasowane do postaci. Może nie ma tutaj żartów popkulturowych czy przenoszenia na naszą rzeczywistość, ale to nie jest potrzebne. Najbardziej w pamięci pozostaje duet Krzysztof Tyniec/Emilian Kamiński, czyli Timon i Pumba, którzy wnoszą humor do całej opowieści, a także Wiktor Zborowski (dobry Mufasa, ojciec Simby), Marek Barbasiewicz (zły Skaza) i Tadeusz Borowski (Zazu – scena składania raportu genialnie zagrana). Reszta obsady trzyma fason, ale jakoś niespecjalnie porywa.

krol_lew2

Mogę po latach stwierdzić, ze „Król Lew” nie wywołał we mnie takich emocji jak kilka tysięcy filmów temu i nie może konkurować za bardzo z nowszymi produkcjami, ale nadal pozostaje solidnym filmem, który trochę jest za krótki i za szybko się kończy. Niemniej pozostaje dobrym filmem – po prostu. I hakuna matata.

7/10

Radosław Ostrowski

Strażnicy marzeń

Tytułowi strażnicy dbają o bezpieczeństwo i sny dzieci. Ekipę tę tworzą: Św. Mikołaj, Zając Wielkanocny, Zębowa Wróżka i Piaskowy Ludek. Muszą połączyć swe siły, bo Mroczny Pan powrócił, a wraz z nim strach i groza. I wtedy do grupy dołącza Jack Mróz – chłopak posiadający moc, ale nie znający swojej przeszłości.

straznicy1

DreamWorks było jedną z pierwszych wytwórni realizujących filmy animowane, które mogły podjąć walkę z Pixarem. Ten film po raz kolejny pokazuje, że ta wytwórnia jeszcze ma ciekawe pomysły i świetnie się przy tym bawi. Co prawda nie jest to aż tak zabawne jak poprzednie bajki z tej wytwórni, ale serwuje naprawdę dobrą zabawę i dużą przygodę. Mamy tu klasyczną walkę dobra ze złem i finał jest dość oczywisty. Bardzo dobre wrażenie robi zarówno animacja, wygląd poszczególnych krain z imponującą scenografią (nie mówiąc już o kolorystyce), dynamicznie zmontowane i widowiskowe potyczki między Strażnikami a Mrokiem (niestety, perswazja słowna nie przyniosła efektów i trzeba było sprawę rozwiązać siłowo). Dzieci może to wystraszyć, ale ja (trochę większy chłopiec) bawiłem się przednio, choć mogło być jeszcze zabawniej (yeti jako pomocnicy Mikołaja czy elfy robiące za tło potrafią rozbawić), ale emocji tu nie zabrakło. Prawie jak „Avengersi”, tylko że w formie animacji. Mikołaj z dwoma mieczami, Zając z bumerangami – naprawdę ostra ekipa.

Polski dubbing też wypada dobrze. Może nie super rewelacyjnie, ale trudno się przyczepić do głosów. Dialogi brzmią dobrze (przekład Bartka Wierzbięty!), a głosy dobrała Elżbieta Kopocińska-Bednarek i znów się udało. W głównej roli znów błyszczy Paweł Ciołkosz jako zagubiony Jack Mróz, a kroku dorównują mu wyborny Piotr Bąk (Mikołaj), Tomasz Borkowski (Zając) oraz urocza Barbara Kałużna (Zębowa Wróżka), zaś Przemysław Stippa w roli głównego złego wypada dobrze.

straznicy2

DreamWorks pokazał klasę i to, że potrafią czarować nie gorzej niż spece z Pixara. I jak to się mówi, jest to full wypas, chociaż nie radziłbym, żeby dzieci oglądały je same.

7,5/10

Radosław Ostrowski