Mario Bava – 31.07

bava

Reżyser, scenarzysta, operator filmowy.

Urodził się 31 lipca 1914 roku w San Remo. Jego ojciec, Eugenio Bava, był rzeźbiarzem i jednym z pierwszych włoskich operatorów filmowych. Sam Mario początkowo chciał być malarzem, jednak nie był utrzymać się z tego i zdecydował się wejść do branży filmowej. Zaczynał jako asystent operatora, pomagał też ojcu przy tworzeniu efektów specjalnych w wytwórni filmowej założonej przez Benito Mussoliniego, the Istitute Luce. Jako samodzielny operator debiutował w 1939 roku, kręcąc dwa krótkie metraże Roberto Rosselliniego. Pracował później z takimi reżyserami jak Jacques Tourneur, Raoul Walsh czy Aldo Fabriziego.

W 1956 roku zadebiutował jako reżyser, chociaż okoliczności były nietypowe. Podczas realizacji filmu „Wampiry”, reżyser Riccardo Frieda popadł w konflikt z producentami i został zwolniony. Bava, odpowiedzialny za zdjęcia został wyznaczony do kontynuowania pracy już jako reżyser. Zdarzały się później sytuacje, że Włoch współreżyserował filmy innych (m.in. „Caltiki”, „Bitwa pod Maratonem”), chociaż jego nazwisko nie było wymieniane. Samodzielnie debiutował w 1960 roku horrorem „Maska szatana”. W dorobku reżyser lawirował między horrorami, będąc prekursorem nurtu giallo (krwawych kryminałów, niepozbawionych elementów gore), slashera, adaptację komiksu dla dorosłych czy SF. Mierzył się także z peplum (włoska odmiana widowisk historycznych w realiach starożytnych), westernem czy kinem akcji, jednak to produkcje grozy przyniosły mu największą rozpoznawalność. Pod koniec życia wycofał się z działalności filmowej, a przyczyną były problemy z dystrybucją swoich dzieł. Jednak na prośbę swojego syna, Lamberto Bavy nakręcił w 1977 roku dla włoskiej telewizji „Schock”.

Zmarł 27 kwietnia 1980 roku na zawał serca w wieku 65 lat.

A teraz to, na co tygryski czekają najbardziej – ranking filmów Bavy od kompletnych miernot po perełki kina. Tres, due, uno, zaczynamy!

Miejsce 24. – Dr Goldfoot i bombowe dziewczyny (1966) – 2/10

Do tej pory zastanawiam się, jakim cudem reżyser zrealizował to dziwadło. Film, chyba w założeniu parodia filmów szpiegowskich, z antagonistą przypominającym Fantomasa – nieuchwytny geniusz zbrodni, będący zawsze kilka kroków do przodu. Powstrzymać go próbuje niezdarny duet, pozbawiony jednak wdzięku inspektora Clouseau. Komedia głupawa, pełna slapstickowych, nudnych gagów, przerysowanego aktorstwa oraz tony absurdalnych sytuacji z lotem balonem do Nieba. Jedynie Vincent Price w roli tytułowej daje troszkę luzu, lecz to nie wystarczyło na cały film. Recenzja tutaj.

Miejsce 23. – Cudowna lampa Aladyna (1961) – 2,5/10

Kolejne, w założeniu kino baśniowe, ale znowu wyszły zgniłe jaja. Pozornie elementy są znajome: Aladyn, lampa z dżinem, zły wezyr, prawy książę oraz pewna ślicznotka w tle. Do tego jeszcze mamy pewną polityczną intrygę, jednak reżyser (tutaj poza Bavą, Henry Levin) kompletnie olewa zaangażowanie widza. Humor kompletnie nieśmieszny i prostacki, do tego bardzo ubogo wyglądające kostiumy ze scenografią, zaś efekty specjalne są mniej specjalne. O bardzo słabym aktorstwie nawet nie wspomnę (poza lekko zblazowanym Vittorio De Siką jako dżinem). Realizacyjna padaka. Recenzja tutaj.

Miejsce 22. – Wampiry (1956) – 3/10

Film, nazywany pierwszym horrorem, zmieszanym z kryminałem. Punktem wyjścia jest prywatne śledztwo paryskiego dziennikarza w sprawie tajemniczych morderstw kobiet. Ofiary, mimo braku obrażeń, są pozbawione krwi. Z jednej strony, czuć kilka ciekawych realizacyjnych tricków (transformacja fizyczna jednej z antagonistek), jednak czas był bardzo bezlitosny. Nie trzyma w napięciu, wyjaśnienie intrygi brzmi niedorzecznie, sama opowieść jest kliszowa do bólu, aktorstwo jest bardzo teatralne, zaś muzyka strasznie nachalna. Recenzja tutaj.

Miejsce 21. – Bitwa pod Maratonem (1959) – 4/10

Co prawda jako reżyser wymieniony jest Jacques Tourneur, to Bava uczestniczył w post-produkcji, przy realizacji scen trickowych. Typowe kino peplum, wykorzystujące bitwę pod Maratonem jako pretekst do opowieści polityczno-romantycznej z prawym bohaterem (olimpijczyk Filipiades) w roli głównej. Po drodze dostaniemy sporą ilość patosu, dość oszczędną scenografię i kostiumy, zaś sceny batalistyczne wyglądają troszkę teatralnie. Nie brakuje ładnych zdjęć oraz ładnych twarzy, jednak nawet to nie czyni z niego średniaka. Recenzja tutaj.

Miejsce 20. – Pięć lalek w blasku sierpniowego księżyca (1970) – 4/10

Tym razem Bava postanowił zrealizować własną wersję „Dziesięciu Murzynków” Agathy Christie. Jest piękna, odizolowana wyspa, gdzie przebywa grupa bogaczy, parę pięknych kobiet oraz… morderca. Wszystko kręci się wokół pewnej formuły, jaką chcą nabyć ludzie od pewnego profesora. Zaczyna się karuzela przemocy, bohaterowie nie do końca się zachowują racjonalnie (poza tym są bardzo antypatyczni). Sytuacji nie ratuje ani czarny humor, ani bardzo obiecujący początek czy kobiece wdzięki. Recenzja tutaj.

Miejsce 19. – Caltiki – nieśmiertelny potwór (1959) – 5/10

Tym razem reżyser (znowu kontynuując robotę Riccardo Fredy) postanowił się zmierzyć z monster movie. Wyprawa naukowa w Ameryce Południowej, próbuje ustalić przyczynę migracji Majów, ale wszystko komplikuje do zaginięcia kilku członków, ranienia jednego z nich oraz uchwycenia pewnej tajemniczej mazi. Oczywiście, wywołuje to komplikacje i śmierć. Nie brakuje tutaj kilku pomysłów (zapowiedź found footage), jednak dzisiaj nie wywołuje to przerażenia, z wyjątkiem wątku Maxa, skręcającego w stronę klasycznego horroru z obłąkanym człowiekiem. Całkiem sympatyczny średniak. Recenzja tutaj.

Miejsce 18. – Herkules we wnętrzu ziemi (1961) – 5/10

Przygodowe kino fantasy z potężnym Herkulesem w roli głównej. Tym razem nasz bohater wyrusza do Hadesu, by ocalić Dejamirę przed obłędem. Sama opowieść to klasyczna kino przygodowe, okraszone humorem, pewnymi zbędnymi wątkami pobocznymi (miłość Tezeusza do Persefony) i lekkim humorem, chociaż brakuje w tym napięcia. Jest parę pomysłowych pułapek (przepaść z „ognistą” wodą), ale niektóre sceny akcji wyglądają dziś śmiesznie. Ale za to mamy charyzmatycznego łotra w wykonaniu Christophera Lee, przez co seans nie jest do końca stracony. Recenzja tutaj.

Miejsce 17. – Ringo zwany Nebraska (1966) – 5,5/10

Klasyczny wręcz western, gdzie mamy przybysza znikąd (dobrze zbudowany Ken Clark), który pakuje się w lokalny konflikt. Po przeciwnych stronach barykady mamy farmera Hillmana z żoną oraz Raya Cartera. Sama intryga wydaje się prosta, ładnie prezentuje się muzyka oraz ciekawe plenery. Także sceny akcji (zdominowane przez bijatyki) dają troszkę frajdy, tak jak powolne odkrywanie tajemnicy dwóch przeciwników. Całkiem, całkiem ten western. Recenzja tutaj.

Miejsce 16. – Droga do Fortu Alamo (1966) – 5,5/10

Bandyta Bud Massany przypadkowo znajduje martwych żołnierzy z rozkazem odbioru pieniędzy. Razem z poznanymi wspólnikami, dokonuje napadu na bank w strojach wojskowych, ale dochodzi do zdrady. Massany w stroju żołnierza dołącza do konwoju zmierzającemu ku fortowi Alamo. Punkt wyjścia był bardzo obiecujący, gdzie mamy bohatera (znowu Ken Clark) w obcym otoczeniu, którym gardzi. Przemiana jest pokazana bardzo skrótowo, wiele postaci to chodzące stereotypy, a kilka pomysłów wydaje się kuriozalnych (łódki z dolarów). Jednak w czasach Leone nie robi to takiego wrażenia. Recenzja tutaj.

Miejsce 15. – Wenus z Ille (1979) – 6/10

Ostatnie dzieło, będące fragmentem włoskiego serialu „I giochi del diavolo”, zrealizowane wspólnie z synem Lamberto. Adaptacja opowiadania Prospera Merimee, skupiona jest wokół pewnej tajemniczej rzeźby Wenus. Bardziej twórcy skupiają się na budowaniu nastroju niż klasycznym straszeniu. Niestety, czuć tutaj telewizyjny rodowód, przez co całość nie trzyma za bardzo w napięciu. Dla mnie troszkę za szybko się kończy, choć ma kilka mocnych scen (finał). Recenzja tutaj.

Miejsce 14. – Ostrza zemsty (1966) – 6/10

Ubrany w konwencje kina peplum western. Ukrywająca się kobieta z dzieckiem, ścigający ją Hagen oraz tajemniczy przybysz, będący mistrzem noża. Sama akcja prezentuje się miejscami okazale, zagrane jest to naprawdę przyzwoicie, a klimat jest bardzo mroczny. Sytuację osłabiają sceny „familijne”, chociaż dodają głębi naszym bohaterom. Cierpi na tym jednak tempo, mimo pomysłowego filmowania. Solidnie wykonane kino zemsty. Recenzja tutaj.

Miejsce 13. – Krwawy obóz (1971) – 6,5/10

Pierwszy filmowy slasher, gdzie cała intryga toczy się wokół małej zatoczki. Dochodzi tu do kolejnych mordów, a zabójca pozostaje nieuchwytny. Początkowo trudno rozgryźć, kto jest głównym bohaterem, co może wiele osób wprawić w konsternację. Ale nie brakuje makabrycznych zbrodni, aury tajemnicy oraz odrobiny czarnego humoru, co może zrekompensować. A finał jest bardzo rozbrajający. Recenzja tutaj.

Miejsce 12. – Planeta wampirów (1965) – 6,5/10

Tutaj czuć zapowiedź pierwszego „Obcego”. Statek kosmiczny odbiera sygnał z planety Aura. Jednak po lądowaniu zaczyna dochodzi do dziwacznych sytuacji, a załoga próbuje się nawzajem pozabijać. Reżyser nie mając praktycznie nic, zrobił coś i strona wizualna jest wręcz niesamowita. Sam wygląd planety, scenografia statków (może kostiumy są lekko tandetne), jak i kolorystyka się broni. Intryga jest nieźle poprowadzona, nie brakuje zaskoczeń, jest lekki strach, ale też i parę drobnych głupotek, teatralne bijatyki oraz średnie aktorstwo. Niemniej to całkiem przyzwoity horror SF. Recenzja tutaj.

Miejsce 11. – Najeźdźcy (1961) – 7/10

Kolejne kino przygodowe w realiach historycznych. Tym razem jest to opowieść o dwóch synach króla Wikingów, którzy zostają rozdzieleni podczas bitwy (jako dzieci). Po latach ich losy znowu się łączą, choć jeden z nich jest wychowywany przez królową Brytów. Może historia jest prosta, ale film wygląda przepięknie, sceny akcji potrafią zaimponować (przejście na mury za pomocą strzał czy walka o dowodzenie), czuć rozmach i jest bardzo dobrze zagrany. Może i troszkę zżyna z „Wikingów” Richarda Fleischera, ale to bardzo zgrabnie wyszło. Recenzja tutaj.

Miejsce 10. – Topór na miodowy miesiąc (1971) – 7/10

Historia Johna Harringtona – szefa domu mody, gdzie modelki noszą stroje ślubne. Jest on także mordercą kobiet, który próbuje rozgryźć pewną tajemnicę z przeszłości. Dziwna wypadkowa Hitchcocka z czasów „Psychozy”, opowieści o duchach oraz wcześniejszych giallo od Bavy, jednak tutaj proporcje są odwrócone. Niby kryminał, ale wiemy kto zabija, niby thriller psychologiczny, lecz niepozbawiony przemocy oraz czarnego humoru. Sama intryga jest pewnie prowadzona, chociaż jest jedno ciało obce. Nie mniej wciąga, jest dobrze zagrane, a finał wywraca wszystko do góry nogami. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Diabolik (1968) – 7/10

Może i Deadpool obecnie kosi konkurencję w świecie komiksowych ekranizacji, ale już wcześniej były adaptacje dla dorosłych. „Diabolik” to pastisz kina akcji, gdzie nasz bohater jest błyskotliwym kryminalistą z gadżetami od Bonda oraz jaskinią podwędzoną Batmanowi. Kino zrobione z jajem, dystansem oraz lekko psychodelicznym klimatem lat 60. Czysta rozrywka, która nadal się broni kreatywnością, finezją, humorem oraz szaleństwem, jakiego u Bavy nie było ani przedtem, ani później. Recenzja tutaj.

Miejsce 8. – Schock (1977) – 7/10

Prawdopodobnie najbardziej surowy film w dorobku Bavy. Kobieta wraca do domu, w którym doszło do tragicznej śmierci. Reżyser miesza horror z thrillerem psychologicznym w stylu Romana Polańskiego. Niemal do samego końca nie wiemy, czy te dziwne zdarzenia dzieją się naprawdę, czy też są tylko wytworem obłąkanego umysłu, co potęguje mroczny klimat. Za to zakończenie potrafi mocno uderzyć obuchem. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Dom egzorcyzmów (1973) – 7/10

Amerykańska turystka zgubiła się we Włoszech. By się odnaleźć, trafia do dworku, gdzie znajduje się pewna starsza hrabina, dość ekscentryczny lokaj oraz młody syn. Zaś wszystko skrywa pewna mroczną tajemnicę. To niepokojący horror w gotyckim stylu, z niepokojącą tajemnicą. Po drodze są manekiny, postacie z przeszłości, oniryczną aurę oraz brawurowego Telly’ego Savallasa. No i parę klasycznych elementów gotyckich, w tym bardzo niesamowity finał. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Czarne święto (1963) – 7/10

Filmowa antologia opowieści grozy, gdzie czuć inspiracje dokonaniami klasyków. Najbliżej współczesności jest historia kobiety prześladowanej przez nieznanego rozmówcy telefonicznego. Dalej mamy gotycką opowieść z powrotem ojca oraz klątwą, a na finał pielęgniarkę opiekującą się pewną starszą panią. Bava ciągle się bawi gatunkami (podpuszczający finał), bogatą wizualnie z nasyconymi kolorami, a wszystko jest mocno wzięte w nawias. Do tego jeszcze perłą jest występ Borisa Karloffa. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Dziewczyna, która wiedziała za dużo (1963) – 7,5/10

Pierwszy film giallo, tylko że czarno-biały. Nora Davis przybywa do swojej ciotki we Włoszech, ale po przyjeździe dzieją się dziwne rzeczy. Najpierw umiera ciotka, potem wieczorem zostaje pobita i widzi morderstwo. Przynajmniej tak się jej wydaje. Bava ciągle trzyma w napięciu, mieszając kryminał, horror i romans, płynnie przewodząc w każdy z nich niczym cyrkowiec. Świetnie zrealizowana (kapitalne zdjęcia), z wyrazistym aktorstwem oraz bardzo dobrą intrygą. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Blood and Black Lace (1965) – 7,5/10

Kolejne giallo, które skrystalizowało ten gatunek. Miejscem akcji jest dom mody, prowadzony przez hrabinę oraz jej partnera. A wszystko zaczyna się od morderstwa jednej z modelek przez zamaskowanego sprawcę. Kto zabił? Bava rzuca kolejne tropy, a każdy z bohaterów próbuje na własną rękę wybadać sprawę, chociaż policja też prowadzi śledztwo. Pięknie wygląda, są piękne kobiety, a klimat czuć od pierwszej zbrodni. Tak się to robić powinno. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Operacja strach (1966) – 8/10

Początek XX wieku, gdzie do małego miasteczka przybywa lekarz. Ma on za zadanie wybadać śmierć jednej z mieszkanek. Gotycki horror, gdzie mamy zderzenie racjonalnych umysłów ze sprawami nadprzyrodzonymi. Klątwa, tragiczna śmierć, duchy oraz przesądy – pozornie nie wydaje się to dziś interesujące, ale Bava wyciska z tego wszystko. Jest świetny klimat (willa Grapsów, cmentarz, gospoda), niepokojąca muzyka, świetne aktorstwo oraz odrobinę surrealistycznych kadrów, jakich nie powstydziłby się David Lynch (pościg za nieznajomym w willi). Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Bicz i ciało (1963) – 8/10

Do rodzinnego zamku wraca marnotrawny syn Kurt, który porzucił swoją narzeczoną (obecnie wzięła ślub z jego bratem). Rodzina go nienawidzi, bo mężczyzna chce odzyskać swoje. Wieczorem zostaje zamordowany. Bava najlepiej czuje się w gotyckich opowieściach, a jednocześnie jest to mieszanka tajemnicy z horrorem oraz toksyczną miłością z perwersyjnym zabarwieniem. Napięcie (także erotyczne) jest coraz silniejsze, Christopher Lee magnetyzuje, film wygląda przepięknie, zaś finał nadal potrafi zaskoczyć. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Maska szatana (1960) – 8/10

Wydawałoby się, że takie horrory nie potrafią przerazić. Debiut (samodzielny) Bavy to historia dwóch naukowców, którzy – nieświadomie – budzą czarownicę, pragnącą zemsty. Co z tego, że film jest czarno-biały, skoro atmosferę – godną tych ekranizacji dzieł Poego od Cormana – można kroić nożem, jest kilka klimatycznych scen (początkowy proces czarownicy, otwarcie trumny), świetnie poprowadzona kamera, fantastyczne aktorstwo i jedynie muzyka zdradza wiek produkcji. Dla mnie perła w dorobku mistrza. Recenzja tutaj.

Nieobejrzane:
Esther and the King (1960; wersja włoska)
Roy Colt e Winchester Jack (1970)
Baron krwi (1972)
Quante volte… quella notte (1972)
Cani arrabiatti (1974)

Jakim reżyserem był Bava? Przede wszystkim skupionym na stronie plastycznej, co wynika z pasji malarskiej. Gdy wykorzystywał kolor, nasycał nim kadry oraz ożywając klimat gotyckich opowieści. Uważany – zasłużenie – za prekursora włoskiego kina grozy. Chociaż nie wszystkie filmy wytrzymały próbę czasu, filmowiec nadal potrafi zaintrygować, a jego wpływ jest obecny w takich tytułach jak „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”, „Piątek trzynastego II” czy dziełach Dario Argento.

A jak wy oceniacie dorobek Mario Bavy? Oglądaliście jego filmy. Piszcie w komentarzach. Dziękuję blogowi Po napisach, za uczestnictwo w tym kompletnie nieznanym świecie.

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s