Filmowe rozczarowania roku 2025

Nawet jeśli tego nie chcemy, nie da się uniknąć pewnych rozczarowań. Nawet przeglądając opinie innych z Internetu, dzięki czemu unikam absolutnego ścierwa, głównie z platform streamingowych. Jeśli spodziewacie się tu filmów złych, koszmarnych oraz totalnej słabizny w skali 1/10 lub 0/10 – tu ich tu nie ma. Życie jest zbyt krótkie i zbyt cenne, by marnować czas na oglądanie beznadziejnych rzeczy. Tutaj pojawiają się filmy, które bardziej lub mniej mnie zawiodły. Czy to z powodu zbyt dużego hajpu wynikającego z reżysera i/lub obsady, tematu. Czy pewnego partactwa w wykonaniu albo z powodu przerostu ambicji nad talent. Nie są to najgorsze rzeczy (nie używam już tego określenia), ale co najwyżej średniaki z oceną 5/10 albo i mniejszą. Oto pełna lista wstydu:

1. Emilia Perez, reż. Jacques Audiard
2. Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat, reż. Julius Onah
3. Mickey 17, reż. Bong Joon-ho
4. Komora, reż. James Foley
5. Fachowiec, reż. David Ayer
6. Raport Pileckiego, reż. Krzysztof Łukaszewicz
7. Dziadku, wiejemy!, reż. Olga Chajdas
8. Superman III, reż. Richard Lester
9. Superman IV, reż. Sidney J. Furie
10. Kokainowy miś, reż. Elizabeth Banks
11. Misja na Marsa, reż. Brian De Palma
12. Różowy cadillac, reż. Buddy Van Horn
13. Ocean’s Eleven, reż. Lewis Milestone
14. Trick, reż. Jan Hryniak
15. Złoto, reż. Wojciech Jerzy Has
16. Chopin, Chopin!, reż. Michał Kwieciński
17. Uwięzieni w kosmosie, reż. John Sturges
18. Osobisty pamiętnik grzesznika… przez niego samego spisany, reż. Wojciech Jerzy Has
19. Anakonda, reż. Luis Llosa

Oj, chyba dawno nie było tak dużo zawodów odkąd prowadzę tego bloga. Co tylko pokazuje jak pewną nieobliczalnością jest tworzenie filmów. Nie ma tu nic pewnego, co może być zarówno zaletą, jak i wadą. Czy będzie w 2026 roku mniej wpadek, kiksów oraz rozczarowań? Przekonamy się.

Radosław Ostrowski

Najlepsze filmy roku 2025

Jakiż był rok 2025 w kinie? Dla mnie to był o wiele większy okres oglądania klasyki na dużym ekranie – zarówno tej już mi znanej jak „Siedem”, „Amelia”, „Mulholland Drive”, „Dzień świra” czy niedawno „Ojciec chrzestny” – ale też odkrywając po raz pierwszy takie perełki w stylu „Stop Making Sense” oraz „Amadeusza”. Po części dzięki takim inicjatywom kina powoli zaczynają ożywać, a ja mam dodatkową zachętę. Sam jednak byłem bardzo pozytywnie zaskoczony ilością dobrych filmów polskich. Od bardzo czarującej oraz rozbrajająco uroczej „Światłoczułej” przez psychologiczną grę w „Utracie równowagi” po bardzo mroczny „Dom dobry”. O „Dziewczynie z igłą” nie wspominam, bo… ten film już widziałem w 2024 roku. A jeszcze szperając po starociach wygrzebałem parę nieoczywistości.

Obecne poniżej filmy zostały przeze mnie ocenione na przynajmniej 8/10, a jeśli chcecie poznać moją opinię, wystarczy kliknąć w link do recenzji. Całość jest ułożona chronologicznie od stycznia, bez rankingów. A jeśli jakiego tytułu tu nie ma, są dwie opcje: albo mi się nie spodobał tak bardzo, albo po prostu go nie widziałem. Tyle słowem wstępu, więc bierzcie i patrzcie na to wszyscy.

1. Stop Making Sense, reż. Jonathan Demme
2. Bezdroża, reż. Alexander Payne
3. Światłoczuła, reż. Tadeusz Śliwa
4. Dog Man, reż. Peter Hastings
5. The Brutalist, reż. Brady Corbet
6. Nosferatu, reż. Robert Eggers
7. To nie mój film, reż. Maria Zbąska
8. Ronin, reż. John Frankenheimer
9. Mulholland Drive, reż. David Lynch
10. Grzesznicy, reż. Ryan Coogler
11. Rambo: Pierwsza krew, reż. Ted Kotcheff
12. Genialny klan, reż. Wes Anderson
13. Surfer, reż. Lorcan Finnegan
14. Dom zły, reż. Wojciech Smarzowski
15. Lilo i Stitch, reż. Dean Fleischer Camp
16. Utrata równowagi, reż. Korek Bojanowski
17. Tajemniczy ogród, reż. Agnieszka Holland
18. Prosta historia, reż. David Lynch
19. Materialiści, reż. Celine Song
20. F1: Film, reż. Joseph Kosinski
21. Chip i Dale: Brygada RR, reż. Akiva Schaffer
22. Follemente. W tym szaleństwie jest metoda, reż. Paolo Genovese
23. Wojna, reż. Alex Garland, Ray Mendoza
24. Pan Wilk i spółka 2, reż. Pierre Perifel
25. Naga broń, reż. Akiva Schaffer
26. Zniknięcia, reż. Zach Gregger
27. Chinatown, reż. Roman Polański
28. Amadeusz, reż. Milos Forman
29. Pętla, reż. Wojciech Jerzy Has
30. Pożegnania, reż. Wojciech Jerzy Has
31. To był zwykły przypadek, reż. Jafar Panahi
32. Cinema Paradiso, reż. Giuseppe Tornatore
33. Wielki marsz, reż. Francis Lawrence
34. Jak być kochaną, reż. Wojciech Jerzy Has
35. Ostatni wiking, reż. Anders Thomas Jensen
36. Szyfry, reż. Wojciech Jerzy Has
37. Zbieg z Alcatraz, reż. John Boorman
38. Lalka, reż. Wojciech Jerzy Has
39. Na rozkaz serca, reż. Michael Apted
40. Franz Kafka, reż. Agnieszka Holland
41. Sanatorium pod Klepsydrą, reż. Wojciech Jerzy Has
42. Nieciekawa historia, reż. Wojciech Jerzy Has
43. Bugonia, reż. Yorgos Lanthimos
44. Predator: Pogromca zabójców, reż. Dan Trachtenberg
45. Ministranci, reż. Piotr Domalewski
46. Zwierzogród 2, reż. Jared Bush & Byron Howard
47. Dom dobry, reż. Wojciech Smarzowski
48. Rękopis znaleziony w Saragossie, reż. Wojciech Jerzy Has
49. Błysk diamentu śmierci, reż. Helene Cattet & Bruno Forzani
50. Wielki Marty, reż. Josh Safdie

Dawno nie miałem tak długiej listy tak imponujących filmów. Także pierwszy raz od dawna zrobiłem ranking filmografii reżysera, co chyba się wielu spodobało. Pozostaje mi mieć nadzieję, że rok 2026 będzie równie bogaty albo równie bogatszym doświadczeniem filmowym.

Radosław Ostrowski

Najlepsze filmy roku 2024

Rok 2024 był jednym z najlepszych doświadczeń filmowych. Rozczarowań i zawodów było o wiele mniej, ale z drugiej strony oglądałem zaskakująco niewiele rzeczy w domu. A także zaniedbałem bloga oraz recenzowanie, z przyczyn nie do końca zależnych ode mnie. Mam nadzieję, że moje wahania nastrojów ustabilizują się oraz nieobecne tu recenzje wypłyną niedługo (jak je rozkopię i podszlifuje). A było co oglądać, głównie z trójkąta: Europa-USA-Polska (bo Polska to osobny kontynent, prawda?), śmielej otwierając się na inne gatunki (głównie horror und groza, co mnie bardzo zaskoczyło) oraz dając sporo szans mniej znanym reżyserom. A także pojawiły się dwa filmy ocenione maksymalną notą, co nie zdarzyło mi się dawno oraz kilka mocnych uderzeń prosto w twarz. Nie dosłownie.

Obecne poniżej tytuły ułożone są w kolejności chronologicznej od stycznia do grudnia tego roku i otrzymały co najmniej 8/10.

1. Kos, reż. Paweł Maślona
2. Znachor, reż. Michał Gazda
3. Bunt przed sądem wojennym, reż. William Friedkin
4. Biedne istoty, reż. Yorgos Lanthimos
5. Pies i Robot, reż. Pablo Berger
6. Nimona, reż. Nick Bruno, Troy Quane
7. Amerykańska fikcja, reż. Cord Jefferson
8. Bracia ze stali, reż. Sean Durkin
9. Szczurołap, reż. Wes Anderson
10. Diuna: część druga, reż. Denis Villeneuve
11. Strefa interesów, reż. Jonathan Glazer
12. Przyznaj się, Fletch, reż. Greg Mottola
13. Gdy rodzi się zło, reż. Demian Rugna
14. Bękart, reż. Nikolaj Arcel
15. Pokój nauczycielski, reż. Ilker Catak
16. Civil War, reż. Alex Garland
17. Challengers, reż. Luca Guadagnino
18. Pigułki dla Aurelii, reż. Stanisław Lenartowicz
19. Furiosa: Saga Mad Max, reż. George Miller
20. W głowie się nie mieści 2, reż. Kelsey Mann
21. Hrabia Monte Christo, reż. Alexandre de La Patelliere, Matthew Delaporte
22. Bulion i inne namiętności, reż. Anh Hung Tran
23. Obcy: Romulus, reż. Fede Alvarez
24. Czas Apokalipsy: wersja ostateczna, reż. Francis Ford Coppola
25. Strange Darling, reż. J.T. Mollner
26. Pod wulkanem, reż. Damian Kocur
27. Substancja, reż. Coralie Fargeat
28. Dziki robot, reż. Chris Sanders
29. Konklawe, reż. Edward Berger
30. Dziewczyna z igłą, reż. Magnus von Horn
31. Anora, reż. Sean Baker
32. Kneecap. Hip-hopowa rewolucja, reż. Rich Peppiatt
33. Kompletnie nieznany, reż. James Mangold

A jaki będzie rok 2025?? Nie mam żadnych, na które wyczekuje ogromnie niczym fan metalu na nową płytę Slayera, ale zawsze coś może się pojawić. W końcu mają trafić do kin nowe dzieła Luki Guadagnino, Paolo Sorrentino, Bong Joon-Ho, Mike’a Flanagana, Władysława Pasikowskiego, Michała Kwiecińskiego czy Wojciecha Smarzowskiego. Więc jest na co czekać, a co z tego będzie warte uwagi – przekonamy się.

Radosław Ostrowski

Filmowe rozczarowania roku 2024

Jak co roku zawsze obiecuję sobie, że będzie mniej rozczarowań i zawodów niż w poprzednim roku. Ale nigdy nie można być pewnym kto może sprawić zawód. Konsekwentnie pojawia się sporo filmów polskich (nie są to jednak paździerze pokroju filmów Patryka Vegety czy inna polska „komedia”), ale też potrafiły się zawody od twórców raczej solidnych czy pewnych. Te bolały najmocniej, choć ilość jest zbliżona do zeszłorocznego zestawienia. Innymi słowy – całkiem nieźle omijałem niewypały.

Tak jak w przypadku najlepszych filmów tytuły są umieszczone chronologicznie od stycznia do grudnia. Każdy z tych filmów otrzymał ocenę 5,5/10 lub mniej.

1. Maestro, reż. Bradley Cooper
2. Meg 2: Głębia, reż. Ben Wheatley
3. Bob Marley: One Love, reż. Reinaldo Marcus Green
4. Żegnajcie, laleczki, reż. Ethan Coen
5. Czerwone maki, reż. Krzysztof Łukaszewicz
6. Balerina, reż. Chung-hyun Lee
7. Mocny temat, reż. Philip Martin
8. Święty, reż. Sebastian Buttny
9. Matecznik, reż. Grzegorz Mołda
10. Wrobiony, reż. Piotr Śmigasiewicz
11. Supersiostry, reż. Maciej Barczewski
12. Horyzont. Rozdział 1, reż. Kevin Costner
13. Lee. Na własne oczy, reż. Ellen Kuras

Pozostaje mieć nadzieję i życzyć sobie oraz Wam jak najmniejszych filmowych rozczarowań w roku 2025.

Radosław Ostrowski

Konklawe

Konklawe to zlot kardynałów, odbywający się po śmierci papieża w celu wybrania jego następcy. Wszystko dzieje się poza murami Watykanu spowite jest mgłą tajemnicy, do której zewnętrzny świat nie ma dostępu. To budzi pewną fascynację, która działa na wyobraźni twórców. Jednym z nich jest specjalizujący się w thrillerach Robert Harris. Jego powieść postanowił przenieść nie, tak jak ostatnio Roman Polański, tylko opromieniony sukcesem „Na Zachodzie bez zmian” Edward Berger.

Cała historia zaczyna się w momencie śmierci papieża. Zadania przeprowadzenia konklawe otrzymuje sekretarz Kolegium Kardynalskiego, kardynał Lawrence (Ralph Fiennes). Duchowny przechodzi kryzys wiary i wcześniej prosił papieża o rezygnację ze stanowiska, jednak nie została przyjęta. Duchowni są odizolowani od świata zewnętrznego, dzielą się (jak każde duże skupisko ludzi) na dwa różne obozy i czuć, że wybór nie będzie taki łatwy. Ale – ku zaskoczeniu wszystkich – pojawia się nowy kardynał Benitez (Carlos Dietz), którego nominację papież (na co wygląda) trzymał w tajemnicy. To jednak nie jest jedyna niespodzianka podczas tego konklawe.

„Konklawe” chce być nazywane thrillerem politycznym i taką kościelna „Grą o tron”, tylko że nie do końca. Wszystko widzimy tak naprawdę z perspektywy Lawrence’a, przez co wiele rzeczy dzieje się poza kulisami. I jest to broń obosieczna. Z jednej strony razem z nim odkrywamy kolejne tajemnice oraz brudy kilku istotnych „graczy”, co pokazuje sporą sprzeczność. Kościół powinni tworzyć ludzie dążący do doskonałości, tworzą osoby słabe i grzeszne. Niby nic niezwykłego, ale nie myśli się o tym zbyt często. Z drugiej jednak strony, ta intymna perspektywa czyni całość bardziej kontemplacją niż stricte thrillerem. Bardziej jest to zderzenie światopoglądów: bardziej liberalnego i otwartego, który reprezentuje kardynał Bellini (świetny Stanley Tucci) oraz konserwatywnego o twarzy kardynała Tedesco (fantastyczny Sergio Castelitto, który kradnie ekran). Zaś nasz kardynał znajduje się w środku tego konfliktu, próbując się w tym odnaleźć.

Jest tu zaskakująco sporo momentów kontemplacji i wyciszenia, których wielu się nie spodziewałem. Co nie znaczy, że Berger zapomina o napięciu. Niemal pod koniec mamy – dosłownie i w przenośni – bombę, która zmienia wiele. Jednak największą niespodziankę dostajemy pod sam koniec, ale nie zamierzam jej zdradzać. A wszystko jest fantastycznie zagrane. Bardzo stonowany i wyciszony Ralph Fiennes w roli Lawrence’a jest znakomity, pokazując jego zagubienie oraz jednocześnie determinację, silną wolę. Równie wyraziści są Stanley Tucci jako Bellini, wspomniany wcześniej Castelitto i John Lithgow (śliski kardynał Tremblay).

Muszę przyznać, że „Konklawe” było zupełnie innym filmem niż myślałem, ale nadal trafia w punkt. Bardziej skupia się na kwestiach wiary niż polityki, co wielu może odrzucić, lecz pozostaje angażującym i skłaniającym do myślenia dziełem.

8/10

Radosław Ostrowski

Znachor

Dla wielu realizowanie kolejny raz tej samej historii wydaje się stratą czasu i prostym sposobem na łatwy zarobek tanim kosztem. Zwłaszcza jak poprzednik był hit oraz osiągnął status kultowy. Bo nie trzeba niczego nowego wymyślać, tylko znaleźć odpowiednią ekipę, aktorów, a potem liczymy hajs. Prawda? Ale gdyby wszystkie reinterpretacje były takie, mielibyśmy same hity.

Dlatego jak pojawiły się wieści o nowej adaptacji „Znachora” Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, pojawiło się święte oburzenie. Jak można, skoro jest już ta SŁUSZNA I JEDYNA wersja mistrza Hoffmana z 1981 roku? Prawda jest taka, że w sztuce (a kino sztuką potrafi być) każdy twórca może jedno dzieło interpretować na setki lub tysiące sposobów. To nie jest matematyka, że zawsze 2+2 równa się 4. Więc jak sobie ze „Znachorem” poradził reżyser Michał Gazda oraz duet scenarzystów Marcin Baczyński/Mariusz Kuszewski?

Sama historia w ogólnym zarysie jest bez zmian i skupia się wokół profesora Rafała Wilczura (Leszek Lichota) – lekarza jednej z młodych klinik w Warszawie. Właśnie zostaje wybrany szefem nowo powołanego oddziału dla pacjentów z uboższych rodzin, by móc walczyć z ciemnotą, zabobonami i znachorstwem. Ale życie prywatne w jednej chwili kompletnie się sypie. Żona zostawia go z innym facetem, zabierając ze sobą córkę, Marysia. Doktor się załamuje, a próbując znaleźć połowicę zostaje pobity i traci pamięć. 15 lat później włóczy się po prowincji szukając dla siebie miejsca, aż trafia do Radoliszek. Tam trafia do prowadzącej młyn owdowiałej Zośki (Anna Szymańczyk). Do tego samego miasteczka także przybywa już dorosła Marysia (Maria Kowalska), która wpada w oko młodemu hrabiemu Leszkowi Czyńskiemu (Ignacy Liss).

Na pierwszy rzut oka „Znachor” wydaje się trzymać pierwowzoru, ale szczegóły są zgoła inne. Reżyser inaczej rozkłada akcenty, przez co cała historia może bardziej rezonować ze współczesnym widzem. Nadal mamy tutaj człowieka bez pamięci (ale nie zapomniał swoich umiejętności), wątek romantyczny osób z różnych klas społecznych, wreszcie dramatyczną walkę o życie. Jednocześnie wiele istotnych postaci (młynarka Zośka, Marysia, hrabia Czyński) są głębiej zarysowane, dodając większy ciężar emocjonalny. Szczególnie widać to w przypadku naszej młodej parki – Marysi i Leszka, gdzie ona ma o wiele silniejszy charakter, jasno określony cel, nie dając sobie w kaszę dmuchać. Z kolei on początkowo wydaje się lekkoduchem, nie traktującym wszystkiego poważnie, ale do czasu.

Co bardzo mnie zaskoczyło to skala oraz przepych. Widać tutaj, że Netflix nie oszczędzał pieniędzy, bo wrażenie robią zarówno pojazdy (automobile, motocykl, nawet pociąg), scenografia czy kostiumy, a także przepięknie sfilmowane krajobrazy prowincji. Wszystko przyjemnie wygląda oraz brzmi, zarówno w warstwie muzyczne (szczególnie folkowe piosenki w wykonaniu Svahy) oraz bardzo dobrze słyszalnych dialogów. Wszystko płynie tutaj równym tempem, wciągając mimo wiadomego finału. Jedynym dla mnie poważnym zgrzytem był zbyt przyspieszone zakończenie, czyli sceny procesu. Nie miało to aż tak mocnego wydźwięku jak powinno.

Trzeba za to pochwalić obsadę, która w większości radzi sobie bardzo dobrze. Fantastyczny jest zwłaszcza Leszek Lichota, którego Wilczur jest dla mnie najlepszą rolą w jego karierze. Lekarz przede wszystkim z powołania, bardzo utalentowany chirurg, jednak jako znachor jest równie wyrazisty. Szczególnie w oczach widać tą tęsknotą za czymś utraconym, ale w bardzo wyciszony i stonowany. Absolutnie świetna jest Anna Szymańczyk w roli młynarki Zośki – bardzo żywiołowej, energicznej wdowy, zaś duet Maria Kowalska/Ignacy Liss jest absolutnie uroczy. Pewną niespodzianką może być sportretowanie przez Mirosława Haniszewskiego postaci Dobranieckiego. Tutaj jest ukazany jako równie uzdolniony lekarz jak Wilczur, ale jest bardzo mocno skupionym na sobie karierowiczem. A kiedy pojawia się u niego Wilczur jako znachor, wyczuwa w nim zagrożenie dla swojej pozycji. To wielu się nie spodoba i podzieli.

„Znachor” jest przykładem jak zrobić nową wersję znanej opowieści, zachowując także ducha oryginału. Świetnie wykonany technicznie, bardzo dobrze zagrany i napisany. To zdecydowanie jeden z najlepszych polskich filmów zrobionych przez Netflixa oraz przykładem udanego remake’u.

8/10

Radosław Ostrowski

Filmowe rozczarowania roku 2023

Pewnie zaskoczyła was zmiana nazwy, bo ja bardzo rzadko trafiam na najgorsze filmy roku.  Bo niektóre tytuły świadomie omijam jak polskie komedie (niby)romantyczne, produkcje Patryka Vegi (akurat w tym roku żadnej nie było) i jego naśladowców, slashery czy amerykańskie „śmieszne” komedie. Czas każdego z nas jest bardziej cenny i nie warto marnować go na takie ścierwa. Niemniej nie da się takich rzeczy całkowicie ominąć. Na szczęście takie są dość krótkie z paro powodów. Jednym z nich jest albo to, że seanse takich filmów (na moim laptopie) przerywam, jeśli nie jestem w stanie wejść w dany tytuł. Albo nie jestem w stanie nic o nich napisać, co raczej nie świadczy o mnie za dobrze. Będę musiał nad tym popracować albo zacząć dostawać za pisanie o paździerzach hajs.

Tak jak w przypadku najlepszych filmów tytuły są umieszczone chronologicznie od stycznia do grudnia. Każdy z tych filmów otrzymał ocenę 5,5/10 lub mniej. Nie wszystkie zostały zrecenzowane, więc nie będzie do nich linków. W przypadku wyróżnień pojawiają się moje osobiste rozczarowania, choć same tytuły były „zaledwie” niezłe (z jednym wyjątkiem).

1. Ojciec Stu, reż. Rosalind Ross
2. Zadra, reż. Grzegorz Mołda
3. Republika dzieci, reż. Jan Jakub Kolski
4. Imperium światła, reż. Sam Mendes
5. 65, reż. Scott Beck, Bryan Woods
6. W trójkącie, reż. Ruben Ostlund
7. Krew i złoto, reż. Peter Thorwardt – nieudolna, niemiecka próba zrobienia filmu wojennego w stylu Tarantino
8. Operacja: Soulcatcher, reż. Daniel Markowicz
9. Teściowie 2, reż. Kalina Alabrudzińska
10. Poroże, reż. Scott Cooper
11. Kajtek Czarodziej, reż. Magdalena Łazarkiewicz

Wyróżnienie (czyli moje największe zawody):
Duchy Inisherin, reż. Martin McDonagh – przekombinowany dramat, który za bardzo skupia się na symbolice oraz „głębokich” dialogach, przez co kompletnie mnie to nie obchodziło
Indiana Jones i artefakt przeznaczenia, reż. James Mangold – pożegnanie niegodne takiej legendy jak Indy
Doppelganger: Sobowtór, reż. Jan Holoubek – sam jestem zdziwiony, że ten film tu trafił. W połowie ten film traci napięcie, serwując zbyt wiele znajomych klisz kina szpiegowskiego. Poza tym dla mnie wątek człowieka, którego tożsamość została skradziona przez wywiad była o wiele ciekawsza niż szpiegowska działalność.
Napoleon, reż. Ridley Scott – totalny burdel, który chce opowiedzieć o Napoleonie wszystko, a opowiada… nic. Plus kompletnie rozczarowujący Joaquin Phoenix, który jest bardziej zagubiony niż nasz rząd.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że w nadchodzącym roku ta lista nie będzie dłuższa niż ta. Ale czy tak się uda – przekonamy się za rok.

Radosław Ostrowski

Najlepsze filmy roku 2023

Rok 2023 filmowo był strasznie… nierówny. Z jednej strony więcej czasu spędziłem w kinie, co mnie bardzo cieszyło. Z drugiej jednak wiele oczekiwanych przeze mnie filmów bardziej lub mniej zawiodło. Do tego stopnia, że myślałem o rzuceniu tego bloga i pizdu. Jednak po drodze pojawiła się masa niespodzianek, głównie spośród kameralnych, bardziej niezależnych produkcji. Nie wszystko jednak udało mi się zobaczyć, czy to z powodu braku premiery w moim mieście, niezgrania z terminami, choróbska itp. Tak samo nie obejrzałem zbyt wielu seriali, a kupka wstydu z kolejnymi tytułami tylko się powiększa. Będę musiał sobie jakoś z tym poradzić, ale to już inna sprawa.
Obecne poniżej tytuły ułożone są w kolejności chronologicznej od stycznia do grudnia tego roku i otrzymały co najmniej 8/10 lub wyżej. 

1. Trzy dni Kondora, reż. Sydney Pollack
2. Pele, reż. Ben Nicholas & David Tryhorn
3. Fabelmanowie, reż. Steven Spielberg
4. Kot w butach: Ostatnie życzenie, reż. Joel Crawford, Januel Mercado
5. Na Zachodzie bez zmian, reż. Edward Berger
6. Niebezpieczni dżentelmeni, reż. Maciej Kawalski
7. Babilon, reż. Damien Chazelle
8. Dzień świstaka, reż. Harold Ramis
9. Aftersun, reż. Charlotte Wells
10. Filipreż. Michał Kwieciński
11. Robin Hood: Faceci w rajtuzach, reż. Mel Brooks
12. Włoska robota, reż. Peter Collinson
13. John Wick 4, reż. Chad Stahelski
14. Sundown, reż. Michel Franco
15. Jestem otchłanią, reż. Donato Carrisi
16. Sisu, reż. Jarmali Helander
17. Strażnicy Galaktyki: Volume 3, reż. James Gunn
18. Aida, reż. Jasmila Zbanić
19. De Palma, reż. Noah Baumbach, Jake Paltrow
20. Niezwykła wędrówka Harolda Fry, reż. Hettie Macdonald
21. Dziwny świat, reż. Don Hall, Qui Nguyen
22. Tyler Rake II, reż. Sam Hargrave
23. Mission: Impossible – Dead Reckoning Part One, reż. Christopher McQuarrie
24. Oppenheimer, reż. Christopher Nolan
25. Barbie, reż. Greta Gerwig
26. Wojownicze Żółwie Ninja: Zmutowany chaos, reż. Jeff Rowe, Kyler Spears
27. Francuski łącznik, reż. William Friedkin
28. Reality, reż. Tina Satter
29. Gran Turismo, reż. Neill Blomkamp
30. Patton, reż. Franklin J. Schaffner
31. Śubuk, reż. Jacek Lusiński
32. Poprzednie życie, reż. Celine Song
33. Sergio Leone – Włoch, który wynalazł Amerykę, reż. Francesco Zippel
34. Urodzeni mordercy, reż. Oliver Stone
35. Chłopi, reż. Dorota Kobiela, Hugh Weelcham
36. F/X, reż. Robert Mandel
37. Zabójca, reż. David Fincher
38. Królestwo niebieskie – wersja reżyserska, reż. Ridley Scott

Sporo tego, prawda? Choć jednak mam wrażenie, że rok temu było tego więcej. Czego życzyłbym sobie i wam w nowym 2024 roku? O wiele więcej spokoju w tym zwariowanym chaosie jaki trwa już od 3 lat, zdrowia, szczęścia, pomyślności oraz znakomitych filmów i seriali do obejrzenia. 

Radosław Ostrowski

Anon

Kolejne SF ze stajni Netflix, gdzie znajduje się morze kina gatunkowego różnej jakości. Przeważnie jest to śmieciowe kino klasy B zrobione po taniości. Ale czasem potrafi być parę niezłych rzeczy, co potrzeba film z 2017 roku „Anon”.

Akcja toczy się w futurystycznej przyszłości, gdzie wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Prywatność praktycznie nie istnieje, a każdy ma w oku zamontowany coś jakby komputer, kamerę i sprzęt do rozpoznawania przedmiotów. Skoro wszystko jest na widoku, przestępczość jest więcej niż łatwa do wykrycia. W takim świecie żyje detektyw Sal Frieland (Clive Owen) – mężczyzna w średnim wieku, wyrwany niemal z czarnego kryminału. Ale też pojawiają się tzw. duchy, czyli osoby nie zostawiające żadnych cyfrowych śladów, a nawet potrafi wymazać się z obrazów. I właśnie detektyw wpada na trop takiego ducha, zaś w mieście dochodzi do tajemniczych morderstw. Bo zabójca wymazuje się z obrazu, przez co jest nie do namierzenia. By wpaść na jej trop detektyw decyduje się na podstęp.

Za „Anon” odpowiada Andrew Niccol, który na przełomie wieków tworzył olśniewające rzeczy jako scenarzysta („Truman Show”) oraz reżyser („Gattaca”). Z czasem jednak zaczynał popadać w zapomnienie i od czasu „Pana życia i śmierci” nie zrobił niczego wartego uwagi. „Anon” wydawał się szansą na powrót do formy. Ale ten powrót jest zaledwie połowicznie. To, co zdecydowanie się tutaj udało to wizja świata, która spokojnie mogłaby się znaleźć w serii „Czarne lustro”. Stała obserwacja, gdzie oko pełni rolę kamery, komputera, nawet albumu fotograficznego, by zachować pełną transparentność. Każdy ukrywający swoją tożsamość, czyli wszelkiej maści hakerzy są traktowani jako zagrożenie. Wszystko filmowane jest z użyciem nietypowych kątów, ujęć z góry oraz – w scenach POV – innego formatu obrazu. I to czyni całość interesującym doświadczeniem, z paroma cholernie budującymi napięcie scenami (pościg za zabójcą na dworcu metra).

Ale sama historia zaczyna gdzieś w połowie wywołać znużenie, zaś sama intryga zaczyna się rozłazić. Niccol niby próbuje zaserwować parę zaskoczeń (obecność osoby trzeciej czy włam do oka Sala, gdzie miesza mu to, co widzi) łącznie z tożsamością zabójcy, jednak gdzieś zaczyna to wszystko iść w oczywistych rejonach gatunku thrillera. „Anon” brakuje swojej własnej tożsamości, zaś sam finał nie do końca satysfakcjonuje. Jakby poza konceptem oraz wizualną estetyką nie było zbyt wiele do zaoferowania.

To, co mnie najbardziej trzymało w ryzach to cholernie dobry Clive Owen. Niby postać znajoma dla tego gatunku, czyli dobry gliniarz z udręczoną przeszłością i wpadający w króliczą norę, ale aktorowi udaje się ożywić ten znajomy schemat. Jak łączy ze sobą kropki czy w scenach, gdzie nie może ufać swoim oczom to jedne z najlepszych scen. Równie dobra jest Amanda Seyfried jako tajemnicza dziewczyna bez przeszłości i mocnymi umiejętnościami hakerskimi. Czy to ona stoi za morderstwami, czy jest osobą chcącą tylko bycia niewidzialną w świecie, gdzie wszystko jest na widoku. Bardzo enigmatyczna i frapująca postać, której motywacja pozostaje tajemnicą do końca.

„Amon” jest całkiem niezłym thrillerem SF z o wiele ciekawszym konceptem na świat przedstawiony niż intrygą. Chciałoby się lepiej poznać całą tą rzeczywistość i jak doszło do stworzenia tego miejsca niż podążać za zbyt znajomymi tropami thrillera.

6/10

Radosław Ostrowski

Chłopi

Chyba nie trzeba przedstawiać powieści Władysława Reymonta, która otrzymała literacką Nagrodę Nobla, była (przynajmniej za moich czasów) lekturą szkolną oraz została zekranizowana w latach 70. przez Jana Rybkowskiego. Teraz z tym sporym kawałem literatury postanowili się zmierzyć Dorota Kobiela i Hugh Welchman, czyli twórcy animowanego „Twojego Vincenta”. Wiec chyba wiadomo w jakiej formie wzięli się za „Chłopów”.

Fabuła w zasadzie trzyma się pierwowzoru, czyli nadal jesteśmy w XIX-wiecznej wsi Lipce i nadal skupia się wokół trójki postaci – Macieja Boryny, jego syna Antka oraz Jagny Paczesiówny. Pierwszy jest gospodarzem, co posiada największy majątek na wsi i darzony jest szacunkiem gromady. Syn nadal mieszka ze swoją rodziną w domu ojca, co prowadzi do strego konfliktu. No i pośrodku jest ta młoda dziewczyna, co bierze ślub z tym pierwszym, choć bardziej kocha tego drugiego. Na przestrzeni jednego roku może wydarzyć się wszystko i dzieje się.

Jeśli spodziewacie się zaskoczeń czy zmian fabularnych, to raczej nie macie tu czego szukać. Jest to skondensowane do dwóch godzin i pozbawiona (wielu) wątków pobocznych portret wsi. I jest on pełen sprzeczności: z jednej strony pełen barwnych obyczajów (wesele Boryny, przyjście kolędników), ale z drugiej to walka o przetrwanie, o ziemię. Tutaj liczy się prawo silniejszego, gdzie każdy czeka na upadek największego, zaś bronią są plotki, koneksje. Zaś ślub jest w zasadzie interesem i szansą na wzbogacenie się. Piękne stroje i przyroda, śpiewy i tańce, a z drugiej piach, błoto i codzienna praca na polu. Niemniej twórcy trochę inaczej kładą akcenty, a także zmieniają wydźwięk zakończenia, co wielu może wkurzyć.

Tak jak „Twój Vincent” film został zrobiony animacją malarską z drobnym wsparciem komputera i robi to piorunujące wrażenie. Tym razem inspiracją byli polscy malarze przełomu wieków, ze wskazaniem na Józefa Chełmońskiego i Leona Wyczółkowskiego. Sceny przyrodnicze, przejścia między kolejnymi porami roku są wręcz zachwycające. Tam samo jak weselnego tańca Jagny czy ataku chłopów na drwali rąbiących las. Aczkolwiek muszę zauważyć, że czasem tło czy szczegóły potrafią być bardzo niewyraźne. Wszystko okraszone bardzo etniczną muzyką rapera L.U.C-a, która podbija klimat całości.

No i nie można wspomnieć o aktorach, którzy dokładają sporą cegiełkę. Największe wrażenie zrobił na mnie Mirosław Baka w roli Macieja Boryny. Z jednej strony to pełen energii gospodarz, co chce dobrze, ale bywa w tym dość szorstki i egoistyczny, trzymający twardą ręką domostwo. Im dalej w las, tym postać zaczynała nabierać nowych warstw i kolorów. Dawno nie widziałem tego aktora w tak mięsistej postaci. Równie wyrazisty jest Robert Gulaczyk jako Antek – bardziej porywczy i sfrustrowany facet, dla którego ważniejsza jest jego duma. Na jego twarzy maluje się masa skrajnych emocji, a sam przypominał tykającą bombę, co może w każdej chwili wybuchnąć. Ale tak naprawdę sercem jest Kamila Urzędowska, czyli Jagna – zawieszona między nastolatką/dzieckiem (robienie wycinanek) a wchodzącą w dorosłe życie młodą kobietą. Dziwne połączenie naiwności, obojętności i budzącego się seksapilu, ale też – co wielu na pewno zaskoczy – zagubienia oraz niedopasowania do świata i jego reguł. Bardzo odświeżająca interpretacja, choć nie wszystkim przypadnie do gustu. Do tego dostajemy bardzo bogate i wyraziste postacie drugoplanowe: od złośliwie komentującej Jagustynki (dawno nie widziana Dorota Stalińska) przez wójta i jego żonę (Andrzej Konopka, Sonia Bohosiewicz) aż po Hankę (Sonia Mietielica).

Czy gdyby „Chłopi” zostaliby zrobieni w formie aktorskiej zrobiliby takie wrażenie? Moim zdaniem nie. Animacja jest o wiele bardziej dopieszczona niż w „Twoim Vincencie”, historia angażuje i nabiera nowych znaczeń oraz kontekstów. To niemal ekstaza dla kinomanów, którą trzeba przeżyć.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski