Sam Mendes – 1.08

mendesReżyser filmowy i teatralny.

Urodzony 1 sierpnia 1965 roku w Reading. Syn Valerie Helene, autorki książek dla dzieci oraz Jamesona Petera Mendesa, profesora akademickiego. Gdy był dzieckiem, rodzice się rozwiedli. Wychowywał się w Oxfordshire, uczęszczał do Magdalene Collage School oraz Peterhause (licea w Oxfordzie). Studiował na Camridge, gdzie zawodowo grał w krykieta oraz był członkiem Marlowe Society oraz reżyserował kilka sztuk teatralnych, w tym „Cyrano de Bergeraca” z Tomem Hollanderem. Studia ukończył w 1987 roku.

W wieku 24 lat debiutuje jako reżyser na West Endzie „Wiśniowym sadem” z Judi Dench. Wkrótce dołącza do Royal Shakespeare Company, gdzie wystawiał wiele głośnych przedstawień w ciągu niemal całej dekady (m.in. „Kabaret”, „Olivier!”, „Zabójcy”), stając się intrygującą postacią brytyjskiej sceny. Do tej pory wystawia sztuki (w 2014 wystawił „Charliego i fabrykę czekolady”). Doszedł jednak do wniosku, że teatr to za mało i postanowił podbić kino. Debiut z 1999 roku skupił uwagę wszystkich: krytyków, publiczności oraz różne gremia przyznające nagrody.

W 2003 roku Mendes zakłada (wspólnie z Pippą Harris i Caro Newling) Neal Street Productions – firmę producencką, realizująca spektakle teatralne, filmy i produkcje telewizyjne. To ona odpowiada m.in. za seriale „Z pamiętnika położnej” i „Dom grozy”, filmy „Miłosna układanka” oraz „Chłopiec z latawcem” czy teatralne adaptacje „Psa Baskerville’ów” i „Shreka”. W tym samym roku Anglik wziął za żonę aktorkę Kate Winslet, z którą ma syna Joe Alfieego. Małżeństwo przetrwało 8 lat, zakończyło się rozwodem. Od stycznia tego roku Mendes jest mężem trębaczki Alison Balsom.

Mendes do tej pory zdobył Oscara, Złoty Glob (i nominację), nagrodę BAFTA (i nominację), nominację do Złotego Lwa, Złotego Satelity oraz nagrodę Amerykańskiej Gildii Reżyserów Filmowych. Do grona jego najczęstszych współpracowników zaliczają się: kompozytor Thomas Newman, dźwiękowiec Scott Millan, scenograf Dennis Gassner, autorzy zdjęć Conrad L. Hall i Roger Deakins, kostiumolog Albert Wolsky oraz aktor Daniel Craig.

Pora sprawdzić formę brytyjskiego reżysera, więc pora na ranking dokonań.

Miejsce 8. – Droga do szczęścia (2008) – 4/10

Strasznie mnie rozczarował ten film. Melodramat o związku pragnącym zmiany, lecz nie potrafiącym ich dokonać, a wszystko osadzone w realiach lat 50. Czyli takie „American Beauty” tylko bardziej na poważnie, miejscami aż łopatologicznie (upośledzony umysłowo syn sąsiadów John, tłumaczący widzom stan emocjonalny naszych bohaterów) i po prostu nudno. Nawet grający główne role Leonardo DiCaprio i Kate Winslet zwyczajnie się męczą. W pamięci zostaje jedynie Michael Shannon, ale to za mało.

Miejsce 7. – Para na życie (2009) – 7/10

Słodko-gorzka komedia (reklamowana w Polsce jako komedia romantyczna) opowiadająca o parze młodych ludzi (Maya Rudolph i John Krasinski), z perspektywą życia w trójkę, czyli on, ona i dziecko. Kino drogi w duchu Sundance, z wyrazistym drugim planem (błyszczy nadopiekuńcza Maggie Gyllenhaal oraz wycofany Jeff Daniels), gdzie twórcy obnażają wszelkie konwenanse, instytucje, jednocześnie kibicując w ten wędrówce. Bezpretensjonalne, ale ciepłe kino. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Jarhead (2005) – 7/10

Młodszy brat „Paragrafu 22”, czyli idziemy na wojnę – wojnę, gdzie nic się nie dzieje, dookoła jest pustynia, a wróg jest gdzieś tam daleko. Gorzkie kino, pokazujące absurdalność wojny oraz zagubienie ludzi, którzy na zawsze będą czuli się wojakami, a myślami będą tylko na tej pustyni. Mocne role Jake’a Gyllenhaala i Petera Sarsgaarda, niezapomniana scena płonącej ropy i surrealistycznego koszmaru Swoffa oraz sporo czarnego humoru. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Spectre (2015) – 7/10

Drugie spotkanie z Bondem od Mendesa i tym razem jest w duchu klasycznych filmów, co dla wielu może być wadą. Jest mniej poważnie, choć gra toczy się o dużą stawkę, nie brakuje dynamicznych, widowiskowych scen akcji (Święto Zmarłych w Meksyku, pościg samochodowy we Włoszech), wyrazistego czarnego charakteru (Christoph Waltz daję radę i nie jest beznadziejny), a Craig ze swoją surowością pasuje idealnie. Na minus zbyt długie tempo oraz brak chemii między Bondem, a jego dziewczyną (Lea Seydoux). Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Droga do Zatracenia (2002) – 7,5/10

Nietypowy dramat gangsterski, skupiony na relacjach ojciec-syn. Michael Sullivan (zaskakujący Tom Hanks) jest mafijnym cynglem pracującym dla Johna Rooneya (ostatnia wielka rola Paula Newmana). Na nieszczęście dla Michaela, jego syn był świadkiem egzekucji, a to oznacza, ze cała rodzina musi zginąć. Sullivan z najmłodszym (Tyler Hoechlin) uciekają do miasta Zatracenie. Mocny dramat, zrobiony stylowo ze wspaniałą muzyką, genialną strzelaniną w deszczu oraz kradnącym film Judem Law jako mordercy z pasją fotograficzną.

Miejsce 3. – Skyfall (2012) – 8,5/10

Gdy Mendes został wybrany na reżysera filmu o agencie 007, wielu miało wątpliwości, ale podołał. Bond zmartwychwstaje (dosłownie) i musi powstrzymać Silvę, który chce zabić M i zniszczyć brytyjski wywiad, gdzie pracował wcześniej. Tutaj pasuje wszystko: i akcja, psychologia Bonda, który ostatecznie staje się tym, kogo znamy z dawniejszych dzieł. Realizacyjnie wygląda to jak film Christophera Nolana (ci, co uważają, że twórca „Mrocznego Rycerza” powinien nakręcić kolejną odsłonę 007 powinni obejrzeć „Skyfall” i się zastanowić) z genialnymi wizualnie zdjęciami, złośliwym humorem, widowiskową rozpierduchą (ucieczka Silvy i finał w szkockich górach). Plus mocne role Judi Dunch oraz Javiera Bardena plus pojawienie się Q (Ben Whishaw jest cudowny w tej roli). Recenzja tutaj.

Miejsce 2. –  American Beauty (1998) – 8,5/10

Debiut nagrodzony Oscarami za najlepszy film, reżyserię, scenariusz oraz główną rolę męską. Jak najbardziej zasłużenie. Historia Lestera Burnhama (wielki Kevin Spacey), który ze sfrustrowanego uczestnika wyścigu szczurów z przedmieścia, zaczyna się buntować i iść własną ścieżką, potrafi szarpnąć złośliwym humorem oraz brutalną wiwisekcją konsumpcjonizmu, przywiązania do stanu posiadania, tłumieniu swoich pragnień. Choć wszyscy pamiętamy scenę, gdy naga Mena Suvari śni się naszemu bohaterowi z opadającymi płatkami róż, nie jest to jedyna pamiętna scena. Sfilmowana latająca torba foliowa czy finałowy monolog Lestera zostają po seansie na długo.

Miejsce 1. – 1917 (2019) – 9/10

Prosta historia wojenna, jakich było wiele. Dwóch żołnierzy podczas I wojny światowej ma przedrzeć się za linię wroga, by przekazać rozkaz o odwołaniu ataku na linie wroga. Inaczej skończy się to krwawą rzezią. Siłą reżysera jest techniczna maestria, która wywołuje efekt immersji, niemal obcowania z bohaterami. Poczucie zagrożenia jest wręcz namacalne, w czym pomagają świetne zdjęcia Deakinsa oraz pozbawiony widocznych cięć montaż. Nieprawdopodobne doświadczenie, jakie przeżyłem w kinie w tym roku. Recenzja tutaj.

Jakim reżyserem jest Mendes? Ciągle szukającym wyzwań i nie bojącym się mierzyć z kinem gatunkowym. Lubi długie ujęcia, świetnie dobiera oraz prowadzi aktorów. Cokolwiek ten Anglik zamierza będę czekał, bo warto.

A jakie są wasze ulubione filmy Sama Mendesa? Piszcie w komentarzach swoje opinie.


Radosław Ostrowski

Tadeusz Chmielewski – 7.06

chmielewskiReżyser, scenarzysta i producent filmowy.

Urodzony 7 czerwca 1927 roku w Tomaszowie Mazowieckim jako syn Olgi i Adama Chmielewskich. Matka pracowała jako tkaczka, potem wykańczarka w fabryce dywanów. Ojciec był policjantem i słynnym sportowcem (skakał wzwyż), a w czasie wojny dowodził oddziałem partyzanckim. Tuż po wojnie schwytany przez władze komunistyczne i zamordowany. W czasie wojny pracował jako ślusarz u Zimmermannów, jednocześnie działając w Armii Krajowej. Po wojnie Tadeusz przeniósł się do Szczecin. W 1949 roku zdał maturę w Świnoujściu, gdzie zdał maturę. Następnie zapisał się do Ligi Morskiej, przeszedł kurs szybowcowy, krótko uczył się w Politechnice Szczecińskiej. W końcu (po wielu perturbacjach) trafia do łódzkiej Szkoły Filmowej, gdzie trafia pod skrzydła Antoniego Bohdziewicza. I to tam poznaje swoją przyszłą żonę Halinę Wirską (także asystentkę reżysera) oraz najbliższego współpracownika – autora zdjęć, Jerzego Stawickiego. Szkołę ukończył w 1954 roku i swoją karierę zaczął jako asystent, wreszcie w 1957 roku zrealizował entuzjastycznie odebraną komedię „Ewa chce spać”. Od tej pory przykuwa uwagę widowni, specjalizując się w tym trudnym gatunku.

Chmielewski udzielał się też w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich, a w latach 1983-87 był wiceprezesem. Jednocześnie od 1984 kierował Zespołem Filmowym „Oko”, w którym swoje filmy realizowali tacy reżyserzy jak Andrzej Barański, Dorota Kędzierzawska, Roman Załuski, Marek Piestrak, Janusz Kijowski czy Ryszard Ber. Od tej pory Chmielewski ogranicza swoją działalność filmową do roli producenta, współfinansując takie filmy jak „U Pana Boga za piecem” i „To ja, złodziej” Jacka Bromskiego, „Galerianki” Katarzyny Rosłaniec, „Piąta pora roku” Jerzego Domaradzkiego czy „Róży” Wojciecha Smarzowskiego.

Zmarł 4 grudnia 2016 roku w Warszawie, pochowany na Powązkach. Zostawił żonę oraz córkę Agatę (grafik i rysownik).

W swoim dorobku ma głównie komedie, które do dzisiaj mają status produkcji kultowych. Z ważniejszych nagród warto wspomnieć o dwóch Złotych Lwach z FPFF w Gdyni (i Platynowych Lwach za całokształt), dwóch nominacji do Orła (i nagrodę za osiągnięcie życia). Do grona najbliższych współpracowników (poza w/w Haliną Chmielewską i Jerzym Stawickim) należeli: scenograf  i kostiumolog Bolesław Kamykowski, kompozytor Jerzy Matuszkiewicz, montażystka Janina Niedźwiecka oraz charakterystyczni aktorzy: Wacław Kowalski, Stanisław Milski, Ludwik Kasendra, Zygmunt Zintel, Adam Mularczyk, Henryk Modrzewski, Leonard Andrzejewski, Józef Łodyński, Zbigniew Koczanowicz, Adam Wichura i Ludwik Benoit.

A teraz pora na ranking wszystkich obejrzanych przeze mnie filmów Tadeusza Chmielewskiego. Zaczynamy.

Miejsce 9. – Dwaj panowie N (1961) – 5/10

Jeden z pierwszych polskich kryminałów, który ma bardzo ciekawy koncept, jednak nie wytrzymał próby czasu. Historia skupia się na dwóch panach Nowakach, którzy mają te same dane personalne, ale różne profesje. Na trop wpada urzędnik hipoteki, Kazimierz Dziewanowicz, jednak zostaje zamordowany. Syn zamordowanego, próbuje na własną rękę wyjaśnić sprawę. Dziś film jest mocno archaicznym kinem, które bardziej śmieszy niż trzyma w napięciu. Dotyczy to głównie wszechwiedzącego kapitana Oleckiego (Bohdan Ejsmont), który szybko składa całość do kupy. Na plus muzyka, solidne role Stanisława Mikulskiego i Joanny Jędryki (oboje ładnie wyglądają) i niezłe dialogi. Recenzja tutaj.

Miejsce 8.- Pieczone gołąbki (1966) – 6/10

Delikatna próba obśmiana konwencji produkcyjniaka w krzywym zwierciadle. Bohaterem jest poeta na etacie, Leopold Górski, pracujący w warszawskiej stacji pomp. Dostaje zadanie trafić do najgorszej brygady dowodzonej przez Wierzchowskiego, by zrobić z nich uczciwych oraz porządnych pracowników. Lekkie i miejscami ciepłe kino, mówiące o potrzebie zwykłej życzliwości. Ale po pierwsze jest przewidywalna, po drugie tak przesiąknięta socjalistyczną nowomową, że sprawia ból. Broni się ciągle muzyka, a dokładniej piosenki duetu Młynarski/Matuszkiewicz oraz rozbrajający Krzysztof Litwin w roli głównej. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Walet pikowy (1960) – 6,5/10

Dziwaczny miks komedii, kryminału i melodramatu w stylu retro. Bohaterem jest latarnik Kawanias, który dla pasji czyta książki poświęcone kryminalistyce. Prosi go o pomoc inspektor policji, bezskutecznie tropiący nieuchwytnego Testona. Problemem dla mnie jest tutaj niezdecydowanie, czym film chce być. Widać tutaj przepych pomysłów (świetne retrospekcje ze scenografią żywcem wziętą z kina przedwojennego), intryga jest dość zgrabna, ale mocno poplątana i tempo miejscami mocno siada. Za dużo grzybów w tym barszczu. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Wiosna panie sierżancie (1974) – 7/10

Lubię ten film, choć realizacja tego pomysłu zajęła Chmielewskiemu prawie 20 lat. Bohaterem jest sierżant MO, Władysław Lichiniak mieszkający w małym miasteczku Trzebiatowo. Cała intryga skupia się na przygotowaniach milicjanta do matury, a mieszkańcy na własną rękę próbują pilnować porządku. Po drodze jest i miłość, walka ze stonką i bimbrem (w końcu to lata 50.), a nawet przez pomyłkę egzaminatorzy zostają ukarani. Klasyczna komedia pomyłek z kilkoma perełkami („samokrytyka” Wyderki, która jest jednocześnie przepisem na produkcję bimbru czy próba uporządkowania pojazdów) oraz wyrazistym drugim planem z Tadeuszem Fijewskim i Janem Himilsbachem na czele. Plus ujmujący Józef Nowak w roli tytułowej.

Miejsce 5. – Gdzie jest generał… (1964) – 8/10

Szeregowy Orzeszko jest prawdziwym pechowcem oraz czarną owcą w oddziale sierżanta Panasiuka, dezerteruje i zapuszcza się do pobliskiego zamku z winami. Niestety, miejsca pilnuje zdyscyplinowana i twarda wartowniczka z bratniej sowieckiej armii. Oboje przypadkowo znajdują ukrywającego się niemieckiego generała von Falkenberga, a w zamku jeszcze ukrywa się jego oddział. Siła filmu jest iskrząca interakcja między przedstawicielami sojuszniczych wojsk, która musi się skończyć miłością. Chmielewski rozbraja kolejnymi zapętleniami (zamek ma wiele ukrytych przejść),a finał to jedna strzelanina zakończona w dość nieoczywisty sposób. Masa żartów broniących się do dziś (nawet jeśli to humor koszarowy) plus cudnie wyglądający duet Elżbieta Czyżewska (jako Marusia jest po prostu urocza)/Jerzy Turek, a na drugim planie wybija się Bolesław Płotnicki (sierżant Kaziuk), Stanisław Milski (generał) i Wacław Kowalski (kapral Kaziuk).

Miejsce 4. – Wśród nocnej ciszy (1978) – 8/10

Szok i niedowierzanie, bo tym razem jest to bardzo mroczny kryminał z silnie naznaczonym wątkiem psychologicznym. Wszystko skupia się na seryjnym mordercy dzieci, zostawiając przy ciałach małe zabawki. Śledztwo prowadzi komisarz Teofil Herman, który jest mocno skłócony ze swoim synem, Wiktorem. Reżyser ciągle balansuje między psychologicznym napięciem między ojcem i synem, a mrocznym kryminałem z miejscami przerażającym klimatem (wizyta u preparatora zwłok wywołuje ciarki), wiarygodnie pokazywanymi technikami kryminalistycznymi oraz fantastyczną scenografią. Do tego kapitalna rola Tomasza Zaliwskiego jako komisarza policji. Mocne kino z przewrotnym zakończeniem i fatalistyczną aurą. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Ewa chce spać (1957) – 8,5/10

Pierwsza prawdziwie polska powojenna komedia, nie przemycająca socrealistycznych ideologii. Pomysł jest prosty: Ewa jest młodą dziewczyną, która ma rozpocząć naukę w technikum w dużym mieście. Problem w tym, że przyjechała za wcześnie i nie ma gdzie przenocować. I zaczyna się całonocna tułaczka. Wszystko to w oparach absurdu, gdzie stać może się wszystko – policjanci na czas kontroli „wypożyczają” przestępcę z komisariatu, prowadzona jest szkoła dla przestępców, a w akademiku ukrywają się panowie spędzający noce z kobietami. Całość okraszona jest fantastycznymi dialogami, ostrą serią gagów oraz wdzięcznym aktorstwem z Barbarą Kwiatkowską i Stanisławem Mikulskim na czele. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Nie lubię poniedziałku (1971) – 9/10

Wywrotowa komedia, w której bohaterem jest Warszawa. Film, który spopularyzował niechęć do poniedziałku jako dnia pechowego, w którym nikomu nic się nie udaje. I w zasadzie trudno wyróżnić jakikolwiek wątek czy postać, bo jest tego masa: włoski przemysłowiec mający podpisać ważną umowę, zaopatrzeniowiec szukający części do kombajnu, taksówkarz wściekły i oszukany przez klienta, milicjant zmuszony do opieki nad dzieckiem w pracy czy właścicielka sklepu, szukająca miłości. Samą konstrukcją „Poniedziałek” przypomina późne filmy Stanisława Barei, ale pozbawione szyderstwa i drwiny z całego systemu. Wszystko to wygląda jak obserwowanie zderzających się piłeczek podczas gry we flippera. Aktorstwo jest przednie, zestaw gagów coraz bardziej się nakręca (włącznie z użyciem Dziennika TV), a na finał dostajemy recytowany przez Andrzeja Nardelli wiersza Antoniego Słonimskiego. Takiego listu miłosnego Warszawa nie miała nigdy potem.

Miejsce 1. – Jak rozpętałem drugą wojnę światową (1970) – 10/10

Tu nie ma niespodzianki. Nie pamiętam ile razy widziałem tą trylogię (początkowo miały być tylko dwie części, ale reżyser się zagalopował), ale jeszcze wtedy była czarno-biała. Koloryzacja nie zaszkodziła temu filmowi, który jest najsłynniejszym spojrzeniem na wojnę w nie do końca poważny sposób. Razem z Frankiem Dolasem (rewelacyjny Marian Kociniak), który czuje się winny rozpoczęcia wybuchu II wojny światowej, przenosimy się w różne rejony konfliktu: od Niemiec i Austrii przez Jugosławię i północną Afrykę aż z powrotem do Polski. Mimo lat powala inscenizacyjny rozmach, świetna scenografia oraz pamiętna muzyka Jerzego Matuszkiewicza. Może i jest to stereotypowe przedstawienie poszczególnych nacji (Niemcy sztywni służbiści, Włosi bardziej dbają o okoliczny burdel niż o swoje morale czy Anglicy pijący o piątej herbatę), jednak nadal siła humoru oraz dystans wobec martyrologiczno-patetycznego spojrzenia na wojnę plus perfekcja realizacji dodają mocy. I wierzę, że kolejne pokolenia nadal będą się świetnie bawić przy tym dziele.

Nieobejrzane:
Wierna rzeka (1983)

Jak widać Chmielewski był twórcą robiącym kino bardzo życzliwe, serdeczne i ciepłe, na co wpływ miały zarówno jego charakter, jak i obejrzane na studiach komedie francuskie. O swoim miejscu w polskiej kinematografii reżyser odpowiedział tak (cytat pochodzi z wywiadu-rzeki: „Tadeusz Chmielewski. Jak rozpętałem polską komedię filmową” autorstwa Piotra Śmiałowskiego):
Każdy z nas w Polsce ciężko wykuwał swoją pozycję zmagając się z chałupniczymi warunkami produkcji, wszechobecną kontrolą polityczną i rzeszą wiernych recenzentów i ciał kolaudacyjnych. Wybrałem komedię, bo już w szkole filmowej oczarował mnie świat Rene Claira, w którym widziałem swoją przyszłość. Udało się, choć nie przyszło to łatwo. „Ewa chce spać”, „Gdzie jest generał…”, „Nie lubię poniedziałku” utwierdziły mnie w przekonaniu, że w szeregu polskich reżyserów jest i moje miejsce. Komedii i jej twórców w Polsce nie lubiano ani nie uważano za godnych uwagi. Myśleli tak nie tylko decydenci filmowi, ale całe środowisko filmowe (…) Ale to komedię uważam za swoje mocne miejsce w polskim kinie. Poważnie traktuję swoich widzów, z satysfakcją obserwuje ich reakcję w sali kinowej. W 2009 roku przed uroczystymi obchodami wybuchu drugiej wojny portal Onet.pl rozpisał ankietę na najlepszy polski film wojenny. Zwyciężyło „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” – przed „Zakazanymi piosenkami” i „Kanałem”. Proszę mi wierzyć, nie uderzyło mi to do głowy, „znam proporcją, mocium panie”… Ale widzę w tym swoje zwycięstwo: widzowie kochają moje komedie.

A jakie są wasze ulubione filmy Chmielewskiego? Piszcie w komentarzach i do następnego zestawienia. 3majcie się cieplutko.

Radosław Ostrowski

Alan J. Pakula – 7.04

MBDCOAD EC001Reżyser, scenarzysta i producent filmowy.

Urodził się 7 kwietnia 1928 roku w Nowym Jorku w rodzinie polskich Żydów. Studiował dramaturgię na uniwersytecie w Yale. Swoją karierę zaczynał od teatru, a następnie był asystentem w dziale animacji Warner Bros. Pictures. W 1957 roku debiutuje jako producent dla Paramount Pictures, nawiązując współpracę z reżyserem Robertem Mulliganem. Duet ten pracował razem aż do 1969 roku, gdy Pakula sam postanowił spróbować swoich sił jako reżyser.

Rozgłos przyniosła mu zrealizowana w latach 70. trylogia paranoiczna, w której zaczynał przedstawiać coraz większą nieufność ludzi wobec szeroko pojętych osób reprezentujących władzę: Klute, Syndykat zbrodni oraz oparty na faktach Wszyscy ludzie prezydenta.

Zginął 19 listopada 1998 roku w wypadku samochodowym na autostradzie w Long Island. Kierowca jadący przed nim uderzył w metalową rurę, która przeleciała przez przednią szybę reżysera i uderzyła go w głowę. Wskutek zderzenia Pakula zjechał z drogi i uderzył w barierki, ginąc na miejscu.

W swoim dorobku filmowiec miał trzy nominacje do Oscara, jedną nominację do Złotego Globu, BAFTY oraz Amerykańskiej Gildii Reżyserów Filmowych. Do grona najbliższych współpracowników zaliczano: kompozytora Michaela Smalla, operatora Gordona Willisa, scenografa Geroge’a Jenkinsa i Carol Joffe oraz montażystę Evana A. Lottmana.

Więc nie przedłużając, oto ranking wszystkich obejrzanych filmów Alana J. Pakuli. Trzy, dwa, jeden, zaczynamy.

Miejsce 12. – Zdrada (1997) – 6/10

Frankie McGuire jest irlandzkim terrorystą, ściganym przez brytyjskie służby. Dzięki koneksjom trafia do Nowego Jorku, do rodziny Toma O’Meary’ego – porządnego ojca rodziny i gliniarza. Prawdziwym celem chłopaka jest kupno broni dla towarzyszy, a to się komplikuje. Film miał potencjał na mocny dramat z ciekawym dylematem moralnym, jednak nie zostaje to w pełni wygrane. Wrażenie robi za to klimatyczna muzyka, mocne sceny akcji (tutaj głównie początek filmu jak i konfrontacja w opuszczonej hali) oraz dobre aktorstwo Brada Pitta i Harrisona Forda. Recenzja tutaj.

Miejsce 11. – Tolerancyjni partnerzy (1992) – 6,5/10

Pozornie prosta historia sąsiedzka, ale finał jest przewrotny, chociaż wydaje mi się na siłę zaskakujący. Małżeństwo z długim stażem poznaje nowych sąsiadów: młodych, nadzianych i pełnych energii. Pewnego dnia sąsiad Eddy (niezawodny Kevin Spacey) proponuje nowemu znajomemu zamianę żon na noc. Ale następnego dnia żona Eddy’ego zostaje zamordowana. Przyznaje, że to pokręcony thriller, ale brakuje w nim drobiny szaleństwa. Wszystko zmierzało w kierunku, jaki był do przewidzenia, przez co napięcie mocno siadało. Recenzja tutaj.

Miejsce 10. – Przybywa jeździec (1978) – 7/10

Niby western, ale nie do końca. Jest rok 1945 i trwa ciągle wojna. A na już ujarzmionym Dzikim Zachodzie trwa wojna o ziemię i przetrwanie między juz niemłodą, ale upartą farmerką Elle Connors a właścicielem dużych połaci Jacobem Ewingiem. Kobieta nieoczekiwanie otrzymuje sojusznika w postaci Franka Atherna. Nie brakuje ładnych krajobrazów, nastrojowej muzyki oraz brutalnego finału. No i padają pytania na temat ceny postępu, jaki przynosi. Wszystko wsparte wyrazistymi kreacjami Jane Fondy, Jamesa Caana oraz ciepłego Richarda Farswortha. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Syndykat zbrodni (1974) – 7/10

Dziennikarz Joe Frady (Warren Beatty w świetnej dyspozycji) jest świadkiem morderstwa senatora, kandydującego na prezydenta. Ale kiedy sam próbuje znaleźć sprawcę, zaczynają ginąć świadkowie. Poszlaki wskazują na tajemniczą korporację Parallax, która… szkoli ludzi na zabójców. Film mocno osadzony w czasach popularności teorii spiskowych (film luźno inspirowany zabójstwem Kennedy’ego) z niezapomnianą sceną „prania mózgu” oraz bardzo gorzkim, boleśnie ustawiającym do pionu zakończeniem.

Miejsce 8. – Miłość i ból i ta cała cholerna reszta (1973) – 7,5/10

Kompletnie inne, bardziej obyczajowe spojrzenie Pakuli, z którym nie jest zbyt mocno kojarzony. Spotkanie dwojga tak różnych ludzi, jak tylko się da. On (Timothy Bottoms) jest wycofanym, nieśmiałym chłopcem z bardzo niską samooceną, ona (bardzo atrakcyjna Maggie Smith) jest zdystansowaną Angielką. Czy jest szansa, by rozwinęło się z tego coś więcej? Jeśli w tle mamy Hiszpanię, jest na to spora szansa. Bardzo refleksyjne, niepozbawione humoru (troszkę spalstickowego, m.in. jazda mocno zużytym autem z przyczepą), ale i poważniejszych spraw. Nieoczywiste kino obyczajowe. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Klute (1971) – 7,5/10

Początek trylogii teorii spiskowych. Prywatny detektyw John Klute prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia swojego przyjaciela, biznesmena Toma Grunemanna. Jedynym tropem jest sprośny list do call-girl Bree. Pozornie jest to kryminał, ale śledztwo jest tutaj prowadzone niejako przy okazji (juz w połowie dowiadujemy się kto zabił). Bardziej liczy się tutaj zderzenie dwóch różnych światów: wyzwolonej, ale mającej obsesję na punkcie obserwacji Bree (słusznie nagrodzona Oscarem Jane Forda), a konserwatywnym i stonowanym detektywem (najbardziej powściągliwa rola Donalda Sutherlanda). I jeszcze ten klimat – pełen mroku, nieufności oraz poczucia ciągłej obserwacji. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Raport Pelikana (1992) – 8/10

Może trudno w to uwierzyć, ale to właśnie Pakula jako pierwszy odkrył potencjał w powieściach Johna Grishama. Bohaterką jest młoda studentka Derby Shaw (śliczna Julia Roberts), która tworzy tytułowy dokument, będący jej hipotezą na temat śmierci dwóch najważniejszych sędziów. Gdy dokument trafia w ręce osób z najwyższego szczebla władzy, życie kobiety jest w niebezpieczeństwie. Wtedy pojawia się na jej drodze dziennikarz (pewny i solidny Denzel Washington). Intryga jest solidnie poprowadzona, a nad całością unosi się duch kina politycznego lat 70. z kilkoma świetnymi scenami (finałowa ucieczka w podziemnym parkingu) oraz atmosferą walki z systemem. Mój pierwszy kontakt z kinem Pakuli.

Miejsce 5. – Bezpłodna kukułka (1969) – 8/10

Debiut reżysera, gdzie unosi się przez sporą chwilę duch Roberta Mulligana. I znowu dochodzi do spotkania dwojga ludzi płci obojga. On jest rozważnym i spokojnym chłopakiem, ona rozgadaną, sprytną dziewuchą z lekkim ADHD. Kolejne bardzo refleksyjne kino inicjacyjne, gdzie mamy dwoje młodych ludzi oraz pierwszą miłość, która jednak nie wytrzymuje próby czasu. Gorzki finał jest nagradzany bardzo wiarygodnym portretem psychologicznym oraz kapitalnym aktorstwem niesamowitej Lizy Minnelli (to był jej debiut) i Wendella Burtona. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Uznany za niewinnego (1990) – 8/10

Mieszanka kryminału i dramatu sądowego. Zastępca prokuratora Rusty Sabich dostaje zadanie poprowadzenia śledztwa w sprawie morderstwa koleżanki z pracy, Carolun Polhemus. Kobieta była kochanką mężczyzny, a wszelkie tropy wskazują na jego winę. Reżyser z jednej strony myli tropy, miesza motywy, łamie chronologię i zmusza do myślenia, z drugiej pokazuje zepsucie wymiaru sprawiedliwości oraz jego patologie: hipokryzję, korupcję, szantaż. Wszystko byłoby jeszcze lepsze, gdyby nie łopatologiczny finał (aczkolwiek zakończenie zaskakuje). Do tego Harrison Ford jako zaszczuty, mający wiele za uszami prawnik oraz znakomity Raul Julia jako jego obrońca. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Zacznijmy od nowa (1979) – 8/10

Powiedzmy, że to komedia romantyczna, gdyż mamy pełne humoru film o zaczynaniu nowego związku. On jest kompozytorem, który rozstał się z mającą ambicję wokalistki partnerką. Na razie to tylko separacja, ale wyprowadzka boli. Na szczęście od czego jest brat i jego żona, próbujący go wyswatać z pewną neurotyczną znajomą, Marilyn. Tutaj reżyser ustępuje pola fantastycznemu scenariuszowi Jamesa L. Brooksa (twórca „Czułych słówek”), gdzie mamy bardzo dokładnie pokazane jak nie jest łatwe zaczynanie od nowa. Nie da się zapomnieć pierwszej randki, spotkań w grupie rozwiedzionych, kupna kanapy (i ataku paniki) czy pierwszej lekcji w szkole. Kompletnie zaskakuje Burt Reynolds, ale film i tak kradnie Jill Clayburgh (jakby żywcem wzięta z filmów Allena). Niedoceniona perła w swoim gatunku. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Wszyscy ludzie prezydenta (1976) – 8/10

Rekonstrukcja dziennikarskiego śledztwa Carla Bernsteina (Dustin Hoffmann) i Boba Woodwarda (Robert Redford) w sprawie afery Watergate. Pakula z niemal aptekarską precyzją buduje atmosferę tajemnicy oraz ujawnienia sprawy, która doprowadziła do ostatecznego zniszczenia zaufania do ludzi władzy. Zwłaszcza, ze panowie trafiają na niemal ciągłą ścianę milczenia. A atmosferę strachu i paranoi potęgują spotkania z tajemniczym informatorem zwanym Głębokim Gardłem (Hal Halbrook) odbywające się w nocy na podziemnym parkingu. Film wymaga wiele cierpliwości, ale mimo lat ogląda się znakomicie. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Wybór Zofii (1982) – 9/10

Kompletnie nieoczywisty dramat, a nawet melodramat z mrocznym, wojennym epizodem, rzucającym cień na przyszłe wydarzenia.   Bohaterami tego trójkąta są: młody pisarz Stingo (Peter MacNichol), Żyd Nathan (debiut Kevina Kline’a) oraz Polka Zofia (niesamowita Meryl Streep). Z jednej strony nie brakuje nostalgii, liryzmu oraz powoli budzącego się uczucia, ale z drugiej jest tajemnica, strach i tytułowy wybór, naznaczający przyszłe zdarzenia raz na zawsze (niezapomniana scena). Najlepszy film o Holocauście aż do czasu „Listy Schindlera” (mimo oskarżeń o przedstawianie Polaków jako antysemitów), który szarpie za gardło. Recenzja tutaj.

Nieobejrzane:
Prolongata (1981)
Kochanek marzeń
(1986)
Sierotki (1987)
Do zobaczenia rano (1989)

Mam wrażenie, że ten amerykański reżyser nie jest zbyt popularny w naszym kraju. Twórca niebojący się sięgać po mroczniejsze oblicze Ameryki i jako jeden z pierwszych tworzył pesymistyczne spojrzenie na konfrontacje z bezwzględnym, posiadającym szerokie możliwości oraz wpływy systemem. Nie bał się też realizować w pełni kina gatunkowego, jak i bardziej nastrojowych, intymnych portretów obyczajowych. Szkoda, że tak gwałtownie opuścił nasz świat.

A jakie są wasze ulubione filmy Pakuli? Piszcie śmiało w swoich komentarzach i nie wstydźcie się mi tego przekazać.

Radosław Ostrowski

Matthew Vaughn – 7.03

vaughn

Producent, scenarzysta i reżyser filmowy.

Urodził się 7 marca 1971 roku w Londynie. Syn brytyjskiego arystokraty George’a Alberta Harleya de Vere Drummonda (chrześniaka króla Jerzego VI) oraz Kathy Ceaton. Mimo sporych konekcji, postanowił szybko się usamodzielnić, skrócił swoje nazwisko na Vaughn i zaczął swoją przygodę z branżą rozrywkową. Swoją edukację zakończył na Stowe School w Buckingham, ciągle lawirując między Anglią a USA. Przybył do Los Angeles, by pracować jako asystent reżysera, by wrócić do Londynu na studia do University Collega na antropologię oraz historię starożytną. Rzucił szkołę po kilku tygodniach.

Doświadczenie filmowe zaczął od roli producenta w thrillerze „Niewinni śpią” w 1996 roku. Historia bezdomnego ściganego przez sprawców morderstwa przeszła bez echa. Po drodze zaprzyjaźnił się z młodym twórcą Guyem Ritchie i zrealizował debiutanckie Porachunki (1998), otwierając wrota kariery przed nimi obydwoma. Duet działał sprawnie aż do porażki Rejsu w nieznane (2003), by rok później spróbować swoich sił jako reżyser.

Vaughn głównie realizuje duże blockbustery, oprawione bardzo smolistym poczuciem humoru, krwawą jatką, opierając się głównie na komiksach. W 2004 roku założył firmę producencką Marv Films, w której realizuje wszystkie swoje reżyserskie dzieła. Od 2002 roku jest mężem modelki Claudii Schiffer, z którą ma troje dzieci.

Do grona najbliższych współpracowników Vaughna zaliczamy: producentkę i scenarzystkę Jane Goldman, dźwiękowców Matthew Collidge’a, Simona oraz Johna Hayesa, montażystów Jona Harrisa i Eddiego Hamiltona, scenografa Joe Howarda, kompozytorów Ilana Eshkeriego i Henry’ego Jackmana, operatora Bena Davisa oraz aktorów Marka Stronga, Jasona Flemynga, Dextera Fletchera.

Do tej pory reżyser zdobył dwie nominacje do BAFTY oraz jedna nominację do Saturna.

A to krótki, lecz treściwy ranking filmów Matthew Vaugha od najgorszego do najlepszego filmu. Zaczynamy. 

Miejsce 5. – Gwiezdny pył (2007) – 6/10

Głośna adaptacja powieści Neila Gaimana, bardzo luźno oparta na pierwowzorze. W skrócie chodzi o znalezienie pewnej Gwiazdy. A kto jej szuka? Następny tronu królestwa, wiedźmy, by zapewnić sobie młodość oraz pewien chłopiec Tristan, bo obiecał ją swojej dziewczynie. Robi się ostro, a gra jest bardzo poważna. Przyjemna i lekka baśń ze świetnymi zdjęciami oraz gwiazdorską obsadą (Charlie Cox, Claire Danes, Michelle Pfeiffer, Robert De Niro), ale literacki pierwowzór był bardziej barwny i znacznie mroczniejszy.

Miejsce 4. – Kick-Ass (2010) – 7/10

Jedna wielka beka z kina superbohaterskiego w stylu „Deadpoola”, czyli krew, bluzgi, przemoc i kompletne wariactwo. A wszystko obraca się wokół nastolatka, który postanowił zostać superbohaterem. Tak sam z siebie i sam wymierza sprawiedliwość, ale gdy na drodze spotka Hit-Girl i Big Daddy’ego, szykuje się epicki rozpierdol. Ręka, noga, mózg na ścianie, spektakularne sceny akcji, będące krzyżówką Tarantino i Woo plus rozsadzająca ekran Chloe Grace Moretz jako małoletnia zabójczyni Hit-Girl, wspierana przez samego Nicolasa Cage’a jako pseudo-Batmana. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Przekładaniec (2004) – 7,5/10

Tajemniczy biznesmen (czytaj: handlarz narkotyków) chce przejść na emeryturę w interesie. Ale dostaje skomplikowanie zlecenie: sprzedać milion tabletek ecstasy. Problem w tym, że towar został skradziony Serbom. W swoim debiucie Vaughn garściami czerpie z Guya Ritchiego: barwny półświatek, szybki montaż oraz przewrotny finał to najmocniejsze atuty. Drugim jest świetny Daniel Craig w roli głównej. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Kingsman: Tajne służby (2014) – 8/10

Tytułowi Kingsman to niezależna agencja wywiadowcza, działająca dla dobra świata. Do tej prestiżowej instytucji zostaje włączony młody chłopak z ulicy, Gury Unwin zwany Eggsym. Sytuacja robi się poważna, gdyż światu grozi niebezpieczny szaleniec, Nick Valentine. Reżyser w zasadzie zrobił drugiego „Kick-Assa” (nie uczestniczył przy realizacji sequela i postanowił to naprawić), więc jest znowu przerysowany, przegięty film, będący zgrywą z wszelkiej maści kina szpiegowskiego, gdzie schematy i klisze powywracano do góry nogami. Nie brakuje rzeźnickiej przemocy (rozpierducha w kościele), pomysłowych scen akcji (odbicie szwedzkiej księżniczki) oraz zgrabnej wplecionej muzyki. A przewodnikiem po tym świecie jest Firth, Colin Firth (ten pomysł castingowy to strzał w dychę). Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – X-Men: Pierwsza klasa (2011) – 8,5/10

Odświeżenie i kompletny restart cyklu o mutantach. Tutaj poznajemy początki znajomości profesora Xaviera oraz Magneto (odpowiednio James McAvoy i Michael Fassbender), którzy w latach 60., z ramienia CIA powstrzymują innego mutanta przed wybuchem III wojny światowej. Po pierwsze, świetny klimat epoki i lekkie zabarwienie Bondem. Po drugie, znowu rewelacyjnie zrealizowane sceny akcji (finałowa konfrontacja na plaży czy polowanie Magneta na nazistów w Argentynie). Po trzecie, wiarygodne psychologiczne postacie i przekonująca geneza X-Menów. Po czwarte, fantastyczne aktorstwo (poza w/w jeszcze błyszczy Jennifer Lawrence oraz idealnie dopasowany do bad guya Kevin Bacon). Tak się robi blockbustry, żeby skupić się nie tylko na efekciarskiej rozróbie. Wyborne.

Obecnie Vaughn pracuje przy kontynuacji „Kingsman” z podtytułem „Złoty krąg”. Tym razem nasi brytyjscy koledzy z organizacji pomogą kumplom z USA. Z nowych twarzy zobaczymy Julianne Moore, Jeffa Bridgesa oraz… Channinga Tatuma. Strach myśleć, co z tego będzie.

A jakie są wasze ulubione filmy Matthew Vaughna? Piszcie w komentarzach i dzielcie się swoimi opiniami. 

Radosław Ostrowski

George Miller – 3.03

MillerReżyser, scenarzysta i producent filmowy.

Urodzony 3 marca 1945 roku w małym miasteczku Chinchillia w Australii. Syn greckich imigrantów (naprawdę nazywa się Miliotis), którzy uciekli w 1923 roku z Antiochii. Po ukończeniu szkoły średniej zapisał się na Uniwersytet Nowej Południowej Walii razem z bratem bliźniakiem Johnem na medycynę.

Po jej ukończeniu w 1971 pracował jako lekarz w St. Vincent’s Hospital w Melbourne. W tym samym roku zapisuje się na warsztaty filmowe organizowane przez uniwersytet w Melbourne. Tam zaprzyjaźnia się z Byronem Kennedym, z którym założył firmę producencką Kennedy Miller Production. I z zaoszczędzonych wspólnie pieniędzy udaje się zrealizować debiut, który otworzył mu furtkę na cały świat, czyli Mad Maxa (1979).

Od tej pory Miller rzadko, ale kręcił kino gatunkowe, zostając w pamięci przede wszystkim twórcą post-apokaliptycznego kina. Jednak zawsze potrafi zelektryzować publiczność oraz krytykę i warto czekać na każdy jego film.

Najczęściej Miller współpracuje z: producentem Dougiem Mitchellem oraz Byronem Kennedym (aż do śmierci w 1984), montażystą Richardem Francisem-Brucem i Margaret Sixel, kompozytorem Johnem Powellem i Brianem Mayem (nie mylić z gitarzystą Queen), a także z Melem Gibsonem.

Do tej pory filmowiec ma na koncie Oscara (i pięć nominacji), nominację do Złotego Globu, nagrodę BAFTA (i dwie nominacje), nominację do Złotego Lwa w Wenecji, siedem nominacji do Saturna i nominację od Amerykańskiej Gildii Reżyserów Filmowych.

Miejsce 8. – Mad Max pod Kopułą Gromu (1985) – 5/10

Trzecie spotkanie z Szalonym Gibsonem w roli wędrowca pustynnego. Tym razem Max Rochatansky trafia do miasta Bordertown, gdzie rządzi niejaka ciotka Enity (udany debiut Tiny Turner). Czuć bardziej klimat post-apokaliptyczny, jednak w połowie wszystko skręca ku ładnemu i grzecznemu kinu familijnemu. Nie o takiego Maxa tu chodziło. Końcówka strasznie nudna, mimo zdynamizowania akcji. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Happy Feet: Tupot małych stóp II (2011) – 6,5/10

Sequel zaskakująco dobrze przyjętej animacji o tańczących pingwinach. Tym razem nasz Mambo ma rodzinę i zaczyna tracić kontakt ze swoim synem, dla którego idolem staje się kolorowy pingwin Eryk. Dodatkowo cała osada zostaje uwięziona przez bryłę lodu i tylko naszemu bohaterowi udaje się wyjść z tarapatów, ale trzeba odbić pobratymców. Film potwierdza tezę, ze sequele bez słów Mad Max w wykonaniu Millera nie powinny powstawać. Owszem całość wygląda ładnie, ale brakuje mocy i emocji poprzednika (swszelkie taneczno-piosenkowe fragmenty wycięto). Jedynie porządny dubbing oraz zabawny duet kryli ratuje przed porażką. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Mad Max (1979) – 7/10

Dla wielu film-legenda, który stworzył ikonicznego bohatera i dla wielu tak niskie miejsce może doprowadzić do chęci wysłania mnie do krainy wiecznych łowów. Tutaj świat znajduje się na krawędzi zagłady i jeszcze jako tako funkcjonuje, ale sama postać Maxa (Mel Gibson) wpisuje się do panteonu popkultury. Surowa realizacja, brudny klimat, ale to dopiero rozgrzewka przed kolejnymi szalony zdarzeniami. Po prostu sequel przebił oryginał na łeb. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Czarownice z Eastwick (1987) – 7,5/10

Ich trzy, on jeden. Gdy do małego miasteczka, przybywa diaboliczny Darryl Van Horn, wtedy w panie budzą się piekielne moce. Niby Miller to kręcił, ale realizacja bardzo przypomina kino Tima Burtona – tak samo groteskowe, rozbuchane, z imponującą scenografią i satyrycznym spojrzeniem na małomiasteczkową mentalność. Nadal imponują efekty specjalne, chociaż zakończenie i wolta przed finałem nie do końca dla mnie zrozumiała. Za to mamy świetną intrygę, demonicznego Jacka Nicholsona oraz apetyczne panie: Cher, Michelle Pfeiffer i Susan Sarandon. Żal przegapić. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Olej Lorenza (1992) – 8/10

Poruszająca historia walki rodziców o lekarstwo dla ciężko chorego syna, chorującego na ALD. Zdani niemal tylko na siebie, szukają rozwiązania przeoczonego przez lekarzy. Klimat bywa miejscami mocno depresyjny (kompozycje Samuela Barbera w tle), a nadrabiane jest świetnymi rolami Susan Sarandon i Nicka Nolte, a także chłopca wcielającego się w Lorenza. Niemal kronikarski zapis, gdzie nie brakuje bólu, cierpienia, ale i determinacji i uporu. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Happy Feet: Tupot małych stóp (2006) – 8/10

Nagrodzona Oscarem animacja z pingwinami. Bohaterem jest Mambo – przedstawiciel nielotów, co woli bardziej tańczyć niż śpiewać, za co zostaje wygnany z osady, szukając swojego miejsca na ziemi. Przypowieść o akceptacji, satyra na wymagających ślepego posłuszeństwa przywódców, wreszcie proekologiczne przesłanie. Wszystko to znakomicie sfotografowane, zatańczone i zaśpiewane. No i polski dubbing też jest dobry.

Miejsce 2. – Mad Max 2: Wojownik szos (1981) – 8/10

Max błąka się po pustyni, jadąc tylko przed siebie. Trafia na osadę, gdzie znajduje się najcenniejszy kruszec w upadłym świecie – ropa naftowa. Ale miejsce jest atakowane przez terroryzującą okolicę gang Hummongusa. Najbliżej tutaj do westernów, gdzie Max – niczym Clint Eastwood – jest przybyszem znikąd, który wbrew swojej woli decyduje się pomóc grupie mieszkańców dowieźć paliwo. Konsekwentnie budowany klimat, świetnie sfotografowane pościgi i sceny akcji dają masę satysfakcji, a Mel Gibson idealnie pasuje do tego bohatera. Sequel przebijający oryginał po całości. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Mad Max: Na drodze gniewu (2015) – 9/10

Gdybym miał opisać nową część przygód Rochatansky’ego jednym słowem, byłby to: rozpierdol. Tym razem Max o twarzy małomównego Toma Hardy’ego zostaje wplatany w walkę między Wiecznym Joe, a Imperatorową Furiosą uciekającą z „żonami” Joego. Cały film to jeden, niemal ciągły galop, gdzie mamy bardzo krótkie retrospekcje, jeszcze szybszy montaż oraz pracę kamery, gdzie każda potyczka, cios, strzał wybrzmiewa na długo. Czego tu nie ma: facet z gitarą, co jest także miotaczem ognia, kult samochodów odpicowanych jak tylko się da. Wszystko zrobione po bożemu, bez nadmiernych popisów komputerowców, tylko kaskaderów i pirotechników, a adrenalina wchodzi do łba z prędkością światła. I co z tego, że scenariusz jest szczątkowy, skoro wizja reżysera oraz realizacja jest pierwszorzędna. Tak się robi kino akcji z prawdziwego zdarzenia. Recenzja tutaj.

Nieobejrzane:

Babe – świnka w mieście (1998)

Jak widać, Miller nadal potrafi zrealizować oszałamiające kino, co pokazuje numer jeden. Ale mam też dobre wieści. Reżyser już pracuje nad kolejną częścią „Mad Maxa” i znowu będzie go grał Tom Hardy (mam nadzieję, że tym razem pokaże trochę więcej niż ostatnio. Premiera „Mad Max: The Wasteland” na razie nie jest znana, ale warto czekać.

A jakie są wasze ulubione filmy Millera? Piszcie śmiało w komentarzach.

Radosław Ostrowski

Ron Howard – 1.03

Howard_Ron

Aktor, reżyser i producent filmowy.

Urodzony 1 marca 1954 roku w Duncan w stanie Oklahoma. Jest synem aktorów Rance’a Howarda i Jean Speegle Howard, więc profesja artystyczna była mu pisana. Cztery lata po narodzinach Rona, cała rodzina przeniosła się do Hollywood, mieszkając naprzeciwko Desulu Studios przez trzy lata, przenosząc się do Burbank. Ukończył liceum Johna Burroughsa i próbował studiować w Szkole Sztuk Wizualnych Uniwersytetu Południowej Karoliny, ale jej nie ukończył.

Swoją karierę filmową rozpoczął jako aktor i to już jako 4-latek w telewizyjnym The Journey, ale przełom nastąpił w 1960 roku, dzięki serialowy The Andy Griffith Show grając Opiego Taylora. Warto też wspomnieć o świetnie przyjętych rolach w Amerykańskim graffitti George’a Lucasa z 1973 roku (główna rola), w westernie Rewolwerowiec Dona Siegela u boku samego Johna Wayne’a (ta rola przyniosła Howardowi nominację do Złotego Globu za kreację drugoplanową) oraz serialu Happy Days wcielając się w postać Fonziego, co przyniosło mu spore uznanie oraz Złoty Glob. Postać tą grał do 1980 roku, by całkowicie skupić się na reżyserii.

Zadebiutował w 1977 roku w wyprodukowanym przez Rogera Cormana Grand Theft Auto. Od tej pory mierzy się z różnymi gatunkami i konwencjami, zazwyczaj imponując dużym budżetem oraz gwiazdorską obsadą. W 1985 roku razem z Brianem Grazerem założył firmę producencką Imagine Entertainment, produkującą wszystkie (od Willowa) filmy Howarda, a także m.in. Oszukaną Clinta Eastwooda, American Gangster Ridleya Scotta, Restless Gusa Van Santa czy Rock the Kasbah Barry’ego Levinsona oraz takie seriale telewizyjne jak Felicity, 24 godziny, Bogaci bankruci czy Imperium.

Howard od 1975 roku jest mężem pisarki Cheryl Alley, z którą ma czworo dzieci (m.in. aktorkę Bryce Dallas Howard). Do tej pory reżyser zdobył dwa Oscary (i jeszcze dwie nominacje), Złoty Glob (i cztery nominacje), dwie nagrody Emmy (i dziewięć nominacje), sześć nominacji do BAFTY, nagrodę Saturna (i dwie nominacje), nominację do Złotego Niedźwiedzia, dwie nagrody Amerykańskiej Gildii Reżyserów (i dwie nominacje), nagrodę Amerykańskiej Gildii Producentów Filmowych (i siedem nominacji), dwie nominacje do Złotego Satelity oraz dwie nominacje do Złotej Maliny.

Do grona najbliższych współpracowników (poza Brianem Grazerem) należą: scenarzyści Lowell Ganz, Babaloo Mandel i Akiva Goldsman, montażyści Daniel P. Hanley i Mike Hill, operatorzy Salvatore Torino i Donald Peterman, kompozytorzy James Horner, Hans Zimmer i Thomas Newman, kostiumolog Rita Ryack i Daniel Orlandi oraz aktorzy (poza rodzicami oraz bratem Rance’m): Tom Hanks i Michael Keaton.

A oto ranking obejrzanych przeze mnie filmów Howarda (to mniej więcej jedna trzecia filmografii). Trzy, dwa, jeden, odpalamy.

Miejsce 18. – Sekrety i grzeszki (2011) – 4/10

Niby błaha opowiastka, która miała potencjał na komediowy samograj. Jest dwóch kumpli i podejrzenie niewierności żony jednego z nich. Jednak powstała z tego nudna, pozbawiona humoru, przewidywalna bzdura, nie dająca żadnej satysfakcji po seansie. I nie jest to wina grających główne role Vince’a Vaughna i Kevina Jamesa (akurat dają radę), tylko bardzo miałki scenariusz. Warto tylko dla Winony Ryder, kradnącej każdą scenę. Recenzja tutaj.

Miejsce 17. – Ed TV (1999) – 5/10

Big Brother w wersji mikro. Pewna telewizja, by zwiększyć oglądalność postanawia filmować życie Eda Pekurny’ego. Film na granicy przerysowania, gdzie publicznie poznajemy ukrywane tajemnice rodziny, ale to sympatyczne, lekkie kino. Warto zobaczyć ze względu na pierwsze spotkanie Matthew McConaugheya z Woodym Harrelsonem (tutaj grają braci).

Miejsce 16. – Kod da Vinci (2006) – 5/10

Pierwsze spotkanie z profesorem Robertem Langdonem i od razu porażka. Nasz specjalista od symboli musi rozwikłać zagadkę morderstwa kustosza Luwru, w czym pomaga jego siostrzenica. Niestety, ale ten thriller był strasznie nudny i przegadany, przez co napięcia było tyle, co kot napłakał. Jest sporo teorii spiskowych, dotyczących początków chrześcijaństwa, ale brzmi to bzdurnie. Aktorsko leży ten film, nie dając ani Tomowi Hanksowi (Langdon), ani Audrey Tautou (Sophie) męczą się. Broni się tylko Ian McKellen (Leigh Taebing) oraz Paul Bettany (morderca Silas). Reszta do kompletnego zapomnienia.

Miejsce 15. – Inferno (2016) – 5,5/10

Robert Langdon tym razem jest kompletnie zamroczony, nic nie pamięta, jest posiniaczony. Jakby tego było mało, ktoś próbuje go zabić. Do tego pewien cylinder, zagadka oraz wirus, który może doprowadzić do śmierci połowy ludzkości. Akcja pędzi jak w „Aniołach i demonach”, intryga jako tako się trzyma kupy, ale kompletnie to nuży i jest pozbawione jakiegokolwiek zaskoczenia. Średnio jest to zagrane, zdjęcia są ładne, a końcówka rozczarowuje. Recenzja tutaj.

Miejsce 14. – Zaginione (2003) – 6/10

Dziwaczny kolaż westernu, przygodówki, kina zemsty oraz czarów Indian. Bohaterką jest Magdalena (Cate Blanchett), która jest uzdrowicielką. Jej córka zostaje porwana przez Indian, by zostać sprzedaną w Meksyku. Kobieta pomaga dawno nie widziany przez nią ojciec Indianin (Tommy Lee Jones). Zbyt dużo tutaj składników, ale efekt jest przyzwoity. Obejrzeć można, zwłaszcza dla finału. Recenzja tutaj.

Miejsce 13. – Plusk (1984) – 6/10

Lekka i sympatyczna komedia romantyczna o miłości ciapowatego hurtownika z zabójczo piękną kobietą, która jest… syreną. Pierwszy duży tytuł Toma Hanksa, który stworzył swoje emploi i partneruje mu Daryl Hannah – jedno z gorętszych ciał lat 80. Iskrzy między nimi, a wszystko łyka się bezboleśnie. Recenzja tutaj.

Miejsce 12. – Anioły i demony (2009) – 6,5/10

Drugie spotkanie z profesorem Langdonem i tym razem wszystko zostało postawione na akcję, pościgi oraz rozwiązywanie łamigłówek. Teraz profesor musi powstrzymać zamach planowany przez Iluminatów w Watykanie oraz zabicie czterech kardynałów, kandydujących do bycia następcą św. Piotra. Świetnie się to ogląda, scenografia imponuje, a Hanks pewniej wchodzi w skórę naukowca. Ale i tak film mu kradnie Ewan McGregor w roli kamerlinga. Recenzja tutaj.

Miejsce 11. – Człowiek ringu (2005) – 6,5/10

Filmowa biografia pięściarza Jima Braddocka (niezawodny Russell Crowe) i jego droga na szczyt w czasach Wielkiego Kryzysu. Schematyczne jak diabli, chociaż wiernie oddające ducha epoki oraz fajnie zrobionymi scenami bokserskimi (podczas zadawania ciosów, pojawia się zdjęcie rentgenowskie), jednak mocno ocierająca się o laurkę. Gdyby nie Crowe oraz partnerujący mu Paul Giamatti w roli trenera, byłoby słabiutko.

Miejsce 10. – W samym sercu morza (2015) – 6,5/10

Tym razem wypływamy na pełne morze, pokazując prawdziwą historie polowania na Moby Dicka. Nie brakuje rozmachu, a sceny pojawienia się białego wieloryba przypominają „Szczęki”. Jest i konflikt między dowódcą, a pierwszym oficerem (kolejno Benjamin Walker i Chris Hemsworth), walka o przetrwanie, ale trudno nie pozbyć się wrażenia sztuczności (tło bardzo pachnie komputerem). Niemniej wyszło solidne, survivalowe kino. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Kokon (1986) – 7/10

Czuć ducha Kina Nowej Przygody w opowieści o dziadkach, którzy zyskują energię oraz witalność. A wszystko to dzięki kąpielom w opuszczonym basenie. Potem okazuje się, że w środku są kokony Obcych. Niepozbawiona ciepła, pogodnej refleksji, ale i bardzo delikatnego humoru, całość oparta jest na mądrym przesłaniu oraz dobrym aktorstwie (Ameche, Cromyn, Guttenberg, Dennehy). Recenzja tutaj.

Miejsce 8. – Han Solo: Gwiezdne wojny – historie (2018) – 7,5/10

Przyznam się bez bicia, że miałem wątpliwości wobec tego filmu. Ale pierwsza poważna przygoda Hana Solo (dobry Alden Elrenreich) okazała się zaskakująco udanym filmem łotrzykowsko-przygodowym. Chodzi o kradzież, ale po drodze pojawia się masa komplikacji, nie wiadomo komu można zaufać. Nie brakuje odniesień do innych filmów z serii, klimat płynnie przechodzi z lekkiej przygodówki po mroczne rewiry, muzyka jest przednia, a Harrelson z Donaldem Gloverem kradną film samą obecnością. Na minus główny antagonista oraz Emilia Clarke, której nie wierzyłem. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Piękny umysł (2001) – 8/10

Kolejna biografia, tym razem jej bohaterem jest matematyk John Nash, a Howard skupia się na jego walce ze schizofrenią. I to właśnie ten watek jest wygrany pierwszorzędnie, dopiero w połowie filmu odkrywając, że to, co do tej pory widzieliśmy, było wytworem umysłu. Główną rolę gra Russell Crowe i jest on rewelacyjny, podobnie jak pojawiający się na drugim planie Ed Harris (agent Parcher), jednak bardzo boli pominięcie kilku wątków z życia geniusza (homoseksualizm, rasism) na rzecz historii miłosnej. Ale nie przeszkadzało mi to.

Miejsce 6. – Za horyzontem (1991) – 8/10

Jeden z bardziej epickich filmów Howarda. Jest to opowieść o pogoni za marzeniami i miłości spotkanej po drodze. Tym razem swój amerykański sen spróbuje spełnić Joseph Donnelly (dość nieoczywiste wcielenie Toma Cruise’a) – prosty irlandzki chłop, ktory wskutek wydarzeń ucieka do USA, by zdobyć własny kawałek ziemi. Ogromny rozmach, piękna muzyka Johna Williamsa oraz nadal atrakcyjna Nicole Kidman. A finał to prawdziwa rewelacja, mimo upływu czasu. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Okup (1996) – 8/10

Niemal klasyczna sensacja, gdzie chodzi o porwanie i przekazanie okupu. Kiedy ojca porwanego chłopca gra Mel Gibson, to nie ma mowy o oczywistej akcji. Dopiero w połowie dochodzi do szalonej wolty, przez co napięcie gwałtownie wzrasta. Sensacja zrobiona z pazurem, wielokrotnie zaskakująca, z dynamicznym montażem oraz pracą kamery. Plus wchodzący w troszkę inny repertuar Mela Gibsona oraz Gary’ego Sinese’a jako policyjnego detektywa. Kino zrobione z pazurem. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Apollo 13 (1995) – 8,5/10

Fabularna rekonstrukcja słynnej misji kosmicznej, która o mały włos nie skończyła się śmiercią astronautów. Howard z niemal kronikarska skutecznością opisuje cała operację oraz próby sprowadzenia astronautów cało trzymają w napięciu aż do samego końca, mimo znajomości zakończenia. Świetne sceny kosmiczne, z realistycznymi efektami specjalnymi oraz kosmicznym aktorstwem: Tom Hanks, Bill Paxton, Kevin Bacon, Ed Harris. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Frost/Nixon (2008) – 8,5/10

Polityczne kino opisujące filmowane dla telewizji wywiad jakiego udzielił dziennikarzowi Davidowi Frostowi, były prezydent USA Richard Nixon. Oparte na faktach kino, będące popis maestrii Howarda, w czym pomaga kapitalny scenariusz Petera Morgana. Pochwała siły telewizji i hołd dla zaangażowanego dziennikarstwa, z suspensem jak diabli. Do tego genialne role Franka Langhelli (co z tego, że nie podobny do Nixona) oraz Michaela Sheena. („if president does it that means it’s not illegal”). Skromne, ale wielkie kino.

Miejsce 2. – Ognisty podmuch (1991) – 9/10

Jeszcze nigdy pożar i ogień nie wyglądał tak widowiskowo.Mamy tutaj dwóch braci strażaków, tropiących tajemniczego podpalacza. Pojawia się odrobina patosu i hołdu złożonego dla tej profesji, ale i tak najbardziej pamięta się widowiskowe sceny pożarów, gdzie ogień wygląda wręcz majestatycznie. Idealne widowisko z niesamowitym Kurtem Russelem w roli głównej. Do tego na drugim planie: Scott Glenn, Robert De Niro, Donald Sutherland i Rebecca De Mornay. Prawdziwa bomba.

Miejsce 1. – Wyścig (2013) – 10/10

Znowu Peter Morgan pisze fabułę i mamy kolejne starcie osobowości. Tym razem wszystko skupia się wokół wyścigów Formuły 1. Tym razem przeciwko sobie stają  imprezowy Australijczyk James hunt (krewki Chris Hemsworth) oraz stonowany, analityczny Niki Lauda z Austrii (wybitny Daniel Bruhl). Dwie filozofie drogi do zwycięstwa, znakomicie zrealizowane sceny wyścigów (zwłaszcza wypadek Laudy oraz deszczowy finał w Japonii wyglądają rewelacyjnie). Wszystko skopane w ogromnej dawce adrenaliny, zrealizowane w iście mistrzowski sposób, gdzie wszystko jest na swoim miejscu. Recenzja tutaj.

Nieobejrzane: 

Grand Theft Auto (1977)
Nocna zmiana (1982)

Gung Ho (1986)
Willow (1988)

Spokojnie, tatuśku (1989)
Zawód: dziennikarz (1994)
Grinch: świąt nie będzie (2000)
The Beatles: Eight Week a Day (2016)

Jak widać w tym rankingu Howard bierze na warsztat każdy gatunek, nie posiadając jakiegoś własnego stylu. Jednak zrobił zbyt wiele nieprzeciętnych filmów, by nazwać go tylko rzemieślnikiem. Niby nic wielkiego, ale i tak zawsze warto czekać na kolejny film tego ciągle szukającego reżysera.

A jakie są wasze ulubione filmy Rona Howarda? Piszcie w komentarzach i zapraszam do dyskusji.

Radosław Ostrowski

Thomas McCarthy – 30.01

Tom_McCarthyWydawałoby się, ze to niepozorny filmowiec, który szybko się pojawi i jeszcze szybciej zniknie. Ale prawda jest taka, że nawet on sam nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Urodził się w New Providence w stanie New Jersey jako jeden z pięciorga dzieci Carol i Eugene’a McCarthy’ch – katolickiej familii z irlandzkimi korzeniami. Ojciec pracował w fabryce tekstylii. W 1988 roku ukończył Boston Collage oraz prestiżowe Yale School of Dama na wydziale aktorskim, gdzie uczył go legendarny Earle Gister.

Jego pierwszą kinowa rolą była postać Chrisa w komediodramacie „Przekraczając granice” z 1992 roku, ale następne lata to były w sporej części role epizodyczne w filmach („Teoria spisku” z 1997, „Guru” z 2002) oraz serialach telewizyjnych („New York Undercover”, „Spin City”, „D.C”, „Prawo i bezprawie”, „Ally McBeal”, „Kancelaria adwokacka”, „Boston Public”). Przełom nastąpił w roku 2003, gdy Tom zadebiutował jako reżyser filmem „Dróżnik”, który spotkał się z bardzo dobrym odbiorem. Po tej produkcji McCarthy zgrabnie prowadzi swoją karierę aktorską, która nabrała przyspieszenia (najbardziej znaną rolą pozostaje dwuznaczny moralnie dziennikarz Scott Templeton w serialu „Prawo ulicy”), reżyserską oraz jako scenarzysty.

W swoich filmach przygląda się zwykłym obserwacjom ludzi oraz ich interakcji z innymi. Pozornie zwykłe i nudne kino obyczajowe, które jednak gęste jest od emocji.

Najczęściej współpracował z montażystą Tomem McArdlem, producentką Mary Jane Skalski, operatorem Oliverem Bokelbergiem i dźwiękowcem Paulem Hsu. W swoim dorobku ma Oscara (i dwie nominacje), 2 nominacje do Złotych Globów, dwie nagrody BAFTA oraz dwie Złote Satelity (i trzy nominacje).

A oto ranking filmografii Thomasa McCarthy’ego od najsłabszego do najlepszego. 3,2,1 start. 

Miejsce 5 – Wszyscy wygrywają (2011) – 7/10

Mike (świetny Paul Giamatii) jest prawnikiem, który dorabia jako trener zapasów. By podreperować domowy budżet wpada na plan przejęcia kontroli nad majątkiem jednego ze swoich klientów. Wtedy jednak pojawia się na jego drodze wnuk mężczyzny. Słodko-gorzkie kino o ludziach oraz dokonywanych przez nich wyborach, zrobiona w sposób nieoczywisty i parę razy zaskakująca. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Magik z Nowego Jorku (2014) – 7,5/10

McCarthy i… Adam Sandler? Samo to połączenie może wydawać się niebezpieczne, ale efekt pozytywnie zaskakuje. Znienawidzony aktor tutaj zaskakująco dobrze wypada w roli szewca Maxa, prowadzącego warsztat z pokolenia na pokolenie. Przypadkiem odkrywa działanie maszyny, dzięki której (po nałożeniu butów) może wejść w skórę jego właściciela. Po drodze mamy sporo gagów, niezłą intrygę kryminalną. Komedia zrobiona z głową, pomysłem oraz ciekawym drugim planem (Barkin, Buscemi, Hoffmann, Method Man). Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Spotkanie (2007) – 7,5/10

Walter Wale (rewelacyjny Richard Jenkins) to znużony wykładowca akademicki, pozbawiony pasji i motywacji do działania. Kiedy wraca do Nowego Jorku, by uczestniczyć w konferencji odkrywa, że w jego domu przebywa… małżeństwo z Syrii. Bardzo ciepłe kino o tolerancji, akceptacji i o tym, że ze zderzenia dwóch światów nie musi dojść do wybuchu wojny. Do tego świetne sceny z bębenkami oraz niezawodny drugi plan w postaci Haan Sleimana i Danal Gurirę (tak, to Michonne z „Walking Dead”, ale nie poznałem jej bez tej charakteryzacji). Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Spotlight (2015) – 8/10

Najgłośniejszy film w dorobku reżysera dotykający niewygodnego tematu. Historia dziennikarskiego śledztwa w sprawie księży pedofili jest bardzo gęsta od emocji, chociaż zrealizowana bardzo powściągliwie. Wszystko jest dochodzeniu podporządkowane: dialogi, zdjęcia, montaż, muzyka, nawet sami bohaterowie, o których praktycznie nie dowiadujemy się zbyt wiele. Mocne kino, trzymające w napięciu, z koncertową grą aktorską (Keaton, Ruffalo, McAdams, Schrieber, Slattery i inni). Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Dróżnik  (2003) – 8/10

Debiut, który otworzył drzwi reżyserowi i objawił światu Petera Dinklage’a. Wszystko jest tu oparte na trójce bohaterów: nowym dróżniku Finbarze, sprzedającego hot-dogi Joe oraz malarce Olivii. Mógłbym o tym filmie więcej opowiedzieć, ale takie skromne kino coraz bardziej do mnie przemawia, a trio Dinklage-Carnivale-Clarkson (Patricia, nie Jeremy) wyciska ze swoich ról maksimum wszystkiego. Nie wypada nie znać. Recenzja tutaj.

Jak wskazuje ranking, McCarthy jest bardzo równym reżyserem oraz sprawnym scenarzystą, wnikliwie przyglądającym się ludziom. Ale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, gdyż wkrótce ukaże się… serial „Trzynaście powodów”. Jest to adaptacja bestsellerowej powieści Jaya Ashera. McCarthy będzie producentem wykonawczym i wyreżyseruje dwa odcinki. Premiera 31 marca na Netflixie. A oto teaser:

A jakie są wasze ulubione filmy Thomasa McCarthy’ego? Napiszcie w komentarzach i chętnie podzielcie się swoimi wrażeniami.

Radosław Ostrowski

Walter Hill – 10.01

hill_walter

Reżyser, scenarzysta i producent filmowy, specjalizujący się w szeroko pojętym kinie akcji. Urodził się 10 stycznia 1942 roku w Long Beach jako najmłodszy syn nitowacza stoczniowego. Nie chodził jako dziecko do szkoły ze względu na astmę, dlatego czas spędzał czytając komiksy i słuchając słuchowiska radiowe. Choroba ustała w wieku 15 lat i wtedy zaczął naukę, pracując jednocześnie przy odwiertach ropy w Signal Hill. Jako nastolatek chciał być rysownikiem komiksów i dlatego chciał studiować sztukę na uniwersytecie w Mexico City, jednak nie było go na to stać. Zamiast tego ukończył historię na uniwersytecie w Michigan. Po ukończeniu nauki w 1964 roku zaczął pracę w Los Angeles dla firmy przygotowującej materiały dla Encyklopedii Britannica.

Od tej pory Hill chce zostać reżyserem i zaczyna pisać scenariusze. Zaczyna swoją przygodę z kinem w Universalu jako goniec. Wreszcie uczestniczy w kursie organizowanym przez Amerykańską Gildię Reżyserów, dzięki czemu obserwuje realizację seriali telewizyjnych („Bonanza”, „Wild Wild West”, „Gunsmoke”). W 1967 zostaje drugim asystentem reżysera przy „Aferze Thomasa Crowna” Normana Jewisona, następnie rozwija warsztat asystując m.in. przy „Bullicie” oraz „Bierz forsę i w nogi”. Wreszcie jego scenariusze zaczynają przykuwać uwagę środowiska, chociaż z realizacją różnie bywa, aż dostaje szansę od Petera Bogdanovicha przy „Ucieczce gangstera” ze Steve’m McQueenem. Ostatecznie Bogdanovich został zwolniony przez gwiazdora i zastąpiony przez Sama Peckinpaha, ale film okazał się wielkim kasowym hitem. Poznaje też producenta Lawrence’a Gordona, którego przekonuje do realizacji swojego własnego scenariusza jako reżyser.

Specjalnością Hilla stało się kino sensacyjne, mocno inspirowane westernowymi schematami, pełne przemocy, czarnego humoru, prostego podziału na dobro i zło, z niezbyt skomplikowaną intrygą oraz interesująco sfotografowaną (chociaż głównie surową) miejską przestrzenią, pełną zaułków i brudu. Jeden z tych filmowców, którzy robili furorę w czasach VHS i na razie nie zamierza odpuszczać.

Najczęściej współpracował z: producentami Lawrencem Gordonem, Joelem Silverem, Mae Woods, montażystą Freemanem A. Daviesem, kompozytorami Ry Cooderem i Jamesem Hornerem, operatorem Lloydem Ahernem II, kostiumologiem Danem Moorem, scenarzystą Larrym Grossem i Davidem Gilerem oraz aktorami charakterystycznymi jak Allen Graf, James Remar, Brion James, Powers Boothe, Keith Carradine, Sonny Landham, Bruce Dern, Nick Nolte.

Do tej pory otrzymał nominację do Złotej Palmy, nominację do Saturna, nagrodę Emmy (i dwie nominacje) oraz nominację do Złotej Maliny.

Oto ranking obejrzanych przeze mnie filmów Waltera Hilla. Trzy, dwa, jeden, jazda!

Miejsce 14. – Mścicielka (2016) – 3/10

Michelle Rodriguez w tym filmie gra Franka Kitchena – płatnego mordercę. Mężczyzna zabija brata pewnej lekarki, która z zemsty decyduje się na… zmianę płci naszego bohatera. Sama intryga jest po prostu idiotyczna, pozbawiona sensu i pełna pretensjonalnego bełkotu w wykonaniu  Sigourney Weaver, zaś sceny akcji po prostu wyglądają bardzo archaicznie. Szkoda czasu, a Hill chyba powinien przejść na emeryturę. Recenzja tutaj.

Miejsce 13. – Kula w łeb (2012) – 5/10

Na chwilę obecną ostatnie dokonanie Hilla, które miało prosty pomysł, ale nie zagrało. Płatny zabójca i gliniarz łączą siły, by zabić morderców swoich kumpli. Pierwszego gra Sylvester Stallone, drugiego niejaki Sung Kwon. Efekt jest jednak średni. Intryga wolno się rozkręca, jest strasznie przewidywalna, a ze scen akcji pamięta się najbardziej finałową konfrontację między Stallonem i Jasonem Momoa.

Miejsce 12. – Johnny Przystojniak (1989) – 6/10

Tytułowy bohater to jeden z najlepszych speców od planowania skoków, tylko ma strasznie szpetną twarz. Podczas ostatniego skoku zostaje zdradzony, a jego mentor zamordowany. W więzieniu zostaje poddany nietypowej resocjalizacji – zabieg chirurgiczny pozwala zmienić twarz, dostaje nowe nazwisko i zwolnienie warunkowe. Wydaje się, że wszystko wraca do normy, ale przeszłość i zemsta nie pozwala zapomnieć o sobie. Utrzymany w noirowej estetyce kryminał jest solidnie zrealizowany, ma niezłe tempo oraz dynamicznie zainscenizowane sceny akcji, ale wszystko psuje zakończenie. Nie zawodzi za to świetny Mickey Rourke w roli tytułowej wspierany m.in. przez Forresta Whitakera, Morgana Freemana czy Lance’a Henricksena.

Miejsce 11. – Ostatni sprawiedliwy (1996) – 6/10

Trzecie spotkanie z „Krwawym żniwem” Dashiella Hammetta, które najpierw przeniósł Akira Kurosawa („Straż przyboczna”) i Sergio Leone („Za garść dolarów”). Teraz zmierzył się z tym Hill i chociaż najwierniej zaadaptował tekst, to wypadł najsłabiej w tej konfrontacji. Sprawa jest prosta: jedno miasteczko, dwa zwalczające się gangi oraz tajemniczy nieznajomy, zatrudniający się dla obydwu stron. Gra go Bruce Willis i radzi sobie naprawdę przyzwoicie, czuć tu westernowy klimat, ale jak się oglądało jeden z w/w. nie robi takiego wrażenia.

Miejsce 10. – Miliony Brewstera (1985) – 6/10

Pozornie połączenie Hilla z komedią wydaje się abstrakcyjne. Wyszło sympatycznie, chociaż bajkowo. Monty Brewster jest zwykłym baseballistą, który otrzymuje ogromny spadek – 300 mln dolarów. Jest jednak jeden haczyk, mężczyzna musi w 30 dni wydać 10% tej sumy, ale nie może nikomu o tym powiedzieć. Reżyser próbuje szalonych pomysłów (kupno drużyny, stadionu, nawet kampania wyborcza na burmistrza), a Richard Pryor odnajduje się w tym jak ryba w wodzie.

Miejsce 9. – Wstęp wzbroniony (1992) – 6,5/10

Prosta ballada o chciwości. Dwóch strażaków wyrusza do opuszczonej fabryki w St. Louis, gdzie ma się znajdować skarb. Problem w tym, że także tam dochodzi do gangsterskich porachunków. Reżyserowi udaje się zbudować klimat osaczenia, a wewnętrzne spory między bohaterami (zarówno strażakami, jak i gangsterami) tylko podsycają temperaturę. Zagrane nieźle, może troszkę przewidywalne, ale seans jest w stanie dać wiele satysfakcji. Recenzja tutaj.

Miejsce 8. – Wojownicy (1979) – 7/10

W Stanach to kultowe dzieło uznane za opus magnum. U nas to praktycznie zapomniany film akcji, który ma dobre tempo, klimat nocnego miasta oraz poczucia zagrożenia. Tytułowi Wojownicy to gang  Coney Island, który przybywa na zjazd do Nowego Jorku. W jego trakcie zostaje zamordowany przywódca Cyrus, nawołujący do zjednoczenia, a podejrzenie pada na Wojowników, którzy muszą uciekać. Wszystko w stylistyce disco z lekko kiczowatą muzyką, komiksową konwencją oraz dobrze zrobionymi bijatykami. W wersji reżyserskiej pojawiają się komiksowe wstawki, które pasują do klimatu opowieści. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Czerwona gorączka (1988) – 7/10

Rosyjski milicjant na amerykańskiej ziemi. Ivan Danko tropi zbiegłego handlarza narkotyków, który uciekł z kraju i zabił jego kumpla. Pomagać ma chicagowski glina, Art Ridzik. Pomysł na amerykańsko-radziecki duet w tamtych czasach wydawał się świetnym polem dla żartów i przechwałek, które dodają lekkości dla tego mrocznego, niepozbawionego przemocy klasyka ery video. Strzałem w dziesiątkę było obsadzenie w roli antagonistów zmuszonych do współpracy Arnolda Schwarzeneggera i Jamesa Belushiego.  Do tego mamy niezapomnianą obławę w Moskwie, pościg autobusowy, a Ed O’Ross jako czarny charakter pasuje wybornie. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Następne 48 godzin (1990) – 7/10 

Gates i Hammond znowu muszą w ciągu dwóch dób rozwikłać zagadkę, by wyjść cało z tarapatów. Brat Ganza, razem z gangiem bikerów, chce się na nich zemścić. Dodatkowo gliniarz tropi tajemniczego Icemana, który wrabia go w morderstwo. Niby jest więcej tego samego (już początek w knajpie z bikerami), klimat jest mroczniejszy, z finałową strzelaniną w chińskim klubie go-go. Nawet jeśli czuć zmęczenie materiału, to skomplikowana intryga, niezłe dialogi oraz duet Nolte-Murphy nadal rozkręcają całą imprezę. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – 48 godzin (1982) – 7/10

Najsłynniejszy film Hilla, który rozpoczął nurt zwany buddy movies. Bohaterem jest Jack Gates. Razem z kumplami idą do hotelu, gdzie przebywa zbiegły z więzienia Ganz. Dochodzi do strzelaniny, którą przeżył Gates. By dorwać Ganza, mężczyzna wypuszcza na dwie doby skazańca, Reggiego Hammonda, który ma na pieńku z bandytą. Jest sporo humoru, bijatyk, strzelanin, pościgów (najlepszy w metrze i autobusowy), wszystko podlane mrocznymi zdjęciami (finał w Chinatown) oraz dynamiczną muzyką Jamesa Hornera. A najmocniejsza jest chemia między grającymi główne role Nickiem Nolte (Gates), a debiutującym na ekranie Eddie Murphym.

Miejsce 4. – Nienawiść (1987) – 7,5/10

Ubrany w realia westernu współczesny film akcji, którego bohaterem jest strażnik Teksasu Jack Beenten. Kiedyś on i Cash Bailey byli prawdziwymi kumplami, ale teraz stają po przeciwnych stronach barykady. Sytuacja rozkręca się, gdy w okolicy pojawia się oddział najemników, uznanych za zmarłych. Hill podkręca klimat pachnący Dzikim Zachodem, dodaje świetnie zrealizowaną scenę napadu na bank oraz finałową konfrontację w Meksyku, gdzie kule świszczą mocno i gęsto. Plus niezawodny Nick Nolte w roli tytułowej, wspierany przez Powersa Boothe oraz Michaela Ironside’a. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Ulice w ogniu (1984) – 7,5/10

Kompletnie odjechany i najdziwniejszy film Hilla, w którym estetyka lat 50. miesza się z kiczem lat 80. Przepiękny wizualnie, z czaderską muzyką rockową opowiada historię Toma Cody’ego, który wraca do swojego rodzinnego miasteczka. Jego była dziewczyna, wokalistka rockowa zostaje porwana przez gang motocyklowy. Prosta historia, z one-linerami, świetnym klimatem, pięknymi zdjęciami oraz tajemniczym Michaelem Pare w roli głównej. Czyste szaleństwo. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Ciężkie czasy (1975) – 8/10

Debiut i to od razu widać rękę reżysera, stawiającego na klimat. Tutaj bohaterem jest niejaki Chaney (ciągle dobry Charles Bronson), który zaczyna uczestniczyć w nielegalnych walkach pięściarskich. Broni się to klimatem Nowego Orleanu i lat 30., świetnymi dialogami oraz krótkimi, lecz intensywnymi scenami bijatyk (troszkę podobnymi do tych  „Podziemnego kręgu”). Mimo upływu lat, ogląda się znakomicie, co jest sporą zasługą Bronsona oraz Jamesa Coburna. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Kierowca (1978) – 8/10

Prosta, ale niesamowicie zrealizowana sensacja, skupiona wokół trójki bohaterów: Kierowcy, Gracza i Detektywa. Dialogi są oszczędne, a liczą się dwie rzeczy: klimat nocnego miasta oraz świetne pościgi samochodowe. Film będący inspiracją dla „Drive”, „Transportera” i „Złodzieja”, gdzie intryga zaskakuje ciągłymi woltami, mamy świetną muzykę oraz będącego w wysokiej formie Ryana O’Neilla w roli tytułowej. Do tej pory nie zestarzał się, stając się wzorcem dla kina akcji. Recenzja tutaj.

Nieobejrzane:

Tutaj lista filmów jest strasznie długa i obfituje w różne gatunkowo dzieła: od thrillerów po westerny i kino akcji.
Straceńcy (1980), Śmiertelne manewry (1981), Na rozdrożu (1986), Geronimo: Amerykańska legenda (1993), Dziki Bill (1995), Supernova (2000), Champion (2002), Przerwany szlak (2006)

A jakie są wasze ulubione filmy Waltera Hilla? Zapraszam serdecznie do komentowania i czekam na wasze opinie.

Radosław Ostrowski

Woody Allen – 01.12

Allen_WoodyReżyser, scenarzysta, aktor, pisarz, muzyk-amator i producent uważany za największego twórcę inteligentnej komedii. Urodził się 1 grudnia 1935 roku w Nowym Jorku jako Allen Stewart Konigsberg, syn Nettie (księgowa) oraz Matina (grawer) – żydowskich emigrantów z Austrii i Rosji. Rodzice chcieli, by został farmaceutą, ale od dziecka pragnął zostać filmowcem. Gdy był dzieckiem, rodzice się rozstali i Woody’ego wychowywała matka. W szkole nie wyróżniał się mocno miał trudne relacje z matką. Już jako 16-latek nauczył się grać na klarnecie i występował w Michael’s Pub. Dodatkowo zaczął zarabiać jako autor żartów dla gazet, by rok później (już jako Woody Allen) pisać dla zawodowych aktorów komediowych.

W 1952 roku rozpoczął naukę na Uniwersytecie Nowojorskim, ale po roku wyrzucono go z powodu niezaliczenia produkcji filmowej. W tym samym czasie podpisał umowę z William Morris Agency. Następnie uczęszczał na zajęcia filmowe do Kolegium Miejskiego Uniwersytetu Nowojorskiego, jednak naukę przerwał po tygodniu.

W latach 60. zaczął karierę stand-upera oraz nawiązał współpracę z telewizją. W tym samym czasie tworzy pierwsze sztuki teatralne, w tym najsłynniejsze: Bóg i Zagraj to jeszcze raz, Sam. Wreszcie, bo w 1965 zaczął flirt z kinem jako aktor i scenarzysta. Debiutem był film Co słychać, koteczku? Clive’a Donnera – jednak efekt końcowy mocno rozczarował Allena, zdecydowanego samodzielnie realizować swoje scenariusze (wyjątkiem od tej reguły była adaptacja Zagraj to jeszcze raz, Sam z 1972 roku zrealizowana przez Herberta Rossa).

Allen przez lata wypracowywał swój własny styl, który uczynił go nieśmiertelnym. Zazwyczaj (choć nie zawsze) miejscem akcji jest ukochany Nowy Jork – ze szczególnym wskazaniem na Manhattan – bohaterem jest (często grany przez samego Allena) neurotyczny intelektualista, obdarzony sarkastyczno-ironicznym poczuciem humoru, hipochondrią, chodzący do psychiatry i przeżywający lęki egzystencjalno-uczuciowe. Otwiera się to bardzo minimalistyczną czołówką z muzyką jazzową w tle. Humor jest oparty na ironii, złośliwościach, ale nigdy bohaterowie nie są mocno antypatyczni.

Woody ma od wielu dekad stałe grono współpracowników, które bardzo rzadko się zmieniało. Do tej grupy należą producenci – jack Rollins, Charles H. Joffe, Henry Robi, Letty Aronson (siostra Allena) i Stephen Tenanbaum, scenograf oraz kostiumolog Santo Loquasto, montażystki Alisa Lepselter i Susan E. Morse, scenarzyści Douglas McGrath i Marshall Brickman, operatorzy Gordon Willis, Carlo Di Palma, Darius Khondji, Sven Nykvist i Vilmos Zsigmond. Jednak reżyser, jeśli chodzi o aktorów, to ma swoje „muzy”, z którymi wielokrotnie współpracował: Diane Keaton, Mia Farrow, Dianne Wiest, Scarlett Johansson, Emma Stone.

Co do gremium oraz akademii filmowych, jest on jednym z najczęściej nagradzanych twórców. Ma na koncie 4 Oscary (i 20 nominacji), 2 Złote Globy (i 11 nominacji), 9 nagród BAFTA (i 14 nominacji), nagrodę FIPRESCI na MFF w Cannes, wyróżnienia w Berlinie oraz Wenecji, a także 4 nominacje do Saturna oraz Złotej Satelity.

Ten ranking był najtrudniejszym ze wszystkich, jakie do tej pory zrobiłem, więc na pewno będą kontrowersje. Chętnie piszcie w komentarzach o swoich doświadczeniach z nowojorskim okularnikiem.

Miejsce 49. – Crisis in Six Scenes (2016) – 4/10

Produkcja zrealizowana dla Amazona, to kompletnie zaprzepaszczona szansa. Osadzona w latach 60. opowiada o pisarzu Sidneyu Munsingerze, planującym zrealizować serial telewizyjny. Wtedy do jego życia wchodzi ukrywająca się ścigana przez władze Lenny Dale. Jest tu parę wątków i pomysłów, ale zostają brutalnie zabite w zarodku. Sama postać Sidneya (w tej roli sam Allen) drażni i irytuje, humor jest praktycznie miałki, całość za krótka, a aktorsko jest bardzo średnio. Recenzja tutaj.

Miejsce 48. – Jak się masz, koteczku? (1966) – 5/10

Lipny debiut Allena, który tak naprawdę podłożył angielski dubbing i napisał własne dialogi do japońskiego filmu szpiegowskiego. Cała intryga opiera się tutaj na zdobyciu… przepisu na jajeczną sałatkę zapisanego w mikrofilmie. Jeśli lubicie absurdalny, purnonsensowy humor, to jest to idealna zabawa. Mnie to nie kupiło.

Miejsce 47. – Zakochani w Rzymie (2012) – 5/10

Cztery opowiastki dzieją się w Wiecznym Mieście (pięknie sfotografowanym), ale są one nierówne. Przebłyskiem jest historia zwykłego faceta (Roberto Benigni), który zostaje celebrytą oraz spotkania przyszłych teściów młodej pary, powiązane z eksperymentalnym wystawieniem opery. Jednak dwie opowieści miłosne to już lekkie rozczarowanie, pozbawione ciekawej puenty. Nawet gwiazdorska obsada (Cruz, Eisenberg, Stone, Baldwin) nie ratuje. Recenzja tutaj.

Miejsce 46. – Scoop – Gorący temat (2006) – 5/10

Kryminał z Londynu ubrany w lekką historię. Młoda dziennikarka Sondra (Scarlett Johansson) szuka gorącego tematu, który będzie przełomem w karierze. Duch zmarłego dziennikarza Johna Stromble’a objawia się podczas występu iluzjonisty (Allen we własnej osobie) i prosi ją o dokończenie sprawy Tarotowego Zabójcy. Mieszanka komedii, kryminału i romansu, ale kompletnie pozbawiona napięcia, a dowcip jest letni. Aktorstwo niezłe, ale chemii między Johansson a grającym podejrzanego o morderstwa Hugh Jackmana brak. I nawet ładnie sportretowany Londyn to za mało. Recenzja tutaj.

Miejsce 45. – Koniec z Hollywood (2002) – 5/10

Val Waxman od 10 lat nie wyreżyserował ani jednego filmu. W końcu dostaje szansę na realizację następnego projektu, jednak… traci wzrok. Tym razem Allen bawi się prostymi (dla mnie za prostymi) gagami związanymi ze ślepotą oraz zachowaniem tego w tajemnicy. Aktorsko najbardziej wyróżnia się Tea Leoni jako była żona Vala. Mogła być z tego satyra na środowisko filmowe, a wyszła błahostka. Recenzja tutaj.

Miejsce 44. – Magia w blasku księżyca (2014) – 5,5/10

Tym razem przenosimy się do przedwojnia. Słynny iluzjonista Stanley Crawford (uroczy Colin Firth) demaskuje osoby uważające się za medium. Tym razem jego celem jest Sophie Baker (śliczna Emma Stone), zamieszkująca u rodziny Cathridge’ów. Ładny obrazek prowincji (scena w obserwatorium to mała perła), ale tak naprawdę magii nie czuć. Intryga jest tylko pretekstem do zderzenia dwóch postaw oraz opowiedzenia historii miłosnej o przyciąganiu się przeciwieństw. Gdyby nie aktorstwo, byłoby kiepsko. Recenzja tutaj.

Miejsce 43. – Jej wysokość Afrodyta (1995) – 6/10

Niemłode małżeństwo (Lenny i Amanda) decyduje się adoptować dziecko. Trafia im się wybitnie inteligentny Max, a Lenny próbuje na własną rękę poznać biologicznych rodziców. Mężczyzna odkrywa, że jego matką jest prostytutka. Woody wraca do ulubionych motywów – relacje damsko-męskie, przewrotność losu. Smaczkiem jest tutaj wplecenie antycznego chóru, niejako parodiując konwencję greckich dramatów. Wyróżnia się zasłużenie nagrodzona Oscarem Mira Sorvino. Recenzja tutaj.

Miejsce 42. – Bananowy czubek (1971) – 6/10

Na początku swojej drogi Allen uwielbiał absurd, jednak nie zawsze panował nad tym. Nie inaczej jest w przypadku opowieści Fieldinga Melisha, który – by zaimponować dziewczynie – wyrusza do bananowej wysepki rządzonej przez bezwzględnego dyktatora. Wskutek okoliczności zostaje nowym prezydentem. Tutaj wyobraźnia Allena jest dzika (domowa kłótnia małżeńska komentowana jakby to było wydarzenie sportowe i bohater jako dyktator wyglądający niczym Fidel Castro), ale tak duża dawka absurdu może być niestrawna. Recenzja tutaj.

Miejsce 41. – Wnętrza (1978) – 6/10

Pierwsze oblicze Woody’ego bardziej na serio. Psychodrama o trzech siostrach oraz toksycznej relacji z matką jest bardzo chłodna emocjonalnie, ma ogromny dystans wobec swoich bohaterek (dobrze zagranych, co prawda m.in. przez Dianę Keaton, Geraldine Page i Mary Beth Hurt), jednak jest to męczący i trudny w odbiorze. Recenzja tutaj.

Miejsce 40. – Sen Kasandry (2007) – 6/10

Ian i Terry to bracia z biednej familii, wspieranej przez wuja Howarda. Kiedy wujek przyjeżdża prosi chłopców o pomoc, dzięki czemu skończą jego kłopoty. Muszą tylko zabić takiego jednego człowieka, który bruździ Howardowi. O ile wtórność Allena w przypadku komedii nie zawsze wywołuje poczucie zmęczenia materiału, o tyle w przypadku poważnych filmów nie ma ucieczki. Znowu mamy Londyn, znowu morderstwo, temat winy i kary. Brakuje tu napięcia, ale sytuację ratuje przewrotny finał oraz świetne role Ewana McGregora i Colina Farrella. Recenzja tutaj.

Miejsce 39. – Nieracjonalny mężczyzna (2015) – 6/10

Zmęczony życiem Abe Lucas przyjmuje posadę wykładowcy filozofii na uniwersytecie. Powrót do normalnej egzystencji zapewnia podkochująca się w nim studentka Jill. Przypadkowo podsłuchana rozmowa, powoduje, że Abe planuje dokonania zbrodni doskonałej. Znowu kryminał, zmieszany z romansem i to nawet nieźle się to ogląda, co jest zasługą wybornego Joaquina Phoenixa i czarującej Emmy Stone. Jednak wątek kryminalny nie angażuje (poza przewrotną woltą finałową), a romans też idzie dość przewidywalnym torem. Recenzja tutaj.

Miejsce 38. – Seks nocy letniej (1980) – 6/10

Gdybym miał wskazać najładniejszy wizualnie film Allena, to „Seks nocy letniej” znalazłby się w ścisłej czołówce. Tocząca się na początku XX wieku historia miłosna, rozgrywa się w rajskiej przestrzeni, czarując przestrzenią oraz muzyką Mendelssona. Zmieniające się układy, rozterki oraz czarujący finał (aczkolwiek z archaicznymi efektami specjalnymi) potrafią zaintrygować, jednak brakuje napięcia. Obsada czaruje (Ferrer, Steenburgen, Hagerty, Allen, Farrow), zdjęcia prześliczne i sympatycznie spędza się czas. Recenzja tutaj.

Miejsce 37. – Vicky Cristina Barcelona (2008) – 6/10

Allen postanowił zrobić własną wersję „Rozważnej i romantycznej”, przenosząc ją do pocztówkowej Hiszpanii. Tą pierwsza jest Vicky, mająca wkrótce zostać mężatką, tą drugą jest Cristina. Los tej parki zmieni się, gdy poznają przystojnego malarza, Juan Antonia. Znowu związki, znowu miłość, czyli nic nowego pod słońcem. Tym razem swoje dorzuca irytujący narrator, za to dla kontrastu mamy wielką Penelope Cruz jako passive-agressive była żona Hiszpana. Recenzja tutaj.

Miejsce 36. – Melinda i Melinda (2004) – 6/10

„Melinda” ma bardzo ciekawy punkt wyjścia, ale nic poza tym nie serwuje. Spór dwóch literatów o to, która konwencja (dramat czy komedia) mówi bardziej prawdę o człowieku jest pretekstem do opowieści o Melindzie (świetna Radha Mitchell), która ma problemy ze znalezieniem faceta. Destylacja stylu Allena z ciekawym drugim planem (Eljofor, Lee Miller, nawet Will Ferrell pokazuje się z dobrej strony). Recenzja tutaj.

Miejsce 35. – Wrzesień (1987) – 6,5/10

Kolejna allenowska psychodrama, zrealizowana niemal jak Teatr Telewizji. Jeden dom, pięć postaci oraz gorzki portret niespełnienia, toksycznych więzi oraz mrocznej tajemnicy dotyczącej Lane (Mia Farrow) i jej matki (Elaine Stritch jest wyborna). Problem w tym, że jako takiej rozumianej akcji w zasadzie nie ma, a wszystko opiera się na dialogach (takich średnich dość). Recenzja tutaj.

Miejsce 34. – Wspomnienia z gwiezdnego pyłu (1980) – 6,5/10

Najbardziej nieoczywisty Allen, gdyż bardziej autorefleksyjny. Reżyser gra filmowca Sandy’ego Batesa, przechodzącego kryzys twórczy filmowca, przybywającego na retrospektywę swojej twórczości do hotelu „Gwiezdny pył”. Sam Allen rozlicza się ze swoich niespełnionych ambicji (wyrwanie się z klatki twórcy komedii) i mierzy się z dawną miłością. Wszystko to w bardzo onirycznej oprawie wizualnej, tworząc bardzo specyficzny klimat (fantastyczny wstęp). Z drugiego planu zdecydowanie wybija się Charlotte Rampling (jej uśmiechu pod koniec nie da się wymazać). Recenzja tutaj.

Miejsce 33. – Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać (1972) – 6,5/10

Nowelowe kino, opowiadające o życiu erotycznym człowieka. I jak każda tego typu składanka jest nierówna, a czego tu nie ma. Miłość lekarza do owcy, tragiczne losy błazna marzącego o przeleceniu królowej, mąż-transwestyta, quiz o perwersji, a i tak najbardziej pamiętana jest sekwencja pokazująca zbliżenie z perspektywy ludzkiego organizmu (Allen jako niepewny siebie plemnik rozbraja).  Recenzja tutaj.

Miejsce 32. – Cienie we mgle (1991) – 6,5/10

Tutaj zabawa w kino ekspresjonistyczne połączone z kryminałem oraz problemami natury egzystencjalnej. Max Klemmer (Allen) jest zlęknionym człowiekiem, który wbrew swojej woli, zostaje włączony do straży obywatelskiej, mającej schwytać seryjnego dusiciela. W końcu sam Max staje się głównym podejrzanym. Dla mnie problemem było zbyt wiele pobocznych wątków, które rozpraszają od głównej intrygi i nawet gwiazdorska obsada (Pleasence, Foster, Malkovich, Cusack, Farrow) stanowiły pewien balast. Recenzja tutaj.

Miejsce 31. – Wszyscy mówią: kocham Cię (1996) – 7/10

Na hasło Allen i musical można by się zacząć pukać w czoło. Jest to rodzina opowieść przedstawiona z perspektywy niejakiej Djunii, lat 17. I tutaj mamy galerię interesujących postaci: ojciec dziewczyny mieszka w Paryżu i poznaje interesującą Amerykankę. Matka ponownie wyszła za mąż za prawnika i konserwatystę Boba, a siostra chce się związać z Holdenem. Mieszanka wątków, prosto zainscenizowane sceny śpiewane to plusy. Dodatkowo jest parę fajnych wątków (próba zdobycia serca Von z pomocą porad córki Allena czy resocjalizacja, polegająca na zaproszeniu do domu gangstera), lekki klimat oraz znowu pięknie wyglądający Nowy Jork (aczkolwiek finał w Wenecji się toczy). Bardziej to scenki z życia rodziny, ale nie przeszkadzało mi to. No i ta obsada: Norton, Hawn, Roberts, Roth, Barrymore, Portman, Allen. Recenzja tutaj.

Miejsce 30. – Nowojorskie opowieści (Kompleks Edypa) (1988) – 7/10

Nowelowy film, gdzie poza Allenem, uczestniczyli Martin Scorsese oraz Francis Ford Coppola. I to właśnie Woody zamyka całość, realizując najlepszą nowelkę dotyczącą trudne do urwania więzi z nadopiekuńczą matką (niesamowita Mae Questel). Nawet jej zniknięcie podczas występu iluzjonisty nie jest w stanie tej więzi zniszczyć. Autentycznie zabawna i pokazująca błysk allenowskiego poczucia humoru. Recenzja tutaj.

Miejsce 29. – Nie wkładaj palca między drzwi (1994) – 7/10

Telewizyjna adaptacja sztuki samego Allena. Tym razem wszystko toczy się wokół ambasady amerykańskiej, kierowanej przez mało doświadczonego dyplomatę w jednym z krajów komunistycznych. Tam ukrywa się oskarżona o szpiegostwo rodzina Hollanderów. Urocza błyskotka skopana o oparach absurdu (spięcia między pracownikami ambasady, a rodziną iskrzą humorem), niepozbawiona ciętych ripost. A wszystko kradnie dla siebie Michael J. Fox jako lekko safandułowaty i pocieszny tymczasowy ambasador. Recenzja tutaj.

Miejsce 28. – Śmietanka towarzyska (2016) – 7/10

Najświeższe dzieło mistrza, który wraca w czasy retro i balansuje między Nowym Jorkiem oraz Los Angeles. To do tego ostatniego miasta, przybywa marzący o karierze w branży filmowej wrażliwy Bobby (Jesse Eisenberg), któremu postanawia pomóc wuj Phil (Steve Carrell). Ale wtedy pojawia się miłość w postaci kelnerki Vonnie. Gdy na początku reżyser pokazuje ten światek filmowy, wraca dobra forma i nie brakuje złośliwostek wobec targowiska próżności. Ale w momencie powrotu do Nowego Jorku i pracy w klubie brata-gangstera (rozbrajający Corey Stoll i jego rozmowy z wrogami… za pomocą cementu), wraca wszystko do romansowego trójkąta. Niemniej ogląda się to dobrze, co jest zarówno zasługą pięknych zdjęć Vittorio Storaro, zabawnych sytuacji (próba skorzystania z usług prostytutki) oraz pięknie wyglądających w obrazku Kristen Stewart (nie do końca wierzę w to, co piszę, ale tak właśnie było) i zjawiskowej Blake Lively. Recenzja tutaj.

Miejsce 27. – Poznasz przystojnego bruneta (2010) – 7/10

London calling again. I kolejna historia o życiu, miłości, magii i całej reszcie. Wszystko skupia się wokół Heleny, którą porzuca mąż dla młodszej kobiety i zawierza swój los wróżce. Poza nią jest jeszcze jej córka Sally, pracująca w galerii sztuki oraz przeżywający kryzys twórczy pisarz Roy. Kilka rozwiązań jest zaskakujących (Roy kradnie książkę koledze, który miał zejść z tego świata, ale przeżył), Londyn pięknie wygląda. Tutaj Allen bardziej przypomina Mike’a Leigh, przyglądającego się swoim bohaterom, błądzącym po swoim życiu. I znowu uwagę skupiają gwiazdy: Watts, Hopkins, Banderas, Brolin. Recenzja tutaj.

Miejsce 26. – Bierz forsę i w nogi (1969) – 7/10

Właściwy debiut reżyserski ubrany w konwencję dokumentu. Jego bohaterem jest kompletny pierdoła – Virgil Starkwell. Nic mu nie wyszło, więc postanowił zostać gangsterem, jednak pech go non stop prześladował. Nawet poznana dziewczyna nie była w stanie go nawrócić. To na razie zbiór gagów na temat i parodia retro kryminału, a kilka dowcipów (napad na bank, gdzie w skarbcu znajdują się… Cyganie czy ucieczka z pomocą pistoletu zrobionego z mydła) autentycznie bawi. Od tego zaczął się nurt mockumentary. Recenzja tutaj.

Miejsce 25. – Drobne cwaniaczki (2000) – 7/10

Tytułowe drobne cwaniaczki to Ray Winkler, jego żona i dwaj kumple, którzy chcą dokonać podkopu pod bank. W tym celu wynajmują lokal i zakładają ciastkarnię, która przynosi niezły dochód, jednak plan nie zostaje zaniechany. Zaczyna się to jak komedia kryminalna, a kończy się satyrą na nowobogackich, którzy pieniędzmi są zamaskować swoje prostackie zachowanie i niedopasowanie do reszty otoczenia. Jest lekko, z błyskiem w oku oraz dowcipem. Tu wyróżnia się niezawodna Tracey Ullman jako żona naszego masterminda. Recenzja tutaj.

Miejsce 24. – Manhattan (1979) – 7/10

Allenowski list miłosny do Nowego Jorku – trudno zapomnieć początek, gdzie widzimy miasto w czarno-białych kadrach Gordona Willisa, a w tle leci George Gershwin. A punktem wyjścia jest stan zakochania Isaaca Davisa do 17-letniej Tracy. Dalej mamy to, co w Allenie najlepsze: portret nowojorskiej socjety, skomplikowane życiorysy i poszukiwanie miłości. Allen odtwarza typowego dla siebie intelektualistę, a wspiera go wspaniała Muriel Hemingway, Diane Keaton i Meryl Streep. Recenzja tutaj.

Miejsce 23. – Alicja (1990) – 7/10

Żyjąca od 16 lat w związku Alicja Tate nagle czuje ostry ból pleców. Znajoma poleca jej chińskiego medyka, dr Yanga, który przepisuje jej zioła. Od tej pory życie wywraca się do góry nogami. Tutaj reżyser opowiada o poczuciu niespełnienia i próbie odzyskania dawnej siebie. Mimo poważnych wątków, całość jest bardzo lekka i przyjemna w odbiorze. Farrow odnajduje się w tej roli dobrze, a wspierają ją tacy mistrzowie jak William Hurt, Alec Baldwin i Joe Mantegna. Bardziej refleksyjna tragikomedia. Recenzja tutaj.

Miejsce 22. – Mężowie i żony (1992)

Reżyser niczym maniak wraca do tematu związków, ale tym razem jest bardziej poważny i realistyczny. Mamy tu dwie zaprzyjaźnione pary, a iskrą w prochu jest rozstanie jednej z nich. Bohaterowie próbuje się na nowo odnaleźć i zdefiniować swoje potrzeby. Uderza tutaj dokumentalna forma i zdjęcia kręcone wręcz od ręki. Wszystko trafnie, uważnie zaobserwowane, ale bez drwiny i szyderstwa. Allen z Farrow tworzą ciekawy duet, ale to wątek drugiej pary (Judy Davis oraz Sydney Pollack) jest znacznie ciekawszy. Recenzja tutaj.

Miejsce 21. – Złote czasy radia (1987) – 7/10

Nostalgiczny – to słowo w pełni oddaje klimat „Złotych czasów radia”. Przenosimy się do lat 40. i przekonujemy się na własnych oczach i uszach, jak wielką siłą było radio – teatr wyobraźni, który scalał rodziny, sąsiadów i miało wpływ na życie ludzi. Nie zapomnę scenek pokazujących przygotowania audycji oraz porządnego aktorstwa (William H. Macy, Diane Keaton, Mia Farrow, Dianne Wiest, Wallace Shawn, Julie Kavner). Recenzja tutaj.

Miejsce 20. – Śpioch (1973) – 7/10

Woody tym razem w kostiumie SF. Jego bohater Miles Monroe budzi się po 200 latach hibernacji w antyutopii, gdzie ludzie żyją w świecie bez emocji („Nowy, wspaniały świat” się kłania). Mężczyzna przebrany za robota zakochuje się w swojej właścicielce, Lunie. Z jednej strony parodia kina SF z niesamowitą, świadomie kiczowatą stroną wizualną (scenografia z gigantycznymi roślinami czy seksmaszynami), a jednocześnie drwina z pędu ku technice i refleksjami nad człowiekiem, niepozbawiona slapstickowych gagów. Sam Allen błyszczy na równi z Diane Keaton (zaślepiona nowoczesnością Luna). Recenzja tutaj.

Miejsce 19. – Tajemnica morderstwa na Manhattanie (1993) – 7/10

Małżeństwo z długim stażem coraz bardziej pogrąża się w rutynie. Punktem zwrotnym staje się śmierć sąsiadki. Żona uważa, że to było morderstwo, ale mąż-racjonalista stoi mocno na ziemi i nie wierzy w to. Jednak postanawia wesprzeć żonę w wyjaśnieniu sprawy, gdy zaczyna wokół niej (żony, nie sprawy) pisarz Ted. Mieszanka kryminału, komedii i dramatu obyczajowego zaskakuje powoli, lecz konsekwentnie prowadzoną intrygą kryminalną (zdjęcia pachną klasycznym filmem noir), jazzową muzyką oraz konfrontacji w opuszczonym kinie. Allen tym razem wspierany przez Diane Keaton tworzy bardzo cudowny duet, a wzajemne przekomarzania ogląda się z dużą frajdą. A na drugim planie szaleje Alan Alda z Anjelicą Huston. Recenzja tutaj.

Miejsce 18. – Zelig (1983) – 7/10

Leonard Zelig to prawdziwy człowiek-kameleon, potrafiący zmienić się w kogokolwiek (Żyda, Murzyna, Araba), byle tylko być kochanym przez innych. Jego walkę o bycie sobą podejmuje psychiatra, dr Fletcher. Tutaj Allen bardziej skupia się na człowieku, próbującym się dostosowywać do otoczenia, by zyskać jego akceptację. Lekiem na to jest miłość (proste, nie?), ale tutaj najważniejsza jest realizacja – niesamowita stylizacja na przedwojenny film (celowo postarzone kadry, ziarno, zadrapania) robi ogromne wrażenie. Podobnie jak Allen w roli tytułowej oraz (już drugi raz) partnerująca mu Mia Farrow. Recenzja tutaj.

Miejsce 17. – Życie i cała reszta (2003) – 7/10 

Mój pierwszy Allena, który widziałem. I stąd pewnie tak wysoka pozycja w rankingu. Bohaterem jest Jerry Falk – młody autor tekstów dla komików, próbujący ogarnąć swoje życie. Związek z Amandą przechodzi kryzys, agent nie jest w stanie rozwinąć jego kariery, dodatkowo wprowadza się matka-wokalistka. Na szczęście Falk może liczyć na Davida Dobela, którego rady są wsparciem.  I ten odkrywa, że Amanda zdradza Jerry’ego. Nadal mamy Nowy Jork – bardziej mroczny, stonowany, poraniony 11 września. Wszystko to zmusi Falka do przewartościowania swojego życia. Jest lekkość, obyczajowa obserwacja oraz kompletnie zaskakujący Jason Biggs w roli głównej. Sam Allen jest na drugim planie i jego obsesja na punkcie antysemityzmu to petarda. Recenzja tutaj.

Miejsce 16. – Celebrity (1998) – 7,5/10 

Tutaj Woody wraca do satyrycznego spojrzenia na środowisko gwiazd i gwiazdeczek, aspirujących na coś więcej. Przewodnikiem po tym świecie jest Lee Simon (dobry Kenneth Branagh), który przeprowadza wywiady z celebrytami i marzy o byciu pisarzem. W końcu decyduje się rozstać ze swoją żoną (Judy Davis). Oboje kompletnie się zmieniają, pragnąc zrealizować swoje zerwane kariery. Allen nie ma jednak złudzeń, że to środowisko jest targowiskiem próżności oraz pustogłowiem. Poza głównymi rolami, nie można zapomnieć o epizodach Charlize Theron i Leonardo DiCaprio. Recenzja tutaj.

Miejsce 15. – Purpurowa róża z Kairu (1985) – 7,5/10 

Film o miłości oraz kinie, które zawsze było lekarstwem na depresję, poprawę samopoczucia w czasach kryzysów. Tym jest kino dla Cecilii w latach 30., a jej ulubionych bohaterem jest archeolog Tom Baxter. Ale nawet ona nie spodziewała się, że podczas seansu bohater wyjdzie z filmu i wejdzie do prawdziwego życia. Reżyser sięga po tęsknotę za dawnymi czasami (ciepłe zdjęcia Gordona Willisa), ale ostrzega przed życiem iluzją, gdyż najważniejsze jest życie tu i teraz. Chociaż czy mając u boku takiego przystojniaka jak Jeff Daniels będziemy o tym pamiętać? Recenzja tutaj.

Miejsce 14. – Miłość i śmierć (1975) – 7,5/10 

Allen tutaj znowu robi sobie jaja i tworzy zbiór gagów na temat. Tym razem na celownik trafiła Wielka Literatura Rosyjska. A bohaterem jest Borys Gruszenka (Allen), który ma wkrótce zejść z tego świata. Tołstoj idzie ręka w rękę z Dostojewskim, miesza się „Wojna i pokój” z „Anną Kareniną” oraz… Bergmanem. Nadal dominuje slapstick (próba zniszczenia obozu Francuzów z użyciem Borysa jako żywej kuli armatniej czy nieudolny taniec kazaczoka), ale jest i sporo aluzji do odczytania. I znowu błyszczy duet Allen-Keaton. Recenzja tutaj.

Miejsce 13. – Zbrodnie i wykroczenia (1989) – 7,5/10

Dwie opowieści, w których przeplata się humor z dramatem, a zbrodnia z miłością. W pierwszej znany i ceniony lekarz dr Judah Rosenthal (fantastyczny Martin Landau) musi wybrać między stabilnym związkiem z żoną, a szantażującą go kochanką Dolores (Anjelica Huston) i decyduje się ją zabić. W drugiej ceniony dokumentalista Clifford (sam Allen) dostaje propozycję nakręcenia filmu o swoim szwagrze, bogatym producencie filmowym (świetny Alan Alda) i zakochuje się w jego asystentce (Mia Farrow). Bardziej słodko-gorzko niż zazwyczaj, trzyma w napięciu, ale też prowokuje do pytań o ludzką psychikę, bezwzględność losu oraz roli przypadku. Recenzja tutaj.

Miejsce 12. – Słodki drań (1999) – 7,5/10 

Kolejny lipny dokument, tym razem opowiadający historię najwybitniejszego gitarzysty jazzowego, czasów przedwojennych – Emmeta Raya (genialny Sean Penn). Trudno odmówić wizualnego stylu, wiernie odtwarzającego ten okres, ale tak naprawdę jest to historia o człowieku, który nie potrafił otworzyć się na innego człowieka. Narcyza, co lubił strzelać do szczurów, miał wielkie mniemanie o sobie (nie bez podstaw) oraz jak skomplikowanym wynalazkiem jest człowiek. Mamy cudowną muzykę, lekki humor oraz kradnącą ekran Samanthę Morton w roli niemej Hattie. Już bardzo wysoka półka. Recenzja tutaj.

Miejsce 11. – Blue Jasmine (2013) – 7,5/10

Ze wszystkich filmów Nowojorczyka, ten wydaje się najbardziej gorzki i ponury. Nie jest to komedia, tylko dramat obyczajowy skupiony na tytułowej Jasmine (genialna Cate Blanchett), która pozbawiona środków do życia, przenosi się z Nowego Jorku do San Francisco. Nie polubicie jej, uznacie za psychicznie stukniętą, ale pod koniec filmu zrobi wam się jej żal. Tak zwyczajnie i uczciwie. Naprawdę mocny dramat okraszony cierpkim humorem. Recenzja tutaj.

Miejsce 10. – Danny Rose z Broadwayu (1984) – 8/10

Chyba jeden z najbardziej niedocenionych filmów mistrza. Tytułowy bohater (Allen) to impresario dość ekscentrycznych postaci szołbiznesu, który nie potraf przebić swoich podopiecznych. Wyjątkiem jest wokalista Lou Canova (Nick Apollo Forte), który prosi go pewną przysługę. I wtedy następuje zapętlenie – dziewczyna, gangsterzy, pieniądze, pościg, czarno-białe zdjęcia oraz gorzka refleksja nad bezwzględnością szołbiznesu, gdzie przyjaźń jest towarem deficytowym. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Inna kobieta (1988) – 8/10

Allen znowu myśli, że jest Bergmanem, ale tym razem jest bardzo przekonujący i najbardziej przystępny. Tutaj bohaterką jest czująca pustkę kobieta w średnim wieku (wielka Gene Rowlands), dla której przypadkowa rozmowa i spotkanie z niejaką Hope (najdojrzalsza kreacja Mii Farrow) skłoni ją do weryfikacji swojego życia. Wszystko wygrywane jest na dialogach oraz melancholijnym klimacie, ale pozostawia sporą nadzieję. Wspaniałe aktorstwo, wiarygodna psychologia postaci oraz masa trafnych refleksji czynią ten film wyjątkowym. Recenzja tutaj.

Miejsce 8. –  Klątwa skorpiona (2001) – 8/10

Niby jest wątek kryminalny, ale to czerpiąca garściami z tradycji screwball comedy, starcie charakterów. On, C.W. Briggs (Allen), jest doświadczonym detektywem firmy ubezpieczeniowej, geniuszem w swoim fachu. Ona, panna Fitzgerald (Helen Hunt), reorganizuje pracę w firmie i jest na pieńku z Briggsem. Jednak oboje zostają wplątani w poważną aferę kryminalną, za którą stoi hipnotyzer Voltan. Sama intryga jest prosto opowiedziana, ale to zażarte i ironiczne docinki między parą bohaterów to prawdziwe clue tej wybornej komedii kryminalnej. Poza chemią między bohaterami, jest stylizacja na film noir oraz bardzo złośliwy humor. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Wszystko gra (2005) – 8/10

Pierwsza wizyta Allena w Londynie i powstał znakomity thriller. Jego bohaterem jest Chris Wilton (wspaniały Jonathan Rhys-Meyers), który uczy tenisa ludzi z wyższych sfer. Zaprzyjaźnia się z jednym z bogatych dzieciaków i dołącza do tego nowobogackiego świata, biorąc ślub z siostrą Toma. I wtedy na horyzoncie pojawia się szwagierka. Niby powtórka „Zbrodni i wykroczeń” połączona z „Karierą Nikodema Dyzmy”, ale tym razem śmiertelnie poważnie. Sceny przygotowania do morderstwa trzymają za gardło, choć rozgrywa się ono bardzo spokojnie (wręcz iście operowo), a świetną puentą i metaforą jest sam początek z odbijaną piłeczką tenisową. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – O północy w Paryżu  (2011) – 8/10

Kolejne tournee reżysera po Europie, tym razem zatrzymał się w Paryżu, bo tam przebywa Gil (zaskakujący Owen Wilson) ze swoją przyszłą żoną. Mężczyzna marzy o napisaniu powieści dziejącej się w Paryżu lat 20. Pewnej nocy trafia do starego Peugeota i… trafia do przedwojennego Paryża. Klimat retro zbudowały utrzymane w sepii zdjęcia Dariusa Khondji. Niby sięgamy po stare wątki, ale brzmi to zaskakująco świeże. Refleksja jest jedna, ale trafna: człowiek od zawsze chce żyć w dawniejszych czasach niż żyje obecnie, dla przeszłość jest tak silnie koloryzowana. Za to mamy najbogatszy drugi plan: Marion Cotilliard (Adriana), Tom Hiddleston (Fitzgerald), Corey Stoll (Hemingway), Adrien Brody (Dali). I jak nie ulec magii Paryża? Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Co nas kręci, co nas podnieca (2008) – 8/10

Najbardziej cyniczny bohater Allena – Borys Jelnikow (cudowny Larry David) jest geniuszem z fizyki, mającym mocno swoje lata i widzącym w ludziach wszystko, co najgorsze. Ale stosunek do swojego życia zostanie zmieniony, gdy pojawi się małolata o imieniu Melody (zjawiskowa Evan Rachel Wood), która zostaje jego… żoną. Powrót Allena do Nowego Jorku to także powrót do formy – nadal mamy cudownie komplikujące się relacje damsko-męskie, cudownie sfilmowany Nowy Jork, masa ironicznego humoru plus… przełamywanie czwartej ściany. Jakby nie było, trzeba się cieszyć życiem i być sobą. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Strzały na Broadwayu (1994) – 8,5/10

Film retro o teatrze i gangsterach. Młody dramaturg David Shayne (John Cusack) postanawia zrealizować swoja własną sztukę. Całą imprezę sponsoruje gangster Nick Valnti (Joe Vitarelli), który w zamian chce obsadzenia w jednej z ról swojej dziewczyny. Prawdziwa realizatorska bomba, gdzie poza refleksjami o życiu i całej reszcie, stawiane są pytania o sztukę, inspiracje, jej sens oraz o to, czy należy iść na kompromisy, by zrobić dobre dzieło? Świetny klimat retro (cudowna muzyka), błyskotliwe dialogi oraz zaskakujące zwroty akcji. No i genialne aktorstwo, któremu przewodzi… Dianne Wiest, Chazz Palminteri i Jennifer Tilly. Cusack John zaledwie dobry. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Przejrzeć Harry’ego (1997) – 8,5/10

Harry Block (Allen) to strasznie popularny i genialny pisarz, który przeżywa kryzys twórczy, nie ma przyjaciół (bo wszystkich opisał w powieściach). Teraz otrzymuje nagrodę od swojej szkoły. Wędrówka stanie się szansą do autorefleksji, odzyskania weny oraz pogodzenia się z sobą i swoimi demonami. Tutaj reżyser najbardziej bawi się formą – stosuje powtórzenia scen (czołówka), miesza świat fikcji z rzeczywistością (wizyta Harry’ego w piekle – mistrzostwo świata), bezlitośnie rozprawia się z samym sobą. Genialne, chociaż poczucie humoru i pomysły są nieoczywiste (spotkanie ze śmiercią czy aktor, który staje się niewyraźny), ale trudno nie powstrzymać się od śmiechu. I kolejny wianuszek gwiazd na dalszym planie: Billy Crystal, Demi Moore, Stanley Tucci, Tobey Maguire, Robin Williams, Kirstie Alley. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Annie Hall (1977) – 9/10

Film-legenda i duchowa matka niezależnych komedii romantycznych. Alvy Singer opowiada o swoim czteroletnim związku z Annie Hall. Reżyser po raz pierwszy wprowadza swoje charakterystyczne elementy: terapeutów, relacje z kobietami, ironiczny humor, jazz, neurotyczny bohater, Nowy Jork. I po raz pierwszy zadaje pytania o miłość: czemu nagle odchodzi, dlaczego nie zostaje na dłużej. Dodatkowo została rozbita chronologia, Allen zwraca się bezpośrednio do widza i pojawia się w wydarzeniach, w których nie uczestniczył. I tutaj czuć najsilniej chemię między Allenem a Diane Keaton, która zagrała rolę życia. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Hannah i jej siostry (1987) – 9/10 

Zapewne wielu z Was zastanawia się, czy nie zwariowałem wybierając Hannę najlepszym dziełem Allena. Ta obyczajowa tragikomedia opowiadają o rozterkach trzech sióstr (Hannah, Lee, Holly) oraz byłego męża Mickeya, który ociera się o śmierć (podejrzenie raka) i gdy wszystko okazuje się być fałszywym alarmem, przeżywa załamanie nerwowe. Kompletna mieszanka opowieści o rodzinie, która może i przysparza czasami kłopotów, ale też może na siebie liczyć. Każdy wątek jest prowadzony w sposób wyważony, refleksyjny i przypomina prostą prawdę: z życia trzeba czerpać garściami. Cudownie jest to zagrane (Farrow, Hershey, Wiest, Allen, Caine, von Sydow), zrealizowane z dużym sercem, ciepłem oraz kolejnym zmysłem socjologa. Recenzja tutaj.

Pewnie widać to, ze jestem wielkim fanem Woody’ego Allena – człowieka zdystansowanego, ironicznego, ale też bardzo ciepłego wobec swoich postaci. Bardziej od kina kocha jazz i Nowy Jork, którego obecność jest silnie obecna w latach 70. i 80. – najlepszym okresie. Nawet jeśli nie jest ostatnio w najlepszej formie, to nie można odmówić mu pasji, konsekwencji (raz na rok kręci i scenariusze pisze w dwa tygodnie), ale potrafi czasem zaskoczyć. Czego można życzyć mistrzowi? Zdrowia i dalszej chęci tworzenia.

Radosław Ostrowski

Mike Nichols – (1931-2015)

mike_nichols

Dzisiejszy solenizant był jedną z wyrazistszych postaci amerykańskiego kina kontestacji. Byli to filmowcy pokazujący prawdziwe oblicze Ameryki bez makijażu oraz nadmiernego optymizmu, krytycznie przyglądając się mitom tego kraju. Poza działalnością reżyserską był też aktorem (teatralnym) i producentem.

Urodził się 6 listopada 1931 roku w Berlinie jako Michael Igor Peszkowski. Był synem żydowskich emigrantów z ZSRR. W 1939 roku, kiedy wybuchła wojna, cała rodzina uciekła do Stanów Zjednoczonych. Najpierw wyjechał ojciec, potem Mike z bratem i na samym końcu matka. Cała rodzina spotkała się w 1941 roku. Przyszły reżyser czuł się w tym kraju kompletnie wyobcowany, a nieznajomość języka angielskiego pogarszała ten stan. Mimo faktu, iż w wieku 12 lat uznano go za geniusza, dobrym uczniem nie był.

W 1955 roku zapisał się do Uniwersytetu w Chicago, gdzie poznał takie osoby jak Edward Asner i Susan Sontag. I to podczas studiów podjął prace jako spiker radiowy w stacji WMFT, 98.5 FM. Pracował tam przez dwa lata grając muzykę folkową, zanim wyjechał do Nowego Jorku, gdzie – dość krótko – uczył się aktorstwa u Lee Strasberga. Wrócił jednak do Chicago, gdzie dołączył do grupy improwizującej Compass Players, założonej przez Paula Sillsa oraz Elaine May. To właśnie z nią stworzył pamiętny duet sceniczny, scementowany sztuką „An Evening with Nichols and May”. Jednak gdy w 1960 roku sztuka „A Matter of Position” poległa na scenie, duet się rozpadł. Drogi Nicholsa i May zeszły się dopiero w latach 90.

Już na studiach Nichols zaczął reżyserować przedstawienia teatralne. Więc kiedy na początku lat 60. otrzymał propozycję realizacji spektaklu „Boso w parku” Neila Simona, zaryzykował i odniósł ogromny sukces. Przygoda z kinem zaczęła się w 1965 roku, gdy aktorka Elisabeth Taylor wybrała go do adaptacji sztuki Edwarda Albee’ego „Kto się boi Virginii Woolf?”. Film spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, otrzymując aż 13 nominacji do Oscara (ostatecznie zdobyła pięć statuetek w tym za role aktorskie Elisabeth Taylor i Sandy Dennis).

Mike Nichols zmarł 19 listopada 2015 roku na zawał serca. Pozostawił po sobie czwartą żonę – dziennikarkę Dianę Sawyer oraz troje dzieci z poprzednich związków.

Do grona najbliższych współpracowników Nicholsa zaliczamy: kostiumolog Ann Roth, montażystę Sama O’Steena, dźwiękowców Lee Dicktera i Rona Bochara, producenta Michaela Haleya, scenografa Richarda Sylberta oraz aktorów – Jacka Nicholsona, Meryl Streep, Annette Bening, Emmę Thompson.

Nichols miał na swoim koncie Oscara  (i pięć nominacji), Złoty Glob (i pięć nominacji), trzy nagrody BAFTA (i jedną nominację), nominację do Złotego Niedźwiedzia na Berlinale oraz trzy nagrody Emmy.

A teraz pora na ranking całej filmografii Mike’a Nicholsa – specjalisty od kina obyczajowego. Trzy, dwa, jeden – zaczynamy.

Miejsce 20. – Z Księżyca spadłeś? (2000) – 4/10

Pomysł na film był nie najgorszy. Bohaterem jest kosmita, który zostaje zesłany na Ziemię, by zapłodnić miejscową przedstawicielkę płci przeciwnej, bo na własnej planecie samic nie ma. Problem w tym jednak, że film ma takich niskich lotów humor, że czułem odrzucenie. Nawet jest kilka ciekawych wątków (kamuflaż kosmity, finałowy pościg), ale brakowało polotu i finezji. Nie pomogło nawet zaangażowanie Bena Kingsleya oraz Annette Bening. Absolutna porażka i katastrofa, nie godna spędzenia czasu. Recenzja tutaj.

Miejsce 19. – Dzień delfina (1974) – 5/10

Kompletne kuriozum z tak absurdalnym pomysłem, że do tej pory zastanawiam się, kto wpadł na ten pomysł. Bohaterem jest naukowiec, uczący delfiny ludzkiej mowy. Jednak sponsorzy badań chcą wykorzystać ssaka do… zamachu na prezydenta USA. Brakuje tutaj napięcia, film przynudza i nic tu się nie klei. Broni się tylko sam ssak oraz prześliczna muzyka Georgesa Delerue. Recenzja tutaj.

Miejsce 18. – Pocztówki znad krawędzi (1990) – 5/10

Obyczajowa historia oparta na autobiografii Carrie Fisher pokazującą aktorkę nie radzącą sobie z życiem w cieniu swojej matki, także aktorki. Problem w tym, że to wszystko jest nieangażujące i strasznie przewidywalne – alkohol, narkotyki, zdrada męża. I nie pomaga udział Meryl Streep ani Shirley MacLeane. Recenzja tutaj.

Miejsce 17. – Odnaleźć siebie (1991) – 5/10

Kolejna obyczajowa scenka, troszkę przypominająca polski film „Król życia”. Bogaty prawnik, nie do końca działający uczciwie, wskutek wypadku (postrzał w głowę) zmienia się nie do poznania i staje się lepszym człowiekiem. Brzmi to jak historia SF, a Harrison Ford dokonuje prawdziwych cudów, by uwiarygodnić tą bajkę. Aktor wyciska siódme poty, ale materiał wyjściowy jest lichy. Zwyczajnie szkoda. Recenzja tutaj.

Miejsce 16. – Fortuna (1975) – 6/10

Mieszanina komedii, kryminału oraz kina retro. Bohaterami jest dwójka cwaniaków, którzy chcą wyłudzić pieniądze od młodej dziewczyny. By to zrobić jeden z nich musi wziąć ślub. Błaha, ale jednak parę razy potrafiąca rozbawić produkcja, co jest zasługą gwiazdorskiej obsady (Nickolson, Beatty, Channing) oraz sprawnej ręki reżysera. Recenzja tutaj.

Miejsce 15. – Zgaga (1986) – 6,5/10

Słodko-gorzki dramat obyczajowy oparty na scenariuszu Nory Epfron. Tym razem poznajemy Rachel – dziennikarkę, która poznaje przystojnego Marka. Po znajomości ślub, dzieci i rodzina. Ale szybko okazuje się, że mąż lubi skoki w bok. I muszę przyznać, że reżyser unika szantażu oraz sentymentalizmu, ale gdyby nie wyraziste role Meryl Streep i Jacka Nicholsona, nie byłoby warto o tym mówić. I jeszcze jest Kevin Spacey jako młody śmieć. Recenzja tutaj.

Miejsce 14. – Barwy kampanii (1998) – 7/10

Polityczna satyra z kluczem, bazująca na kampanii wyborczej Clintonów. Wszystko to poznajemy z perspektywy wnuka legendarnego działacza społecznego. Reżyser idzie szlakiem brutalnych zagrywek, zabaw w podchody oraz pozbawienia resztek sumienia, gdy władza staje się celem samym w sobie. Mocne role Johna Travolty i Emmy Thompson, ale na drugim planie błyszczy wyborna Kathy Bates jako jedyna kobieta z sumieniem. Ostre i momentami pieprzne kino. Recenzja tutaj.

Miejsce 13. – Wilk (1994) – 7/10

Nietypowy film w dorobku reżysera, gdyż jest to horror, ale nie do końca oczywisty. Jack Randall (Idealny Jack Nicholson) jest lekko znużony i zmęczonym wydawcą książek. Dość spokojne i nudne życie zmienia się, gdy zostaje pogryziony przez wilka. Nagle czuje się młodszy i bardziej głodny życia, ale ma to swoją cenę. To film bardzo spokojny i stawiający na nastrój, swoje robi też muzyka oraz charakteryzacja, a także zjawiskowa Michelle Pfeiffer. Recenzja tutaj.

Miejsce 12. – Wojna Charliego Wilsona (2007) – 7/10

Jak się miało okazać, ostatnie dzieło Nicholsa jest polityczną satyrą. Tytułowy Charlie Wilson to kongresmen znany z dość imprezowego stylu życia. Jedne telewizyjny kadr spowodował, że podjął się wsparcia Afgańczyków przed Sowietami. Pomógł mu w tym doświadczony agent CIA oraz znana bywalczyni salonów. To jest tak nieprawdopodobne, że musi być prawdziwe. Autentycznie zabawne, zrobione z głową oraz ciętymi dialogami, do tego świetnie zagrane (Hanks trzyma fason, Roberts wygląda nieźle, ale wszystko zawłaszcza nieodżałowany Philip Seymour Hoffmann). Recenzja tutaj.

Miejsce 11. – Silkwood (1983) – 7/10

Powrót reżysera do kina po ośmiu latach przerwy. „Silkwood” to mieszanka dramatu społecznego z kinem obyczajowym, gdzie losy tytułowej bohaterki – pracownicy fabryki, walczącej z nieprawidłowościami, która przed ważnym spotkaniem znika bez śladu. Nichols skupia się bardziej na obyczajowym trójkącie między Karen, jej koleżanką Dolly oraz Drew, jednak to społeczne zacięcie wydawało mi się stokrotnie ciekawsze. Trudno wymazać scenę skażenia czy rozmów Karen z działaczami związkowymi. Klasę potwierdza Meryl Streep, pozytywnie zaskakuje Cher oraz Kurt Russell. Recenzja tutaj.

Miejsce 10. – Klatka dla ptaków (1996) – 7/10

Remake francuskiej komedii opowiadającej o parze gejów samotnie wychowujących syna. Panowie musza zmierzyć się z wyzwaniem – syn się żeni i przyjeżdżają rodzice przyszłej panny młodej. Sam punkt wyjścia, czyli zderzenie dwóch światów to potężny materiał komediowego ładunku, w pełni wykorzystywanego. Jednocześnie reżyser uczy tolerancji i akceptacji inności. Uwiarygadniają to wszystko brawurowe role Robina Williamsa i Nathana Lane’a – scena, gdy pierwszy uczy drugiego jak zachowywać się po męsku to małe dzieło sztuki. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Anioły w Ameryce (2003) – 7/10

Telewizyjny miniserial oparty na głośnej sztuce Tony’ego Kushnera. Akcja toczy się w połowie lat 80. w Ameryce w środowisku homoseksualistów i skupia się na osobach chorych na AIDS. Młody Prior widzi anioły, a mecenas Roy jest cynicznym adwokatem ukrywającym swoją dolegliwość. Ta produkcja to mieszanka rzeczywistości i snów, gdzie losy różnych bohaterów splatają się ze sobą. Jest m.in. asystent Roya, ukrywający przed żoną i matką swój homoseksualizm, partner Priora, nie radzący sobie z chorobą chłopaka i pielęgniarz-transwestyta. Reżyser przełamuje kolejne tabu i daje do myślenia, chociaż czuć troszkę teatralny rodowód dzieła. Plus naprawdę znakomita obsada – Al Pacino, Meryl Streep, Emma Thompson, Justin Kirk, Patrick Wilson i Mary-Louise Parker. Recenzja tutaj.

Miejsce 8. – Absolwent (1967) – 7/10

Film kultowy, pod warunkiem, że jesteś młodym człowiekiem szukającym swojego miejsca na Ziemi w swoim dorosłym życiu. Wtedy wczujesz się w skórę Bena Braddocka, który po ukończeniu liceum nie ma kompletnie pomysłu na swoje dalsze życie. I chyba dlatego chłopiec wplątuje się w romans ze starsza kobieta – panią Robinson. Popisowa rola Dustina Hoffmana oraz Anne Bancroft, będącą pierwszym filmowym MILF-em. Do tego nieśmiertelne piosenki duetu Simon & Garfunkel oraz bardzo niejednoznaczny finał. Troszkę nadgryzł go czas, ale nadal potrafi zaintrygować. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. –  Biloxi Blues (1988) – 7,5/10 

Najlżejszy film w dorobku reżysera oparty na sztuce Neila Simona. Bohaterem jest młody chłopak, który musi odbyć służbę wojskową w 1945 roku. Trafia tam na nieprzyjemnego sierżanta Toomeya. Taki troszkę typowy film inicjacyjny, ale autentycznie zabawny i uroczy. Może i jest to troszkę przypudrowane oraz pastelowe, ale seans jest ogromną frajdą. Do tego czarujący Matthew Broderick oraz odpowiednio nieprzyjemny Christopher Walken.  Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Paragraf 22 (1970) – 7,5/10 

Tym razem reżyser postawił sobie zadanie teoretycznie nie do zrealizowania: adaptację powieści Josepha Hellera – legendarnej, antywojennej historii pilota Yossariana. Mężczyzna nie chce walczyć, tylko przetrwać, ale przełożeni niespecjalnie mu w tym pomagają. Reżyser piętnuje i atakuje biurokrację, głupotę przełożonych oraz ich ambicje, polegające na zdobyciu kolejnego odznaczenia. Jest jeszcze tajemniczy syndykat, gdzie każdy żołnierz ma swoje udziały oraz zyski. Dla tego syndykatu warto też… zaatakować swoją bazę. Książka znacznie mocniejsza i ostrzejsza, ale Nicholsowi udało się zachować klimat w czym pomaga koncertowa obsada z Alanem Arkinem oraz Jonem Voightem na czele. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Porozmawiajmy o kobietach (1971) –  7,5/10

Tragikomedia opisująca relacje damsko-męskie z perspektywy dwóch facetów – pewnego siebie Jonathana oraz nieśmiałego Sandy’ego. Obaj panowie zakochują się w tej samej kobiece, pokazując tą relację na przestrzeni 25 lat. Obydwaj panowie więcej ukrywają niż mówią, a obydwaj panowie tak naprawdę są pogubionymi egzemplarzami ludzi nie do końca pewnych swojej wartości, gdzie nic nie jest takie proste, jak na pierwszy rzut oka się wydaje. Jest tutaj większy pazur oraz delikatnie sfilmowane sceny erotyczne, do tego świetne role Jacka Nicholsona, Arta Garfunkela, Candice Bergen oraz Ann-Margret. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Pracująca dziewczyna (1988) – 8/10

Nichols tym razem feministycznie i antykorporacyjnie. Tytułową dziewczyną jest Tess McGill – sekretarka ambitnej szefowej dużej firmy inwestycyjnej. Dziewczyna odkrywa, że jej szefowa wykorzystała w tajemnicy jej pomysł. Kiedy jednak kobieta łamie sobie nogę i jest niedysponowana, Tess planuje zemstę. Mocno trzymające się ziemi, chociaż ocierające się o nurt komedii romantycznej to jest to portret determinacji, sprytu oraz walki o swój lepszy byt. Niesamowicie rozbrajajacy, fantastycznie wyreżyserowany oraz zagrany – Melanie Griffith, Sigourney Weaver, Harrison Ford, Joan Cusack. Już te nazwiska mówią za wszystko – tylko fryzury i komputery zdradzają wiek. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Bliżej (2004) – 8/10

Gorzka obserwacja oparta na sztuce Patricka Marbera, troszkę przypominający „Porozmawiajmy o kobietach”, tylko że skupiony na czworokącie – Alice, Dan, Anna i Larry. Kazde z nich jest inne, prowokuje, szuka swojego miejsca, miłości oraz stabilizacji. Wszystko jest tutaj pomieszane, komplikuje się na naszych oczach, relacje zmieniają tempo, a każdy z tego kwadratu kłamie, oszukuje, zakłada maski. Koncertowa gra kwartetu Roberts, Law, Portman i Owena, do tego spinająca klamrą piosenka „Blower’s Daughter” Damiena Rice’a. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Kto się boi Virginii Woolf? (1965) – 9/10

Debiut reżyserski, przykuwający uwagę wszystkich. Będziemy świadkami perwersyjnej psychologicznej gry, prowadzonej przez małżeństwo ze środowiska akademickiego – George’a i Martha, w które zostaje wplątana młoda para: Honey i Nick. Rozczarowanie, gorycz, wojna małżeńska, gdzie nie ma miejsca na litość czy przebaczenie. Liczy się tylko zadawanie bólu i cierpienia. Po tym seansie, świat stanie się bardzo nieprzyjaznym miejscem. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Dowcip (2001) – 9/10

Za każdym razem, jak oglądam ten film, zwyczajnie mnie szarpie. Nazwałem tą telewizyjną produkcję wykładem o umieraniu i nie jest to przesada. Przyglądamy się tutaj mierzącą się z zaawansowanym rakiem profesor Vivien Bearing – specjalistce od literatury barokowej. Reżyser brutalnie przypomina, ze w konfrontacji ze śmiercią jesteśmy bezradni i jedynie zaakceptowanie kruchości swojego ciała może uczynić ostatnie chwile na Ziemi bardziej znośne. Wszystko jest tutaj rewelacyjne – od sterylnego otoczenia, klasyczną muzykę po rewelacyjną reżyserię oraz genialną Emmę Thompson (także autorka scenariusza). Takich filmów się nie zapomina nigdy. Recenzja tutaj.

A jak układa się wasz ranking filmów Mike’a Nicholsa? Piszcie śmiało w komentarzach i czekam na wasze opinie.

Radosław Ostrowski