Pierwszy reformowany

Pierwszy Kościół reformowany znajduje się gdzieś w stanie Nowy Jork, chociaż bardziej pełni on rolę muzeum czy sklepu z pamiątkami, zaś msze odbywają się bardzo rzadko. I to tutaj trafia wielebny Ernst Toller – duchowny z dość mroczną przeszłością. Duchowny postanawia w ciągu roku pisać dziennik, w którym szczerze opisze swój dzień, przemyślenia oraz dylematy. Ale zapalnikiem do zmian staje się poznane małżeństwo Mary i Michaela – ona jest w ciąży, on jest zaangażowanym ekologiem z radykalnymi poglądami. Duchowny próbuje mu pomóc, jednak wszystko kończy się samobójstwem mężczyzny.

first_reformed1

Paul Schrader jako reżyser nie odniósł może takich sukcesów jak scenarzysta, niemniej próbuje wrócić na dobre tory. Jego nowe dzieło to troszkę taka współczesna wariacja najsłynniejszego skryptu – „Taksówkarza”, tylko że Travis nosi sutannę. Sama historia toczy się bardzo powolnym, dla wielu wręcz sennym tempem, gdzie widzimy Tollera, który albo się dzieli swoimi przemyśleniami (spisując je, modląc się albo będąc w swoim pokoju), albo wchodzi w interakcje z innymi ludźmi. To wszystko buduje bardzo specyficzny klimat, podkręcony monochromatycznymi barwami oraz obrazem w formacie 4:3 (bardzo wąskie kadry, wręcz ciasne). A jednocześnie próbujemy rozgryźć naszego duchownego. Z jednej strony jest to osoba z bardzo bolesną przeszłością (śmierć syna, rozpad małżeństwa, choroba, alkoholizm), nie pozbawiony jednak empatii oraz wrażliwości, z drugiej jednak strony to cierpienie chyba sprawia mu frajdę i zaczyna się coraz bardziej oddalać od innych. Jego poglądy zaczynają ewoluować w kierunku, jaki miała ofiara, czyli sprzeciwu wobec niszczenia Ziemi, a klincz staje się cięższy, gdy wielebny odkrywa, że sponsor 250-lecia kościoła jest powiązany z rynkiem antyekologicznym.

first_reformed2

Reżyser wykorzystuje kilka wątków (wątek ekologiczny, kwestia poświęcenia dla swoich wartości, romans oraz wątpliwości duchownego), by z jednej strony skupić się na pewnych problemach współczesnego duchowieństwa, z drugiej znowu się przygląda ciemnej stronie człowieka. W którym momencie zaczyna się fanatyzm, jaki jest sens ludzkiego cierpienia. W pewnym momencie zacząłem dostrzegać, że wielebny zwyczajnie oszukuje. Nawet pisząc dziennik (który i tak po napisaniu ma być zniszczony), nie jest ze sobą szczery, bo narracja z offu, niekoniecznie się pokrywa z tym, co widać (o wstaniu trzeźwym, gdy widzimy jak w nocy popija łyskacza). Im bliżej finału, tym bardziej Schrader pozwala sobie na oniryczne momenty, choć mogą one wprawić w konsternację (intymniejszy kontakt duchownego z Mary, gdzie para „odlatuje” poza pokój i lata… nad górami). Zaś zakończenie przypomina dość brutalną prawdę, że nawet ksiądz jest tylko człowiekiem.

first_reformed3

Sprzeczności duchownego bardzo dobrze wygrywa Ethan Hawke, który jednym spojrzeniem mówi więcej niż słowami, a postać Tollera przez cały film pozostaje enigmą. Równie zaskakujący jest Cedrik the Entertainer w roli pastora, który stara się pomagać Tollerowi i wesprzeć go w trudnych chwilach. Troszkę słabiej wypada Amanda Seyfried (Mary), w której romans było mi bardzo trudno uwierzyć. Być może wynika to z faktu, że ten wątek był nie najlepiej napisany, przez co aktorzy mieli związane ręce.

„First Reformed” nie jest wielkim powrotem Schradera do wielkiej formy, ale to silna próba rehabilitacji po ostatnich filmach. Reżyser nadal prowokuje, niebezpiecznie balansuje na granicy kiczu, jednak nie przekracza jej. Bardzo wymagający, ciężki film, który na pewno zostaje w pamięci.

7/10

Radosław Ostrowski

Basia Hetmańska – EP

ep-w-iext52965064

Czy komuś z obecnych mówi nazwisko Basia Hetmańska? Pewnie niewielu, wcześniej znana jako Candy Girl, wokalistka postanowiła się odciąć od swojego dotychczasowego dorobku. Już pod własnym nazwiskiem, wsparta przez producenta Michała Kusha (współpraca z Darią Zawiałow), wydała EP-kę ze swoim nowym wcieleniem. Jak to wypada?

Jest to przesiąknięta elektroniką muzyka taneczna. I to czuć od otwierającego całość “Słonia”, pełnego różnego rodzaju dźwięków perkusyjnych, zapętlonych klawiszy, cykaczy, a nawet lekko orientalnych naleciałości, co może doprowadzić do przesytu. Z drugiej potrafi za to uzależnić od każdego odsłuchu. Bardziej pulsujący oraz idący ku wręcz hip-hopowym dźwięków przechodzi “Trouble” z surową perkusją oraz (przynajmniej na początku) ciepłymi dźwiękami klawiszy. Ale gdy wchodzi refren, zaczyna robić się ciekawie, bo tło zaczyna wręcz wirować. Jeśli szukacie jakiegoś przyjemnego bujania, to “Supernatural” jest idealne dla was. Chociaż wybijające się z tła pojedyncze wrzaski mogą wybić, by w refrenie uderzyć perkusyjnymi przeszkadzajkami oraz bardziej nastrojowy, wręcz lekko “karaibski” “Given Up on Love”, brzmiący najmniej eksperymentalnie. Wtedy można odczuć pewne rozluźnienie oraz bardziej liryczne oblicze całości, kontynuowana przez niemal pianistyczne “Thin Line I Walk”.

Sam wokal Hetmańskiej wydaje się bardzo delikatny I początkowo można odnieść wrażenie, że muzyka wręcz go dusi, przytłacza. Ale “Słoń” jest tylko podpuchą, bo wokalistka nie tylko płynnie nawija po angielsku, to wręcz płynie na dźwiękach, nawet jeśli mamy pewne poczucie déjà vu. Niemniej EP-ka jako nowe rozdanie w karierze wokalistki sprawdza się dobrze, intrygując aż do końca.

7/10

Radosław Ostrowski

Last Flag Flying

Pamiętacie taki film „Ostatnie zadanie”? Marzył mi się sequel, by poznać dalsze losy Buddasky’ego, Meadowsa oraz Mulhalla. I niedawno powstała kontynuacja, chociaż bohaterowie mają inne nazwiska, zaś ich losy są lekko zmodyfikowane. Hal Ashby nie mógł już tego nakręcić, więc na jego miejsce wskoczył Richard Linklater, aktorzy też są inni, lecz klimat troszkę podobny.

Jest rok 2003, trwa wojna w Iraku. Sal Nealon obecnie prowadzi bar, choć wcześniej był sierżantem, Larry „Doc” Sheppard był medykiem, zaś obecnie prowadzi sklep, a Muhlens został kapłanem. Dawniej wszyscy trzej służyli w Wietnamie, lecz nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Jednak los znowu łączy tych bohaterów. Doc prosi swoich dawnych towarzyszy o udział w pogrzebie swojego syna, który zginął w Iraku. Tylko, czy panowie będą w stanie pomóc?

last_flag_flying1

Linklater bardzo zaskakuje filmem, który jest – tak jak oryginał – bardzo wyciszonym, spokojnym tempem, pozwalając na wiele refleksji. I też jest kinem drogi, gdzie bohaterowie poznają się na nowo – już troszkę bardziej doświadczonych, bardziej dojrzałych (nawet Sal) oraz prześladowanych przez pewne własne demony (pewien nieprzyjemny epizod z wojny). Czy udaje im się odbudować dawną więź? Klimat ociera się o nostalgię, nie brakuje wspomnień z przeszłości oraz prób zrozumienia obecnych czasów, z telefonami komórkowymi, schwytaniem Saddama, a także pewnym bilansem życia. Reżyser nie boi się pokazać instytucji armii w niezbyt pozytywnym śledztwie (kłamstwa w sprawie śmierci, manipulacja co do intencji wysyłania poza kraj), chociaż nie atakuje samych żołnierzy czy weteranów i ich poświęcenia, służby. Zero-jedynkowa wizja świata nie interesuje twórcy.

last_flag_flying2

Mimo, że film jest pozbawiony jakichś technicznych fajerwerków, konstrukcja opowieści może wydawać się troszkę rwana (najważniejsza jest sama podróż, chociaż żałoba po stracie bliskiego jest obecna cały czas), jednak historia zwyczajnie potrafi poruszyć, wzruszyć (składanie flagi czy wizyta u matki poległego kumpla) oraz zastanowić. Jednak film nie jest przyciężkim dramatem i udaje się rozładować sytuację humorem, niepozbawionym ironii oraz złośliwości (rozmowa o Eminemie czy dyskusja z religią w tle), pozwalając utrzymać opowieść w lżejszym tonie.

last_flag_flying3

Ale tak naprawdę ten film nakręca fantastyczne trio aktorskie. Kolejny raz zaskakuje Steve Carrell, który w roli Doca wydaje się najbardziej wyciszonym z całej trójki. Mówi bardzo niewiele, sprawia wrażenie jakby nieobecnego, ale wszystkie emocje malują się na tej pozornie spokojnej twarzy. Między siłą spokoju, a gwałtowną ekspresją balansuje Laurence Fishburne (Mullins) – mieszanka opanowanego księdza, poruszającego się o lasce, a dawnego wojskowego, potrafiącego rzucić mięchem. I nie wywołuje to zgrzytu. Ale tak naprawdę całość kradnie rewelacyjny, szarżujący w sposób kontrolowany Bryan Cranston. Sal w jego wykonaniu na początku sprawia wrażenie najmniej odpowiedzialnego (działa czasem spontanicznie, lubi wypić i jest najbardziej cyniczny), jednak on wydaje się mieć w miarę silny kręgosłup w sprawach lojalności. Jest on też chyba najbardziej stąpającym po ziemi bohaterem („Moja przyszłość jest już za mną”), potrafiący wzbudzić sympatię od razu.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczonym tym nieoficjalnym sequelem „Ostatniego zadania”, które dorównało poziomem oryginału. Film Linklatera też jest portretem swojej epoki tuż po 11 września, ale też pokazuje bohaterów powoli wchodzących w smugę cienia. Mimo powagi tematu oraz emocjonalnego ciężaru, pozwala rozładować klimat humorem. Czyżby miał zostać nowym klasykiem?

8/10 

Radosław Ostrowski

Ostatnie zadanie

W wojsku nie zawsze panuje porządek, a ci najbardziej „lubiani” dostają czasem najbardziej parszywe zadanie. Tak się przytrafiło dwóm podoficerom marynarki – Mulhall oraz Buddawsky, którzy czekają na swoje rozkazy. Dostają zadanie odeskortowanie dawnego marynarza do więzienia w Pittsburghu. Meadows dostał 8 lat za kradzież, a zadanie odeskortowania wydaje się bardzo proste.

ostatnie_zadanie1

Hal Ashby, opromieniony sukcesem „Harolda i Maude”, tym razem serwuje słodko-gorzkie kino drogi z wojskiem w tle. Bo co może się wydarzyć w drodze z bazy do wojskowego więzienia? Skazaniec jest potulny jak baranek, nie chce nigdzie uciec i jest strasznie młodym chłopakiem. Mulhall z Buddawsky’m to już stare wygi, co niejedno widzieli i niejedno słyszeli, chociaż nawet ich dotykają wojskowe absurdy biurokratyczne. Ale ta cała podróż staje się dla każdego z tej trójki nowym doświadczeniem, tworząc bardzo zaskakującą więź. Jednak cała ta wędrówka jest dla reżysera jedynie pretekstem do pokazania ówczesnego świata: przydrożnych barów, dworcowych toalet, hoteli, domów publicznych, a nawet zebrania religijnych pasjonatów. Wszystko to wygląda w niemal paradokumentalnym stylu, dodającym realizmu. Pozornie wolne tempo oraz porzucenie kwestii nie działa w żadnym wypadku usypiająco.

ostatnie_zadanie2

Sama historia pokazana jest bardziej delikatnie, pokazując dość wielką siłę przyjaźni w tym całym brutalnym świecie. Granica między aresztantem a konwojentami zaczyna się coraz bardziej zacierać. Mul z Buddym stają się przewodnikami dla Meadowsa – wycofanego, niemal posłusznego, cichego faceta przyjmującego los takim, jaki jest. Panowie serwują mu pierwszy raz z kobietą, zaprowadzają nawet do matki, razem popijają piwo i zaczynają się coraz bardziej poznawać. Ale czy Meadows nie spróbuje nawiać, wykorzystując okazję? Na to pytanie poznacie odpowiedź, oglądając ten film.

Ashby nie tylko pewnie opowiada historię, nie zapominając o odrobinie humoru, lecz także dzięki fantastycznemu aktorstwo. Bryluje rewelacyjny Jack Nicholson w roli Buddasky’ego – lekko porywczego (tylko lekko), bardzo zadziornego wojaka, szanującego lojalność. Bywa lekko cyniczny, jednak jest dobrym kompanem. Tak samo Otis Young (Mulhall), z którym tworzy bardzo wyrazisty duet, który przeszedł wiele. Za to największą niespodzianką jest Randy Quaid. Aktor kojarzony głównie z serią o rodzinie Griswaldów, fantastycznie portretuje wycofanego, nieśmiałego, przytłumionego chłopaka pełnego lęków, powoli zmieniającego się podczas podróży. Czy poradzi sobie w więzieniu? Na pewno zapamięta tą wycieczkę na długo.

„Ostatnie zadanie” ma wszystkie elementy kina drogi, ale mimo wielu lat na karku, pozostaje wciągającym komediodramatem z kapitalnym aktorstwem, świetnymi dialogami oraz poruszającymi postaciami, które zostają w pamięci na długo. Aż chciałoby się zobaczyć sequel.

8/10

Radosław Ostrowski

Machina wojenna

Wojna nigdy się nie zmienia. Zawsze była kreowana przez polityków oraz wojskowych, marzących o glorii i chwale, zaś dla cywili oraz zwykłych żołnierzy ma tyle sensu, co szukanie min za pomocą patyka. Kimś takim był generał Glen McMahon – wojskowy idealista, który ma dowodzić wojskami koalicji w Iraku, podczas 8 roku trwania wojny. Tylko, czy ona jeszcze ma sens?

Produkcja Netflixa z zeszłego roku zrobiła spory szum i to z kilku powodów. Film Davida Michoda, twórcy „Królestwa zwierząt” oparty jest na książce dziennikarza Rolling Stone, Michaela Hastingsa o generale Stanleyu McCrystalu oraz jego świcie. Autor parę tygodni po publikacji zginął w niejasnych okolicznościach, generał został zdymisjonowany i przeszedł na emeryturę, zaś członkowie jego świty pełnią ważne funkcje w Białym Domu. Do tego udało się zaangażować Brada Pitta do głównej roli, a także był producentem całości. W założeniu miała to być satyra na wojskowe myślenie, które jest bardzo mocno oderwane od rzeczywistości, że już bardziej się nie da. Wszelkie rozmowy z urzędnikami (zwłaszcza wiceprezydentem), konferencje prasowe czy innymi wojskowymi, nie potrafiącymi zrozumieć całej nowej filozofii z jednej strony potrafią rozśmieszyć. Z drugiej strony im dalej w las, tym bardziej ten śmiech zaczyna tkwić w gardle.

machina_wojenna1

Reżyser miesza tutaj poważne momenty z bardziej groteskowymi wydarzeniami. Kolejne wizyty w prowincji mające przekonać lokalnych ludzi, że jesteśmy tutaj jako pomocna dłoń (czemu hodują konopie zamiast bawełny) czy z żołnierzami z innych baz potrafią uderzyć. Tak samo jak wizyty u ciągle chorującego prezydenta Karzaja, uświadamiającemu dowódcy, iż jest on jedynie marionetką. Jednak prawdziwy dramat widzimy podczas akcji żołnierzy, gdzie dochodzi do strzelaniny i giną cywile. Przez cały czas przewija się tutaj jedno pytanie: jaki jeszcze sens ma wojna w Iraku? Wojna, gdzie nie da się rozpoznać wroga, bo nie nosi munduru, gdzie mieszkańcy kraju traktują obcych jako wrogów. Wojny skazanej na przegraną z powodu braku postępów. Wniosek ten dobitnie wchodzi podczas sceny, gdzie generał próbuje przekonać innych do wysłania kolejnych wojsk i dochodzi do przepychanki z niemiecką polityk (świetna Tilda Swinton) oraz w bardzo gorzkim finale, gdzie dochodzi do zmiany dowódcy, pozostawiając ten sam pierdolnik bez zmian.

machina_wojenna2

Jak sobie poradził Brad Pitt w roli generała-idealisty? Trzeba przyznać, że wykonał świetną robotę, chociaż widać szarżowanie. McMahon może i początkowo wydaje się trepem z wielkim oddaniem dla sprawy, czyli zbyt wielkim optymizmem. Trudno jednak traktować go tylko jako nieodpowiedzialnego błazna, bo oddanie dla sprawy jest dla niego bardzo poważną kwestią. Pod koniec było mi zwyczajnie żal człowieka, podejmującego się niewykonalnego zadania, który robi dobrą minę do złej gry, chociaż wątek żony tylko liźnięto (Meg Tilly). Zwłaszcza, jak ma za wsparcie ludzi z buzującym testosteronem jak Greg Pulver (mocny Anthony Michael Hall), rozgadany PR-owiec Matt Little (solidny Topher Grace) czy Pete Duckman (Anthony Hayes). Nie sposób też nie wspomnieć o Benie Kingsleyu (prezydent Karzaj) czy Willu Poulterze (sierżant Ortega), dodających pewnego smaczku.

machina_wojenna3

„Machina wojenna” to mieszanka naprawdę ostrej i gorzkiej satyry z bardzo poważnym dramatem oraz niewesołymi wnioskami. Amerykanie kolejny raz przedstawieni są jako zbawcy, którzy przynoszą tylko więcej zamieszania niż pomocy, przez co sami obywatele mogą się mocno wkurzyć. Jednak ich samych prawda dawno przestała obchodzić, inaczej nie próbowali by dalej zbawiać świata.

7/10

Radosław Ostrowski

Łódź ratunkowa

Trwa wojna. Cywilny okręt pasażerski zostaje zatopiony przez U-Boota. Niektórzy pasażerowie przetrwali na szalupie ratunkowej: dziennikarka Constance Parker, przedsiębiorca Rittenhouse, trzech członków załogi, pielęgniarka oraz kobieta z dzieckiem. Szanse na przedostanie się do innego statku czy Bahamów (pierwotny kurs statku) są praktycznie niewielkie. Wtedy zostaje wyciągnięty rozbitek z zatopionego U-Boota, który później okazuje się kapitanem.

lodz_ratunkowa1

Troszkę mniej znany film Alfreda Hitchcocka zrealizowany w czasie II wojny światowej. Sam pomysł jest prosty, bo mamy zwykły ludzi oraz tajemniczego Niemca, o którym nie wiemy zbyt wiele. Nie wiemy, czy można mu zaufać. Do tego jeszcze mamy bardzo ograniczoną przestrzeń oraz wiele konfliktów z powodu pozycji społecznych. Pasażerowie próbują sami podjąć decyzję, ale też nie wiedzą jak postąpić z “obcym” pasażerem. Zaufać mu, pozbyć się go czy może zwyczajnie ignorować. To potrafi zbudować napięcie, wynikające ze zderzenia postaw. Jeden z ocalonych ma gangrenę na nodze, umiera dziecko, zaś nasza reporterka zaczyna tracić kolejne przedmioty (maszynę do pisania, aparat z filmem czy bransoletkę), co jest źródłem humoru. Reżyser zaczyna odkrywać coraz kolejne fragmenty z życia bohaterów, podkręcając kolejne konflikty oraz prowokując do pytań o człowieczeństwo i ludzkie odruchy w walce o przetrwaniu.

lodz_ratunkowa2

Hitchcock bardzo sprytnie ogrywa ograniczoną przestrzeń, wykorzystując często zbliżenia na twarze oraz montaż. Dialogi nie są pozbawione drobnych docinków, ale też nie brakuje czynników wewnętrznych w postaci burzy, ograniczonej ilości prowiantów czy pojawienia się ostrzału. Nie brakuje kilku zaskoczeń, zaś postawa ocalonych wobec Willy’ego – nawet jak na rok produkcji – była dość zaskakująca oraz potrafi uderzyć. I ta postawa potrafi zmusić do zastanowienia nawet teraz.

lodz_ratunkowa3

Za to nadal broni się świetnym aktorstwem, mimo upływu lat, tworząc bardzo wyraziste postacie. Trudno wymazać z pamięci zadziorną, cyniczną, troszkę skupioną na siebie Parker (Tallulah Bankhead), lewicującego macho Kovaca (John Hodiak), poczciwego Gusa Smitha (William Bendix) oraz bardzo zagadkowego Willy’ego (Walter Slezak) – z jednej strony dość poczciwy i budzący sympatię (operacja na Gusie, orientacja w terenie), ale jego motywacja pozostaje dość niejasna. I ta postać skupia najwięcej uwagi.

“Łódź ratunkowa” jest angażującym dreszczowcem w czasach wojennych. Intryga wciąga, postacie zapadają mocno w pamięć, nie brakuje odrobiny humoru, zaś zakończenie prowokuje do rozmyślań. Mimo lat, godnie się starzeje, a postawa bohaterów parę razy zaskakuje.

7/10

Radosław Ostrowski

Panieneczki – Opowieści zasłyszane na wiosce – część pierwsza

580e0b11c0f71d07917441de81aed28d

Moda na folkowo-ludowe granie trzyma się u nas naprawdę mocno. Ostatnio wskoczyła Tulia ze swoimi coverami, a już zaczyna się czaić nowa ekipa. Pochodzące z Bydgoszczy Panieneczki tworzą: Anita Sobiechowska (kontrabas, syntezatory), Irena Filuś (skrzypce, wokal), Joanna Glubiak (perkusja), Kate Nurnberg (klawisze) oraz Małgorzata Żurańska-Wilkowska (wokal). Panie postanowiły wykorzystać utwory z Kujaw, lecz w lekko uwspółcześnionym brzmieniu. Jednak zamiast pełnej płyty panie, jakby lekko onieśmielone i niepewne, postanowiły na początek rzucić EP-kę.

“Opowieści zasłyszane na wiosce – część I” zawiera raptem cztery utwory, ale mówi o tej grupie więcej niż można się było spodziewać. Na pierwszy ogień wchodzi “Jabłoneczka” – niczym echo odbija się wokal, do którego wskakuje perkusja oraz grane na palcach skrzypce. A kiedy wchodzi wokal, można odnieść wrażenie słuchania jakiegoś zespołu ludowego. I ta zbitka nie wywołuje zgrzytów, nawet z lekko “onirycznym” solo skrzypiec zmieszanym z pulsującymi klawiszami (zgranymi w środku ze wspólnym zaśpiewem). “Panieneczki” mieszają piękne smyczki z jazzową perkusją oraz elektronicznymi pasażami, zachowując lekkość i chwytliwość, w czym nie przeszkadzają nawet gitary pod koniec. “Wyjrzyj ino” wydaje się najbardziej klasycznym w zestawie: od wspólnego zaśpiewu, odbijającego się niczym echo oraz gry smyczków. Jednak to tylko zmyłka, gdy po refrenie wchodzi perkusja, wokal jest jeden, zaś skrzypce dodają odrobiny surrealistycznego klimatu. A na finał dostajemy “Tyngę” z walczykowymi smyczkami oraz… fortepianem. Jednak dalej wchodzi mocniejsza perkusja, nakładające się głosy pod koniec zwrotki.

Muzycznie trudno się do czegoś przyczepić, wokal potrafi oczarować, zaś teksty o relacjach damsko-męskich nie wywołują irytacji. Szkoda, ze to są tylko EP-ka, bo Panieneczki zaostrzyły mi apetyt na longplaya. A to świadczy dobrze o samym albumie.

Radosław Ostrowski

Przeklęta ziemia

Laponia – wbrew pozorom nie jest to „Kraina lodu”, ale bardzo surowa, chłodna kraina, pełna śniegu. To tutaj mieszka Lasse, policjant na emeryturze z posterunku przeznaczonego do likwidacji. Ale nasz bohater dowiaduje się, że do wioski przybył Jaakko, który terroryzuje okolicę. Jaakko jest nieślubnym synem Lassego i pragnie zemsty, bo odkrył pewną rodzinną tajemnicę. Chce dopaść Lassego, lecz zamiast niego zabija przyjaciela drugiego, prawowitego syna policjanta. I to doprowadza do dramatu.

przekleta_ziemia1

Skandynawskie kino kryminalne od wielu lat cieszy się ogromną popularnością, co mnie nie dziwi. Tym razem mamy do czynienia z fińską produkcją, która jednak idzie innymi drogami. Pościgi, strzelaniny są tu obecne, lecz nie są na pierwszym planie. Tak naprawdę liczy się tutaj bardzo stopniowe budowanie napięcia oraz bardzo gęsty klimat. Mroźne krajobrazy Laponii nie tylko wyglądają imponująco, ale stanowią kontrast dla bardzo intensywnych (chociaż mocno tłumionych) emocji. Zaczynają wychodzić kolejne tajemnice z życia Lassego, który staje między młotem a kowadłem. Czy bracia się nawzajem pozabijają, a może uda się uniknąć rozlewu krwi?

przekleta_ziemia2

Film wygląda bardzo imponująco, zaś reżyser bardzo szczątkowo przekazuje kolejne strzępki informacji, a każdy przeszłość pamięta inaczej. Atmosfera staje się coraz bardziej napięta i niemal do samego końca nie wiadomo, jak to się wszystko skończy. Dla wielu problemem może być bardzo niespieszne tempo, jednak wystarczy się zanurzyć w tym klimacie, by docenić tą historię o cieniach przeszłości oraz niekoniecznie dobrym ojcostwem. Zapomnijcie o hollywoodzkim stylu, ckliwych scenach oraz pójściu ku sentymentalnym dialogom. Surowy, chłodny styl skandynawski przebija się tutaj i pozostaje aż do brutalnego finału, niemal w westernowym stylu (Lasse „usuwa” ogon).

przekleta_ziemia3

Dobrze to wygląda, nieprzyjemna muzyka buduje klimat, a aktorstwo jest naprawdę solidne. Najbardziej tutaj wybija się Ville Virtanen jako Lasse – mężczyzna z mroczną przeszłością, znajdujący się między dwoma braćmi. Pozornie zgaszone spojrzenie mówi więcej niż jakiekolwiek słowa.

Choć pozornie „Przeklęta ziemia” wydaje się kolejny dreszczowcem z mroźnej Skandynawii. Nadal klimatyczny, z tajemnicą odkrywaną powoli, lecz konsekwentnie oraz plenerami wręcz zapierającymi dech. Nic dziwnego, że tamtejsze kryminały są tak dobre.

7/10

Radosław Ostrowski

Geniusze zbrodni

Było ich trzech, niczym w kultowej „Autobiografii”. Kumple z pierdla, który byli tam już tyle razy, że mógłby to być ich dom. Elegancko ubrany Troy, potężnie zbudowany Diesel oraz lekko psychiczny Wściekły Pies – taka przyjaźń zdarza się rzadko. Panowie biorą się za drobne robótki za małe sumki. Ale ich szef proponuje poważniejszą robotę, za dużą sumkę. Co może pójść nie tak?

geniusze_zbrodni1

Tym razem Paul Schrader mierzy się z powieścią Edwarda Bunkera, który świat kryminalistów znał bardzo dobrze. Jednak sama historia jest, jakby to ująć, bardzo dziwnie pokazana, wręcz bardzo szczątkowa. Samo zawiązanie intrygi następuje w połowie filmu. Sama ekspozycja balansuje między spokojem, ale zrobione w bardzo pomysłowy sposób (pierwsze, krwawe wejście Psa), tylko że po gwałtownym ciosie, mamy bardzo szybkie spowolnienie. Intryga wydaje się być pełna dziur, zaskakujących zwrotów oraz bardzo wyrazistych postaci. Klimat jest niby mroczny, ale miejscami reżyser szaleje i pozwala na eksperymenty zarówno operatorskie (miejscami czarno-białe kadry, zmiana kolorystyki w „wizjach narkotycznych” czy finale), jak i montażowe, gdzie dochodzi do przyspieszeń, spowolnień, także zmian podkładu muzycznego.

geniusze_zbrodni2

Dla mnie jest to aż za bardzo chaotyczna mieszanina, chociaż jest kilka ciekawych pomysłów. Czy to miejscami bardzo czarny humor (scena z uciszeniem niemowlaka), czy nieźle wykonane sceny akcji (strzelanina przed marketem, gdzie nawet mamy lot wystrzelonej kuli). Tylko, że niewiele z tego wszystkiego wynika, poza frajdą z b-klasowej zgrywy.

geniusze_zbrodni3

Ale jeśli coś czyni „Dog Eat Dog” pociągającym, to fantastyczne role Willema Dafoe oraz… Nicolasa Cage’a. Nie, nie pomyliliście się. Cage tutaj bardzo rzadko włącza tryb „szarży” i jest świetny w roli opanowanego Troya, będącego tym bardziej myślącym. Film jednak kradnie Dafoe w roli porywczego psychopaty, który ma większe huśtawki nastrojów niż kobieta podczas okresu: od gwałtownego wybuchu aż po płacz, tworząc bardzo mięsisty charakter. Wspierający ten duet Christopher Matthew Cook (Diesel) także ma kilka momentów, podobnie jak sam reżyser w roli zleceniodawcy, El Greco.

„Geniusze zbrodni” nie są może filmem, który zostanie na długo. Schrader próbuje bawić się w postmodernistyczną, eksperymentalną zabawę formą, by ożywić ograne klisze kina klasy B. Chociaż dla mnie jest to zbyt bałaganiarskie, zaś finał wywołuje jedno wielkie WTF w głowie, to miewa ciekawe, wręcz drapieżne momenty.

6/10

Radosław Ostrowski

Auto Focus

Sława zdarza się każdemu człowiekowi. Czy mówi wam coś nazwisko Bob Crane? Był pozornie zwykłym facetem, pracującym jako radiowiec. Ma żonę i dzieci, a lata 60. wydają się czasem spokoju oraz stabilności. Jednak próbuje on swoich sił jako aktor, dostając szansę – serial „Hogan’s Heroes”, komediowa produkcja o niemieckim obozie jenieckim. Nic nie zapowiadało sukcesu, a serial powstał 6 lat. A wtedy w jego życiu spotyka specjalistę od sprzętu wideo, Johna Carpentera.

auto_focus1

Paul Schrader dla wielu kinomanów znany jest jako scenarzysta kilku głośnych filmów Martina Scorsese („Taksówkarz”, „Wściekły byk”, „Ostatnie kuszenie Chrystusa”) i nie tylko. Mało kto jednak wie, że Schrader wielokrotnie próbował swoich sił jako reżyser. Zrealizowany w 2002 roku „Auto Focus” to bardzo mroczny dramat, będący ostrzeżeniem przed ciemną stronę sławy. Tutaj biografia miesza się z fikcją, zaś życie Crane’a kończy się niewyjaśnionym morderstwem celebryty. Sława, pieniądze, rozgłos, wreszcie kobiety na wyciągnięcie ręki. W połączeniu z obsesją na punkcie fotografii i pornografii, tworzy bardzo niebezpieczną kombinację. O ile na początku wydaje się drobnostką, z czasem staje się to bardzo niewygodnym ciężarem. Zwłaszcza, że nasz bohater nie ukrywa swoich zainteresowań (podczas programu rzuca seksualnymi podtekstami) i spełniając je w domu Carpentera czy na imprezach czuje się tak naprawdę sobą. Nagie zdjęcia, seksfilmy, pornografia oraz życie rodzinne i zawodowe – czy jest możliwa szansa na pogodzenie tych sprzecznych rzeczy?

auto_focus2

Reżyser ostrzega, ale nie oskarża, bo nie jest w stanie wskazać jednego winnego. Czy to toksyczna relacja z Johnem Carpenterem, próbującym odbić się blaskiem sławy Crane’a? Czy to może już działo się wcześniej? Im dalej w las, tym bardziej Schrader pozwala sobie na pewne formalne eksperymenty (surrealistyczna scena, gdy Crane „odlatuje” podczas kręcenia serialu czy nerwowo zmontowana rozmowa telefoniczna z Carpenterem), a skoczną, jazzową muzykę Angelo Badalamentiego zaczynają zastępować „lynchowskie” dźwięki ambientowej elektroniki. Nie ma też odpowiedzi na pytanie, kto zabił, zaś narracja Crane’a z offu nie wywołuje irytacji.

auto_focus3

A Schraderowi udało się zebrać oraz wycisnąć z aktorów prawdziwe soki. Najbardziej zaskakuje tutaj Greg Kinnear, który raczej kojarzony jest z rolami bardziej pozytywnych postaci. Tutaj wyciąga z Crane’a zarówno czarujący, lekko chłopięcy urok, ale też coraz bardziej pokazuje jego uzależnienie od seksu, fotografowania oraz filmowania go. Twarz jest już zmęczona, wszystko zaczyna się wymykać spod kontroli, a aktor znakomicie to wygrywa. Równie mocny jest ulubieniec reżysera, czyli Willem Dafoe w roli Carpentera. I jest to dość zagadkowa postać – spec od techniki z nawijką, sprytem oraz dość imprezowym stylem życia. Między nim a Cranem tworzy się bardzo niebezpieczna nić, sprawiająca, że jeden bez drugiego nie jest w stanie funkcjonować. Panie są raczej tłem, choć najbardziej wybija się piękna Maria Bello (druga żona Crane’a), pokazując ewolucję relacji z Crane’m: od sympatii i miłości przez poczucie osamotnienia.

„Auto Focus” pokazuje talent Schradera do prowadzenia aktorów oraz wyciągania ze scenariusza wszystkich mocnych scen i wątków. Niby nic nowego, bo historia sławy oraz upadku była pokazana multum razy, jednak pokazane tak sugestywnie, że potrafi chwycić za gardło. Wiele pytań zostaje bez odpowiedzi (bo nie jest to stricte kryminał), a ciemna strona sławy jeszcze nie była tak straszna.

7,5/10 

Radosław Ostrowski