Akira

W 1989 w Tokio dochodzi do wybuchu nuklearnego, niszczącego całe miasto i doprowadzając do wybuchu III wojny światowej. 30 lat później w Nowym Tokio dochodzi do zamieszek między podzielonym rządem a zbuntowanym społeczeństwem. Na ulicach rządzą gangi motocyklowe, działa ruch oporu, likwidowany przez wojsko i policję tak jak demonstracje. Jednym z gangów kieruje Kameda, zaś wśród jego przyjaciół jest ignorowany przez innych Tetsuo. Podczas jednej z nocnych eskapad Tetsuo ma poważny wypadek i zostaje zabrany przez wojsko. Trafia do szpitala, gdzie są przeprowadzane na nim badania, co doprowadza do poważnych wydarzeń. Ostre bóle głowy i wypowiadane w myślach imię Akira budzą w chłopaku moc zdolną do destrukcji.

akira1

Muszę przyznać się bez bicia, że bardzo rzadko zapuszczam się w animacjach do Japonii. Widziałem parę filmów od studia Ghibli, lecz to za mało, by uważać się za znawcę. A że troszkę interesuję się fantastyką, „Akira” musiał się pojawić. Nakręcony przez 1988 film Katsuhiro Okomo jest oparty na jego mandze, która została dokończona dwa lata później. Jest to historia w świecie mocno rozwiniętym technologicznie, choć nie widzimy tego aż tak bardzo. Wszystko osadzone w świecie zdominowanym przez skorumpowanych polityków, ostrych wojskowych oraz bardzo sformalizowany ruch oporu. A w to wszystko zostaje wplątany gang motocyklistów i trójką małych dzieci o wyglądzie staruszków, posiadających wręcz nadprzyrodzone moce. To wszystko tworzy bardzo mocny tygiel, gdzie nie da się przewidzieć dalszych losów bohaterów.

akira2

Muszę jednak przyznać, że sama historia jest mocno skomplikowana i wymaga bardzo silnego skupienia. Nie dlatego, iż jest to pocięte i chaotyczne, ale z nadmiaru istotnych postaci można się tutaj pogubić. No i sami bohaterowie (poza Kanedą i Tetsuo w paru retrospekcjach) nie są zbyt dobrze zarysowani, a przeszłość nie wydaje się interesować twórcy. Nie brakuje tutaj bardzo satyrycznego spojrzenia na rządzących (krótka scena zebrania rady), jak i bardzo krwawych scen przemocy (z wypadającymi wnętrznościami niczym z filmów Davida Cronenberga) czy wątków filozoficznych. „Akira” jest jednocześnie kameralna, ale też i widowiskowa. Zarówno pościgi motocyklowe czy kolejne odkrywane noce przez Tetsuo potrafią podkręcić adrenalinę oraz zachwycić realizacją. W szczególności finałowa konfrontacja z rozmachem godnym wysokobudżetowego kina, lecz finał może wywołać pewną dezorientację.

akira3

Jeszcze bardziej zadziwiający jest fakt, że cała animacja wygląda fantastycznie. Jest to animacja rysowana, dwuwymiarowa, czyli tzw. staraszkolna. Imponuje nie tylko ruchem i dynamiką, ale także dużym przywiązaniem do detali. Nie mam pojęcia jak to zostało zrobione, nie mogę jednak zakwestionować faktu, iż dzięki temu „Akira” godnie znosi próbę czasu. Nadal zachwyca swoją surową plastycznością, a mimo udziwnień oraz specyficznego klimatu warto się zmierzyć z tym klasykiem anime. Niesamowita wizja świata, znakomita realizacja oraz wciągająca fabuła tworzą niezapomniane doświadczenie, nawet dla osób nie będących fanami anime.

8/10

Radosław Ostrowski

Carmen Sandiego – seria 1

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze usłyszę to nazwisko. Czerwony płaszcz i fedora są jej znakiem rozpoznawczym, a gadżetów pozazdrościliby agenci tajnych służb. Problem w tym, że Carmen Sandiego jest… złodziejką. Ale nie taką, co bierze wszystkie wartościowe oraz cenne przedmioty. Bardziej jest złodziejem niedopuszczającym lub próbującym powstrzymać kradzieże. Jej celem jest tajemnicza organizacja V.I.L.E., do której szkoły uczęszczała przez rok. Przejrzała jednak na oczy i na własną rękę podejmuje walkę z dawną „rodziną”. Nie jest łatwo, bo próbuje polować na nią oficer Interpolu, dla którego kobieta staje się prawdziwą obsesją. Jest też pewna inna organizacja, próbująca zwalczyć V.I.L.E.

carmen sandiego1-1

Jak widać sama historia nie należy do skomplikowanych i brzmi jak coś, co mogłoby się sprawdzić w klasycznych kreskówkach. Są ci dobrzy, źli i przenosimy się po różnych częściach świata. Źli kradną cenne rzeczy albo dla osiągnięcia własnych korzyści (obrazy Jana Vermeera), albo doprowadzić do rozszerzenia chaosu (zniszczenie plantacji ryżu za pomocą czy rozwalenie uszkodzoną rakietą świętej góry Aborygenów). Chociaż niektóre pomysły mogą brzmieć jak z Bonda (przekaz podprogowy puszczony podczas opery, by… zahipnotyzować), co samo w sobie dodaje absurdu i nie należy tego traktować poważnie. Ale ta lekkość jest też bronią obosieczną, bo nie czuć stawki, a naszej bohaterce niemal wszystko udaje się powstrzymać. Poczucie zagrożenia wydaje się być pozorowane (oprócz finału, gdzie pojawiają się nowe fakty z przeszłości bohaterki), niby jest to budowane napięcie, lecz i tak wiemy jak się to skończy.

carmen sandiego1-2

Sama animacja jest tutaj – delikatnie mówiąc – bardzo oszczędna. Chciałbym powiedzieć, że to może być stylizacja, lecz to mocno odstaje od konkurencji pokroju Pixara czy DreamWorks. Detali jest tutaj niewiele, także w przypadku postaci, choć ich ruchy są dość płynne. Najlepiej tutaj prezentują się sceny akcji, gdzie bójki są bardzo czytelne i mogą się podobać. Drugim mocnym punktem są scenki o charakterze edukacyjnym, gdzie przez parę minut dostajemy informacje o kraju, gdzie toczy się akcja odcinka. Ewentualnie wokół obiektu, mającego zostać okradzionym. Krótki bloczek, a co ciekawe nienachalny i nie wywołujący zgrzytu.

carmen sandiego1-4

Jeszcze broni się także oryginalny dubbing. I absolutnie błyszczy tu Gina Rodriguez jako Carmen – dziewczyna z tajemniczą przeszłością, zaś jej historia z pierwszych odcinków jest sensownie napisana. Nie można odmówić jej oporu i determinacji, a jednocześnie działa sprytem oraz głową. Na zasadzie kontrastu działa też dwójka policjantów, tropiących Damę w Czerwieni. Chase Devineaux (Rafael Petardi) ma wręcz obsesję na punkcie złodziejki i obwinia o każdą możliwą kradzież, a jednocześnie ma bardzo wielkie mniemanie o sobie. Z kolei pani Argent (Charlet Chung) ma większe predyspozycje oraz kompetencje do roli śledczego, przez co ta dynamika działa. Także antagoniści naszej bohaterki (kieszonkowiec Tygrysica, gibki Le Chifre, kopiący El Topo czy psychopatyczna Origami) też są bardzo wyraziści i nie da się wymazać.

carmen sandiego1-3

Pierwszy sezon „Carmen Sandiego” jest całkiem sympatycznym akcyjniakiem, z drobnym walorem edukacyjnym. Wszystko kończy się zawieszeniem i może pojawić się parę komplikacji. Nie mogę doczekać się ciągu dalszego.

7/10

Radosław Ostrowski

Sekretne życie zwierzaków domowych 2

Ze studiem Illumination mam troszkę pod górkę. Bo specami w kwestiach technicznych są i te animacje wyglądają ładnie. Problem jest z historią, która czasami potrafi chwycić (pierwsze spotkanie z Gru i Minionkami czy Sing) albo bardziej przypomina zbiór luźno powiązanych scenek (pierwsze „Minionki” czy pierwsza część tego filmu). Jak jest z kontynuacją „Sekretnego życia…”?

zwierzaki domowe2-1

W życiu Maxa i Duke’a, czyli dwóch piesełów zmieniło się wiele. Zostali kumplami, a ich właścicielka radzi sobie z nimi dobrze. Jednak pani poznaje pewnego pana, biorą ze sobą ślub, mieszkają razem. Zaś parę miesięcy pojawia się bobas o imieniu Liam. Czy ma na nazwisko Neeson? Chyba nie. 😉 Dzieciak zaczyna powoli dorastać, zaś Max czuje się za niego odpowiedzialny. I będzie go pilnował 24 na 24. Zwłaszcza, że nasi bohaterowie jadą na wieś na kilka dni. A tam wiadomo: indyki, owce, krowy, świnie – niebezpiecznie jest. Lecz nie tylko nasz pies ma pewne problemy. Bridget zostaje poproszona przez Maxa o pilnowanie pewnej zabawki (pan Bzyk), lecz daje ciała. Przedmiot trafia do mieszkania pełnego kotów. A nasz zwariowany królik przez swoją panią jest przekonany, iż jest superherosem. I zostaje wystawiony na poważną próbę udowodnienia swojej wartości.

zwierzaki domowe2-2

Czy już w tym momencie nie powinna zapalić się wam lampka ostrzegawcza? Bo twórcy popełniają dokładnie ten sam błąd, co w przypadku pierwszej części. Fabuła zaczyna się rozwadniać, a całość przypomina zbiór scenek, gdzie przeskakujemy z wątku na wątek bez ładu i składu. Niby te historie łączy pewien temat związany z odpowiedzialnością czy rodzicielstwem. Dla mnie problemem jest to, że ta historia kompletnie nie angażuje, a motywacja bohaterów to za mało, by mnie oni obchodzili. Ta obojętność powodowała, że czułem wielkie znużenie. Nawet przeniesienie akcji na wieś nie jest w stanie zmienić tej sytuacji. Zupełnie jakby scenarzystę poniosła fantazja, a reżyser kombinował jak to wszystko pokleić ze sobą.

zwierzaki domowe2-3

Jakby tego było mało, ani razu się nie uśmiałem. Nawet w scenach teoretycznie śmiesznych jak próba popisów królika czy zderzenia Maxa i Duke’a z życiem na wsi. Nie wiem czy to kwestia tego, że te głównie slapstikowe gagi na mnie nie działały, czy film jest po prostu adresowany dla najmłodszego widza. Kreska jest bardzo ładna, nie brakuje bardzo dynamicznych scen akcji (wyciąganie tygrysa z cyrku czy finałowa konfrontacja w pociągu). Tylko, że to nie w stanie odwrócić uwagi od prostego faktu, że druga część zwyczajnie jest niepotrzebna. Do tego jeszcze pod koniec staje się wręcz brutalna i pełna niepotrzebnej przemocy, a antagonista (właściciel cyrku Sergiej) wydaje się wzięty z zupełnie innej bajki.

Chciałbym coś dobrego napisać o drugim „Sekretnym życiu…”, ale to bardzo silny przykład tego jak twórcy nie uczą się na swoich błędach. Jeszcze bardziej jest odczuwalna nuda oraz kompletny brak pomysłu na stworzenie ciekawej, spójnej historii. Mam cichą nadzieję, że część trzecia nigdy nie postanie.

5/10

Radosław Ostrowski

Rock Dog! Pies ma głos

Bono to pies z Tybetu, którego ojciec jest strażnikiem wioski, co chroni ją przed wilkami. Podczas jednego z ataków zostaje dokonany zakaz grania muzyki. Bo ona uśpiła czujność mieszkańców przed zagrożeniem. Więc jest spokojnie, ale jednocześnie strażnik próbuje wprowadzić dyscyplinę oraz stworzyć coś w rodzaju armii. Ale chłopaka kompletnie to nie interesuje, a muzykę kocha nad życie. Zostaje ona spotęgowana przez radio, co spadło z nieba i tam usłyszał Głos. Idol zwał się Angus, a muzyką żył dłużej niż ktokolwiek. Chłopak decyduje się wyruszyć do miasta, by zrobić karierę, ale jeśli się nie uda, wróci do domu.

rock dog1

„Rock Dog” to dziwna hybryda, bo to animacja zrobiona przez Amerykanów, ale na podstawie chińskiego komiksu. Zresztą Chińczycy także współprodukowali film. Sama historia jest prosta jak konstrukcja cepa. Chodzi o młodego, naiwnego chłopaka marzącego o realizowaniu swojej pasji zderzonego z dużym miastem. Tutaj idol okazuje się zblazowanym, pozbawionym weny wypaleńcem, a idealiści łatwo mogą stracić swoją pasję. No i jeszcze grupa wilków, która chce zaatakować wioskę, mają w mieście spelunę oraz noszą garniaki niczym gangsterzy. Lecz oprócz szefa to są bardzo niezdarni kretyni i robią tutaj za akcent humorystyczny.

rock dog3

Ale zderzenie Wschodu z Zachodem (tybetańska wioska na wielkiej górze vs wielkie miasto a’la Nowy Jork) jest bardzo mdłe. Albo inaczej, produkcja jest bardziej skierowana dla młodszego widza. Gdzieś tak w wieku 6-8 lat. Humor jest mocno slapstikowy, opowieść jest bardzo przewidywalna i pozbawiona postmodernistycznych zabaw. Innymi słowy, dorośli wynudzą się jak diabli. Nawet ładna animacja (zwłaszcza początek jest śliczny) oraz parę fajnych piosenek nie przykuły mojej uwagi na dłużej.

rock dog2

Sytuację oraz ocenę podnosi polski dubbing. On dodaje troszkę humoru w dialogach, przez co słucha się tego lepiej. A i same głosy też bardzo dobrze dobrano z niezłym Kubą Molędą jako Bono (świetnie śpiewa, a sam bohater budzi sympatię) oraz niezawodnym Marcinem Dorocińskim jako lekko zblazowany i wypalony gwiazdor rocka Angus.

„Rock Dog” przypomina zapaleńca, który jest bardzo nakręcony i czasami potrafi fajnie zagrać. Ale zapał nie jest w stanie zastąpić umiejętności, jakie z czasem na pewno się pojawią. Niemniej warto kibicować, zaś młodemu widzowi powinien się spodobać.

6/10

Radosław Ostrowski

Tajemnica IZBY

Pani Brisby jest myszą, która mieszka na wsi w ludzkim gospodarstwie. Jej mąż zginął w niejasnych dla nich okolicznościach, a najmłodszy syn zachorował. Jakby było mało nieszczęść, wkrótce na polu zaczną się żniwa i trzeba będzie się wyprowadzić. Z chorym dzieckiem będzie to trudne, więc matka będzie musiała dokonać trudnej decyzji. Po drodze będzie musiała spotkać się z Wielkim Puchaczem, której nie przeżył nikt oraz trafić do grupy szczurów pod wodzą Nikodemusa.

tajemnica izby1

Don Bluth przez wiele był rysownikiem Disneya, ale na początku lat 80. podjął bardzo trudną decyzję. Odszedł z korporacji, założył firmę Don Bluth Productions i działał na własny rachunek. Już swoim pierwszym filmem pokazał, że stać go na wiele. „Tajemnica IZBY” zderza ze sobą dwa wątki, splatają je postacią pani Brisby. Jest to bardzo zalękniona, postawiona pod ścianą osoba, który musi wykazać się dużą odwagą oraz poświęceniem. Wątek obyczajowy zostaje zderzony z elementami fantastycznymi i bardzo mrocznym klimatem. To ostatnie może wydawać się zaskakujące, nie brakując kilku niepokojących momentów jak wizyta u Wielkiego Puchacza (ta jaskinia z kośćmi) czy wizyta w siedzibie szczurów. To ostatnie miejsce wygląda imponująco, pełne mrocznych zaułków oraz paru nadprzyrodzonych elementów. W pewnym momencie ich wątek staje się dominującym dla całej historii, co jest kluczowe dla historii męża pani Brisby.

tajemnica izby2

Widać, że to ręcznie rysowana produkcja, ale wygląda ona naprawdę dobrze. Zanimorfizowane zwierzęta poruszają się bardzo naturalnie, a niezbyt szczegółowe tło nie przeszkadza tak bardzo. Za to pozytywnie zaskoczyły mnie efekty świetlne oraz niektóre modele postaci (Wielki Puchacz czy Nikodemus z niemal świecącymi oczami). Tak samo fantastyczną robotę robi muzyka Jerry’ego Goldsmitha, zarówno pełna emocji, jak i epickiego rozmachu godnego superprodukcji. Mrok jest skontrastowany odrobinką humoru (niezdarny kruk Jeremy) oraz odrobiną ciepła, a także momentami suspensu jak podczas próby przeprowadzki. Jak to nadal trzyma za gardło z imponującym finałem.

tajemnica izby3

„Tajemnica IZBY” to pierwsze mocne wejście Blutha do samodzielnego tworzenia animacji. Mimo lat, film nadal wygląda imponująco, historia potrafi zaangażować, a postacie są bardzo wyraziste do samego końca. Jest mrocznie, ale nie na tyle, by sprawić młodemu widzowi koszmarów.

8/10

Radosław Ostrowski

Playmobil. Film

Klocki Playmobil od momentu powstania (lata 70.) zawsze były w cieniu Lego, choć miały swoje grono fanów. Teraz wielbiciele niemieckiej myśli zabawkowej mają szansę zobaczyć klocuszki w formie animacji, zrobionej przez… Francuzów. I mocno tutaj inspiruje się „Lego Przygodą”, ale samo w sobie nie musi być złe. Ale po kolei.

playmobil1

Cała historia skupia się na rodzeństwie: Marli i Charliem. Ona jest starsza i chciałaby podróżować zamiast iść na studia, zaś młodszy bardzo lubi się bawić. Nie tylko klockami. Niestety, ich spokojnie życie zmienia śmierć rodziców. Dziewczyna zmuszona jest niejako opiekować się swoim bratem, lecz to troszkę za bardzo. To doprowadza do sytuacji, gdzie braciszek ucieka z domu. Siostrzyczka znajduje go na wystawie zabawek Playmobil. Wskutek pewnego zbiegu okoliczności, oboje trafiają do świata z klocków i zostają rozdzieleni.

playmobil2

Sama historia jest bardzo znajoma, wręcz standardowa dla kina familijnego. Reżyser próbuje zapewnić atrakcje i miesza kompletnie konwencje. Western miesza się z SF, kinem szpiegowskim, Wikingowie walczą z piratami, a w cesarstwie wszyscy walczą z potworem-dinozaurem. Jakoś to się trzyma, na cienkiej nitce i domyślam się, czemu jest taki rozgardiasz. Chodziło o pokazanie różnorodności świata i jego bogactwa, tylko że efekt jest odwrotny. Za mało czasu spędzamy w każdym z tych światów, przez co brakuje tutaj czegoś głębszego. I to wszystko pędzi za szybko, przez co ten rollercoaster zwyczajnie zaczyna nudzić. Nawet humoru jest tutaj jak na lekarstwo, bo uśmiałem się ze 3, może 4 razy, zaś odniesienia do wydarzeń w Polsce nie działa za bardzo.

playmobil3

Sama animacja nie jest jakaś strasznie brzydka i jest to wyższa półka europejska. Klocki wyglądają solidnie, tak jak ich ruchy. Stąd moje skojarzenie z „Lego Przygodą”, choć nie ma tutaj stylizacji na animację poklatkową. Nie jest to zbyt szczegółowe na poziomie znanym Pixara, lecz nie ma się czego wstydzić. Nie brakuje kilku fajnie zrobionych scen (włamanie do rosyjskiej bazy wojskowej czy finałowe starcie), jednak to jest troszeczkę za mało.

playmobil4

Sytuację częściowo ratuje polski dubbing, dzięki dobrze dobranym głosom. Zadziorna Julia Kijowska (Marla), bardziej wyluzowany Tomasz Karolak (właściciel wozu z żarciem Del) oraz kradnący całość Marcin Dorociński (agent Rex) dają prawdziwego kopa, sprawiając o wiele więcej frajdy. Tylko, że oryginalny scenariusz nie daje wiele pola do popisu.

No cóż, filmowe spotkanie z klockami Playmobil jest średniakiem pozbawionym elementu zaskoczenia. Da się to obejrzeć i jest kilka niezłych scen, jednak dla mnie był zbyt przewidywalny, nudny, nieciekawy. Może młodemu widzowi się spodobać, choć pewności nie mam.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Undone – seria 1

Alma pozornie wydaje się młodą kobietą po 30-tce. Mieszka z chłopakiem pochodzącym z Indii, straciła słuch (korzysta z aparatu), nie przepada za nadopiekuńczą matką i nie chce stabilizacji. Jeszcze ma młodszą siostrę, która wychodzi za mąż za bogatego białasa. Czy wspomniałem, że Alma jest Meksykanką? Jakby tego było mało, jej ojciec zginął w wypadku samochodowym, gdy była jeszcze dzieckiem. Wszystko zaczyna się w momencie, gdy kobieta ma wypadek samochodowy. Przed zderzeniem z ciężarówką na czerwonym, ukazał się przed oczami… jej ojciec i prosi ją o pomoc. Mężczyzna jest przekonany, że wypadek, w którym zginął, nie był tylko wypadkiem.

undone1-2

Jak to możliwe, że w Polsce Prime Video od Amazona nie jest tak popularne jak Netflix? Ich oryginalne produkcje nie są wcale gorsze od amerykańskiego potentata, też zdobywając nominacje do wielu prestiżowych nagród. Sam opis „Undune” sugeruje bardzo intrygującą historię, mieszającą wątek kryminalny z obyczajowym oraz… fantastyką. Bo jak inaczej potraktować możliwość zaginania czasu i przestrzeni? A jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia oraz mózg? Pod tym względem serial Raphaela Boba-Waksberga (tak, tego kolesia od „BoJacka Horsemana”) przypomina klimatem powieści Philipa K. Dicka. Jawa to czy sen? Naprawdę istniejemy w rzeczywistości, którą możemy zmieniać wolą umysłu czy mamy do czynienia z chorobą psychiczną? Ten pierwszy wariant brzmi zbyt pięknie, drugi jest przerażający. Co jest prawdą, a co jedynie wytworem zwichrowanego umysłu? Te pytania pojawiają się w głowie dopiero pod koniec oglądania, bo bardzo chciałem wierzyć Almie. Wszystko widzimy z jej perspektywy, więc musi mówić prawdę, no nie? Ciągle twórcy kombinują i do samego końca nie mamy jednoznacznej odpowiedzi.

undone1-1

Podróże w czasie, możliwość zmiany przestrzeni, kontakty z przodkami – niby wszystko tutaj ma swoje jakieś naukowe wytłumaczenie, ale nie brzmi to jak bełkot. Jest bardzo fascynujące i to wszystko podane jest w bardzo nietypowej formie. „Undone” to jest animacja, ale zrobione w technice rotoskopowej. Innymi słowy nakręcony materiał z żywymi aktorami zostaje ręcznie, klatka po klatce, kolorowane i wygląda jak rysowana kreska. To jeszcze bardziej wywołuje surrealistyczne doświadczenie na granicy jawy i snu. Stąd to skojarzenie z Dickiem czy zrobionymi w tej formie filmami Linklatera, pozwalając twórcom się pobawić. Najbardziej tą zabawę widać na początku, kiedy – tak jak bohaterka – jesteśmy zdezorientowani, chronologia jest zaburzona, zaś obraz powstaje tuż przed naszymi oczami. Ogarnięcie tego dla wielu osób może być barierą nie do przeskoczenia, ale poziom skomplikowania całej historii to tak naprawdę zasłona dymna. I nie bójcie się zaryzykować.

undone1-3

Aktorsko jest tutaj więcej niż bardzo dobrze, ale najważniejsze są tutaj dwie postacie, czyli Alma i jej ojciec. Pierwszą gra Rosa Salazar, która jest absolutnie fenomenalna i bardzo trudna do rozgryzienia. Z jednej strony bardzo wrażliwa, delikatna, z drugiej bardzo zdeterminowana, sarkastyczna oraz ironiczna. Zderzenie tych sprzecznych emocji nie gryzie się ze sobą, nawet jeśli używa tylko mowy ciała czy spojrzeń. Bardziej stonowany jest jej ojciec, w którego wciela się Bob Odenkirk. Wydaje się mocno stąpającym po ziemi naukowcem, nawet jeśli jego teorie brzmią wariacko, nie pokazującym emocji, zaś jego motywacja owiana jest tajemnicą. Dynamika tego duetu to najmocniejszy punkt tego serialu, przez co ogląda się go z takim zainteresowaniem.

undone1-4

Amazon już wcześniej ogłosił, że będzie druga seria „Undone”. Ja się z tego powodu cieszę, bo to jedna z najbardziej frapujących produkcji zeszłego roku, przepięknie wyglądająca oraz bardzo poruszającą historią. Dla fanów „BoJacka” oraz poszukiwaczy treści pozycja zdecydowanie obowiązkowa.

8/10

Radosław Ostrowski

Castlevania – seria 2

Pierwszy sezon netflixowej „Castlevanii” był bardziej obietnicą czegoś intrygującego i ciekawego w kwestii adaptacji gier komputerowych. Cztery nieco ponad 20-minutowe odcinki stanowiły fundament do tego, na co czekali fani gier: konfrontacji Trevora Belmonta – ostatniego z rodu łowców wampirów – z hrabią Draculą. Naszemu lekko podpitemu młodziakowi towarzyszy syn hrabiego, Alucard oraz posiadająca tajemną wiedzę Sypha, przedstawicielka Mówców. By nasze trio mogło powstrzymać hrabiego ze swoim poruszającym się zamkiem, wyruszają do zniszczonego domostwa Belmontów.

castlevania2-1

Drugi sezon jest dwa razy dłuższy i sama historia zostaje rozbita na dwa wątki. Pierwszy dotyczy naszego zawadiackiego tria, które zaczyna coraz bardziej się zgrywać. Po drodze rzucając wiele złośliwych tekstów, docinków oraz przeglądania zbiorów. Przez co można odnieść wrażenie, że jest troszkę monotonnie i nudno. Ale jest jeszcze drugi wątek, czyli prowadzenie wojennej rzezi przez wampiry. I tutaj pojawia się kilka niespodzianek. W obozie hrabiego pojawia się dwóch przedstawicieli ludzi, odcinając się od swoich pobratymców. I to ten duet (Hector i Isaak) ma podjąć rolę głównych strategów, co wywołuje spięcia. Każdy z nich ma inne podejście, dziwaczną i pokręconą przeszłość, przez co ich losy toczą się zupełnie inaczej. Prostoduszny, pragnący wskrzeszać istoty Hector oraz naznaczony religijnym fanatyzmem Izaak zgrabnie się uzupełniają, a ich dalsze losy będą rozwijane w kolejnej serii (mam nadzieję).

castlevania2-2

Na tym dworze prowadzone są kłótnie, intrygi oraz rywalizacje o koncepcje walki. Tutaj też pojawiają się dwie bardzo wyraziste postaci: żądny krwi Godbrand i próbująca przejąć władzę o tron Carmilla. A nad tym wszystkim znajduje się coraz bardziej zmęczony cała sytuacją Dracula. To jeszcze dodatkowo pomaga w budowaniu napięcia oraz świata przedstawionego. Wszystko doprowadzone jest do finałowej, bardzo intensywnej konfrontacji, pełnej dzikiej bijatyki, krwi oraz dynamicznej choreografii. Same sceny akcji są tutaj brutalne, pełne oderwanych kończyn, posoki oraz okrucieństwa. To zdecydowanie produkcja dla dorosłych, zaś sama kreska bardzo przypomina japońskie anime. Ręcznie rysowana kreska, z dynamicznymi ruchami postaci i kamery (podczas scen akcji), dodając własnego charakteru.

castlevania2-3

I to jest nadal kapitalnie zagrane głosowo. Szorstki Trevor Belmont (Richard Armitage), opanowany oraz charyzmatyczny Dracula (Graham McTavish) nadal brzmią idealnie. Ale swoje zrobili nowi bohaterowie jak arogancki, pewny siebie Godbrand (cudowny Peter Stormare), planująca swoją intrygę oraz manipulująca Carmilla (niemal uwodząca Jaime Murray), a także bardzo oddany hrabiemu Isaac (charyzmatyczny Adetokumboh M’Cormack). Nowe postacie dodają jeszcze więcej kolorów do tego mrocznego, brutalnego świata.

castlevania2-4

Powiem krótko: drugi sezon „Castlevanii” bije pierwszy na głowę. Jest lepiej napisany, równie krwawy i brutalny, tylko pozornie zamykający całą historię. Bo może i główny antagonista zginął, ale nie wyparowało całe zło na Wołoszczyźnie. Może tylko humor wydaje się troszkę nie na miejscu, lecz poza tym całość rozwija się fenomenalnie. Kto wybiera się na 3. serię?

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Tuca i Bertie

Ptaszyskowo to typowe miasto gdzieś w USA, gdzie żyją głównie antropomorfizowane ptaki. Wśród tych mieszkańców są dwie kumpele, które znają się od kilku lat i mają po 30 lat. Tukanica Tuca jest bardzo imprezową dziewczyną, która od niedawna rzuciła alkohol, nie ma pracy, chłopaka, męża, z rodziną kontaktów nie utrzymuje. Bertie jest drozdem, pracuje w korporacji jako informatyk, a jej pasją jest robienie deserów i innych smakołyków. Mieszkały panie razem sześć lat, ale Bertie znalazła sobie chłopaka o zacnym imieniu Ćwiek i tukan musi się wyprowadzić.

tuca i bertie1

Kolejna animacja od Netflixa skierowana dla dorosłego widza. „Tuca i Bertie” jest stworzona przez Lisę Hanewalt, czyli rysowniczkę kultowego „BoJacka Horsemana”. Wizualnie to nowe dziełko jest dość blisko opowieści o człowieku z końską twarzą, ale inaczej rozkłada akcenty. Tutaj serialowi (niestety, skasowanemu po pierwszej serii) bliżej jest do klasycznego sitcomu, gdzie każdy odcinek stanowi osobną, niekoniecznie powiązaną ze sobą historię. Każda z naszych ptaszyc próbuje rozwiązać swoje problemy i zmierzyć ze swoimi demonami, których jest tu sporo. Trudna przyjaźń, seksizm, samotność, relacje damsko-męskie, odpowiedzialność, podążanie za pasją  – dzieje się tutaj bardzo dużo, chociaż każdy odcinek trwa niecałe pół godziny. Jednocześnie cała tematyka podana jest w bardzo komediowym sosie. Nie oznacza to jednak, że nie ma momentów poważnych czy poruszających. Dla mnie taką sceną było wyznanie Bertie z przedostatniego odcinka, gdzie opowiada o tym, dlaczego rzuciła pływanie. To bardzo mocny moment, dodatkowo cała retrospekcja towarzysząca tej scenie pokazana jest w zupełnie innym stylu.

tuca i bertie2

Właśnie. Twórcy mieszają tutaj różne style animacji, co bardzo uatrakcyjnia seans, nie wprowadzając chaosu i zamieszania. To wszystko jeszcze bardziej podkreśla charaktery naszych pokręconych przyjaciółek. Zwłaszcza w scenach wszelkich retrospekcji dodaje jeszcze bardziej do tego absurdalnego homoru. Dowcip tutaj jest oparty m.in. na wpleceniu napisów w trakcie dialogów (świetny moment kiedy podczas jakiegoś kawału pojawia się… tytuł sitcomu oraz pora jego nadawania!!!) czy pojawiających się znikąd wstawek musicalowych (śpiewająca Bertie). Wszystko tutaj oparte jest na absurdzie i zderzeniu charakterów. Bo jak traktować sytuację, kiedy Tuca kupuje sobie… jaguara czy wizytę Tuki u lekarza z gadającym ultrasonografem. To jeszcze bardziej podkręca ten zakręcony, kolorowy świat, dodając lekkości całego przedsięwzięcia.

tuca i bertie3

Ale to wszystko nie zadziałałoby, gdyby nie kapitalny dubbing. Absolutnie tutaj błyszczy skontrastowany duet Tiffany Haddish/Ali Wong w rolach głównych. To one dodają tego charakteru, jaki potrzebują te postaci: nakręcona, wygadana i głównie wyluzowana Tuca oraz wycofana, spokojna, ciepła Bertie. Dla mnie najlepsze momenty były związane z przełamaniem ich charakterów (zakochana Tuca na randce jest bardzo niepewna i przerażona czy jak Bertie puszczają nerwy) czy kiedy wspierają siebie nawzajem. Chemia między tymi dziewczynami jest bardzo naturalna, wiarygodna do samego końca. Trzecim do pary jest Ćwiek z głosem Stevena Yeuna, próbującego zachować spokój i zadowolić swoją kobietę. Ma swoje momenty komediowe jak kiedy ma sztywną pozę oraz puszczają mu nerwy, co też pozwala mu zabłysnąć.

tuca i bertie4

Żałuję, że Netflix skasował ten serial po raptem 10 odcinkach, bo „Tuca i Bertie” miała potencjał na bardzo rozluźniającą, sympatyczną rozrywkę z bohaterkami, których nie da się nie polubić. Bardzo przyjemnie spędzony czas i chciałoby się zostać w Ptaszyskowie na dłużej.

8/10

Radosław Ostrowski

Praziomek

Amerykańskie studio Laika to prawdziwy ewenement. Powstała w Oregonie firma od lat produkuje animacje realizowane techniką poklatkową, które nie zdobywają takiej popularności ani rozgłosu na jaki zasługują, mimo pozytywnych recenzji od krytyków. No i pod względem finansowym też nie robią szału, w najlepszym wypadku zwracając koszta produkcji. Nie inaczej stało się z najnowszym filmem, czyli „Praziomkiem”, choć powinno być zupełnie inaczej.

praziomek1

Bohaterem filmu jest XIX-wieczny podróżnik i łowca przygód, sir Lionel Frost. Mężczyzna ten od lat chce dołączyć do elitarnego klubu odkrywców, jednak każda taka próba kończyła się niepowodzeniem. Włącznie ze znalezieniem dowodów na istnienie potwora z Loch Ness. Ale sytuacje może zmienić pewien tajemniczy list. Zawiera on informacje dotyczące mitycznej istoty zwanej Sasquatch albo Wielką Stopą. Na miejscu okazuje się, że zaproszenie to był podstęp, a jego autorem jest… Wielka Stopa. Brązowa, owłosiona, samotna chce prosić Anglika o pomoc w dotarciu do rodzinnym stron, czyli Himalajów. Mężczyzna decyduje się pomóc, widząc w tym szansę na członkostwo w klubie, jednak potrzebuje pewnej mapy. Posiada ją wdowa po słynnym podróżniku, która od jego śmierci przebywa w amerykańskiej rezydencji.

praziomek2

Film Chrisa Butlera to wręcz klasyczne kino przygodowe z klimatem godnym powieści Juliusza Verne’a, zmieszane z kumpelską komedią. Bo jak inaczej opisać zderzenie eleganckiego, kulturalnego dżentelmena ze zbyt dosłownie traktującym powiedzonka małpoludem, mogącym być brakującym ogniwem ewolucji? Ta konfrontacja jest zarówno źródłem humoru (dość slapstickowego), jak i początkiem pewnej powoli rodzącej się przyjaźni. Chociaż pierwotnie relacja bardziej przypomina pan-sługa. Ale tak naprawdę jest to także historia zderzenia tradycji z nowoczesnością, gdzie konserwatyści chcą tworzyć świat i traktują go jak trofeum, a inni chcą po prostu odkrywać nieznane światy bez chęci podboju czy tworzenia go na swoją modłę.

praziomek3

Owszem, wygląda to bardzo czarująco, a sceny akcji zarówno trzymają w napięciu (strzelanina na dworcu czy bójka w salonie), jak i potrafią rozśmieszyć inscenizacją (cała sekwencja na statku czy finał w królestwie Yeti). Sama animacja oraz scenografia jest bardzo szczegółowa, co robi bardzo piorunujące wrażenie, tak jak cudowna muzyka Cartera Burwella. Ale największym problemem była dla mnie historia, która jest bardzo prosta, konwencjonalna i strasznie przewidywalna. Widać, że studio chciało zrobić film skierowany dla młodego widza, dla dziecka. Samo w sobie nie jest dla problemem, tylko że ja nie znalazłem zbyt wiele dla siebie. Laika w poprzednich filmach jak „ParaNorman” czy „Kubo i dwie struny” dotykała poważniejszych tematów jak żałoba, samotność czy alienacja, zaś bohaterowie byli złożonymi jednostkami. Przy nich „Praziomek” wydaje się prostą historią, zbyt prostą i dla mnie niezbyt angażującą, mimo sympatycznych postaci oraz świetnego dubbingu (ale tylko oryginalnego).

praziomek4

Nie odmawiam „Praziomkowi” staroświeckiego uroku oraz poczucia miło spędzonego czasu. Jednak po takim studiu jak Laika oczekuję czegoś więcej niż staroszkolnego kina przygodowego.

6,5/10

Radosław Ostrowski