Z Księżyca spadłeś?

Wiele mil kosmicznych stąd znajduje się planeta, gdzie mieszkają sami mężczyźni. Ich narządy rozrodcze są strasznie małe, więc rozmnażają się przez klonowanie. Wódz Grayston wysyła swojego najlepszego agenta, by przybył na Ziemię i zapłodnił jedną z kobiet, by dokonać podboju. Ale nie jest to takie proste jak się wydaje.

z_ksiezyca1

Mike Nichols zaczął nowy wiek od filmu, który odniósł kasową porażkę. Z czego to wynika? Być może z faktu, ze scenariusz napisało czterech kolesi (powszechnie wiadomo, ze gdy jest więcej niż dwóch scenarzystów, efekt jest zazwyczaj słaby). Sam humor oparty na seksie jest, niestety dość niskich lotów, choć taka metoda podboju i ubranie tego w komediowe szatki wydawało się całkiem niezłym pomysłem. Tylko, że sama opowieść jest mało wciągająca, podejście naszego agenta (nazwiskiem Harold Anderson) jest zaskakująco naiwne i na początku jest to nawet zabawne. Jednak świszczący penis to nie jest zbyt fajna rzecz, a parę wątków (praca w banku, agent lotniczy tropiący naszego bohatera) nie do końca kleją się w całość. Jest parę niezłych gagów (nieudany seks), a i aktorzy też dają sobie radę (m.in. Annette Bening, Ben Kingsley, John Goodman czy grający główną rolę Garry Shamling).

z_ksiezyca3

Nie będę was jednak dłużej oszukiwał. Jako komedia jest nieśmieszna, choć punkt wyjścia był naprawdę ciekawy. Niestety, to najsłabszy film  karierze Nicholsa, który jest kompletną stratą czasu. Unikać jak kosmitę, chyba że jesteście nawaleni.

4/10

Radosław Ostrowski

Barwy kampanii

Henry Burton jest wnukiem legendarnego działacza społecznego, który włącza się do kampanii prezydenckiej gubernatora Jack Stantona – polityka wzbudzającego dość spore zaufanie. Jednak droga będzie wyboista i to nie tylko z powodu konkurentów, ale też słabostek prezydenta oraz ambicji jego żony.

barwy_kampanii4

Politycznych satyr, które nie pozostawiają na rządzących suchej nitki powstało mnóstwo, a same mechanizmy władzy wywołują raczej obrzydzenie i niechęć (kto oglądał „Idy marcowe” czy „House of Cards” wie o co chodzi), z tego powodu wiele starszych produkcji wydaje się dość archaicznych. Czy film Mike’a Nicholsa, który jest jawną aluzja do kampanii prezydenckiej Billa Clintona nie opowiada niczego, co bym nie wiedział – „Polityka to tarzanie się w błocie i każdy się musi ubrudzić” (Kazik Staszewski). Podczas kampanii wychodzi na jaw małostkowość ludzi, którzy marzą tylko o jednym celu – mieć władzę, tylko i wyłącznie, czasami po trupach (próba kompromitacji senatora Harrisa zakończona… śpiączką czy szukanie materiałów na kryształowego niemal Pickera), zdrady wewnątrz sztabu (afera z fryzjerką oraz spreparowanie rozmów przez jednego z członków sztabu) oraz gładkich słówek wygłaszanych dla wyborców. Moralność i uczciwość już dawno odeszły, wykorzystywana przez doświadczonych wyjadaczy. Owszem, bywają lekkie nudne momenty (zwłaszcza między jednym a drugim wiecem), jednak nie brakuje też ironicznego humoru (wykrycie zdrady, gdzie o mało nie dochodzi do odstrzelenia jaj) oraz gorzkich refleksji. Nie ma się do czego przyczepić, ale też niespecjalnie porywa jako całość.

barwy_kampanii1

Jeśli coś w filmie Nicholsa się sprawdza, to jest to naprawdę świetna obsada. Zaskakująco dobrze wypada tutaj John Travolta, który jest mocno stylizowany na Clintona. Stanton sprawia wrażenie wiarygodnego i przekonującego mówcę (świetna scena w stoczni), który wie jak przykuć uwagę, z odrobiną charyzmy. Partneruje mu w tym równie mocna Emma Thompson, która jest bardziej bezwzględna w dążeniu do celu od męża. Także grający główną rolę Adrian Lester w roli młodego i naiwnego Burtona radzi sobie naprawdę dobrze. Ale i tak szoł skradli niezawodni na drugim planie Billy Bob Thornton (doświadczony szef kampanii Richard Jemmons) oraz Kathy Bates (trzymająca mocny kręgosłup moralny Libby Holden).

barwy_kampanii2

Sam film wyszedł jako więcej niż przyzwoitą satyrą polityczną, choć nie zaskakującą niczym nowym. chyba w tym temacie nie da się już niczego nowego w tym temacie. Za to można pokazać zawsze intrygujące moralne dylematy.

barwy_kampanii3

7/10

Radosław Ostrowski

Klatka dla ptaków

Armand Goldman jest właścicielem klubu dla gejów „Klatka dla ptaków”, gdzie gwiazdą jest jego żona – Albert. Ich wspólny syn Val chce przedstawić swoja narzeczoną oraz jej rodziców – konserwatywnego senatora Keeley’ego, marzącego o reelekcji oraz jego żony. Co może wyjść z tego zderzenia dwóch światów?

klatka_dla_ptakow1

Jest to kolejny amerykański remake. Tym razem padło na francuską komedię „Klatka szaleńców” (nie widziałem), zaś zadanie przeniesienia na amerykańskie realia podjął się Mike Nichols. Wsparty przez scenarzystkę Elaine May, z którą występował w latach 60. na scenie teatralnej. Film ma dość prostą konstrukcję, opartą na odrobinie humoru sytuacyjnego oraz lekko farsowego qui pro quo. Może i to jest dość proste, ale autentycznie zabawne, bez szyderstwa, pójść w prymitywizm, z ciepłem oraz empatią, co zdarza się naprawdę rzadko. Nichols przedstawia homoseksualistów jako normalnych ludzi, którzy – tak jak ludzie powszechnie uznawani za normalnych – pragną miłości, akceptacji wobec siebie, przeżywają trudne chwile. Wygląd samego klubu jest niemal barokowe i rozwiewa wszelkie wątpliwości, co do tego kim są właściciele – fallusy, awangardowa sztuka itp., a gosposią jest transwestyta. Zderzenie tych światów (obiad) to mała perła dowcipu, gdzie wszystko się komplikuje, a finał potrafi rozbroić największego smutasa.

klatka_dla_ptakow2

To wszystko by nie wypaliło, gdyby nie aktorstwo z wysokiej półki. Robin Williams potwierdza tu swoje umiejętności jako bardziej męski gej ze sporym talentem tanecznym, pewnością siebie, ale też pewnego rodzaju nieporadnością i brakiem stanowczości wobec swojej partnerki. Prawdziwy popis vis comica serwuje tutaj genialny Nathan Lane. Nadwrażliwa i nadopiekuńcza matka, która bywa prawdziwym wrzodem na dupie. Ale udaje się uniknąć przerysowania i pójścia w stronę groteski, ale stworzenia pełnokrwistej postaci – mistrzostwo. Także grający dość konserwatywną rodzinę Gene Hackman (myślący o karierze senator) i Dianne Wiest (pani Keeley) radza sobie bardzo dobrze, a na drugim planie szaleje lekko pyskaty Agador (świetny Hank Azaria).

klatka_dla_ptakow3

Film ten tylko potwierdza, że Nichols sprawdza się w komediowych produkcjach, łączących inteligencję z humanizmem. Co z tego, że zapożyczone od żabojadów? Amerykanie wcale nie są od nich gorsi.

7/10

Radosław Ostrowski

Biloxi Blues

Czerwiec roku 1945, trwa II wojna światowa. Do bazy w Biloxi trafia grupa młodych rekrutów, która ma przejść przeszkolenie. Wśród nich są m.in. początkujący pisarze Eugene Jerome, napakowany Wykowski oraz inteligentny Epstein. Grupa jest prześladowana przez sierżanta Toomeya, przekonując się co to jest wojsko i dryl.

biloxi1

Mike Nichols tym razem postanowił zmierzyć się ze sztuką teatralną Neila Simona, bazującą na jego własnych przeżyciach. Czyli o wojsku z przymrużeniem oka, a jednocześnie jest to opowieść inicjacyjna z wchodzącym w dorosłość młodym chłopakiem. Co mamy po drodze? Wojskowy humor, sierżanta mocno stukniętego, pierwszy seks i pierwsza miłość, a także przyjaźnie oraz kumpelskie znajomości. Nie bez powodu sztuki Simona są często przenoszone na ekran, bo są naprawdę zabawne (dialogi to mocny punkt), postacie wyraziste, ale nigdy nie przerysowane, a klimat pełen ciepła oraz lekkości. Owszem, można się przyczepić, że jest trochę za delikatnie, a sierżant Toomey (niezawodny Christopher Walken) w porównaniu z psychopatycznym Hartmanem z „Full Metal Jacket” to wręcz aniołek, jednak film Nicholsa broni się uważnymi obserwacjami, humorem (sierżant „proszący” Jerome’a o wyznaczenie ochotnika, którego i tak sam wybiera), odrobiną liryzmu (randka z Daisy – pięknie sfilmowana scena wspólnego tańca, gdzie niemal cały czas widzimy dwójkę postaci, a kamera krąży dookoła) oraz pierwszych refleksji na temat tego, kim ma być twórca. Efektem jest kawał naprawdę porządnej rozrywki.

biloxi2

Także obsada prezentuje się to bardzo dobrze. Poza wspomnianym Walkenem, który jest klasa samą w sobie, pierwsze skrzypce gra świetny Matthew Broderick. Próbujący się odnaleźć w absurdzie militarnym jest bardzo wrażliwy, troszkę skryty i nieśmiały w relacjach z kobietami, nadrabiając to niepozbawionymi humoru ripostami. Facet ma wszystko to, co powinien mieć prawdziwy kumpel. Także partnerujący mu koledzy (ze wskazaniem na Mutta Mulherna – prymitywny Wykowsky oraz Coreya Parkera – Epstein, oddany przyjaciel) sprawdzają się bez zarzutu, tak jak pojawiające się tutaj dwie panie: Park Overhall (prostytutka Rowena) oraz Penelope Ann Miller (urocza Daisy).

biloxi3

Dobrze skrojona rozrywka, choć chyba raczej skierowana dla młodego, wchodzącego w życie odbiorcy. Może i troszkę wygładzona, ale i tak się świetnie ogląda. Widać, że Nichols w komedii czuje się jak ryba w wodzie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Pracująca dziewczyna

Tess McGill to młoda i ambitna dziewczyna, która pracuje w firmie maklerskiej, z której zostaje jednak zwolniona. Ale czy może być inaczej, skoro nazwała szefa fiutem? Dzięki pośrednictwu pracy trafia pod skrzydła niejakiej Katherine Parker jako jej sekretarka. Kiedy szefowa łamie sobie nogę podczas jazdy na nartach, kobieta prosi Tess o zastąpienie jej. Wtedy Tess odkrywa, że szefowa ukradła jej pomysł kupna radia dla jednego ze swoich klientów, postanawia się na niej zemścić i sama doprowadzić do transakcji, wykorzystując do pomocy doświadczonego dyrektora Jacka Trainera.

pracujaca_dziewczyna1

Mike Nichols i komedia? Wiem, że to może wydawać się dziwacznym połączeniem, jednak tym razem efekt okazał się sporą niespodzianką. Z jednej strony wydaje się to niemalże bajeczką w wątkiem miłosnym w tle (taki nowy, korporacyjny Kopciuszek, jednak bez pójścia na łatwiznę), z drugiej pokazuje brutalny świat korporacji, gdzie liczy się arogancja, kradzież cudzych pomysłów zastępująca kreatywność, gdzie czasem trzeba kierować się sprytem. Nichols pokazuje to wszystko z pewnym przymrożeniem oka, ale jednocześnie wierzy w to, że przebojowe i ambitne osoby są w stanie odnieść sukces, nawet jeśli jest się kobietą. I nie trzeba do tego dojść przez łóżko. Można zarzucić, ze to pewne uproszczenie, ale mimo upływu lat jest to rozrywka na zaskakująco wysokim poziomie, z wieloma zabawnymi sytuacjami (umówienie się na spotkanie podczas… wesela czy pierwsze spotkanie z Trainerem). Że jest to produkcja z lat 80-tych, najbardziej to widać przede wszystkim we fryzurach (tapicerowane włosy – a może tylko zwykłe porażenie prądem) oraz muzyce (elektroniczny pop). Miłe to dla oka i ucha, a jednocześnie nie jest to do końca takie głupie, choć finał jest oczywisty.

pracujaca_dziewczyna2

To byłaby zapewne dobra komedia, gdyby nie pewna ręka Nicholsa oraz niezawodne trio w rolach głównych. Melanie Griffith jest wyborna w roli przebojowej, ambitnej i uparcie dążącej do celu Tess. Ale kiedy odkrywa oszustwo, potrafi się odegrać i pokazać swoje największe atuty (nie, nie ma na myśli wyglądu). Okazuje się, że w środowisku finansowym czuje się jak ryba w wodzie. Jeszcze lepsza jest Sigourney Weaver, która sprawia wrażenie osoby godnej zaufania, mentorki. Ale to wszystko maska, pokazującą idąca po trupach karierowiczkę. Trzeci wierzchołek trójkąta to Harrison Ford, który zaskakuje w roli doświadczonego dyrektora, pełnym uroku oraz energii. Ale i drugi plan jest otoczony znanymi twarzami, (m.in. Oliver Platt, Kevin Spacey, Joan Cusack i Alec Baldwin), które są w stanie stworzyć wyraziste postacie mając troszkę czasu.

pracujaca_dziewczyna3

W swoim gatunku, „Pracująca dziewczyna” to wręcz istna perełka. Owszem, jest troszkę naiwna i bajkowa, ale jak to ktoś kiedyś powiedział: „są różne bajki”. Ta Nicholsa jest jedną z najlepszych i mimo upływu lat, nadal świetnie bawi.

8/10

Radosław Ostrowski

3,2,1… Frankie w sieci

Frankie to przeciętny facet, który mieszka w camperze otoczony pustynią Doliny Śmierci. Wszystko z powodu brata Bruce’a, który od dziecka kręcił filmiki z bratem, robiąc mu głupie kawały. Ostatni filmik ze ślubu Frankiego doprowadził do wyprowadzki. Ale kiedy Bruce wraca z odwyku, braciszek zostaje zmuszony do powrotu. I wtedy wpada na niego (dosłownie) Lassie na swoim rowerze. Dochodzi do zbliżenia (nie do końca udanego), ale… braciszek wszystko sfilmował. I wszelkie kłopoty zaczną się na nowo.

frankie1

Ta komedia (chyba) to kolejna z opowieści o rodzinie, z którą lepiej wychodzi się na zdjęciu, bo wprowadza w różne tarapaty. I parę razy wychodzi to zabawnie, zwłaszcza wszelkie próby usunięcia filmu z sieci. Jednak tempo jest dość spokojne (co jak na komedię może wydawać się słabe), a poziom humoru jest dość różnorodny i co najwyżej średni. Nie jest to tak kloaczne, ale uśmiejemy się co najwyżej parę razy. Jednak najciekawiej się robi, gdy pojawia się Ron Pelrman w nietypowej roli… kobiety po zmianie płci. Szok i niedowierzanie, a kilka sytuacji jest mocno dziwacznych (włamanie do domu, gdzie bohater zostaje zatrzymany przez… niewidomego), ale jest to co najwyżej średnie love story. I nie pomaga tutaj ani postrzelony Chris O’Dowd (niespełniony reżyser Bruce), ani przyzwoicie radzący sobie Charlie Hunnam jako Frankie.

frankie2

Obejrzeć w zasadzie można, jeśli nie mamy niczego lepszego pod ręką. W innym przypadku, omijajcie szeroką drogą.

5/10

Radosław Ostrowski

Szkoła życia

Guy Thirlby jest 40-letnim mężczyzną, który wykorzystując lukę w przepisach, startuje w konkursie literowania dla dzieci. Mimo ostrego oburzenia, spowodowanego swoim zachowaniem, Guy’owi udaje się dojść daleko, ale motywy jego działania pozostają niejasne, nawet dla wspierającej go dziennikarce. Zaprzyjaźnia się z Hindusem Chaitainya.

bad_words1

Jason Bateman to jeden z dość charakterystycznych aktorów komediowych, popularnego w USA. Tym razem postanowił spróbował swoich sił jako reżyser, serwując przy okazji niepoprawne polityczne żarty, próbując grać na tych samych tonach, co „Zły Mikołaj”. Czyli mamy cynicznego losera, relację z dzieckiem, która ma poważny wpływ na niego oraz dość gorzką historię człowieka nie radzącego sobie z życiem. Humor mocno balansuje na granicy poprawności politycznej, bluzgi lecą w dość sporej ilości, a różnice między dzieckiem a dorosłym są dość niewielkie. Można ten film tez potraktować jako kpinę z konkursu, gdzie zawodnicy traktują siebie z szacunkiem, kulturą, bo nasz Guy nie boi się nieczystych zagrywek i manipulacji („wywołanie” okresu czy straszenie rozwodem), jednak pod sam koniec wytłumaczone są powody tej całej błazenady, a są one naprawdę poważne. Owszem, film jest dość mocno przewidywalny, a niektóre numery są na granicy smaku (homar w kiblu czy wyzywanie jednej z matek), ale całość wypada całkiem nieźle, a realizacja jest naprawdę przyzwoita.

bad_words2

Sam Bateman radzi sobie nieźle w roli zgorzkniałego cynika, a chemia między nim a Rohanem Chandem (Chaitainya) jest bardzo silna i to ona nakręca ten cały film. Młodzieniec to trochę zagubiony, nie mający przyjaciół chłopak, żyjący pod presją wygrywania znajduje w Guyu bratnią duszę, choć metody są dość kontrowersyjne (scena z prostytutką czy w sklepie). Reszta aktorów radzi sobie nieźle, choć najbardziej wybija się Allison Janney (antypatyczna dyrektorka Bernice Bergan) oraz Philip Baker Hall (dr Bowman, szef konkursu).

bad_words3

Przewidywalne, trochę pieprzne, ale naprawdę zabawne dzieło. Może nie ma takiego ognia jak „Zły Mikołaj”, ale kierunek jest dość podobny.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Jess i chłopaki – seria 1

Jessica Day jest nauczycielką, która ma dość pokręcony charakter. Po rozstaniu ze swoim chłopakiem, próbuje znaleźć nowe mieszkanie. W końcu odpowiada na ogłoszenie zawarte przez trzech facetów: podrywacza Schmidta, przeżywającego rozstanie barmana Nicka oraz wysportowanego Trenera, którego potem zastąpi były koszykarz Winston. I ona wniesie sporo zamieszania w ich życie.

jess_i_chlopaki1

Za ten sitcom od Foxa odpowiada Elizabeth Merriweather, scenarzystka komedii „Sex Story”. I trzema przyznać, że jest to całkiem sympatyczna propozycja. Po pierwsze, brak śmiechu z puszki, co ostatnio jest standardem. Po drugie, krótkie (20-minutowe) odcinki sprawdzają się naprawdę porządnie, a humor jest dość wyważony. Owszem, bywa trochę popijawy i seksualnych aluzji, jednak nie jest to ani wulgarne ani chamskie. Nie brakuje też i poważniejszych refleksji na temat związków, przyjaźni i miłości. Każdy odcinek to osobna historia, a wyraziste charaktery tylko nakręcają tą produkcje. Bo czy można nie przejąć się podrywami Schmidta, który jest maksymalnie napalony na piękne laski? Czy łatwo łamiącego się Nicka? Nie są to może gwałtowne i doprowadzające do ostrego bólu brzucha ze śmiechu, ale to się zaskakująco dobrze sprawdza.

jess_i_chlopaki2

Jednak i tak wszystkich przebija Jessica (urocza Zooey Deschanel). Jaka ona jest? Naiwna, postrzelona, pogodna i… niezdecydowana. W dodatku niemal ciągle śpiewa, zachowując sie lekko niedojrzale I doprowadzając wielu do szewskiej pasji. Całość ma odrobinę szaleństwa (gra w „Prawdziwego Amerykanina” – gra pijacka, próby znalezienia pracy u Winstona czy retrospekcje dotyczące poszczególnych postaci), ogląda się lekko, a panowie (zwłaszcza Max Greenfield – Schmidt, przywiązany do bogactwa oraz porządku podrywacz i Jake Johnson – będący jego kompletnym przeciwieństwem Nick) ładnie wspierają Jess, stając się jej kumplami. I jeszcze jest Cece (apetyczna Hannah Simone), która jest jej powiernicą. Taka paczka namiesza mocno.

jess_i_chlopaki3

Pierwsza seria jest dość spokojna i sympatyczna, miejscami idąc w absurd. Jeśli macie trochę wolnego czasu, możecie miło spędzić czas. Pod warunkiem, że lubicie Zooey Deschanel. W innym wypadku nie podchodźcie.

jess_i_chlopaki4

7/10

Radosław Ostrowski

Narzeczona dla księcia

Do chorego wnuczka przybywa dziadek, który czyta mu książkę, która była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Choć wnuczek bardziej woli gry komputerowe, dziadek bardzo go namawia, serwując masę atrakcji. O czym jest ta opowieść? Dawno temu, było sobie dwoje ludzi – oboje z nizin społecznych. Ona zwała się Buttercup i lubiła rozkazywać parobkowi, czyli Westleyowi. Kiedy uświadamia sobie, ze go kocha, młodzian wyrusza w wędrówkę, ale zostaje zabity przez pirata Robertsa. Dziewczyna z rozpaczy decyduje się zostać narzeczoną księcia Humpertinga i wtedy odkrywa, że…

narzeczona1

Więcej wam nie zdradzę, bo sama historia jest jednym z najmocniejszych atutów filmu Roba Reinera. Pozornie mamy typowa produkcje fantasy z lat 80-tych, gdzie mamy piękne plenery, imponującą scenografią (ogniste piaski nadal robią wrażenie), w dodatku okraszoną naprawdę nastrojową muzyką Marka Knopflera. Jednocześnie reżyser mocno trzyma się konwencji kina przygodowego/fantasy, a z drugiej całość wyśmiewa tworząc świetny pastisz tego gatunku. Obśmiana jest cała konwencja, gdzie nie brakuje odrobiny czarów (największym jest jednak miłość), pojedynków na śmierć i życie (starcie Inigo Montoyi z piratem Robertsem), gdzie choreografia i powaga miesza się z humorem (panowie nawzajem chwalą się swoimi umiejętnościami), a czasami humor mocno idzie w stronę absurdu (wizyta u Cudotwórcy Maxa). Cała ta kombinacja i postmodernistyczna zabawa może (i powinna) budzić skojarzenia ze „Shrekiem”, gdzie w podobny sposób konstruowano całą zabawę.

narzeczona2

Jednak ta cała zabawa konwencją nie udałaby się, gdyby nie świetny scenariusz napisany przez Williama Goldmana (który był też autorem literackiego pierwowzoru), okraszony błyskotliwymi dialogami oraz bardzo pewna ręka reżysera. Dodatkowo aktorzy wspierają reżysera w tej walce. Tutaj pierwsze skrzypce trzyma Cary Elwes, czyli Westley – czarujący i urodziwy mężczyzna, który okazuje się być dzielnym wojownikiem. Patrzenie na pojedynki z tym aktorem to po prostu poezja. Tak samo można powiedzieć o stawiającej swoje pierwsze kroki Robin Wright (jeszcze nie Penn) w roli tytułowej. Piękna, trochę naiwna, ale posiadająca pewien urok. Za to drugi plan jest przepełniony wyrazistymi postaciami, które nawet mając kilka minut zapadają w pamięć. Tak można powiedzieć o mocno ucharakteryzowanym Billym Crystalu (Cudotwórca Max), Melu Smithie (albinos, sługa hrabiego Rugena) czy Wallace Shawnie (przebiegły Vizzini). Ale i tak wybija się z tego grona świetny Mandy Patinkin w ikonicznej już roli Inigo Montoyi – hiszpańskiego mistrza szpady, który poprzysiągł zemstę zabójcy swojego ojca. No i obowiązkowo jeszcze trzeba wspomnieć o Peterze Falku i Fredzie Savage’u, czyli dziadka z wnukiem.

narzeczona3

Pastisz Reinera zadziałał mocno, tworząc jeden z pamiętnych filmów mojego dzieciństwa. I mimo upływu lat, „Narzeczona” pozostaje świetną rozrywką zarówno dla młodego jak i troszkę starszego kinomana. A to jak widać potrafi niewielu.

8/10

Radosław Ostrowski

Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie

Albert Stark jest farmerem, który mieszka w miasteczku Old Stump w stanie Arizona roku 1882. I mówiąc najprościej, to dupa wołowa, która boi się wszystkiego, unika przemocy i nawet interes mu nie idzie. Na dodatek rzuca go dziewczyna z właścicielem sklepu z wąsami. I wtedy na horyzoncie pojawia się Anna – twarda kobitka, która zaczyna pomagać Albertowi w strzelaniu. Ale nasz bohater nie wie, że ona jest żoną największego twardziela i bandziora – Clincha Loeatherwooda.

milion_sposobow1

Western to gatunek już od dawna będący w stanie wegetacji. Ale jeśli za niego postanawia się wziąć Seth MacFarlane, który robi komedie ostre i na granicy dobrego smaku, wtedy może wydarzyć się wszystko. W zasadzie jest to zgrywa z konwencji od zera do bohatera, w całości wykorzystująca sztafaż kowbojskich opowieści. Problem w tym, że poczucie humoru jest dość nierówne. Owszem, nie brakuje tu popkulturowej zabawy (cytowany „Powrót do przyszłości III” czy nawet pojawia się sam Django z filmu Tarantino) czy totalnego absurdu (zgony na festynie czy wizja bohatera na haju od Indian), ale dominuje tutaj humor kloaczno-wulgarny (niezdrowe przypomnienie do czego może doprowadzić użycie środka na przeczyszczenie czy trochę brodaty żart o prawiczku i dziewczynie-prostytutce), który czasami nie przekracza granicy dobrego smaku. Poza tym jest to, co w kowbojskiej opowieści być powinno – piękne plenery, odpowiednia dla gatunku muzyka oraz obśmianie konwencji (finałowy pojedynek), serwując przy okazji żarty niemal ze wszystkiego (do Arabów po Lincolna kończąc na piosence o wąsach) i to całkiem niezłe.

milion_sposobow3

W dodatku całość jest naprawdę dobrze zagrana. Sam reżyser obsadził się w roli ciapowatego Alberta, którego niepewność siebie wielu wpędziłaby w depresję i wychodzi mu to nieźle. Drugi plan jest dość interesujący i pełen bardzo rozpoznawalnych twarzy jak Giovanni Ribisi (prawiczek Edward), Neil Patrick Harris (wąsacz Roy), Sarah Silverman (prostytutka Ruth) czy twardy jak twardziel Liam Neeson (Clinch). Ale i tak objawieniem jest świetna Charlize Theron. Jej Anna to twarda i bardzo charakterna babka, z którą można konie kraść. Niemalże ideał kobiety w świecie Dzikiego Zachodu.

milion_sposobow2

Wyszedł niezły miks, a że ostatnio opowieści o kowbojach nie ma zbyt wiele, także i tą warto zobaczyć. Pod warunkiem, że lubicie poczucie humoru reżysera.

6,5/10

Radosław Ostrowski