Guillermo del Toro – 9.10

598730_1.1

Dzisiejszy solenizant to jeden z najbardziej rozpoznawalnych twórców meksykańskich w historii kina. Urodził się w Guadalajara, wychowany przez babcię w rodzinie katolickiej. Już w wieku 2 lat obejrzał swój pierwszy film – był to odcinek amerykańskiego serialu grozy „Outer Limits” pt. „Mutant”. Ten seans wywołał zainteresowanie przyszłym reżyserem horrorami i potworami. Jako 8-latek zaczął realizować swoje pierwsze filmy na kamerze Super8, wykorzystując do grania plastikowe figurki.

Po ukończeniu studiów na uniwersytecie w Guadalajarze, del Toro zapisał się na kurs tworzenia efektów specjalnych i charakteryzacji prowadzone przez zdobywcę Oscara, Dicka Smitha. I tą profesją zajmował się przez 10 lat. Poza tym założył własną firmę producencką Necropia, która zaczęła współpracą z telewizją w latach 80. od serialu „La Hora Macrada” (1985), realizowanego m.in. przez Alfonso Cuarona i Emmanuela Lubekiego – najbliższymi przyjaciółmi del Toro. Pierwsze sukcesy, jeszcze jako producent osiągnął w wieku 21 lat, dzięki filmowi „Dona Herlinda and Her Son” w reżyserii Jaime Humberto Hermosillo (1985). W trakcie pracy nad fabułami, Meksykanin założył firmę Tequila Gang.

Od swojego debiutanckiej fabuły, czyli „Cronos” z 1993 roku, del Toro konsekwentnie realizuje filmy grozy, pełne baśniowych motywów, wysmakowane plastycznie i potrafiące trzymać w napięciu. Nie boi się czynić bohaterem dziecko, pokazując szaleństwo świata wewnętrznego. Meksykanin także flirtował z Hollywood, realizując blockbustery, naznaczone swoim autorskim piętnem. Reżyser pracował też jako współscenarzysta trylogii „Hobbit”, którego miał wyreżyserować, jednak wskutek wielu perturbacji zastąpił go Peter Jackson. Oprócz tego filmowiec zrealizował dla telewizji Fox serial grozy „Wirus” oparty na własnych powieściach.

Do tej pory del Toro zdobył nominację do Oscara (za scenariusz „Labiryntu fauna”), nagrodę BAFTA (i nominację), nominację do Złotej Palmy na MFF w Cannes oraz osiem nominacji do Saturna. Do grona jego najbliższych współpracowników należą: scenarzysta Matthew Robbins, producenci Bertha Navarro, Lawrence Gordon, Lloyd Levin i Mark Richardson, operatorzy Guillermo Navarro, Dan Laudsten, Gabriel Beristein, kompozytorzy Marco Beltrami, Javier Navarette, Fernando Velazquez, Ramin Djawadi, montażyści Bernat Vilaplana i Peter Amundsen oraz aktorzy – Doug Jones, Ron Perlman, Federico Luppi, Norman Reedus, John Hurt.

Pora na ranking wszystkich obejrzanych przeze mnie filmów Guillermo del Toro. 3, 2,1, odpalamy.

Miejsce 8. – Mutant (1997) – 5/10

Pierwszy projekt zrealizowany w USA i jak to w takim przypadku, podcięto skrzydła. Naukowcy, by pokonać epidemię karaluchów, tworzą genetycznie modyfikowane insekty. Jednak stwory te zaczynają nam zagrażać i trzeba je wykończyć. A że zagnieździły się pod linią metra, to sprawa nie będzie łatwa. Klasyczny, typowy slasher, gdzie grupka ludzi musi pokonać przeważające siły wroga, a osoba odłączająca się od grupy, automatycznie jest skazana na śmierć. Kompletnie nie straszy. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Crimson Peak. Wzgórze krwi (2015) – 6/10

Ostatni (jak na razie) film meksykanina to klasyczny gotycki melodramat, gdzie swoją rolę odgrywają duchy. Młoda kobieta zakochuje się w romantycznym Angliku, skrywającym pewne tajemnice. Tajemnice związane ze swoim domostwem zwanym Szkarłatnym Wzgórzem. Jest mrok, tajemnica, morderstwo i krew. Do tego świetnie zagrane. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Blade: Wieczny łowca II (2002) – 7/10 

Drugie nasze spotkanie z Chodzącym za dnia, czyli czarnoskórym wampirem, broniacym ludzkości. Tym razem jego dawny wróg, wampir Damaskinos, prosi go o pomoc w pokonaniu wspólnego wroga – żniwiarzy, kierowanych przez Nomaka, odpornych na srebro i czosnek. Blade ma dowodzić specjalnych oddziałem wampirzych komandosów. Starcia są szybkie i dynamiczne (do dziś pamiętam jatkę w kanale), intryga zgrabnie poprowadzona, a Wesley Snipes w roli głównej jest zajebisty. Tu jeszcze błyszczy niezawodny Ron Perlman i Donnie Yen.

Miejsce 5. – Pacific Rim (2013) – 7/10

Historia jest prosta – Ziemię opanowały Kaiju, paskudne monstra z innego świata, które przypominają Godzillę i by je pokonać powstały równie wielkie roboty, sterowane przez dwójkę pilotów. Nikt tutaj nie udaje, że chodzi tutaj o zwykłą napierdalankę, zrobioną z epickim rozmachem, świetnym montażem, gdzie animatronika i CGI idą ręka w rękę, aktorsko jest poprawnie, a ogląda się świetnie. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Hellboy (2004) – 7/10

Tytułowy bohater to wrodzony diabeł z ręką wielką jak młot Thora, dziecko nieudanego nazistowskiego eksperymentu podczas II wojny światowej. Jest członkiem Agencji d/s Zjawisk Paranormalnych i walczy ze złem. Tutaj mierzy się ze swoim ojcem, czyli Rasputinem. Sam film to mieszanka fantasy, akcji, horroru i… komedii, ze świetnymi efektami specjalnymi. Do tego wyrazisty drugi plan z Abem – inteligentnym rybopodobnym oraz posiadającą dar pirokinezy Liz. Oraz Ron Perlman, czyli jedyny słuszny odtwórca roli Czerwonego.

Miejsce 3. – Hellboy: Złota armia (2007) – 8/10

Drugie spotkanie z Czerwonym, zrobione według starej reguły: więcej, mocniej, bardziej. Tym razem Czerwony mierzy się z królem elfów Nualą, idącego na konfrontację z ludźmi oraz poszukującego Złotej Armii – niezniszczalnego wojska. Drugi raz reżyser wchodzi w świat baśni i miesza gatunki, tworząc jednego z fajniejszych (oraz bardziej wyluzowanych) bohaterów popkultury komiksowej. Sam Hellboy musi sobie poradzić między ratowaniem świata, nienawiścią obcych oraz swoim związkiem z Liz.

Miejsce 2. – Kształt wody (2017) – 8/10

Bohaterka filmu – niema sprzątaczka pracuje w tajemniczym rządowym laboratorium. Wtedy poznaje tajemniczego stwora, który ma zostać wykorzystany jako broń lub ewentualnie umrzeć. Kobieta decyduje się uwolnić istotę. Ta mieszanka baśni, filmu szpiegowskiego, thrillera i romansu powinna się rozsypać w drobny mak, ale reżyser trzyma rękę na pulsie. To poruszająca opowieść o inności i wykluczonych, podejmujących walkę. Wysmakowane plastycznie, angażujące kino ze świetną obsadą (Sally Hawkins, Doug Jones, Michael Shannon, Richard Jenkins). Niezwykłe doświadczenie. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Labirynt fauna (2006) – 8,5/10

Niezwykła mieszanka dramatu wojennego, horroru i fantasy. Bohaterką jest mała Ofelia, wychowywana przez matkę oraz ojczyma – bezwzględnego kapitana armii faszystowskiej. Uciekając przed ponurym światem wojny, dziewczynka znajduje tajemniczy i poznaje fauna, który uważa ją za zaginioną księżniczkę baśniowego królestwa. By wrócić, musi wykonać trzy zadania. Film jest z jednej strony bardzo mroczny, przypominający pierwotne wersje baśni braci Grimm, ale jest to też bardzo wysmakowane plastycznie kino. Sam faun pozostaje niejednoznaczną postacią, historia trzyma za gardło aż do dramatycznego i krwawego finału, a scena z bladym człowiek z oczami w rękach zostaje w pamięci na długo.

Nieobejrzane:
Cronos (1993), Kręgosłup diabła (2001)

A jak układa się wasz ranking filmów del Toro? Piszcie śmiało w komentarzach.

Radosław Ostrowski

David Fincher – 28.08

davidfincher

Dzisiejszy solenizant to jeden z moich ulubionych twórców kina. Reżyser i producent filmowy. Urodzony w Denver jest synem pielęgniarki pracującej w szpitalu psychiatrycznym oraz dziennikarza. Gdy David miał dwa lata, rodzina przeprowadziła się do San Anselmo, gdzie ich sąsiadem był sam George Lucas. Ukończył liceum w Anselmo, a po nim imał się różnych zajęć. Był oświetleniowcem, scenografem, reżyserem teatralnym, kinooperatorem niezrzeszonym w związku zawodowym, asystentem producenta lokalnej stacji telewizyjnej, kucharzem, sprzątaczem.

Przełom nastąpił w 1982 roku, gdy trafił do Korty Films jako asystent producenta. Awansował i zajmował się tworzeniem efektów specjalnych w ILM (Industrial Light & Magic) przy „Powrocie Jedi” oraz drugiej części „Indiany Jonesa”. W 1984 roku opuszcza ILM i zakłada Propaganda Films – wytwórnię zajmującą się realizacją reklamówek oraz teledysków – tutaj zaczynają swoją przygodę z filmem tacy twórcy jak Michael Bay, Mark Romanek, Antoine Fuqua, Alex Proyas, Michel Gondry i Spike Jonze. Swój pierwszy film zrealizował w 1992 roku i od razu wyrobił swój własny styl – mroczny, z bardzo skąpą ilością oświetlenia, przyglądając się ciemnej stronie człowieka, balansującego na granicy obłędu. Zawsze świetny warsztatowo, dbający o detale, wciągającą intrygą oraz klimatem niepokoju, osaczenia, wręcz psychozy.

Jego najbliższymi współpracownikami są: dźwiękowcy Ren Klyce, David Parker, Michael Semanick i Doc Kane, producentka Cean Chaffin, montażyści Angus Wall i Kirk Baxter, scenograf Donald Graham Burt, operator Jeff Cronenwerth oraz kompozytorzy Howard Shore, Trent Reznor i Atticus Ross.

Jeśli zaś chodzi o nagrody, to reżyser ma na swoim koncie dwie nominacje do Oscara, Złoty Glob (i dwie nominacje), nagrodę BAFTA (i nominację), nagrodę Emmy (za reżyserię serialu „House of Cards”), nominację do Złotej Palmy, trzy nominacje do nagrody Saturn oraz Złotego Satelitę (i nominację).

A teraz bez zbędnych słów, zapraszam na ranking filmów Davida Finchera. Zaczynamy.

Miejsce 10. – Azyl (2002) – 6/10

Historia w „Azylu” jest prosta jak konstrukcja cepa: samotna matka z nastoletnią córką wprowadzają się do nowego domu, który zawiera tytułowy azyl – oddzielne pomieszczenie-forteca. Problem jednak polega na tym, że to właśnie azyl jest celem napadu trójki złodziejaszków. Nie zrozumcie mnie źle: „Azyl” to nie jest zły film, to porządny thriller z bardzo dynamiczną pracą kamery oraz trzymającą fason Jodie Foster. Problem jednak w tym, że ta historia jest za prosta, mimo napięcia trzymanego do końca. Czułem po seansie niedosyt.

Miejsce 9. – Ciekawy przypadek Benjamina Buttona (2008) – 7/10

Chyba jestem w mniejszości, gdyż ten film – uważany za największy paździerz w dorobku Finchera, podobał mi się. Pewnie dlatego, że spodziewałem się jeszcze bardziej przesłodzonego, nudnego i kiczowatego dramatu. Aczkolwiek nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że „Benjamin Button” miał potencjał na bardziej porywającą przygodę. Historia człowieka, który rodzi się starcem i umiera jako niemowlę, zachwyca stroną plastyczną (świetna robota Claudio Mirandy), rozmachem, muzyką oraz prześliczną Cate Blanchett, która kradnie każdą scenę i uwiarygadnia ten romans. Szkoda, że Brad Pitt był zaledwie poprawny, ale nie dano mu ciekawego materiału.

Miejsce 8. – Obcy 3 (1992) – 7,5/10

Reżyserski debiut Finchera, który został – przynajmniej tak twierdzi reżyser – zarżnięty wskutek konfliktu między nim a producentami. Muszę jednak przyznać, że nie ma powodów do wstydu (aczkolwiek najbardziej mi się podobała część pierwsza). Tym razem Ellen Ripley (niezastąpiona Sigourney Weaver) mierzy się z paskudnikiem w opuszczonej kolonii karnej, zamieszkałej przez skazańców – członków sekty. Jest klimat i wiele niezapomnianych scen (finałowe starcie z Obcym, pełne dynamicznych gonitw), kapitalna muzyka Elliota Goldenthala, ale miałem dziwne poczucie deja vu.

Miejsce 7. – Zaginiona dziewczyna (2014) – 7,5/10

Najnowsze dokonanie reżysera jest tak naprawdę studium toksycznego związku niż rasowym thrillerem. Nick i Amy są małżeństwem od pięciu lat. W dniu świętowania rocznicy kobieta znika bez śladu, a policja znajduje dowody coraz bardziej obciążające męża. Domyśliłem się, że to „zaginięcie” to pic na wodę, ale nawet ja nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Rozczarowało mnie zakończenie i warstwa muzyczna (po prostu jest i nie przeszkadza), ale Fincher serwuje kilka wolt, a stopniowe odkrywanie tajemnic zmusza do weryfikacji tego, co wiemy o bohaterach. A Rosamund Pike naprawdę budzi strach. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Dziewczyna z tatuażem (2010) – 8/10

Remake szwedzkiego thrillera z 2008 roku (nie widziałem) opartego na bestsellerowej powieści Stiega Larssona (nie czytałem). Bezkompromisowy dziennikarz Mikael Bloomkvist zostaje poproszony o pomoc  w sprawie wyjaśnienia rodzinnej tajemnicy – zaginięcia Harriet Vagner z sprzed 40 lat. Czuć tutaj chłodny, skandynawski klimat (stonowana kolorystyka, sterylna scenografia), a trupy z szafy są autentycznie nieprzyjemne. Intryga skupia uwagę, a film bezczelnie kradnie Rooney Mara jako Lisbeth Salander – pozornie odstraszająca swoim wyglądem hakerka, w rzeczywistości niemal anioł zemsty. Nie chcecie z nią zadzierać – uwierzcie mi. Troszkę łatwo domyślić się zakończenia, ale to jedyna skaza. Ciekawe, kiedy powstaną następne części. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Zodiak (2007) – 8/10

Prawdziwa historia dochodzenia w sprawie seryjnego mordercy z lat 70. zwanego Zodiakiem (do dziś nie wiadomo kim naprawdę jest). Reżyser skupia się na żmudnym dochodzeniu, które dla bohaterów (detektywa Dave’a Toshiego, dziennikarza Paula Avery’ego i rysownika Roberta Graysmitha) staje się obsesją i doprowadzi do ich upadku. Łatwo się w tym pogubić, gdyż tropy mylą, świadkowie nie są pewni, a dowody wykluczają się nawzajem. Tajemnica fascynuje, ale pozostaje niewyjaśniona. Do tego świetnie odtworzone realia lat 70., atmosfera psychozy strachu oraz kapitalne role Gyllenhaala, Downeya Jra i Marka Ruffalo.

Miejsce 4. – Podziemny krąg (1999) – 8,5/10

Film kultowy (w wielu kręgach). Pracownik korporacji, zmęczony swoim monotonnym życiem spotyka Tylera Durdena – prymitywa, prostaka i twardziela, z którym zakłada tytułowy klub walki, by po pracy odreagować ją za pomocą bijatyk. Mroczne, niemal przerażające kino na podstawie prozy Chucka Palahniuka, które można interpretować na wiele sposobów: od pokazania kryzysu męskości po studium choroby psychicznej i terroryzmu. Trzyma w napięciu do samego (przewrotnego finału), z pulsującą muzyką oraz rewelacyjnymi rolami Brada Pitta, Edwarda Nortona i Heleny Bohnam Carter.

Miejsce 3. – Siedem (1995) – 8,5/10

Film otoczony prawdziwym kultem i jeden z najlepszych thrillerów lat 90. („Milczenia owiec” nic nie przebije). Prawdziwie mroczny (utrzymane w estetyce noir zdjęcia Dariusa Khondji), pokazujący zgniły świat, skazany na przegraną, z duszną, fatalistyczną atmosferą, obrzydliwymi okrucieństwami (widzimy skutki) oraz niezapomnianym duetem gliniarzy zagranych przez Morgana Freemana i Brada Pitta. Ponadczasowy klasyk, który nie pozwala o sobie zapomnieć.

Miejsce 2. – Gra (1997) – 9/10

Klimatem „Gra” przypomina „Po godzinach” Martina Scorsese, z której wycięto wątki humorystyczne. Biznesmen w wieku średnim dostaje zaproszenie od brata do udziału w tajemniczej grze. I wtedy całe jego życie wywraca się do góry nogami. Niby to thriller, ale tak sugestywnej aury paranoi, psychozy oraz ciągłej zabawy w kotka i myszkę, nie widziałem od dawna. I nie byłem w stanie przewidzieć, co się wydarzy. A wszystko fantastycznie zagrane przez niezawodnego Michaela Douglasa.

Miejsce 1. – The Social Network (2010) – 9/10

Największa niespodzianka jaką reżyser był nam w stanie zaprezentować. Bo czy film o powstaniu Facebooka mógł być interesujący? Nie, przynajmniej tak myślałem przed seansem. A tu proszę – film trzyma w napięciu jak rasowy thriller, wygląda jak thriller (wiele scen toczy się nocą albo w przyciemnionych miejscach), dialogi pędzą z prędkością karabinu maszynowego, podkręcone to jeszcze przez montaż i pulsującą muzykę. Do tego jeszcze kompletnie młode i mało znane (poza Justinem Timberlakiem) twarze takich aktorów jak Jesse Eisenberg, Andrew Garfield i Armie Hammer. Totalne i kompletne kino.  Recenzja tutaj.

Jakim reżyserem jest Fincher? Mistrzem kina gatunkowego, pełnego mroku, niepokoju oraz technicznej precyzji. Wobec takich filmowców trudno przejść obojętnie. Filmy kręci dość rzadko, ale każda premiera to wydarzenie.

Nad czym teraz pracuje? Już w przyszłym zobaczymy kolejną produkcję Netflixa „Mindhunter” opowiadającym o agencie FBI na tropie seryjnego mordercy. Krążą też plotki, że reżyser miałby zrobić drugą część „World War Z”, ale to się jeszcze nie potwierdziło. Cokolwiek to będzie, to będę czekał i w ciemno biorę.

Radosław Ostrowski

Tim Burton – 25.08

02-49981_0x420

Dzisiejszy solenizant to jeden z tych twórców o niesamowitym zmyśle wizualnym. Reżyser, producent, animator, pisarz, syn właścicielki sklepu dla kotów oraz byłego baseballisty. Już jako 10-latek Tim zaczął realizować pierwsze filmy na podwórku swojego domu, lubił oglądać produkcje Rogera Cormana i zaczął rysować. Uczęszczał do liceum w Burbank, ale nie był zbyt pilnym uczniem. Po jej ukończeniu w 1979 roku zapisał się do California Institute of the Arts na wydział animacji. Swoją animacją „Stalk of the Celesty Monster” skupił uwagę Disneya, które przyznało mu stypendium.

Zaczął pracę dla wytwórni jako scenograf i storyboardzista przy filmach „Pies i lis”, „Taran i magiczny kocioł” oraz „Tron”, choć wiele z jego pomysłów nie zostało ostatecznie wykorzystanych. W międzyczasie zrealizował krótkometrażówkę „Vincent”, do której zatrudnił idola swojej młodości, aktora Vincenta Price’a. Film został pokazany na festiwalu w Chicago, spotykając się ze świetnym przyjęciem. Pozwoliło to Burtonowi zrealizować „Jasia i Małgosię” – pierwszy film z żywymi aktorami, będący japońską adaptacją baśni braci Grimm

Dwa lata później zrealizował krótkometrażówkę z żywymi aktorami „Frankenweenie”. Po ukończeniu realizacji, Burton zostaje zwolniony z Disneya, gdyż film uznano za zbyt mroczny i zbyt straszny dla dzieci. Od tej pory reżyser działa na własną rękę, a od 1989 roku kieruje własnym studiem Tim Burton Productions.

Amerykanin wyrobił sobie w tym czasie markę oraz swój charakterystyczny styl wizualny, pełen mroku, wysmakowany plastycznie, silnie inspirowany surrealizmem, ekspresjonizmem oraz groteską. Bohaterami czynił postacie ekscentryczne, samotników i outsiderów, posiadających ogromną wyobraźnię, dzięki której tworzą przerażające, ale jednocześnie fascynujące światy.

Filmowiec znany jest ze stałej grupy współpracowników, bez których trudno sobie wyobrazić jego dzieła. Tą grupę tworzą: kompozytor Danny Elfman, kostiumolog Colleen Atwood, scenografowie Bo Welch, Alex McDowell i Rick Heinrichs, operatorzy Stefan Czapsky, Philippe Rousselot, Dariusz Wolski i Bruno Delbonnel, charakteryzatorzy Ve Neill, Stan Winston i Rick Baker, montażysta Chris Lebenzon, scenarzyści Wareen Skaaren, Caroline Thompson, John August, Scott Alexander i Larry Karaszewski, producenci Denise Di Novi, Allison Abbate i Richard D. Zanuck oraz aktorzy: Johnny Depp, Helena Bohnam Carter, Christopher Lee, Michael Gough, Michael Keaton, Winona Ryder, Danny DeVito i Martin Landau.

Reżyser ma na swoim koncie dwie nominacje do Oscara, nominację do Złotego Globu, dwie nominację do nagrody BAFTA, nominację do Złotej Palmy, Złotego Lwa za całokształt twórczości na MFF w Wenecji i pięć nominacji do Saturnów.

Pora na ranking obejrzanej filmografii Tima Burtona od najgorszego do najlepszego. 3, 2, 1, start!

Miejsce 20. – Planeta małp (2001) – 5/10

Kolejna adaptacja głośnej powieści SF Pierre’a Boulle’a. Innymi słowy, amerykański astronauta trafia w pętle czasową, przez co znajduje się na Ziemi rządzonej przez małpy, a ludzie są niewolnikami. Film jest oczywistym i nudnym blockbusterem, pozbawionym charakterystycznego stylu Burtona. Takie łubu-dubu bez ładu i składu z drewnianym Markiem Wahlbergiem na czele. Recenzja tutaj.

Miejsce 19. – Jeździec bez głowy (1999) – 5/10

Detektyw z dużej metropolii trafia do małego miasteczka, terroryzowanego przez jeźdźca bez głowy. Wydawałoby się, że to odpowiedni materiał dla Burtona i rzeczywiście wizualnie to cudeńko (wiadomo – Lubezki). Jednak sama historia zwyczajnie nie wciąga, a jako horror „Jeździec” się nie sprawdza wcale. I nie pomaga solidna obsada oraz obsadzenie Christophera Walkena w tytułowej roli. Recenzja tutaj.

Miejsce 18. – Wielkie oczy (2014) – 5,5/10

Filmowa biografia słynnej malarki Margaret Ulbich, która została żoną Waltera Keana, wykorzystującego talent swojej nowej żony, podpisując się pod jej obrazami z wielkimi oczami. Wydawało się, że Burton rezygnując ze swojego charakterystycznego stylu, odnajdzie świeżość oraz formę. Niestety, film zwyczajnie usypia, a jako dramat jest po prostu zbyt śmieszny. Temat przemocy domowej oraz walki o prawa autorskie zostaje zepchnięty na dalszy plan, a Christoph Waltz w roli czarującego i brutalnego męża balansuje na granicy groteski. Wszystko próbuje ratować świetna Amy Adams oraz finałowe sceny, ale to za mało. Recenzja tutaj.

Miejsce 17. – Mroczne cienie (2012) – 6/10

XVII-wieczny wampir Barnabas Collins budzi się po dwustu latach, by odzyskać blask swojego rodu. Jednak Ameryka lat 70. nie jest dla niego zbyt zrozumiała, a dodatkowo jego nemezis i dawna kochanka trzyma się świetnie, rządząc miasteczkiem. Film miał ogromny potencjał, zarówno jako komedia i horror, ale efekt jest połowiczny. Gagi są oczywiste i średnio zabawne, grozy tu jak na lekarstwo, a grający główną rolę Depp sprawia wrażenie znużonego. Silne zmęczenie materiału. Recenzja tutaj.

Miejsce 16. – Alicja w Krainie Czarów (2010) – 6/10

Wariacja reżysera na temat dzieła Lewisa Carrolla, gdzie dorosła już Alicja wraca do Krainy Czarów, by kolejny raz pokonać smoka Żaberzwłoka oraz Królową Kier. Prześliczny, miejscami troszkę kiczowaty film, bardziej przypominający grę komputerową oraz kolejne rozczarowanie od Burtona. Nawet zagrana nieźle (błyszczy zwłaszcza Bohnam Carter i Crispin Glover), ale zwyczajnie pozbawione serca oraz mocy. Recenzja tutaj.

Miejsce 15. – Osobliwy dom pani Peregrine (2016) – 6,5/10

Tytułowy dom do sierociniec, gdzie przebywają dzieci z nietypowymi umiejętnościami prowadzony przez panią Peregrine (Eva Green), tworzącą pętle czasowe. I właśnie tam trafia Jake (Asa Butterfield) – młody outsider, nieakceptowany przez otoczenie. Ale nad domostwem zbierają się czarne chmury. Brzmi jak kompilacja dzieł Burtona i… „X-Menów”, ale mroczny i gotycki klimat zmienia się w niezłe kino przygodowe. Solidnie zrobione, nieźle zagrane, jednak nie wykorzystujące w pełni swojego potencjału. Recenzja tutaj.

Miejsce 14. – Edward Nożycoręki (1990) – 6,5/10

Pierwsze spotkanie Burtona z Deppem, które rozkręciło karierę tego drugiego. Reżyser zrobił własną wersję „Frankensteina”, a aktor zagrał fantastycznie. Szkoda, że ja już wyrosłem z takich baśni – najlepsze sceny to zmieniająca się relacja między Edwardem, co nożyczki zamiast palców miał z Kim (niezawodna Winona Ryder) oraz próby wejścia Edward w inny świat. Może i przewidywalne, ale kilka scen zostało w pamięci na długo. Recenzja tutaj.

Miejsce 13. – Sok z żuka (1988) – 7/10

Czarna komedia, gdzie duchy próbują wyrzucić zmarłych ze swoich domów. Ale kiedy wszelkie metody zawodzą, wtedy pojawia się nietypowy egzorcysta – Beetlejuice. Pokręcone, oryginalne i szalone dzieło, w którym widać potencjał reżysera. Absurdalny humor (zaświaty), rozbrajające próby wykurzenia niechcianych gości, chwytliwa muzyka i – lekko archaiczne – efekty specjalne. To wszystko jest nieważne, gdy na ekranie pojawia się kapitalny Michael Keaton w roli tytułowej. Szkoda, że pojawia się tak rzadko, aż chciało się więcej. Recenzja tutaj.

Miejsce 12. – Charlie i fabryka czekolady (2005) – 7/10

Roald Dahl to jeden z ukochanych pisarzy Tima Burtona, więc przeniesienie powieści „Karol i fabryka czekolady” było tylko kwestią czasu. Zwiedzanie fabryki Willy’ego Wonki sprawia ogromną przyjemność także widzowi, gdzie mamy mieszankę mroku, bajkowej oprawy, a nawet musicalu i postmodernistycznej zabawy. Depp jest w formie, ale i tak wszystko kradnie Freddie Highmore, dla którego był to debiut. Małe cudeńko. Recenzja tutaj.

Miejsce 11. – Marsjanie atakują! (1998) – 7/10

Jedna wielka zgrywa oraz żart z kina SF. Fabuła przypomina „Dzień Niepodległości”, tylko w wersji humorystycznej – Marsjanie chcą zniszczyć Ziemię, a ludzie zachowują się różnorodnie. Od wiary w pokojowe posłannictwo po walkę. Dla wielu taka dawka groteskowości i kiczu może być ciężkostrawna (tandetne efekty specjalne), ale mimo to ogląda się to dobrze, doprowadzając kilkakrotnie do stanu śmiechu. Plus jeszcze ta obsada: Nicholson, Close, Parker, Bening, Brosnan, DeVito, a nawet… Tom Jones. Recenzja tutaj.

Miejsce 10. – Duża ryba (2003) – 7/10

Wielki hołd dla ludzkiej wyobraźni. A wszystko to przez opowieści Edwarda Blooma, którego losy próbuje zrozumieć jego własny syn. Tu wydarzenia nieprawdopodobne mieszają się z czystą fantazją i zdarzyć się może wszystko. Do tej pory pamiętam wizyty w Spectre oraz pierwsze zakochanie się w przyszłej żonie. Piękna wizualnie opowieść z cudowną muzyką oraz wspaniałym Ewanem McGregorem. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street (2007) – 7/10

Mroczne, krwawe i brutalne kino, próbujące mieszać horror z… musicalem. Tłem jest historia słynnego golibrody, planującego zemstę na skorumpowanym sędzi, który „zawłaszczył” żonę oraz opiekuje się jego córka. Sceny śpiewane mogą wywołać ból uszu, jednak sama historia zaślepionego zemstą człowieka (fantastyczny Johnny Depp) po prostu wciąga, porusza i daje wiele do myślenia, dodając odrobinę smolistego humoru. Świetnie zagrane (Rickman, Spall, Bohnam Carter) z dobrymi piosenkami oraz przewrotnym finałem. Recenzja tutaj.

Miejsce 8. – Vincent (1982) – 7,5/10

6-minutowa krótkometrażówka, której bohaterem jest nadwrażliwy i samotny chłopiec o imieniu Vincent. Sam filmik to małe dzieło sztuki, które zwyczajnie skupia uwagę do samego końca. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Wielka przygoda Pee-Wee Hermana (1984) – 7,5/10

Pee-Wee Herman to facet o umyśle i mentalności dziecka. Jego spokojne i stabilne życie ulega rozbiciu, gdy zostaje mu skradziony jego rower. Sam film to kompletnie odjechana jazda i wariacka komedia, mieszająca kreskówkowy styl, zmieszany z nieokiełznaną wyobraźnią Burtona. Plus jedyny w swoim rodzaju Paul Reubens. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Frankenweenie (2012) – 8/10

Najpierw był krótkometrażowy film, który został przerobiony na animację. Punkt wyjścia jest taki sam: mały chłopiec po śmierci swojego psa, postanawia go wskrzesić. Animacja jest śliczna (na swój sposób), niepozbawiona elementów horroru i trzyma w napięciu do samego finału. Dla mnie zakończenie jest odrobinkę przesłodzone, nie mniej ta krzyżówka „Lassie” z „Frankensteinem” działa. Recenzja tutaj

Miejsce 5. – Frankenweenie (1984) – 8/10

Chociaż bardzo mi się podobała animowana wersja „Frankenweenie”, to jednak krótkometrażowa wersja bardziej mi odpowiada. Dlaczego?  Jest bardziej zwarta, prostsza w formie i – mimo udziału żywych aktorów – ogląda się to przyjemniej. Tak jak remake jest to silnie inspirowana horrorami historia o przyjaźni silniejszej od śmierci. Porządnie zagrane, z kilkoma fajnymi pomysłami. Jedna z lepszych rzeczy Burtona. Recenzja tutaj

Miejsce 4. – Ed Wood (1994) – 8/10

Biografia oraz hołd złożony najgorszemu reżyserowi wszech czasów. Ed Wood (genialny Johnny Depp) miał pasję, kochał kino, ale miał problemy z zebraniem funduszy i za grosz talentu. Burton w tej biografii pokazuje portret człowieka próbującego mimo wszystko oddać się swojej pasji. Niepozbawiona humoru, ale bez szyderstwa, jest także historią przyjaźni filmowca z Belą Lugosim (nagrodzony Oscarem Martin Landau) oraz hołdem dla kina klasy B. Recenzja tutaj

Miejsce 3. – Batman (1989) – 8/10

Drugi (po „Supermanie” Donnera) film pokazujący jak należy dokonywać filmowych adaptacji komiksu. Jednak zapomnijcie o quasi-realizmie Nolana, reżyser wydaje się wierniejszy komiksowej wersji balansując między realizmem, groteską oraz estetyką noir i surrealizmu. Nasz dzielny bohater walczy z Jokerem i ta konfrontacja pełna humoru, świetnych scen akcji (finałowa konfrontacja na dzwonnicy czy niszczenie obrazów przez ludzi Jokera) oraz precyzyjnie opowiadanej intrygi. A najmocniejszym atutem są kapitalna muzyka Danny’ego Elfmana z niezapomnianym tematem przewodnim, a także życiowa rola Michaela Keatona i rewelacyjny Jack Nicholson jako Joker. Recenzja tutaj

Miejsce 2. – Gnijąca panna młoda Tima Burtona (2005) – 9/10

Animacja zrealizowana wspólnie z Mikiem Johnsonem. Bohaterem jest młody i niezdarny mężczyzna, który chce poślubić wybrankę swojego serca. W skutek pewnych zdarzeń trafia do zaświatów, gdzie czeka na niego tytułowa panna młoda. Wariacka mieszanka horroru, musicalu i czarnej komedii (podobnie jak wyprodukowane przez Burtona w 1993 roku „Miasteczko Halloween”). Kino wzruszającego (śliczna animacja), ale i niepozbawione smolistego humoru, zaskakujących zwrotów akcji oraz finału, jakiego nie powstydziłby się sam Neil Gaiman. Plus świetny dubbing. Recenzja tutaj

Miejsce 1. – Powrót Batmana (1992) – 9/10

Rzadko zdarzają się udane sequele, które przebijają oryginał, ale to taki przypadek. Burton przebija poprzednika pod każdym względem. Jest mroczniej, niepokojąco, dwuznacznie i z odrobiną ukrytego erotyzmu. A że akcja toczy się w Święta Bożego Narodzenia wydaje się być żartem. Tym razem Batek (jeszcze raz Michael Keaton) musi zmierzyć się z tajemniczym Pingwinem (Danny DeVito w najciekawszej roli w swojej karierze – nominacja do Złotej Maliny to jakiś dowcip jest), wspieranym przez biznesmena Maxa Shrecka (niezawodny Chistopher Walken). No i jest jeszcze enigmatyczna Kobieta-Kot (zjawiskowa Michelle Pfeiffer), chodząca własnymi ścieżkami. Inteligentne kino rozrywkowe, które nie chce się zestarzeć. Recenzja tutaj


Jakim reżyserem jest Burton? Oryginalnym, tajemniczym i trzymającym w napięciu, naznaczonym wizualnym stylem. Nie bojącym się sięgać po różne konwencje, ale najlepiej czujący się w czarnych komediach oraz produkcjach z elementami mroku i grozy. Może ostatnie lata to nie jest wysoka forma, ale zawsze jest to fascynujący twórca.

Radosław Ostrowski

Roman Polański – 18.08

Dzisiejszy solenizant to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego kina na świecie. Aktor, reżyser, scenarzysta, producent, urodzony w Paryżu 18 sierpnia 1933 roku syn rodziny żydowskiej (naprawdę nazywa się Liebling) – matka zginęła w obozie koncentracyjnym, ojciec go porzucił po wojnie. Jako dziecko mieszkał w Krakowie u wuja i pracował najpierw w radiu (w wieku 13 lat) jako aktor. Zauważył go Andrzej Wajda, który zaproponował mu rolę w swoim debiucie „Pokolenie” z 1954 roku. W tym razu roku aplikuje do łódzkiej filmówki na reżyserię, realizując wiele etiud. Za swój debiut z 1962 roku został zaatakowany przez ówczesne władze i wyjechał na Zachód – najpierw do Francji, następnie Wielkiej Brytanii, by trafić w końcu do USA.

Ale jego życie stało się naznaczone tragedią oraz skandalami – jego drugą żonę, aktorkę Sharon Tate zamordowała grupa Charlesa Mansona. W 1977 roku, został aresztowany za gwałt na nieletniej Samancie Gailey, przez co zdecydował się na ucieczkę z kraju. Obecnie mieszka w Paryżu z trzecią żoną – aktorką Emmanuelle Seigner, z którą ma dwoje dzieci.

W swoich filmach Polański skupia się na mroczniej stronie człowieka – lękach, szaleństwie, pożądaniu oraz fatalistycznym losie. Bywa pesymistą, ale niepozbawionym odrobiny humoru (czarnego i ironicznego). Nie boi się zarówno dużego budżetu, jak i kameralnego dramatu z mała grupą aktorów. Zawsze jest interesujący, tajemniczy i niepokojący.

W swoim dorobku reżyser ma Oscara (i cztery nominacje), Złoty Glob (i dwie nominacje), trzy nagrody BAFTA, Złotą Palmę z Cannes, Złotego i Srebrnego Niedźwiedzia z Berlina, trzy Polskie Nagrody Filmowe – Orły, dwie nominacje do Złotego Satelity oraz osiem Cezarów.

Do grona jego najbliższych współpracowników wymienia się: kompozytorów Krzysztofa Komedę, Wojciecha Kilara, Philippe’a Sarde’a i Alexandre’a Desplata, scenarzystę Gerarda Bracha, montażystę Herve’a de Luze’a i Allistaira McIntyre’a, producentów Alaina Sarde’a, Timothy’ego Burrilla i Roberta Benmussę, operatora Pawła Edelmana oraz dźwiękowca Deana Humphreysa.

Pora na ranking dorobku filmowego Romana Polańskiego od najgorszego do najlepszego. 3, 2, 1, start.

Miejsce 20 – Prawdziwa historia (2017) – 4/10

Punkt wyjścia był obiecujący: pisarka po stracie weny poznaje swoja fankę i ta relacja wywraca jej życie do góry nogami, a nawet staje się paliwem napędowym. Problem jednak w tym, że ta psychodrama jako thriller, ani dramat psychologiczny się nie sprawdza. Wtórne, nudne, przewidywalne, nie trzymające w napięciu kino. Nie pomaga ani solidna realizacja, ani kreacje Emmanuelle Seigner i Evy Green. Takiej słabizny po takim reżyserze się nie spodziewałem. Recenzja tutaj.

Miejsce 19 – Lokator (1976) – 5/10

Bohaterem jest niejaki Trelkovsky, który wynajmuje mieszkanie po lokatorce w kamienicy. Im dłużej przebywa, tym coraz bardziej zaczyna czuć się obco i popada w szaleństwo. Dziwny to film, gdzie reżyser (obsadzając samego siebie w roli głównej) próbuje pokazać wyalienowanie bohatera, popychającego go w stronę obłędu. Problem w tym, ze tak naprawdę losy bohatera są mi obojętne, a mimo kilku świetnych fragmentów (piłka odbijana przez okno, zmieniająca się w głowę), całość męczy i odpycha. Recenzja tutaj.

Miejsce 18 – Tragedia Makbeta (1971) – 6/10

Jaki Makbet jest każdy widzi. Reżyser zrealizował tutaj wersję mroczną, brudną i niepokojącą, jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia umowności, sztuczności świata. Aktorstwo też takie sobie – niby jest tak jak być powinno, ale poczułem znużenie – nie o to tu chodziło.

Miejsce 17 – Wstręt (1965) – 6,5/10

Pierwszy głośny film Polańskiego, który przyniósł mu rozgłos na świecie. Skupiająca się ona na Carol – młodej dziewczynie, której zaczyna po prostu odbijać. Reżyser znowu próbuje balansować między realizmem, surrealizmem i koszmarem sennym. Miesza thriller psychologiczny z horrorem, a od Catherine Deneuve trudno oderwać wzrok. Do tego znakomita scena spaceru przez korytarz pełen dłoni, ale czegoś mi tu zabrakło. Jakiegoś silnego kopa. Recenzja tutaj.

Miejsce 16 – Oliver Twist (2005) – 6,5/10

Tym razem reżyser zmierzył się z powieścią Karola Dickensa o małym chłopcu, zmuszonym do kradzieży przez gang Fagina. Jak na film familijny, „Oliver Twist” jest mroczny, brudny i straszny, ale dla starszych problemem może być przewidywalność. Nie mogę jednak pominąć warsztat reżysera, świetną stronę plastyczną oraz dobre aktorstwo aktorów dziecięcych, zdominowanych przez niezawodnego Bena Kingsleya. Recenzja tutaj.

Miejsce 15 – Autor widmo (2010) – 6,5/10

Bardzo podobała mi się powieść Roberta Harrisa, na podstawie której powstał film. Bohaterem był anonimowy ghostwriter, poproszony o napisanie wspomnień Adama Langa – byłego premiera, mieszkającego w USA. Mężczyzna odkrywa, że jego poprzednik zniknął w dość niejasnych okolicznościach i wbrew sobie próbuje wyjaśnić tą sprawę. Tutaj mamy do czynienia z thrillerem, przypominającym kino z lat 70. – spokojne tempo, powolne odkrywanie kart i kapitalna muzyka Desplat. Plus świetne role Ewana McGregora i Pierce’a Brosnana. Tylko, że środek filmu działa dość nużąco.

Miejsce 14 – Chinatown (1974) – 7/10

Film, który MUSZĘ sobie odświeżyć, bo niewiele z tego pamiętam. Hołd złożony czarnemu kryminałowi, gdzie prywatny detektyw J.J. Gittes (wielki Jack Nicholson) zostaje wplątany w skomplikowaną intrygę z kazirodztwem i morderstwem w tle. Pamiętam finał, podcięcie nosa oraz muzykę Goldsmitha.

Miejsce 13 – Dziewiąte wrota (1999) – 7/10

Drugie spotkanie reżysera z diabłem. Bibliofil Dean Corso ma sprawdzić autentyczność książki, dzięki której można przywołać Szatana. Od początku tej sprawy jednak dzieją się tajemnicze rzeczy – samobójstwa, wypadki i morderstwa. Śledztwo wciąga, film trzyma w napięciu, dodatkowo całość jest pięknie sfotografowana. Może zakończenie rozczarowuje, ale dobre aktorstwo (Depp, Seignier, Langhella i Olin) oraz pewna ręka reżysera są rękojmią sukcesu.

Miejsce 12 – Rzeź (2011) – 7/10

Polański wraca do kameralnego kina, skupiając się na dwójce par rodziców, których dzieci pobiły się. Sytuacja jednak zostaje podkręcona, a obydwu stronom nie do końca zależy na rozwiązaniu problemu. „Rzeź” jest czarną komedią, pełną ironii, złośliwości i pokazania, że w każdym z nas siedzi prymityw, czekający na swoją chwilę. Dodatkowo jest to popis aktorstwa w wykonaniu kwartetu: Foster-Winslet-Reilly-Waltz. Takich rzeczy się nie przegapia.

Miejsce 11 – Matnia (1966) – 7/10

Polański tym razem w wersji groteskowej, gdzie konwencja thrillera zostaje wywrócona do góry nogami. Ranny gangster dociera do zamku zamieszkanego przez niedopasowane małżeństwo i zmusza ich do uległości, jednocześnie czekając na wiadomość od szefa. Niby śmiesznie, ale bardzo smutno.Recenzja tutaj.

Miejsce 10 – Piraci (1986) – 7/10

Wydawałoby się, że połączenie Polański i kino przygodowe jest co najmniej absurdalne. Ale „Piraci” – niedoceniony film Polaka to pastisz tego gatunku, zrobiony z rozmachem, zgrywą i odrobiną wariactwa. Poszukiwanie skarbu, morskie potyczki na zarąbiście wielki statku, może trochę nierówne tempo, ale humor i świetny Walter Matthau w roli kapitana to najmocniejsze atuty tego widowiska. Recenzja tutaj.

Miejsce 9 – Wenus w futrze (2013) – 7/10

Trwają przygotowania do wystawienia „Wenus w futrze”. Na casting zgłasza się nieprzygotowana aktorka Vonda, która chciałaby zagrać główną rolę. Reżyser niechętnie zgadza się na próbę, podczas której oboje powiedzą o sobie więcej niż powinni. Kameralny Roman znowu nie rozczarowuje, a mroczna strona miłości z sado-maso w tle wywołuje większe podniecenie niż popisy niejakiego Greya. Plus świetne role Emmanuelle Seignier (taniec w finale – bezcenny) i Mathieu Alamrica. Recenzja tutaj.

Miejsce 8 – Śmierć i dziewczyna (1994) – 7,5/10

Mroczne studiom szaleństwa, winy i kary, a w tle tytułowa kompozycja Franza Schuberta. Tutaj bohaterką jest Paulina Escobar, która była ofiarą tortur w trakcie rządów junty wojskowej. Po głosie rozpoznaje swojego oprawcę i podaje go torturom, by wymusić na nim przyznanie się do winy. Duszna atmosfera, ciągłe trzymanie w napięciu, a szansę wykazania się dostali Sigourney Weaver i Ben Kingsley.

Miejsce 7 – Frantic (1988) – 7,5/10

Amerykański lekarz przybywa do Paryża na sympozjum ze swoją żoną. Kiedy mężczyzna bierze prysznic kobieta znika bez śladu. Pozostawiony sam sobie, na własną rękę próbuje wyjaśnić sprawę. Tym razem Polański postanowił zabawić się w Alfreda Hitchcocka. Intryga jest pogmatwana, jest suspens, brudny i zgniły Paryż, a wszystko wskutek jednej pomyłki. Do tego świetne zdjęcia, bardzo dobre role Harrisona Forda i Emmanuelle Seigner oraz muzyka samego Ennio Morricone. Tak się robi kino gatunkowe.

Miejsce 6 – Nóż w wodzie (1963) – 7,5/10

Głośny debiut reżysera i pierwszy polski film nominowany do Oscara. Akcja skupia się na młodym i stabilnym małżeństwie, spędzającym wakacje na Mazurach. Po drodze zabierają młodego autostopowicza. Między panami zaczyna toczyć się rywalizacja o uwagę kobiety. Kolejny przykład, jak budzi się w nas wewnętrzny potwór, a jednocześnie krytyka „wygodnego stylu życia” z niezapomnianą muzyką Krzysztofa Komedy i sceną z nożem. Recenzja tutaj.

Miejsce 5 – Nieustraszeni pogromcy wampirów (1967) – 7,5/10

Pierwszy komediohorror jaki widziałem, czerpiący garściami z wampirycznych opowieści. Nawiedzony zamek, żądza krwi, dama w opałach do ocalenia oraz para ciapowatych bohaterów – profesora oraz niezdarnego asystenta. Dziś bardziej śmieszy niż straszy, ale nadal zabawa jest przednia, co jest zasługą Polańskiego-aktora, Polańskiego-reżysera, stylowej realizacji, niezawodnej muzyki Komedy i przewrotnego finału. Recenzja tutaj.

Miejsce 4 – Gorzkie gody (1992) – 8/10

Historia mrocznej strony pożądania. Młode małżeństwo poznaje doświadczonych małżonków: sparaliżowanego Oscara oraz atrakcyjnej Mimi, poznając historię ich związku. Jest bardziej niepokojąco, perwersyjnie, ale mniej wulgarnie i nie mogłem oderwać wzroku od Seigner. Po raz kolejny Polański stawia na niedopowiedzenie, co tylko podkręca atmosferę. Tego rejsu nie da się zapomnieć. Recenzja tutaj.

Miejsce 3 – Pianista (2002) – 8,5/10

Mój pierwszy kontakt z Polańskim. Historia wojennych losów Władysława Szpilmana – żydowskiego pianisty, który przetrwał w Warszawie. Jest ona bardziej chłodna i może mniej hollywoodzka od „Listy Schindlera”, ale trzyma po prostu za gardło. Losy biernego świadka, który miał sporo szczęścia i przeżył powstanie, pokazuje jak wiele rzeczy nie zależy od nas, przypominając, iż nawet w takich czasach warto być człowiekiem. Kompletne kino, słusznie nagrodzone Oscarami: za reżyserię, scenariusz i główną rolę męską Adriena Brody’ego.

Miejsce 2 – Tess (1979) – 9/10

Kompletnie zaskoczenie i film, który mną po prostu pomiatał niczym szmatą. Tragiczna historia młodej dziewczyny Tess Durbeyfield, której ojciec – lokalny pijaczek – dowiaduje się, ze jest spokrewniony z bogatym rodem. 14-latka zostaje zmuszona poprosić o pomoc swoich krewnych (przez ojca) i to staje się początkiem dramatycznych wydarzeń. Mroczny, wstrząsający, niepokojący i brutalny – Polański wiele rzeczy pokazuje poza kadrem, mimo wysmakowania plastycznego, czuć fatalistyczną aurę, a Nastassja Kinski zagrała rolę życia. Recenzja tutaj.

Miejsce 1 – Dziecko Rosemary (1968) – 9/10

Zwycięzca mógł być tylko jeden – nieśmiertelny klasyk kina grozy, który bardziej stawia na domysły i pokazuje, że boimy się tego, co możemy zobaczyć niż tego, co widzimy. Czy Rosemary naprawdę urodziła dziecko szatana czy to tylko lęk przed macierzyństwem? Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi i w tym tkwi geniusz reżysera. Mógłbym wymieniać zalety filmu, ale powiedziano już na ten temat wszystko – jeśli nie widzieliście, to zobaczcie. Recenzja tutaj.

Nieobejrzane:

Nie udało mi się obejrzeć etiud reżysera, z najgłośniejszymi „Dwoma ludźmi z szafą”.
Najpiękniejsze oszustwa świata (1964) – cykl fabuł kryminalnych
Co? (1972) – komedia erotyczna nakręcona we Włoszech z Marcello Mastroiannim w roli głównej
Weekend z mistrzem (1972) – dokument o Jackiem Stewarcie – kierowcy Formuły 1

Mimo 83 lat na karku, Polański nie odpuszcza i nadal planuje kolejne filmy. W przyszłym roku ma się odbyć premiera The Dreyfuss Affair – dramatu historycznego skupionej na aferze Dreyfussa. Tytułowy bohater zostaje oskarżony w 1897 roku o szpiegostwo, ale tak naprawdę przyczyną było jego żydowskie pochodzenie. Zapowiada się jak zawsze ciekawie.

Jakim reżyserem jest Polański? Oglądając jego dzieła skupia się na tym, co w człowieku jest najgorsze, podłe i wstrętne. Balansuje na granicy między szaleństwem, rzeczywistością, a jednocześnie potrafi zaskoczyć i utrzymać w napięciu do samego końca, za pomocą minimalistycznych środków. Czego mogę mu życzyć? Dalszej chęci działania i kolejnych świetnych filmów.

A co wy sądzicie o filmach Romana Polańskiego? Lubicie, cenicie, szanujecie? Piszcie w komentarzach pod postem.

Radosław Ostrowski

Christopher Nolan – 30.07

06-christopher-nolan.w750.h560.2xDzisiejszy solenizant to jedna z barwniejszych postaci współczesnego kina rozrywkowego. Reżyser, scenarzysta i producent, syn amerykańskiego pracownika agencji reklamowej i brytyjskiej nauczycielki. Swoją młodość spędził między Chicago a Londynem. Już jako dzieciak zaczął kręcić swoje pierwsze filmy na kamerze Super 8.

Ale Nolan nie ukończył żadnej szkoły filmowej, tylko studiował literaturę na University College w Londynie. Zapisał się tam także do kółka filmowego, gdzie kręcił krótkie metraże. Po studiach swoją karierę filmowca rozpoczął od produkcji instruktażowych dla różnych firm. Tak poznał swoją przyszłą żonę, producentkę Emmę Thomas.

W swoich filmach Nolan miesza z jednej strony konwencję rasowego kina gatunkowego z ambitniejszymi, czasami filozoficznymi treściami oraz motywami – fałszywa tożsamość, brak granicy między iluzją a rzeczywistością, mroczną stroną człowieka. Nie boi się zarówno sięgać po skromne pieniądze, jak i ogromne budżety z gwiazdorską obsadą, dbając o wizualne detale, niemal z pietyzmem oraz precyzją, doprowadzając do stanu olśnienia, zachwytu, poczucia niesamowitości.

Do grona jego najbliższych współpracowników zalicza się: producentka Emma Thomas, autora zdjęć Wally’ego Pfistera, kompozytorzy Hansa Zimmera, Jamesa Newtona Howard i Davida Julyana, scenografa Nathana Crowleya, montażystę Lee Smitha, dźwiękowców Richarda Kinga i Gary’ego Rizzo, scenarzystę Jonathana Nolana oraz aktorzy – Michaela Caine’a, Christiana Bale’a, Cilliana Murphy’ego, Toma Hardy’ego.

Do tej pory Nolan otrzymał 3 nominacje do Oscara, Złotych Globów i nagród BAFTA, pięciokrotnie był nagradzany Saturnem, trzykrotnie nominowany przez Amerykańską Gildię Reżyserów oraz pięć razy do Złotego Satelity.

Oto ranking całej filmografii Christophera Nolana zaczynając od najgorszych do najlepszych filmów. Wszelkie wasze opinie i komentarze przeczytam pod tym postem. 3, 2, 1 – start.

Miejsce 10. – Bezsenność (2002) – 7/10

Do małego miasteczka na Alasce trafia dwóch detektywów, prowadzących śledztwo w sprawie morderstwa dziewczyny. Podczas obławy na podejrzanego (we mgle) – pisarza Waltera Finch, Will Dormer zabija swojego partnera, co wykorzystuje przeciwko niemu Finch. Mimo śniegu, jest to bardzo mroczny i duszny thriller, którego największą wadą jest to, iż jest to remake norweskiego dreszczowca z lat 90., a drugim problemem jest hollywoodzkie zakończenie. Jednak poza klimatem, film ma świetnie poprowadzony duet Al Pacino/Robin Williams w rolach antagonistów, wspieranych przez Hillary Swank.

Miejsce 9. – Śledząc (1998) – 7/10

Młody pisarz obserwuje ludzi przechadzających się ulicą, aż w końcu decyduje się spotkać jednego z gości, który okazuje się włamywaczem nazwiskiem Cobb. Mężczyzna bierze pisarza na jeden ze swoich włamów, który poważnie odmienia życie młodego człowieka. Już w tym czarno-białym debiucie widać potencjał reżysera, prowadzącej grę z widzem aż do przewrotnego finału – pulsująca muzyka, dobre aktorstwo nieznanych twarzy oraz powoli budowane napięcie.

Miejsce 8. – Mroczny rycerz powstaje (2012) – 7/10

Trzecie i ostatnie spotkanie z Batmanem, który tutaj wycofuje się w cień, gdyż w Gotham panuje już porządek. Ale pojawia się tutaj niejaki Bane, który chce złamać Batmana. Intryga się tutaj gmatwa i komplikuje, wprowadzając troszkę (zbyt mocno) chaos, przeskakując z postaci na postać, sam Batman mocno przesunięty w cień, ale sceny akcji są zrobione z dynamiką oraz energią, a wszystko nadrabia świetny Tom Hardy w roli Bane’a. Nie brakuje tutaj odwołań do poprzednich części (zwłaszcza do „Początku”), a finał satysfakcjonuje, stając się godnym następcą serii.

Miejsce 7. – Dunkierka (2017) – 7,5/10

Próba rekonstrukcji ewakuacji wojsk brytyjskich spod Dunkierki w 1940 roku. Sama koncepcja, by opowiedzieć to na trzech płaszczyznach czasowych, bardzo pomaga w budowaniu napięcia. Mimo, że realizacja jest świetna, montaż podkręca poczucie zagrożenia (mimo braku Niemców na ekranie), film ma jeden poważny problem: brak jakiegoś konkretnego bohatera, o którym moglibyśmy wiedzieć coś więcej (w pewnym sensie taką postać gra Mark Rylance), a tak mamy morze anonimowych twarzy bez imienia, tła czy czegokolwiek, co pozwoliłoby mi kibicować. Ale i tak ogląda się to więcej niż dobrze. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Interstellar (2014) – 7,5/10

Opowieść o wyprawie kosmicznej, której celem jest znalezienie nowej planety, w której mogłaby zamieszkać ludzkość, gdyż Ziemia ma już nas dość i atakuje nas burzami piaskowymi, a każdy człowiek musi zajmować się rolnictwem, gdyż brakuje żywności. Na czele wyprawy stoi Cooper, a czasu jest naprawdę niewiele. W końcu Nolan zmierzył się z SF i powstał film niejednoznaczny w ocenie – z jednej strony niesamowity audio-wizualnie, czerpiący garściami z Kubricka, Spielberga oraz Malicka, z drugiej strasznie długi, z nierównym tempem i aktorstwem (mocno odstaje Anne Hathaway i Matt Damon, lepszy jest McConaughey). Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Mroczny rycerz (2008) – 7,5/10

Mój pierwszy filmowy kontakt z Batmanem, który tutaj mierzy się ze swoim nemezis – Jokerem, doprowadzającym Gotham do chaosu. Gdybym miał ocenić tą część pod względem scen akcji, dynamiki byłaby to rewelacja, z charyzmatycznym Heathem Ledgerem w już ikonicznej kreacji szalonego anarchisty. Bale znowu jest w cieniu, świetny jest Aaron Eckhart jako Harvey Dent, ale po scenie schwytania oraz ucieczki Jokera, coś zaczyna się sypać, a niektóre zachowania postaci stają się niezrozumiałe (dotyczy to Foxa oraz Denta). Do tego jeszcze patos pod koniec i ciężkostrawny głos Bale’a w stroju Batka, a nad wszystkim unosi się duch Michaela Manna.

Miejsce 4. – Prestiż (2006) – 8/10

Filmowy pojedynek między dwoma iluzjonistami, którzy kiedyś byli dobrymi przyjaciółmi. Ale każda przyjaźń kończy się, zwłaszcza gdy podczas występu na scenie zabijasz żonę swojego przyjaciela. Obydwaj magicy chcą udoskonalić sztuczkę znikającego mężczyzny, a całość trzyma w napięciu do samego końca. Do tego dostajemy brudny Londyn, grę w kotka i myszkę oraz wyborne aktorstwo z Christianem Balem, Hugh Jackmanem i Michaelem Cainem na czele. Plus drobny, ale kluczowy epizod Davida Bowie w roli Tesli.

Miejsce 3. – Memento (2000) – 8/10

Już sam pomysł, by bohaterem uczynić człowieka z zanikiem pamięci krótkotrwałej, był intrygujący. Leonard Shelby z powodu swojej przypadłości, posługuje się zdjęciami oraz tatuażami na swoim ciele, przedstawiającymi jego życie. Urwało się z powodu śmierci żony, a nasz bohater planuje dorwać sprawcę. Nolan używa dwutorowej narracji, przy czym główny wątek zostaje przedstawiony… od końca. Dodatkowo niesamowity Guy Pierce, grający tutaj rolę życia.

Miejsce 2. – Batman – Początek (2005) – 8,5/10

Tutaj Nolan mierzy się z legendą Batmana i wskrzesza najsłynniejszego komiksowego herosa, tym razem pokazując jego narodziny. Skąd wziął się Batman? Dlaczego nietoperze? Jak dostał te wszystkie zabawki? I kto go nauczył tak bić i walczyć? Burton mógłby być dumny, chociaż wielu czepiało się zbyt uproszczonej psychologii postaci, słabej Katie Holmes czy chaotycznie zmontowanych scen akcji. Ale film się oglądało znakomicie, sceny treningu Wayne’a przez Ligę Cienie ekscytują, a konfrontacja w Gotham z rozpędzonym pociągiem to mała perła scen akcji. Plus fantastyczny drugi plan (Caine, Freeman, Oldman, Neeson, Murphy) oraz dobry Christian Bale. Tak się odradza herosów.

Miejsce 1. – Incepcja (2010) – 9/10

Tu zwycięzca mógł być tylko jeden – najbardziej zamotana intryga sensacyjna w konwencji oniryczno-fantastycznej. Grupa złodziei pod wodzą Cobba, musi włamać się do podświadomości młodego biznesmena, by zaszczepić mu myśl o upadku swojej firmy. W ten sposób Cobb będzie mógł spłacić dług u japońskiego biznesmena. Z jednej strony esencja kina akcji z genialnymi efektami specjalnymi (rozpadające się miasto) oraz fenomenalnym montażem, z drugiej próba wejścia w ludzką podświadomość. Aktorzy błyszczą (DiCaprio, Gordon-Levitt, Hardy, Watanabe, Cotilliard, Page), a całość po prostu wgniata w fotel.

Jakim reżyserem jest Nolan? Intrygującym, ambitnym, łączącym ogień z wodą, czyli rozrywkę z głębszą refleksją. Szkoda, ze tak długo trzeba czekać na jego filmy, gdyż nie korzysta z asystentów i sam kręci wszystkie sceny, co jest rzadkością. Dodatkowo nie korzysta z maili ani telefonów komórkowych, co jest rzadkością.

A jak Wy oceniacie Christophera Nolana? Jakie jego filmy lubicie? Piszcie śmiało w komentarzach.

Radosław Ostrowski

J.J. Abrams – 27.06

image

Dzisiejszy solenizant to człowiek wielu talentów – producent, kompozytor, scenarzysta i reżyser, jednak największe sukcesy przyniosła mu telewizja.

Jeffrey Jacob Abrams urodził się 27 czerwca 1965 roku w Nowym Jorku, ale był wychowywany w Los Angeles. Jest synem producenta telewizyjnego Gerarda W. Abramsa oraz producentki wykonawczej Carol Ann Abrams. Jest absolwentem liceum Palisades, gdzie poznał Matta Reevesa. Po jego ukończeniu zamierzał zdawać do szkoły filmowej, ale ostatecznie wybrał Sarah Lawrence College.

Pracę w kinie rozpoczął w wieku 15 lat, pisząc muzykę do filmu „Nocna bestia” z 1982 roku. Dwa lata po ukończeniu studiów współtworzył scenariusz do filmu „Dbać o interesy”. Jako samodzielny scenarzysta debiutował chłodno przyjętym „Odnaleźć siebie” Mike’a Nicholsa. Kolejne skrypty spotykały się z odrobinę cieplejszym przyjęciem („Wiecznie młody” Steve’a Minera czy „Przygoda na rybach”), jednak przełom nastąpił w 1998 roku. Najpierw był współscenarzystą kasowego hitu „Armageddon” Michaela Baya, następnie wyprodukował i współtworzył z Mattem Reevesem dla telewizji WB serial „Felicity”.

To telewizja okazała się dla Abramsa trampoliną do sławy. Po „Felicity” powstały takie głośne dzieła jak „Agentka o stu twarzach” (2001-06), „Zagubieni” (2004-10), „Fringe: Na granicy światów” (2008-13), „Person of Interest” (2011-16), „Revolution” (2012-14) czy miniserial „22.11.63” (2016) oparty na bestsellerowej powieści Stephena Kinga „Dallas ’63”. I to one spowodowały, że Abramsem na nowo zaczęło się interesować Hollywood.

Do tej pory Abrams otrzymał nagrodę Emmy (za reżyserię serialu dramatycznego), nagrodę Saturn za reżyserię oraz nominację do Złotej Maliny za najgorszy scenariusz do „Armageddonu”. Najbliższymi współpracownika reżysera są: montażystka Mary Jo Marker i Maryann Brandon, kompozytor Michael Giacchino, operator Daniel Mindel, producent Bryan Burk, scenografowie Scott Chambliss i Karen Manthley, scenarzyści Alex Kurtzman i Roberto Orci oraz aktorzy: Tony Guma, Jonathan Dixon, Greg Grunberg, Simon Pegg.

A oto ranking wszystkich obejrzanych przeze mnie filmów J.J. Abramsa:

Miejsce 5. – Mission: Impossible 3 (200) – 7,5/10

Debiut i to od razu mocny, bo kontynuacja kultowej franczyzy, gdzie Tom Cruise wykonuje prawdziwe cuda-wianki. Tym razem musi powstrzymać handlarza bronią (świetny Philip Seymour Hoffman), odnaleźć swoją protegowaną oraz ukraść Króliczą Łapkę. Seria próbuje pójść w stronę, jaką wykonała przy części czwartej, czyli postawić na interakcję Hunta z resztą zespołu (tutaj debiutuje Benji), bez których nie jest w stanie wykonać zadania. Efektowne, dynamiczne kino akcji, z kilkoma woltami, wyrazistym łotrem oraz – co zaskakujące – nie pokazujące wszystkiego wprost. Niespodzianka. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – W ciemność. Star Trek (2011) – 7,5/10

Drugie spotkanie z odmłodzoną załogą Enterprise, która tym razem zostaje pozbawiona dowództwa kapitana Kirka, a Federacja zaatakowana przez niejakiego Johna Harrisona. Kirk planuje zemstę, a rozgrywka między nim z złoczyńcą nie będzie łatwa. Nadal to dynamiczne kino akcji, pełne świetnych efektów specjalnych oraz scen pościgów i strzelanin, zrobionych z nerwem oraz świetnie zagrane. I na plus Benedict Cumberbatch w roli łotra. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Star Trek (2011) – 8/10

Restart cyklu, gdzie postanowiono pokazać losy młodych bohaterów i początki działania Enterprise. Tutaj Kirk i Wolkanin Spock dopiero się poznają, a młoda załoga mierzy się z niejakim Nero, który zniszczył macierzystą planetę Spocka oraz zabił ojca Kirka. Do tego nie trzeba znajomości poprzednich filmów, by się świetnie bawić, chemia między młodymi aktorami (Pine, Quinto, Yelchin, Urban, Pegg, Saldana) jest namacalna, tempo jest szybkie i świetnie się to ogląda. Zaskoczeniem jest obecność Leonarda Nimoya jako starszego Spocka, kradnącego jedną sceną cały film.

Miejsce 2. – Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy (2015) – 9/10

Stało się niemożliwe – powstała nowa część nowej trylogii, która garściami czerpie ze starej (najlepszej) trylogii i świetnie wplata nowych bohaterów. Powiem krótko – znowu poczułem Moc, a jeśli chcecie poznać więcej szczegółów, zapraszam do recenzji umieszczonej tutaj.

Miejsce 1. – Super 8 (2011) – 9/10

Grupa dzieciaków w 1979 roku, podczas kręcenia filmu fabularnego, jest świadkiem wykolejenia pociągu, z którego wyłazi tajemnicze coś. Wtedy wojsko przybywa do miasteczka, by zatuszować sprawę. Abrams tym razem w hołdzie dla swojego mistrza – Stevena Spielberga, stworzył własną wersję „Goonies”. Jest napięcie, przygoda, tajemnica i niesamowity klimat. Do tego świetne role dziecięce, klimatyczna muzyka oraz wierne odtworzenie realiów epoki. Recenzja tutaj.

A jak wy oceniacie produkcje J.J. Abramsa? Serdecznie zapraszam do komentowania pod postem i podzielenia się swoimi wrażeniami.

Radosław Ostrowski

Tony Scott (1944-2012)

tony-scott-600

Choć dzisiejszy solenizant odszedł z tego świata 4 lata temu, był jednym z najważniejszych twórców kina akcji, ale i tak bardziej znano go jako młodszego brata Ridleya Scotta. Urodził się 21 czerwca 1944 w brytyjskim Tynemouth jako najmłodszy syn Elizabeth i pułkownika Francisa Percy’ego Scotta. Tak jak starszy brat, studiował w londyńskim Royal College of Art, gdzie zrealizował w 1969 roku krótkometrażówkę „One of the Missing”. W wieku 16 lat zagrał w krótkometrażówce Ridleya „Chłopiec i jego rower”.

Swoją karierę reżyserską od reklamówek dla telewizji, realizowanych przez Ridley Scott Associates, gdzie zostaje zatrudniony jako wspólnik. Realizował reklamy przez 10 lat, a produkcje te zdobywały uznanie środowiska oraz kilka prestiżowych nagród. W tym samym czasie zrealizował trzy filmy dla telewizji (z czego dwa to były dokumenty). Wreszcie w 1982 zrealizował swój pełnometrażowy debiut („Zagadka nieśmiertelności”), która odniosła komercyjną porażkę. Drugą szansę otrzymał 3 lata później („Top Gun”) i nie zmarnował jej.

Od tej pory realizował komercyjne kino akcji, pełen dynamicznych pościgów, strzelanin, ale jednocześnie nie były to prostackie, obrażające inteligencję widza kino, zarabiając dużo pieniędzy. Jednocześnie wyrobił sobie wizualny styl, nie bał się eksperymentować z formą (nakładające się ujęcia, pulsujący montaż, silniejsze kolory), który zapewnił mu sławę.

Jednocześnie razem z bratem założył firmę producencką Scott Free Productions, która zrealizowała wiele głośnych filmów (poza projektami braci, były to m.in. „Czerwony smok” Bretta Ratnera, „Tristan i Izolda” Kevina Reynoldsa, „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” Andrew Dominika, „Stoker” Chan-wook Parka czy „Zrodzony w ogniu” Scotta Coopera) oraz popularnych seriali i miniseriali telewizyjnych („Wzór”, „Żona idealna”, „Klondike”), za co otrzymał dwie nagrody Emmy.

Tony był trzykrotnie żonaty, jednak 19 sierpnia 2012 roku dokonał dramatycznego wyboru. Tego dnia reżyser popełnił samobójstwo skacząc z mostu Vincent Thomas w San Pedro. Krążyły informacje, że Tony miał nieoperacyjnego raka mózgu, jednak sekcja zwłok nie potwierdziła tej hipotezy.

Do grona najbliższych współpracowników zaliczani są: montażyści Chris Lebenzon i Christian Wagner, dźwiękowcy Kevin O’Connell, George Waters II i  Rick Kline, kompozytorzy Harry Gregson-Williams i Hans Zimmer, producenci Jerry Bruckheimer oraz Don Simpson, operator Jeffrey L. Kimball, a także aktorzy: Denzel Washington, James Gandolfini, Steve Gonzales, Val Kilmer, Christopher Walken.

A oto ranking obejrzanych przeze mnie filmów Tony’ego Scotta. Zapraszam do komentowania pod postem.

Miejsce 10. – Niepowstrzymany (2010) – 6/10

Pomysł na ten film może wydawać się idiotyczny. Doświadczony motorniczy i zaczynający swoją pracę konduktor próbuje powstrzymać rozpędzony pociąg, jadący bez kontroli. Stawka jest wysoka, gdyż pociągiem przewożone są toksyczne substancje. Nie ma tutaj doszukiwania się głębszych treści, ale nieźle się to ogląda, co jest zasługą pewnej realizacji. Reszta to tylko wsparcie dla formy.

Miejsce 9. – Metro strachu (2009) – 6/10

Grupka złodziei wpadła na prosty pomysł – porwać pociąg metra i zażądać okupu za pasażerów. Negocjacje prowadzi z nimi kontroler ruchu metra, oskarżony wcześniej o korupcję. Sama intryga jest pogmatwana i mimo kilku naiwności oraz bzdur (wypadek spowalniający dostarczenie okupu czy szczur w metrze), z happy endem obowiązkowym. Sytuację ratuje wyborny John Travolta w roli czarnego charakteru (Ryder), jednak do oryginału z 1974 roku (recenzja tutaj) nie ma startu.

Miejsce 8. – Wróg publiczny (1998) – 7/10

Młody i uczciwy prawnik Robert Dean (solidny Will Smith) jest ścigany przez tajne służby, oskarżony o morderstwo kongresmena sprzeciwiającego się inwigilacji obywateli przez NSA. Zabójstwo zostało uwiecznione na taśmie, przypadkowo trafiając w ręce Deana. Pomóc mu może spec od inwigilacji, niejaki Brill. Brzmi jak powtórka z „Rozmowy”? Poniekąd tak jest, ale Scottowi udaje się utrzymać w napięciu do końca, dodając pościgi, aurę paranoi i porządną eksplozję. Plus mocny drugi plan z Joem Voightem, Gene Hackmanem oraz grającym absolutnie serio Jackiem Blackiem.

Miejsce 7. – Top Gun (1986)- 7/10

Kolejna prosta opowiastka opowiadająca o tym, że w wojsku jest cool. Najważniejsza jest tutaj rywalizacja dwóch pilotów o to, który jest najlepszym w szkole lotnictwa Top Gun. Samoloty, jedna kobita, amerykańska flaga i luz, dodatkowo wspierany przez ejtisowską muzykę oraz nielubianego przeze mnie Toma Cruise’a. Za to drugi plan (niezawodny Michael Ironside, Anthony Edwards i Tim Robbins) i pewna reżyseria oraz sceny lotnicze to mocne atuty.

Miejsce 6. – Zawód: Szpieg (2001) – 7,5/10

Najambitniejszy film w całym zestawie. Rok 1991 – jeden z agentów CIA zostaje schwytany w Chinach, a w tym czasie odchodzący na emeryturę mentor ma dobę, by go wydostać. Scott dokładnie przedstawia pracę wywiadowczą, skupiając się na retrospekcjach przedstawiających przyjaźń naszych bohaterów. Świetnie zrekonstruowane realia epoki (świetne zdjęcia, kostiumy i scenografia), precyzyjna intryga oraz świetny duet Robert Redford/Brad Pitt to najmocniejsze atuty. Patetyczny finał psuję świetne wrażenie.

Miejsce 5. – Ostatni skaut (1991) – 7,5/10

Jeśli w napisach początkowych, jest napis: written by Shane Black, to mniej więcej wiadomo co będzie – duet niedopasowanych bohaterów, rozwiązujących zagadkę kryminalną, pełną przemocy, krwi i czarnego humoru. Tutaj jest prywatny detektyw Joe Hollenback (niezawodny Bruce Willis) oraz były sportowiec Jimmy Dix (zaskakujący Damon Wayans), a cała intryga dotyczy nielegalnych zakładów sportowych. Mafia, korupcja, morderstwa, wybuchy i żarty. Prawie jak ostatnie dzieło Blacka, „Nice Guys”, więc wchodzimy w ciemno.

Miejsce 4. – Karmazynowy przypływ (1995) – 7,5/10

Jesteśmy na amerykańskim atomowym, okręcie podwodnym wysłanym, by patrolować rosyjskie wybrzeże. Pozbawieni kontaktu ze światem, marynarze zostają wplątani w konflikt między dowódcą a pierwszym oficerem, mających odmienne zdanie w sprawie użycia pocisków nuklearnych. Klaustrofobiczny klimat, genialna muzyka Hansa Zimmera, przewrotki oraz roszady, suspens plus pojedynek Washington/Hackman. Jedna z mocniejszych rzeczy zrealizowanych przez Scotta.

Miejsce 3. – Prawdziwy romans (1993) – 8/10

Film oceniany wysoko, bo scenariusz napisał sam Quentin Tarantino (wtedy mało znany twórca) i stworzył krwawe love story. Zamiast Romea i Julii jest Clarence – wielki fan kina, wspierany radami przez samego Elvisa oraz Alabama – dziewczyna na telefon zamówiona przez szefa naszego bohatera. Wszystko się komplikuje, gdy Clarence zabija byłego alfonsa dziewczyny, kradnąc walizkę z narkotykami. Jest to mieszanka kryminału, melodramatu i komedii z wyrazistymi charakterami oraz krwawą jatką pod koniec z błyskotliwymi dialogami (przesłuchanie ojca Clarence’a przez włoskiego gangstera – rewelacja). Plus wielki gwiazdozbiór – Slater, Arquette, Hopper, Walken, Oldman, Pitt, Gandolfini. Jak tu się nie zachwycać?

Miejsce 2. – Człowiek w ogniu (2004) – 8/10

Niby klasyczne kino zemsty, które idzie jak po sznurku, ale jak to wciąga i jest świetnie zrealizowane. Tutaj bohaterem jest najemnik John Creasy, który zostaje zatrudniony jako ochroniarz amerykańskiej rodziny mieszkającej w Meksyku. Mężczyzna zaprzyjaźnia się z córką swoich szefów i dzięki czemu odstawia flaszkę. Wtedy jednak staje się najgorsze – porwanie i próba wręczenia okupu, która nie poszła zgodnie z planem. I się zaczyna – Scott z pomocą agresywnego, pulsującego montażu tworzy z jednej strony wiarygodną psychologicznie historię, by w połowie przyspieszyć, serwując co wymyślniejsze sceny zabijania (wysadzenie grubej ryby za pomocą bomby umieszczonej w jego… dupie – to  nie przesada). Do tego fantastyczny Denzel Washington oraz Dakota Fanning, którzy trzymają tą opowieść za gardło. A na drugim planie m.in. Christopher Walken i Mickey Rourke.

Miejsce 1. – Gliniarz z Beverly Hills II (1987) – 9/10

Drugie spotkanie z Axelem Foleyem, który znowu na gościnnych występach w Beverly Hills. Tam szaleje gang złodziei biżuterii, który nie waha się także zabijać gliniarza, a bezpośrednim impulsem do wyprawy jest postrzelenie kapitania Bogumila. Foley razem z Taggartem i Rosewoodem prowadzą śledztwo. Z jednej strony świetnie zrealizowane sceny akcji, co jest zawsze wizytówką reżysera – tutaj napad przeplatany ze scenami wyścigów konnych. Z drugiej jest to tak naszpikowane żartami (błyszczy nie tylko Eddie Murphy, ale też Judge Reinhold w roli przemienionego Rosewooda, mocno zafascynowanego spluwami oraz Sylvestrem Stallone), że nie można powstrzymać się od śmiechu. Takiej równowagi między akcją a humorem nie widziałem od dawna.

Nieobejrzane:

Jest tego dość spore grono, zdominowane przez kino sensacyjne. I jestem ciekaw, co z tego spotkania wyjdzie.
Zagadka nieśmiertelności (1983), Odwet (1990), Szybki jak błyskawica (1990), Fan (1996), Domino (2005), Deja Vu (2006)

A jakie są wasze ulubione filmy brytyjskiego mistrza kina akcji? Podzielcie się swoimi wrażeniami i piszcie w komentarzach.

Radosław Ostrowski

Władysław Pasikowski – 14.06

pasikowski

Dzisiejszy solenizant to jeden z najbardziej kasowych polskich reżyserów lat 90., specjalista od kina sensacyjnego. Urodził się w 1959 roku w Łodzi, gdzie ukończył tamtejszą szkołę filmową na Wydziale Reżyserii. Tam zaprzyjaźnia się z Pawłem Edelmanem, autorem zdjęć do większości swoich filmów, a już swoim debiutem wywołał konsternację i szok. Praktykę zaczynał jako asystent przy serialu „Pogranicze w ogniu” w 1988 roku.

Reżyser od lat konsekwentnie realizuje kino gatunkowe, gdzie z jednej strony trzyma się tej konwencji do samego końca, ale wykorzystuje gatunek do uważniejszej obserwacji współczesnej rzeczywistości, gdzie wszystko schodzi na psy i jedynie męska przyjaźń (mocno wystawiona na próbę) jest coś warta. Czuć w tym ducha klasycznych kryminałów oraz filmów spod znaku Martina Scorsese czy Sama Peckinpaha, ale jednocześnie zachowuje realizm i wiarygodność.

W 1993 roku reżyser zadebiutował jako pisarz powieścią SF „Ja, Gelerth”, za którą otrzymał nominację do nagrody im. Janusza Zajdla.

Sam Pasikowski zdobył aż cztery Złote Lwy za reżyserię na FPFF w Gdyni (i jest to niepobity rekord) i pięć nominacji do Polskich Nagród Filmowych Orły. Z kolei do grona najbliższych współpracowników zalicza się: operator Paweł Edelman, montażystka Wanda Zeman, kompozytor Michał Lorenc oraz aktorzy – Bogusław Linda, Marek Kondrat, Olaf Lubaszenko, Cezary Pazura, Artur Żmijewski, Mirosław Baka, Ireneusz Czop.

Pora na ranking filmografii Władysława Pasikowskiego, zapraszając jednocześnie do komentarzy pod postem.

Miejsce 13. – Reich (2001) – 4/10

Dwóch płatnych zabójców działających w Niemczech, przyjeżdża do Polski, by wypocząć. Niestety, nie jest im to dane, gdyż najpierw miejscowe cwaniaczki chcą okraść ich furę (cwaniaki pracują dla szefa mafii na Wybrzeżu – Wieśka), to jeszcze poznają kobiety i… zakochują się. Niby jest jak zawsze – męska przyjaźń, miłość, dragi, strzelaniny. Tylko miałem wrażenie wielkiego znużenia wszystkich, nawet dialogi się nie kleiły, slow-motion było usypiające, wręcz nadużywane. Nawet Boguś Linda z Mirkiem Baką nie dawali rady. Broniła się tylko jazzowa muzyka Tomka Stańki i dobry Krzysztof Pieczyński, ale to za mało.

Miejsce 12. – Operacja Samum (1999) – 6/10

Bardzo luźno inspirowany prawdziwymi wydarzeniami film sensacyjno-szpiegowski. Były agent polskiego wywiadu, Józef Mayer wyrusza do Iraku odbić przytrzymanego tam syna. Jego przełożeni wykorzystują go do planu wyciągnięcia z kraju Saddama agentów CIA. Niby jest to oparte na prawdziwych wydarzeniach, jednak jest to bardzo luźno potraktowane. Ogląda się to nieźle, co jest zasługą humoru, pięknych zdjęć Edelmana oraz mocnej obsady – Kondrat, Linda, Lubaszenko, Huk (w epizodach także Holoubek i Skolimowski)

Miejsce 11. – Demony wojny według Goi (1998) – 7/10

Pierwszy, współczesny polski film wojenny, opowiadający o naszych żołnierzach działających w siłach pokojowych ONZ. Do jednostki majora Kellera trafia nowy dowódca, major Kusza, mający go zastąpić. W tym samym czasie, trafia komunikat wzywający pomocy od zestrzelonego samolotu. Keller, wbrew rozkazowi, wyrusza z grupą na niebezpieczny teren. Znowu męskie, mocne kino ze zgrabnie opowiedzianą intrygą sensacyjną związaną wokół pewnej kasety, nie brakuje krwawej jatki, patosu oraz ironicznego humoru, ale też i heroizmu. I kolejny raz zebrano mocny gwiazdozbiór (Linda, Lubaszenko, Zamachowski, Huk, Żmijewski, Pazura Radosław, Baka), który nie zawiódł. Można się przyczepić skromnego budżetu, ale to nie przeszkadzało w seansie.

Miejsce 10. – Psy 3. W imię zasad (2020) – 7/10

Takie kontynuacje po latach zawsze są niebezpieczne, dlatego miałem pewne obawy wobec powrotu Franza Maurera. A jednak się udało, a klimat bardzo przypomina kino sensacyjne lat 90. Skorumpowana policja, pozwalająca sobie na bezprawne działania, niehonorowi gangsterzy i stara wiara, odstawiona na boczny tor, niepotrzebna, niedzisiejsza. Intryga jest sprawnie poprowadzona, a Franz i Nowy nadal mają coś do powiedzenia. W imię zasad. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Kurier (2019) – 7/10

O Powstaniu Warszawskim w konwencji kina sensacyjno-szpiegowskiego. Wszystko skupia się na misji Jana Nowaka-Jeziorańskiego (Philippe Tłokiński), by przekazać informacje dla Bora-Komorowskiego. Ale od samego kurier jest na celowniku Niemców. Reżyser potrafi utrzymać w napięciu i wiarygodnie przedstawia polityczne tło wydarzeń, mimo niedostatków budżetowych. Robi to wrażenie. Recenzja tutaj.

Miejsce 8. – Pitbull. Ostatni pies (2018) – 7/10

Stara marka tym razem zostaje ożywiona przez doświadczonego Pasikowskiego. I powstał w tego sensacyjniak, przypominający klimatem filmy z lat 90. Despero i reszta ekipy wraca (niezawodni Dorociński, Stroiński i Mohr), którzy tym razem szukają zabójców swojego kolegi. Może i nie jest to tak brudne i mroczne jak poprzednie filmy reżysera, ale intryga wciąga, klimat staroszkolnego kina akcji jest, aktorzy wypadają bez zarzutu (nawet Doda dała radę). Chciałbym więcej części „Pitbulla” od Pasikowskiego. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Słodko-gorzki (1996) – 7,5/10

Pasikowski i kino młodzieżowe? Da się to pogodzić. Cała historia skupia się na młodym chłopaku, próbującym na własną rękę wyjaśnić sprawę samobójstwa kolegi. Otoczenie jest inne, ale to nadal film Pasikowskiego – pełen gorzkiego humoru, cynicznych twardzieli oraz wrażliwych gości. Świetnie zagrali młodzi aktorzy z Mohrem i Olbrychskim na czele, chociaż czasami dialogi wydawały się zbyt poważne jak na wiek bohaterów. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Pokłosie (2012) – 7,5/10

Wielki powrót zrealizowany po BARDZO długiej przerwie, inspirowany zdarzeniami z Jedwabnego. Po 20 latach do wsi wraca Franek Kalina, a na miejscu zauważa, że wszyscy mieszkańcy odwrócili się od jego brata. Jest mroczna tajemnica, brudna przeszłość oraz duszna atmosfera, potęgowana przez niepokojącą muzykę. Do tego świetny Maciej Stuhr oraz Ireneusz Czop, którzy zgrali się idealnie. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Jack Strong (2014) – 8/10

„Prawdziwa” historia pułkownika Kuklińskiego, a jednocześnie świetne kino sensacyjno-szpiegowskie. Historia człowieka, który postanowił pójść na współpracę z CIA, czego do dzisiaj nie wybaczono, Film trzyma w napięciu, chociaż jest tylko jedna dynamiczna scena (ewakuacja z pościgiem samochodowym w tle), zrealizowane jest jak trzeba, no i Marcin Dorociński spisał się fantastycznie. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Kroll (1991) – 9/10

O takim debiucie wielu marzy, a taki jak ten zdarza się raz na kilka lat. Tytułowy Kroll jest dezerterem, którego ściga dwóch żołnierzy żandarmerii – porucznik Arek i kapral Wiaderny. Spieszą się, gdyż w jednostce znaleziono samobójcę i zniknęła broń. Ścigany dowiedział się przed zniknięciem, ze żona zdradza go z najlepszym kumplem. Fabuła jak z rasowego kryminału i tak też jest pokazana – noc, deszcz, aura niepokoju i mroczny klimat. Tu się zaczęła współpraca reżysera z Pawłem Edelmanem oraz Michałem Lorencem, a także świetnie grającymi Lubaszenką, Lindą i Pazurą. Z kolei finał nadal uderza.

Miejsce 3. – Psy II: Ostatnia krew (1994) – 9/10

Franz po latach wychodzi z więzienia, bez szansy na uczciwą robotę. Zostaje zwerbowany przez Radosława Wolfa, handlarza bronią związanego z rosyjską mafią i włącza do pomocy Nowego. Intryga międzynarodowa (przemyt broni na wojnę do Jugosławii), gdzie w sprawy są zamieszani dyplomaci, gorzka obserwacja świata skurwionego i sprzedanego mamonie z wieloma ostrymi scenami akcji (wysadzenie pociągu, ucieczka przed Ukraińcami), świetnymi one-linerami oraz wspaniałą muzyką Lorenca. Linda pokazuje co wie o zabijaniu, a Artur Żmijewski nigdy nie był takim sukinsynem jak tu.

Miejsce 2. – Glina (2003-07) – 10/10

Moim zdaniem najlepszy polski serial kryminalny ze wszystkim, z czego znany jest Pasikowski – szorstka, męska przyjaźń, brudny i duszny klimat (nie tylko spowodowany przez palone papierosy) oraz Warszawa, skażona złem i degrengoladą moralną. Każda zagadka była rozwiązywana przez więcej niż jeden odcinek, intrygując do rozwiązania, zrealizowane było to niczym rasowy film, trzymając za gardło do samego końca (trzeciej serii chyba nie będzie), do tego jeszcze fenomenalne aktorstwo z triem Radziwiłowicz-Stuhr-Braciak na czele. Najlepsza rzecz jaka powstała w TVP od 1989 roku.

Miejsce 1. – Psy (1992) – 10/10

Chyba nikt nie jest zaskoczony takim rozstrzygnięciem. To najlepszy polski film jaki kiedykolwiek powstał oraz zasłużony obiekt kultu oraz chyba najlepszy komentarz do tego, co dokonało się w Polsce po transformacji. To także drugie narodziny Bogusława Lindy, który po tym filmie stał się Franzem Maurerem – ostatnim takim herosem popkultury, który pozostał w świadomości do dnia dzisiejszego. Brutalne, mocne kino nie podlegające upływowi czasu, gdzie wszystko gra ze sobą. Innymi słowy – nie wypada nie znać.

Co więcej można powiedzieć o Pasikowskim? Na jego filmy czekam równie mocno, jak na Smarzowskiego i mniej więcej wiem, czego się spodziewać. Rzadko rozczarowuje, realizując kino gatunkowe na poziomie, jakim wielu polskich reżyserów może pomarzyć. Nie wiem jaki będzie następny film reżysera, ale chcę go obejrzeć. I to jak najszybciej.

A jaki jest wasz stosunek do Pasikowskiego? Jakie filmy lubicie, cenicie? Piszcie w komentarzach.

Radosław Ostrowski

Anton Corbijn – 20.05

Anton-Corbijn-1

Dzisiejszy solenizant to żywa legenda teledysków oraz fotografii, która porzuciła swoje hobby na rzecz długiego metrażu. Mimo krótkiego stażu w fabule, jest on jednym z najciekawszych twórców filmowych ostatnich lat. Anton Johannes Gerrit Corbijn van Willenswaard, bo tak się naprawdę nazywa, urodził się 20 maja 1955 w holenderskiem Strijen. Jest synem plebana Holenderskiego Kościoła Reformacji i pielęgniarki.

Swoją karierę jako fotograf muzyczny rozpoczął w 1975 roku, gdy spotkał holenderskiego muzyka Herman Brooda grającego w kawiarni w Groningen. Zrobił mu (i jego zespołowi) wiele zdjęć, co spowodowało zainteresowanie Holendrem londyńskiemu magazynowi muycznemu „New Musical Express”. Artysta zrobił zdjęcia m.in. Davida Bowie, Boba Dylana, Joy Division, Toma Waitsa, Bruce’a Springsteena, Herberta Groenemeyera czy Annie Lennox. Jednak najważniejsza była kooperacja Corbijna z U2 i Depeche Mode (to on odpowiada za image grupy), dla których zrealizował też teledyski. Zrealizował je także m.in. dla Metalliki, Coldplay, i Nirvany, a jednym z jego znaków rozpoznawczych jest czarno-biała kolorystyka.

Sam Corbijn był bohaterem wielu filmów dokumentalnych, a jego fabuły wyróżnia elegancja formy pozbawiona efekciarstwa, ze spokojnym tempem i zwróceniem uwagi na detale, mimo iż to kino gatunkowe. Jego najbliższymi współpracownikami są: operator Martin Ruhe, kompozytor Herbert Groenemeyer i producent Iain Canning. A jeśli chodzi o nagrody, Holender był nominowany do BAFTY i zdobył 3 pozakonkursowe nagrody na MFF w Cannes.

A oto krótki ranking filmów Corbijna od najlepszego do najgorszego. Zapraszam do komentowania.

Miejsce 3. – Amerykanin (2010) – 6/10

Tytułowym Amerykaninem o aparycji George’a Clooneya jest płatny zabójca, który ukrywa się we Włoszech, czekając na zadanie od szefa. Niby jest to film sensacyjny, ale bardzo powolny, niemal medytacyjny. Dla mnie największym problemem była niewiarygodna przemiana głównego bohatera i pretensjonalne dialogi, gdy dotykają one spraw moralnych. Oraz przewidywalność. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Bardzo poszukiwany człowiek (2014) – 7,5/10

Adaptacje książek Johna le Carre były co najmniej dobrymi tytułami i nie inaczej jest tutaj. Bohaterem jest cyniczny szef niemieckiej komórki antyterrorystycznej w Hamburgu, Gunther Bachmann. A tytułowym człowiekiem, który zwraca jego uwage jest Czeczen Issa Karpow, który przyjeżdża do kraju odebrać pieniądze z konta należącym do jego ojca. Nitki intrygi są prowadzone bardzo delikatnie, ale klimat jest gęsty i wszystko trzyma w napięciu do samego końca. Plus ostatnia taka rola Philipa Seymoura Hoffmana i przewrotny finał. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Control (2007) – 8/10

Debiut fabularny i biografia Iana Curtisa – frontmana Joy Division oparta na wspomnieniach żony Deborah. Tutaj Ian (świetny Sam Riley) jest ukazany jako wyalienowany, chociaż obdarzony talentem człowiek, będący bezradnym wobec otaczającej go rzeczywistości, płynący niejako z nurtem. Mocny i poruszający film, ze świetną muzyką, koncertami oraz wiarygodną psychologią postaci, bez wykładania kawy na ławę. Recenzja tutaj.

Nieobejrzane:
Life (2015) – historia reportera czasopisma Life robiącego zdjęcia Jamesowi Deanowi. W rolach głównych Robert Pattinson i Dane DeHaan. Film nie ma w Polsce dystrybutora.

Radosław Ostrowski

Quentin Tarantino – 27.03

tarantinoJeden z najbardziej bezczelnych i oryginalnych reżyserów, który z kina klasy B zrobił sztukę najwyższego sortu. A co najciekawsze, nie ukończył szkoły filmowej. Prawdziwy pasjonata, który najpierw był bileterem w kinie dla dorosłych, by potem pracować w wypożyczalni kaset video. Tam oglądał wszystko, co było dostępne.

Tarantino już w swoim debiucie pokazał pazur, definiując kino niejako od nowa, stając się symbolem filmowego postmodernizmu. Zabawa konwencjami, błyskotliwe oraz niebanalne dialogi (nawet jak są o niczym, to słucha się ich z niekłamaną przyjemnością), fantastycznie zgranie muzyki z ekranem, precyzyjna praca kamery (zdjęcia tylko na klasycznej taśmie) – to wszystko elementy charakterystyczne dla stylu tego nieszablonowego twórcy.

Quentin znany jest także z tego, że wyciąga niczym królik z kapelusza aktorów, którzy lata świetności mają za sobą i daje im niejako drugie życie (tak było z Pam Grier, Johnem Travoltą, Kurtem Russelem czy Donem Johnsonem), co jest bardzo miłym doświadczeniem. Do grona jego najbliższych współpracowników wlicza się takie osoby jak: montażystka Sally Menke, operatorzy Andrzej Sekuła i Robert Richardson, producenta Lawrence’a Bendera oraz aktorów – Samuela L. Jacksona, Michaela Madsena, Umę Thurman, Tima Rotha.

Chociaż Quentin był parę razy nominowany do prestiżowych nagród za reżyserię, to był nagradzany za scenariusze (dwa Oscary, dwa Złote Globy, dwie BAFTY, Saturn). Poza tym reżyser ma w swoim dorobku Złotą Palmę za najlepszy film MFF w Cannes oraz nominację do Złotej Maliny za najgorsza rolę drugoplanową (film „Od zmierzchu do świtu”).

Umieszczenie filmów Quentina w rankingu jest cholernie trudne, więc jeśli uważacie inaczej niż ja, to piszcie w komentarzach.

Miejsce 8. – Grindhouse: Death Proof – 6/10

Film o kaskaderze i jego śmiercionośnej furze. Jednak tak naprawdę na pierwszym planie są seksowne pannice, które chcą się do Kaskadera Mike’a (wielki comeback Kurta Russella). Z filmu zapamiętałem najbardziej finałowy pościg oraz zderzenie samochodu Mike’a z laseczkami (wśród nich m.in. Sydney Tamila Poitier), ale najbardziej rozczarowała mnie sama fabuła – z założenia hołd dla kina klasy B z lat 70. i tak nudnymi dialogami, że gdyby nie otoczka, nawet nie zorientowałbym się, że to film Tarantino.

Miejsce 7. – Jackie Brown – 7/10

Adaptacja „Rumowego ponczu” Elmore’a Leonarda spotkała się z chłodnym odbiorem. Być może wynikało to z fatku, że był on nakręcony tuż po „Pulp Fiction”. Jednak sam film to porządny kryminał o stewardessie, szmuglującej pieniądze dla handlarza broni. Przyłapana na lotnisku, dostaje ofertę współpracy od FBI, jednak Jackie podejmuje własną grę. Tutaj zamiast łamania chronologii, przemocy i humoru, jest piętrowa intryga, świetna muzyka oraz świetna obsada z wracającą do gry Pam Grier. Samuelem L. Jacksonem, Robertem De Niro i Robertem Forsterem.

Miejsce 6. – Nienawistna ósemka – 8/10

Najnowszy film mistrza, który (znowu) jest westernem. Tym razem jest śnieżyca i ośmioro nieznajomych przed nią się ukrywających w pasmanterii Minnie. Wśród nich łowca głów ze swoją zdobyczą, Daisy Domergue, za której głowę wyznaczono 10 tysięcy dolarów. Spokojna atmosfera zaczyna gęstnieć, doprowadzając do krwawej jatki. Można odnieść wrażenie lekkiej teatralności, ale znowu dostajemy świetne dialogi oraz kapitalne aktorstwo z kradnącą każdą scenę Jennifer Jason Leigh. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Kill Bill vol. 1 & 2 – 8/10

Dwuczęściowe kino zemsty, której bohaterką jest tajemnicza Panna Młoda. Kobieta zostaje postrzelona podczas ślubu przez dawny gang, z którym współpracowała. Po 4 latach budzi się ze śpiączki z jednym celem: zabicia Billa, z którym ma dziecko. Pierwsza część jest ostra, brutalna i krwawa, mocno inspirowana filmami samurajskimi. Druga, bardziej oparta na dialogach, to klasyczny Tarantino z czarnym humorem (ucieczka z… trumny) oraz fenomenalną Umą Thurman. Od tego filmu, reżyser wykorzystuje kompozycje Ennio Morricone, które brzmią znakomicie.

Miejsce 4. – Django – 8/10

Quentin po raz pierwszy zaprasza na Dziki Zachód. Bohaterem jest czarny niewolnik, wyzwolony przez łowcę nagród, dr Schultza. Panowie zostają wspólnikami i wyruszają do majątku niejakiego Calvina Candy’ego, by odbić żonę Django. Reżyser znowu szaleje, a kilka scen (nocny wypad Ku-Klux-Klanu czy monolog z czaszką) i pomysłów (czarnoskóry kamerdyner Stephen o mentalności białego) to prawdziwe perły. Do tego kapitalne role Jamiego Foxxa, Christopha Waltza oraz Leonardo DiCaprio w roli czarnego charakteru. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Bękarty wojny – 9/10

Wielki powrót Quentina na szczyt po „Grindhouse”. Tytułowe Bękarty to oddział żydowskich komandosów pod wodzą Aldo Raine’a, siejący terror wobec nazistowskiej armii, skalpując swoje ofiary. To jednak tylko jeden z wątków tego szalonego filmu, gdzie dochodzi do zamachu na Adolfa Hitlera. Fenomenalne kino z genialnym prologiem, wziętym z filmów Sergio Leone, sporą dawką humoru, przemocy oraz genialnych ról Brada Pitta, Christopha Waltza i Melanie Laurent.

Miejsce 2. – Wściekłe psy – 9/10

Debiut, który zmiótł swoim mrocznym klimatem osaczenia. Prosty plan napadu na jubilera kończy się krwawą jatką. Wybrani wspólnicy są pewni, że ktoś ich sypnął. Łamana chronologia, błyskotliwe dialogi (analiza piosenki „Like a Virgin” Madonny to perła), znakomite zdjęcia oraz kapitalne aktorstwo z Michaelem Madsenem, Harveyem Keitelem, Timem Rothem oraz Stevem Buscemi na pokładzie.

Miejsce 1. – Pulp Fiction – 10/10

Ten film odmienił kino – i nie ma w tym cienia przesady, gdyż pojawiła się po nim masa naśladowców stylu Tarantino (m.in. Guy Ritchie, Martin McDonaugh), a trzy opowiastki to prawdziwy majstersztyk reżysera. Dwóch gangsterów – Jules i Vincent – odzyskujących walizkę swojego szefa oraz pozbywający się przypadkowego trupa, Jules opiekujący się dziewczyną swojego szefa oraz bokser mający ustawić swoją walkę. Dzieło totalne, gdzie każdy dialog błyszczy (różnica między amerykańskim a francuskim Big Maciem, opowieść o zegarku przekazywanym z pokolenia na pokolenie czy zrobienie z dupy jesieni średniowiecza), aktorzy grają koncertowo (nie starczyłoby miejsca na wymienienie wszystkich), a mimo kilkukrotnego obejrzenia nadal ogląda się znakomicie.

Krążą wieści, że Tarantino nakręci jeszcze dwa filmy i zdradzi kino dla teatru. Troszkę szkoda, bo to cholernie wyrazisty reżyser, na którego filmy po prostu się czeka, chodzi do kina i ogląda. Mogę zaryzykować tezę, że to mój ulubiony filmowiec. 🙂 I jestem ciekawy, co tym razem wymyśli. A jakie są wasze opinie o kinie made by Tarantino?

Radosław Ostrowski