Bernardo Bertolucci – 16.03.1941-26.11.2018

bernardo-bertolucci-lunaReżyser, scenarzysta i komunista (to ostatnie może budzić grozę). Urodził się 16 marca 1941 roku w Parnie. Matka była nauczycielką, ojciec poetą, historykiem sztuki oraz krytykiem filmowym. Już jako młody chłopak przejawiał zainteresowanie sztuką: w wieku 15 lat zaczął pisać wiersze i eksperymentować z kamerą 16mm. Za tomik wierszy W poszukiwaniu prawdy otrzymał prestiżową nagrodę Premio Vereggio. W 1958 roku pojechał do Rzymu studiować na Wydziale Literatury Współczesnej tamtejszego uniwersytetu. Tam poznał Piera Paolo Pasoliniego – przyszłego reżysera-skandalistę, który zafascynował młodego Berrnardo i popchnął ku kinu. Zaczynał swoją karierę jako asystent Pasoliniego przy jego filmie „Włóczykij” (1961), który pomógł przy realizacji debiutu Bertolucciego „Kostucha” (także jako współautor scenariusza).

W swoich filmach, pełnych symboli, manieryzmów interesuje się człowiekiem uwikłanym w wielką Historię, walczącego ze swoimi demonami i pokusami, samotnikami, a także młodymi ludźmi wchodzącymi w dorosłość. Polityka mocno zaznacza swoją obecność (zwłaszcza ruch lewicowy), bywając silnym tłem dla wydarzeń.

Bertolucci ma na swoim koncie dwa Oscary, dwa Złote Globy, nagrodę BAFTA, dwie nominacje do Złotej Palmy, nominację do Złotego Lwa i dwie nominacje do Złotego Niedźwiedzia. Do grona jego najbliższych współpracowników zalicza się operatorów Vittorio Storaro oraz Fabio Chianchetti, kompozytora Ennio Morricone, montażystę Jacopo Quadri, producenta Jeremy’ego Thomasa i scenografa Gianni Silvestri.

Pora na ranking najlepszych filmów włoskiego reżysera, zaczynając od najsłabszych po najlepsze. Swoje opinie mile widziane w komentarzach pod postem. Recenzje filmów umieszczono w linkach z tytułami. Trzy, dwa, jeden, zaczynamy.

Miejsce 16. – Rzymska opowieść – 4/10

Tajemnicza i zagadkowa historia o niejasnej relacji między kenijską emigrantką a jej pracodawcą. Zamiast interesującej opowieści, mamy snujących się i rozmyślających bohaterów, brak napięcia oraz wiele fragmentów muzyki klasycznej oraz etnicznej. Gdyby nie Thandie Newton, nie byłoby warto wspominać o tym filmie. Recenzja tutaj.

Miejsce 15. – Kostucha – 5/10

W założeniu miał to być kryminał – policyjne śledztwo w sprawie morderstwa prostytutki, a zeznania bohaterów przeplatają się ze sobą. Interesująca forma, jednak brak zaangażowania, skupienie na kwestiach społecznych odwraca uwagę od dochodzenia. Czuć tutaj wpływ Pasoliniego, ale Bertolucci dopiero uczy się warsztatu. Recenzja tutaj.

Miejsce 14. – Księżyc – 5/10

Pozornie jest to historia dojrzewania bez ojca, ale równie istotny jest wątek matki – śpiewaczki operowej, pragnącej zerwać ze swoją profesją. Dzieje się tu wiele, ale całość jest bardzo sztuczna i wydumana – nawet pozornie szokujące sceny narkotycznego głodu czy kazirodczej relacji matki z synem pachną fałszem. Nawet świetna Jill Clayburgh nie jest w stanie tego udźwignąć. Recenzja tutaj.

Miejsce 13. – Tragedia człowieka śmiesznego – 6/10

Primo jest właścicielem prosperującej fabryki sera. Wszystko jednak się zmienia, gdy jego syn zostaje porwany dla okupu. Niby jest to thriller, jednak reżysera bardziej interesuje psychika Primo – jego domysły, spekulacje, a nawet próba wyłudzenia pieniędzy. Dziwaczny, tajemniczy, średnio angażujący dramat z intrygującym Ugo Tognazzim w roli głównej. Recenzja tutaj.

Miejsce 12. – Pod osłoną nieba – 6,5/10

Ciężki psychologicznie dramat o próbie przywrócenia ognia w dawno wygasłym małżeństwie. Dobre role Debry Winger i Johna Malkovicha, piękne zdjęcia Vittorio Storaro oraz… trudna, hermetyczna realizacja. Nie jesteśmy w stanie wejść w umysł bohaterów, a im dalej trwa seans, tym więcej jest znaków zapytania. Trudne kino dla wymagającego odbiorcy. Recenzja tutaj.

Miejsce 11. – Ja i ty – 7/10

Bertolucci tym razem spod znaku kina niezależnego, rozgrywająca się w piwnicy pewnego domu. Tam ukrywa się Lorenzo, który niby pojechał na wycieczkę i weszła tam nieproszona kuzynka Olivia – narkomanka. Oboje o sobie powiedzą więcej niż komukolwiek innemu. Reżyser zaskakuje realizacją i potwierdza swój zmysł w portretowaniu młodych, zagubionych i skrytych ludzi. Dobre kino ze świetnymi rolami młodych aktorów. Recenzja tutaj.

Miejsce 10. – Partner – 7/10

Dramat i troszkę czarna komedia inspirowana Dostojewskim oraz francuską Nową Falą. Historia Giaccobe, do którego wprowadza się sobowtór, doprowadzając do ważnych zmian. Formalne eksperymenty, mieszanina powagi i zgrywy, tworzy absolutnie zaskakujące kino, dające wiele do myślenia. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Marzyciele – 7/10

Paryska wiosna 1968, a w nim student z USA, rodzeństwo z Francji, rewolucja i seks. Film pełen energii, intrygujących scen, świetnego aktorstwa oraz klimatycznej muzyki. Kolaż, jakiego nikt się nie spodziewał po 62-letnim wówczas reżyserze. Film nadal kipi erotyzmem. Recenzja tutaj.

Miejsce 8. – Strategia pająka – 7/10

Włoski reżyser w konwencji kryminału dokonuje rozliczenia z mitotwórstwem oraz kombatanctwem w walce z faszyzmem. Do małego miasteczka przybywa syn miejscowego bohatera, który zginął w operze przez nieznanych sprawców. Bohater powoli odkrywa tajemnicę i dochodzi do szokującej prawdy. Intrygująca, prosta, ale ciekawa historia potrafiąca trzymać w napięciu oraz pokazująca siłę mitu. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Ukryte pragnienia – 7/10

Prawdopodobnie najbardziej zmysłowy film w karierze Włocha, z przepięknie sfilmowaną Toskanią. To tam przyjeżdża Lucy, która chce poznać prawdę o swoim ojcu i stracić dziewictwo z chłopakiem, poznanym korespondencyjnie. Pięknie sfotografowane, ze świetnie dobraną muzyką oraz nieprawdopodobną Liv Tyler w roli głównej. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Mały Budda – 7,5/10

Film, który ma na celu przybliżyć zachodniemu światu filozofię buddyzmu. Punkt wyjścia jest interesujący: tybetańscy mnisi szukają wcielenia swojego mentora, a jednym z kandydatów jest młody chłopiec z USA. Film ogląda się jak próbę rozwiązania zagadki, jest przystępny (efekty specjalne nie przetrwały czasu), w pełni pokazując jak bardzo przyjazna jest ta religia. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Przed rewolucją – 7,5/10

Eksperyment reżysera, opowiadającego o młodym chłopaku wchodzącym w dorosłość, z silnymi poglądami lewicowymi oraz dwoma ciężkimi dla niego sprawami: śmierci przyjaciela oraz romansie ze swoja ciotką. Zgrabny melodramat, z ciekawymi wątkami pobocznymi, eksperymenty formalne nie wywołują chaosu. I jest do tego świetnie zagrany, z zaskakującym finałem. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Ostatni cesarz – 8/10

Nagrodzony 9 Oscarami wielki fresk historyczny, przedstawiający historię ostatniego cesarza Chin i jego zaskakujące losy. Mocna historia o tym, jak historia bywa bezwzględna i okrutna, zrealizowana z ogromnym rozmachem (ta scenografia, te kostiumy i zdjęcia), dając spory punkt zaczepienia do poznania głębiej tematu. Nadal jestem pod wrażeniem tego filmu. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Ostatnie tango w Paryżu – 8/10

Skandalizujący dramat psychologiczny o samotności z perwersyjnym seksem w tle. Przypadkowe poznanie wdowca w średnim wieku (niezapomniany Marlon Brando) oraz młodej dziewczyny wchodzącej w dorosłe życie i planującej ślub (Marie Schneider) w hotelowym pokoju, zmienia życie obojga. Odważne kino, z niezapomnianą muzyką Gato Barberiego i śmiałymi scenami erotycznymi. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Konformista – 8/10

Psychologiczny dramat ubrany w szatki thrillera, będący rozliczeniem z czasem faszyzmu. Bohaterem jest Marcello, który zawsze idzie z prądem i nie zawaha się nawet popełnić morderstwo dla zrobienia kariery. Celowo chłodny emocjonalnie film, który trzyma w napięciu aż do samego końca, w czym pomaga znakomita praca Vittorio Storaro oraz kapitalna rola Jean-Louisa Trintignata w roli człowieka-chorągiewki, idącego z duchem czasów. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. Wiek XX – 9/10

Wielki film, przedstawiający ponad 45 lat z historii Włoch. Epicki freski historyczny, którego bohaterami są urodzeni tego samego dnia synowie „pana” z rodu Berlinghierich oraz chłopa z rodu Dalco. Po drodze poznajemy rodzącą się przyjaźń między tą dwójką, która zostaje przerwana z powodu dopasowania się do wyznaczonych ról społecznych. Po drodze rodzi się faszyzm i socjalizm, co mocno naznaczy losy obydwu bohaterów. Niesamowity rozmach, kapitalne zdjęcia, precyzyjny scenariusz oraz wielkie aktorstwo (zepsute przez włoski dubbing) – Robert De Niro, Gerard Depardieu, Burt Lancaster, Donald Sutherland. Więcej chyba nie trzeba mówić. Recenzja tutaj.

Dziękuje blogowi „Po napisach” za udział w tym przedsięwzięciu, dzięki któremu poznałem tego nieprzeciętnego filmowca. A jak układają się wasze rankingi filmów Bertolucciego? Podzielcie się tym.

Radosław Ostrowski

PS. Bernardo Bertolucci zmarł 26 listopada 2018 roku w Rzymie w wieku 77 lat.

Juliusz Machulski – 10.03

machulskiBez tego człowieka polska komedia byłaby bardzo uboga, zwłaszcza w latach 80. Zawód artystyczny był mu pisany od początku i dobrze się stało, że zajął się reżyserią kina gatunkowego (specjalizacja: komedia z wątkiem kryminalnym).

Urodził się 10 marca 1955 roku w Olsztynie jako syn aktorów Jana oraz Haliny Machulskich. Od małego interesował się kinem, jednak jego pierwszym kierunkiem studiów była filologia polska na Uniwersytecie Warszawskim, którą rzucił po roku. Pierwsze doświadczenia filmowe zdobywał jako aktor (najbardziej znanym osiągnięciem na tym polu pozostaje główna rola w telewizyjnym „Personelu” Krzysztofa Kieślowskiego z 1975 roku) oraz asystent reżysera. Kiedy napisał swój pierwszy scenariusz, chciał poprosić o jego realizację samego Jerzego Kawalerowicza. Ten jednak namówił Julka, by sam spróbował sił jako reżyser.

W 1989 roku razem z Jackiem Bromskim i Jackiem Moczydłowski założył Studio Filmowe Zebra, zajmujące się produkcją filmową. Najbardziej znanymi filmami tego studia są: „Psy” Władysława Pasikowskiego (1992), „Historie miłosne” Jerzego Stuhra (1997), „Dług” Krzysztofa Krauze (1999), „Dzień świra” Marka Koterskiego (2002) czy „W ciemności” Agnieszki Holland (2011). Sporadycznie także realizuje spektakle Teatru Tv wg własnych tekstów (m.in. „Południk 19.”, „Przerwanie działań wojennych”, „Brancz”) i nakręcił dwa teledyski dla zespołu Kombi („Black and White” oraz „Nasze rendez-vous”).

W swoim dorobku nagród Machulski zdobył aż osiem Złotych Lwów na FPFF (w większości jako producent) oraz 4 nominacje do Polskich Nagród Filmowych Orły, co jest sporym osiągnięciem, a jego grono współpracowników jest tak wielkie, że nie byłbym w stanie wszystkich wymienić.

A oto ranking najlepszych filmów Machulskiego. Jeśli macie własne zdanie, piszcie w komentarzach.

Miejsce 15. – Ambassada – 4/10

Pomysł nie był najgorszy: młodzi małżonkowie odkrywają, że dzięki windzie mogą cofnąć się do 1939 roku, gdy budynek pełnił funkcję ambasady III Rzeszy. Ale w efekcie powstaje film nieśmieszny, nudny, pozbawiony napięcia, z antypatycznymi głównymi bohaterami oraz drewnianym aktorstwem. Broni się tylko praca kamery Witolda Adamka oraz Adam „Nergal” Darski wcielający się w Joachima von Ribbentropa.

Miejsce 14. – Ile waży koń trojański? – 6/10

Kolejna podróż w czasie – tym razem z 2000 roku do 1987, by rozwieść się z pierwszym mężem i szybciej związać się z obecnym (chociaż wtedy nie posiadającym tej świadomości) obecnym partnerem. Nieźle poprowadzona historia, pełna aluzji, zgrabnie ukazująca końcówkę PRL-u (oraz kilka postaci, które są znane obecnie). Jedynie zakończenie lekko rozczarowuje, całość jest nieźle zagrana (cwaniakowaty Robert Więckiewicz wygrywa) i solidnie poprowadzony kom-rom.

Miejsce 13. – Girl Guide – 6/10

Kontrowersyjny zwycięzca Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych z 1995 roku. Szukający pracy anglista-góral Józek Galica, zostaje zatrudniony przez dziewczynę, żeby ją poduczyć i poprawić relację ze swoim chłopakiem Amerykaninem. Nieświadomy Józek pakuje się w grubą aferę. Widziałem ten film dawno, ale pamiętam realizację – kompletnie odjechane zdjęcia, jakieś animowane wstawki, górale z Trebunich-Tutek śpiewajacy z góralami z Jamajki „Where is Janicek?” – abstrakcja na najwyższym pułapie. Plus beznadziejny dźwięk, bardzo dobry Kukiz w roli głównej i kawałki Piersi w soundtracku. Dziwadło jedyne w swoim rodzaju.

Miejsce 12. – V.I.P. – 6/10

Pozornie prosta opowiastka – młody kompozytor Roman, który pisze dla innych (taki ghostwriter), na prośbę przyjaciela odwozi jego samochód do domku na Mazurach. I przez przypadek wplątuje się w gangsterskie porachunki, a nie bez wpływu będzie miłość do żony mafioza. Początki III RP, gdzie dyplomaci zajmują się przemytem, bandyci mają dobre dile z glinami oraz romans. Pokręcona mieszanina, bardzo nierówna z kilkoma kapitalnymi scenami (ucieczka z więzienia czy epizod z Markiem Kondratem jako księciem Poniatowskim), średnim aktorstwem (Malajkat jest ok, ale Liza Machulska to kompromitacja) oraz zbyt hollywoodzkim finałem.

Miejsce 11. – Superprodukcja – 6,5/10

Satyra na środowisko filmowe. Krytyk filmowy Yanek Drzazga najpierw dostaje propozycję napisania scenariusza filmowego na zlecenie producenta-gangstera, by następnie nakręcić ten „wspaniały” film. Niby jest nieźle, a kilka scen jest znakomitych (etap pisania, „napad” na sklep), z pomysłowo wykorzystanymi efektami komputerowymi. Ale wątek gangsterski sprawia wrażenie zbędnego, a kilka żartów i aluzji jest trudnych do wyłapania (sceny z agentami ABW). Plusem jest dobre aktorstwo z wyrazistym drugim planem (Globisz, Przybylska, Rewiński) oraz muzyka T.Love.

Miejsce 10. Szwadron – 7/10

Pierwszy i jedyny poważny film w dorobku Machula. Bohaterem jest młody oficer dragonów rosyjskich, który uczestniczy w tłumieniu powstania styczniowego. Zaskakuje tutaj podejście do tematu oraz unikanie jednoznacznego portretu stron konfliktu. Można się przyczepić do statycznego filmowania scen batalistycznych i dość skromny budżet, ale solidny scenariusz, pewna ręką reżysera oraz znakomite role debiutującego Radosława Pazury oraz niezawodnego Janusza Gajosa to silne atuty tej produkcji.
PS. Film przeszedł cyfrową rekonstrukcję obrazu i wygląda troszkę lepiej niż zwykle.

Miejsce 9. – Pieniądze to nie wszystko – 7/10

Czyli jak w Polsce zrobić kapitalizm. Biznesmen Tomasz Adamczyk chce się wycofać z branży (produkcja wina) i przejść na emeryturę. Jednak gdy zostaje porwany przez byłych pracowników PGR-u, musi wrócić do gry i w ciągu miesiąca zarobić milion złotych. Może i humor trochę przaśny, jednak skutecznie działa na odbiorcę. Zderzenie dwóch mentalności wywołuje iskry, melancholijna muzyka podkreśla klimat, a bohaterowie są tak wyraziści, że nie można ich nie polubić. Plus błyszczący Marek Kondrat oraz kozacki drugi plan (Celińska, Maciejewski, Kosiński i Mikuć), a finałowa konfrontacja wywołuje miłe wspomnienia.
PS. Pierwowzorem postaci Adamczyka był Janusz Palikot – producent wina i filozof z wykształcenia.

Miejsce 8. – Kiler-ów 2-óch – 7/10

Miało być dwa razy śmieszniej niż zwykle i było. Jurek Kiler obecnie jest filantropem, wspierającym hojnie nasz kraj. Jednak Lipski jak i Siara, nie zapomnieli tego, co im zrobił, więc dawni wrogowie jednoczą się w planie zemsty. Intryga komplikuje się całkowicie, bohaterowie troszeczkę skretynieli, ale zabawnych (chociaż prostych) gagów i dialogów jest cała masa. Nadal błyszczy Cezary Pazura (a właściwie Pazurów dwóch), Englert z Rewińskim dają radę jako duet, a i tak zamiata wszystkich Jerzy Stuhr. Plus niezapomniane „młode wilki” (trio Dorociński-Milowicz-Friedmann). Dobry stuff.

Miejsce 7. – Deja vu – 7,5/10

Wariacki pastisz kina gangsterskiego. Chicagowska mafia wydała wyrok na Micku Nitchu, który ucieka do Odessy. Gangsterzy wynajmują cyngla Johnny’ego Pollacka, by wykonał wyrok. Reżyser tutaj żongluje konwencją kina gangsterskiego i bawi się w postmodernistyczną grę z cytatami. Jednocześnie pokazuje absurdy życia z ZSRR z perspektywy osoby z zewnątrz. Kapitalna muzyka jazzowa, imponujący rozmach (scenografia i kostiumy robią wrażenie), w końcu przewrotny finał i masa smaczków (zwróćcie uwagę na nazwiska gangsterów). Plus genialny Jerzy Stuhr w roli głównej.
PS. Film przeszedł cyfrową rekonstrukcję i bardzo dobrze wygląda.
PPS. W tym filmie wszystkie wszystkie dialogi są po angielsku i rosyjsku.

Miejsce 6. – Vinci – 8/10

Sam reżyser określił „Vinci” jako „Vabank 70 lat później” i coś jest na rzeczy. Cuma jest znanym złodziejem dzieł sztuki, który obecnie jest na warunkowym. Dostaje zlecenie kradzieży „Damy z łasiczką” i zamierza zrealizować cel. Klasyczny heist movie i ostatni tak zajebisty film Machula – świetne dialogi, nie brakuje suspensu oraz zaskoczeń plus pięknie sfotografowany Kraków. No i kompletnie mało znani aktorzy w rolach głównych (Więckiewicz, Szyc, Baar, Dorociński) wspierani przez niezawodnego Jana Machulskiego (fałszerz Hagen).

 Miejsce 5. – Kiler – 8/10

Jurek Kiler jest zwykłym taksówkarzem pracującym w Las Vegas (czytaj: w Warszawie), który przez pomyłkę zostaje wzięty za legendarnego Kilera – płatnego mordercę działającego na zlecenie. Nie dając sobie wytłumaczyć tej wpadki, Kiler musi zagrać rolę twardziela, zwłaszcza że jest spora kasa do wzięcia. Tylko że wspólnicy chcą się nawzajem pomordować. Zarzucano, że – jak Machula – to za prosta historia, ale mimo lat śmieszy jak diabli. Świetnie zarysowane postacie (najlepszy Wąski i napalona Gabrysia), wyluzowana muzyka Elektrycznych Gitar, błyskotliwie poprowadzona intryga i dowcipny finał. Plus kapitalne aktorstwo (Pazura, Kożuchowska, Rewiński, Figura, Englert i brawurowy Jerzy Stuhr).

Miejsce 4. – Kingsajz – 8/10

Kolejna futurystyczna wizja, gdzie istnieje świat rządzony przez krasnoludki w podziemiach Instytutu Badań Czwartorzędu. Jeden z krasnoludków, Adaś, złamał formułę kingsajzu – substancji pozwalającej na zwiększenie rozmiaru i stanie się człowiekiem, a zadania odbicia naukowca próbuje podjąć jego przyjaciel Olo Jedlina. Z dzisiejszej perspektywy imponuje scenograficzny rozmach (powiększone szuflady), szybko prowadzona akcja, sensacyjna intryga oraz dużo humoru, opartego też na cytowaniu poprzednich filmów reżysera. Inteligentna rozrywka ze świetnym aktorstwem (Chmielnik, Stuhr, Figura) oraz przewrotnemu finałowi.

Miejsce 3. – Vabank II, czyli riposta – 9/10

Pierwszy polski sequel, kontynuujący starcie byłego kasiarza Kwinty z bankierem Kramerem. Ten drugi (razem z pomocą poznanego w więzieniu Sztyca) ucieka z więzienia, by zemścić się na swoim nemesis. Jednak Kwinto ma plan i zaufanych przyjaciół. Błyskotliwie poprowadzona intryga, klimat przedwojennej epoki, świetna muzyka oraz galeria wyrazistych postaci. Oraz absolutnie niezawodne trio Machulski-Pietraszak-Pyrkosz, wspierane przez kapitalnego Bronisława Wrocławskiego (Sztyc) i zabójczy epizod Jerzego Matuli (reżyser ze swoim „Kruca bomba”).

Miejsce 2. Vabank – 10/10

Czerpiąca garściami z amerykańskich wzorców klasyka komedii kryminalnej. Jej bohaterem jest kasiarz Henryk Kwinto, który wychodzi z więzienia. Śmierć przyjaciela oraz wsypa dokonana przez dawnego wspólnika, obecnie szefa banku Gustawa Kramera, zmuszają go do podjęcia zemsty na oszuście. Razem ze starym przyjacielem oraz dwoma żółtodziobami planuje wielki skok. Od tego filmu wszystko się zaczęło, a Machulski stał się mistrzem w swoim gatunku – błyskotliwa fabuła, inteligentny humor, pomysłowa intryga i stylowa realizacja. Plus życiowe role Jana Machulskiego i Leonarda Pietraszaka jako antagonistów – tak się robi amerykańskie kino w Polsce.
PS. Film przeszedł cyfrową rekonstrukcję.

Miejsce 1. Seksmisja – 10/10

Jeśli „Vabank” było błyskotliwym debiutem, to „Seksmisja” jest ponadczasową petardą i klasyką także kina SF. Historia dwóch facetów, którzy zostali poddani hibernacji, budzą się w świecie, pozbawionym pierwiastka męskiego. I mimo upływu prawie 30 lat, film Machulskiego pozostaje z jednej strony bezpretensjonalną zabawą z imponującą scenografią i klimatem, z drugiej ostrą satyrą na feminizm oraz totalitaryzm. Wielkie role Jerzego Stuhra i Olgierda Łukaszewicza (duet Max i Albert to jedna z pereł polskiego kina) oraz Bożeny Stryjkówny (Lamia Reno), kapitalne dialogi oraz barwna wizja świata – czego chcieć więcej?
PS. Film przeszedł cyfrową rekonstrukcję.

Nieobejrzane przeze mnie:

Kołysanka (2010) – czyli horror na wesoło. Opinie podzielone, głównie negatywne
Matki, żony i kochanki (1995-98) – serial obyczajowy o czwórce przyjaciółek, czyli dość nietypowe dzieła jak na tego twórcę

Patrząc na ostatnie dokonania można odnieść wrażenie, że Machulskiego dopada kryzys twórczy. Brakuje humoru, błysku w dialogach, a nawet aktorzy zaczęli zawodzić. Życzę sobie, by Julek przebudził się, niczym ostatnia część „Gwiezdnych wojen” i pokazał, jak można zrobić w Polsce kino gatunkowe. Czekam na komentarze.

Radosław Ostrowski

Krzysztof Łukaszewicz – 29.02

lukaszewicz

Dzisiejszy solenizant to twórca z dość skromnym dorobkiem, ale realizujący kino różnorodne gatunkowo z zacięciem publicystycznym. Urodził się rzadkiego dnia, bo 29 lutego 1976 roku w Szczecinie. Nie ukończył żadnej szkoły filmowej, tylko ekonomię i zarządzanie na Uniwersytecie Szczecińskim oraz dziennikarstwo i nauki polityczne na Uniwersytecie Warszawskim. Swoją pracę w filmie zaczął jako II reżyser pracując m.in. przy filmach „Ogniem i mieczem” (1999), „Stara baśń” (2003), „Wino truskawkowe” (2007) oraz serialach „Glina” (2003), „Bulionerzy” (2004) czy „Londyńczycy” (2009; druga seria). Już jako samodzielny reżyser zaczynał od popularnych seriali pokroju „M jak miłość”, to wsparcie samego Jerzego Hoffmana pomogło mu zrealizować swoją pierwszą fabułę.

Jeszcze nie posiada wyrobionego własnego stylu, ale z filmu na film staje się coraz bardziej interesującym twórcą, sięgającym po mocne tematy (co pewnie wynika z dziennikarskiego wykształcenia), ale też coraz bardziej rozwija swój warsztat i zaczyna unikać „publicystycznej” otoczki. Potrafi silnie zagrać na emocjach, skupić się na złożoności problemu oraz realistycznym przedstawieniu wydarzeń.

Do tej pory Łukaszewicz zdobył nominację do Polskiej Nagrody Filmowej Orła (za scenariusz „Generała Nila”), nominację do Złotego Lwa na FPFF w Gdyni oraz trzy nominacje do Złotych Kaczek (nagrody miesięcznika „Film”). Więc bez ociągania się weźmy pod lupę filmy Łukaszewicza, a wasze zdanie chętnie przeczytam w komentarzach.

Miejsce 3 – Lincz – 6,5/10

Każdy słyszał i pamiętał to, co się wydarzyło we Włodowie, gdzie kilku mieszkańców dokonało samosądu na recydywiście, terroryzującym okolicę. Debiut wywołał ogromne poruszenie i dyskusję, chociaż realizacja przypominająca klasyczne thrillery. Jest mrocznie, brudno i szaro, ale też zbyt zero-jedynkowo (zły Zaranek, zły prokurator, bezradni mieszkańcy), co może odepchnąć przy bliższej znajomości. Sytuację ratuje niezłe aktorstwo (z Wiesławem Komasą na czele) oraz klimat.

Miejsce 2 – Żywię Białoruś – 7/10

Historia muzyka rockowego, który na skutek dramatycznych wydarzeń, zostaje przymusowo wcielony do wojska. Niby nic nowego, czego by nie znano o działaniu państwa totalitarnego, ale potrafi trzymać za gardło, jest porządnie zrealizowany i świetnie zagrany (Dźmitri Papko i Karolina Gruszka robią szoł). Dobra robota.

Miejsce 1 – Karbala – 7,5/10

Podobno nie da się w Polsce zrobić filmu o współczesnej wojnie, a dokładniej o działaniach chłopaków w Iraku. Łukaszewicz rekonstruuje przebieg obrony ratusza miasta Karbala w 2004, gdzie polscy i bułgarscy żołnierze przez 3 dni walczyli z irackimi rebeliantami. Plusem ogromnym jest realizm, ciężki klimat pokazujący bezradność i nieprzygotowanie naszych chłopaków do walki (przestarzały sprzęt, strach wobec brutalności), ale też – niejako przypadkowo – heroizmu i odwagi, na szczęście bez nadmiernego patosu. Świetne zdjęcia i aktorstwo z Bartłomiejem Topą na czele, jest dużą wartością dodaną. Może i troszkę wygląda jak uboższa wersja „Helikoptera w ogniu” (podobieństwo audio-wizualne), jednak nie jest to poważna wada.

Michael Mann – 5.02

mann

Urodzony w 1943 roku w Chicago jako syn żydowskich sklepikarzy – Jacka i Esther Mann. Ukończył anglistykę na University of Wisconsin-Madison, gdzie zaczął się interesować historią, filozofią oraz architekturą. Jednak po seansie „Dr. Strangelove’a”, zakochał się w kinie. W połowie lat 60 przeniósł się do Londynu, gdzie studiował w tamtejszej szkole filmowej. Uczył się tam przez 7 lat, gdzie pracował przy reklamówkach i poznał Alana Parkera, Ridleya Scotta oraz Adriana Lyne’a. Potem były krótkometrażówki oraz filmy dokumentalne, by potem pójść w stronę rasowego kina sensacyjnego, w którym odnalazł się jak ryba w wodzie, wyrabiając sobie charakterystyczny styl wizualny (melancholijny błękit, nocne miasto, cyniczny twardziel w roli głównej) oraz realizując dwa kultowe seriale: „Policjanci z Miami” oraz „Crime Story”.

Dodatkowo ma dość stałą grupę współpracowników: montażystów – Dova Hoeniga, Paula Rubella i Williama Goldenberga, producenta Gusmana Caserattiego, operatora Dante Spinottiego oraz często grających (raczej na dalszym planie): Dennisa Farinę, Paula Ortiza, Bruce’a McGilla, Jamiego Foxxa i Ala Pacino.

Do tej pory Mann zdobył cztery nominacje do Oscara, dwie nominacje do Złotych Globów, nagrodę BAFTA (jako producent za „Aviatora”), Złotego Satelitę oraz nagrodę Emmy. Sporo, ale jestem pewny, że to jeszcze nie koniec. Pora na ranking, więc ładujemy giwery i zaczynamy.

Miejsce 11 – Twierdza (1983) – 5/10

Wydawałoby się, ze ten film nie mógł nie wypalić. Niemieccy żołnierzy podczas II wojny światowej trafiają do twierdzy w Rumunii i przez chciwość jednego z wojaków, budzi się pradawne zło. Co tu nie zagrało? Praktycznie wszystko – jako horror zwyczajnie nie straszy, klimat z początku znika, a cała historia sprawia wrażenie podziurawionej (początkowo film miał trwa 3 godziny, ale producenci wycieli połowę). Totalny niewypał, z którego najlepiej prezentuje się świetna muzyka Tangerine Dream. Recenzja tutaj.

Miejsce 10 – Haker (2014) – 5,5/10

Nie spodziewałem się takiego rozczarowania. I nie chodzi tutaj o klisze fabularne czy zmarnowany potencjał w pokazaniu walki z cyberterroryzmem, ale w ogóle o brak ognia oraz przebicia. Aktorsko jest co najwyżej średnio, zdjęcia (zwłaszcza cyfra) wygląda niechlujnie, brak chemii i brak wyrazistych postaci. Po prostu nudne kino, a Mann przyzwyczaił mnie do pewnego pułapu. Recenzja tutaj.

Miejsce 9 – Miami Vice (2006) – 6/10

Uwspółcześniona kinowa wersja legendarnego serialu z lat 80. Tym razem Crockett i Tubbs podejmują się zadania infiltracji szefa kartelu narkotykowego, Arcangela de Jesusa Montoyę. Zamiast kolorowej i kiczowatej estetyki, mroczny klimat i w miarę realistyczna konwencja kina sensacyjnego. Problem w tym, że wyszło to zaledwie przyzwoicie, a historia jest przewidywalna z niezłym aktorstwem (Farrell i Foxx dają radę). Recenzja tutaj.

 Miejsce 8 – Wrogowie publiczni (2009) – 7/10

Kolejny gangsterski film, tym razem opowiadający o Johnie Dillingerze, który znany stał się z napadania banków. Mimo wielu wątków (FBI, pojawienie się kobiety w życiu gangstera i myśli o stabilizacji), Mann pewnie opowiada całość i wszystko zgrabnie się łączy. A wszystkim film kradnie znakomity Johnny Depp w roli Dillingera oraz mocny finał. I gdyby to było nakręcone w bardziej stylowy sposób (czytaj: bez użycia kamery cyfrowej), byłoby świetnie. Recenzja tutaj.

 Miejsce 7 – Zakładnik (2004) – 7,5/10

Prosty pomysł i nieskomplikowana fabuła (pierwszy film Manna według cudzego scenariusza), ale za to klimat miasta nocą oraz stylowa realizacja sprawiają, ze „Zakładnik” trzyma w napięciu. Do tego ma dobre dialogi, solidne tempo, świetna muzykę oraz Toma Cruise’a w roli czarnego charakteru (jedyny raz w swojej karierze), który rozsadza ekran, a wspierający go Jamie Foxx równie pokazuje klasę. Recenzja tutaj.

Miejsce 6 – Ali (2001) – 7,5/10

Ambitna próba opowiedzenia historii największego pięściarza XX wieku – Muhammada Ali. Cała ta historia zostaje wpleciona w walkę o godność oraz równe prawa czarnoskórych wobec reszty obywateli USA. Dzieje się tu wiele, sceny na ringu sfilmowano z pietyzmem, a Will Smith gra rolę życia. Kawał mocnego kina z boksem w tle. Recenzja tutaj.

Miejsce 5 – Łowca (1986) – 8/10

Pierwsze filmowe spotkanie z Hannibalem Lecterem, a że doszło do niego w czasach sprzed „Milczenia owiec”, to i o tym filmie zapomniano. A szkoda, bo to kawał klimatycznego kina w stylu lat 80. (niesamowite zdjęcia, oniryczny klimat, dobra i pełna czadu muzyka), zaś sceny w laboratorium FBI nadal wyglądają pięknie. Jeśli dodamy do tego bardzo dobre aktorstwo z William L. Petersenem w roli Grahama, mamy petardę. Jedyną wadą jest spieprzone zakończenie (montażysta się nie popisał). Recenzja tutaj.

 Miejsce 4 – Informator (1999) – 8/10

Media kontra korporacja, a w tym starciu wplątuje się dr Jeffrey Wigand, by powiedzieć prawdę o sile uzależnienia papierosów. Mimo czasu trwania (ponad 3 godziny) oraz spore wysiłku od strony twórców, „Informator” potrafi trzymać za gardło, a kilka scen (Wigand w hotelowym pokoju śniący o rodzinie czy przesłuchanie i wywiad) zapada mocno w pamięć. Mann precyzyjnie buduje atmosferę paranoi, atakuje korporacyjne sztuczki oraz podkreśla jak ważna jest etyka dziennikarska. Plus Russell Crowe i Al Pacino w rolach głównych. Recenzja tutaj.

Miejsce 3 – Złodziej (1982) – 8/10

Debiut Manna, wspieranego przez producenta Jerry’ego Bruckheimera. Niby klasyczna kryminalna opowiastka o złodzieju (znakomity James Caan), idącym na ostatni skok. Jednak całość magnetyzuje, ma świetny klimat (współtworzą go nocne zdjęcia oraz muzyka Tangerine Dream) i trzyma w napięciu do samego finału. O takich debiutach chce się pamiętać. Recenzja tutaj.

Miejsce 2 – Ostatni Mohikanin (1992) – 9/10

Największe zaskoczenie, bo to klasyczne przygodowe widowisko z miłością, zemstą, honorem i Indianami w rolach głównych. XVIII-wieczna Ameryka wygląda imponująco, sceny akcji są dynamicznie sfotografowane, okraszone jeszcze genialną muzyką oraz potwierdzającym swoją klasę Danielem Day-Lewisem. Nieprawdopodobne dzieło. Recenzja tutaj.

Miejsce 1 – Gorączka (1995) – 10/10

Totalne i kompletne kino sensacyjne, gdzie Robert De Niro oraz Al Pacino stają przeciwko sobie. I mimo długiego czasu trwania, historia wciąga, intryga jest precyzyjnie zbudowana, a scena napadu na bank skończona strzelaniną robi imponujące wrażenie. Realistyczne, epickie kino, gdzie wszystkie klocki leżą na swoim miejscu i mimo dwudziestu lat na karku, nie chce się zestarzeć. Recenzja tutaj.

Ostatnio krążą słuchy, że Mann planuje nakręcić biografię Enzo Ferrari, jednak ma problem ze znalezieniem odtwórcy głównej roli. Najpierw miał być Robert De Niro, ostatecznie padło na Christiana Bale’a, który zrezygnował, bo nie da rady schudnąć. Liczę na to, że jeszcze Mann pokaże klasę i zaskoczy.

Radosław Ostrowski

Wojciech Smarzowski – 18.01

smarzowskiKtoś mógłby zapytać czy będą polscy twórcy filmowi. W końcu pojawia się w grupie reżyserów filmowiec z Polski. Uroczony w Korczynie koło Krosna, absolwent Wydziału Operatorskiego łódzkiej Filmówki (rocznik ’90) oraz filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Swoją pracę filmowca zaczynał od realizacji teledysków (za klip do „To nie jest film” zespołu Myslovitz otrzymał Fryderyka) i dokumentów, by w 2004 roku porazić wszystkich swoim debiutem, który naznaczył jego styl i zainteresowania.

Smarzowski przygląda się od początku Polakom oraz ich największych grzechach: kłamstwie, hipokryzji, pijaństwie, przywiązaniu do stanu posiadania, nienawiści i zawiści. Zawsze realizuje fabuły według własnego scenariusza (lub wspartego pomocą innych ludzi) i ma stałą grupę współpracowników: kompozytora Mikołaja Trzaskę, montażystę Pawła Laskowskiego, kostiumolog Katarzynę Lewińską. A jakby tego było mało, otacza się tymi samymi aktorami, którzy u niego błyszczą i są jego „twarzami”: Marian Dziędziel, Arkadiusz Jakubik, Robert Wabich, Bartłomiej Topa, Eryk Lubos czy Jacek Braciak. To te twarze są niejako siłą napędową jego dzieł.

Sam reżyser jest laureatem dwóch Złotych Lwów na FPFF w Gdyni oraz 10 Polskich Nagród Filmowych Orzeł.

A oto ranking filmów Smarzowskiego (seriali i spektakli Teatru Tv nie brałem pod uwagę) od najgorszego do najlepszego. Jeśli macie inne zdanie, dajcie znać w komentarzach.

Miejsce 5. – Pod Mocnym Aniołem (2014) – 7/10

Adaptacja powieści Jerzego Pilcha, gdzie widzimy portret staczającego się na dno pijaka-intelektualistę (trzymający fason Robert Więckiewicz). Czuć tutaj już pewne zmęczenie materiałem i światem Smarzowskiego, jednak nadal potrafi trzymać za gardło (świetny montaż), mimo schematu: woda-detoks-wyjście. Plus jeszcze niejednoznaczny finał.

Miejsce 4. – Drogówka – (2012) – 8/10

Kolejny Polaków portret własny, tym razem ubrany w konwencję thrillera. Morderstwo kolegi z pracy staje się dla sierżanta Mroza (oskarżonego o tą zbrodnię) walką o dojście do prawdy i odzyskanie swojego dobrego imienia. Walką z góry skazaną na przegraną, pozbawioną happy endu i pokazującego jak silnie zakorzeniona jest korupcja (scenki wręczania łapówek dla gliniarzy i nie tylko), choć film bardziej nastawiony na intrygę i akcję z kapitalnym Topą w roli głównej.

Miejsce 3. – Róża (2010) – 8/10

Nie nadajesz się do tego świata.
Największa niespodzianka i jedyny film Smarzola zrealizowany według cudzego scenariusza (jego autorem jest Michał „Wiedźmin” Szczerbic). Dziejąca się po wojnie historia miłosna (kompletne nowum w dorobku reżysera) między AK-owcem a Mazurzanką Różą zaskakuje z jednej strony subtelnością tej relacji, będącej w opozycji do brutalnych i bezwzględnych czasów, zezwierzęcenia oraz nienawiści do innych, nie-Polaków. A wszystko to fantastycznie pokazane przez Marcina Dorocińskiego oraz Agatę Kuleszę.

Miejsce 2 – Dom zły (2009) – 8,5/10

Prawda? Nie ma takiej.
Najmroczniejszy film reżysera porównywany do „Fargo” (troszkę na wyrost). Podczas stanu wojennego zootechnik Edward Srodoń wraca na zadupie w Podkarpaciu, by uczestniczyć w wizji lokalnej dotyczącej morderstwa Dziabasów. Jednak nie wszystkim zależy na dojściu do prawdy. Bardzo gorzkie, depresyjne kino, gdzie tak naprawdę nie ma ani jednego bohatera pozytywnego (nawet prowadzący śledztwo porucznik Mróz, jest umoczony w romans z żoną kolegi). Genialnie zagrany przez trio Jakubik-Dziedziel-Topa, świetnie sfotografowany (chociaż nie przepadam za kamerą cyfrową), trzymający za mordę tytuł.

Miejsce 1. – Wesele  (2004) – 9/10

Od tego filmu zaczęła się kariera reżysera i na nowo rozbłysła gwiazda Mariana Dziędziela. Aktor zagrał ojca panny młodej, który postanowił zorganizować takie wesele, jakiego nie było. Słodko-gorzka satyra, gdzie znowu nam się obrywa – za silne przywiązanie do kasy i stanu posiadania (panu młodemu bardziej zależy na nowym Audi niż na żonce), sama impreza jest zakrapiana dużą dawką procentów, pojawiają się gangsterzy i są organizowane jakieś lewe interesy oraz matactwa. Choć film widziałem raz i to dawno temu, silnie został w mojej głowie.

Nieobejrzana:
„Małżowina” – telewizyjna produkcja i debiut Smarzowskiego jako reżysera

Reżyser już w tym roku pokaże swój najnowszy film „Wołyń”. Jednego można być pewnym – znowu podzieli widownię, krytykę i wszystkich, o czym przekonamy się w październiku. Oczywiście, że czekam na ten film.

A jakie wy lubicie filmy Smarzowskiego? Piszcie śmiało w komentarzach.

Radosław Ostrowski

Bennett Miller – 30.12

Urodzony w Nowym Jorku, syn malarki i budowlańca. W 1985 roku ukończył Mamaroneck High School w północnej części hrabstwa Westchester, po czym zapisał się na Uniwersytet Nowojorski na Wydział Filmowy. Na uczelni założył razem z aktorami Philipem Seymourem Hoffmanem i Stevenem Schubem, grupę teatralną Bullstoi Ensemble. Działała ona bardzo krótko, gdyż Miller w 1990 roku opuścił szkołę, nie kończąc jej. Po tym czasie pracował jako asystent ekipy i reżyser wideoklipów.

Filmy kręci bardzo rzadko, ale każda premiera jest wydarzeniem. Do tej pory zrealizował trzy fabuły i jeden dokument (zrealizowany w 1998 r. „The Cruise” o przewodniku wycieczek, Timothym „Speed” Levitchu). Jego fabuły są opartymi na faktach historiami, realizowanym w spokojnym rytmie i skromnym budżecie, a jego stałymi współpracownikami są scenograf Jess Gonchor i kostiumolog Kasia Walicka-Maimone. Niby dorobek jest skromny, ale już Millerowi udało się zgarnąć dwie nominacje do Oscara, nominację do BAFTY i Złotą Palmę za najlepszą reżyserię. Jedno jest pewne: Amerykanin nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Oto krótkie podsumowanie filmografii Millera od najlepszego do najgorszego. Opinie mile widziane.

Miejsce 3. – Foxcatcher (2014) – 7/10

Pozornie jest to film sportowy, a dokładnie o zapasach. Jednak dla reżysera najważniejsza była interakcja między braćmi Schultz i tajemniczym sponsorem Johnem Du Pontem, która skończyła się w tragiczny sposób. Spokojne (czasami aż za) tempo oraz celowo chłodna realizacja mogą odstraszyć, za to koncertowe role Steve’a Carrella, Marka Ruffalo i Channinga Tatuma elektryzują. Cierpliwość tutaj jest mocno wskazana.

Miejsce 2. – Capote (2005) – 7,5/10

Debiut opowiadający o pracy Trumana Capote’a nad powieścią życia – „Z zimną krwią”. Chłodne, niepokojące kino, a jednocześnie portret pisarza, który jest megalomanem, intrygantem, manipulatorem i ofiarą własnego dzieła. I jest to wiarygodne, dzięki fenomenalnej roli Philipa Seymoura Hoffmana, który całkowicie zdominował ekran, nie pozwalając swoim kolegom (m.in. Catherine Keener i Chris Cooper) wybić się ze swojego cienia.

Miejsce 1. Moneyball (2011) – 8,5/10

Kolejny film o sporcie, gdzie sport nie jest najważniejszy, tylko jest tłem dla opowieści o walce. Walce o swoją wartość. Bohaterem jest Billy Beane – menadżer drużyny baseballowej, który z pomocą młodego ekonomisty, chce wykorzystać do wzmocnienia swojego zespołu, analizę komputerową. Niby nie dzieje się wiele, a całość mocno oparta na dialogach, jednak ma to swoje tempo (skoro współautorem jest Aaron Sorkin, nie może być inaczej), trzyma w napięciu, a Brad Pitt gra rolę swojego życia. Małe mistrzostwo świata.

A jaki jest wasz ulubiony film Bennetta Millera? Piszcie w komentarzach.

Radosław Ostrowski

 

Steven Spielberg – 18.12

104813-004-A83C810CReżyser i producent filmowy. Tacy ludzie stworzyli Hollywood, jakie znamy dzisiaj. Nie ukończył żadnej szkoły filmowej, a wpływ na kino jaki miał w latach 70. i 80. jest bezcenny i nie podlegający jakiejkolwiek dyskusji. W latach 70. należał do grupy reżyserów z brodą (poza nim byli to: George Lucas, Francis Ford Coppola, Martin Scorsese i Brian De Palma), którzy prezentowali swoje filmy, dyskutowali o kinie i doradzali w rożnych kwestiach. Spore sukcesy osiągnął też jako producent, realizując m.in. „Goonies” (1985), „Powrót do przyszłości” (1985), „Piramidę strachu” (1985) czy ostatnio „Super 8” (2011).

Poza tym Spielberg jest zdobywcą 3 Oscarów, 2 Złotych Globów, 2 nagród BAFTA, Złotej Palmy w Cannes (za scenariusz) i pięciu nagród Saturna przyznawanych przez Akademię Science-Fiction, Fantasy i Horroru (tak, jest takie gremium). I zawsze otacza się sprawdzoną ekipą współpracowników – operatorem Januszem Kamińskim, scenografem Rickiem Carterem, montażystą Michaelem Kahnem oraz kompozytorem Johnem Williamsem. Warsztatowy perfekcjonista, dbający zawsze o warstwę audio-wizualną – jeden z tych twórców, który miał wpływ na dzieciństwo wielu widzów, w tym mnie.

Ranking filmografii Stevena Spielberga, od najgorszych do najlepszych tytułów: 

Miejsce 31. – Terminal (2004) – 4/10

Film miał prosty, ale ciekawy pomysł – bohaterem był mężczyzna, który zostaje niejako uwięziony na lotnisku z powodu zamachu stanu w swoim kraju nie może wejść do USA, ani wrócić do domu. I niejako zamieszkuje w terminalu lotniczym, jednak całość jest zbyt bajkowa i przemielona w przeciętną, nudną komedię romantyczną. A bohater, grany przez Toma Hanksa jest tak prostoduszny, że robią się mdłości.

Miejsce 30. –  Kolor purpury (1985) – 5/10

Pierwsza ambitna produkcja Spielberga opowiadająca o losach Celii Walker – czarnoskórej kobiety, która była bita, maltretowana i psychicznie niszczona przez swojego męża. Film w planach miał poruszyć ludzi losem czarnych oraz ich ciężkie losy. Problem w tym, że zwyczajnie to nie angażuje, a wizualnie niebezpiecznie zahacza o kicz. Film pamiętany jako przegrany gali oskarowej oraz jako debiut aktorki Whoopi Goldberg.

Miejsce 29. – Zaginiony świat: Park Jurajski (1997) – 6/10

Drugie wejście na wyspę pełną dinozaurów. Tym razem sceptyczny dr Ian Malcom ma nie dopuścić, by dinozaury trafiły do miasta, co ma uczynić syn właściciela parku rozrywki. W porównaniu z pierwszą częścią, jest to wtórna historia z ogranymi schematami, raczej irytującymi bohaterami (zwłaszcza Julianne Moore jest nie do zniesienia), a widok dinusiów nie robi takiego wrażenia jak poprzednio.

Miejsce 28. – Monachium (2005) – 6/10

Kolejny ważki film Spielberga, tym razem o izraelskiej akcji odwetowej za zamach terrorystyczny na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium. Techniczna perfekcja, dynamiczne sceny akcji i stylistyka lat 70., to mocne plusy. Na minus bohaterowie, którym trudno kibicować oraz emocjonalnych chłód podczas seansu i łopatologiczne odpowiedzi na pytania o sens walki z terroryzmem, za pomocą ich metod.

Miejsce 27. – Most szpiegów (2015) – 6/10

Pozornie historia mniej znana, ale kompletnie nie ciekawa. Bohaterem jest prawnik Walter Donovan, który podejmuje się obrony sowieckiego szpiega znajdującego się w USA. Po zakończeniu proces jeden z amerykańskich pilotów rozbija się w ZSRR, zaś adwokat ma pośredniczyć w wymianie więźniów. Kolejna porządna robota (zwłaszcza scenografia i wygląd Berlina robią wielkie wrażenie), a aktorsko film kradnie niezawodny Mark Rylance.

Miejsce 26. – Imperium Słońca (1987) – 6/10

Młody chłopak zostaje jeńcem w japońskim obozie podczas II wojny światowej. Oparta na autobiografii Jamesa Ballarda film jest drugim ambitnym projektem Amerykanina. Nadal świetny technicznie warsztat, ale i niemal obojętność emocjonalna. Plusem jest świetny debiut Christiana Bale’a i John Malkovich w roli cwanego i obrotnego więźnia. Ale to za mało, by mówić o dobrym filmie.

Miejsce 25. – BFG: Bardzo Fajny Gigant (2016) – 6/10

Spielberg próbuje znowu wejść w buty kina familijnego. Tym razem jest to historia małej dziewczynki, która poznaje pewnego giganta, specjalizującego się w tworzeniu snów. Jednak jego pobratymcy woleliby dziecko zjeść. Film jest dziwną efemerydą, która balansuje między humorem (dość slapstickowym, z pierdzeniem – tego po Spielbergu się nie spodziewałem) a mrocznym klimatem. I tak w zasadzie nie wiadomo, do kogo miałby być skierowany. Pięknie wygląda, Mark Rylance sprawdza się w roli tytułowej, ale coś tu zgrzyta.

Miejsce 24. – Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki (2008) – 6,5/10

Choć czwarta część przygód archeologa-awanturnika uważana jest za najgorszą i niepotrzebną część cyklu, nie jest aż tak tragiczna i daje całkiem niezłą rozrywkę. Jednak oparcie całej intrygi na elementach nadprzyrodzonych (tutaj Lucas namieszał) i mocno widoczne efekty komputerowe psują przyjemność z seansu. Jednak dziadek Ford trzyma fason, Cate Blanchett znakomicie sobie radzi w roli czarnego charakteru, a powrót jednej z postaci był największą niespodzianką in plus.  

Miejsce 23. – Lincoln (2013) – 7/10

Tym razem Spielberg podjął się bardzo ryzykownego zadania opowiedzenia o najbardziej amerykańskim z prezydentów, najbardziej lubianym i traktowanym niemal jak wzór – Abrahamie Lincolnie. A dokładniej o jego walce, by znieść niewolnictwo. Warsztatowo bez zarzutu, Daniel Day-Lewis i Tommy Lee Jones rozsadzają ekran swoją obecnością, a sceny dobijania politycznych targów potrafią utrzymać w napięciu. Dobra robota.

Miejsce 22. – Czas wojny (2011) – 7/10

Końska epopeja o zwierzaku, który walczył na frontach I wojny światowej, by wrócić do domu. Typowe familijne dzieło, które nie boi się pokazywać okrucieństwa wojny. Piękne plastycznie, subtelnie pokazujące brutalne sceny (wyjątkiem jest zaplątanie konia w drut kolczasty), koń wygląda pięknie i jest znakomity, a ludzie są tylko tłem dla tej opowieści. Ale i tak pozostaje to udanym i ciekawym filmem.

Miejsce 21. – Na zawsze (1989) – 7/10

Pilot samolotów gaszących pożary w lasach ginie podczas akcji. Trafia do zaświatów i wraca na Ziemię, by być inspiracją dla nowego pilota. Pech sprawia, że to młodzik, który zastępuje go u boku jego żony. Brzmi jak melodramat? Bo tak jest i o dziwo dobrze się ogląda, co jest zasługą świetnych zdjęć lotniczych oraz bardzo przekonującego Richarda Dreyfussa. I jeszcze ostatnia rola Audrey Hepburn.

Miejsce 20. – Czwarta władza (2017) – 7/10

Tym razem prawdziwa historia dziennikarzy Washington Post, którzy docierają do dokumentów dotyczących wojny w Wietnamie. Tylko, że publikacja może doprowadzić do wojny z Białym Domem, a Katherine Graham po raz pierwszy musi wejść w buty jako szefowa gazety. Sam początek jest wręcz ospały, ale pozwala poznać bohaterów. Dopiero w połowie film zaczyna przyspieszać, a napięcie gwałtownie rośnie. Streep z Hanksem w rolach głównych potwierdzają klasę, jednak film kradnie Bob Odenkirk jako jeden z dziennikarzy. Tak dobrego filmu Spielberg nie miał od lat.

Miejsce 19. – E.T. (1982) – 7/10

Film o spotkaniu dziecka z kosmitą, który chce wrócić do domu. Mój problem chyba polega na tym, że ten film obejrzałem po raz pierwszy jako dorosły, a nie dziecko, więc nie zrobiło to na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Nie zmienia to faktu, że polubiłem tego przybysza, a „E.T. phone home” potrafi wzruszyć. Produkcja dobra i skierowana do zdecydowanie młodszego odbiorcy.

Miejsce 18. – Wojna światów (2005) – 7/10

Uwspółcześniona wersja powieści Herberta George’a Wellsa z przyzwoitym Tomem Cruisem w roli głównej. Widowiskowy, z kapitalnymi efektami specjalnymi oraz scenami destrukcji. Nie brakuje tutaj napięcia, chociaż jest ono dawkowane stopniowo i subtelnie. Może rozczarowywać finał i średni drugi plan (z wyjątkiem Tima Robbinsa), ale to mocny tytuł.

Miejsce 17. – Amistad (1997) – 7/10

Kolejny głos Spielberga w kwestii czarnych, a dokładniej niewolników. Niewolnicy statku Amistad zabili załogę i próbowali wrócić do domu, ale zostali schwytani przez straż graniczną i mają być sądzeni w USA. Ale w sprawę angażuje się właścicielka statku – królowa Hiszpanii. Bardzo solidny dramat sądowy z pięknymi zdjęciami Kamińskiego oraz – typową dla reżysera – lekcją obywatelską, którą psuje pod koniec patos. Jednak aktorzy robią swoje (zwłaszcza McConaughey, Hounsou i Hopkins), muzyka jest znakomita i jest zachowane dobre tempo.

Miejsce 16. – Park Jurajski (1993) – 7/10

Pierwsze spotkanie z dinozaurami. Drobna kontrola parku, w którym uczestniczą naukowcy wymyka się spod kontroli, gdy zabezpieczenia przestają działać. Nie brakuje suspensu, dinozaury wyglądają imponująco, ale obecnie jest to zaledwie dobrym thrillerem. Plus niezawodny Sam Neill przypominający troszkę Indianę Jonesa oraz dowcipnego Jeffa Goldbluma i solidnym Richardem Attenboroughem.

Miejsce 15. – A.I.: Sztuczna inteligencja (2001) – 7/10

Spielberg mierzy się z niezrealizowanym projektem Stanleya Kubricka. Baśniowa odyseja androida o wyglądzie dziecka w poszukiwaniu własnego domu, gdyż jego właściciele zostawili go po wybudzeniu ze śpiączki swojego pierworodnego. W podróży towarzyszy mu miś oraz robot-żigolak. Troszkę sentymentalna, ale chwytająca za serce opowieść o sensie człowieczeństwa z dość zaskakującym finałem. Do tego świetny Haley Joel Osmond i Jude Law w rolach głównych.

Miejsce 14. – Sugarland Express (1974) – 7,5/10

Prawdziwa historia młodej pary skazańców, którzy uciekają z więzienia, porywają policjanta i chcą odzyskać swoje dziecko. Tragikomedia, która aż zastanawia (jak to się mogło wydarzyć), ma sympatycznych bohaterów, piękne zdjęcia, gorzki finał i będącą w życiowej formie Goldie Hawn. Naprawdę ktoś łudził się, ze to się dobrze skończy?

Miejsce 13. – Raport mniejszości (2002) – 7,5/10

Czarny kryminał w sosie SF. W przyszłości policja będzie w stanie powstrzymać zbrodnię, zanim do niej dojdzie, w czym pomagają trzej jasnowidze. Wykrywają, ze szef policji ma popełnić morderstwo. Świetny klimat, mroczne zdjęcia, dynamiczne sceny akcji i pytania o stosowanie wszelkiej inwigilacji. Plus przyzwoity Tom Cruise i wyborny Colin Farrell w roli tropiącego agenta FBI.

Miejsce 12. – 1941 (1979) – 7,5/10

Najbardziej nieobliczalna i szalona komedia, doprowadzająca do absurdu psychozę na punkcie inwazji Japonii na ziemię USA. Wielowątkowa fabuła, stereotypowe postacie, podteksty erotyczne, szaleni wojskowi, honorowi Japończycy – oj, dzieje się wiele, a całość polana parodystycznym sosem spod znaku Mela Brooksa. Plus brawurowe aktorstwo (Aykroyd, Belushi, Mifune, Ned Beatty, Christopher Lee, Treat Williams), szalona bójka w mieście i wariacki humor. Debiut scenariuszowy Roberta Zemeckisa.

Miejsce 11. – Złap mnie, jeśli potrafisz (2002) – 8/10

Prawdziwa historia Franka Abignale’a – oszusta i fałszerza czeków, którego przez lata ścigało FBI. Inteligentna, dowcipna i trzymająca w napięciu opowieść, zrealizowana w sposób elegancki i stylowy. Pomysłowe, chociaż proste sztuczki oszusta, jego czar (DiCaprio rządzi) gwarantują świetną rozrywkę, a pojedynek miedzy DiCaprio a Tomem Hanksem jest prowadzony na wysokim poziomie.

Miejsce 10. – Hook (1991) – 8/10

Wariacja na temat „Piotrusia Pana”, który jako dorosły musi wrócić do Nibylandii, by odzyskać porwane przez kapitana Haka swoje dzieci. Pochwała wyobraźni zrealizowana w iście baśniowym stylu, ciepłym humorem oraz epicką muzyką Johna Williamsa. Do tego brawurowy Robin Williams i wyborny Dustin Hoffman jako podstępny kapitan Hak. Takie baśnie chcemy oglądać chętnie.

Miejsce 9. – Indiana Jones i Świątynia Zagłady (1984) – 8/10

Drugie spotkanie z dzielnym archeologiem, który tym razem mierzy się z kultem bogini Kali i ma odzyskać święte kamienie. Mroczniejsza od poprzedniczki (wyrywanie żywego sera zostanie w pamięci na długo), ale równie dynamiczna i efektowna przygoda, niepozbawiona humoru i szalonych scen akcji (finał w kopalni czy na drewnianym moście).

Miejsce 8. – Pojedynek na szosie (1971) – 8/10

Świetny debiut, w którym Spielberg pokazuje jak zwykła sprzeczka na drodze może zmienić się w walkę na śmierć i życie. Jest wszechobecny strach, tajemniczy kierowca ciężarówki budzących strach (nigdy nie poznajemy jego twarzy) oraz poczucie bezsilności. Film godny samego Alfreda Hitchcocka i nie ma w tym przesady.

Miejsce 7. – Poszukiwacze zaginionej Arki (1981) – 8,5/10

Narodziny legendarnego bohatera popkultury i jego pierwsze starcie z nazistami. Jest wszystko to, co w filmie przygodowym być powinno: pomysłowo zainscenizowane sceny akcji, które niczym kostki domina osiągają gigantyczne rozmiary, poczucie wielkiej przygody (akcja przenosi z miejsca na miejsce), rozmach przestrzenny. Może i to wydaje się komiksowe, ale nadal dostarcza rozrywki najwyższego sortu, a Harrison Ford jest idealny w roli naukowca-awanturnika.

Miejsce 6. – Przygody Tintina (2011) – 8,5

Pierwsza animacja od Spielberga. Dziennikarz Tintin wpada na trop wielkiego skarbu związanego ze statkiem Jednorożec i rodem Baryłków. Skarb jednak chce dostać Sacharyn, więc zaczyna się wyścig z czasem. Piękna kreska, klimat niczym z kolejnych przygód Indiany Jonesa, nieprawdopodobne sceny akcji (genialny pościg na rynku), bardzo dobry dubbing (także polski) i wielka przygoda. Czegóż chcieć więcej?

Miejsce 5. – Szczęki (1975) – 8,5/10

Film, który zrobił zły PR rekinom i doprowadził do intensywnych polowań na te zwierzęta. Mimo upływu lat, „Szczęki” nadal trzymają w napięciu i chwytają za gardło i czuć inspirację „Moby Dickiem”. Genialne role Roya Scheidera, Richarda Dreyfussa i Roberta Shawa, budująca napięcie muzyka Johna Williamsa i znakomita reżyseria Spielberga. Tylko w finale widać, ze rekin to nie rekin.

Miejsce 4. – Bliskie spotkania trzeciego stopnia (1977) – 9/10

Niby film SF, ale oglądałem jak rasowy kryminał. Historia człowieka, który doświadczył czegoś niewytłumaczalnego (UFO) i próbuje na własną rękę to rozwiązać. Poza nim robi to też francuski naukowiec Claude Lacombe. Niesamowita atmosfera, poczucie tajemnicy i nieśmiertelna scena pierwszego kontaktu. Takich rzeczy się nie zapomina.

Miejsce 3. – Szeregowiec Ryan (1998) – 9/10

Najkrwawszy film Spielberga, który jeszcze nigdy nie pokazywał wojny w ten sposób. Pamiętna scena lądowania w Normandii to nie jedyny mocny punkt tego filmu. Grupka wojaków dostaje zadanie sprowadzenia jednego ze swoich do domu, co budzi pytania o sens rozkazu. Krwawe sceny batalistyczne, rzucające widza w sam środek zawieruchy, genialnie sfilmowane przez Kamińskiego, dynamicznie zmontowane robi tak imponujące wrażenie, że nie jest w stanie zniszczyć tego patos. Tak wojny nikt wcześniej nie pokazywał.

Miejsce 2. – Indiana Jones i ostatnia krucjata (1989) – 9/10

Indiana po raz trzeci i znów musi uratować świat przed nazistami, którzy chcą upolować św. Graala. A żeby było jeszcze trudniej, porywają ojca Indy’ego. Destylat całego przygodowego stylu Spielberga: dynamiczna akcja, szczypta humoru, genialna muzyka Johna Williamsa i idealne zakończenie dla całej trylogii. Plus świetnie pokazana geneza Indy’ego oraz kapitalny Sean Connery jako prof. Henry Jones.

Miejsce 1. – Lista Schindlera (1993) – 9/10

Pierwszy głośny film o Holocauście w Polsce, dodatkowo nakręcony w naszym kraju. Oparty na bestsellerze Thomasa Kennally’ego historia niemieckiego biznesmena, który uratował tysiące Żydów przez zagładą nadal porusza emocjonalnie. Genialna reżyseria, niesamowite czarno-białe zdjęcia, mistrzowska muzyka Johna Williamsa oraz życiowe role Liama „Jeszcze nie posiadającego wyjątkowych umiejętności” Neesona, Ralpha Fiennesa oraz Bena Kingsleya. Zdecydowanie najlepszy Spielberg.

Tak układa się moja lista the best of Spielberg. A jakie są wasze opinie o tym reżyserze i jego filmach? Serdecznie zapraszam do komentowania i podawania własnych rankingów.

Radosław Ostrowski

Nowy dział – reżyserzy

Kolejny dział, który mam nadzieję, że zostanie bardzo dobrze przyjęty przez fanów bloga. Tym razem będą pokazane sylwetki reżyserów, bez których stworzenie jakiegokolwiek filmu jest  góry skazane na przegraną. Znajdą się zarówno wielcy twórcy, bez których kino nie miałoby żadnego sensu, jak i rzemieślnicy, tworzący bezpretensjonalną rozrywkę. Mistrzowie zarówno kina artystycznego, jak i gatunkowego, bez względu na wiek, kraj pochodzenia czy obecność wśród żywych. Do tego każdy z twórców będzie poddany ocenie swojego dorobku od filmów najgorszych do najlepszych. Jesteście gotowi na to? Zapraszam.

Pewnie padnie jedno pytanie: czy będą brane pod uwagę także seriale telewizyjne? To zależy od tego, jaki jest udział reżysera (tylko jako producent) i jeśli jest on ograniczony do roli producenta oraz reżysera pilota, to nie. Jeśli jednak realizował więcej niż 50% procent odcinków lub realizował miniserial, to wtedy zostanie on włączony do rankingu.

POLSKA:
Wojciech Smarzowski – 18.01
Krzysztof Łukaszewicz – 29.02
Juliusz Machulski – 10.03
Wojciech Jerzy Has (1.04.1925-3.10.2000)
Tadeusz Chmielewski (7.06.1927-4.12.2016)
 Władysław Pasikowski – 14.06
Roman Polański – 18.08

ŚWIAT:
Walter Hill – 10.01
Thomas McCarthy – 30.01

Michael Mann – 6.02
Ron Howard – 1.03
George Miller – 3.03
Matthew Vaughn – 7.03
Bernardo Bertolucci (16.03.1940-26.11.2018)
Quentin Tarantino – 26.03
Alan J. Pakula (7.04.1928-19.11.1998)
Anton Corbijn – 20.05
Clint Eastwood – 31.05
Tony Scott (21.06.1944-21.08.2012)
J.J. Abrams – 27.06
Christopher Nolan – 30.07
Mario Bava (31.07.1911-27.04.1980)
Sam Mendes – 1.08
M. Night Shyamalan – 6.08
Samuel Fuller (12.08.1912-30.10.1997)
Taika Waititi – 16.08
Tim Burton – 25.08
David Fincher – 28.08
Guy Ritchie – 10.09
Guillermo del Toro – 9.10
Mike Nichols (6.11.1931-19.11.2015)
Woody Allen – 01.12
Steven Spielberg – 18.12
Bennett Miller – 30.12

Clint Eastwood – 31.05

clint_eastwood_directingTrwało to dość długo, bo nie do końca wiedziałem jak to podsumowanie zrobić, jak wykombinować i opisać dorobek takiego filmowca jak Clint Eastwood. Znany przede wszystkim jako aktor, w 1971 roku spróbował swoich sił jako reżyser i średnio raz na rok dostajemy nowy film Eastwooda. Trudno go nazwać artystą, ale to twórca realizujący kino gatunkowe różnego rodzaju: od szeroko pojętego kina sensacyjnego po ważkie dramaty, biografię i kino wojenne. Nie boi się wyzwań, nie posiada własnego stylu, ale z wiekiem dostrzega odcienie szarości życia, które nie jest łatwe i o tym zawsze opowiada. Nie odpuszcza i na razie o emeryturze nie marzy. Jak to podsumowanie wygląda? Oto efekty (od najsłabszego do najlepszego, a recenzje można przeczytać klikając na tytuł):

 Miejsce 36. – 15:17 do Paryża (2018) – 3/10

Chciałbym coś dobrego powiedzieć o historii trzech przyjaciół, którzy powstrzymali atak terrorystyczny w pociągu do Paryża. Clint postanowił bohaterów tych wydarzeń obsadzić w rolach głównych, ale ich umiejętności aktorskie pozostawiają wiele do życzenia. Jednak sama historia, gdzie mamy skupienie się na przeszłości bohaterów oraz ich umiejętnościach jest zwyczajnie nudna, nieangażująca oraz oparta na masie klisz. Tego się nie spodziewałem po takim twórcy jak Eastwood.

Miejsce 35. – Firefox (1982) – 4/10

Niestety, ale jest to jawne kino propagandowe, gdzie zestarzało się wszystko: od fabuły (prostej i naciąganej) po efekty specjalne. Sam Eastwood gra solidnie, ale brakuje lekkości, napięcia i łopoczącej amerykańskiej flagi 😉 Słabizna taka, gdzie nic się nie klei.

Miejsce 34. – Krwawa profesja (2002) – 5/10

Eastwood po raz ostatni goni bandziora w adaptacji powieści Michaela Connelly’ego. Pozornie wszystko jest na swoim miejscu, jednak miałem wrażenie, że historia jest naciągana i przewidywalna. Minusem Jeff Daniels w roli psychopatycznego mordercy.

Miejsce 33. – Co się wydarzyło w Madison County (1995) – 5/10

Po tej ocenie wielu fanów dostanie wścieklizny na twarzy. Ale powiedzmy sobie to wprost – to sentymentalne i ckliwe romansidło, a różnica jest taka, że bohaterami są dwoje, niemłodzi już ludzie. Trudno coś zarzucić zarówno Meryl Streep jak i samemu Eastwoodowi, próbującemu zagrać wbrew swojemu wizerunkowi, ale brakuje tu napięcia, klimatu, wszystko takie letnie. Nie moja bajka.

Miejsce 32. – Medium (2010) – 5/10

Historia trójki ludzi, która otarła się o śmierć, mogła wywołać poważną dyskusję o zaświatach i życiu po śmierci. Niestety, scenariusz jest nudny i oklepany, wątki nie angażują, a w pamięci pozostaje tylko scena tsunami (bardzo widowiskowa, która przyniosła nominację do Oscara za efekty specjalne).

Miejsce 31. – Prawdziwa zbrodnia (1999) – 5/10

Czyli głos Eastwooda w sprawie kary śmierci. Mało zaskakujący, a sam Eastwood zamiast spluwy ma tutaj ołówek i magnetofon, jednak jest tak samo skuteczny jakby był Brudnym Harrym. Przeciętniak, który nie złapał mnie za gardło, chociaż powinien.

Miejsce 30. – Wyzwanie (1977) – 5,5/10

Historia prosta jak konstrukcja cepa, która była inspiracją m.in. dla „16 przecznic” Donnera. Eastwood gra gliniarza, który ma dostarczyć świadka do sądu. Problem w tym, że ktoś chce go zabić. Pomysł mocno absurdalny, a realizacja bardzo komiksowa. Drażni Sondra Locke, pamięta się wjazd autobusem do miasta. Szaleństwo, a recenzję soundtracku znajdziecie tutaj.

Miejsce 29. – Honkytonk Man (1982) – 6/10

Troszkę nostalgiczno-sentymentalne kino drogi, gdzie Eastwood gra wokalistę, któremu towarzyszy w drodze siostrzeniec (w tej roli syn Eastwooda, Kyle). To jedna z lżejszych produkcji i jeden z dwóch filmów, w których bohater grany przez Eastwooda umiera. Fajne, refleksyjne kino.

Miejsce 28. – Nagłe zderzenie (1983) – 6/10

Trio Eastwood, Smith & Wesson w natarciu, czyli czwarta część opowieści o inspektorze Harrym Callahanie. Mimo wieku, nadal jest w formie i robi porządek po swojemu, ale tym razem dostaje sprawę okaleczenie i zabójstwa mężczyzny na zadupiu. Ostre kino, które jak dla mnie, nie dorównuje filmom o Callahanie. I jeszcze ta Sondra Locke – tragedia.

Miejsce 27. – Invictus – Niepokonany (2009) – 6/10

Polityczne kino ze sportem w tle, czy na odwrót. Czyli jak sport narodowy (rugby) jest w stanie zjednoczyć podzielony naród RPA po zniesieniu apartheitu, gdy biali mieszkańcy bali się zemsty czarnych za rasizm. Kino niezłe, które jest laurką dla Nelsona Mandeli (znakomity Morgan Freeman – sam polityk uważał, ze tylko ten aktor jest w stanie go zagrać). Broni się też finał sportowy, ale można było z tego wycisnąć dużo, dużo więcej.

Miejsce 26. – Żółtodziób (1990) – 6/10

Brudny Clint postanowił zrobić własną „Zabójczą bron” i ściągnął do pomocy niedoświadczonego Charliego Sheena. Ten film mógł być petardą, jednak chyba się zestarzał. Schemat ten ogląda się nieźle, dzięki obydwu aktorom, a także smolistemu humorowi oraz odjechanym scenom akcji. Nic nowego z krainie Eastwooda, ale i tak wyszło nieźle.

Miejsce 25. – Bronco Billy (1980) – 6/10

Sympatyczna komedia o tęsknocie za Dzikim Zachodem. Sam ten świat jest ubrany w dość jarmarczny szoł tytułowego Bronco Billy, ale fajnie się to ogląda. No i Sondra Locke nie wywołała we mnie irytacji (co nie przeszkodziło otrzymać nominacji do Złotej Maliny). Jest w tym troszkę kina familijnego, ale humor wprawia w dobry nastrój.

Miejsce 24. – J. Edgar (2011) – 6,5/10

Próba opowiedzenia o 30 latach z życia dyrektora i szefa FBI – J. Edgara Hoovera. Mieszanka kryminału z dramatem obyczajowym, która troszkę się gryzie. Żaden z wątków nie zostaje do końca rozwinięty, co pokazuje jak trudnym i niejednoznacznym bohaterem był Hoover. Na minus koszmarna charakteryzacja, na plus świetny DiCaprio.

Miejsce 23. – Gran Torino (2008) – 6,5/10

Eastwood po raz ostatni przed kamerą. Gra wkurwionego, rasistowskiego i chamskiego Walta Kowalskiego, który idzie na wojnę z azjatyckim gangiem. Eastwood-aktor żegna się z wizerunkiem twardziela, nadal warczy, rzuca fakami i jest nieprzyjemny. Dla mnie problemem jest to, że takich opowieści (starszy, chamski pan staje się mentorem młodego i niedoświadczonego chłopaka) widziałem już setki razy i ten film nie wyróżnia się. Wyjątkiem jest Eastwood oraz przewrotny finał. Stąd taka, a nie inna ocena.

Miejsce 22. – Zagraj dla mnie Misty (1971) – 6,5/10

Debiut Eastwooda jako reżysera. Gra on tutaj radiowego didżeja, który poznaje dziewczynę. Spędza z nią jedna noc, ale ona nie chce się odczepić i prześladuje go. Brzmi znajomo? Thriller o stalkingu, gdzie troszkę za szybko odkrywane są karty, ale jest kilka mocnych scen, krwi i obłędu. Nieźle.

Miejsce 21. – Sully (2016) – 7/10

Znowu prawdziwa historia, tym razem skupiona na heroicznym wyczynie kapitana Sullenbergera oraz jego lądowanie na rzece Hudson. Ale czy nasz bohater mógł podjąć inną decyzję? Komisja badająca wypadki lotnicze uważa, że tak. O dziwo wyszło solidne kino, pozbawione nachalnego patosu, z imponującą sceną katastrofy oraz świetnym Tomem Hanksem w roli głównej. Dobra, porządna robota.

Miejsce 20. – Władza absolutna (1997) – 7/10

Starcie jednostki z systemem. Jednostką jest złodziej Eastwood, a systemem prezydent USA, który zabił swoją kochankę, a złodziej był świadkiem. Dobrze skonstruowany thriller, który potrafi utrzymać w napięciu, ogląda się go dobrze, a kilka wątków zgrabnie wplata się w opowieść. Tak się robi dobre kino.

Miejsce 19. – Snajper (2014) – 7/10

Ten film miał nakręcić David O. Russell, a następnie Steven Spielberg, jednak ostatecznie trafil w ręce prawicowca Eastwooda. Może i jest troszkę patriotycznie, a wątek rywalizacji między Kyle’m a Mustafą jest płaski jak talerz, ale reżyserowi udaje się opowiedzieć i o patriotyzmie i o cenie bycia żołnierzem. Na plus świetne sceny akcji (z burzą piaskową – rewelacja) i Bradley Cooper w roli głównej. Ale jeśli chcecie filmu o wojnie w Iraku bez słodzenia, to zobaczcie „Hurt Lockera”.

Miejsce 18. – Kosmiczni kowboje (2000) – 7/10

Mieszanka komedii, SF i opowieści o starości. Czterej byłych astronautów musi uratować Ziemię przed zderzeniem z satelitą. Urocze, lekko westernowe kino ze sporą dawką humoru, nostalgii, ale też realistycznie pokazanych scen szkolenia NASA. Na plus dowcip, spokojnie prowadzona intryga oraz czterej tytułowi bohaterowie (Clint Eastwood, Tommy Lee Jones, Donald Sutherland i James Garner – ich wizyta u Jaya Leno to perła komizmu).

Miejsce 17. – Akcja na Eigerze (1975) – 7/10

Eastwood bawi się w agenta 007. Jako tajny agent musi zabić zdrajcę swojej organizacji. Sam Clint sprawdza się świetnie, jednak najbardziej zapadają w pamięci piękne górskie widoki oraz muzyka Johna Williamsa (recenzja muzyki tutaj). Wielu może znużyć wolne tempo, ale i tak fajnie się to ogląda.

Miejsce 16. – Bird (1988) – 7/10

Biografia legendarnego saksofonisty jazzowego – Charliego „Birda” Parkera (wielka rola Forresta Whitakera), chociaż nie o wszystkim reżyser opowiada, bo kocha muzykę jazzową. Historia talentu uwięzionego przez nałogi (narkotyki, kochanki), co jest sugerowane, bo widzimy tylko skutki działania. Wielu może zmęczyć czas trwania, ale warto zobaczyć dla Whitakera.

Miejsce 15. – Wzgórze Złamanych Serc (1986) – 7/10

Eastwood tym razem w roli wojskowego trepa, co pije benzynę i je drut kolczasty. Ma przerobić dupy wołowe na pełnoprawnych wojaków. Może i jest to kalka i troszkę patriotyczna, ale zaskakująco lekkie kino, będące bezpretensjonalną rozrywką. Plus Mario Van Peebles jako krnąbrny rekrut, który woli być Ajatollahem rock’n’rolla :).

Miejsce 14. – Niesamowity jeździec (1985) – 7/10

Tym filmem Eastwood wskrzesza western w latach 80. Pozornie mamy typowy schemat, czyli do miasteczka przybywa małomówny Eastwood, by sprowadzić sprawiedliwość. Jednak tutaj jest on Kaznodzieją. Dojrzalsza wersja „Mściciela”, gdzie chodziło mniej więcej o to samo, tylko mniej brutalnie. Udany western ze specyficznym klimatem i finałową konfrontacją.

Miejsce 13. – Sztandar chwały (2006) – 7/10

Pierwsza część o bitwie o Iwo Jimę, tym razem z perspektywy Amerykanów. Realizacyjnie przypomina to „Szeregowca Ryana” (jednym z producentów był Steven Speilberg), bo sceny batalistyczne wgniatają w fotel. Jednak ciekawszy jest wątek, gdy nasi wojacy są wykorzystani przez propagandę w celu zebrania kasy na bony wojenne. Wtedy „Sztandar…” jest gorzkim i krytycznym spojrzeniem na siłę mitu.

Miejsce 12. – Oszukana (2008) – 7/10

Ten film Eastwood „odziedziczył” po Ronie Howardzie. Christine Collins jest matką, której zaginął syn. Policja go odnajduje, ale okazuje się, ze to nie on. Policja, nie mogąc pozwolić sobie na kompromitację, decyduje się „uciszyć” kobietę. Mroczny thriller, gdzie kilka wątków przeplata się ze sobą: dramat kobiety, skorumpowani gliniarze, tropiący nieuczciwości pastor i seryjny morderca. Wada dla mnie było zbyt rozciągnięte zakończenie, ale stylowe zdjęcia, świetna Angelina Jolie (jedna z najlepszych ról w karierze) i wciągające śledztwo nie pozwalają na nudę.

Miejsce 11. – Północ w ogrodzie dobra i zła (1997) – 7,5/10

Dziwne kino, przypominające klimatem Davida Lyncha w wersji light. Dziwne miasteczko, tajemnicze morderstwo męskiej dziwki i pisarz, który jest obserwatorem całej sytuacji. Kryminał, dramat sądowy i czarna komedia w jednym, czyli jeden z nietypowych filmów Eastwooda. Intryguje, bywa czasem zabawny, a Kevin Spacey pokazuje klasę (znowu). To się zwyczajnie ogląda.

Miejsce 10. – Mściciel (1973) – 7,5/10

Teleportacja spaghetti westernu w amerykańskie realia. Clint jest małomównym rewolwerowcem, który przybywa do miasteczka, by obronić je przed trzema zbirami. Surowa realizacja, mroczny klimat i tajemnica, która naznacza mieszkańców Lago – zepsutych, zgniłych i małych. Western inny niż wszystkie.

Miejsce 9. – Breezy (1973) – 8/10

Sam jestem zaskoczony, bo to wydaje się kolejnym romansidłem z różnicą wieku w tle. „Breezy” to miły i czarujący melodramat, w którym reżyser zaskakuje subtelnością oraz liryzmem. Może i jest to bajeczka, ale – jak wiadomo – są różne bajki. Fantastyczny William Holden, piękna muzyka Michela Legranda i urocza Kay Lenz. Na mnie to zadziałało jak cholera.

Miejsce 8. – Doskonały świat (1993) – 8/10

Kino inicjacyjne ubrane w konwencje sensacji. Przyjaźń młodego chłopca (świadka Jehowy) z kryminalistą Butchem (wyborny Kevin Costner) chwyta za gardło, ma kilka mocnych scen, a tropiący go (Butcha) szeryf – w tej roli sam Eastwood – okazuje się bardziej ludzki niż można się tego spodziewać. Poruszające kino, które zostało w mojej pamięci na długo.

Miejsce 7. – Jersey Boys (2014) – 8/10

Eastwood i musical? Gdy po raz pierwszy usłyszałem o tym projekcie, to zbaraniałem. Jak zobaczyłem, to nie mogłem uwierzyć. Historia zespołu Frankie Valli and the Four Seasons to klasyczna opowieść o wzlocie i upadku, ale osadzenie w latach 60., gdzie nasi bohaterowie stali w rozkroku między karierą muzyczną a gangsterską działa tu na plus. Śpiewanie i występowanie miesza się tutaj z narracją naszych bohaterów zwracających się bezpośrednio do kamery. Jest to fantastycznie zaśpiewane (recenzja soundtracku tutaj), stylowo zrobione i ma to coś. Miodzio.

Miejsce 6. – Listy z Iwo Jimy (2006) – 8/10

Druga część opowieści o Iwo Jimie, z perspektywy japońskiej. Eastwood próbuje wejść w mentalność Japończyków, dla których honor był sprawą bezdyskusyjną, ważniejszą niż życie (zabicie psa za szczekanie na żołnierzy czy zamiast odwrotu harakiri). Znakomita realizacja, trzymający w ryzach ten film wielki Ken Watanabe oraz przypomnienie, że wróg po bliższej znajomości przestaje być wrogiem. Kto by się takiego filmu po Eastwoodzie spodziewał?

Miejsce 5. – Biały myśliwy, czarne serce (1990) – 8/10

Film inspirowany historią realizacji „Afrykańskiej królowej” Johna Hustona to opowieść o obsesji, która doprowadzona jest niemal do granicy szaleństwa. Dla naszego bohatera priorytetem jest zabicie białego słonia, czyli próba poskromienia dzikiej natury oraz przeżycia męskiej przygody. Wnikliwa psychologia, piękne zdjęcia oraz precyzyjny scenariusz – to musiało zagrać.

Miejsce 4. – Rzeka tajemnic (2003) – 8,5/10

Po tym filmie Hollywood zainteresowało się powieściami Dennisa Lehane’a. Mieszanka kryminału i dramatu obyczajowego jest historia o tym, jak pewne zdarzenia naznaczają na zawsze. Trzej chłopcy spotykają się po 25 latach – z powodu morderstwa. Pierwszy jest ojcem zabitej, drugi prowadzi śledztwo, a trzeci staje się podejrzanym. Mroczna historia, świetnie i spokojnie pokazywane śledztwo, wnikliwa obserwacja psychologiczna i obyczajowa oraz przewrotny finał. Ten film porusza, wciąga i daje do myślenia – dodatkowo obsada jak marzenie: Sean Penn (Oscar), Tim Robbins (Oscar), Kevin Bacon, Laurence Fishburne, Laura Linney i Marcia Gay Harden. Ocierające się o wielkość kino.

Miejsce 3. – Wyjęty spod prawa Josey Wales (1976) – 9/10

Western, kino zemsty, film wojenny – ta mieszanka prezentuje się znakomicie. Kolejny western, który odmitologizowuje Dziki Zachód stając się bardziej realistycznym. Silny antywojenny wydźwięk, świetna muzyka (recenzja tutaj) i masa treści w pozornie banalnej opowieści z zemstą w tle.

Miejsce 2. – Za wszelką cenę (2004) – 10/10

Film miał być debiutem reżyserskim scenarzysty Paula Haggisa, jednak gdy scenariusz przeczytał Clint (miał on zagrać tylko Frankiego Dunna), nie odpuścił i postanowił nakręcić ten film. Pozornie jest to prosta opowieść o kobiecie, która chce trenować boks. Ale ona kompletnie porusza, chwyta za gardło i zaskakuje. Inne oblicze Eastwooda, życiowa forma Hilary Swank (zasłużony Oscar) oraz kompletna zmiana tonu w dramatycznym finale. Arcydzieło.

Miejsce 1. – Bez przebaczenia (1992) – 10/10

Tym filmem Eastwood zabił western. Nie wybaczył mu zakłamania, mitomaństwa i hipokryzji. Eastwood gra podstarzałego rewolwerowca, który przyjmuje zlecenie zabicia dwóch kolesi, co zgwałcili i okaleczyli prostytutkę. Najmroczniejszy film Eastwooda w karierze i ostatni wielki western. Więcej nie trzeba pisać – to trzeba zobaczyć.

eastwood_obejrzalem_laur

I tak to się właśnie układa. A że Clint nie odpuszcza, to można być pewnym, że na jego filmy warto się wybrać. A jakie są wasze ukochane filmy Clinta Eastwooda? Piszcie śmiało w komentarzach, dzielcie się wrażeniami oraz opiniami.

Radosław Ostrowski

Gran Torino

Walt Kowalski – stary, zrzędliwy pierdziel mieszkający w dzielnicy pełnej Azjatów. Nikt go nie lubi, wali prosto z mostu, rodzina liczy tylko na jego spadek i uważa go za niedołęgę. Pewnego wieczora pomaga młodemu chłopakowi znad przeciwka, który dostaje łomot od swojego kuzyna-gangstera. Ta relacja okazuje się bardzo istotna.

gran_torino1

Ostatni film Clinta Eastwooda z Clintem Eastwoodem w roli głównej. A jest to typowy Eastwood – małomówny, niepoprawny twardziel mocny nie tylko w gębie. W końcu gra Polaka (Matki Boskiej ani polskiej flagi nie widziałem) – może troszkę stereotypowego, czyli niepokornego, krnąbrnego i ostrego, ale i tak jest wiarygodny do końca. Sama historia jest tak przewidywalna, że nic nie jest w stanie tego zakryć. Ani niepoprawne politycznie dialogi, ani sarkastyczny humor, nawet rodzina Hmongów (taki lud z Wietnamu i Chin – było jeszcze trzecie państwo, ale wyleciało mi z głowy) wydaje się typowa. Ciapowaty syn, mądrzejsza siostra i babcia mówiąca tylko w swoim języku. Wiadomo jak się potoczy – Walt stanie się mentorem dla dzieciaka, który stanie się prawdziwym facetem, a narwanych gangsterów czeka zasłużona sprawiedliwość. aktorsko jest w porządku – bez jakiś błysków, ale i bez poważnej wtopy.

gran_torino2

Ale zakończenie przełamuje ten film, który byłby tak naprawdę jednym ze średniaków. Tam Clint kpi i ośmiesza przemoc (więcej nie powiem). Choćby dla niego warto zobaczyć tą konwencjonalną opowieść o starym pierdzielu, który tak naprawdę jest spoko gościem. Tylko jest jeden warunek – nie wkurwiajcie go.

gran_torino3

6,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda